Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki
<naglowek_rozdzial>Rozdział sześćdziesiąty pierwszy</naglowek_rozdzial>
<akap>Przez trzy dni, a raczej trzy noce nic nie mąciło im spokoju. Praca, WięzienieGdy zwykłe zajęcia więzienne, polegające na oddzielaniu zmarłych od żywych i ciężko chorych od zdrowszych, zostały ukończone i gdy znużeni strażnicy pokładli się spać na korytarzach, Winicjusz wchodził do podziemia, w którym była Ligia, i pozostawał w nim dopóty, dopóki brzask nie zajrzał przez kraty okna.Miłość, Religia, Śmierć Ona składała mu głowę na piersiach i rozmawiali cichymi głosami o miłości i o śmierci. Oboje mimo woli, w myślach i rozmowach, nawet w pragnieniach i nadziejach, oddalali się coraz bardziej od życia i tracili jego poczucie. Oboje byli jak ludzie, którzy odpłynąwszy okrętem od lądu, nie widzą już brzegu i pogrążają się z wolna w nieskończoność. Oboje zmieniali się stopniowo w duchy smutne, rozmiłowane w sobie i w Chrystusie i gotowe odlecieć. Czasem tylko w jego sercu zrywał się jeszcze ból, jak wicher, czasem błysnęła, jak błyskawica, nadzieja, zrodzona z miłości i wiary w miłosierdzie Ukrzyżowanego Boga, lecz co dzień więcej i on odrywał się od ziemi, a oddawał się śmierci. Życie snemRankiem, gdy wychodził z więzienia, patrzył na świat, na miasto, na znajomych i na sprawy życiowe jak przez sen. Wszystko wydawało mu się obcym, odległym, czczym i znikomym. Przestała go przerażać nawet groza mąk, miał bowiem uczucie, że to jest rzecz, przez którą można przejść jakby w zamyśleniu, z oczyma utkwionymi w coś innego. Obojgu zdawało się, że poczyna ich już ogarniać wieczność. Podróż, ZaświatyRozmawiali o miłości, o tym, jak będą miłowali się i żyli razem, ale jedynie z tamtej strony grobu, i jeśli czasem myśl ich zwracała się jeszcze ku rzeczom ziemskim, to tylko jak myśl ludzi, którzy gotując się w wielką drogę, rozmawiają o przygotowaniach podróżnych. Zresztą otaczała ich cisza taka, jaka otacza dwie kolumny stojące gdzieś na pustkowiu i zapomniane. Chodziło im już tylko o to, by Chrystus ich nie rozdzielił; a gdy każda chwila wzmagała w nich tę pewność, rozkochali się w Nim jak w ogniwie, które ich miało połączyć, jak w nieskończonym szczęściu i w nieskończonym spokoju. Na ziemi jeszcze opadał z nich proch ziemi. Dusze stały się w nich czyste jak łzy. Pod grozą śmierci, wśród nędzy i cierpień, na barłogu więziennym poczęło się dla nich niebo, albowiem ona brała go za rękę i prowadziła, jakby już zbawiona i święta, do wieczystego źródła życia.</akap>
<akap>A Petroniusz zdumiewał się widząc w twarzy Winicjusza coraz większy spokój i jakieś dziwne blaski, których nie widywał dawniej. Chwilami nawet rodziły się w jego umyśle przypuszczenia, że Winicjusz znalazł jakowąś drogę ratunku, i było mu przykro, że go w swe nadzieje nie wtajemnicza.</akap>
<akap>Wreszcie, nie mogąc wytrzymać, rzekł mu:</akap>
<akap_dialog>--- Teraz ty wyglądasz inaczej, więc nie czyń przede mną tajemnicy, bo chcę i mogę ci być pomocnym: czy ułożyłeś co?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ułożyłem --- odpowiedział Winicjusz --- ale ty nie możesz mi być już pomocny. Oto po jej śmierci wyznam, żem jest chrześcijaninem, i pójdę za nią.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Więc nie masz nadziei?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Owszem, mam. Chrystus mi ją odda i nie rozłączę się z nią już nigdy.</akap_dialog>
<akap>Petroniusz począł chodzić po atrium z wyrazem rozczarowania i zniecierpliwienia w twarzy, po czym rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Na to nie potrzeba waszego Chrystusa, albowiem tę samą usługę może ci oddać nasz Tanatos[1].</akap_dialog>
<akap>A Winicjusz uśmiechnął się smutno i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Nie, drogi, ale ty tego nie chcesz zrozumieć.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie chcę i nie mogę --- odpowiedział Petroniusz. --- Nie czas na rozprawy, ale pamiętasz, coś mówił, gdy nam się nie udało wyrwać jej z Tullianum? Ja straciłem wszelką nadzieję, a tyś rzekł, gdyśmy wrócili do domu: ,,A ja wierzę, że Chrystus może mi ją wrócić." Niechże ci ją wróci. Gdy rzucę kosztowną czarę w morze, nie potrafi oddać mi jej żaden z naszych bogów, ale jeśli i wasz nie lepszy, to nie wiem, dlaczego bym miał go czcić więcej od dawnych.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- On też mi ją odda --- odrzekł Winicjusz.</akap_dialog>
<akap>Petroniusz wzruszył ramionami.</akap>
<akap_dialog>--- Czy wiesz --- zapytał --- że chrześcijanami mają jutro oświecić ogrody cezara?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jutro? --- powtórzył Winicjusz.</akap_dialog>
<akap>I wobec bliskiej strasznej rzeczywistości serce zadrgało w nim jednak bólem i przerażeniem. Pomyślał, że to może ostatnia noc, którą będzie mógł spędzić z Ligią, więc pożegnawszy Petroniusza udał się śpiesznie do dozorcy puticulów po swoją tesserę.</akap>
<akap>Lecz tu czekał go zawód, dozorca albowiem nie chciał mu dać znaku.</akap>
<akap_dialog>Niebezpieczeństwo--- Wybacz, panie --- rzekł. --- Uczyniłem dla ciebie, com mógł, ale nie mogę narażać życia. Dziś w nocy mają wyprowadzać chrześcijan do ogrodów cezara. W więzieniu pełno będzie żołnierzy i urzędników. Gdyby cię poznano, zginąłbym ja i moje dzieci.</akap_dialog>
<akap>Winicjusz zrozumiał, że próżno byłoby nalegać. Błysnęła mu jednak nadzieja, że żołnierze, którzy widywali go poprzednio, puszczą go może i bez znaku, więc za nadejściem nocy, przebrawszy się jak zwykle w zgrzebną tunikę i obwiązawszy szmatą głowę, udał się do bram więzienia.</akap>
<akap>Lecz dnia tego sprawdzano znaki z większą jeszcze ścisłością niż zwykle, a co większa, setnik Scewinus, srogi i oddany duszą i ciałem cezarowi żołnierz, poznał Winicjusza.</akap>
<akap>Lecz widocznie w jego okutej w żelazo piersi tliły się jakieś iskry litości dla ludzkiej niedoli, albowiem zamiast uderzyć włócznią w tarczę na znak alarmu, odwiódł Winicjusza na bok i rzekł mu:</akap>
<akap_dialog>--- Panie, wracaj do siebie. Poznałem cię, ale będę milczał nie chcąc cię gubić. Puścić cię nie mogę, ale wracaj i niech bogowie ześlą ci ukojenie.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Puścić mnie nie możesz --- rzekł Winicjusz --- ale pozwól mi tu zostać i widzieć tych, których będą wyprowadzali.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Mój rozkaz nie sprzeciwia się temu --- odpowiedział Scewinus.</akap_dialog>
<akap>WięzieńWinicjusz stanął przed bramą i czekał, póki nie poczną wyprowadzać skazańców. Wreszcie około północy rozwarły się szeroko bramy więzienia i ukazały się całe szeregi więźniów: mężczyzn, kobiet i dzieci, otoczone przez zbrojne oddziały pretorianów. NocNoc była jasna bardzo --- i pełnia, tak że można było odróżnić nie tylko postaci, ale nawet i twarze nieszczęsnych. Szli parami, długim posępnym korowodem, i wśród ciszy, przerywanej tylko brzękiem żołnierskich zbroic. Prowadzono ich tylu, że zdawało się, iż wszystkie piwnice pozostaną próżne.</akap>
