Lektury: Rozdziały 46-50

Edytuj
Komentarze              Archiwum wersji (wszystkie edycje)

Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki

<naglowek_rozdzial>Rozdział czterdziesty szósty</naglowek_rozdzial>



<akap>Klęska, PożarMiasto płonęło ciągle. Wielki Cyrk zapadł w gruzy, potem zaś w dzielnicach, które pierwsze zaczęły płonąć, zapadały całe zaułki i ulice. Po każdym takim upadku słupy płomienia wzbijały się przez chwilę aż pod niebo. Wiatr zmieniał się i wiał teraz z niezmierną siłą od strony morza, niosąc na Caelius, na Esquilinus i na Viminalis fale ognia, głowni i węgli. Pomyślano już jednak o ratunku. Z rozkazu Tygellina, który trzeciego dnia nadbiegł z Ancjum, poczęto burzyć domy na Eskwilinie, aby ogień trafiwszy na puste miejsca zgasł sam przez się. Był to jednak czczy ratunek, przedsięwzięty dla ocalenia resztek miasta, albowiem o ocaleniu tego, co już płonęło, nie było co i myśleć. Należało przy tym zapobiegać i dalszym następstwom klęski. GłódWraz z Rzymem ginęły niezmierne bogactwa, ginęło całe mienie jego mieszkańców, tak że Ludwokół murów koczowały teraz setki tysięcy samych nędzarzy. Drugiego już dnia głód począł doskwierać tej ciżbie ludzkiej, niezmierne bowiem zapasy żywności nagromadzone w mieście gorzały z nim razem, w powszechnym zaś zamęcie i rozprzężeniu urzędów nikt dotąd nie pomyślał, aby sprowadzić nowe.Lud Dopiero po przybyciu Tygellina poszły do Ostii odpowiednie rozkazy, ale tymczasem ludność poczęła przybierać coraz groźniejszą postawę.</akap>


<akap>Dom przy Aqua Appia, w którym tymczasowo zamieszkał Tygellinus, otaczały tłumy kobiet krzycząc od rana do późnej nocy: ,,Chleba i dachu!" Próżno pretorianie, sprowadzeni z wielkiego obozu leżącego między Via Salaria a Nomentana, usiłowali utrzymać jaki taki ład. Tu i ówdzie stawiano im otwarcie zbrojny opór, gdzie indziej bezbronne gromady wskazując na palące się miasto wołały: ,,Mordujcie nas wobec tego ognia!" Złorzeczono cezarowi, augustianom, pretoriańskim żołnierzom i wzburzenie rosło z każdą godziną tak, że Tygellinus, spoglądając nocą na tysiące ognisk rozłożonych naokół miasta, mówił sobie, że to są ogniska nieprzyjacielskich obozów. Z rozkazu jego sprowadzono prócz mąki jak największą ilość gotowych chlebów, które ściągnięto nie tylko z Ostii, ale ze wszystkich miast i wsi okolicznych, lecz gdy pierwsze przesyłki nadeszły nocą do Emporium, lud odbił główną bramę od strony Awentynu i rozerwał w mgnieniu oka zapasy, powodując straszliwe zamieszanie. Przy blasku łuny walczono o bochenki, których mnóstwo wdeptano w ziemię. Mąka z porozrywanych worków pokryła jakby śniegiem całą przestrzeń od śpichrzów aż do łuku Drususa i Germanika i rozruch trwał dopóty, dopóki żołnierze nie obsadzili wszystkich budynków i nie poczęli odpędzać tłumów za pomocą strzał i pocisków.</akap>


<akap>Ogień , PożarNigdy od czasu najścia Galów pod Brennusem nie spotkała Rzymu podobna klęska. Porównywano też z rozpaczą oba te pożary. Ale wówczas ostał się przynajmniej Kapitol. Obecnie i Kapitol otoczony był straszliwym wieńcem ognia. Marmury nie paliły się wprawdzie płomieniem, ale nocami, gdy wiatr na chwilę rozchylał płomienie, widać było szeregi kolumn górnej świątyni Jowisza, rozpalone i świecące różowo na kształt żarzących się węgli. Niebezpieczeństwo, TłumWreszcie za czasów Brennusa Rzym posiadał ludność karną, jednolitą, przywiązaną do miasta i ołtarzy, obecnie zaś naokół murów płonącego grodu koczowały tłumy różnojęzyczne, złożone w większej części z niewolników i wyzwoleńców, rozhukane, niesforne i gotowe pod naciskiem nędzy zwrócić się przeciw władzy i miastu.</akap>


<akap>Lecz sam ogrom pożaru, napełniając serca przerażeniem, obezwładniał do pewnego stopnia tłuszczę. Za klęską ognia mogła przyjść klęska głodu i chorób, albowiem na domiar nieszczęścia nastały straszne lipcowe upały. Powietrzem, rozpalonym od ognia i słońca, niepodobna było oddychać. Noc nie tylko nie przynosiła ulgi, ale stawała się piekłem. W dzień odkrywał się przerażający i złowrogi widok. W środku olbrzymie miasto na wzgórzach, zmienione w huczący wulkan, naokół zaś, aż do Gór Albańskich, jedno nieprzejrzane koczowisko, złożone z bud, namiotów, szałasów, wozów, taczek, noszy, kramów, ognisk, przesłonięte dymem, kurzawą, oświecone rudymi promieniami słońca przechodzącego przez pożogę, pełne gwaru, krzyków, gróźb, nienawiści i strachu, potworny wyraj mężczyzn, kobiet i dzieci. Wśród Kwirytów Grecy, kudłate jasnookie ludy Północy, Afrowie i Azjaci; wśród obywateli niewolnicy, wyzwoleńcy, gladiatorowie, kupcy, rzemieślnicy, chłopi i żołnierze, Morze prawdziwe morze ludzkie oblewające wyspę ognia.</akap>


<akap>PlotkaRozmaite wieści poruszały tym morzem jak wiatr prawdziwą falą. Były pomyślne i niepomyślne. Opowiadano o niezmiernych zapasach zboża i odzieży, które miały nadejść do Emporium i być rozdawane darmo. Mówiono również, że z rozkazu cezara prowincje w Azji i Afryce zostaną złupione ze wszystkich bogactw, skarb zaś, zebrany tym sposobem, będzie rozdzielony między mieszkańców Rzymu, tak aby każdy mógł sobie wybudować dom własny. OkrucieństwoLecz jednocześnie puszczano i takie nowiny, że wody zostały w wodociągach zatrute i że Nero chce zniszczyć miasto i wygubić co do nogi mieszkańców, aby przenieść się do Grecji lub Egiptu i stamtąd władać światem.Lud Każda wieść rozbiegała się z szybkością błyskawicy i każda znajdowała wiarę wśród tłuszczy, powodując wybuchy nadziei albo gniewu, strachu lub wściekłości. Wreszcie jakaś gorączka opanowała te tysiące koczowników. Wiara chrześcijan, iż koniec świata przez ogień jest bliski, szerzyła się i między wyznawcami bogów z każdym dniem coraz bardziej. Ludzie wpadali w odrętwienie lub szaleństwo.Bóg Wśród obłoków, oświeconych przez łunę, widziano bogów przypatrujących się zagubie ziemi i wyciągano do nich ręce o litość lub przeklinano ich.</akap>


<akap>ŻołnierzTymczasem żołnierze, wspomagani przez pewną liczbę mieszkańców, burzyli wciąż domy na Eskwilinie, na Caelius, a także i na Zatybrzu, które wskutek tego w znacznej części ocalało. Lecz w samym mieście płonęły nieprzebrane skarby, nagromadzone przez wieki zwycięstw, bezcenne dzieła sztuki, wspaniałe świątynie i najdroższe pamiątki rzymskiej przeszłości i rzymskiej sławy. Przewidywano, że z całego miasta ocaleje zaledwie kilka położonych na krańcach dzielnic i że setki tysięcy ludzi pozostanie bez dachu. Inni rozszerzali jednakże wieść, że żołnierze burzą domy nie dla zatamowania ognia, ale dlatego, aby nic nie zostało z miasta. Tygellin błagał w każdym liście, by cezar przyjechał i obecnością swą uspokoił zrozpaczony lud. Lecz Nero ruszył się dopiero wówczas, gdy płomienie ogarnęły ,,domus transitoria", i śpieszył się, aby nie stracić chwili, w której pożoga doszła do najwyższej potęgi.</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział czterdziesty siódmy</naglowek_rozdzial>



