Lektury: Rozdziały 56-60

Edytuj
Komentarze              Archiwum wersji (wszystkie edycje)

Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki

<naglowek_rozdzial>Rozdział pięćdziesiąty szósty</naglowek_rozdzial>



<akap>Zanim Flawiusze wznieśli Koloseum, amfiteatra w Rzymie budowano przeważnie z drzewa, toteż wszystkie niemal spłonęły w czasie pożaru. Nero jednak dla wyprawienia przyobiecanych igrzysk kazał wznieść kilka, a między nimi jeden olbrzymi, na który zaraz po ugaszeniu ognia poczęto sprowadzać morzem i Tybrem potężne pnie drzew, wyciętych na stokach Atlasu. Ponieważ igrzyska wspaniałością i liczbą ofiar miały przejść wszystkie poprzednie, dodano więc obszerne pomieszczenia dla ludzi i zwierząt. Tysiące rzemieślników pracowało nad budową dniem i nocą. Budowano i ozdabiano bez wytchnienia. LudLud opowiadał sobie cuda o oparciach wykładanych brązem, bursztynem, kością słoniową, perłowcem i skorupnikiem zamorskich żółwiów. Biegnące wzdłuż siedzeń kanały, napełnione lodowatą wodą z gór, miały utrzymywać w budynku chłód przyjemny, nawet w czasie największych upałów. Olbrzymie purpurowe velarium zabezpieczało od promieni słonecznych. Między rzędami siedzeń ustawiono kadzielnice do palenia wonności arabskich; w górze pomieszczono przyrządy do skrapiania widzów rosą szafranową i werweną. Słynni budowniczowie, Sewerus i Ceder, wysilili całą swą wiedzę, by wznieść amfiteatr niezrównany, a zarazem mogący pomieścić taką liczbę ciekawych, jakiej dotąd żaden ze znanych nie mógł pomieścić.</akap>


<akap>LudToteż w dniu, w którym miał rozpocząć się ludus matutinus, tłumy gawiedzi czekały od świtu na otwarcie wrót, wsłuchując się z lubością w ryk lwów, chrapliwe beczenie panter i wycie psów. ZwierzętaZwierzętom nie dawano jeść od dwóch dni, a natomiast przesuwano przed nimi zakrwawione kawały mięsa, by tym bardziej pobudzić w nich wściekłość i głód. Chwilami też zrywała się taka burza dzikich głosów, że ludzie stojący przed cyrkiem nie mogli rozmawiać, a wrażliwsi bledli ze strachu. Lecz wraz ze wschodem słońca zabrzmiały w obrębie cyrku pieśni donośne, ale spokojne, których słuchano ze zdziwieniem, powtarzając sobie wzajem: ,,Chrześcijanie! Chrześcijanie!" Jakoż mnogie ich zastępy sprowadzono do amfiteatru jeszcze w nocy i nie z jednego tylko więzienia, jak był pierwotny zamiar, ale ze wszystkich po trochu. Wiedziano w tłumie, że widowiska pociągną się przez całe tygodnie i miesiące, ale spierano się, czy z tą częścią chrześcijan, która była przeznaczona na dziś, zdołają skończyć w ciągu jednego dnia. Głosy męskie, kobiece i dziecinne, śpiewające pieśń poranną, były tak liczne, iż znawcy utrzymywali, że choćby po sto i dwieście ciał wysyłano naraz, zwierzęta zmęczą się, nasycą i do wieczora nie potrafią wszystkich porozrywać. Inni twierdzili, że zbyt wielka liczba ofiar, występujących jednocześnie na arenie, rozrywa uwagę i nie pozwala lubować się jak należy widowiskiem.Lud W miarę jak zbliżała się chwila otwarcia korytarzy prowadzących do wnętrza, zwanych vomitoriami, lud ożywiał się, rozweselał i spierał o rozmaite tyczące widowiska rzeczy. Poczęły się tworzyć stronnictwa, podnoszące większą sprawność lwów lub tygrysów w rozdzieraniu ludzi. Tu i ówdzie czyniono zakłady. Inni jednak rozprawiali o gladiatorach, którzy mieli wystąpić przed chrześcijanami na arenie, i znów tworzyły się stronnictwa to Samnitów, to Galów, to Mirmilonów, to Traków, to sieciarzy. Wczesnym rankiem większe lub mniejsze ich oddziały poczęły pod przywództwem mistrzów, zwanych lanistami, napływać do amfiteatru. Nie chcąc się utrudzać przed czasem, Ciałoszli bez zbroi, często zupełnie nadzy, często z zielonymi gałęziami w ręku lub uwieńczeni w kwiaty, młodzi, piękni w świetle porannym i pełni życia. Ciała ich błyszczące od oliwy, potężne, jakby wykowane w marmurze, wprawiały w zachwyt rozmiłowany w kształtach lud. Wielu z nich znano osobiście i co chwila rozlegały się okrzyki: ,,Witaj, Furnius! Witaj, Leo! Witaj, Maksymus! Witaj, Diomedes!" Kobieta, Mężczyzna, ŚmierćMłode dziewczęta wznosiły ku nim oczy pełne miłości, oni zaś upatrywali, gdzie która najpiękniejsza, i odzywali się do nich żartobliwymi słowami, jakby żadna troska nie ciążyła nad nimi, przesyłając całusy lub wołając: ,,Obejmij, nim śmierć obejmie!" Po czym znikali w bramach, z których wielu nie miało już wyjść więcej. Lecz coraz nowe pochody rozrywały uwagę tłumów. Za gladiatorami szli mastygoforowie, to jest ludzie zbrojni w bicze, których obowiązkiem było smagać i podniecać walczących. Potem muły ciągnęły w stronę spoliarium całe szeregi wozów, na których poukładane były stosy drewnianych trumien. Na ten widok cieszył się lud, wnioskując z ich liczby o ogromie widowiska.</akap>


<akap>PrzebranieZa czym ciągnęli ludzie, którzy mieli dobijać rannych, przebrani tak, aby każdy podobny był do Charona lub do Merkurego, za czym ludzie pilnujący porządku w cyrku, rozdający siedzenia, za czym niewolnicy do roznoszenia potraw i chłodników, a wreszcie pretorianie, których każdy cezar zawsze miewał w amfiteatrze pod ręką.</akap>


<akap>LudOtworzono wreszcie vomitoria i tłumy runęły do środka. Lecz takie było mnóstwo zgromadzonych, że płynęli i płynęli przez całe godziny, aż dziwno było, że amfiteatr może tak nieprzeliczoną czerń pochłonąć. Ryki zwierząt, czujących wyziewy ludzkie, wzmogły się jeszcze. Lud huczał w cyrku przy zajmowaniu miejsc jak fala w czasie burzy.</akap>


<akap>Przybył na koniec prefekt miasta w otoczeniu wigilów, a po nim nieprzerwanym już łańcuchem poczęły się zmieniać lektyki senatorów, konsulów, pretorów[1], edylów[2], urzędników publicznych i pałacowych, starszyzny pretoriańskiej, patrycjuszów i wykwintnych kobiet. Niektóre lektyki poprzedzali liktorowie[3], niosący siekiery wśród pęku rózg, inne tłumy niewolników. W słońcu migotały złocenia lektyk, białe i różnobarwne suknie, pióra, zausznice[4], klejnoty, stal toporów. Z cyrku dochodziły okrzyki, jakimi lud witał potężnych dostojników. Od czasu do czasu przybywały jeszcze niewielkie oddziały pretorianów.</akap>


<akap>Lecz kapłani z rozmaitych świątyń przybyli nieco później, a za nimi dopiero niesiono święte dziewice Westy, które poprzedzali liktorowie. Z rozpoczęciem widowiska czekano już tylko na cezara, który też nie chcąc narażać ludu na zbyt długie oczekiwanie i pragnąc ująć go sobie pośpiechem, przybył niebawem w towarzystwie Augusty i augustianów.</akap>


<akap>Petroniusz przybył między augustianami, mając w swej lektyce Winicjusza. Ów wiedział, że Ligia jest chora i bezprzytomna, ale ponieważ w ostatnich dniach dostęp do więzienia był jak najsurowiej strzeżony, ponieważ dawne straże zastąpiono nowymi, którym nie wolno było rozmawiać ze stróżami, jak również udzielać najmniejszych wiadomości tym, którzy przychodzili pytać o więźniów, nie był więc pewien, czy nie ma jej między ofiarami przeznaczonymi na pierwszy dzień widowiska. Dla lwów mogli wysłać i chorą, choćby bezprzytomną.Ofiara Ale ponieważ ofiary miały być poobszywane w skóry zwierząt i wysyłane całymi gromadami na arenę, przeto nikt z widzów nie mógł sprawdzić, czy jedna więcej lub mniej znajduje się między nimi, i nikt żadnej rozpoznać. Stróże i cała służba amfiteatru była przekupiona, z bestiariuszami stanął zaś układ, że ukryją Ligię w jakimś ciemnym zakątku amfiteatru, a nocą wydadzą ją w ręce pewnego Winicjuszowego dzierżawcy, który natychmiast wywiezie ją w Góry Albańskie. Petroniusz, przypuszczony do tajemnicy, radził Winicjuszowi, by otwarcie udał się z nim do amfiteatru i dopiero przy wejściu wymknął się w tłoku i pośpieszył do lochów, gdzie dla uniknięcia możliwych pomyłek osobiście miał wskazać stróżom Ligię.</akap>


<akap>Stróże puścili go małymi drzwiczkami, którymi wychodzili sami. Jeden z nich, imieniem Syrus, poprowadził go natychmiast do chrześcijan. Po drodze rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Nie wiem, panie, czy znajdziesz, czego szukasz. My dopytywaliśmy się o dziewicę imieniem Ligia, nikt jednak nie dał nam odpowiedzi, ale być może, iż nie ufają nam.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dużo ich jest? --- pytał Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wielu musi, panie, pozostać na jutro.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy są chorzy między nimi?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Takich, którzy by nie mogli ustać na nogach, nie masz.</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy Syrus otworzył drzwi i weszli jakby do ogromnej izby, ale niskiej i ciemnej, światło bowiem przychodziło do niej jedynie przez zakratowane otwory, oddzielające ją od areny. Winicjusz z początku nie mógł nic dojrzeć, słyszał tylko w izbie szmer głosów i okrzyki ludu, dochodzące z amfiteatru. Lecz po chwili, gdy oczy jego przywykły do zmroku, ujrzał całe gromady dziwacznych istot, podobnych do wilków i niedźwiedzi. Byli to chrześcijanie, poobszywani w skóry zwierząt. Jedni z nich stali, drudzy modlili się klęcząc. Tu i ówdzie z długich włosów, spływających po skórze, można było odgadnąć, że ofiara jest kobietą. Matki, podobne do wilczyc, nosiły na ręku również kosmato obszyte dzieci. Lecz spod skór wychylały się twarze jasne, oczy w mroku połyskiwały radością i gorączką. Widocznym było, że większą część tych ludzi opanowała jedna myśl, wyłączna i zaziemska, która jeszcze za życia znieczuliła ich na wszystko, co się koło nich dziać i co ich spotkać mogło. Niektórzy, zapytywani o Ligię przez Winicjusza, patrzyli nań oczyma jakby zbudzonymi ze snu, nie odpowiadając na pytania; inni uśmiechali się do niego kładąc palce na ustach lub wskazując na żelazne kraty, przez które wchodziły jasne snopy blasku. DzieckoDzieci tylko płakały gdzieniegdzie, przestraszone rykiem bestii, wyciem psów, wrzaskiem ludu i podobnymi do zwierząt postaciami własnych rodziców. Winicjusz, idąc obok stróża Syrusa, patrzył w twarze, szukał, rozpytywał, chwilami potykał się o ciała tych, którzy pomdleli z natłoku, zaduchu i gorąca, i przeciskał się dalej w ciemną głąb izby, która zdawała się być tak obszerną jak cały amfiteatr.</akap>


<akap>Lecz nagle zatrzymał się, albowiem zdawało mu się, że w pobliżu kraty ozwał się jakiś znajomy mu głos. Posłuchawszy przez chwilę, zawrócił i przecisnąwszy się przez tłum, stanął blisko. Snop światła padał na głowę mówiącego i w blasku tym Winicjusz rozpoznał spod wilczej skóry wychudłą i nieubłaganą twarz Kryspa.</akap>

<akap_dialog>Grzech--- Żałujcie za grzechy wasze --- mówił Kryspus --- bo oto chwila zaraz nadejdzie.Śmierć Ale kto myśli, że samą śmiercią okupi winy, ten nowy grzech popełnia i strącony będzie w ogień wieczny. Każdym grzechem waszym, któryście za życia popełnili, odnawialiście mękę Pana, jakże więc śmiecie mniemać, by ta, która was czeka, mogła tamtą okupić? Jednaką śmiercią pomrą dziś sprawiedliwi i grzeszni, ale Pan swoich odróżni. Biada wam, albowiem kły lwów podrą ciała wasze, ale nie podrą win waszych ni waszego rachunku z Bogiem.Bóg, Kara, Miłosierdzie, Wina Pan okazał dość miłosierdzia, gdy pozwolił na krzyż się przybić, ale odtąd będzie tylko sędzią, który żadnej winy bez kary nie zostawi. Więc którzyście myśleli, iż męką zgładzicie grzechy wasze, bluźniliście przeciw sprawiedliwości Boskiej i tym głębiej będziecie pogrążeni. Skończyło się miłosierdzie, a przyszedł czas gniewu Bożego. Oto za chwilę staniecie przed strasznym sądem, wobec którego zaledwie cnotliwy się ostoi.Piekło Żałujcie za grzechy, albowiem otwarte są czeluści piekielne, i biada wam, mężowie i żony, biada, rodzice i dzieci!</akap_dialog>


<akap>I wyciągnąwszy kościste dłonie trząsł nimi nad pochylonymi głowami, nieustraszony, ale też i nieubłagany nawet wobec śmierci, na którą za chwilę pójść mieli wszyscy owi skazańcy. Po jego słowach ozwały się głosy: ,,Żałujmy za grzechy nasze!" , po czym zapadło milczenie i słychać było tylko płacz dzieci i uderzenia rąk o piersi. Winicjuszowi zaś krew ścięła się w żyłach. On, który całą nadzieję złożył w miłosierdziu Chrystusa, usłyszał teraz, że nadszedł dzień gniewu i że miłosierdzia nie zjedna nawet śmierć na arenie. Przez głowę przebiegła mu wprawdzie jasna i szybka jak błyskawica myśl, że Piotr Apostoł inaczej przemówiłby do tych mających umrzeć, niemniej jednak groźne, pełne fanatyzmu słowa Kryspa i ta ciemna izba z kratami, za którymi było pole męki, i bliskość jej, i natłok ofiar przybranych już na śmierć napełniły mu duszę zgrozą i przerażeniem. Wszystko to razem wzięte wydało mu się straszne i stokroć okropniejsze niż najkrwawsze bitwy, w których brał udział. Zaduch i żar poczęły go dusić. Pot zimny wystąpił mu na czoło. Chwyciła go obawa, że zemdleje jak ci, o których ciała potykał się czyniąc poszukiwania w głębi izby, więc gdy pomyślał jeszcze, że lada chwila mogą otworzyć kraty, począł wołać głośno Ligii i Ursusa, w nadziei, że jeśli nie oni, to ktoś znający ich mu odpowie.</akap>


<akap>Jakoż natychmiast jakiś człowiek, przybrany za niedźwiedzia, pociągnął go za togę i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Panie, zostali w więzieniu. Mnie ostatniego wyprowadzono i widziałem ją chorą na łożu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kto jesteś? --- spytał Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Fossor, w którego chacie Apostoł chrzcił cię, panie. Uwięziono mnie przed trzema dniami, a dziś już umrę.</akap_dialog>


<akap>Winicjusz odetchnął. Wchodząc tu, życzył sobie znaleźć Ligię, obecnie zaś gotów był dziękować Chrystusowi, że jej tu nie ma, i w tym widzieć znak Jego miłosierdzia.</akap>


<akap>Tymczasem fossor pociągnął go jeszcze raz za togę i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Pamiętasz, panie, że to ja zaprowadziłem cię do Korneliuszowej winnicy, gdzie w szopie nauczał Apostoł?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pamiętam --- odpowiedział Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Widziałem go później na dzień przedtem, nim mnie uwięzili. Pobłogosławił mi i mówił, iż przyjdzie do amfiteatru przeżegnać ginących. Chciałbym na niego patrzeć w chwili śmierci i widzieć znak krzyża, bo wówczas łatwiej mi będzie umrzeć, więc jeśli wiesz, panie, gdzie on jest, to mi powiedz.</akap_dialog>


<akap>Winicjusz zniżył głos i odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Jest między ludźmi Petroniusza, przebrany za niewolnika. Nie wiem, gdzie wybrali miejsce, ale wrócę do cyrku i zobaczę. Ty patrz na mnie, gdy wyjdziecie na arenę, ja zaś podniosę się i zwrócę głowę w ich stronę. Wówczas go odnajdziesz oczyma.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dzięki ci, panie, i pokój z tobą.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niech ci Zbawiciel będzie miłościw.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Amen.</akap_dialog>


<akap>Winicjusz wyszedł z cuniculum i udał się do amfiteatru, gdzie miał miejsce obok Petroniusza, wśród innych augustianów.</akap>

<akap_dialog>--- Jest? --- zapytał go Petroniusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie ma jej. Została w więzieniu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Słuchaj, co mi jeszcze przyszło na myśl, ale słuchając patrz na przykład na Nigidię, aby się zdawało, że rozmawiamy o jej uczesaniu... Tygellinus i Chilo spoglądają na nas w tej chwili... WięzienieSłuchaj więc: niech Ligię nocą włożą w trumnę i wyniosą z więzienia, jako umarłą, reszty się domyślasz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak --- odpowiedział Winicjusz.</akap_dialog>