<akap>Przy końcu orszaku Winicjusz dostrzegł wyraźnie Glauka lekarza, lecz ani Ligii, ani Ursusa nie było między skazanymi.</akap>
<naglowek_rozdzial>Rozdział sześćdziesiąty drugi</naglowek_rozdzial>
<akap>Lud, Tłum, ZabawaMrok jeszcze nie zapadł, gdy już pierwsze fale ludu poczęły napływać do ogrodów cezara. Tłumy, przybrane świątecznie, uwieńczone, ochocze i śpiewające, a w części pijane, szły patrzeć na nowe, wspaniałe widowisko. Okrzyki: ,,Semaxii! Sarmenticii!", rozlegały się na Via Tecta, na moście Emiliusza i z drugiej strony Tybru, na drodze Tryumfalnej, koło cyrku Nerona i aż hen po wzgórze Watykańskie.Kara, Ogień , Więzień Widywano już i poprzednio w Rzymie ludzi palonych na słupach, lecz nigdy dotąd nie widziano takiej ilości skazanych. Cezar i Tygellin, chcąc skończyć z chrześcijanami, a zarazem zapobiec zarazie, która z więzień rozchodziła się coraz bardziej po mieście, nakazali opróżnić wszystkie podziemia, tak że zostało w nich zaledwie kilkudziesięciu ludzi, przeznaczonych na koniec igrzysk. Toteż tłumy po przebyciu bram ogrodowych oniemiały ze zdziwienia. Wszystkie aleje główne i boczne, biegnące wśród gęstwiny drzew, wokół łąk, kęp, stawów, sadzawek i poletek obsianych kwieciem, nabite były smolnymi słupami, do których poprzywiązywano chrześcijan. Z wyższych miejsc, gdzie widoku nie zasłaniały drzewa, można było dostrzec cale szeregi palów i ciał, przybranych w kwiaty, w liście mirtowe i w bluszcz, ciągnące się w głąb, po wyniosłościach i nizinach, tak daleko, że gdy bliższe wydawały się jak maszty naw[2], najdalsze przedstawiały się oczom jak kolorowe, pozatykane w ziemię tyrsy lub dzidy. Mnogość ich przeszła oczekiwania samego ludu. Można było pomyśleć, że cały jakiś naród poprzywiązywano do słupów dla uciechy Rzymu i cezara. Gromady widzów zatrzymywały się przed pojedynczymi masztami, w miarę jak zaciekawiały je postaci, wiek lub płeć ofiar, oglądały twarze, wieńce, girlandy bluszczu, po czym szły dalej i dalej, zadając sobie pełne zdumienia pytania:Wino ,,Zali mogło być tylu winnych lub jak mogły podpalić Rzym dzieci, zaledwie zdolne chodzić o własnej mocy?" I zdumienie przechodziło z wolna w niepokój.</akap>
<akap>Noc, Ogień Tymczasem zapadł mrok i na niebie zabłysły pierwsze gwiazdy. Wówczas przy każdym skazanym stanął niewolnik z płonącą pochodnią w ręku, a gdy odgłos trąb rozległ się w różnych częściach ogrodów na znak rozpoczęcia widowiska, wszyscy przyłożyli płomień do spodu słupów.</akap>
<akap>Ukryta pod kwiatami i polana smołą słoma wnet zajęła się jasnym płomieniem, który wzmagając się z każdą chwilą, rozkręcał zwoje bluszczów, wzbijał się ku górze i obejmował nogi ofiar. CierpienieLud umilkł, ogrody zabrzmiały jednym ogromnym jękiem i krzykami boleści. Niektóre ofiary jednak, wznosząc głowy ku gwieździstemu niebu, poczęły śpiewać na cześć Chrystusa. Lud słuchał.Dziecko, Okrucieństwo Lecz najtwardsze serca napełniły się przerażeniem, gdy z mniejszych masztów rozdzierające dziecinne głosy poczęły wołać: ,,Mamo! Mamo!", i dreszcz przebiegł nawet pijanych widzów na widok owych główek i niewinnych twarzy, poprzekrzywianych bólem lub mdlejących w dymie, który począł dusić ofiary. A płomień szedł w górę i przepalał coraz nowe wieńce róż i bluszczów. Rozgorzały aleje główne i poboczne, rozgorzały kępy drzew i łąki, i kwieciste poletka, rozbłysła woda w sadzawkach i stawach, poróżowiały drżące liście na drzewach i uczyniło się widno jak w dzień. Swąd spalonych ciał napełnił ogrody, lecz w tej chwili niewolnicy poczęli sypać w przygotowane umyślnie między słupami kadzielnice mirrę i aloes. TłumMiędzy tłumem ozwały się tu i ówdzie okrzyki, nie wiadomo, czy współczucia, czy upojenia i radości, i wzmagały się z każdą chwilą wraz z ogniem, który obejmował słupy, wspinał się ku piersiom ofiar, skręcał palącym tchnieniem włosy na ich głowach, rzucał zasłonę na ich poczerniałe twarze i wreszcie strzelał jeszcze wyżej, jakby na zwycięstwo i tryumf tej sile, która kazała go rozniecić.</akap>
<akap>DwórLecz jeszcze na początku widowiska zjawił się wśród ludu cezar na wspaniałej cyrkowej kwadrydze, zaprzężonej w cztery białe rumaki, przybrany w ubiór woźnicy i barwę stronnictwa Zielonych, do którego i on, i jego dwór należał.Pijaństwo, Wino Szły za nim inne wozy, pełne dworzan w świetnych strojach, senatorów, kapłanów i nagich bachantek z wieńcami na głowach i dzbanami wina w ręku, w części spitych i wydających dzikie okrzyki. Obok nich muzycy, poprzebierani za faunów i satyrów, grali na cytrach, formingach, piszczałkach i rogach. Na innych wozach jechały matrony i dziewice rzymskie, również pijane i wpółnagie. Obok kwadryg skoczkowie potrząsali przybrane we wstążki tyrsy; inni bili w bębenki, inni sypali kwiaty. Cały ów świetny orszak posuwał się wrzeszcząc: ,,Evoe!" najszerszą ogrodową drogą, wśród dymów i wśród ludzkich pochodni. Cezar, mając przy sobie Tygellina i Chilona, którego przerażeniem pragnął się zabawić, sam powodował[3] końmi i jadąc noga za nogą, spoglądał na płonące ciała, a zarazem słuchał okrzyków ludu.Potwór Stojąc na wysokiej złotej kwadrydze, otoczony falą ludzką, która kłaniała mu się do stóp, w blaskach ognia, w złotym wieńcu cyrkowego zwycięzcy, przerastał głową dworzan, tłumy i wydawał się być olbrzymem. Potworne jego ramiona, wyciągnięte dla trzymania lejców, zdawały się błogosławić lud. W twarzy i przymrużonych oczach miał uśmiech i jaśniał nad ludźmi jak słońce albo jak bóstwo straszne, ale wspaniałe i potężne.</akap>
<akap>OkrucieństwoChwilami zatrzymywał się, by przypatrzeć się dokładniej czy to jakiej dziewicy, której łono poczynało skwierczeć w płomieniu, czy wykrzywionej przez konwulsje twarzy dziecka, i znów jechał dalej, wiodąc za sobą szalony i rozhukany orszak. Chwilami kłaniał się ludowi, to znów, przeginając się w tył, ściągał złote lejce i rozmawiał z Tygellinem. Na koniec dojechawszy do wielkiej fontanny, stojącej w pośrodku dwóch krzyżujących się ulic, wysiadł z kwadrygi i skinąwszy na towarzyszów zmieszał się z tłumem.</akap>
<akap>Przywitano go krzykiem i oklaskami. Bachantki, nimfy, senatorowie, augustianie, kapłani, fauny, satyry i żołnierze otoczyli go wraz szalonym kołem, on zaś, mając po jednej stronie Tygellina, po drugiej Chilona, obchodził fontannę, naokół której płonęło kilkadziesiąt pochodni, zatrzymując się przed każdą, czyniąc uwagi nad ofiarami lub drwiąc ze starego Greka, w którego twarzy malowała się bezbrzeżna rozpacz.</akap>
<akap>Ogień Na koniec stanęli przed wysokim masztem, przybranym w mirty i okręconym w powój. Czerwone języki ognia dochodziły tu już do kolan ofiary, ale twarzy jej nie można było zrazu rozpoznać, gdyż świeże, płonące gałązki przesłoniły ją dymem. Po chwili jednak lekki wiatr nocny zwiał dymy i odkrył głowę starca z siwą spadającą na piersi brodą.</akap>
<akap>WążNa ten widok Chilo zwinął się nagle w kłąb, jak raniony gad,Ptak z ust zaś wyszedł mu krzyk, raczej do krakania niż do ludzkiego głosu podobny:</akap>
<akap_dialog>--- Glaukos! Glaukos!...</akap_dialog>