<akap>Ogień tymczasem dosięgnął do Via Nomentana, a od niej, wraz ze zmianą wiatru, zwrócił się ku Via Lata i ku Tybrowi, okrążył Kapitol, rozlał się po Forum Boarium i niszcząc wszystko, co w pierwszym pędzie pominął, zbliżył się znów do Palatynu.Fałsz, Próżność Tygellinus, zebrawszy wszystkie siły pretorianów, słał gońca za gońcem do zbliżającego się cezara z oznajmieniem, że nic nie straci ze wspaniałości widowiska, albowiem pożoga wzmogła się jeszcze. TeatrLecz Nero chciał przybyć w nocy, aby tym lepiej nasycać się obrazem ginącego miasta. W tym celu zatrzymał się w okolicach Aqua Albana i wezwawszy do namiotu tragika Aliturusa układał z pomocą jego postawę, twarz, wejrzenie i uczył się odpowiednich ruchów, spierając się z nim zawzięcie, czy przy słowach: ,,O święty grodzie, któryś się wydawał trwalszym od Idy" --- ma podnieść do góry obie ręce, czy też trzymając w jednej formingę opuścić ją wzdłuż ciała, a podnieść tylko drugą. I pytanie to wydawało mu się w tej chwili ważniejszym od wszystkich innych. Wyruszywszy wreszcie o zmierzchu, zasięgał jeszcze rady Petroniusza, czy by w wierszu poświęconym klęsce nie umieścić kilku wspaniałych bluźnierstw przeciw bogom i czy by takowe, biorąc ze stanowiska sztuki, nie musiały same przez się wyrwać się z ust w podobnym położeniu człowiekowi tracącemu ojczyznę. </akap>


<akap>Koło północy zbliżył się wreszcie do murów wraz ze swym potężnym dworem, złożonym z całych zastępów dworzan, senatorów, rycerzy, wyzwoleńców, niewolników, kobiet i dzieci.Lud Szesnaście tysięcy pretorianów, ustawionych w szyku bojowym po drodze, czuwało nad spokojem i bezpieczeństwem jego wjazdu, utrzymując zarazem w odpowiedniej odległości wzburzony lud. Lud przeklinał wprawdzie, krzyczał i gwizdał na widok orszaku, ale nie śmiał na niego uderzyć. W wielu miejscach ozwały się jednak i oklaski, dawane przez hałastrę, która nie posiadając nic, nic też nie utraciła w pożarze, a spodziewała się hojniejszego niż zwykle rozdawnictwa zboża, oliwy, odzieży i pieniędzy. Wreszcie zarówno okrzyki i gwizdania, jak i oklaski zgłuszył odgłos trąb i rogów, w które kazał dąć Tygellin. Nero po przebyciu bramy Ostyjskiej zatrzymał się na chwilę i rzekł: ,,Bezdomny władca bezdomnego ludu, gdzież złożę na noc nieszczęsną swą głowę!", po czym przeszedłszy Clivus Delphini wstąpił po przygotowanych dla siebie schodach na wodociąg Appijski, a za nim augustianie i chór śpiewaków niosących cytry, lutnie i inne narzędzia muzyczne.</akap>


<akap>I wszyscy zatrzymali dech w piersiach, czekając, czy nie wypowie jakich wielkich słów, które dla własnego bezpieczeństwa należało zapamiętać. Lecz on stał uroczysty, niemy, przybrany w purpurowy płaszcz i wieniec ze złotych laurów, wpatrując się w rozszalałą potęgę płomieni. Gdy Terpnos podał mu złotą lutnię, wzniósł oczy ku oblanemu łuną niebu, jakby czekając natchnienia.</akap>


<akap>Historia, Miasto, PożarLud wskazywał go z dala rękoma, oblanego krwawym blaskiem. W oddali syczały węże płomieni i płonęły odwieczne, najświętsze zabytki: płonęła świątynia Herkulesa, którą wzniósł Ewander, i świątynia Jowisza Statora, i świątynia Luny, zbudowana jeszcze przez Serwiusza Tuliusza, i dom Numy Pompiliusza, i przybytek Westy z penatami ludu rzymskiego; w grzywach płomieni ukazywał się czasem Kapitol, płonęła przeszłość i dusza Rzymu, Próżnośćon zaś, cezar, stał z lutnią w ręku,Teatr z twarzą tragicznego aktora i z myślą nie o ginącej ojczyźnie, ale o postawie i patetycznych słowach, którymi by najlepiej wielkość klęski mógł oddać, obudzić największy podziw i najgorętsze zyskać oklaski.</akap>


<akap>NienawiśćPoetaNienawidził tego miasta, nienawidził jego mieszkańców, kochał tylko swe pieśni i wiersze; więc radował się w sercu, że wreszcie ujrzał tragedię podobną do tej, którą opisywał. Wierszorób czuł się szczęśliwy, deklamator czuł się natchniony, poszukiwacz wzruszeń poił się straszliwym widowiskiem i z rozkoszą myślał, że nawet zagłada Troi niczym była w porównaniu z zagładą tego olbrzymiego grodu. Czegóż mógł jeszcze żądać? Oto Rzym, Rzym światowładny, płonie, a on stoi na łukach wodociągu, ze złotą lutnią w ręku, widny, purpurowy, podziwiany, wspaniały i poetyczny. Gdzieś tam poniżej, w mroku, szemrze i burzy się lud! Ale niech szemrze. HistoriaWieki upłyną, tysiące lat przejdzie, a ludzie będą pamiętali i sławili tego poetę, który w taką noc śpiewał upadek i pożar Troi. ŚpiewCzymże wobec niego Homer? Czym sam Apollo ze swoją drążoną formingą? Tu podniósł ręce i uderzywszy w struny ozwał się słowy Priama:</akap>

<akap_dialog>--- O gniazdo ojców moich, o kolebko droga!...</akap_dialog>


<akap>Głos jego na otwartym powietrzu, przy huku pożaru i przy dalekim gwarze tysiącznych tłumów, wydawał się dziwnie nikły, drżący i słaby, a dźwięk wtóru brzmiał jak brzęczenie muchy. Lecz senatorowie, urzędnicy i augustianie, zebrani na wodociągu, pochylili głowy słuchając w milczącym zachwycie. On zaś śpiewał długo i nastrajał się coraz żałośniej. W chwilach gdy przestawał dla nabrania tchu, chór śpiewaków powtarzał ostatnie wiersze, po czym znów Nero zrzucał wyuczonym od Aliturusa ruchem z ramienia tragiczną ,,syrmę"[1], uderzał w struny i śpiewał dalej. Poeta, TeatrSkończywszy wreszcie ułożoną poprzednio pieśń począł improwizować szukając wielkich porównań w widoku, który się przed nim roztaczał. I twarz poczęła mu się mienić. Nie wzruszyła go wprawdzie zagłada ojczystego miasta, ale upoił się i wzruszył patosem własnych słów do tego stopnia, że nagle upuścił z brzękiem lutnię pod stopy i owinąwszy się w ,,syrmę" pozostał jak skamieniały, podobny do jednego z tych posągów Niobidów[2], które zdobiły dziedziniec Palatynu.</akap>


<akap>PróżnośćPo krótkiej chwili milczenia zawrzała burza oklasków. Lecz z oddali odpowiedziało mu wycie tłumów. Teraz nikt już tam nie wątpił, że to cezar rozkazał spalić miasto, by sobie wyprawić widowisko i śpiewać przy nim pieśni. LudNero usłyszawszy ów krzyk setek tysięcy głosów zwrócił się do augustianów ze smutnym, pełnym rezygnacji uśmiechem człowieka, którego krzywdzą, i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Oto, jak Kwiryci umieją cenić mnie i poezję.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Łotry! --- odpowiedział Watyniusz --- każ, panie, uderzyć na nich pretorianom.</akap_dialog>