<akap>Dalszą rozmowę przerwał im Tuliusz Senecjo, który pochyliwszy się ku nim, rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Nie wiecie, czy chrześcijanom dadzą broń?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie wiemy --- odpowiedział Petroniusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wolałbym, gdyby ją dali --- mówił Tuliusz --- inaczej arena zbyt prędko staje się podobna do jatek rzeźniczych. Ale co za przepyszny amfiteatr!</akap_dialog>


<akap>Rzeczywiście, widok był wspaniały. Niższe siedzenia, nabite togami, bielały jak śnieg. W wyzłoconym podium siedział cezar w diamentowym naszyjniku, ze złotym wieńcem na głowie, obok niego piękna i posępna Augusta, obok po obu stronach westalki, wielcy urzędnicy, senatorowie w bramowanych[5] płaszczach, starszyzna wojskowa w błyszczących zbrojach, słowem, wszystko, co w Rzymie było potężne, świetne i bogate. W dalszych rzędach siedzieli rycerze, a wyżej czerniało kręgiem morze głów ludzkich, nad którymi od słupa do słupa zwieszały się girlandy, uwite z róż, lilii, sasanek, bluszczu i winogradu.</akap>


<akap>LudLud rozmawiał głośno, nawoływał się, śpiewał, chwilami wybuchał śmiechem nad jakimś dowcipnym słowem, które przesyłano sobie z rzędu do rzędu, i tupał z niecierpliwości, by przyśpieszyć widowisko.</akap>


<akap>Wreszcie tupanie stało się podobne do grzmotów i nieustające. Wówczas prefekt miasta, który poprzednio już był ze świetnym orszakiem objechał arenę, dał znak chustką, na który w amfiteatrze odpowiedziało powszechne: ,,Aaa!...", wyrwane z tysiąców piersi.</akap>


<akap>ZabawaZwykle widowisko rozpoczynało się od łowów na dzikiego zwierza, w których celowali rozmaici barbarzyńcy z północy i południa, tym razem jednak zwierząt miało być aż nadto, rozpoczęto więc od andabatów, to jest od ludzi przybranych w hełmy bez otworów na oczy, a zatem bijących się na oślep. Kilkunastu ich, wyszedłszy naraz na arenę, poczęło machać mieczami w powietrzu; mastygoforowie za pomocą długich wideł posuwali jednych ku drugim, aby mogło przyjść do spotkania. Wykwintniejsi widzowie patrzyli obojętnie i z pogardą na podobne widowisko, Śmiechlecz lud bawił się niezgrabnymi ruchami szermierzy, gdy zaś trafiało się, że spotykali się plecami, wybuchał głośnym śmiechem, wołając: ,,W prawo!", ,,W lewo!", ,,Wprost!", i często myląc umyślnie przeciwników.</akap>


<akap>WalkaKilka par sczepiło się jednak i walka poczynała być krwawą. Zawziętsi zapaśnicy rzucali tarcze i podając sobie lewe ręce, aby nie rozłączyć się więcej, prawymi walczyli na zabój.Lud Kto padł, podnosił palce do góry, błagając tym znakiem litości, lecz na początku widowiska lud zwykle domagał się śmierci ranionych, zwłaszcza gdy chodziło o andabatów, którzy mając twarze zakryte pozostawali mu nie znani. Z wolna liczba walczących zmniejszała się coraz bardziej, a gdy wreszcie pozostało dwóch tylko, popchnięto ich ku sobie tak, że spotkawszy się padli obaj na piasek i zakłuli się na nim wzajemnie. Wówczas, wśród okrzyków: ,,Dokonano!"[6]Krew, Trup --- posługacze uprzątnęli trupy, pacholęta zaś zagrabiły krwawe ślady na arenie i potrząsnęły ją listkami szafranu.</akap>


<akap>Teraz miała nastąpić poważniejsza walka, budząca zaciekawienie nie tylko motłochu, ale i ludzi wykwintnych, w czasie której młodzi patrycjusze czynili nieraz ogromne zakłady, zgrywając się częstokroć do nitki. Wraz też zaczęły krążyć z rąk do rąk tabliczki, na których wypisywano imiona ulubieńców, a zarazem ilość sestercji, jaką każdy stawiał za swoim wybranym. Spectati, to jest zapaśnicy, którzy występowali już na arenie i odnosili na niej zwycięstwa, zyskiwali najwięcej zwolenników, lecz między grającymi byli i tacy, którzy stawiali znaczne sumy na gladiatorów nowych i całkiem nie znanych, w tej nadziei, że na wypadek ich zwycięstwa zagarną olbrzymie zyski. WolnośćZakładał się sam cezar i kapłani, i westalki, i senatorowie, i rycerze, i lud. Ludzie z gminu, gdy zbrakło im pieniędzy, stawiali często w zakład własną wolność. Czekano też z biciem serca, a nawet i trwogą, na ukazanie się szermierzy i niejeden czynił głośne śluby bogom, by zjednać ich opiekę dla swego ulubieńca.</akap>


<akap>Jakoż gdy ozwały się przeraźliwe odgłosy trąb, w amfiteatrze uczyniła się cisza oczekiwania. Tysiące oczu zwróciło się ku wielkim wrzeciądzom, do których zbliżył się człowiek przybrany za Charona i wśród ogólnego milczenia trzykrotnie zastukał w nie młotem, niby wywołując na śmierć tych, którzy byli za nimi ukryci. Po czym otworzyły się z wolna obie połowy bramy, ukazując czarną czeluść, z której poczęli wysypywać się na jasną arenę gladiatorowie. Szli oddziałami po dwudziestu pięciu ludzi, osobno Trakowie, osobno Mirmilonowie, Samnici, Galowie, wszyscy ciężko zbrojni, a wreszcie retiarii, dzierżący w jednym ręku sieć, w drugim trójząb. Na ich widok tu i ówdzie zerwały się po ławkach oklaski, które wkrótce zmieniły się w jedną ogromną i przeciągłą burzę. Od góry do dołu widać było rozpalone twarze, klaszczące dłonie i otwarte usta, z których wyrywały się okrzyki. Oni zaś okrążyli całą arenę krokiem równym i sprężystym, migocąc orężem i bogatymi zbrojami, po czym zatrzymali się przed cesarskim podium dumni, spokojni i świetni. Przeraźliwy głos rogu uciszył oklaski, a wówczas zapaśnicy wyciągnęli w górę prawice i wznosząc oczy i głowy ku cesarzowi, poczęli wołać, a raczej śpiewać przeciągłymi głosami:</akap>


<poezja_cyt><strofa>Ave, caesar imperator!/
Morituri te salutant![7]</strofa></poezja_cyt>


<akap>Za czym rozsunęli się szybko, zajmując osobne miejsca na okręgu areny. Mieli na siebie uderzać całymi oddziałami, lecz pierwej dozwolono słynniejszym szermierzom stoczyć ze sobą szereg pojedynczych walk, w których najlepiej okazywała się siła, zręczność i odwaga przeciwników. Jakoż wnet spomiędzy ,,Galów" wysunął się zapaśnik, znany dobrze miłośnikom amfiteatru pod imieniem ,,Rzeźnika" (Lanio), zwycięzca w wielu igrzyskach. W wielkim hełmie na głowie i pancerzu, opinającym z przodu i z tyłu jego potężną pierś, wyglądał w blasku na żółtej arenie jak olbrzymi błyszczący żuk. Nie mniej słynny retiarius, Kalendio, wystąpił przeciw niemu.</akap>


<akap>Między widzami poczęto się zakładać:</akap>

<akap_dialog>--- Pięćset sestercji za Galem!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pięćset za Kalendiem!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na Herkulesa! Tysiąc!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dwa tysiące!</akap_dialog>


<akap>WalkaTymczasem Gal doszedłszy do środka areny, począł się znów cofać z nastawionym mieczem i zniżając głowę przypatrywał się uważnie przez otwory w przyłbicy przeciwnikowi, lekki zaś, o ślicznych posągowych kształtach retiarius, całkiem nagi, prócz przepaski w biodrach, okrążał szybko ciężkiego nieprzyjaciela, machając z wdziękiem siecią, pochylając lub podnosząc trójząb i śpiewając zwykłą pieśń ,,sieciarzy":</akap>


<dlugi_cytat><strofa>Nie chcę ciebie, ryby szukam,/
Czemu zmykasz, Galu?[8]</strofa></dlugi_cytat>


<akap>Lecz Gal nie zmykał, po chwili bowiem zatrzymał się i stanąwszy w miejscu, począł obracać się tylko nieznacznym ruchem, tak aby zawsze mieć z przodu nieprzyjaciela. W jego postaci i potwornie wielkiej głowie było teraz coś strasznego. Widzowie rozumieli doskonale, że to ciężkie, zakute w miedź ciało zbiera się do nagłego rzutu, który może walkę rozstrzygnąć. Sieciarz tymczasem to przyskakiwał do niego, to odskakiwał, czyniąc swymi potrójnymi widłami ruchy tak szybkie, że wzrok ludzki z trudnością mógł za nimi podążyć. Dźwięk zębów o tarczę rozległ się kilkakrotnie, lecz Gal ani się zachwiał, dając tym świadectwo olbrzymiej swej siły. Cała jego uwaga zdawała się być skupioną nie na trójząb, ale na sieć, która krążyła ustawicznie nad jego głową jak ptak złowrogi. Widzowie, zatrzymawszy oddech w piersi, śledzili mistrzowską grę gladiatorów. Lanio, upatrzywszy chwilę, runął wreszcie na przeciwnika, ów zaś z równą szybkością przemknął się pod jego mieczem i wzniesionym ramieniem, wyprostował się i rzucił siecią.</akap>


<akap>Gal, zwróciwszy się na miejscu, zatrzymał ją tarczą, po czym rozskoczyli się obaj. W amfiteatrze zagrzmiały okrzyki: ,,Macte!" --- w niższych zaś rzędach poczęto robić nowe zakłady. Sam cezar, który z początku rozmawiał z westalką Rubrią i nie bardzo dotąd zważał na widowisko, zwrócił głowę ku arenie.</akap>


<akap>Oni zaś poczęli znów walczyć tak wprawnie i z taką dokładnością w ruchach, iż chwilami wydawało się, że chodzi im nie o śmierć lub życie, ale o wykazanie swej zręczności. Lanio, dwukrotnie jeszcze wywinąwszy się z sieci, począł się na nowo cofać ku okręgowi areny. Wówczas jednak ci, którzy trzymali przeciw niemu, nie chcąc, by wypoczął, poczęli krzyczeć: ,,Nacieraj!" Gal usłuchał i natarł. Ramię sieciarza oblało się nagle krwią i sieć mu zwisła. Lanio skurczył się i skoczył chcąc zadać cios ostatni. Lecz w tej chwili Kalendio, który umyślnie udał, że nie może już władać siecią, przegiął się w bok, uniknął pchnięcia i wsunąwszy trójząb między kolana przeciwnika, zwalił go na ziemię.</akap>


<akap>Ów chciał powstać, lecz w mgnieniu oka spowiły go fatalne sznury, w których każdym ruchem zaplątywał silniej ręce i nogi. Tymczasem razy trójzęba przygważdżały go raz po raz do ziemi. Raz jeszcze wysilił się, wsparł na ręku i wyprężył, by powstać, na próżno! Podniósł jeszcze ku głowie mdlejącą rękę, w której nie mógł już miecza utrzymać, i padł na wznak. Kalendio przycisnął mu zębami wideł szyję do ziemi i wsparłszy się obu rękami na ich trzonie, zwrócił się w stronę cesarskiej loży.</akap>


<akap>Sąd, ZabawaCały cyrk począł się trząść od oklasków i ludzkiego ryku. Dla tych, którzy trzymali za Kalendiem, był on w tej chwili większy niż cezar, ale właśnie dlatego znikła w ich sercu zawziętość i przeciw Laniowi, który kosztem krwi własnej napełnił im kieszenie. Rozdwoiły się więc życzenia ludu. Na wszystkich ławach ukazały się w połowie znaki śmierci, w połowie politowania, lecz sieciarz patrzył tylko w lożę cezara i westalek, czekając, co oni postanowią.</akap>


<akap>Na nieszczęście Nero nie lubił Lania, albowiem na ostatnich igrzyskach przed pożarem, zakładając się przeciw niemu, przegrał do Licyniusza znaczną sumę, wysunął więc rękę z podium i zwrócił wielki palec ku ziemi.</akap>


<akap>MorderstwoWestalki powtórzyły znak natychmiast. Wówczas Kalendio przykląkł na piersiach Gala, wydobył krótki nóż, który nosił za pasem, i odchyliwszy zbroi koło szyi przeciwnika, wbił mu po rękojeść w gardło trójkątne ostrze.</akap>

<akap_dialog>--- Peractum est! --- rozległy się głosy w amfiteatrze.</akap_dialog>


<akap>Lanio zaś drgał czas jakiś jak zarżnięty wół i kopał nogami piasek, po czym wyprężył się i pozostał nieruchomy.</akap>


<akap>Merkury nie potrzebował sprawdzać rozpalonym żelazem, czy żyje jeszcze. Wnet uprzątnięto go i wystąpiły inne pary, po których przejściu zawrzała dopiero walka całych oddziałów.Lud Lud brał w niej udział duszą, sercem, oczyma: wył, ryczał, świstał, klaskał, śmiał się, podniecał walczących, szalał. Na arenie podzieleni na dwa zastępy gladiatorowie walczyli z wściekłością dzikich zwierząt: pierś uderzała o pierś, ciała splatały się w śmiertelnym uścisku, trzeszczały w stawach potężne członki, miecze topiły się w piersiach i brzuchach, Krew, Truppobladłe usta buchały krwią na piasek. Kilkunastu nowicjuszów chwyciła pod koniec trwoga tak straszna, że wyrwawszy się z zamętu, poczęli uciekać, lecz mastygoforowie zagnali ich wnet w bitwę batami, zakończonymi ołowiem. Na piasku potworzyły się wielkie ciemne plamy; coraz więcej nagich i zbrojnych ciał leżało pokotem na kształt snopów. Żywi walczyli na trupach, potykali się o zbroje, o tarcze, krwawili nogi o połamany oręż i padali. Lud nie posiadał się z radości, upajał się śmiercią, dyszał nią, nasycał oczy jej widokiem i z rozkoszą wciągał w płuca jej wyziewy.</akap>


<akap>Zwyciężeni legli wreszcie niemal wszyscy. Zaledwie kilku rannych klękło na środku areny i chwiejąc się wyciągnęło ku widzom ręce z prośbą o zmiłowanie. UcztaZwycięzcom rozdano nagrody, wieńce, gałązki oliwne i nastąpiła chwila odpoczynku, która z rozkazu wszechwładnego cezara zmieniła się w ucztę. W wazach zapalono wonności. Skrapiacze zraszali lud deszczykiem szafrannym i fiołkowym. Roznoszono chłodniki, pieczone mięsiwa, słodkie ciasta, wino, oliwę i owoce. Lud pożerał, rozmawiał i wykrzykiwał na cześć cezara, by skłonić go do tym większej hojności. Jakoż gdy nasycono głód i pragnienie, setki niewolników wniosły pełne podarunków kosze, z których przybrane za amorów pacholęta wyjmowały rozmaite przedmioty i obu rękoma rozrzucały wśród ławek.Korzyść, Lud, Ofiara, Walka W chwili gdy rozdawano loteryjne tessery, powstała bójka: ludzie cisnęli się, przewracali, deptali jedni po drugich, krzyczeli o ratunek, przeskakiwali przez rzędy siedzeń i dusili się w straszliwym tłoku, kto bowiem dostał szczęśliwą liczbę, mógł wygrać nawet dom z ogrodem, niewolnika, wspaniałą odzież lub osobliwe dzikie zwierzę, które następnie sprzedawał do amfiteatru. Czyniły się z tego powodu takie zamęty, że częstokroć pretorianie musieli wprowadzać ład, po każdym zaś rozdawnictwie wynoszono z widowni ludzi z połamanymi rękoma, nogami lub nawet zadeptanych na śmierć w ścisku.</akap>


<akap>KrewLecz bogatsi nie brali udziału w walce o tessery. Augustianie zabawiali się tym razem widokiem Chilona i przedrwiwaniem z jego daremnych usiłowań, by pokazać ludziom, że na walkę i rozlew krwi może patrzeć tak dobrze jak każdy inny. Próżno jednak nieszczęśliwy Grek marszczył brwi, zagryzał wargi i zaciskał pięści tak, że aż paznokcie wpijały mu się w dłonie. Strach Zarówno jego grecka natura, jak i jego osobiste tchórzostwo nie znosiły takich widowisk. Twarz mu pobladła, czoło operliło się kroplami potu, wargi posiniały, oczy wpadły, zęby poczęły szczękać, a ciało chwyciła drżączka. Po ukończonej walce przyszedł nieco do siebie, lecz gdy wzięto go na języki, zdjął go nagły gniew i począł odgryzać się rozpaczliwie.</akap>

<akap_dialog>--- Ha, Greku! Nieznośny ci widok podartej ludzkiej skóry --- mówił pociągając go za brodę Watyniusz.</akap_dialog>


<akap>Chilo zaś wyszczerzył na niego swe dwa ostatnie żółte zęby i odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Mój ojciec nie był szewcem, więc nie umiem jej łatać.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Macte! Habet! --- zawołało kilka głosów.</akap_dialog>


<akap>Lecz inni drwili dalej.</akap>

<strofa>Serce--- Nie on winien, że zamiast serca ma w piersiach kawał sera! --- zawołał Senecjo.</strofa>

<akap_dialog>--- Nie tyś winien, że zamiast głowy masz pęcherz --- odparł Chilo.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Może zostaniesz gladiatorem! Dobrze byś wyglądał z siecią na arenie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Gdybym ciebie w nią złowił, złowiłbym cuchnącego dudka.</akap_dialog>