<akap>Jakoż istotnie z płonącego słupa patrzył na niego Glaukos lekarz.</akap>
<akap>Żył jeszcze.Zdrada Twarz miał zbolałą i pochyloną, jakby chciał po raz ostatni przypatrzeć się swemu katowi, który go zdradził, pozbawił go żony, dzieci, nasadził[4] na niego zabójcę, a gdy to wszystko zostało mu w imię Chrystusa odpuszczone, raz jeszcze wydał go w ręce oprawców. Nigdy człowiek nie wyrządził człowiekowi straszniejszych i bardziej krwawych krzywd. OfiaraI oto ofiara płonęła teraz na smolnym słupie, a kat stał u jej stóp. Oczy Glauka nie odwracały się od twarzy Greka. Chwilami przesłaniał je dym, lecz gdy dmuchnął powiew, Chilo widział znów te utkwione w siebie źrenice. Podniósł się i chciał uciekać, lecz nie mógł. Nagle wydało mu się, że nogi jego są z ołowiu i że jakaś niewidzialna ręka zatrzymuje go z nadludzką siłą przed tym słupem. I skamieniał. Czuł tylko, że coś przepełnia się w nim, coś się zrywa, że dosyć ma mąk i krwi, że przychodzi koniec życia i że wszystko znika naokół: i cezar, i dwór, i tłumy, a otacza go tylko jakaś bezdenna, straszna i czarna pustka, w niej zaś widać tylko te oczy męczennika, które wzywają go na sąd. A tamten, schylając coraz niżej głowę, patrzył ciągle. Obecni odgadli, że między tymi ludźmi coś się dzieje, lecz śmiech zamarł im na ustach,Strach w twarzy bowiem Chilona było coś strasznego: wykrzywiła ją taka trwoga i taki ból, jak gdyby owe języki ognia paliły jego własne ciało. Nagle zachwiał się i wyciągnąwszy w górę ramiona zawołał okropnym, rozdzierającym głosem:</akap>
<akap_dialog>--- Glauku! W imię Chrystusa! Przebacz!</akap_dialog>
<akap>Uciszyło się naokół: dreszcz przebiegł obecnych i wszystkie oczy mimo woli podniosły się w górę.</akap>
<akap>MiłosierdzieA głowa męczennika poruszyła się lekko, po czym usłyszano z wierzchołka masztu podobny do jęku głos:</akap>
<akap_dialog>--- Przebaczam!...</akap_dialog>
<akap>Chilo rzucił się na twarz wyjąc jak dziki zwierz i nabrawszy ziemi w obie garści, posypał sobie nią głowę. Tymczasem płomienie strzeliły w górę, objęły piersi i twarz Glauka, rozplotły mirtową koronę na jego głowie i zajęły wstęgi na wierzchu słupa, który zajaśniał cały wielkim, jaskrawym światłem.</akap>
<akap>Przemiana , SzaleństwoLecz Chilo podniósł się po chwili z twarzą tak zmienioną, iż augustianom wydało się, że widzą innego człowieka. Oczy płonęły mu niezwykłym blaskiem, ze zmarszczonego czoła biło uniesienie; niedołężny przed chwilą Grek wyglądał teraz jak jakiś kapłan, który, nawiedzony przez bóstwo, chce odkryć prawdy nieznane.</akap>
<akap_dialog>--- Co z nim jest? Oszalał! --- ozwało się kilka głosów.</akap_dialog>
<akap>On zaś odwrócił się ku tłumom i wyciągnąwszy w górę prawą rękę, począł wołać, a raczej krzyczeć tak donośnie, by nie tylko augustianie, ale i tłuszcza mogła głos jego dosłyszeć:</akap>
<akap_dialog>--- Ludu rzymski! Na moją śmierć przysięgam, że oto giną niewinni, a podpalaczem jest --- ten!...</akap_dialog>
<akap>I wskazał palcem na Nerona.</akap>
<akap>Nastała chwila ciszy. Dworzanie zdrętwieli. Chilo stał ciągle z wyciągniętym drżącym ramieniem i palcem zwróconym ku cesarzowi. Nagle uczyniło się zamieszanie. Lud, TłumLud na kształt fali, pchniętej nagłym wichrem, rzucił się ku starcowi, chcąc mu się lepiej przypatrzeć. Tu i ówdzie ozwały się krzyki: ,,Trzymaj!", gdzie indziej: ,,Biada nam!" W tłumie rozległ się świst i wrzaski: ,,Ahenobarbus! Matkobójca! Podpalacz!" Bezład wzrastał z każdą chwilą. Bachantki, wrzeszcząc wniebogłosy, poczęły się chronić na wozy. Nagle kilka przepalonych słupów przewróciło się, rozsypując wokół skry i powiększając zamęt. Ślepa, stłoczona fala ludu porwała Chilona i uniosła go w głąb ogrodu.</akap>
<akapOgień >Wszędzie też słupy poczęły już przepalać się i padać w poprzek ulic, napełniając aleje dymem, skrami, swędem drzewa i swędem ludzkiego tłuszczu. Gasły światła dalsze i bliższe. W ogrodach pociemniało. Tłumy zaniepokojone, posępne i trwożne cisnęły się do bram. Wieść o tym, co zaszło, przechodziła z ust do ust, zmieniona i powiększona. PlotkaJedni opowiadali, że cezar zemdlał, drudzy, że sam wyznał, iż kazał podpalić Rzym, trzeci, że zachorował ciężko, inni wreszcie, że wywieziono go jak martwego na wozie. Tu i ówdzie odzywały się głosy współczucia dla chrześcijan: ,,Nie oni spalili Rzym, po co więc tyle krwi, mąk i niesprawiedliwości? Czy bogowie nie będą się mścili za niewinnych i jakież piacula zdołają ich znowu przebłagać?" Słowa: ,,innoxia corpora!", powtarzały się coraz częściej. Kobiety litowały się głośno nad dziećmi, których tyle rzucono dzikim zwierzętom, poprzybijano na krzyże lub spalono w tych przeklętych ogrodach! I wreszcie politowanie zmieniło się w złorzeczenia cezarowi i Tygellinowi. BógLecz byli i tacy, którzy, zatrzymując się nagle, zadawali sobie lub innym pytanie: ,,Cóż to jest za bóstwo, które daje taką siłę wobec mąk i śmierci?" I powracali do domów w zamyśleniu...</akap>
<akap>Chilo błąkał się zaś jeszcze po ogrodach, nie wiedząc, dokąd iść i gdzie się obrócić. Teraz uczuł się znów bezsilnym, niedołężnym i chorym starcem. Chwilami potykał się o nie dopalone ciała, potrącał głownie, które wysyłały w ślad za nim roje iskier, chwilami siadał spoglądając naokół bezprzytomnym wzrokiem. Ogrody stały się już prawie całkiem ciemne; między drzewami poruszał się tylko blady księżyc, rozświecając niepewnym światłem aleje, sczerniałe, leżące w poprzek słupy i zmienione w bezkształtne bryły niedogarki ofiar. Lecz staremu Grekowi wydało się, że w księżycu widzi twarz Glauka i że oczy jego patrzą nań jeszcze ciągle, i chował się przed światłem. Wreszcie jednak wyszedł z cienia i mimo woli, jakby party jakąś nieznaną siłą, począł kierować się ku fontannie, przy której oddał ducha Glaukos.</akap>
<akap>Wtem jakaś ręka dotknęła jego ramienia.</akap>
<akap>Miłosierdzie, ZdradaStarzec odwrócił się i widząc przed sobą nieznaną postać, zawołał z przerażeniem:</akap>
<akap_dialog>--- Kto tam! Ktoś ty jest?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Apostoł, Paweł z Tarsu.</akap_dialog>
<akap_dialog>Przekleństwo--- Jam przeklęty!... Czego chcesz?</akap_dialog>
<akap>A Apostoł odrzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Chcę cię zbawić.</akap_dialog>
<akap>Chilo oparł się o drzewo.</akap>
<akap>Nogi chwiały się pod nim i ramiona zwisły mu wzdłuż ciała.</akap>
<akap_dialog>--- Dla mnie nie masz zbawienia! --- rzekł głucho.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Zali słyszałeś, że Bóg przebaczył żałującemu łotrowi na krzyżu? --- zapytał Paweł.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Zali wiesz, com ja uczynił?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Widziałem boleść twoją i słyszałem, jakoś dał świadectwo prawdzie.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- O panie!...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I gdy sługa Chrystusów przebaczył ci w godzinie męki i śmierci, jakżeby ci Chrystus nie miał przebaczyć?</akap_dialog>
<akap>A Chilo chwycił rękoma głowę jak w obłąkaniu:</akap>