<akap>Nero zwrócił się do Tygellina:</akap>

<akap_dialog>--- Czy mogę liczyć na wierność żołnierzy?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak, boski! --- odpowiedział prefekt.</akap_dialog>


<akap>Lecz Petroniusz wzruszył ramionami.</akap>

<akap_dialog>--- Na ich wierność, lecz nie na ich liczbę --- rzekł. --- Zostań tymczasem tu, gdzie jesteś, bo tu najbezpieczniej, a ten lud trzeba uspokoić.</akap_dialog>


<akap>Tego zdania był i Seneka, i konsul Licyniusz. Bunt , TłumTymczasem w dole wzburzenie rosło. Lud zbroił się w kamienie, w drągi od namiotów, w deski z wozów i taczek i w rozmaite żelaziwo. Po niejakim czasie kilku z przywódców kohort[3] przyszło z oznajmieniem, że pretorianie, napierani przez tłumy, zachowują z największym wysileniem linię bojową i nie mając rozkazu uderzenia nie wiedzą, co czynić.</akap>

<akap_dialog>--- Bogowie! --- rzekł Nero --- co za noc! Z jednej strony pożar, z drugiej rozhukane morze ludu.</akap_dialog>


<akap>TchórzostwoNiebezpieczeństwoI począł szukać dalej wyrażeń, które by najwspanialej mogły określić niebezpieczeństwo chwili, lecz widząc naokół twarze blade i niespokojne spojrzenia, zląkł się także.</akap>

<akap_dialog>--- Dajcie mi ciemny płaszcz z kapturem! --- zawołał. --- Czyby naprawdę miało przyjść do bitwy?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Panie --- odpowiedział niepewnym głosem Tygellin --- ja zrobiłem wszystko, co mogłem, ale niebezpieczeństwo jest groźne... Przemów, panie, do ludu i poczyń mu obietnice.</akap_dialog>

<akap_dialog>Odwaga--- Cezar miałby przemawiać do tłuszczy? Niech to uczyni inny w moim imieniu. Kto się tego podejmie?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ja! --- odrzekł spokojnie Petroniusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Idź, przyjacielu! Tyś mi najwierniejszy w każdej potrzebie... Idź i nie szczędź obietnic.</akap_dialog>


<akap>Petroniusz zwrócił się do orszaku z twarzą niedbałą i szyderczą.</akap>

<akap_dialog>--- Senatorowie tu obecni --- rzekł --- a oprócz nich Pizo, Nerwa i Senecjo pojadą za mną.</akap_dialog>


<akap>Po czym zszedł z wolna z wodociągu, owi zaś, których wezwał, szli za nim nie bez wahania, ale z pewną otuchą, którą napełniał ich jego spokój. Petroniusz, stanąwszy u stóp arkad, kazał sobie podać białego konia i siadłszy na niego pojechał na czele towarzyszy przez głębokie szeregi pretoriańskie ku czarnej, wyjącej tłuszczy, bezbronny, mając w ręku cienką laskę z kości słoniowej, którą się zwykle podpierał.</akap>


<akap>TłumI przyjechawszy tuż, wparł konia w tłumy. Naokół, przy świetle pożogi widać było wzniesione ręce zbrojne we wszelakiego rodzaju broń, rozpalone oczy, spotniałe twarze i ryczące, zapienione wargi.Morze Rozszalała fala wnet otoczyła jego i orszak, za nią widać było istotnie jakby morze głów, ruchome, kotłujące się, straszne.</akap>


<akap>PanWrzaski wzmogły się jeszcze i zmieniły się w nieludzki ryk; drągi, widły, a nawet i miecze chwiały się nad głową Petroniusza, drapieżne ręce wyciągały się ku cuglom jego konia i ku niemu, lecz on wjeżdżał coraz głębiej, zimny, obojętny, pogardliwy. Chwilami uderzał laską po głowach najzuchwalszych, tak jakby torował sobie drogę w zwykłym ścisku, i ta jego pewność, ten spokój zdumiewały jednakże rozhukaną tłuszczę. Poznano go wreszcie i liczne głosy poczęły wołać:</akap>

<akap_dialog>--- Petroniusz! Arbiter elegantiarum! Petroniusz!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Petroniusz! --- zabrzmiało ze wszystkich stron.</akap_dialog>


<akap>Pozycja społecznaI w miarę jak powtarzano to imię, twarze naokół stawały się mniej groźne, a wrzaski mniej wściekłe, albowiem ów wykwintny patrycjusz, jakkolwiek nigdy nie zabiegał o łaski ludu, był jednak jego ulubieńcem. Uchodził za człowieka ludzkiego i hojnego, a popularność jego wzrosła zwłaszcza od czasu sprawy Pedaniusza Sekunda, w której przemawiał za złagodzeniem okrutnego wyroku skazującego na śmierć wszystkich niewolników prefekta. Szczególniej tłumy niewolników kochały go odtąd taką niepohamowaną miłością, jaką ludzie pognębieni i nieszczęśni zwykli miłować tych, którzy okazują im choć trochę współczucia. Prócz tego w chwili obecnej dołączyła się i ciekawość, co powie wysłannik cezara, nikt bowiem nie wątpił, że cezar wysłał go umyślnie.</akap>


<akap>On zaś, zdjąwszy z siebie swą białą, obramowaną szkarłatnym szlakiem togę, podniósł ją w górę i począł nią wywijać nad głową na znak, że chce przemówić.</akap>

<akap_dialog>--- Milczeć! Milczeć! --- wołano ze wszystkich stron.</akap_dialog>


<akap>Obywatel, Tłum, ZwierzętaPo chwili uciszyło się istotnie. Wówczas wyprostował się na koniu i począł mówić donośnym, spokojnym głosem:</akap>

<akap_dialog>--- Obywatele! Niech ci, którzy mnie usłyszą, powtórzą słowa moje tym, którzy stoją dalej, wszyscy zaś niechaj się zachowują jak ludzie, nie jak zwierzęta w arenach.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Słuchamy! Słuchamy!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zatem słuchajcie. Miasto zostanie odbudowane. Ogrody Lukulla, Mecenasa, Cezara i Agrypiny będą dla was otwarte! Od jutra rozpocznie się rozdawnictwo zboża, wina i oliwy, tak aby każdy mógł napełnić brzuch aż do gardła! Potem cezar wyprawi wam igrzyska, jakich świat nie widział dotąd, przy których czekają was uczty i dary. Bogatsi będziecie po pożarze jak przed pożarem!</akap_dialog>


<akap>Odpowiedział mu pomruk, który rozchodził się tak od środka na wszystkie strony, jak rozchodzą się fale na wodzie, w którą rzucił ktoś kamień: to bliżsi powtarzali dalszym jego słowa. Potem tu i ówdzie ozwały się okrzyki gniewne lub potakujące, które zmieniły się wreszcie w jeden powszechny, olbrzymi wrzask:</akap>

<akap_dialog>--- Panem et circenses![4]...</akap_dialog>


<akap>Pan, Tłum, WładzaPetroniusz owinął się w togę i przez czas jakiś słuchał nieruchomy, podobny w swej białej odzieży do marmurowego posągu. Wrzask wzrastał, głuszył odgłosy pożaru, odzywał się ze wszystkich stron i z coraz większych głębin, lecz wysłannik widocznie miał jeszcze coś do powiedzenia, albowiem czekał.</akap>


<akap>I wreszcie, nakazawszy znów wzniesioną ręką milczenie, zawołał:</akap>

<akap_dialog>--- Obiecuję wam panem et circenses, a teraz wydajcie okrzyk na cześć cezara, który was karmi, odziewa, po czym idź spać, hołoto, albowiem niedługo świtać zacznie.</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy zwrócił konia i uderzając z lekka laską po głowach i twarzach tych, którzy mu stali na drodze, odjechał z wolna do pretoriańskich szeregów.</akap>