<akap_dialogPies>--- A jak będzie z chrześcijanami? --- pytał Festus z Ligurii. --- Czy nie chciałbyś zostać psem i kąsać ich?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie chciałbym zostać twoim bratem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ty meocki trądzie!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ty liguryjski mule!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Skóra cię swędzi widocznie, ale nie radzęć prosić mnie, bym cię podrapał.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Drap sam siebie. Jeśli zdrapiesz własne pryszcze, zniszczysz, co w tobie jest najlepszego.</akap_dialog>


<akap>I w ten sposób oni napadali go, on zaś odgryzał się zjadliwie wśród powszechnego śmiechu. Cezar klaskał w dłonie, powtarzał: ,,Macte!", i podniecał ich. Po chwili jednak zbliżył się Petroniusz i dotknąwszy rzeźbioną w kości słoniowej laseczką ramienia Greka, rzekł zimno:</akap>

<akap_dialog>--- To dobrze, filozofie, aleś w jednym tylko pobłądził: bogowie stworzyli cię rzezimieszkiem, tyś zaś został demonem, i dlatego nie wytrzymasz!</akap_dialog>


<akap>Starzec popatrzył na niego swymi zaczerwienionymi oczyma, wszelako tym razem nie znalazł jakoś gotowej obelgi. Na chwilę umilkł, po czym odpowiedział jakby z pewnym wysileniem:</akap>

<akap_dialog>--- Wytrzymam!...</akap_dialog>


<akap>Ale tymczasem trąby dały znać, że przerwa w widowisku skończona. Ludzie poczęli opuszczać przedziały, w których gromadzili się dla wyprostowania nóg i dla rozmowy. Wszczął się ruch ogólny i zwykłe kłótnie o zajmowane poprzednio siedzenia. Senatorowie i patrycjusze dążyli do swoich miejsc. Z wolna uciszał się gwar i amfiteatr przychodził do ładu. Na arenie pojawiła się gromada ludzi, aby tu i ówdzie rozgrabić jeszcze pozlepiane zsiadłą krwią grudki piasku.</akap>


<akap>Nadchodziła kolej na chrześcijan. Ale że było to nowe dla ludu widowisko i nikt nie wiedział, jak się zachowają, wszyscy oczekiwali ich z pewnym zaciekawieniem.Nienawiść, Tłum Nastrój tłumu był skupiony, spodziewano się bowiem scen nadzwyczajnych, ale nieprzyjazny. Wszakże ci ludzie, którzy mieli się teraz pojawić, spalili Rzym i odwieczne jego skarby. Wszakże karmili się krwią niemowląt, zatruwali wody, przeklinali cały rodzaj ludzki i dopuszczali się najbezecniejszych zbrodni. Rozbudzonej nienawiści nie dość było najsroższych kar i jeśli jaka obawa przejmowała serca, to tylko obawa o to, czy męki dorównają występkom tych złowrogich skazańców.</akap>


<akap>Tymczasem słońce podniosło się wysoko i promienie jego, przecedzone przez purpurowe velarium, napełniły amfiteatr krwawym światłem. Piasek przybrał barwę ognistą i w tych blaskach, w twarzach ludzkich, zarówno jak i w pustce areny, która za chwilę miała się zapełnić męką ludzką i zwierzęcą wściekłością, było coś strasznego. Zdawało się, iż w powietrzu unosi się groza i śmierć. Tłum, zwykle wesoły, zaciął się pod wpływem nienawiści w milczeniu. Twarze miały wyraz zawzięty.</akap>


<akap>Wtem prefekt dał znak: wówczas pojawił się ten sam starzec przebrany za Charona, który wywoływał na śmierć gladiatorów, i przeszedłszy wolnym krokiem przez całą arenę, wśród głuchej ciszy zastukał znów trzykrotnie młotem we drzwi.</akap>


<akap>W całym amfiteatrze ozwał się pomruk:</akap>

<akap_dialog>--- Chrześcijanie! Chrześcijanie!...</akap_dialog>


<akap>Zgrzytnęły żelazne kraty w ciemnych otworach, rozległy się zwykłe krzyki mastygolbrów: ,,Na piasek!" , i w jednej chwili arena zaludniła się gromadami jakby sylwanów[9] pookrywanych skórami. Wszyscy biegli prędko, nieco gorączkowo i wypadłszy na środek koliska klękali jedni przy drugich z wzniesionymi w górę rękoma. LudTchórzostwoLud sądził, że to jest prośba o litość, i rozwścieczony takim tchórzostwem począł tupać, gwizdać, rzucać próżnymi naczyniami od wina, poogryzanymi kośćmi i ryczeć: ,,Zwierząt! Zwierząt!..." Lecz nagle stało się coś nieoczekiwanego.Odwaga Oto ze środka kosmatej gromady podniosły się śpiewające głosy i w tejże chwili zabrzmiała pieśń, którą po raz pierwszy usłyszano w rzymskim cyrku:</akap>


<poezja_cyt><strofa>Christus regnat![10]...</strofa></poezja_cyt>


<akap>Wówczas zdumienie ogarnęło lud. Skazańcy śpiewali z oczyma wzniesionymi ku velarium, widziano twarze pobladłe, lecz jakby natchnione. Wszyscy zrozumieli, że ludzie ci nie proszą o litość i że zdają się nie widzieć ni cyrku, ni ludu, ni senatu, ni cezara. ,,Christus regnat!" rozbrzmiewało coraz donośniej, a w ławach hen, aż do góry, między rzędami widzów niejeden zadawał sobie pytanie: co to się dzieje i co to jest za Christus, który króluje w ustach tych ludzi mających umrzeć? Ale tymczasem otwarto nową kratę i Piesna arenę wypadły z dzikim pędem i szczekaniem całe stada psów: płowych olbrzymich molosów z Peloponezu, pręgowatych psów z Pirenejów i podobnych do wilków kundli z Hibernii, wygłodzonych umyślnie, o zapadłych bokach i krwawych oczach. Wycie i skomlenie napełniło cały amfiteatr. Chrześcijanie, skończywszy pieśń, klęczeli nieruchomi, jakby skamieniali, powtarzając tylko jednym jękliwym chórem: ,,Pro Christo! Pro Christo!" Psy, wyczuwszy ludzi pod skórami zwierząt i zdziwione ich nieruchomością, nie śmiały się na nich od razu rzucić. Jedne wspinały się na ściany lóż, jakby chciały dostać się do widzów, drugie biegały wokoło, szczekając zażarcie, jakby goniły jakiegoś niewidzialnego zwierza.Lud, Okrucieństwo, Tłum, Zabawa Lud rozgniewał się. Zawrzały tysiące głosów: niektórzy z widzów udawali ryk zwierząt, inni szczekali jak psy, inni szczuli we wszystkich językach. Amfiteatr zatrząsł się od wrzasków. Rozdrażnione psy poczęły to dopadać do klęczących, to cofać się jeszcze, kłapiąc zębami, aż wreszcie jeden z molosów wpił kły w bark klęczącej na przodzie kobiety i pociągnął ją pod siebie.</akap>


<akap>Wówczas dziesiątki ich rzuciły się w środek, jakby przez wyłom. Tłum przestał ryczeć, by przypatrywać się z większą uwagą. Wśród wycia i charkotu słychać jeszcze było żałosne głosy męskie i kobiece: ,,Pro Christo! Pro Christo!", lecz na arenie potworzyły się drgające kłęby z ciał psów i ludzi.Ciało, Krew Krew płynęła teraz strumieniem z porozdzieranych ciał. Psy wydzierały sobie wzajem krwawe ludzkie członki. Zapach krwi i poszarpanych wnętrzności zgłuszył arabskie wonie i napełnił cały cyrk. W końcu już tylko gdzieniegdzie widać było pojedyncze klęczące postacie, które wnet pokrywały ruchome wyjące kupy.</akap>


<akap>Winicjusz, który w chwili gdy chrześcijanie wbiegli, podniósł się i odwrócił, aby zgodnie z obietnicą wskazać fossorowi stronę, w której między ludźmi Petroniusza był ukryty Apostoł, siadł na powrót i siedział z twarzą człowieka umarłego, spoglądając szklanymi oczyma na okropne widowisko. Ofiara, PrawdaZ początku obawa, że fossor mógł się omylić i że Ligia może znajdować się między ofiarami, odrętwiła go zupełnie, lecz gdy słyszał głosy: ,,Pro Christo!" , gdy widział mękę tylu ofiar, które umierając świadczyły swej prawdzie i swemu Bogu, ogarnęło go inne poczucie, dojmujące jak najstraszniejszy ból, a jednak nieprzeparte, że gdy Chrystus sam umarł w męce i gdy giną oto za Niego tysiące, gdy wylewa się morze krwi, to jedna więcej kropla nic nie znaczy, i że grzechem jest nawet prosić o miłosierdzie. Ta myśl szła na niego z areny, przenikała go wraz z jękami umierających, wraz z zapachem ich krwi. A jednak modlił się i powtarzał zeschłymi wargami: ,,Chryste, Chryste, i Twój Apostoł modli się za nią!" Po czym zapamiętał się, stracił świadomość, gdzie jest, Krewzdawało mu się tylko, że krew na arenie wzbiera i wzbiera, że piętrzy się i wypłynie z cyrku na cały Rzym. Zresztą nie słyszał nic, ni wycia psów, ni wrzasków ludu, ni głosów augustianów, które nagle poczęły wołać:</akap>

<akap_dialog>--- Chilo zemdlał!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Chilo zemdlał! --- powtórzył Petroniusz zwracając się w stronę Greka.</akap_dialog>


<akap>A ów zemdlał rzeczywiście i siedział biały jak płótno, z zadartą w tył głową i z otwartymi szeroko ustami, podobny do trupa.</akap>


<akap>W tej samej chwili poczęto wypychać nowe, obszyte w skóry ofiary na arenę.</akap>


<akap>Te klękały natychmiast, jak ich poprzednicy, lecz zmordowane psy nie chciały ich szarpać. Ledwie kilka ich rzuciło się na najbliżej klęczących, inne zaś pokładłszy się i podniósłszy w górę okrwawione paszcze, poczęły robić bokami i ziajać ciężko.</akap>


<akap>Lud, OkrucieństwoWówczas zaniepokojony w duszach, ale spity krwią i rozszalały lud począł krzyczeć przeraźliwymi glosami:</akap>

<akap_dialog>--- Lwów! Lwów! Wypuścić lwy!...</akap_dialog>


<akap>Lwy miały być zachowane na dzień następny, lecz Władzaw amfiteatrach lud narzucał swoją wolę wszystkim, a nawet i cezarowi. Jeden tylko Kaligula, zuchwały i zmienny w swych zachceniach, ośmielał się sprzeciwiać, a nawet bywało, że przykazywał okładać tłumy kijami, lecz i on najczęściej ulegał. Nero, któremu oklaski droższe były nad wszystko w świecie, nie opierał się nigdy, tym bardziej więc nie oparł się teraz, gdy chodziło o ukojenie rozdrażnionych po pożarze tłumów i o chrześcijan, na których chciał zwalić winę klęski.</akap>


<akap>Dał więc znak, by otworzono cuniculum, co ujrzawszy lud uspokoił się natychmiast.Zwierzęta Usłyszano skrzypienie krat, za którymi były lwy. Psy na ich widok zbiły się w jedną kupę po przeciwległej stronie koła, skowycząc z cicha, one zaś poczęły jeden po drugim wytaczać się na arenę, ogromne, płowe, o wielkich kudłatych głowach. Sam cezar zwrócił ku nim swą znudzoną twarz i przyłożył szmaragd do oka, aby przyglądać się lepiej. Augustianie przywitali je oklaskiem; tłum liczył je na palcach, śledząc zarazem chciwie, jakie wrażenie czyni ich widok na klęczących w środku chrześcijan, którzy znów jęli powtarzać niezrozumiałe dla wielu, a drażniące wszystkich słowa: ,,Pro Christo! Pro Christo!..."</akap>


<akap>Lecz lwy, jakkolwiek wygłodniałe, nie śpieszyły się do ofiar. Czerwonawy blask na arenie raził je, więc mrużyły oczy, jakby olśnione; niektóre wyciągały leniwie swe złotawe cielska, niektóre, rozwierając paszcze, ziewały, rzekłbyś, chcąc pokazać widzom kły straszliwe. Lecz następnie zapach krwi i podanych ciał, których mnóstwo leżało na arenie, począł na nie działać. Wkrótce ruchy ich stały się niespokojne, grzywy jeżyły się, nozdrza wciągały chrapliwie powietrze.Krew, Trup Jeden przypadł do trupa kobiety z poszarpaną twarzą i ległszy przednimi łapami na ciele, jął zlizywać kolczastym językiem skrzepłe sople, drugi zbliżył się do chrześcijanina, trzymającego na ręku dziecko obszyte w skórę jelonka.</akap>


<akap>Dziecko, Ojciec, ŚmierćDziecko trzęsło się od krzyku i płaczu, obejmując konwulsyjnie szyję ojca, ów zaś, pragnąc mu przedłużyć choć na chwilę życie, starał się oderwać je od szyi, by podać dalej klęczącym. Lecz krzyk i ruch podrażnił lwa. Nagle wydał krótki, urwany ryk, zgniótł dziecko jednym uderzeniem łapy i chwyciwszy w paszczę czaszkę ojca zgruchotał ją w mgnieniu oka.</akap>


<akap>Na ten widok wszystkie inne wpadły na gromadę chrześcijan. Kilka kobiet nie mogło wstrzymać okrzyków przerażenia, lecz lud zgłuszył je oklaskami, które wnet jednak uciszyły się, albowiem chęć patrzenia przemogła. Widziano wówczas rzeczy straszne: głowy znikające całkowicie w czeluściach paszcz, piersi otwierane na rozcież jednym uderzeniem kłów, wyrwane serca i płuca; słyszano trzask kości w zębach. Niektóre lwy, chwyciwszy ofiary za boki lub krzyże, latały w szalonych skokach po arenie, jakby szukając zakrytego miejsca, gdzie by mogły je pożreć, inne w walce wzajemnej wspinały się na siebie, obejmując się łapami jak zapaśnicy i napełniając amfiteatr grzmotem.Śmierć, Tłum Ludzie wstawali z miejsc. Inni opuszczając siedzenia schodzili przedziałami niżej, by widzieć lepiej, i tłoczyli się w nich na śmierć. Zdawało się, że uniesione tłumy rzucą się w końcu na samą arenę i poczną rozdzierać razem z lwami. Chwilami słychać było nieludzki wrzask, chwilami oklaski, chwilami ryk, pomruk, kłapanie kłów, wycie molosów, chwilami jęki tylko.</akap>


<akap>Cezar, trzymając szmaragd przy oku, patrzył teraz uważnie. Twarz Petroniusza przybrała wyraz niesmaku i pogardy. Chilona poprzednio już wyniesiono z cyrku.</akap>


<akap>A z cuniculów wypychano coraz nowe ofiary.</akap>


<akap>Z najwyższego rzędu w amfiteatrze spoglądał na nie Piotr Apostoł. Nikt na niego nie patrzył, wszystkie bowiem głowy zwrócone były ku arenie, więc wstał i jako niegdyś w Korneliuszowej winnicy błogosławił na śmierć i na wieczność tym, których miano pochwycić, tak teraz Nauczyciel, Ofiarażegnał krzyżem ginących pod kłami zwierząt i ich krew, i ich mękę, i martwe ciała, zmienione w niekształtne bryły, i dusze ulatujące z krwawego piasku. Niektórzy podnosili ku niemu oczy, a wówczas rozjaśniały się im twarze i uśmiechali się widząc nad sobą, hen, w górze, znak krzyża. Jemu zaś rozdzierało się serce i mówił: ,,O Panie! Bądź wola Twoja, bo na chwałę Twoją, na świadectwo prawdy giną te owce moje! Tyś mi je paść rozkazał, więc zdaję Ci je, a Ty porachuj je, Panie, weź je, zagój ich rany, ukój ich boleść i daj im więcej jeszcze szczęścia, niźli tu męki doznali."</akap>


<akap>I żegnał jednych po drugich, gromadę po gromadzie, z miłością tak wielką, jak gdyby byli jego dziećmi, które oddawał wprost w ręce Chrystusa. Wtem cezar, czy to z zapamiętania, czy chcąc, by igrzysko przeszło wszystko, co dotąd widziano w Rzymie, szepnął kilka słów prefektowi miasta, ów zaś opuściwszy podium udał się natychmiast do cuniculów. I nawet lud już zdumiał się, gdy po chwili ujrzał znów otwierające się kraty. ZwierzętaWypuszczono teraz zwierzęta wszelkiego rodzaju: tygrysy znad Eufratu, numidyjskie pantery, niedźwiedzie, wilki, hieny i szakale. Cała arena pokryła się jakby ruchomą falą skór pręgowanych, żółtych, płowych, ciemnych, brunatnych i cętkowanych. Powstał zamęt, w którym oczy nie mogły nic rozróżnić prócz okropnego przewracania się i kłębienia grzbietów zwierzęcych. KrewWidowisko straciło pozór rzeczywistości, a zmieniło się jakby w orgię krwi, jakby w straszny sen, jakby w potworny majak obłąkanego umysłu. Miara była przebrana. SzaleństwoWśród ryków, wycia i skowyczenia ozwały się tu i ówdzie na ławach widzów przeraźliwe, spazmatyczne śmiechy kobiet, których siły wyczerpały się wreszcie. Ludziom uczyniło się straszno. Twarze zmierzchły. Rozliczne głosy poczęły wołać: ,,Dosyć! Dosyć!"</akap>