<akap_dialog>--- Przebaczenie! Dla mnie przebaczenie!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Bóg nasz to Bóg Miłosierdzia --- odpowiedział Apostoł.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dla mnie? --- powtórzył Chilo.</akap_dialog>
<akap>I począł jęczeć jak człowiek, któremu zbrakło sił, by mógł opanować ból i mękę. Paweł zaś rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Oprzyj się na mnie i pójdź ze mną.</akap_dialog>
<akap>ŁzyI wziąwszy go szedł z nim ku krzyżującym się ulicom, kierując się głosem fontanny, która zdawała się płakać wśród nocnej ciszy nad ciałami pomęczonych.</akap>
<akap_dialog>Morze --- Bóg nasz to Bóg Miłosierdzia --- powtórzył Apostoł. --- Gdybyś stanął nad morzem i rzucał w nie kamienie, czybyś mógł zarzucić nimi głębinę morską? A ja ci mówię, że miłosierdzie Chrystusa jest jako morze i że grzechy i winy ludzkie potoną w nim jako kamienie w otchłani. I mówię ci, że jest jako niebo, które pokrywa góry, lądy i morza, albowiem jest wszędzie i nie masz granicy ni końca. CierpienieTyś cierpiał u słupa Glauka i Chrystus widział twoje cierpienie. Tyś rzekł nie bacząc na to, coć jutro spotkać może: ,,Ten jest podpalaczem!", i Chrystus spamiętał słowa twoje. Bowiem minęła twoja złość i kłamstwo, a w sercu został się jeno żal nieprzebrany... Chodź ze mną i słuchaj, co ci powiadam:Przemiana otom ja także nienawidził Go i prześladował Jego wybranych. Jam Go nie chciał i nie wierzył w Niego, póki mi się nie ukazał i nie powołał mnie. I odtąd On jest miłością moją. A teraz ciebie nawiedził zgryzotą, trwogą i boleścią, aby cię powołać ku sobie. Tyś Go nienawidził, a On kochał cię. Tyś wydawał na męki Jego wyznawców, a On chce ci przebaczyć i zbawić cię.</akap_dialog>
<akap>Piersią nędzarza poczęło wstrząsać łkanie ogromne, od którego rozdzierała się w nim dusza do dna, a Paweł ogarniał go, opanowywał i wiódł, jak żołnierz wiedzie jeńca.</akap>
<akap>I po chwili znów mówić począł:</akap>
<akap_dialog>--- Pójdź za mną, a ja cię powiodę do Niego. Dla jakiejż innej przyczyny przychodziłbym do ciebie? Ale oto On rozkazał mi zbierać dusze ludzkie w imię miłości, więc spełniam służbę Jego. Ty mniemasz, żeś przeklęty, a ja ci mówię: uwierz w Niego, a czeka cię zbawienie. Ty myślisz, żeś znienawidzon, a ja ci powtarzam, że On miłuje cię. Patrz na mnie! Gdym Jego nie miał, nic nie miałem krom złości, która mieszkała w sercu moim, a teraz Jego miłość starczy mi za ojca i matkę, za bogactwa i królowanie. W Nim jednym ucieczka, On jeden policzy twój żal, wejrzy na nędzę twoją, zdejmie z ciebie trwogę i podniesie cię do siebie.</akap_dialog>
<akap>Tak mówiąc przywiódł go do fontanny, której srebrny strumień połyskiwał z dala w miesięcznym świetle. Naokół była cisza i pustka, albowiem służba niewolnicza uprzątnęła już tu zwęglone słupy i ciała męczenników.</akap>
<akap>Chilo rzucił się z jękiem na kolana i ukrywszy twarz w dłoniach, pozostał bez ruchu, Paweł zaś podniósł twarz ku gwiazdom i począł się modlić:</akap>
<akap_dialog>Modlitwa--- Panie, spojrzyj na tego nędzarza, na żal jego, na łzy i mękę! Panie Miłosierdzia, któryś przelał krew za winy nasze, przez Twoją mękę, przez śmierć i zmartwychwstanie odpuść mu!</akap_dialog>
<akap>Po czym umilkł, lecz długo jeszcze patrzył w gwiazdy i modlił się.</akap>
<akap>A wtem spod jego stóp ozwało się podobne do jęku wołanie:</akap>
<akap_dialog>--- Chryste!... Chryste!... Odpuść mi!...</akap_dialog>
<akap>ChrzestNaówczas Paweł zbliżył się do fontanny i nabrawszy wody w dłonie wrócił do klęczącego nędzarza:</akap>
<akap_dialog>--- Chilonie! Oto cię chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha! Amen!</akap_dialog>
<akap>Chilo podniósł głowę, rozłożył ręce i pozostał tak bez ruchu. Księżyc oświecał pełnym światłem jego zbielałe włosy i równie białą, nieruchomą, jakby umarłą lub wykutą z kamienia twarz. Chwile płynęły jedna za drugą; z wielkich ptaszarni, umieszczonych w ogrodach Domicji, poczęło dochodzić pianie kogutów, a on klęczał jeszcze, podobny do nagrobnego posągu.</akap>
<akap>Wreszcie ocknął się, wstał i zwróciwszy się do Apostoła zapytał:</akap>
<akap_dialog>--- Co mam czynić przed śmiercią, panie?</akap_dialog>
<akap>Paweł również rozbudził się z zadumy nad tą niezmierną potęgą, której nie mogły oprzeć się nawet takie duchy, jak tego Greka, i odrzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Ufaj i daj świadectwo prawdzie!</akap_dialog>
<akap>Po czym wyszli razem. U bram ogrodu Apostoł pobłogosławił raz jeszcze starca i rozstali się, albowiem wymagał tego sam Chilo przewidując, że po tym, co zaszło, cezar i Tygellinus każą go ścigać.</akap>
<akap>Jakoż nie mylił się. Wróciwszy do siebie, zastał już dom otoczony przez pretorianów, którzy porwali go i pod wodzą Scewinusa zawiedli na Palatyn.</akap>
<akap>Cezar udał się już był na spoczynek, lecz Tygellin czekał i ujrzawszy nieszczęsnego Greka powitał go z twarzą spokojną, ale złowrogą...</akap>
<akap_dialog>Odwaga--- Popełniłeś zbrodnię obrazy majestatu --- rzekł mu --- i kara cię nie minie. Lecz jeśli jutro oświadczysz w amfiteatrze, żeś był pijany i szalony i że sprawcami pożaru są chrześcijanie, kara twoja skończy się na chłoście i wygnaniu.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie mogę, panie! --- odpowiedział cicho Chilo.</akap_dialog>
<akap>A Tygellin zbliżył się do niego krokiem powolnym i głosem również przyciszonym, ale strasznym, zapytał:</akap>
<akap_dialog>--- Jak to nie możesz, psie grecki? Zaliś nie był pijany i zali nie rozumiesz, co cię czeka? Spójrz tam!</akap_dialog>
<akap>I to rzekłszy wskazał na kąt atrium, w którym obok długiej drewnianej ławy stało w mroku czterech nieruchomych niewolników trackich z powrozami i obcęgami w ręku.</akap>
<akap>A Chilo odrzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Nie mogę, panie!</akap_dialog>
<akap>Tygellina poczęła ogarniać wściekłość, lecz pohamował się jeszcze.</akap>
<akap_dialog>--- Widziałeś --- zapytał --- jak umierają chrześcijanie? Czy chcesz tak umrzeć?</akap_dialog>
<akap>Starzec wzniósł w górę wybladłą twarz; czas jakiś wargi jego poruszały się cicho, po czym odrzekł:</akap>
<akap_dialog>--- I ja wierzę w Chrystusa!...</akap_dialog>
<akap>Tygellin spojrzał na niego ze zdumieniem:</akap>
<akap_dialog>--- Psie, tyś oszalał naprawdę!</akap_dialog>
<akap>I nagle nagromadzona w jego piersi wściekłość zerwała tamę. Skoczywszy do Chilona chwycił go obiema rękami za brodę, zwalił na ziemię i począł deptać powtarzając z pianą na ustach:</akap>
<akap_dialog>--- Odwołasz! Odwołasz!...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie mogę! --- odpowiedział mu z ziemi Chilo.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na męki z nim!</akap_dialog>
<akap>Cierpienie, KaraUsłyszawszy ów rozkaz Trakowie porwali starca i położyli go na ławę, po czym przytwierdziwszy go do niej za pomocą sznurów, poczęli cęgami ściskać jego wychudłe piszczele. Lecz on, w czasie gdy go przywiązywano, całował z pokorą ich ręce, następnie zaś przymknął oczy i wydawał się jak umarły.</akap>