<akap>Po chwili był pod wodociągiem. Na górze zastał niemal popłoch. Nie zrozumiano tam okrzyku: ,,Panem et circenses", i sądzono, że to jest nowy wybuch wściekłości. Nie spodziewano się nawet, by Petroniusz mógł się uratować, toteż Nero ujrzawszy go przybiegł aż do schodów i z twarzą pobladłą ze wzruszenia począł pytać:</akap>

<akap_dialog>--- I cóż? Co się tam dzieje? Czy już bitwa?</akap_dialog>


<akap>Petroniusz nabrał powietrza w płuca, odetchnął głęboko i odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Na Polluksa! Pocą się i cuchną! Niech mi kto poda epilimmę[5], bo zemdleję.</akap_dialog>


<akap>Po czym zwrócił się do cezara.</akap>

<akap_dialog>--- Obiecałem im --- rzekł --- zboże, oliwę, otwarcie ogrodów i igrzyska. Ubóstwiają cię znowu i wrzeszczą spierzchłymi wargami na twoją cześć. Bogowie, jaki ten plebs ma nieprzyjemny zapach!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pretorianów miałem gotowych --- zawołał Tygellin --- i gdybyś ich nie uspokoił, krzykacze umilkliby na wieki. Szkoda, cezarze, iż mi nie pozwoliłeś użyć siły.</akap_dialog>


<akap>Petroniusz popatrzył na mówiącego, wzruszył ramionami i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- To jeszcze nie stracone. Może będziesz jej musiał użyć jutro.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie, nie --- rzekł cezar. --- Każę im otworzyć ogrody i rozdawać zboże. Dzięki ci, Petroniuszu! Igrzyska wyprawię, a tę pieśń, którą wam śpiewałem dzisiaj, odśpiewam publicznie.</akap_dialog>


<akap>PochlebstwoTo rzekłszy położył rękę na ramieniu Petroniusza, chwilę milczał, a na koniec, ochłonąwszy, zapytał:</akap>

<akap_dialog>--- Powiedz szczerze: jak ci się wydałem, gdym śpiewał?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Byłeś godnym widoku, jak widok był godnym ciebie --- odpowiedział Petroniusz.</akap_dialog>


<akap>Po czym zwrócił się do pożaru.</akap>

<akap_dialog>--- Ale przypatrzmy się jeszcze --- rzekł --- i pożegnajmy się ze starym Rzymem.</akap_dialog>






<naglowek_rozdzial>Rozdział czterdziesty ósmy</naglowek_rozdzial>



<akap>Słowa Apostoła wlały ufność w dusze chrześcijan. Koniec świata wydawał im się zawsze bliskim, poczęli jednak wierzyć, że straszliwy sąd nie nastąpi natychmiast i że przedtem jeszcze zobaczą może koniec panowania Nerona, które uważali za panowanie Antychrysta, i karę Boską na wołające o pomstę jego zbrodnie. Pokrzepieni więc w sercach, poczęli rozchodzić się po ukończeniu modłów z podziemia i wracać do swych tymczasowych schronisk, a nawet i na Zatybrze, gdyż przyszły wieści, że ogień, podłożony w kilkunastu miejscach, zwrócił się wraz ze zmianą wiatru znów ku rzece i strawiwszy tu i ówdzie, co mógł strawić, przestał się szerzyć.</akap>


<akap>Apostoł w towarzystwie Winicjusza i idącego za nimi Chilona opuścił również podziemie. Młody trybun nie śmiał mu przerywać modlitwy, więc czas jakiś szedł w milczeniu, oczyma tylko błagając litości i drżąc z niepokoju. Lecz wiele osób przychodziło jeszcze całować ręce i kraj odzieży Apostoła, matki wyciągały ku niemu dzieci, inni klękali w ciemnym, długim przejściu i podnosząc w górę kaganki prosili o błogosławieństwo; inni wreszcie idąc w pobok[6] śpiewali, tak że nie było chwili sposobnej ni na zapytanie, ni na odpowiedź. Tak było i w wąwozie. Dopiero gdy wyszli na wolniejszą przestrzeń, z której widać już było płonące miasto, Apostoł przeżegnawszy je trzykrotnie, zwrócił się do Winicjusza i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Nie trwóż się. Blisko stąd jest chata fossora, w której znajdziemy Ligię z Linusem i z wiernym jej sługą. Chrystus, który ci ją przeznaczył, zachował ją dla ciebie.</akap_dialog>


<akap>A Winicjusz zachwiał się i wsparł ręką o skałę. Droga z Ancjum, wypadki pod murami, poszukiwanie Ligii wśród gorących dymów, bezsenność i straszny niepokój o nią wyczerpały jego siły, a reszty ich pozbawiła go wiadomość, że ta najdroższa mu w świecie głowa jest blisko i że za chwilę ją ujrzy. Ogarnęło go nagle osłabienie tak wielkie, że osunął się do nóg Apostoła i objąwszy jego kolana pozostał tak, nie mogąc słowa przemówić.</akap>


<akap>Apostoł zaś broniąc się od podzięki i czci rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Nie mnie, nie mnie, lecz Chrystusowi!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co za walne bóstwo! --- ozwał się z tyłu głos Chilona. --- Ale nie wiem, co mam czynić z mułami, które tu czekają opodal.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wstań i pójdź ze mną --- rzekł Piotr biorąc za rękę młodego człowieka.</akap_dialog>


<akap>Winicjusz wstał. Przy świetle łuny widać było łzy ściekające mu po pobladłej ze wzruszenia twarzy. Usta trzęsły się mu, jakby się modlił.</akap>

<akap_dialog>--- Pójdźmy --- rzekł.</akap_dialog>


<akap>Lecz Chilon znów powtórzył:</akap>

<akap_dialog>--- Panie, co mam robić z mułami, które czekają? Może by ten godny prorok wolał jechać niż iść.</akap_dialog>


<akap>Winicjusz sam nie wiedział, co odpowiedzieć, lecz usłyszawszy od Piotra, że chata kopacza leży tuż, odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Odprowadź muły do Makryna.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wybacz, panie, że ci przypomnę dom w Amerioli. Wobec tego okropnego pożaru łatwo zapomnieć o rzeczy tak drobnej.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dostaniesz go.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- O wnuku Numy Pompiliusza, byłem zawsze pewny, ale teraz, gdy obietnicę usłyszał i ten wielkoduszny Apostoł, nie przypominam ci nawet tego, że przyrzekłeś mi i winnicę. Pax vobiscum[7]. Ja cię odnajdę, panie. Pax vobiscum.</akap_dialog>


<akap>Oni zaś odpowiedzieli:</akap>

<akap_dialog>--- I z tobą.</akap_dialog>


<akap>Po czym zawrócili obaj na prawo ku wzgórzom. Po drodze Winicjusz rzekł:</akap>

<akap_dialog>PobożnośćChrzest--- Panie! Obmyj mnie wodą chrztu, abym mógł się nazwać prawdziwym wyznawcą Chrystusa, gdyż miłuję Go ze wszystkich sił duszy mojej. Obmyj mnie prędko, bom w sercu już gotów. I co mi przykaże, to uczynię, ale ty mi powiedz, co bym mógł nadto uczynić.</akap_dialog>

<akap_dialog>Chrystus, Miłość--- Miłuj ludzi jak braci swoich --- odpowiedział Apostoł --- bo tylko miłością możesz Mu służyć.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak! Ja to już rozumiem i czuję. Dzieckiem będąc wierzyłem w bogów rzymskich, alem ich nie kochał, a tego Jedynego kocham, tak, że oddałbym za Niego z radością życie.</akap_dialog>


<akap>I począł patrzeć w niebo, powtarzając z uniesieniem:</akap>

<akap_dialog>--- Bo On jeden jest! Bo On jeden dobry i miłosierny! Więc niechby nie tylko ginęło to miasto, ale świat cały, Jemu jednemu będę świadczył i Jego wyznawał!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A On będzie błogosławił tobie i twemu domowi --- zakończył Apostoł.</akap_dialog>