<akap>Lecz zwierzęta łatwiej było wpuścić niż je wypędzić. Cezar znalazł jednak sposób oczyszczenia z nich areny, połączony z nową dla ludu rozrywką. We wszystkich przedziałach wśród ław pojawiły się zastępy czarnych, strojnych w pióra i zausznice Numidów, z łukami w ręku. Lud odgadł, co nastąpi, i przywitał ich okrzykiem zadowolenia, oni zaś zbliżyli się do obrębu i przyłożywszy strzały do cięciw, poczęli szyć z łuków w gromady zwierząt. Było to istotnie nowe widowisko. Smukłe czarne ciała przechylały się w tył, prężąc giętkie łuki i wysyłając grot za grotem. ZwierzętaWarkot cięciw i świst pierzastych bełtów[11] mieszał się z wyciem zwierząt i okrzykami podziwu widzów. Wilki, niedźwiedzie, pantery i ludzie, którzy jeszcze zostali żywi, padali pokotem obok siebie. Tu i ówdzie lew, poczuwszy grot w boku, zwracał nagłym ruchem zmarszczoną z wściekłości paszczę, by chwycić i zdruzgotać drzewce.Śmierć Inne jęczały z bólu. Drobiazg zwierzęcy wpadłszy w popłoch przebiegał na oślep arenę lub bił głowami w kraty, a tymczasem groty warczały i warczały ciągle, dopóki wszystko, co żywe, nie legło w ostatnich drganiach konania.</akap>


<akap>Wówczas na arenę wpadły setki niewolników cyrkowych, zbrojnych w rydle, łopaty, miotły, taczki, kosze do wynoszenia wnętrzności i wory z piaskiem. Jedni napływali za drugimi i na całym kolisku zawrzała gorączkowa czynność. Wnet oczyszczono je z trupów, krwi i kału, przeryto, zrównano i potrząśnięto grubą warstwą świeżego piasku. Za czym wbiegły amorki rozrzucając listki róż, lilii i przeróżnego kwiecia. Zapalono na nowo kadzielnice i zdjęto velarium, bo już słońce zniżyło się znacznie.</akap>


<akap>Tłumy zaś, spoglądając po sobie ze zdziwieniem, zapytywały się wzajem, co za widowisko czeka je jeszcze w dniu dzisiejszym.</akap>


<akap>Jakoż czekało takie, którego nikt się nie spodziewał. Oto cezar, który od niejakiego czasu opuścił podium, ukazał się nagle na ukwieconej arenie, przybrany w purpurowy płaszcz i złoty wieniec. Dwunastu śpiewaków, z cytrami w ręku, postępowało za nim, on zaś, dzierżąc srebrną lutnię, wystąpił uroczystym krokiem na środek i skłoniwszy się kilkakrotnie widzom, podniósł ku niebu oczy i czas jakiś stał tak, jakby oczekując na natchnienie.</akap>


<akap>Po czym uderzył w struny i zaczął śpiewać:</akap>


<poezja_cyt><strofa>O promienisty Lety synu,/
Władco Tenedu, Killi, Chryzy,/
Tyżeś to, mając w pieczy swej/
Ilionu święty gród,/
Mógł go gniewowi Achiwów zdać/
I ścierpieć, by święte ołtarze,/
Płonące wiecznie ku twej czci,/
Zbryzgała Trojan krew?/
Do ciebie starcy drżące dłonie,/
O Srebrnołuki, w dal godzący,/
Do ciebie matki z głębi łon/
Wznosiły łzawy głos,/
Byś nad ich dziećmi litość miał;/
I głaz by skargi te wzruszyły,/
A tyś mniej czuły był niż głaz,/
Sminteju na ludzki ból!...</poezja_cyt>


<akap>Pieśń przechodziła z wolna w żałosną, pełną bólu elegię. W cyrku uczyniła się cisza. Po chwili cezar, sam wzruszony, począł śpiewać dalej:</akap>


<poezja_cyt><strofa>Mógłżeś formingi boskiej brzmieniem/
Zgłuszyć lamenty serc i krzyk,/
Gdy oko jeszcze dziś/
Zachodzi łzą, jak rosą kwiat,/
Na dźwięk posępny pieśni tej,/
Co wskrzesza z prochu i popiołów/
Pożogi, klęski, zguby dzień...
--- Sminteju, gdzieś wówczas był?[12]</strofa></strofa></poezja_cyt>


<akap>Lud, ŁzyTu głos mu zadrgał i zwilgotniały oczy. Na rzęsach westalek ukazały się łzy, lud słuchał cicho, zanim wybuchnął długo nie ustającą burzą oklasków.</akap>


<akap>Tymczasem z zewnątrz przez otwarte dla przewiewu vomitoria dochodziło skrzypienie wozów, na których składano krwawe szczątki chrześcijan, mężczyzn, kobiet i dzieci, aby je wywieźć do strasznych dołów, zwanych puticuli.</akap>


<akap>A Piotr Apostoł objął rękoma swą białą drżącą głowę i wołał w duchu:</akap>


<akap>Władza,,Panie! Panie! Komuś Ty oddał rząd nad światem? I przecz chcesz założyć swą stolicę w tym mieście?"</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział pięćdziesiąty siódmy</naglowek_rozdzial>



<akap>Tymczasem słońce zniżyło się ku zachodowi i zdawało się się roztapiać w zorzach wieczornych. Widowisko było skończone. Tłumy poczęły opuszczać amfiteatr i wylewać się przez wyjścia, zwane vomitoriami, na miasto. Augustianie tylko zwłóczyli, czekając, zanim przepłynie fala. Cała gromada ich, opuściwszy swe miejsca, zebrała się przy podium, w którym cezar ukazał się znowu, by słuchać pochwał. Jakkolwiek widzowie nie szczędzili mu oklasków zaraz po ukończeniu pieśni, dla niego nie było to dosyć, spodziewał się bowiem zapału dochodzącego do szaleństwa. Na próżno też brzmiały teraz hymny pochwalne, próżno westalki całowały jego ,,boskie" dłonie, a Rubria schyliła się przy tym tak, że aż rudawa jej głowa dotknęła jego piersi. Nero nie był zadowolony i nie umiał tego ukryć. Dziwiło go też i niepokoiło zarazem, że Petroniusz zachowuje milczenie. Jakieś pochwalne, a zarazem trafnie podnoszące zalety pieśni słowo z jego ust byłoby mu w tej chwili wielką pociechą. Wreszcie, nie mogąc wytrzymać, skinął na niego, a gdy ów wszedł do podium, rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Powiedz...</akap_dialog>


<akap>A Petroniusz odrzekł zimno:</akap>

<akap_dialog>--- Milczę, bo nie mogę znaleźć słów. Przeszedłeś sam siebie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak i mnie się zdawało, a jednak ten lud?...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy możesz żądać od mieszańców, aby się znali na poezji?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Więc zauważyłeś i ty, że nie podziękowano mi tak, jakem zasłużył?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Boś obrał złą chwilę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dlaczego?</akap_dialog>

<akap_dialogKrew>--- Dlatego, że mózgi zaczadzone zaduchem krwi nie mogą słuchać uważnie.</akap_dialog>


<akap>Nero zacisnął pięści i odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Ach, ci chrześcijanie! Spalili Rzym, a teraz krzywdzą i mnie. Jakież jeszcze kary dla nich wymyślę?</akap_dialog>


<akap>Petroniusz spostrzegł, że idzie złą drogą i że słowa jego odnoszą skutek wprost przeciwny temu, jaki zamierzył osiągnąć, więc chcąc odwrócić umysł cezara w inną stronę, pochylił się ku niemu i szepnął:</akap>

<akap_dialog>Poezja--- Pieśń twoja jest cudna, ale uczynię ci tylko jedną uwagę: w czwartym wierszu trzeciej strofy metryka pozostawia coś do życzenia.</akap_dialog>


<akap>A Nero oblał się rumieńcem wstydu, jakby schwytany na haniebnym uczynku, spojrzał z przestrachem i odpowiedział również cicho:</akap>

<akap_dialog>--- Ty wszystko zauważysz!... Wiem!... Przerobię!... Ale nikt więcej nie spostrzegł? Prawda? Ty zaś, na miłość bogów, nie mów nikomu... jeśli... ci życie miłe...</akap_dialog>


<akap>Na to Petroniusz zmarszczył brwi i odpowiedział jakby z wybuchem nudy i zniechęcenia:</akap>

<akap_dialog>Odwaga, Śmierć--- Możesz mnie, boski, skazać na śmierć, jeśli ci zawadzam, ale mnie nią nie strasz, bo bogowie najlepiej wiedzą, czy się jej boję.</akap_dialog>


<akap>I tak mówiąc począł patrzeć wprost w oczy cezara, ów zaś po chwili odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Nie gniewaj się... Wiesz, że cię kocham...</akap_dialog>


<akap>,,Zły znak" --- pomyślał Petroniusz.</akap>

<akap_dialog>--- Chciałem was prosić dziś na ucztę --- mówił dalej Nero --- ale się wolę zamknąć i polerować ów przeklęty wiersz trzeciej strofy. Prócz ciebie mógł błąd zauważyć jeszcze Seneka, a może i Sekundus Karynas, ale się ich pozbędę zaraz.</akap_dialog>


<akap>FilozofTo rzekłszy zawołał Seneki i oświadczył mu, że wraz z Akratusem i Sekundem Karynem wysyła go do Italii i do wszystkich prowincji po pieniądze, które nakazuje im ściągnąć z miast, ze wsi, ze słynnych świątyń, słowem zewsząd, gdzie tylko można je będzie znaleźć lub wycisnąć. Lecz Seneka, który zrozumiał, że powierzają mu czynność łupieżcy, świętokradcy i rozbójnika, odmówił wręcz.</akap>

<akap_dialog>--- Muszę jechać na wieś, panie --- rzekł --- i tam czekać śmierci, gdyż jestem stary i nerwy moje są chore.</akap_dialog>


<akap>Iberyjskie nerwy Seneki, silniejsze od Chilonowych, nie były może chore, ale zdrowie jego było w ogóle złe, albowiem wyglądał jak cień i głowa w ostatnich czasach zbielała mu zupełnie.</akap>


<akap>Nero też, spojrzawszy na niego, pomyślał, że może istotnie niedługo będzie czekał na jego śmierć, i odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Nie chcę narażać cię na podróż, jeśliś chory, ale że z miłości, jaką mam dla ciebie, chcę cię mieć blisko, więc zamiast wyjechać na wieś, zamkniesz się w twoim domu i nie będziesz go opuszczał.</akap_dialog>


<akap>Po czym rozśmiał się i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Gdy poślę Akratusa i Karynasa samych, to jakobym posiał wilki po owce. Kogóż nad nimi przełożę?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przełóż mnie, panie! --- rzekł Domicjusz Afer.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie! Nie chcę ściągnąć na Rzym gniewu Merkurego, którego zawstydzilibyście złodziejstwem. Potrzeba mi jakiegoś stoika, jak Seneka lub jak mój nowy przyjaciel-filozof, Chilo.</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy począł się oglądać i spytał:</akap>

<akap_dialog>--- A co się stało z Chilonem?</akap_dialog>


<akap>Chilo zaś, który otrzeźwiawszy na świeżym powietrzu wrócił do amfiteatru na pieśń cezara, przysunął się i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Jestem, świetlisty płodzie słońca i księżyca. Bytem chory, ale twój śpiew uzdrowił mnie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Poślę cię do Achai --- rzekł Nero. --- Ty musisz wiedzieć co do grosza, ile tam jest w każdej świątyni.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Uczyń tak, Zeusie, a bogowie złożą ci taką daninę, jakiej nigdy nikomu nie złożyli.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Uczyniłbym tak, ale nie chcę cię pozbawiać widoku igrzysk.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Baalu!... --- rzekł Chilo.</akap_dialog>


<akap>Lecz augustianie radzi, że humor cezara poprawił się, poczęli się śmiać i wołać:</akap>

<akap_dialog>--- Nie, panie! Nie pozbawiaj tego mężnego Greka widoku igrzysk.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ale pozbaw mnie, panie, widoku tych krzykliwych kapitolińskich gęsiąt[13], których mózgi, razem wzięte, nie napełniłyby żołędziowej miseczki --- odparł Chilo. --- Piszę oto, pierworodny synu Apollina, hymn po grecku na twoją cześć i dlatego chcę spędzić kilka dni w świątyni muz, aby je błagać o natchnienie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- O, nie! --- zawołał Nero. --- Chcesz się wykręcić od następnych widowisk! Nic z tego!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przysięgam ci, panie, że piszę hymn.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Więc będziesz go pisał w nocy. Błagaj Dianę o natchnienie, to przecie siostra Apollina.</akap_dialog>


<akap>Chilo spuścił głowę spoglądając ze złością na obecnych, którzy znowu zaczęli się śmiać. Cezar zaś, zwróciwszy się do Senecjona i do Suiliusza Nerulina, rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Wyobraźcie sobie, że z przeznaczonych na dziś chrześcijan zaledwie z połową zdołaliśmy się załatwić.</akap_dialog>


<akap>Na to stary Akwilus Regulus, wielki znawca rzeczy tyczących amfiteatru, pomyślał chwilę i ozwał się:</akap>

<akap_dialog>--- Te widowiska, w których występują ludzie sine armis et sine arte[14], trwają prawie równie długo, a mniej zajmują.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Każę im dawać broń --- odpowiedział Nero.</akap_dialog>


<akap>Lecz przesądny Westynus zbudził się nagle z zamyślenia i spytał tajemniczym głosem:</akap>

<akap_dialog>Wizja--- Czy uważaliście, że oni coś widzą umierając? Patrzą w górę i umierają jakby bez cierpień. Jestem pewny, że oni coś widzą...</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy podniósł oczy ku otworowi amfiteatru, nad którym już noc poczęła rozciągać swoje nabite gwiazdami velarium. Inni jednak odpowiedzieli śmiechami i żartobliwymi przypuszczeniami, co chrześcijanie mogą widzieć w chwili śmierci. Tymczasem cezar dał znak niewolnikom trzymającym pochodnie i opuścił cyrk, a za nim westalki, senatorowie, urzędnicy i augustianie.</akap>


<akap>Noc była jasna, ciepła. Przed cyrkiem snuły się jeszcze tłumy, ciekawe widzieć odjazd cezara, ale jakieś posępne i milczące. Tu i ówdzie ozwał się poklask i ścichł zaraz. Ze spoliarium skrzypiące wozy wywoziły wciąż krwawe szczątki chrześcijan.</akap>


<akap>Petroniusz i Winicjusz odbywali drogę w milczeniu. Dopiero w pobliżu willi Petroniusz spytał:</akap>

<akap_dialog>--- Czy myślałeś o tym, com ci powiedział?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak jest --- odrzekł Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy ty wierzysz, że teraz i dla mnie to jest sprawa największej wagi? Muszę ją uwolnić wbrew cezarowi i Tygellinowi. Gra , WalkaTo jest jakby walka, w której zawziąłem się zwyciężyć, to jest jakby gra, w której chcę wygrać choćby kosztem własnej skóry... Dzisiejszy dzień utwierdził mnie jeszcze w przedsięwzięciu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niech ci Chrystus zapłaci!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Obaczysz.</akap_dialog>


<akap>Tak rozmawiając stanęli przed drzwiami willi i wysiedli z lektyki. W tej chwili jakaś ciemna postać zbliżyła się do nich i spytała:</akap>

<akap_dialog>--- Czy tu jest szlachetny Winicjusz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak --- odrzekł trybun --- czego chcesz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jestem Nazariusz, syn Miriam; idę z więzienia i przynoszę ci wiadomość o Ligii.</akap_dialog>


<akap>Winicjusz oparł mu rękę na ramieniu i przy blasku pochodni począł mu patrzeć w oczy, nie mogąc przemówić ani słowa, ale Nazariusz odgadł zamierające na jego wargach pytanie i odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Żyje dotąd. Ursus przysyła mnie do ciebie, panie, aby ci powiedzieć, że ona w gorączce modli się i powtarza imię twoje.</akap_dialog>


<akap>A Winicjusz odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Chwała Chrystusowi, który mi ją wrócić może.</akap_dialog>


<akap>Po czym wziąwszy Nazariusza poprowadził go do biblioteki. Po chwili jednak nadszedł i Petroniusz, aby słyszeć ich rozmowę.</akap>

<akap_dialog>Choroba--- Choroba ocaliła ją od hańby, bo kaci boją się --- mówił młody chłopiec. --- Ursus i Glaukus lekarz czuwają nad nią dzień i noc.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy stróże zostali ciż sami?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak, panie, i ona jest w ich izbie. Ci więźniowie, którzy byli w dolnych więzieniach, pomarli wszyscy na gorączkę lub podusili się w zaduchu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ktoś ty jest? --- zapytał Petroniusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Szlachetny Winicjusz mnie zna. Jestem synem wdowy, u której mieszkała Ligia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- I chrześcijaninem?</akap_dialog>


<akap>Chłopiec spojrzał pytającym wzrokiem na Winicjusza, ale widząc, że ów modli się w tej chwili, podniósł głowę i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Tak jest.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jakim sposobem możesz wchodzić swobodnie do więzienia?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nająłem się, panie, do wynoszenia ciał zmarłych, a uczyniłem to umyślnie, aby przychodzić z pomocą braciom moim i przynosić im wieści z miasta.</akap_dialog>


<akap>Petroniusz począł się przypatrywać uważniej ślicznej twarzy chłopca, jego błękitnym oczom i czarnym, bujnym włosom, po czym spytał:</akap>

<akap_dialog>--- Z jakiego kraju jesteś, pacholę?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jestem Galilejczykiem, panie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy chciałbyś, by Ligia była wolną?</akap_dialog>


<akap>Chłopiec podniósł oczy w górę:</akap>

<akap_dialog>--- Choćbym sam miał potem umrzeć.</akap_dialog>


<akap>Wtem Winicjusz przestał się modlić i rzekł:</akap>

<akap_dialog>Cmentarz, Podstęp, Trup--- Powiedz stróżom, by włożyli ją do trumny jak umarłą. Ty dobierz pomocników, którzy w nocy wyniosą ją razem z tobą. W pobliżu Cuchnących Dołów znajdziecie czekających z lektyką ludzi, którym oddacie trumnę. Stróżom obiecaj ode mnie, że dam im tyle złota, ile każdy w płaszczu zdoła unieść.</akap_dialog>