<akap>Żył jednak, gdy bowiem Tygellin pochylił się nad nim i raz jeszcze zapytał: ,,Odwołasz?", zbielałe jego wargi poruszyły się lekko i wyszedł z nich zaledwie dosłyszalny szept:</akap>
<akap_dialog>--- Nie... mogę!...</akap_dialog>
<akap>Tygellin kazał przerwać męki i jął chodzić po atrium z twarzą zmienioną przez gniew, lecz zarazem bezradną.Okrucieństwo Na koniec widocznie przyszła mu do głowy jakaś nowa myśl, albowiem zwrócił się do Traków i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Wyrwać mu język.</akap_dialog>
<naglowek_rozdzial>Rozdział sześćdziesiąty trzeci</naglowek_rozdzial>
<akap>TeatrDramat <tytul_dziela>Aureolus</tytul_dziela> dawano zwykle w teatrach lub amfiteatrach tak urządzonych, iż mogły otwierać się i tworzyć jakby dwie odrębne sceny. Lecz po widowisku w ogrodach cezara zaniechano zwykłego sposobu, szło bowiem o to, by jak największa liczba ludzi mogła patrzeć na śmierć przybitego do krzyża niewolnika, którego w dramacie pożerał niedźwiedź. W teatrach rolę niedźwiedzia grywał obszyty w skórę aktor, tym razem jednak przedstawienie miało być ,,prawdziwe". Był to nowy pomysł Tygellina. Cezar początkowo zapowiedział, że nie przybędzie, lecz z namowy faworyta zmienił zdanie. Tygellinus wytłumaczył mu, że po tym, co zaszło w ogrodach, tym bardziej powinien pokazać się ludowi, i zarazem zaręczył, że ukrzyżowany niewolnik nie zelży go już, tak jak uczynił to Kryspus. LudLud był już nieco przesycony i zmęczony przelewem krwi, zapowiedziano mu więc nowe rozdawnictwo biletów loteryjnych i podarków, a zarazem ucztę wieczorną, przedstawienie bowiem miało się odbywać wieczorem, w rzęsiście oświetlonym amfiteatrze.</akap>
<akap>Jakoż o zmroku cały budynek napełnił się szczelnie. Augustianie z Tygellinem na czele przybyli wszyscy, nie tyle dla samego widowiska, jak dla okazania po ostatnim zajściu cezarowi swej wierności i porozmawiania o Chilonie, o którym mówił cały Rzym.</akap>
<akap>Opowiadano więc sobie na ucho, że cezar wróciwszy z ogrodów wpadł w wściekłość i nie mógł zasnąć, że opadały go strachy i dziwne widzenia, skutkiem których nazajutrz zapowiedział swój prędki wyjazd do Achai. Inni wszelako przeczyli temu, twierdząc, że teraz okaże się tym bardziej nieubłaganym względem chrześcijan. Nie brakło jednak i tchórzów, którzy przewidywali, że oskarżenie, jakie Chilon rzucił w twarz cezarowi wobec tłumów, może mieć najgorsze następstwa. Byli wreszcie i tacy, którzy przez ludzkość prosili Tygellina, by zaniechał dalszych prześladowań.</akap>
<akap_dialog>--- Patrzcie, dokąd idziecie --- mówił Barkus Soranus. --- Chcieliście zaspokoić zemstę ludu i wpoić w niego przekonanie, że kara spada na winnych, a skutek jest wprost przeciwny.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Prawda! --- dodał Antystiusz Werus --- wszyscy szepczą sobie teraz, że oni niewinni. Jeśli to ma być zręczność, to Chilo miał słuszność mówiąc, że wasze mózgi nie napełniłyby żołędziowej miseczki.</akap_dialog>
<akap>Tygellin zaś zwrócił się do nich i rzekł:</akap>
<akap_dialog>Szantaż--- Ludzie szepczą sobie także, że twoja córka Serwilia, Barku Soranusie, i twoja żona, Antystiuszu, poukrywały swoich niewolników chrześcijan przed sprawiedliwością cezara.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- To nieprawda! --- zawołał z niepokojem Barkus.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Żonę moją chcą zgubić wasze rozwódki, które zazdroszczą jej cnoty --- rzekł z nie mniejszym niepokojem Antystiusz Werus.</akap_dialog>
<akap>Lecz inni rozmawiali o Chilonie.</akap>
<akap_dialog>Przemiana , Szaleństwo--- Co mu się stało? --- mówił Eprius Marcellus. --- Sam ich wydawał w ręce Tygellina; z nędzarza stał się bogaczem, mógł dożyć spokojnie swych dni, mieć piękny pogrzeb i nagrobek, tymczasem nie! Naraz wolał stracić wszystko i zgubić się. Doprawdy, chyba oszalał.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie oszalał, ale został chrześcijaninem --- rzekł Tygellin.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Chyba nie może być --- ozwał się Witeliusz.</akap_dialog>
<akap_dialog>Bóg, Religia--- A czy ja nie mówiłem! --- wtrącił Westynus. --- Mordujcie sobie chrześcijan, ale wierzajcie mi, nie wojujcie z ich bóstwem. Tu nie ma żartów!... Patrzcie, co się dzieje! Ja tam nie paliłem Rzymu, ale gdyby mi cezar pozwolił, zaraz bym dał hekatombę ich bóstwu. I wszyscy powinni to samo uczynić, bo powtarzam: z nim nie ma żartów! Pamiętajcie, żem wam to mówił.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A ja mówiłem co innego --- rzekł Petroniusz. --- Tygellin śmiał się, gdym twierdził, że oni się bronią, a ja teraz powiem więcej: oni zdobywają!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jak to? Jak to? --- spytało kilka głosów.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na Polluksa!... Bo jeśli taki Chilo im się nie oparł, któż im się oprze? Jeśli myślicie, że po każdym widowisku nie przybywa chrześcijan, tedy z waszą znajomością Rzymu zostańcie kotlarzami lub zacznijcie brody golić, wówczas bowiem będziecie lepiej wiedzieli, co lud myśli i co się w mieście dzieje.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Mówi czystą prawdę, na święte peplum Diany! --- zawołał Westynus.</akap_dialog>
<akap>Lecz Barkus zwrócił się do Petroniusza:</akap>
<akap_dialog>--- Do czego prowadzisz?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Kończę na tym, od czegoście zaczęli: dość już krwi!</akap_dialog>
<akap>A Tygellin spojrzał na niego szydersko i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Ej! jeszcze trochę!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jeśli nie starczy ci głowy, masz drugą w gałce od laski! --- odparł Petroniusz.</akap_dialog>
<akap>Dalszą rozmowę przerwało przybycie cezara, który zajął swoje miejsce w towarzystwie Pitagorasa. Zaraz potem zaczęło się przedstawienie <tytul_dziela>Aureolusa</tytul_dziela>, na które nie bardzo zważano, myśli bowiem zajęte były Chilonem. Lud, NudaLud, przywykły do mąk i krwi, nudził się także, sykał, wydawał niepochlebne dla dworu okrzyki i wołał o przyśpieszenie sceny z niedźwiedziem, której jedynie był ciekawy. Gdyby nie nadzieja ujrzenia skazanego starca i podarków, samo widowisko nie zdołałoby zatrzymać tłumów.</akap>