<akap>Tymczasem skręcili w inny wąwóz, na którego końcu widać było mdłe światełko. Piotr ukazał na nie ręką i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Oto chata kopacza, który dał nam schronienie, gdy wróciwszy z chorym Linusem z Ostrianum, nie mogliśmy się przedostać na Zatybrze.</akap_dialog>


<akap>Po chwili doszli. Chata była raczej jaskinią wydrążoną w załomie góry, którą od zewnątrz zamknięto ścianą ulepioną z gliny i trzcin. Drzwi były zamknięte, ale przez otwór, który zastępował okno, widać było oświecone ogniskiem wnętrze.</akap>


<akap>Jakaś ciemna, olbrzymia postać podniosła się na spotkanie przybyłych i poczęła pytać:</akap>

<akap_dialog>--- Kto jesteście?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Słudzy Chrystusa --- odrzekł Piotr. --- Pokój z tobą, Ursusie.</akap_dialog>


<akap>Pocałunek, SługaUrsus pochylił się do nóg Apostoła, po czym poznawszy Winicjusza chwycił w kostce jego rękę i podniósł ją do ust.</akap>

<akap_dialog>--- I ty, panie? --- rzekł. --- Błogosławione niech będzie imię Baranka za radość, jaką sprawisz Kallinie.</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy otworzył drzwi i weszli. Chory Linus leżał na pęku słomy z twarzą wychudłą i żółtym jak kość słoniowa czołem. Obok ogniska siedziała Ligia trzymając w ręku pęczek małych ryb, nanizanych na sznurek i przeznaczonych widocznie na wieczerzę.</akap>


<akap>MiłośćDziecko, Kobieta, MężczyznaZajęta zdejmowaniem ryb ze sznurka i w przekonaniu, że to wchodzi Ursus, nie podniosła wcale oczu. Lecz Winicjusz zbliżył się i wymówiwszy jej imię wyciągnął ku niej ręce. Wówczas podniosła się szybko: błyskawica zdumienia i radości przemknęła po jej twarzy i bez słowa, jak dziecko, które po dniach trwogi i klęski odzyskuje ojca lub matkę, rzuciła się w jego otwarte ramiona.</akap>


<akap>On zaś objął ją i czas jakiś przyciskał do piersi, również z takim uniesieniem, jakby cudownie uratowaną. Więc następnie rozplótłszy ramiona wziął w ręce jej skronie, całował czoło, oczy, i znów ją obejmował, powtarzał jej imię, potem schylał się do jej kolan i do dłoni, witał ją, wielbił, czcił. Radość jego nie miała wprost granic, jak jego miłość i szczęście.</akap>


<akap>Wreszcie począł jej opowiadać, jak przyleciał z Ancjum, jak szukał jej pod murami i wśród dymów, w domu Linusa, ile się namartwił i natrwożył, i ile wycierpiał, zanim Apostoł wskazał mu jej schronienie.</akap>

<akap_dialog>--- Lecz teraz --- mówił --- gdym cię odnalazł, ja cię tu nie zostawię wobec tego ognia i rozszalałych tłumów. Ludzie tu mordują się pod murami, burzą się i łupią niewolnicy. Bóg jeden wie, jakie jeszcze klęski mogą spaść na Rzym. Ale ja ocalę ciebie i was wszystkich. O droga moja!... Czy chcecie jechać ze mną do Ancjum? Tam siądziemy na statek i popłyniemy do Sycylii. Ziemie moje to wasze ziemie, domy moje to wasze domy. Słuchaj mnie! W Sycylii odnajdziesz Aulusów, wrócę cię Pomponii i wezmę cię potem z jej rąk. Wszak ty, o carissima, nie lękasz się już mnie więcej. Chrzest jeszcze mnie nie obmył, ale o to zapytaj Piotra, czym mu przed chwilą, idąc do ciebie, nie rzekł, że chcę być prawdziwym wyznawcą Chrystusa, i czym go nie prosił, by mnie ochrzcił, choćby w tej chacie fossora. Zaufaj mi i zaufajcie mi wszyscy.</akap_dialog>


<akap>Ligia słuchała z rozjaśnioną twarzą tych słów. Wszyscy tu, przedtem z powodu prześladowań ze strony Żydów, a obecnie z powodu pożaru i zamętu wywołanego przez klęskę, żyli istotnie w ciągłej niepewności i trwodze. Wyjazd do spokojnej Sycylii położyłby koniec wszystkim niepokojom, a zarazem otworzył nową epokę szczęścia w ich życiu. Gdyby Winicjusz chciał przy tym zabrać tylko samą Ligię, zapewne oparłaby się pokusie nie chcąc porzucać Piotra Apostoła i Linusa, ale Winicjusz mówił przecie im: ,,Jedźcie ze mną! Ziemie moje to wasze ziemie, domy moje to wasze domy!"</akap>


<akap>KobietaWięc pochyliwszy się do jego ręki, by ją ucałować na znak posłuszeństwa, rzekła:</akap>

<akap_dialog>--- Twoje ognisko moim.</akap_dialog>


<akap>Po czym zawstydzona, że wymówiła słowa, które wedle rzymskiego zwyczaju powtarzały tylko oblubienice przy ślubie, oblała się rumieńcem i stała w blasku ognia, ze spuszczoną głową, niepewna, czy jej nie wezmą ich za złe.</akap>


<akap>Lecz we wzroku Winicjusza malowało się tylko bezgraniczne uwielbienie. Zwrócił się następnie do Piotra i począł znów mówić:</akap>

<akap_dialog>Niebezpieczeństwo--- Rzym płonie z rozkazu cezara. Już w Ancjum skarżył się, że nie widział nigdy wielkiej pożogi. Ale jeśli nie cofnął się przed taką zbrodnią, pomyślcie, co się jeszcze stać może. Kto wie, czy ściągnąwszy wojska nie każe wymordować mieszkańców. Kto wie, jakie nastąpią proskrypcje[8], kto wie, czy po klęsce pożaru nie nastąpi klęska wojny domowej, mordów i głodu? Chrońcie się więc i chrońmy Ligię. Tam przeczekacie burzę w spokoju, a gdy przeminie, wrócicie znowu siać ziarno wasze.</akap_dialog>


<akap>Na zewnątrz, od strony Ager Vaticanus, jakby na potwierdzenie obaw Winicjusza ozwały się jakieś odległe krzyki, pełne wściekłości i przerażenia. W tej chwili nadszedł także kamieniarz, właściciel chaty, i zamknąwszy pośpiesznie drzwi zawołał:</akap>

<akap_dialog>Tłum, Zbrodnia--- Ludzie mordują się koło cyrku Nerona. Niewolnicy i gladiatorowie uderzyli na obywateli.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Słyszycie? --- rzekł Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dopełnia się miara --- rzekł Apostoł --- i klęski będą jako morze nieprzebrane.</akap_dialog>


<akap>Po czym zwrócił się do Winicjusza i wskazując na Ligię rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Weź tę dzieweczkę, którą ci Bóg przeznaczył, i ocal ją, a Linus, który jest chory, i Ursus niechaj odjadą z wami.</akap_dialog>


<akap>Lecz Winicjusz, który pokochał Apostoła całą siłą swej niepohamowanej duszy, zawołał:</akap>

<akap_dialog>Nauczyciel--- Przysięgam ci, nauczycielu, iż cię tu nie zostawię na zgubę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- I pobłogosławi cię Pan za twoją chęć --- odrzekł Apostoł --- ale zali nie słyszałeś, że Chrystus trzykroć powtórzył mi nad jeziorem: ,,Paś baranki moje!"</akap_dialog>


<akap>Winicjusz umilkł.</akap>

<akap_dialog>Opieka--- Więc jeśli ty, któremu nikt nie powierzył pieczy nade mną, mówisz, że mnie tu nie zostawisz na zgubę, jakże chcesz, abym ja odbieżał trzody mojej w dniu klęski? Gdy była burza na jeziorze i gdyśmy się trwożyli w sercach, On nie opuścił nas, jakoż więc ja, sługa, nie mam iść za przykładem Pana mojego?</akap_dialog>