<akap>ŻołnierzI gdy tak mówił, twarz jego straciła zwykłą martwotę, zbudził się w nim żołnierz, któremu nadzieja wróciła dawną energię.</akap>


<akap>Nazariusz zaś spłonął z radości i wzniósłszy ręce zawołał:</akap>

<akap_dialog>--- Niech Chrystus uzdrowi ją, albowiem będzie wolna.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mniemasz, że stróże się zgodzą? --- spytał Petroniusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Oni, panie? Byle wiedzieli, że nie spotka ich za to kara i męka!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak jest! --- rzekł Winicjusz. --- Stróże chcieli się zgodzić nawet na jej ucieczkę, tym bardziej pozwolą ją wynieść jako umarłą.</akap_dialog>

<akap_dialog>Pieniądz, Trup--- Jest wprawdzie człowiek --- rzekł Nazariusz --- który sprawdza rozpalonym żelazem, czy ciała, które wynosimy, są martwe. Ale ten bierze nawet po kilka sestercji za to, by nie dotykał żelazem twarzy zmarłych. Za jeden aureus dotknie trumny, nie ciała.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Powiedz mu, że dostanie pełną kapsę aureusów --- rzekł Petroniusz. Ale czy potrafisz dobrać pewnych pomocników?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Potrafię dobrać takich, którzy by za pieniądze sprzedali własne żony i dzieci.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Gdzie ich znajdziesz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- W samym więzieniu lub na mieście. Stróże, raz zapłaceni, wprowadzą, kogo zechcę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- W takim razie wprowadzisz jako najemnika mnie --- rzekł Winicjusz.</akap_dialog>


<akap>Lecz Petroniusz począł mu odradzać z całą stanowczością, aby tego nie czynił. Pretorianie mogliby go poznać nawet w przebraniu i wszystko mogłoby przepaść. ,,Ani w więzieniu, ani przy Cuchnących Dołach! --- mówił. --- Trzeba, żeby wszyscy, i cezar, i Tygellinus, byli przekonani, że ona umarła, inaczej bowiem nakazaliby w tej chwili pościg. Podejrzenia możemy uśpić tylko w ten sposób, że gdy ją wywiozą w Góry Albańskie lub dalej, do Sycylii, my zostaniemy w Rzymie. W tydzień lub dwa dopiero ty zachorujesz i wezwiesz Neronowego lekarza, który ci każe wyjechać w góry. Wówczas połączycie się, a potem..."</akap>


<akap>Tu zamyślił się na chwilę, a następnie machnąwszy dłonią rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Potem nadejdą może inne czasy.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niech Chrystus zmiłuje się nad nią --- rzekł Winicjusz --- bo ty mówisz o Sycylii, a ona jest chora i może umrzeć...</akap_dialog>

<akap_dialog>Więzienie--- Umieścimy ją tymczasem bliżej. Ją uleczy samo powietrze, byleśmy ją wyrwali z więzienia. Zali nie masz gdzie w górach jakiego dzierżawcy, któremu mógłbyś zaufać?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak jest! Mam! Tak! --- odpowiedział śpiesznie Winicjusz. --- Jest około Corioli w górach człowiek pewny, który mnie na ręku nosił, gdym był jeszcze dzieckiem, i który miłuje mnie dotychczas.</akap_dialog>


<akap>Petroniusz podał mu tabliczki.</akap>

<akap_dialog>--- Napisz do niego, by tu przybył jutro. Gońca wyślę natychmiast.</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy zawołał przełożonego atrium i wydał mu odpowiednie rozkazy. W kilka chwil później konny niewolnik ruszył na noc do Corioli.</akap>

<akap_dialog>--- Chciałbym --- rzekł Winicjusz --- by Ursus towarzyszył jej w drodze... Byłbym spokojniejszy...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Panie --- rzekł Nazariusz --- człowiek to nadludzkiej siły, który wyłamie kratę i pójdzie za nią. Jest jedno okno nad stromą, wysoką ścianą, pod którym straż nie stoi. Przyniosę Ursusowi sznur, a reszty on sam dokona.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na Herkulesa! --- rzekł Petroniusz. --- Niech się wyrywa, jak mu się podoba, ale nie razem z nią i nie w dwa lub trzy dni po niej, bo poszliby za nim i odkryli jej schronienie. Na Herkulesa! Czy chcecie zgubić siebie i ją? Zakazuję wam wspominać mu o Corioli albo umywam ręce.</akap_dialog>


<akap>Oni obaj uznali słuszność jego uwagi i umilkli. Po czym Nazariusz począł się żegnać, obiecując przyjść nazajutrz o świcie.</akap>


<akap>Ze stróżami miał nadzieję ułożyć się jeszcze tej nocy, ale przedtem chciał wpaść do matki, która z powodu niepewnych i strasznych czasów nie miała o niego chwili spokoju. Pomocnika postanowił po namyśle nie szukać na mieście, ale wynaleźć i przekupić jednego spośród tych, którzy wraz z nim wynosili trupy z więzienia.</akap>


<akap>Na samym odchodnym jednak zatrzymał się jeszcze i wziąwszy na stronę Winicjusza począł mu szeptać:</akap>

<akap_dialog>--- Panie, nie wspomnę o naszym zamiarze nikomu, nawet matce, ale Piotr Apostoł obiecał przyjść do nas z amfiteatru i jemu powiem wszystko.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Możesz w tym domu mówić głośno --- odpowiedział Winicjusz. --- Piotr Apostoł był w amfiteatrze z ludźmi Petroniusza. Zresztą sam pójdę z tobą.</akap_dialog>


<akap>I kazał podać sobie płaszcz niewolniczy, po czym wyszli.</akap>


<akap>Petroniusz odetchnął głęboko.</akap>


<akap>,,Życzyłem sobie --- myślał --- aby umarła na tę gorączkę, bo dla Winicjusza byłoby to jeszcze najmniej straszne. Ale teraz gotówem[15] ofiarować złoty trójnóg Eskulapowi w zamian za jej uzdrowienie... Ach, ty, Ahenobarbie, chcesz sobie wyprawić widowisko z boleści kochanka! Ty, Augusto, naprzód zazdrościłaś piękności dziewczynie, a teraz pożarłabyś ją na surowo, dlatego, że zginął twój Rufius... Ty, Tygellinie, chcesz ją zgubić na złość mnie!... Zobaczymy. Ja wam mówię, że oczy wasze nie ujrzą jej na arenie, bo albo umrze własną śmiercią, albo ją wam wyrwę jak psom z paszczęk... I wyrwę tak, że nie będziecie o tym wiedzieli, a potem ilekroć na was spojrzę, tylekroć pomyślę: oto głupcy, których wywiódł w pole Petroniusz..."</akap>


<akap>I rad z siebie, przeszedł do triclinium, gdzie wraz z Eunice zasiadł do wieczerzy. Lektor czytał przez ten czas sielanki Teokryta.Burza Na dworze wiatr napędził chmur od strony Sorakte i nagła burza zmąciła ciszę pogodnej nocy letniej. Od czasu do czasu grzmoty rozlegały się na siedmiu wzgórzach, Poezjaoni zaś, leżąc obok siebie za stołem, słuchali sielskiego poety, który w śpiewnym doryckim narzeczu opiewał miłość pasterzy, a następnie, uspokojeni, gotowali się do słodkiego spoczynku.</akap>


<akap>Przedtem jednak jeszcze wrócił Winicjusz. Petroniusz dowiedziawszy się o jego powrocie wyszedł do niego i spytał:</akap>

<akap_dialog>--- Cóż?... Czy nie uradziliście czego nowego i czy Nazariusz poszedł już do więzienia?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak --- odpowiedział młody człowiek rozgarniając włosy przemoczone od dżdżu. --- Nazariusz poszedł ułożyć się ze stróżami, a ja widziałem Piotra, który mi nakazał modlić się i wierzyć.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To dobrze. Jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, następnej nocy można ją będzie wynieść...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dzierżawca z ludźmi powinien być na świt.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To krótka droga. Spocznij teraz.</akap_dialog>


<akap>Lecz Winicjusz ukląkł w swym cubiculum i począł się modlić.</akap>


<akap>O wschodzie słońca przybył spod Corioli dzierżawca Niger przywiódłszy ze sobą zgodnie z zaleceniem Winicjusza muły, lektykę i czterech pewnych ludzi, wybranych spomiędzy niewolników brytańskich, których zresztą zostawił przezornie w gospodzie na Suburze.</akap>


<akap>SługaWinicjusz, który czuwał całą noc, wyszedł na jego spotkanie, ów zaś wzruszył się na widok młodego pana i całując jego ręce i oczy rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Drogi, czyś chory, czy też zmartwienia wyssały ci krew z oblicza, albowiem ledwiem cię mógł na pierwsze wejrzenie rozpoznać?</akap_dialog>


<akap>Winicjusz zabrał go do wewnętrznej kolumnady, zwanej ksystem, i tam przypuścił go do tajemnicy. Niger słuchał ze skupioną uwagą i na jego czerstwej, ogorzałej twarzy znać było wielkie wzruszenie, nad którym nie starał się nawet zapanować.</akap>

<akap_dialog>--- Wiec ona jest chrześcijanką? --- zawołał.</akap_dialog>


<akap>I począł patrzeć badawczo w twarz Winicjusza, a ten odgadł widocznie, o co pyta go wzrok wieśniaka, albowiem odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- I ja jestem chrześcijaninem...</akap_dialog>


<akap>Wówczas w oczach Nigra błysnęły łzy; przez chwilę milczał, następnie wzniósłszy do góry ręce rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- O, dzięki ci, Chryste, iżeś zdjął bielmo z najdroższych mi w świecie oczu.</akap_dialog>


<akap>Po czym objął głowę Winicjusza i płacząc ze szczęścia, począł całować jego czoło.</akap>


<akap>W chwilę później nadszedł Petroniusz prowadząc ze sobą Nazariusza.</akap>

<akap_dialog>--- Dobre wieści! --- rzekł z dala.</akap_dialog>


<akap>Jakoż wieści były dobre. Naprzód Glaukus lekarz zaręczał za życie Ligii, jakkolwiek miała tęż samą gorączkę więzienną, na którą i w Tullianum, i po innych więzieniach umierały codziennie setki ludzi. Co do stróżów i co do człowieka, który sprawdzał śmierć rozpalonym żelazem, nie było najmniejszej trudności. Pomocnik, Attys, był już również ugodzony.</akap>

<akap_dialog>--- Poczyniliśmy otwory w trumnie tak, aby chora mogła oddychać --- mówił Nazariusz. --- Całe niebezpieczeństwo w tym, by nie jęknęła lub nie odezwała się w chwili, gdy będziemy przechodzili koło pretorianów. Ale ona jest osłabiona bardzo i od rana leży z zamkniętymi oczyma. Zresztą Glaukus da jej napój usypiający, który sam urządzi z przyniesionych przeze mnie z miasta lekarstw. Wieko trumny nie będzie przybite. Podniesiecie je łatwo i zabierzecie chorą do lektyki, my zaś włożymy do trumny podłużny wór z piaskiem, który miejcie gotowy.</akap_dialog>


<akap>Winicjusz słuchając tych słów blady był jak płótno, lecz słuchał z tak natężoną uwagą, iż zdawał się naprzód odgadywać, co Nazariusz ma powiedzieć.</akap>

<akap_dialog>--- Czy innych jakich ciał nie będą wynosili z więzienia? --- zapytał Petroniusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zmarło dzisiejszej nocy koło dwudziestu ludzi, a do wieczora umrze jeszcze kilkunastu --- odrzekł chłopiec --- my musimy iść wraz z całym orszakiem, ale będziemy się ociągali, by zostać w tyle. Na pierwszym skręcie towarzysz mój umyślnie zakuleje. W ten sposób pozostanie znacznie za innymi. Wy czekajcie nas koło małej świątyni Libityny. Oby Bóg dał noc jak najciemniejszą.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bóg da --- rzekł Niger. --- Wczoraj był wieczór jasny, a potem nagle zerwała się burza. Dziś niebo znów pogodne, ale parno od rana. Co noc teraz będą bywały dżdże i burze.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy idziecie bez świateł? --- spytał Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na przedzie tylko niosą pochodnie. Wy na wszelki wypadek bądźcie koło świątyni Libityny, jak tylko się ściemni, chociaż wynosimy zwykle trupy dopiero przed samą północą.</akap_dialog>


<akap>Umilkli, słychać było tylko śpieszny oddech Winicjusza.</akap>


<akap>Petroniusz zwrócił się do niego.</akap>

<akap_dialog>--- Mówiłem wczoraj --- rzekł --- że najlepiej by było, gdybyśmy obaj pozostali w domu. Teraz jednak widzę, że mnie samemu niepodobna będzie usiedzieć... Zresztą, gdyby chodziło o ucieczkę, trzeba by zachowywać więcej ostrożności, ale skoro ją wyniosą jako umarłą, zdaje się, że nikomu najmniejsze podejrzenie nie przejdzie przez głowę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak! Tak! --- odpowiedział Winicjusz. --- Ja muszę tam być. Sam ją wyjmę z trumny.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Gdy raz będzie w moim domu pod Corioli, odpowiadam za nią --- rzekł Niger.</akap_dialog>


<akap>Na tym skończyła się rozmowa. Niger udał się do gospody, do swoich ludzi. Nazariusz, zabrawszy pod tunikę kiesę ze złotem, wrócił do więzienia. Dla Winicjusza rozpoczął się dzień pełen niepokoju, gorączki, trwogi i oczekiwania.</akap>

<akap_dialog>--- Sprawa powinna się udać, bo jest dobrze pomyślana --- mówił mu Petroniusz. --- Lepiej niepodobna było wszystkiego ułożyć. Ty musisz udawać strapionego i chodzić w ciemnej todze. Ale cyrków jednak nie opuszczaj. Niech cię widzą... Tak wszystko obmyślane, że nie może być zawodu. Ale! Wszakże jesteś zupełnie pewny twego dzierżawcy?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To chrześcijanin --- odrzekł Winicjusz.</akap_dialog>


<akap>Petroniusz spojrzał na niego ze zdziwieniem, po czym jął ruszać ramionami i mówić jakby sam do siebie:</akap>

<akap_dialog>Bóg, Religia--- Na Polluksa! Jak się to jednak szerzy! I jak się trzyma dusz ludzkich!... Pod taką grozą ludzie wyrzekliby się od razu wszystkich bogów rzymskich, greckich i egipskich. To jednak dziwne... Na Polluksa!... Gdybym wierzył, że coś jeszcze na świecie od naszych bogów zależy, obiecałbym teraz każdemu po sześć białych byków, a kapitolińskiemu Jowiszowi dwanaście... Ale i ty nie szczędź obietnic twojemu Chrystusowi...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ja Mu oddałem duszę --- odparł Winicjusz.</akap_dialog>


<akap>I rozeszli się. Petroniusz wrócił do cubiculum. Winicjusz zaś poszedł spoglądać z dala na więzienie, stamtąd zaś udał się aż na stok Watykańskiego wzgórza, do owej chaty fossora, w której z rąk Apostoła otrzymał chrzest. ModlitwaZdawało mu się, że w tej chacie Chrystus wysłucha go prędzej niż gdziekolwiek indziej, więc odnalazłszy ją i rzuciwszy się na ziemię, wytężył wszystkie siły swej zbolałej duszy w modlitwie o litość i zapamiętał się w niej tak, że zapomniał, gdzie jest i co się z nim dzieje.</akap>


<akap>Po południu już zbudził go odgłos trąb, dochodzący od strony Neronowego cyrku. Wyszedł wówczas z chaty i począł spoglądać naokół oczyma jakby świeżo ockniętymi ze snu. Na świecie był upał i cisza, przerywana tylko czasem przez dźwięk spiżu, a ciągle przez zapamiętałe ksykanie koników polnych. Powietrze uczyniło się parne; niebo nad miastem było jeszcze błękitne, ale w stronie Gór Sabińskich zbierały się nisko u brzegu widnokręgu ciemne chmury.</akap>


<akap>Winicjusz wrócił do domu. W atrium czekał na niego Petroniusz.</akap>

<akap_dialog>--- Byłem na Palatynie --- rzekł. --- Pokazałem się tam umyślnie i zasiadłem nawet do kości. U Anicjusza jest wieczorem uczta, zapowiedziałem, że przyjdziemy, ale dopiero po północy, gdyż przedtem muszę się wyspać. Jakoż będę, a dobrze by było, gdybyś i ty był.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy nie było jakich wiadomości od Nigra albo od Nazariusza? --- spytał Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie. Zobaczymy ich dopiero o północy. Uważałeś, że zapowiada się burza?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak. Jutro ma być widowisko z chrześcijan ukrzyżowanych, może jednak deszcz przeszkodzi.</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy, zbliżył się i, dotknąwszy ramienia Winicjusza, rzekł.</akap>

<akap_dialog>--- Ale jej nie zobaczysz na krzyżu, tylko w Corioli. Na Kastora! Nie oddałbym tej chwili, w której ją uwolnimy, za wszystkie gemmy w Rzymie. Wieczór już blisko...</akap_dialog>


<akap>DeszczJakoż wieczór się zbliżał, a ciemność poczęła ogarniać miasto wcześniej niż zwykle, z powodu chmur, które zakryły cały widnokrąg. Z nadejściem wieczora spadł deszcz duży, który parując na rozpalonych przez dzienny upał kamieniach napełnił mgłą ulice miasta. Potem na przemian to czyniło się cicho, to znów przechodziły krótkie ulewy.</akap>

<akap_dialog>--- Śpieszmy się --- rzekł wreszcie Winicjusz. --- Z powodu burzy mogą wcześniej wywieźć ciała z więzienia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czas! --- odpowiedział Petroniusz.</akap_dialog>