<akap>Ale wreszcie nadeszła oczekiwana chwila. Kara, OkrucieństwoPachołkowie cyrkowi wnieśli naprzód drewniany krzyż, dość niski, by niedźwiedź wspiąwszy się mógł dosięgnąć do piersi męczennika, a następnie dwóch ludzi wprowadziło, a raczej przywlokło Chilona, albowiem sam, mając pokruszone kości u nóg, iść nie mógł. Położono go i przybito do drzewa tak prędko, że zaciekawieni augustianie nie mogli mu się nawet dobrze przypatrzeć, i dopiero po umocowaniu krzyża w przygotowanym umyślnie dole wszystkie oczy zwróciły się ku niemu. Lecz mało kto mógł poznać w tym nagim starcu dawnego Chilona. Po męczarniach, które kazał mu zadać Tygellin, Kreww twarzy nie zostało mu ani kropli krwi i tylko na białej brodzie widać było czerwony ślad, który zostawiła krew po wyrwaniu języka. Przez przezroczystą skórę nieledwie można było dojrzeć jego kości. Wydawał się też daleko starszym, niemal zgrzybiałym. Ale natomiast niegdyś oczy jego rzucały wiecznie pełne niepokoju i złości spojrzenia, czujne oblicze jego odbijało dawniej wieczną trwogę i niepewność, teraz zaś twarz miał bolesną, ale tak słodką i pogodną, jak miewają ludzie śpiący lub umarli. Może ufności dodawała mu pamięć o łotrze na krzyżu, któremu Chrystus przebaczył, a może też mówił w duchu miłosiernemu Bogu: ,,Panie, kąsałem jak jadowity robak, ale oto byłem przez całe życie nędzarzem, przymierałem głodem, ludzie deptali po mnie, bili mnie i znęcali się nade mną. Byłem, Panie, biedny i bardzo nieszczęśliwy, a oto teraz jeszcze położono mnie na męki i przybito na krzyż, więc Ty, Miłosierny, nie odepchniesz mnie w godzinie śmierci!" I spokój zstąpił widocznie w jego skruszone serce. Nikt nie śmiał się, było bowiem w tym ukrzyżowanym coś tak cichego, wydawał się tak starym, bezbronnym, słabym, tak wołającym swą pokorą o litość, że mimo woli każdy zadawał sobie pytanie, jak można męczyć i przybijać na krzyż ludzi, którzy już i tak konają. Tłum milczał. Między augustianami Westynus, pochylając się na prawo i na lewo, szeptał przestraszonym głosem: ,,Patrzcie, jak oni umierają!" Inni czekali na niedźwiedzia, życząc sobie w duszy, by widowisko skończyło się jak najprędzej.</akap>
<akap>Niedźwiedź wtoczył się wreszcie na arenę i chwiejąc nisko schyloną głową na obie strony, spoglądał naokół spode łba, jakby się nad czymś namyślał lub czegoś szukał. Dostrzegłszy wreszcie krzyż, a na nim nagie ciało, zbliżył się ku niemu, podniósł się nawet, lecz po chwili opuścił się znów na przednie łapy i siadłszy pod krzyżem, począł mruczeć, jakby i w jego zwierzęcym sercu ozwała się litość nad tym szczątkiem człowieka.</akap>
<akap>Z ust służby cyrkowej ozwały się podniecające okrzyki, lecz lud milczał. Chilon tymczasem podniósł wolnym ruchem głowę i czas jakiś wodził oczyma po widowni. Na koniec wzrok jego zatrzymał się gdzieś na najwyższych rzędach amfiteatru, piersi poczęły mu grać żywiej i wówczas stało się coś, co wprawiło w podziw i zdumienie widzów.Łzy Oto twarz zajaśniała mu uśmiechem, czoło otoczyły mu jakby promienie, oczy podniosły się przed śmiercią ku górze, a po chwili dwie wielkie łzy, wezbrane pod powiekami, spłynęły mu z wolna po twarzy.</akap>
<akap>ŚmierćI umarł.</akap>
<akap>A wtem jakiś donośny męski głos zawołał w górze pod velarium:</akap>
<akap_dialog>--- Pokój męczennikom!</akap_dialog>
<akap>W amfiteatrze panowało głuche milczenie.</akap>
<naglowek_rozdzial>Rozdział sześćdziesiąty czwarty</naglowek_rozdzial>
<akap>Po widowisku w ogrodach cezariańskich więzienia opustoszały znacznie. Chwytano wprawdzie jeszcze i więziono ofiary, podejrzane o wyznawanie wschodniego zabobonu, ale obławy dostarczały ich coraz mniej, zaledwie tyle, ile potrzeba było do zapełnienia następnych widowisk, które również miały się już ku końcowi.Lud Lud, przesycony krwią, okazywał coraz większe znużenie i coraz większy niepokój z powodu niebywałego dotąd zachowywania się skazanych. Obawy przesądnego Westynusa ogarnęły tysiące dusz. W tłumach opowiadano coraz dziwniejsze rzeczy o mściwości chrześcijańskiego bóstwa. Tyfus więzienny, który rozszerzył się po mieście, powiększył powszechną bojaźń. Widziano częste pogrzeby i powtarzano sobie na ucho, że potrzebne są nowe piacula dla przebłagania nieznanego boga. W świątyniach składano ofiary Jowiszowi i Libitynie. Wreszcie, mimo wszelkich usiłowań Tygellina i jego popleczników, rozszerzało się coraz bardziej mniemanie, że miasto zostało spalone z rozkazu cezara i że chrześcijanie cierpią niewinnie.</akap>
<akap>Lecz właśnie dlatego i Nero, i Tygellinus nie ustawali w prześladowaniu. MiastoDla uspokojenia ludu wydawano nowe rozporządzenia co do rozdawnictwa zboża, wina i oliwy; ogłoszono przepisy ułatwiające odbudowywanie domów, pełne ulg dla właścicieli, oraz inne dotyczące szerokości ulic i materiałów, z jakich należy budować, by na przyszłość uniknąć klęski ognia. Sam cezar bywał na posiedzeniach senatu i obradował wraz z ,,ojcami" nad dobrem ludu i miasta, ale natomiast ani cień łaski nie padł na skazanych. Władcy świata chodziło przede wszystkim o to, by wszczepić w lud przekonanie, że tak nieubłagane kary mogą spotkać tylko winnych. W senacie żaden głos nie odzywał się również za chrześcijanami, gdyż nikt nie chciał narazić się cezarowi, a prócz tego ludzie, sięgający wzrokiem dalej w przyszłość, twierdzili, że wobec nowej wiary fundamenta państwa rzymskiego nie mogłyby się ostać.</akap>
<akap>Oddawano tylko ludzi konających i zmarłych rodzinom, albowiem prawo rzymskie nie mściło się nad umarłymi. Dla Winicjusza stanowiła pewną ulgę myśl, że jeśli Ligia umrze, wówczas on pochowa ją w grobach rodzinnych i spocznie koło niej. Nie miał już żadnej nadziei ocalenia jej od śmierci i sam, oderwany na wpół od życia, zatopiony zupełnie w Chrystusie, nie marzył już o innym połączeniu, jak o wiecznym. Wiara jego stała się wprost niezgłębioną, tak że wobec niej owa wieczność wydawała mu się czymś nierównie rzeczywistszym i prawdziwszym od przejściowego istnienia, jakim żył dotąd. Serce przepełniło mu się skupionym uniesieniem. DuszaZa życia zmieniał się w istotę niemal bezcielesną, która, tęskniąc za zupełnym wyzwoleniem dla siebie, pragnęła go i dla drugiej kochanej duszy. Wyobrażał sobie, że wówczas oboje z Ligią wezmą się za ręce i Szczęście, Śmierć, Zaświatyodejdą do nieba, gdzie Chrystus ich pobłogosławi i pozwoli im zamieszkać w świetle tak spokojnym i ogromnym, jak blask zórz. Błagał tylko Chrystusa, by oszczędził Ligii mąk cyrkowych i pozwolił jej zasnąć spokojnie w więzieniu, czuł bowiem z zupełną pewnością, że i sam umrze razem z nią. Mniemał, że wobec tego morza przelanej krwi nie wolno mu nawet spodziewać się, aby ona jedna została ocalona. Słyszał od Piotra i Pawła, że i oni także muszą umrzeć jak męczennicy. Widok Chilona na krzyżu przekonał go, że śmierć, nawet męczeńska, może być słodką, więc życzył już sobie, aby nadeszła dla nich obojga, jako upragniona zmiana złej, smutnej i ciężkiej doli na lepszą.</akap>
<akap>Chwilami miewał już przedsmak zagrobowego życia. Ów smutek, który unosił się nad obu ich duszami, tracił coraz bardziej dawną palącą gorycz i stopniowo zmieniał się w jakieś zaświatowe, spokojne oddanie się woli Bożej. Winicjusz płynął dawniej w trudzie przeciw prądowi, walczył i męczył się, teraz oddał się fali, wierząc, że niesie go ona w wieczną ciszę. Odgadywał też, że Ligia, równie jak on, gotuje się na śmierć, że mimo dzielących ich murów więzienia idą już razem, i uśmiechał się do tej myśli jak do szczęścia.</akap>
<akap>I rzeczywiście, szli tak zgodnie, jakby codziennie długo dzielili się myślami. W Ligii nie było także żadnych pragnień ni żadnej nadziei prócz nadziei pozagrobowego życia. Panna młoda, ŚmierćŚmierć przedstawiała się jej nie tylko jak wyzwolenie ze strasznych murów więzienia, z rąk cezara, Tygellina, nie tylko jako zbawienie, ale jako czas ślubu z Winicjuszem. Wobec tej niezachwianej pewności wszystko inne traciło wagę. Po śmierci zaczynało się dla niej szczęście nawet i ziemskie, więc czekała jej jeszcze i tak, jak narzeczona czeka chwili weselnej.</akap>