<akap>Wtem Linus podniósł swą wychudłą twarz i zapytał:</akap>

<akap_dialog>--- A jakoż ja, namiestniku Pański, nie mam iść za przykładem twoim?</akap_dialog>


<akap>Winicjusz począł wodzić ręką po głowie, jakby walczył ze sobą lub bił się z myślami, po czym chwyciwszy Ligię za rękę rzekł głosem, w którym drgała energia rzymskiego żołnierza:</akap>

<akap_dialogRozum>--- Słuchajcie mnie, Piotrze, Linusie i ty, Ligio! Mówiłem, co mi nakazał mój ludzki rozum, ale wy macie inny, który nie własnego bezpieczeństwa patrzy, jeno przykazań Zbawiciela. Tak! Jam tego nie rozumiał i zbłądziłem, bo z oczu moich nie zdjęte jeszcze bielmo i dawna natura odzywa się we mnie.Chrystus, Uczeń Ale że miłuję Chrystusa i chcę być Jego sługą, przeto, choć mi tu o coś więcej niż o własną głowę chodzi, klękam oto przed wami i przysięgam, że i ja spełnię przykazanie miłości i nie opuszczę braci moich w dniu klęski.</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy klęknął i nagle ogarnęło go uniesienie: oczy i ręce wzniósł w górę i począł wołać:</akap>

<akap_dialog>--- Zali rozumiem Cię już, o Chryste? Zalim Cię godzien?</akap_dialog>


<akap>ChrzestRęce drżały mu, oczy rozbłysły łzami, ciałem wstrząsał dreszcz wiary i miłości, Piotr zaś Apostoł wziął glinianą amforę z wodą i zbliżywszy się do niego rzekł uroczyście:</akap>

<akap_dialog>--- Oto cię chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha, amen!</akap_dialog>


<akap>Wówczas uniesienie religijne ogarnęło wszystkich obecnych. Zdało im się, że izba napełnia się jakimś światłem nadziemskim, że słyszą jakąś nadziemską muzykę, że skała jaskini otwiera się nad ich głowami, że z nieba spływają roje aniołów, a hen, w górze, widać krzyż i przebite ręce błogosławiące.</akap>


<akap>Tymczasem zewnątrz rozlegały się krzyki walczących ludzi i huk płomieni gorzejącego miasta.</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział czterdziesty dziewiąty</naglowek_rozdzial>



<akap>LudObozowiska ludzkie rozłożyły się we wspaniałych ogrodach cezara, dawnych Domicji i Agrypiny, na polu Marsowym, w ogrodach Pompejusza, Salustiusza i Mecenasa.Zwierzęta Pozajmowano portyki, budynki przeznaczone na grę w piłkę, rozkoszne domy letnie i szopy zbudowane dla zwierząt. Pawie, flamingi, łabędzie i strusie, gazele i antylopy z Afryki, jelenie i sarny, służące za ozdobę ogrodów, poszły pod nóż tłuszczy. JedzenieŻywność poczęto sprowadzać z Ostii tak obficie, że po tratwach i różnorodnych statkach można było przechodzić z jednej strony Tybru na drugą, jak po moście. Rozdawano zboże po niesłychanie niskiej cenie trzech sestercyj, a uboższym całkiem darmo. Ściągnięto niezmierne zapasy wina, oliwy i kasztanów; z gór przypędzano codziennie stada wołów i owiec. Nędzarze, kryjący się przed pożarem w zaułkach Subury i przymierający w zwykłych czasach głodem, żyli obecnie lepiej niż poprzednio. NiebezpieczeństwoPrzemoc, ZbrodniaGroźba głodu została stanowczo usuniętą, natomiast trudniej było zapobiec rozbojom, grabieży i nadużyciom. Koczujące życie zapewniało bezkarność rzezimieszkom, tym bardziej że głosili się wielbicielami cezara i nie żałowali mu oklasków, gdziekolwiek się ukazał. Gdy przy tym urzędy siłą rzeczy były zawieszone, a zarazem brakło na miejscu i dostatecznej siły zbrojnej, która mogłaby swawoli zapobiec, w mieście, zamieszkałym przez męty całego ówczesnego świata, działy się rzeczy przechodzące wyobraźnię ludzką. Co noc zdarzały się bitwy, morderstwa, porywania kobiet i pacholąt. Przy Porta Mugionis, gdzie był postój dla przypędzanych z Kampanii stad, przychodziło do walk, w których ginęły setki ludzi. Rzeka, TrupCo rano brzegi Tybru roiły się od utopionych ciał, których nikt nie grzebał, a które gnijąc szybko wskutek upałów, zwiększonych jeszcze pożarem, napełniały powietrze smrodliwymi wyziewami. W obozowiskach wszczęły się choroby i lękliwsi przewidywali wielką zarazę.</akap>


<akap>Ogień A miasto płonęło ciągle. Szóstego dopiero dnia pożar trafiwszy na puste przestrzenie Eskwilinu, na których zburzono umyślnie ogromną ilość domów, począł słabnąć. Lecz stosy gorejącego węgla świeciły jeszcze tak mocno, że lud nie chciał wierzyć, by to był już koniec klęski. Jakoż siódmej nocy pożar wybuchnął z nową siłą w budynkach Tygellina, dla braku jednak strawy trwał już krótko. Tylko przepalone domy zapadały się jeszcze tu i owdzie, wyrzucając w górę węże płomieni i słupy skier. Lecz z wolna żarzące się w głębi zgliszcza poczęły czernieć po wierzchu. Niebo po zachodzie słońca przestało świecić krwawą łuną i tylko podczas nocy na rozległym czarnym pustkowiu skakały błękitne języki, wydobywające się ze stosów węgla.</akap>


<akap>PrzestrzeńZ czternastu dzielnic Rzymu pozostały zaledwie cztery, licząc w to i Zatybrze, resztę pożarły płomienie. CmentarzGdy wreszcie spopielały stosy węgla, widać było, począwszy od Tybru aż do Eskwilinu, ogromną przestrzeń siwą, smutną, umarłą, na której sterczały szeregi kominów na kształt kolumn grobowych na cmentarzu. Między tymi kolumnami snuły się we dnie posępne gromady ludzi, poszukujących to drogich rzeczy, to kości drogich osób. Nocami psy wyły na popieliskach i zgliszczach dawnych domów.</akap>


<akap>Cała hojność i pomoc, jaką cezar okazał ludowi, nie powstrzymała złorzeczeń i wzburzenia. Zadowolony był tylko tłum rzezimieszków, złodziei i bezdomnych nędzarzy, który mógł do woli jeść, pić i rabować. Ale ludzie, którzy potracili najbliższe istoty i mienie, nie dali się zjednać ni otwarciem ogrodów, ni rozdawnictwem zboża, ni obietnicą igrzysk i darów. Nieszczęście było zbyt wielkie i zbyt niesłychane. MiastoInnych, w których tliła się jeszcze jakaś iskra miłości do miasta-ojczyzny, przywodziła do rozpaczy wieść, że stara nazwa ,,Roma" ma zniknąć z powierzchni ziemi i że cezar ma zamiar wznieść z popiołów nowe miasto pod nazwą Neropolis. Fala niechęci wzbierała i rosła z dniem każdym i mimo pochlebstw augustianów, mimo kłamstw Tygellina Nero, wrażliwy, jak żaden z poprzednich cezarów, na łaskę tłumów, z trwogą rozmyślał, że w głuchej walce na śmierć i życie, jaką prowadził z patrycjuszami i senatem, może mu zbraknąć podpory. Sami augustianie nie mniej byli zaniepokojeni, gdyż każde jutro mogło im przynieść zagładę. Tygellin zamyślał o sprowadzeniu kilku legii z Azji Mniejszej; ŚmiechWatyniusz, który śmiał się nawet wówczas, gdy go policzkowano, stracił humor. Witeliusz stracił apetyt.</akap>