<akap>I wziąwszy galijskie płaszcze z kapturami, wyszli przez drzwiczki od ogrodu na ulicę. Petroniusz uzbroił się także w krótki rzymski nóż, zwany sica, który brał zawsze ze sobą na nocne wyprawy.</akap>


<akap>Miasto było z powodu burzy puste. Od czasu do czasu błyskawica rozdzierała chmury, oświecając jaskrawym blaskiem świeże ściany nowo wzniesionych lub budujących się dopiero domów i mokre płyty kamienne, którymi wyłożone były ulice. Przy takim świetle ujrzeli wreszcie po dość długiej drodze kopiec, na którym stała maleńka świątyńka Libityny, a pod kopcem grupę złożoną z mułów i koni.</akap>

<akap_dialog>--- Niger! --- zawołał cicho Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jestem, panie! --- ozwał się głos wśród dżdżu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wszystko gotowe?</akap_dialog>

<akap_dialog>Burza--- Tak jest, drogi. Jak tylko ściemniło się, byliśmy na miejscu. Ale schrońcie się pod okop, bo przemokniecie na wskroś. Co za burza! Sądzę, że spadną grady.</akap_dialog>


<akap>Jakoż obawa Nigra sprawdziła się, gdyż niebawem począł sypać grad, z początku drobny, po czym coraz grubszy i gęstszy. Powietrze oziębiło się natychmiast.</akap>


<akap>Oni zaś stojąc pod okopem, zakryci od wiatru i lodowych pocisków, rozmawiali zniżonymi głosami.</akap>

<akap_dialog>--- Choćby nas kto ujrzał --- mówił Niger --- nie poweźmie żadnych podejrzeń, wyglądamy bowiem na ludzi, którzy chcą przeczekać burzę. Ale boję się, żeby nie odłożono wynoszenia trupów do jutra.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Grad nie będzie padał długo --- rzekł Petroniusz. --- Musimy czekać choćby do brzasku.</akap_dialog>


<akap>TrupJakoż czekali nasłuchując, czy nie doleci ich odgłos pochodu. Grad przeszedł istotnie, ale zaraz potem poczęła szumieć ulewa. Chwilami zrywał się wiatr i niósł od strony Cuchnących Dołów straszną woń rozkładających się ciał, które grzebano płytko i niedbale.</akap>


<akap>Wtem Niger rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Widzę przez mgłę światełko... Jedno, dwa, trzy... to pochodnie!</akap_dialog>


<akap>I zwrócił się do ludzi:</akap>

<akap_dialog>--- Baczyć, by muły nie parskały!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Idą! --- rzekł Petroniusz.</akap_dialog>


<akap>Jakoż światła stawały się coraz wyraźniejsze. Po chwili można było już odróżnić chwiejące się pod powiewem płomienie pochodni.</akap>


<akap>Niger począł się żegnać znakiem krzyża i modlić. Tymczasem posępny korowód przyciągnął bliżej i wreszcie, zrównawszy się z świątyńką Libityny, zatrzymał się. Petroniusz, Winicjusz i Niger przycisnęli sie w milczeniu do kopca, nie rozumiejąc, co to znaczy. Lecz tamci zatrzymali się tylko dlatego, by poobwiązywać sobie twarze i usta szmatami dla ochrony od duszącego smrodu, który przy samych puticuli był wprost nie do zniesienia, po czym podnieśli nosze z trumnami i poszli dalej.</akap>


<akap>Jedna tylko trumna zatrzymała się naprzeciw świątyńki.</akap>


<akap>Winicjusz skoczył ku niej, a za nim Petroniusz, Niger i dwaj niewolnicy brytańscy z lektyką.</akap>


<akap>Lecz nim dobiegli, w ciemności dał się słyszeć pełen bólu głos Nazariusza:</akap>

<akap_dialog>--- Panie, przenieśli ją wraz z Ursusem do Eskwilińskiego więzienia... My niesiem inne ciało! A ją porwali przed północą!...</akap_dialog>


<akap>Petroniusz, wróciwszy do domu, posępny był jak burza i nie próbował nawet pocieszać Winicjusza. Rozumiał, że o wydobyciu Ligii z Eskwilińskich podziemi nie ma co i marzyć. Odgadywał, że prawdopodobnie dlatego przeniesiono ją z Tullianum, by nie umarła z gorączki i by nie uniknęła przeznaczonego jej amfiteatru. Ale to właśnie był dowód, że czuwano nad nią i strzeżono jej pilniej niż innych. Petroniuszowi żal było do głębi duszy i jej, i Winicjusza, lecz prócz tego nurtowała go i ta myśl, że po raz pierwszy w życiu coś mu się nie udało i że po raz pierwszy został zwyciężony w walce.</akap>


<akap>Los,,Fortuna zdaje się mnie opuszczać --- mówił sobie --- ale bogowie mylą się, jeśli sądzą, że zgodzę się na takie na przykład życie jak jego."</akap>


<akap>Tu spojrzał na Winicjusza, który również patrzył na niego rozszerzonymi źrenicami.</akap>

<akap_dialog>--- Co tobie? Ty masz gorączkę? --- rzekł Petroniusz.</akap_dialog>


<akap>Ów zaś odpowiedział jakimś dziwnym, złamanym i powolnym głosem, jakby chorego dziecka:</akap>

<akap_dialog>--- A ja wierzę, że On może mi ją powrócić.</akap_dialog>


<akap>Nad miastem cichły ostatnie grzmoty burzy.</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział pięćdziesiąty ósmy</naglowek_rozdzial>



<akap>DeszczTrzydniowy deszcz, zjawisko wyjątkowe w Rzymie podczas lata, i grady, padające wbrew przyrodzonemu porządkowi nie tylko w dzień i wieczorami, ale nawet wśród nocy, przerwały widowiska. Wierzenia Lud począł trwożyć się. Przepowiadano nieurodzaj na winograd, a gdy pewnego popołudnia piorun stopił na Kapitolu brązowy posąg Cerery, nakazano ofiary w świątyni Jowisza Salwatora. Kapłani Cerery rozpuścili wieść, że gniew bogów zwrócił się na miasto z powodu zbyt opieszałego wymiaru kary na chrześcijan, tłumy więc jęły domagać się, by bez względu na pogodę przyśpieszono dalszy ciąg igrzysk, i radość ogarnęła cały Rzym, gdy ogłoszono wreszcie, że po trzech dniach przerwy ludus rozpocznie się na nowo.</akap>


<akap>Tymczasem wróciła i piękna pogoda. Amfiteatr od świtu do nocy napełnił się tysiącami ludzi, cezar zaś przybył również wcześnie z westalkami i dworem. WalkaWidowisko miało rozpocząć się od walki chrześcijan między sobą, których w tym celu poprzebierano za gladiatorów i dano im wszelką broń, jaka służyła szermierzom z zawodu do zaczepnego i obronnego boju. Lecz tu nastąpił zawód.Ofiara Chrześcijanie porzucali na piasek sieci, widły, włócznie i miecze, a natomiast poczęli się obejmować wzajemnie i zachęcać do wytrwania wobec mąk i śmierci.Tłum Wówczas głęboka uraza i oburzenie zawładnęły sercami tłumów. Jedni zarzucali im małoduszność i tchórzostwo, drudzy twierdzili, iż nie chcą się bić naumyślnie, przez nienawiść do ludu i dlatego, by go pozbawić radości, jaką widok męstwa zwykł sprawiać. Wreszcie z rozkazu cezara wypuszczono na nich prawdziwych gladiatorów, którzy klęczących i bezbronnych wycięli w mgnieniu oka.</akap>


<akap>Okrucieństwo, TeatrLecz po uprzątnięciu trupów widowisko przestało być walką, a zmieniło się w szereg mitologicznych obrazów pomysłu samego cezara. Ujrzano więc Herkulesa płonącego żywym ogniem na górze Oeta. Winicjusz zadrżał na myśl, że na rolę Herkulesa przeznaczono może Ursusa, lecz widocznie kolej nie przyszła jeszcze na wiernego sługę Ligii, albowiem na stosie spłonął jakiś inny, zupełnie nie znany Winicjuszowi chrześcijanin. Natomiast w następnym obrazie Chilon, którego cezar nie chciał uwolnić od bytności na przedstawieniu, ujrzał znajomych sobie ludzi. Przedstawiano śmierć Dedala[16] i Ikara. W roli Dedala występował Eurycjusz, ten sam starzec, który w swoim czasie dał Chilonowi znak ryby, w roli zaś Ikara syn jego, Kwartus. Obydwóch podniesiono za pomocą umyślnej maszynerii w górę, a następnie strącono nagle z ogromnej wysokości na arenę, przy czym młody Kwartus upadł tak blisko cesarskiego podium, iż obryzgał krwią nie tylko zewnętrzne ozdoby, ale i wysłane purpurą oparcie. Chilon nie widział upadku, albowiem przymknął oczy, słyszał tylko głuche uderzenie ciała, a gdy po chwili ujrzał krew tuż obok siebie, omal nie zemdlał po raz wtóry. Ale obrazy zmieniały się prędko. Dziewictwo, KobietaSromotne męki dziewic, hańbionych przed śmiercią przez gladiatorów poprzebieranych za zwierzęta, rozradowały serca tłumów. Widziano kapłanki Kibeli i Cerery, widziano Danaidy, widziano Dirce i Pasifae, widziano wreszcie dziewczątka niedorosłe, rozrywane przez dzikie konie. Lud oklaskiwał coraz nowe pomysły cezara, który dumny z nich i uszczęśliwiony z oklasków, nie odejmował teraz ani na chwilę szmaragdu od oka, przypatrując się białym ciałom rozdzieranym przez żelazo i konwulsyjnym drganiom ofiar. Dawano jednak obrazy i z dziejów miasta. Cierpienie, ModlitwaPo dziewicach ujrzano Mucjusza Scewolę, którego ręka, przymocowana do trójnoga z ogniem, napełniała swędem spalonego mięsa amfiteatr, ale który, jak prawdziwy Scewola, stał bez jęku, z oczyma wzniesionymi w górę i z szeptem modlitwy na sczerniałych wargach. Po dobiciu go i wywleczeniu ciała do spoliarium nastąpiła zwykła południowa przerwa w przedstawieniu. Cezar wraz z westalkami i augustianami opuścił amfiteatr i udał się do wzniesionego umyślnie, olbrzymiego szkarłatnego namiotu, w którym przygotowano dla niego i gości wspaniałe prandium. Tłumy po większej części poszły za jego przykładem i wylewając się na zewnątrz, rozkładały się w malowniczych grupach obok namiotu, aby dać odpoczynek znużonym przez długie siedzenie członkom i spożyć potrawy, które z łaski cezara obficie roznosili niewolnicy.Krew Najciekawsi tylko po opuszczeniu siedzeń zeszli na samą arenę i dotykając palcami lepkiego od krwi piasku rozprawiali jako znawcy i lubownicy o tym, co się już odbyło i co jeszcze miało nastąpić. Wkrótce jednak odeszli i rozprawiacze, aby nie spóźnić się na ucztę; zostało tylko kilku ludzi, których zatrzymała nie ciekawość, ale współczucie dla przyszłych ofiar.</akap>


<akap>Ci ukryli się w przedziałach lub na niższych miejscach, a tymczasem zrównano arenę i poczęto kopać w niej doły, jeden przy drugim, rzędami, przez całe kolisko, od brzegu do brzegu, tak że ostatni ich szereg przypadał o kilkanaście kroków od cesarskiego podium. Z zewnątrz cyrku dochodził gwar ludu, krzyki i oklaski, a tu czyniono z gorączkowym pośpiechem przygotowania do jakichś nowych mąk. Naraz otwarły się cunicula i ze wszystkich otworów prowadzących na arenę poczęto wypędzać gromady chrześcijan, nagich i dźwigających krzyże na ramionach. Zaroił się od nich cały amfiteatr. Biegli starcy pochyleni pod ciężarem drewnianych bierwion, obok nich mężczyźni w sile wieku, kobiety z rozpuszczonymi włosami, pod którymi starały się ukryć swą nagość, chłopięta niedorosłe i całkiem małe dzieci. Krzyże w większej części, również jak ofiary, uwieńczone były kwiatami. Służba cyrkowa, ćwicząc nieszczęsnych batami, zmuszała ich, by układali krzyże wedle gotowych dołów i sami stawali przy nich szeregiem. W ten sposób mieli zginąć ci, których pierwszego dnia igrzysk nie zdążono wypchnąć na pastwę psom i dzikim zwierzętom. Teraz chwytali ich czarni niewolnicy i kładąc ofiary na wznak na drzewie, poczęli przybijać im ręce do przecznic gorliwie i szybko, tak aby lud wróciwszy po skończonej przerwie zastał już wszystkie krzyże wzniesione. W całym amfiteatrze rozległ się teraz huk młotów, którego echa rozebrzmiały po wyższych rzędach i doszły aż na plac otaczający amfiteatr i pod namiot, w którym cezar podejmował westalki i towarzyszów. Tam pito wino, żartowano z Chilona i szeptano dziwne słowa do uszu kapłanek Westy, na arenie zaś wrzała robota, gwoździe pogrążały się w ręce i nogi chrześcijan, warczały łopaty zasypujące ziemią doły, w które wstawiano krzyże.</akap>


<akap>Lecz między ofiarami, na które dopiero za chwilę miała przyjść kolej, był Kryspus. Lwy nie miały czasu go rozedrzeć, więc przeznaczono mu krzyż, on zaś, zawsze gotów na śmierć, radował się myślą, że nadchodzi jego godzina. Wyglądał dziś inaczej, albowiem wyschłe ciało jego było obnażone zupełnie, tylko przepaska bluszczowa okrywała mu biodra, na głowie zaś miał wieniec z róż. Ale w oczach błyszczała mu zawsze taż sama niepożyta energia i taż sama twarz surowa i fanatyczna wychylała się spod wieńca. Nie zmieniło się też jego serce, albowiem jak niegdyś w cuniculum groził gniewem Bożym poobszywanym w skóry współbraciom, tak i dziś gromił ich, zamiast pocieszać.</akap>

<akap_dialog>--- Dziękujcie Zbawicielowi --- mówił --- że pozwala wam umrzeć taką śmiercią, jaką sam umarł. Może część win waszych będzie wam za to odpuszczona, drżyjcie wszelako, albowiem sprawiedliwości musi się stać zadość i nie może być jednakiej nagrody dla złych i dobrych.</akap_dialog>


<akap>A słowom jego wtórował odgłos młotów, którymi przybijano ręce i nogi ofiar. Coraz więcej krzyży wznosiło się na arenie, on zaś zwracając się do gromady tych, którzy stali jeszcze, każdy przy swoim drzewie, mówił dalej:</akap>

<akap_dialog>Sąd Ostateczny--- Widzę otwarte niebo, ale widzę otwartą i otchłań... Sam nie wiem, jako zdam sprawę Panu z żywota mego, chociażem wierzył i nienawidziłem złego, i nie śmierci się lękam, lecz zmartwychpowstania, nie męki, lecz sądu, albowiem nastaje dzień gniewu.</akap_dialog>


<akap>A wtem spomiędzy bliższych rzędów ozwał się jakiś głos spokojny i uroczysty:</akap>

<akap_dialog>Miłosierdzie--- Nie dzień gniewu, ale dzień miłosierdzia, dzień zbawienia i szczęśliwości, albowiem powiadam wam, że Chrystus przygarnie was, pocieszy i posadzi na prawicy swojej. Ufajcie, bo oto niebo otwiera się przed wami.</akap_dialog>


<akap>Na te słowa wszystkie oczy zwróciły się ku ławkom; nawet ci, którzy już wisieli na krzyżach, podnieśli blade, umęczone głowy i poczęli patrzeć w stronę mówiącego męża.</akap>


<akap>A on zbliżył się aż do przegrody otaczającej arenę i począł ich żegnać znakiem krzyża.</akap>


<akap>Kryspus wyciągnął ku niemu ramię, jakby chcąc go zgromić, lecz ujrzawszy jego twarz opuścił dłoń, po czym kolana zgięły się pod nim, a usta wyszeptały:</akap>

<akap_dialog>--- Apostoł Paweł!...</akap_dialog>


<akap>Ku wielkiemu zdziwieniu cyrkowej służby poklękali wszyscy, których nie zdążono dotąd poprzybijać, zaś Paweł z Tarsu zwrócił się do Kryspa i rzekł:</akap>

<akap_dialog>Bóg, Krew, Ofiara, Zaświaty--- Kryspie, nie groź im, albowiem dziś jeszcze będą z tobą w raju. Ty mniemasz, że mogą być potępieni? Lecz któż je potępi? Zali uczyni to Bóg, który oddał za nie Syna swego? Zali Chrystus, który umarł dla ich zbawienia, jako oni umierają dla imienia Jego? I jakoż może potępić Ten, który miłuje? Kto będzie skarżył na wybrane Boże? Kto powie na tę krew: ,,Przeklęta"?...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Panie, nienawidziłem złego --- odrzekł stary kapłan.</akap_dialog>

<akap_dialog>Miłość, Nienawiść--- Chrystus więcej jeszcze nakazał miłować ludzi niż nienawidzić złego, albowiem nauka Jego miłością jest, nie nienawiścią.</akap_dialog>

<akap_dialog>Grzech--- Zgrzeszyłem w godzinę śmierci --- odrzekł Kryspus.</akap_dialog>


<akap>I począł się bić w piersi.</akap>


<akap>Wtem zarządca ławek zbliżył się ku Apostołowi i zapytał:</akap>

<akap_dialog>--- Kto jesteś, który przemawiasz do skazanych?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Obywatel rzymski --- odparł spokojnie Paweł.</akap_dialog>


<akap>Po czym zwróciwszy się do Kryspa, rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Ufaj, gdyż dzień to jest łaski, i umrzyj w spokoju, sługo Boży.</akap_dialog>


<akap>Dwaj Murzyni zbliżyli się w tej chwili do Kryspa, aby położyć go na drzewie, lecz on spojrzał raz jeszcze naokół i zawołał:</akap>