<akap>A ów niezmierny prąd wiary, który odrywał od życia i niósł poza grób tysiące pierwszych wyznawców, porwał także i Ursusa. I on długo nie chciał się zgodzić w sercu na śmierć Ligii, lecz gdy codziennie przez mury więzienia przedzierały się wieści o tym, co dzieje się w amfiteatrach i ogrodach, gdy śmierć wydawała się wspólną, nieuniknioną dolą wszystkich chrześcijan, a zarazem ich dobrem, wyższym nad wszelkie śmiertelne pojęcie o szczęściu, nie śmiał w końcu i on modlić się do Chrystusa, aby pozbawił tego szczęścia Ligię lub opóźnił je dla niej na długie lata. Pozycja społecznaW swej prostaczej duszy barbarzyńcy myślał przy tym, że córce wodza Ligów więcej się należy i więcej się dostanie tych niebieskich rozkoszy niż całemu tłumowi prostaków, do których i sam należał, i że w chwale wiekuistej ona zasiądzie bliżej Baranka niż inni. Słyszał wprawdzie, że wobec Boga ludzie są równi, na dnie duszy tkwiło mu jednak przekonanie, że co córka wodza, i to jeszcze wodza wszystkich Ligów, to nie pierwsza lepsza niewolnica. SługaSpodziewał się też, że Chrystus pozwoli mu jej służyć i dalej. ŚmierćCo do siebie, miał tylko jedno ukryte pragnienie, to jest, żeby mógł umrzeć tak jak Baranek, na krzyżu. Ale wydawało mu się to szczęściem tak wielkim, że choć wiedział, iż krzyżują w Rzymie nawet najgorszych zbrodniarzy, nie śmiał prawie modlić się o taką śmierć. Myślał, że pewno każą mu zginąć pod zębami dzikich zwierząt, i stanowiło to jego troskę wewnętrzną. PolowanieOd dziecka chował się w nieprzebytych puszczach, wśród ciągłych łowów, z których dzięki swej nadludzkiej sile, jeszcze zanim wyrósł na męża, już zasłynął między Ligami. Stanowiły one jego tak umiłowane zajęcie, że później, Zwierzętagdy był w Rzymie i musiał się ich wyrzec, chodził do vivariów i do amfiteatrów, żeby choć popatrzeć na znane i nie znane sobie zwierzęta. Widok ich budził w nim nieprzepartą chęć walki i zabijania, teraz więc obawiał się w duszy, że gdy przyjdzie mu się spotkać z nimi w amfiteatrze, opadną go myśli mniej godne chrześcijanina, który powinien umierać pobożnie i cierpliwie. Ale polecał się i w tym Chrystusowi, mając na pociechę inne, słodsze myśli.Siła Oto słysząc, że Baranek wypowiedział wojnę mocom piekielnym i złym duchom, do których wiara chrześcijańska zaliczała wszystkie bóstwa pogańskie, myślał, że w tej wojnie przyda się jednak Barankowi bardzo i potrafi mu się przysłużyć lepiej od innych, gdyż to także nie mogło mu się w głowie pomieścić, aby dusza jego nie miała być silniejszą od dusz innych męczenników. Zresztą modlił się po całych dniach, oddawał posługi więźniom, pomagał dozorcom i pocieszał swą królewnę, która chwilami żałowała, że w swym krótkim życiu nie mogła spełnić tylu dobrych uczynków, ile spełniła ich słynna Thabita[5], o której opowiadał jej swego czasu Piotr Apostoł. Stróże, których nawet w więzieniu przejmowała obawą straszliwa siła tego olbrzyma, nie było bowiem dla niej ani pęt, ani krat dostatecznych, polubili go w końcu za jego słodycz. SzczęścieNieraz, zdumieni jego pogodą, wypytywali go o jej przyczynę, on zaś opowiadał im z taką niezachwianą pewnością, jakie życie czeka go po śmierci, że słuchali go ze zdziwieniem, widząc po raz pierwszy, że do podziemi, nieprzeniknionych dla słońca, może przeniknąć szczęście.</akap>
<akap>Niewola, SługaI gdy namawiał ich, by uwierzyli w Baranka, niejednemu przechodziło przez głowę, że służba jego jest służbą niewolnika, a życie życiem nędzarza, i niejeden zamyślał się nad swą niedolą, której kresem miała być dopiero śmierć.</akap>
<akap>Kobieta, KwiatyTylko że śmierć przejmowała nową obawą i nie obiecywali sobie po niej nic, tymczasem ów olbrzym ligijski i ta dziewczyna, podobna do kwiatu rzuconego na więzienną słomę, szli ku niej z radością, jak do wrót szczęścia.</akap>
<naglowek_rozdzial>Rozdział sześćdziesiąty piąty</naglowek_rozdzial>
<akap>Pewnego wieczoru odwiedził Petroniusza senator Scewinus i począł z nim długą rozmowę o ciężkich czasach, w których obaj żyli, i o cezarze. Mówił zaś tak otwarcie, że Petroniusz, lubo zaprzyjaźniony z nim, począł się mieć na ostrożności.Państwo Narzekał, iż świat idzie krzywo i szalenie i że wszystko razem wzięte musi się skończyć jakąś klęską straszniejszą jeszcze niż pożar Rzymu. Mówił, że nawet augustianie są zniechęceni, że Feniusz Rufus, drugi prefekt pretorianów, znosi z największym przymusem ohydne rządy Tygellina i że cały ród Seneki doprowadzony jest do ostateczności postępowaniem cezara tak ze starym mistrzem, jak i z Lukanem. W końcu począł nadmieniać o niezadowoleniu ludu, a nawet pretorianów, których znaczną część umiał sobie Feniusz Rufus pozyskać.</akap>
<akap_dialog>--- Dlaczego to mówisz? --- spytał go Petroniusz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Przez troskliwość o cezara --- odpowiedział Scewinus. --- Mam dalekiego krewnego w pretorianach, który zwie się Scewinus, tak jak i ja, i przez niego wiem, co dzieje się w obozie... Niechęć rośnie i tam... Bunt , PotwórKaligula, widzisz, był także szalony, i patrz, co się stało! Oto znalazł się Kasjusz Cherea... Straszny to był uczynek i zapewne nie masz między nami nikogo, kto by go pochwalił, a jednakże Cherea uwolnił świat od potwora.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czyli --- odrzekł Petroniusz --- mówisz tak: ,,Ja Cherei nie chwalę, ale to był doskonały człowiek i oby bogowie dali nam takich jak najwięcej."</akap_dialog>
<akap>Lecz Scewinus zmienił rozmowę i począł niespodzianie wychwalać Pizona. Sławił jego ród, jego szlachetność, jego przywiązanie do żony, a wreszcie rozum, spokój i dziwny dar jednania sobie ludzi.</akap>
<akap_dialog>--- Cezar jest bezdzietny --- rzekł --- i wszyscy widzą następcę w Pizonie. Niewątpliwie też każdy pomógłby mu z całej duszy do objęcia władzy. Kocha go Feniusz Rufus, ród Anneuszów jest mu całkiem oddany. Plaucjusz Lateranus i Tuliusz Senecjo skoczyliby za niego w ogień. A toż samo Natalis i Subriusz Flawiusz, i Sulpicjusz Asper, i Afraniusz Kwincjanus, i nawet Westynus.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Z tego ostatniego niewiele Pizonowi przyjdzie --- odrzekł Petroniusz. --- Westynus boi się własnego cienia.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Westynus boi się snów i duchów --- odrzekł Scewinus --- ale to człowiek dzielny, którego słusznie chcą zamianować konsulem. Że zaś w duszy przeciwny jest prześladowaniu chrześcijan, tego nie powinieneś mu brać za złe, albowiem i tobie zależy na tym, by te szaleństwa ustały.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie mnie, ale Winicjuszowi --- rzekł Petroniusz. --- Ze względu na Winicjusza chciałbym ocalić jedną dziewczynę, ale nie mogę, bom wypadł z łask Ahenobarba.