<akap>Strach , WładzaInni naradzali się między sobą, jak odwrócić niebezpieczeństwo, nikomu bowiem nie było tajnym, że gdyby jaki wybuch zmiótł cezara, to z wyjątkiem może Petroniusza ani jeden z augustianów nie uszedłby z życiem. Ich to przecie wpływom przypisywano szaleństwa Nerona, ich podszeptom wszystkie zbrodnie, jakie spełnił. Nienawiść przeciw nim była niemal silniejsza niż przeciw niemu.</akap>


<akap>Poczęli więc wysilać głowy, jak by zrzucić z siebie odpowiedzialność za spalenie miasta. Ale chcąc ją zrzucić z siebie, należało oczyścić od posądzeń i cezara, inaczej bowiem nikt by nie uwierzył, że nie byli sprawcami klęski. Tygellin naradzał się w tym celu z Domicjuszem Afrem, a nawet z Seneką, chociaż go nienawidził. Poppea rozumiejąc również, że zguba Nerona byłaby wyrokiem i na nią, zasięgała zdania swych powierników i kapłanów hebrajskich, przypuszczano bowiem powszechnie, że od lat kilku wyznawała wiarę w Jehowę. Nero wynajdował sposoby na swoją rękę, często straszne, częściej jeszcze błazeńskie, i na przemian to wpadał w strach, to bawił się jak dziecko, przede wszystkim jednak wyrzekał.</akap>


<akap>Pewnego razu w ocalonym z pożaru domu Tyberiusza trwała długa i bezskuteczna narada. Petroniusz był zdania, żeby poniechawszy kłopotów jechać do Grecji, a następnie do Egiptu i Azji Mniejszej. Podróż była przecie zamierzona od dawna, po co więc ją odkładać, gdy w Rzymie i smutno, i niebezpiecznie.</akap>


<akap>Cezar przyjął radę z zapałem, lecz Seneka pomyślawszy chwilę rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Pojechać łatwo, ale wrócić byłoby potem trudniej.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na Herakla! --- odpowiedział Petroniusz. --- Wrócić można by na czele legii azjatyckich.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak uczynię! --- zawołał Nero.</akap_dialog>


<akap>Ale Tygellinus począł się sprzeciwiać. Nie umiał sam nic wynaleźć i gdyby pomysł Petroniusza przyszedł mu do głowy, ogłosiłby go niewątpliwie jako zbawczy, chodziło mu jednak o to, by Petroniusz nie okazał się powtórnie jedynym człowiekiem, który w ciężkich chwilach potrafi wszystko i wszystkich ocalić.</akap>

<akap_dialog>Władza--- Słuchaj mnie, boski! --- rzekł --- rada jest zgubna! Zanim dojedziesz do Ostii, rozpocznie się wojna domowa; kto wie, czy kto z żyjących jeszcze pobocznych potomków boskiego Augusta nie ogłosi się cezarem, a wówczas co uczynimy, jeśli legie staną po jego stronie?</akap_dialog>

<akap_dialog>Zbrodnia--- Uczynimy to --- odrzekł Nero --- iż przedtem postaramy się, aby zbrakło potomków Augusta. Niewielu już ich jest, więc uwolnić się od nich łatwo.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Uczynić to można, ale czy tylko o nich chodzi? Ludzie moi, nie dawniej jak wczoraj, słyszeli w tłumie, że cezarem powinien być taki mąż jak Trazeasz.</akap_dialog>


<akap>Nero przygryzł wargi. Po chwili jednak wzniósł oczy w górę i rzekł:</akap>

<akap_dialog>Zemsta--- Nienasyceni i niewdzięczni. Mają dość zboża i węgli, na których mogą piec placki, czegóż chcą więcej?</akap_dialog>


<akap>Na to Tygellinus rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Zemsty.</akap_dialog>


<akap>Nastało milczenie. Nagle cezar wstał, podniósł rękę do góry i począł deklamować:</akap>


<akap>Serca zemsty wołają, a zemsta ofiary.</akap>


<akap>Po czym zapomniawszy o wszystkim, zawołał z rozjaśnioną twarzą:</akap>

<akap_dialog>Pochlebstwo--- Niech mi podadzą tabliczki i styl, abym ten wiersz zapisał. Nigdy Lukan nie ułożył podobnego. Czyście uważali, żem znalazł go w mgnieniu oka?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- O, niezrównany! --- ozwało się kilka głosów.</akap_dialog>


<akap>Nero zapisał wiersz i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Tak! Zemsta chce ofiary.</akap_dialog>


<akap>Po czym powiódł wzrokiem po otaczających:</akap>

<akap_dialog>--- A gdyby puścić wieść, że to Watyniusz kazał podpalić miasto, i poświęcić go gniewowi ludu?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- O boski! Kimże ja jestem? --- zawołał Watyniusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Prawda! Trzeba kogoś większego od ciebie... Witeliusza?...</akap_dialog>


<akap>Witeliusz pobladł, lecz począł się śmiać.</akap>

<akap_dialog>--- Mój tłuszcz --- odrzekł --- mógłby chyba na nowo rozniecić pożar.</akap_dialog>


<akap>OfiaraAle Nero miał co innego na myśli, szukał bowiem w duszy ofiary, która by naprawdę mogła zaspokoić gniew ludu, i znalazł ją.</akap>

<akap_dialog>--- Tygellinie --- rzekł po chwili --- ty spaliłeś Rzym!</akap_dialog>


<akap>Po zgromadzonych przebiegł dreszcz. Zrozumieli, że cezar tym razem przestał żartować i że nadchodzi chwila brzemienna w wypadki.</akap>


<akap>A twarz Tygellina skurczyła się jak paszcza psa gotowego kąsać.</akap>

<akap_dialog>--- Spaliłem Rzym z twego rozkazu --- rzekł.</akap_dialog>


<akap>MuchaI poczęli patrzeć na siebie jak dwa demony. Nastała taka cisza, że słychać było brzęk much przelatujących przez atrium.</akap>

<akap_dialog>Poświęcenie--- Tygellinie --- ozwał się Nero --- czy ty mnie kochasz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ty wiesz, panie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Poświęć się dla mnie!</akap_dialog>

<akap_dialog>Szantaż--- Boski cezarze --- odrzekł Tygellinus --- czemu mi podajesz słodki napój, którego mi nie wolno do ust podnieść? Lud szemrze i burzy się, czy chcesz, by poczęli burzyć się i pretorianie?</akap_dialog>


<akap>Poczucie grozy ścisnęło serca obecnych. Tygellinus był prefektem pretorii i słowa jego miały wprost znaczenie groźby. Sam Nero zrozumiał to i twarz jego oblekła się bladością.</akap>


<akap>Wtem wszedł Epafrodyt, wyzwoleniec cezara, z oznajmieniem, że boska Augusta życzy sobie widzieć Tygellina, albowiem ma u siebie ludzi, których prefekt powinien wysłuchać.</akap>


<akap>Tygellin skłonił się cezarowi i wyszedł z twarzą spokojną i pogardliwą. Oto, gdy chciano go uderzyć, pokazał zęby; dał do zrozumienia, kim jest, i znając tchórzostwo Nerona był pewien, że ów władca świata nigdy nie poważy się podnieść przeciw niemu ręki.</akap>


<akap>Nero zaś siedział przez chwilę w milczeniu, lecz widząc, że obecni oczekują od niego jakiegoś słowa, rzekł:</akap>

<akap_dialog>Wąż--- Wyhodowałem węża na łonie.</akap_dialog>


<akap>Petroniusz wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć, że takiemu wężowi nietrudno urwać głowę.</akap>

<akap_dialog>--- Co powiesz? Mów, radź! --- zawołał Nero ujrzawszy jego ruch. --- Tobie jednemu ufam, bo ty masz więcej rozumu od nich wszystkich i kochasz mnie!</akap_dialog>