<akap_dialog>--- Bracia moi, módlcie się za mnie!</akap_dialog>


<akap>I twarz jego straciła zwykłą surowość; kamienne rysy przybrały wyraz spokoju i słodyczy.Modlitwa Sam rozciągnął ręce wzdłuż ramion krzyża, aby ułatwić robotę, i patrząc wprost w niebo, począł modlić się żarliwie. Zdawał się nic nie czuć, albowiem gdy gwoździe zagłębiały się w jego ręce, najmniejsze drgnienie nie wstrząsnęło jego ciałem ani na obliczu nie pojawiła się żadna zmarszczka bólu: modlił się, gdy przybijano mu nogi, modlił się, gdy wznoszono krzyż i udeptywano naokół ziemię.Lud, Tłum Dopiero gdy tłumy ze śmiechem i okrzykami poczęły napełniać amfiteatr, brwi starca ściągnęły się nieco, jakby się gniewał, że pogański lud miesza mu ciszę i spokój słodkiej śmierci.</akap>


<akap>LasLecz przedtem jeszcze wzniesiono wszystkie krzyże, tak że na arenie stanął jakby las z wiszącymi na drzewach ludźmi. Na ramiona krzyży i na głowy męczenników padał blask słońca, na arenę zaś grube cienie, tworzące jakby czarną poplątaną kratę, wśród której przeświecał żółty piasek.Lud, Okrucieństwo Było to widowisko, w którym dla ludu całą rozkosz stanowiło przypatrywanie się powolnemu konaniu. Lecz nigdy dotąd nie widziano takiej gęstwy krzyży. Arena była nimi nabita tak szczelnie, że służba z trudnością mogła się między nimi przeciskać. Na obrębie wisiały przeważnie kobiety, lecz Kryspa, jako przywódcę, wzniesiono tuż prawie przed podium cesarskim, na ogromnym krzyżu spowitym u spodu w wiciokrzew. Nikt z ofiar jeszcze nie skonał, ale niektórzy z tych, których poprzybijano najpierwej, pomdleli. Nikt nie jęczał i nie wołał o litość. Niektórzy wisieli z głowami pochylonymi na ramiona lub pospuszczanymi na piersi, jakby ujęci snem, niektórzy jakby w zamyśleniu, niektórzy patrząc jeszcze ku niebu poruszali z cicha ustami. W tym strasznym lesie krzyży, w tych porozpinanych ciałach, w milczeniu ofiar było jednak coś złowrogiego.Lud, Śmierć Lud, który po uczcie syt i rozweselony wchodził z okrzykami do cyrku, umilkł nie wiedząc, na którym ciele oczy zatrzymać i co myśleć. Nagość naprężonych kobiecych postaci przestała drażnić jego zmysły. Nie czyniono nawet zwykłych zakładów o to, kto prędzej skona, które czyniono zwykle, gdy na arenie zjawiała się mniejsza ilość skazanych. Zdawało się, że cezar nudzi się także, albowiem przekręciwszy głowę, poprawił leniwym ruchem naszyjnik, z twarzą ospałą i senną.</akap>


<akap>Wtem wiszący naprzeciw Kryspus, który przed chwilą oczy miał zamknięte, jak człowiek omdlały lub konający, otworzył je i począł patrzeć na cezara.</akap>


<akap>Twarz jego przybrała znów wyraz tak nieubłagany, a wzrok zapłonął takim ogniem, że augustianie poczęli szeptać między sobą ukazując go palcami, a w końcu sam cezar zwrócił na niego uwagę i ociężale przyłożył szmaragd do oka.</akap>


<akap>Nastała cisza zupełna. Oczy widzów utkwione były w Kryspa, który próbował poruszyć prawą ręką, jakby ją chciał oderwać od drzewa.</akap>


<akap>Po chwili pierś wzdęła mu się, żebra wystąpiły na wierzch i począł wołać:</akap>

<akap_dialog>--- Matkobójco! Biada ci!</akap_dialog>


<akap>Augustianie posłyszawszy śmiertelną obelgę, rzuconą panu świata wobec tysiącznych tłumów, nie śmieli oddychać. Chilo zmartwiał. Cezar drgnął i wypuścił z palców szmaragd.</akap>


<akap>Lud zatrzymał również dech w piersiach. Głos Kryspusa rozlegał się coraz potężniej w całym amfiteatrze:</akap>

<akap_dialog>Kara, Prorok, Zbrodnia--- Biada ci, morderco żony i brata, biada ci, Antychryście! Otchłań otwiera się pod tobą, śmierć wyciąga po ciebie ręce i grób cię czeka. Biada ci, żywy trupie, albowiem umrzesz w przerażeniu i potępiony będziesz na wieki!...</akap_dialog>


<akap>I nie mogąc oderwać przybitej dłoni od drzewa, rozciągnięty okropnie, straszny, za życia jeszcze do kościotrupa podobny, nieugięty jak przeznaczenie, trząsł białą brodą nad Neronowym podium, rozpraszając zarazem ruchami głowy liście róż z wieńca, który mu nałożono na czaszkę.</akap>

<akap_dialog>--- Biada ci, morderco! Przebrana jest twoja miara i czas twój zbliża się!...</akap_dialog>


<akap>ŚmierćTu wytężył się raz jeszcze: zdawało się przez chwilę, że oderwie dłoń od krzyża i wyciągnie ją groźnie nad cezarem, lecz nagle wychudłe jego ramiona wydłużyły się jeszcze bardziej, ciało obsunęło się ku dołowi, głowa opadła mu na piersi i skonał.</akap>


<akap_dialog>Wśród krzyżowego lasu słabsi poczęli też już zasypiać snem wiecznym.</akap_dialog>






<naglowek_rozdzial>Rozdział pięćdziesiąty dziewiąty</naglowek_rozdzial>



<akap_dialog>--- Panie --- mówił Chilo --- teraz jest morze jak oliwa i fale zdają się spać... Jedźmy do Achai. Tam czeka cię sława Apollina, tam czekają cię wieńce, tryumfy, tam ludzie cię ubóstwiają, a bogowie przyjmą jak równego sobie gościa, tu zaś, panie...</akap_dialog>


<akap>I przerwał, albowiem dolna warga poczęła mu się trząść tak silnie, że jego słowa przeszły w niezrozumiałe dźwięki.</akap>

<akap_dialog>--- Pojedziemy po skończonych igrzyskach --- odrzekł Nero. --- Wiem, że i tak już niektórzy nazywają chrześcijan innoxia corpora[17]. Gdybym odjechał, zaczęliby to powtarzać wszyscy. Czego się ty boisz, zmurszała bedłko[18]?</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy zmarszczył brwi, lecz począł patrzeć pytającym wzrokiem na Chilona, jakby czekając od niego wyjaśnienia, albowiem udawał tylko zimną krew. Na ostatnim przedstawieniu sam zląkł się słów Kryspa i wróciwszy do domu nie mógł zasnąć z wściekłości i wstydu, ale zarazem ze strachu. Wtem przesądny Westynus, który słuchał w milczeniu ich rozmowy, obejrzał się wokoło i rzekł tajemniczym głosem:</akap>

<akap_dialog>--- Słuchaj, panie, tego starca: w tych chrześcijanach jest coś dziwnego... Ich bóstwo daje im śmierć lekką, ale może być mściwe.</akap_dialog>


<akap>Na to Nero rzekł prędko:</akap>

<akap_dialog>--- To nie ja urządzam igrzyska. To Tygellin.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak jest! To ja --- odpowiedział Tygellin, który dosłyszał odpowiedź cezara. --- To ja i drwię sobie ze wszystkich bogów chrześcijańskich. Westynus, panie, to pęcherz wydęty przesądami, a ten waleczny Grek gotów umrzeć ze strachu na widok kwoki najeżonej w obronie kurcząt.</akap_dialog>

<akap_dialog>Słowo--- To dobrze --- rzekł Nero --- ale każ odtąd chrześcijanom obcinać języki albo kneblować usta.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zaknebluje im je ogień, o boski.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Biada mi! --- jęknął Chilo.</akap_dialog>


<akap>Lecz cezar, któremu zuchwała pewność siebie Tygellina dodała otuchy, począł się śmiać i rzekł pokazując na starego Greka:</akap>

<akap_dialog>--- Patrzcie, jak wygląda potomek Achillesa!</akap_dialog>


<akap>Rzeczywiście Chilo wyglądał strasznie. Resztki włosów na czaszce pobielały mu zupełnie, w twarzy zakrzepł mu wyraz jakiegoś niezmiernego niepokoju, trwogi i pognębienia. Wydawał się też chwilami jakby odurzony i na wpół przytomny. Często nie odpowiadał na pytania, czasem znów wpadał w gniew i stawał się zuchwałym, tak że augustianie woleli go nie zaczepiać.</akap>


<akap>Taka chwila przyszła nań i teraz.</akap>

<akap_dialog>--- Róbcie ze mną, co chcecie, a ja na igrzyska więcej nie pójdę! --- zawołał rozpaczliwie, klaszcząc w palce.</akap_dialog>


<akap>Nero popatrzył na niego przez chwilę i zwróciwszy się do Tygellina, rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Dopilnujesz, by w ogrodach ten stoik był blisko mnie. Chcę widzieć, jakie uczynią na nim wrażenie nasze pochodnie.</akap_dialog>


<akap>Chilo zląkł się jednak groźby drgającej w głosie cezara.</akap>

<akap_dialog>--- Panie --- rzeki --- nic nie zobaczę, albowiem nie widzę w nocy.</akap_dialog>


<akap>A cezar odpowiedział ze strasznym uśmiechem:</akap>

<akap_dialog>--- Noc będzie jasna jak dzień.</akap_dialog>


<akap>Po czym zwrócił się do innych augustianów, z którymi począł rozmawiać o wyścigach, jakie zamierzał wyprawić pod koniec igrzysk.</akap>


<akap>Do Chilona zbliżył się Petroniusz i trąciwszy go w ramię rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Zalim ci nie mówił? Nie wytrzymasz.</akap_dialog>


<akap>Ów zaś odpowiedział:</akap>

<akap_dialog>--- Chcę się upić...</akap_dialog>


<akap>I wyciągnął drżącą rękę po krater z winem, lecz nie mógł go donieść do ust, co widząc Westynus odebrał mu naczynie, następnie zaś przysunąwszy się blisko, spytał z twarzą zaciekawioną i przelękłą:</akap>

<akap_dialog>Wierzenia --- Czy ścigają cię Furie? Co?...</akap_dialog>


<akap>Starzec patrzył na niego jakiś czas z otwartymi ustami, jakby nie zrozumiał pytania, i jął mrugać oczyma.</akap>


<akap>A Westynus powtórzył:</akap>

<akap_dialog>--- Czy ścigają cię Furie?</akap_dialog>

<akap_dialog>Noc--- Nie --- odrzekł Chilo --- ale noc jest przede mną.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jak to noc?... Niech bogowie zmiłują się nad tobą! Jak to noc?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Noc okropna i nieprzejrzana, w której się coś rusza i coś idzie do mnie.Strach Ale ja nie wiem co i boję się.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zawszem był pewny, że to są czarownicy. Czy ci się co nie śni?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie, bo nie sypiam. Ja nie myślałem, że ich tak skarzą.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy ci ich żal?</akap_dialog>

<akap_dialogKrew>--- Po co wy rozlewacie tyle krwi? Słyszałeś, co tamten mówił z krzyża? Biada nam!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Słyszałem --- odpowiedział cicho Westynus. Kłamstwo--- Ale to są podpalacze.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nieprawda!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- I nieprzyjaciele rodu ludzkiego.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nieprawda!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- I zatruwacze wód.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nieprawda!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- I mordercy dzieci...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nieprawda!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jakże? --- zapytał ze zdziwieniem Westynus. --- Tyś sam to mówił i wydawałeś ich w ręce Tygellina!</akap_dialog>

<akap_dialog>Śmierć--- Toteż otoczyła mnie noc i śmierć idzie ku mnie... Czasem zdaje mi się, żem już umarł i wy także.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie! To oni mrą, a my jesteśmy żywi. Ale powiedz mi: co oni widzą umierając?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Chrystusa...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To ich bóg? Czy to możny bóg?</akap_dialog>


<akap>Lecz Chilo odpowiedział również pytaniem:</akap>

<akap_dialog>--- Co to za pochodnie mają się palić w ogrodach? Słyszałeś, co mówił cezar?</akap_dialog>

<akap_dialog>Cierpienie, Ogień --- Słyszałem i wiem. Takich zwą sarmenticii i semaxii[19]... Przybiorą ich w bolesne tuniki napojone żywicą, przywiążą do słupów i podpalą... byle tylko ich bóg nie spuścił na miasto jakich klęsk... Semaxii! To straszna kaźń.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wolę to, bo nie będzie krwi --- odpowiedział Chilo. --- Każ niewolnikowi podać mi krater do ust. Chcę pić, a rozlewam wino, bo mi ręka lata ze starości...</akap_dialog>


<akap>Inni rozmawiali przez ten czas także o chrześcijanach. Stary Domicjusz Afer drwił z nich.</akap>

<akap_dialog>Bunt , Ofiara, Śmierć, Tłum--- Mnóstwo ich takie --- mówił --- że mogliby wzniecić wojnę domową, i pamiętacie, że były obawy, czy nie zechcą się bronić. A oni umierają jak owce.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niechby spróbowali inaczej! --- rzekł Tygellinus.</akap_dialog>


<akap>Na to ozwał się Petroniusz:</akap>

<akap_dialog>--- Mylicie się. Oni się bronią.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A to jakim sposobem?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Cierpliwością.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To nowy sposób.</akap_dialog>

<akap_dialog>Zbrodniarz--- Zapewne. Ale czy możecie powiedzieć, że oni umierają tak jak pospolici zbrodniarze? Nie! Oni umierają tak, jakby zbrodniarzami byli ci, którzy ich na śmierć skazują, to jest my i cały lud rzymski.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co za brednie! --- zawołał Tygellinus.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Hic abdera![20] --- odpowiedział Petroniusz.</akap_dialog>


<akap>Lecz inni, uderzeni trafnością jego uwagi, poczęli spoglądać na się ze zdziwieniem i powtarzać:</akap>

<akap_dialog>--- Prawda! Jest coś odmiennego i osobliwego w ich śmierci.</akap_dialog>

<akap_dialog>Wizja, Zmartwychwstanie--- Mówię wam, że oni widzą swoje bóstwo! --- zawołał z boku Westynus.</akap_dialog>


<akap>Wówczas kilku augustianów zwróciło się do Chilona:</akap>

<akap_dialog>--- Hej, stary, ty ich znasz dobrze: powiedz nam, co oni widzą?</akap_dialog>


<akap>A Grek wypluł wino na tunikę i odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Zmartwychwstanie!...</akap_dialog>


<akap>I począł się trząść tak, że siedzący bliżej goście wybuchli głośnym śmiechem.</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział sześćdziesiąty</naglowek_rozdzial>



<akap>Gwiazda, LosOd kilku dni Winicjusz spędzał noce za domem. Petroniuszowi przychodziło do głowy, że on może znów ułożył jakiś nowy plan i pracuje nad uwolnieniem Ligii z Eskwilińskiego więzienia, nie chciał go już jednak o nic pytać, by nie przynieść nieszczęścia robocie. Ten wykwintny sceptyk stał się także pod pewnym względem przesądnym, a raczej od czasu, jak nie udało mu się wyrwać dziewczyny z Mamertyńskiego podziemia, przestał ufać swej gwieździe.</akap>


<akap>Nie liczył zresztą i teraz na dobry wynik zabiegów Winicjusza.Więzienie Eskwilińskie więzienie, urządzone naprędce z piwnic domów, które zburzono dla położenia tamy pożarowi, nie było wprawdzie tak straszne, jak stare Tullianum obok Kapitolu, ale było natomiast stokroć bardziej strzeżone. Petroniusz rozumiał doskonale, że Ligię przeniesiono tam tylko dlatego, by nie umarła i nie uniknęła amfiteatru, łatwo mu więc było domyśleć się, że właśnie z tego powodu muszą jej pilnować jak oka w głowie.</akap>

<akap_dialog>--- Widocznie --- mówił sobie --- cezar wraz z Tygellinem przeznaczają ją na jakieś osobne, straszniejsze od wszystkich widowisko i Winicjusz prędzej sam zginie, niż zdoła ją wydobyć.</akap_dialog>


<akap>Winicjusz jednak stracił także nadzieję, czy potrafi ją wydobyć. Obecnie mógł to uczynić tylko Chrystus. Młodemu trybunowi chodziło już tylko o to, by mógł ją widywać w więzieniu.</akap>


<akap>Od niejakiego czasu nie dawała mu spokoju myśl, że Nazariusz dostał się jednak do Mamertyńskiego więzienia jako najemnik do wynoszenia trupów, postanowił więc spróbować tej drogi.</akap>


<akap>SzlachcicPrzekupiony za ogromną sumę, dozorca Cuchnących Dołów przyjął go wreszcie w poczet swej czeladzi, którą co noc wysyłał po trupy do więzień. Niebezpieczeństwo, by Winicjusz mógł być poznany, było istotnie małe. Chroniły od niego: noc, niewolniczy ubiór i złe oświetlenie więzień. Komuż zresztą mogło przyjść do głowy, by patrycjusz, wnuk i syn konsulów, mógł się znaleźć między czeladzią grabarską, narażoną na wyziewy więzień i Cuchnących Dołów, i jął się pracy, do której zmuszała ludzi tylko niewola lub ostatnia nędza.</akap>


<akap>Lecz on, gdy nadszedł upragniony wieczór, z radością przewiązał biodra i okręcił głowę szmatą napojoną terpentyną, i z bijącym sercem udał się wraz z gromadą innych na Eskwilin.</akap>