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jak to? Czy nie spostrzegasz, że cezar znowu zbliża się do ciebie i poczyna z tobą rozmawiać? I powiem ci, dlaczego. Oto wybiera się znów do Achai, gdzie ma śpiewać pieśni greckie własnego układu. Pali się do tej podróży, ale zarazem drży na myśl o szyderczym usposobieniu Greków. Wyobraża sobie, że może go spotkać albo największy tryumf, albo największy upadek. Potrzebuje dobrej rady, a wie, że lepszej od ciebie nikt mu nie może udzielić. To powód, dla którego wracasz do łask.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Lukan mógłby mnie zastąpić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Miedzianobrody nienawidzi go i zapisał mu śmierć w duszy. Szuka tylko pozoru, bo on zawsze szuka pozorów. Lukan rozumie, że trzeba się śpieszyć.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na Kastora! --- rzekł Petroniusz. --- Być może. Ale miałbym jeszcze jeden sposób prędkiego wrócenia do łask.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jaki?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Oto powtórzyć Miedzianobrodemu to, coś przed chwilą do mnie mówił.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ja nic nie powiedziałem! --- zawołał z niepokojem Scewinus.</akap_dialog>
<akap>Petroniusz zaś położył mu rękę na ramieniu:</akap>
<akap_dialog>--- Nazwałeś cezara szaleńcem, przewidywałeś następstwo Pizona i powiedziałeś: ,,Lukan rozumie, że trzeba się śpieszyć." Z czym to chcecie się śpieszyć, carissime?</akap_dialog>
<akap>Scewinus zbladł i przez chwilę patrzyli sobie w oczy.</akap>
<akap_dialog>--- Nie powtórzysz!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na biodra Kiprydy! Jak ty mnie znasz dobrze! Nie! Nie powtórzę. Nic nie słyszałem, ale też i nie chcę nic słyszeć... Rozumiesz! Życie jest za krótkie, by warto było coś przedsiębrać. Proszę cię tylko, byś odwiedził dziś Tygellina i rozmawiał z nim równie długo jak ze mną, o czym chcesz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dlaczego?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dlatego, abym jeśli mi kiedyś Tygellin powie: ,,Scewinus był u ciebie", mógł mu odpowiedzieć: ,,Tego samego dnia był także i u ciebie."</akap_dialog>
<akap>Scewinus słysząc to złamał laskę z kości słoniowej, którą miał w ręku, i odrzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Niech zły urok spadnie na tę laskę. Będę dziś u Tygellina, a potem na uczcie u Nerwy. Wszakże będziesz i ty. W każdym razie do widzenia pojutrze w amfiteatrze, gdzie wystąpią ostatki chrześcijan!... Do widzenia!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pojutrze --- powtórzył, zostawszy sam, Petroniusz. --- Nie ma zatem czasu do stracenia. Ahenobarbus potrzebuje mnie istotnie w Achai, więc może będzie się liczył ze mną.</akap_dialog>
<akap>I postanowił spróbować ostatniego środka.</akap>
<akap>Jakoż na uczcie u Nerwy cezar zażądał, by Petroniusz spoczął naprzeciw niego, chciał bowiem rozmawiać z nim o Achai i o miastach, w których mógłby z widokami największego powodzenia wystąpić. Chodziło mu najbardziej o Ateńczyków, których się bał. Inni augustianie słuchali tej rozmowy ze skupieniem, aby pochwytawszy okruszyny zdań Petroniusza podawać je później za swoje własne.</akap>
<akap_dialog>--- Zdaje mi się, żem dotąd nie żył --- rzekł Nero --- i że narodzę się dopiero w Grecji.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Narodzisz się dla nowej sławy i nieśmiertelności --- odrzekł Petroniusz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ufam, że tak się stanie i że Apollo nie okaże się zazdrosnym. Jeśli wrócę z tryumfem, ofiaruję mu hekatombę, jakiej żaden bóg nie miał dotąd.</akap_dialog>
<akap>Scewinus począł powtarzać wiersz Horacjusza:</akap>
<poezja_cyt><strofa><slowo_obce>Sic te diva potens Cypri,</slowo_obce>/
<slowo_obce>sic fratres Helenae, lucida sidera,</slowo_obce>/
<slowo_obce>ventorumque regat pater...[6]</slowo_obce></strofa></poezja_cyt>
<akap_dialog>--- Okręt stoi już w Neapolis --- rzekł cezar. --- Chciałbym wyjechać choćby jutro.</akap_dialog>
<akap>Na to Petroniusz podniósł się i patrząc wprost w oczy Nerona, rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Pozwolisz, boski, że wpierw wyprawię ucztę weselną, na którą ciebie przed innymi zaproszę.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ucztę weselną? Jaką? --- spytał Neron.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Winicjusza z córką króla Ligów, a twoją zakładniczką. Ona wprawdzie jest obecnie w więzieniu, ale naprzód, jako zakładniczka, nie może być więziona, a po wtóre sam zezwoliłeś Winicjuszowi poślubić ją, że zaś wyroki twoje, jak wyroki Zeusa, są niecofnione, przeto każesz ją wypuścić z więzienia, a ja oddam ją oblubieńcowi.</akap_dialog>
<akap>Zimna krew i spokojna pewność siebie, z jaką mówił Petroniusz, stropiły Nerona, który tropił się zawsze, ilekroć ktoś mówił do niego w ten sposób.</akap>
<akap_dialog>--- Wiem --- odrzekł spuszczając oczy. --- Myślałem o niej i o tym olbrzymie, który zadusił Krotona.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- W takim razie oboje są ocaleni --- odpowiedział spokojnie Petroniusz.</akap_dialog>
<akap>Lecz Tygellinus przyszedł w pomoc swemu panu:</akap>
<akap_dialog>--- Ona jest w więzieniu z woli cezara, sam zaś rzekłeś, Petroniuszu, że wyroki jego są niecofnione.</akap_dialog>
<akap>Wszyscy obecni, znając historię Winicjusza i Ligii, wiedzieli doskonale, o co chodzi, więc umilkli, zaciekawieni, jak skończy się rozmowa.</akap>
<akap_dialog>--- Ona jest w więzieniu przez twoją pomyłkę i przez twoją nieznajomość prawa narodów, wbrew woli cezara --- odrzekł z naciskiem Petroniusz. --- Jesteś, Tygellinie, naiwnym człowiekiem, ale przecie i ty nie będziesz twierdził, że ona podpaliła Rzym, bo zresztą, gdybyś nawet tak twierdził, cezar by ci nie uwierzył.</akap_dialog>
<akap>Lecz Nero ochłonął już i począł przymrużać swe oczy krótkowidza z wyrazem nieopisanej złośliwości.</akap>
<akap_dialog>--- Petroniusz ma słuszność --- rzekł po chwili.</akap_dialog>
<akap>Tygellinus spojrzał na niego ze zdziwieniem.</akap>
<akap_dialog>--- Petroniusz ma słuszność --- powtórzył Nero. --- Jutro otworzą jej bramy więzienia, a o uczcie weselnej pomówimy pojutrze w amfiteatrze.</akap_dialog>
<akap>,,Przegrałem znowu" --- pomyślał Petroniusz.</akap>
<akap>I wróciwszy do domu był już tak pewien, że nadszedł kres życia Ligii, iż nazajutrz wysłał do amfiteatru zaufanego wyzwoleńca, aby ułożył się z przełożonym spoliarium o wydanie jej ciała, chciał bowiem oddać je Winicjuszowi.</akap>
Przypisy
- Tanatos (mit. gr.) --- geniusz śmierci.
- <slowo_obce>nawa</slowo_obce> --- tu: statek.
- <slowo_obce>powodować</slowo_obce> (daw.) --- dziś: powozić.
- <slowo_obce>nasadzić</slowo_obce> --- tu: nasłać.
- Thabita --- postać z biblijnych Dziejów Apostolskich, którą wskrzesił z martwych św. Piotr.
- <slowo_obce>Sic te (...) pater</slowo_obce> --- Niech cię prowadzi potężna bogini Cypru i bracia Heleny, gwiazdy świetne, i ojciec wichrów --- początek pieśni Horacego (ks. I, III).