<akap>Straże pretoriańskie nie czyniły im trudności, wszyscy bowiem zaopatrzeni byli w odpowiednie tessery, które centurion oglądał przy świetle latarni. Po chwili wielkie żelazne drzwi otworzyły się przed nimi i weszli.</akap>


<akap>Więzienie, WięzieńWinicjusz ujrzał przed sobą obszerną, sklepioną piwnicę, z której przechodziło się do szeregu innych. Mdłe kaganki oświecały wnętrze napełnione ludźmi. Niektórzy z nich leżeli pod ścianami, pogrążeni we śnie lub może umarli. Inni okrążali wielkie naczynie z wodą, stojące w pośrodku, z którego pili jak ludzie trawieni gorączką, inni siedzieli na ziemi z łokciami wspartymi o kolana i z głowami w dłoniach, gdzieniegdzie dzieci spały, poprzytulane do matek. Naokół słychać było to jęki i głośny przyśpieszony oddech chorych, to płacz, to szepty modlitwy, to pieśni nucone półgłosem, to przekleństwa dozorców. W podziemiu panował trupi zaduch i tłok. W mrocznych głębiach roiły się ciemne postacie, bliżej zaś, przy migotliwych płomykach widać było twarze wybladłe, przerażone, zapadnięte i głodne, z oczyma zgasłymi albo płonącymi gorączką, ze zsiniałymi ustami, ze strugami potu na czołach i pozlepianym włosem. Po kątach majaczyli głośno chorzy, inni wołali o wodę, inni, by ich wieść na śmierć. A było to jednak więzienie mniej straszne od starego Tullianum. Pod Winicjuszem nogi zachwiały się na ten widok i w piersi zabrakło mu oddechu. Na myśl, że Ligia znajduje się wśród tej nędzy i niedoli, włosy powstały mu na głowie, a w piersiach zamarł krzyk rozpaczy. Amfiteatr, kły dzikich zwierząt, krzyże, wszystko było lepsze od tych straszliwych, pełnych trupiego zaduchu podziemi, w których błagalne głosy ludzkie powtarzały ze wszystkich kątów:</akap>

<akap_dialog>--- Wiedźcie nas na śmierć!</akap_dialog>


<akap>Winicjusz wpił w dłonie paznokcie, czuł bowiem, że słabnie i że opuszcza go przytomność. Wszystko, przez co przeszedł dotychczas, cała miłość i boleść zmieniła się w nim w jedną żądzę śmierci.</akap>


<akap>Wtem tuż obok ozwał się głos dozorcy Cuchnących Dołów:</akap>

<akap_dialog>Śmierć, Trup--- A ile macie dziś trupów?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Będzie z tuzin --- odpowiedział strażnik więzienny --- ale do rana będzie więcej, bo tam już niektórzy rzężą pod ścianami.</akap_dialog>


<akap>Dziecko, MatkaI począł narzekać na kobiety, że ukrywają zmarłe dzieci dlatego, by dłużej je mieć przy sobie i nie oddawać, póki można, do Cuchnących Dołów. Trzeba trupy poznawać dopiero po zapachu, przez co powietrze, i tak straszne, psuje się jeszcze bardziej. ,,Wolałbym --- mówił --- być niewolnikiem w wiejskim ergastulum niż pilnować tych gnijących za życia psów." Dozorca Dołów pocieszał go, twierdząc, że jego służba nie jest lżejsza. Przez ten czas Winicjuszowi wróciło poczucie rzeczywistości i począł rozglądać się w podziemiu, w którym jednak na próżno szukał oczyma Ligii, myśląc przy tym, że może jej wcale nie zobaczyć, dopóki będzie żywa. Piwnic było kilkanaście, połączonych ze sobą świeżymi przekopami, czeladź zaś grabarska wchodziła tylko do tych, z których trzeba było zabierać ciała zmarłych, zdjął go więc strach, że to, co kosztowało tyle trudów, może mu na nic nie posłużyć.</akap>


<akap>Na szczęście jego patron przyszedł mu z pomocą.</akap>

<akap_dialog>Choroba, Trup--- Ciała trzeba zaraz wynosić --- rzekł --- bo zaraza najbardziej szerzy się przez trupy. Inaczej pomrzecie i wy, i więźniowie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na wszystkie piwnice jest nas dziesięciu --- odrzekł strażnik --- i musimy przecie spać.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To ja ci zostawię czterech moich ludzi, którzy w nocy będą chodzili po piwnicach i patrzyli, czy kto nie umarł.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wypijemy jutro, jeśli to uczynisz. Każdego trupa niech zaniosą do próby, bo przyszły rozkazy, by umarłym przekłuwać szyje, a potem zaraz z nimi do Dołów!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dobrze, ale wypijemy! --- ozwał się dozorca.</akap_dialog>


<akap>Po czym wyznaczył czterech ludzi, a między nimi Winicjusza, z pozostałymi zaś zabrał się do wkładania trupów na nosze.</akap>


<akap>Winicjusz odetchnął. Był pewien przynajmniej tego, że teraz odnajdzie Ligię.</akap>


<akap>I naprzód począł przeglądać starannie pierwsze podziemie. Zajrzał do wszystkich ciemnych kątów, do których prawie nie dochodził blask kaganka, obejrzał postaci śpiące pod ścianami, pod przykryciem płacht, obejrzał najciężej chorych, których pozaciągano w kąt osobny, Ligii jednakże nie mógł nigdzie odnaleźć. W drugiej i trzeciej piwnicy poszukiwania jego pozostały również bez skutku.</akap>


<akap>Tymczasem godzina uczyniła się późna, ciała powynoszono. Strażnicy, ułożywszy się w korytarzach łączących piwnice, posnęli, dzieci, znużone płaczem, umilkły, w podziemiach słychać było tylko oddech strudzonych piersi i gdzieniegdzie jeszcze szept modlitw.</akap>


<akap>Winicjusz wszedł z kagankiem do czwartej z kolei piwnicy, znacznie mniejszej, i, podniósłszy światło w górę, począł się po niej rozglądać.</akap>


<akap>I nagle drgnął, zdawało mu się bowiem, że pod zakratowanym otworem w ścianie widzi olbrzymią postać Ursusa.</akap>


<akap>Więc zdmuchnąwszy w tej chwili kaganek, zbliżył się do niego i spytał:</akap>

<akap_dialog>--- Ursus, czy to ty?</akap_dialog>


<akap>Olbrzym odwrócił głowę:</akap>

<akap_dialog>--- Ktoś ty jest?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie poznajesz mnie? --- zapytał młody człowiek.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zgasiłeś kaganek, jakże mogę cię poznać?</akap_dialog>


<akap>Lecz Winicjusz dojrzał w tej chwili Ligię leżącą na płaszczu przy ścianie, więc nie mówiąc nic więcej klęknął przy niej.</akap>


<akap>Ursus zaś poznał go i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Chwała Chrystusowi! Ale nie budź jej, panie.</akap_dialog>


<akap>ŁzyWinicjusz klęcząc wpatrywał się w nią przez łzy. Mimo mroku mógł odróżnić jej twarz, która wydała mu się bladą jak alabaster, i wychudzone ramiona.Miłość I na ten widok ogarnęła go miłość podobna do rozdzierającego bólu, wstrząsająca duszą do ostatnich głębin, a zarazem tak pełna litości, czci i uwielbienia, że padłszy na twarz począł przyciskać do ust brzeg płaszcza, na którym spoczywała ta droga mu nad wszystko głowa.</akap>


<akap>Ursus przez długi czas patrzył na niego w milczeniu, na koniec jednak pociągnął go za tunikę.</akap>

<akap_dialog>--- Panie --- spytał --- jak się dostałeś i czy przychodzisz ją ocalić?</akap_dialog>


<akap>Winicjusz podniósł się i przez chwilę jeszcze walczył ze wzruszeniem.</akap>

<akap_dialog>--- Wskaż mi sposób! --- rzekł.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Myślałem, że ty go znajdziesz, panie. Mnie jeden tylko przychodził do głowy...</akap_dialog>


<akap>Tu zwrócił oczy ku okratowanemu otworowi, po czym jakby odpowiadając sam sobie, ozwał się:</akap>

<akap_dialog>--- Tak!... Ale tam są żołnierze...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Setnia pretorianów --- odpowiedział Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Więc --- nie przejdziemy!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie!</akap_dialog>


<akap>Lig potarł czoło ręką i zapytał powtórnie:</akap>

<akap_dialog>--- Jak tu wszedłeś?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mam tesserę od dozorcy Cuchnących Dołów...</akap_dialog>


<akap>I nagle urwał, jak gdyby jakaś myśl błysnęła mu w głowie.</akap>

<akap_dialog>--- Na mękę Zbawiciela! --- począł mówić prędkim głosem. --- Ja tu zostanę, a ona niech weźmie moją tesserę, niech owinie głowę szmatą, okryje ramiona płaszczem i wyjdzie. Wśród niewolników grabarskich jest kilku niedorosłych pachołków, więc pretorianie nie poznają jej, a gdy raz dostanie się do domu Petroniusza, ten ją ocali!</akap_dialog>


<akap>Lecz Lig opuścił głowę na piersi i odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Ona nie zgodziłaby się na to, albowiem miłuje cię, a przy tym jest chora i o własnej mocy stać nie może.</akap_dialog>


<akap>Po chwili zaś dodał:</akap>

<akap_dialog>--- Jeśli ty, panie, i szlachetny Petroniusz nie mogliście jej z więzienia wydobyć, to któż zdoła ją ocalić?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jeden Chrystus!...</akap_dialog>


<akap>Po czym umilkli obaj. Lig w prostaczej swej głowie myślał sobie: ,,On by mógł przecie wszystkich ocalić, ale skoro tego nie czyni, to widać przyszedł czas mąk i śmierci." I zgadzał się na nią dla siebie, ale żal mu było do głębi duszy tego dziecka, które wyrosło na jego ręku i które kochał nad życie.</akap>


<akap>Winicjusz klęknął znów przy Ligii. Przez zakratowany otwór wkradły się do podziemia promienie księżyca i oświeciły je lepiej od jedynego kaganka, który migotał jeszcze nad drzwiami.</akap>


<akap>Wtem Ligia otworzyła oczy i położywszy swe rozpalone dłonie na rękach Winicjusza, rzekła:</akap>

<akap_dialog>--- Widzę cię --- i wiedziałam, że przyjdziesz.</akap_dialog>


<akap>On zaś rzucił się do jej rąk i począł przykładać je do czoła i serca, potem uniósł ją nieco z posłania i wsparł o własne piersi.</akap>

<akap_dialog>--- Przyszedłem, droga --- rzekł.--- Niech cię Chrystus strzeże i ocali, o Ligio umiłowana!...</akap_dialog>


<akap>SerceI nie mógł mówić więcej, albowiem serce poczęło mu skowyczeć w piersiach z bólu i miłości, a z bólem nie chciał się przed nią zdradzić.</akap>

<akap_dialog>--- Chora jestem, Marku --- odrzekła Ligia --- i czy na arenie, czy tu, w więzieniu, muszę umrzeć... Ale modliłam się, abym cię przedtem mogła zobaczyć, i przyszedłeś: Chrystus mnie wysłuchał!</akap_dialog>


<akap>A gdy jeszcze nie mógł zdobyć się na słowa i tylko przyciskał ją do piersi, mówiła dalej:</akap>

<akap_dialog>--- Widywałam cię przez okno z Tullianum --- i wiedziałam, żeś chciał przyjść. A teraz Zbawiciel dał mi chwilę przytomności, abyśmy się mogli pożegnać. Już ja idę do Niego, Marku, ale kocham cię i zawsze będę kochała.</akap_dialog>


<akap>Winicjusz przemógł się, zdusił w sobie ból i począł mówić głosem, który starał się uczynić spokojnym:</akap>

<akap_dialog>--- Nie, droga. Ty nie umrzesz. Apostoł kazał wierzyć i przyrzekł modlić się za ciebie, a on Chrystusa znał, Chrystus go miłował i niczego mu nie odmówi... Gdybyś miała umrzeć, Piotr nie kazałby mi ufać, a on mi rzekł: ,,Ufaj!" --- Nie, Ligio! Chrystus zmiłuje się nade mną... On nie chce twojej śmierci, On jej nie dopuści... Przysięgam ci na imię Zbawiciela, że Piotr modli się za ciebie!</akap_dialog>


<akap>Nastała cisza. Jedyny kaganek wiszący nad drzwiami zgasł, ale za to światło księżyca wchodziło całym otworem. W przeciwnym kącie piwnicy zakwiliło dziecko i ucichło. Z zewnątrz tylko dochodziły głosy pretorianów, którzy po odbytej kolei strażniczej grali pod murem w scriptae duodecim.</akap>

<akap_dialog>Śmierć, Zaświaty--- O Marku --- odrzekła Ligia --- Chrystus sam wołał do ojca: ,,Oddal ode mnie ten kielich goryczy", a jednak go spełnił. Chrystus sam umarł na krzyżu, a teraz giną za Niego tysiące, więc dlaczegóż mnie jedną miałby oszczędzać? Któż ja jestem, Marku? Słyszałam, jak Piotr mówił, że i on umrze umęczon, a któż ja jestem wobec niego? Gdy przyszli do nas pretorianie, bałam się śmierci i męki, ale teraz się już nie boję. Patrz, jakie to straszne więzienie, a ja idę do nieba. Pomyśl, że tu jest cezar, a tam jest Zbawiciel, dobry i miłosierny. I nie ma śmierci. Ty mnie kochasz, więc pomyśl, jaka będę szczęśliwa. O Marku drogi, pomyśl, że ty tam przyjdziesz do mnie!</akap_dialog>


<akap>Tu umilkła, by nabrać tchu w swą chorą pierś, po czym podniosła do ust jego rękę:</akap>

<akap_dialog>--- Marku!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co, droga?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie płacz za mną i pamiętaj, że ty tam przyjdziesz do mnie. Krótko żyłam, ale Bóg dał mi duszę twoją. Chrystus, MiłośćWięc chcę powiedzieć Chrystusowi, że choć umarłam i choć patrzyłeś na śmierć moją, i choć zostałeś w żalu, jednak nie bluźniłeś przeciw Jego woli i miłujesz Go zawsze. A ty Go będziesz miłował i zniesiesz cierpliwie śmierć moją?... Bo wówczas On nas połączy, a ja cię kocham i chcę być z tobą...</akap_dialog>


<akap>Tu znów zbrakło jej oddechu i ledwie dosłyszalnym głosem skończyła:</akap>

<akap_dialog>--- Przyrzecz mi to, Marku!...</akap_dialog>


<akap>Winicjusz objął ją drżącymi rękoma i odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Na twoją świętą głowę --- przyrzekam!...</akap_dialog>


<akap>Wówczas w smutnym świetle księżyca rozjaśniła się jej twarz. Raz jeszcze podniosła do ust jego rękę i szepnęła:</akap>

<akap_dialog>--- Jam żona twoja!...</akap_dialog>


<akap>Anioł, Dusza, ModlitwaZa murem pretorianie, grający w scriptae duodecim, podnieśli głośniejszą sprzeczkę, lecz oni zapomnieli o więzieniu, o strażach, o ziemi całej i czując wzajem w sobie dusze anielskie, poczęli się modlić.</akap>

Przypisy

  1. <slowo_obce>pretor</slowo_obce> (z łac.) --- urzędnik sądowy.
  2. <slowo_obce>edyl</slowo_obce> (z łac.) --- urzędnik nadzorujący porządek i bezpieczeństwo miasta.
  3. <slowo_obce>liktor</slowo_obce> (z łac.) --- woźny towarzyszący wyższemu urzędnikowi.
  4. <slowo_obce>zausznice</slowo_obce> --- tu: kolczyki.
  5. <slowo_obce>bramowany</slowo_obce> --- tu: obramowany, obszyty.
  6. <slowo_obce>dokonano</slowo_obce> --- łac. zwrot: peractum est!
  7. <slowo_obce>Ave (...) salutant!</slowo_obce> (łac.) --- Witaj, cezarze, władco! Idący na śmierć pozdrawiają cię! --- zwyczajowy zwrot, którym gladiatorzy witali cesarza.
  8. <slowo_obce>Nie chcę ciebie (...) Galu</slowo_obce> --- po łac.: <slowo_obce>Non te neto piscem peto, Quid me fugis, Galle?</slowo_obce>
  9. <slowo_obce>sylwan</slowo_obce> (mit. rzym.) --- bożek leśny w postaci pół-człowieka, pół-zwierzęcia.
  10. <slowo_obce>Christus regnat!</slowo_obce> (łac.) --- Chrystus króluje!
  11. <slowo_obce>bełt</slowo_obce> --- strzała, grot.
  12. <slowo_obce>O promienisty (...) był</slowo_obce> --- parafraza modlitwy Chryzesa z ,,Iliady" Homera.
  13. <slowo_obce>kapitolińskie gęsi</slowo_obce> --- legendarne gęsi z Kapitolu, które głośnym krzykiem ocaliły miasto przed najazdem Galów.
  14. <slowo_obce>sine armis et sine arte</slowo_obce> (łac.) --- bez broni i bez sztuki.
  15. <slowo_obce>gotówem</slowo_obce> (daw.) --- dziś: gotów jestem.
  16. <slowo_obce>Przedstawiano śmierć Dedala</slowo_obce> --- Dedal, który wedle innych podań zdołał zalecieć z Krety do Sycylii, a amfiteatrach rzymskich ginął takąż samą śmiercią jak Ikar.
  17. <slowo_obce>innoxia corpora</slowo_obce> (łac.) --- niewinne ciała.
  18. <slowo_obce>bedłka</slowo_obce> --- gat. grzyba.
  19. <slowo_obce>sarmenticii i semaxii</slowo_obce> (łac.) --- tu: żywe pochodnie.
  20. <slowo_obce>Hic abdera!</slowo_obce> --- wyrażenie przysłowiowe, znaczy: oto najgłupszy z głupich.