<akap>LenistwoPetroniusz miał już na ustach: ,,Mianuj mnie prefektem pretorii, a ja wydam ludowi Tygellina i uspokoję w jednym dniu miasto". Lecz wrodzone mu lenistwo przemogło. Być prefektem znaczyło właściwie dźwigać na barkach osobę cezara i tysiące spraw publicznych. I po co mu ten trud? Zali nie lepiej czytywać w rozkosznej bibliotece wiersze, oglądać wazy i posągi lub trzymając na łonie boskie ciało Eunice przebierać palcami w jej złotych włosach i schylać usta do jej koralowych ust.</akap>


<akap>Więc rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Ja radzę jechać do Achai.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ach --- odpowiedział Nero --- czekałem od ciebie czegoś więcej. Senat mnie nienawidzi. Gdy wyjadę, któż mi zaręczy, czy nie zbuntują się przeciw mnie i nie ogłoszą kogo innego cezarem? Lud był mi dawniej wierny, ale dziś pójdzie za nimi... Na Hades! Gdyby ten senat i ten lud miał jedną głowę!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pozwól powiedzieć sobie, o boski, że chcąc zachować Rzym, trzeba zachować choć kilku Rzymian --- rzekł z uśmiechem Petroniusz.</akap_dialog>


<akap>Lecz Nero począł narzekać:</akap>

<akap_dialog>--- Co mi po Rzymie i Rzymianach! Słuchano by mnie w Achai. Tu otacza mnie tylko zdrada. Wszyscy mnie opuszczają! I wy gotowiście mnie zdradzić! Wiem to, wiem!... Wy ani pomyślicie, co powiedzą o was potomne wieki, gdy opuścicie takiego artystę jak ja.</akap_dialog>


<akap>Tu nagle uderzył się w czoło i zawołał:</akap>

<akap_dialog>--- Prawda!... Wśród tych trosk zapominam i ja, kim jestem.</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy zwrócił się do Petroniusza z twarzą całkiem już rozjaśnioną.</akap>

<akap_dialog>--- Petroniuszu --- rzekł --- lud szemrze, ale gdybym wziął lutnię i wyszedł z nią na pole Marsowe, gdybym zaśpiewał mu tę pieśń, którą śpiewałem wam w czasie pożaru, czy sądzisz, że nie wzruszyłbym go mym śpiewem, jak niegdyś Orfeusz wzruszał dzikie zwierzęta?</akap_dialog>


<akap>Na to Tuliusz Senecjo, któremu pilno było wrócić do swoich niewolnic przywiezionych z Ancjum i który niecierpliwił się od dawna, rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Bez wątpienia, cezarze, gdyby ci pozwolili rozpocząć.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jedźmy do Hellady! --- zawołał z niechęcią Nero.</akap_dialog>


<akap>Lecz w tej chwili weszła Poppea, a za nią Tygellinus. Oczy obecnych zwróciły się mimo woli ku niemu, nigdy bowiem żaden tryumfator nie wjeżdżał z taką dumą na Kapitol, z jaką on stanął przed cezarem.</akap>


<akap>Po czym jął mówić z wolna i dobitnie, głosem, w którym był jakby zgrzyt żelaza:</akap>

<akap_dialog>Podstęp, Zemsta--- Wysłuchaj mnie, cezarze, albowiem mogę ci powiedzieć: znalazłem! Ludowi potrzeba zemsty i ofiary, ale nie jednej, lecz setek i tysięcy. Zaliś ty kiedy słyszał, panie, kto był Chrestos, ten przez Poncjusza Piłata ukrzyżowan? I czy wiesz, kto są chrześcijanie? Zalim ci nie mówił o ich zbrodniach i bezecnych obrzędach, o przepowiedniach, iż ogień przyniesie koniec światu? Lud nienawidzi ich i podejrzewa. Nikt ich nie widział w świątyniach, albowiem bogów naszych poczytują za złe duchy; nie masz ich w Stadium, bo pogardzają gonitwami. Nigdy dłonie żadnego chrześcijanina nie uczciły cię oklaskiem. Nigdy żaden nie uznał cię za boga. Nieprzyjaciółmi są rodu ludzkiego, nieprzyjaciółmi miasta i twymi. Lud szemrze przeciw tobie, ale nie tyś mi, cezarze, kazał spalić Rzym i nie ja go spaliłem... Lud pragnie zemsty, niech ją ma. Lud pragnie krwi i igrzysk, niech je ma. Lud podejrzewa ciebie, niech jego podejrzenia zwrócą się w inną stronę.</akap_dialog>


<akap>Nero słuchał z początku ze zdumieniem. Lecz w miarę słów Tygellina aktorska twarz jego poczęła się zmieniać i przybierać na przemian wyraz gniewu, żalu, współczucia, oburzenia. Nagle powstał i zrzuciwszy z siebie togę, która spłynęła mu do stóp, wyciągnął obie ręce w górę i przez chwilę pozostał tak w milczeniu.</akap>


<akap>Wreszcie ozwał się głosem tragika:</akap>

<akap_dialog>Kłamstwo--- Zeusie, Apollinie, Hero, Atene, Persefono i wy wszyscy nieśmiertelni bogowie, czemuście nie przyszli nam w pomoc? Co to nieszczęsne miasto uczyniło tym okrutnikom, że je tak nieludzko spalili?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nieprzyjaciółmi są rodu ludzkiego i twymi --- rzekła Poppea.</akap_dialog>


<akap>A inni poczęli wołać:</akap>

<akap_dialog>--- Uczyń sprawiedliwość! Ukarz podpalaczy! Sami bogowie chcą pomsty.</akap_dialog>


<akap>On zaś siadł, spuścił głowę na piersi i znów milczał, jakby niegodziwość, o której usłyszał, ogłuszyła go. Lecz po chwili potrząsnął rękoma i ozwał się:</akap>

<akap_dialog>--- Jakież kary i jakież męki godne są takiej zbrodni?... Ale bogi mnie natchną i z pomocą potęg Tartaru dam biednemu ludowi memu takie widowisko, że przez wieki będzie mnie wspominał z wdzięcznością.</akap_dialog>


<akap>Czoło Petroniusza pokryło się nagle chmurą. Pomyślał o niebezpieczeństwie, jakie zawiśnie nad Ligią, nad Winicjuszem, którego kochał, i nad wszystkimi tymi ludźmi, których naukę odrzucał, ale o których niewinności był przekonany. Pomyślał również, że rozpocznie się jedna z takich krwawych orgii, jakich nie znosiły jego oczy estety. Lecz przede wszystkim mówił sobie: ,,Muszę ratować Winicjusza, który oszaleje, jeśli tamta dziewczyna zginie", i ten wzgląd przeważył wszystkie inne, Petroniusz rozumiał bowiem dobrze, że poczyna grę tak niebezpieczną jak nigdy w życiu.</akap>


<akap>Począł wszelako mówić swobodnie i niedbale, jak mówił zwykle, gdy krytykował lub wyśmiewał nie dość estetyczne pomysły cezara i augustianów:</akap>

<akap_dialog>--- A więc znaleźliście ofiary! Dobrze! Możecie je posłać na areny lub przybrać w ,,bolesne tuniki". Również dobrze! Ale posłuchajcie mnie. Macie władzę, macie pretorianów, macie siłę, bądźcie zatem szczerzy przynajmniej wówczas, gdy nikt was nie słyszy. Oszukujcie lud, ale nie siebie samych. Wydajcie ludowi chrześcijan, skażcie ich, na jakie chcecie męki, miejcie jednak odwagę powiedzieć sobie, że nie oni spalili Rzym!... Phy! Nazywacie mnie arbitrem elegancji, więc oświadczam wam, że nie znoszę nędznych komedii. Phy! Ach, jak to wszystko przypomina mi budy teatralne koło Porta Asinaria, w których aktorowie grają dla uciechy przedmiejskiej gawiedzi bogów i królów, a po przedstawieniu popijają cebulę kwaśnym winem lub dostają baty. Bądźcie naprawdę bogami i królami, bo mówię wam, że możecie sobie na to pozwolić. HistoriaCo do ciebie, cezarze, groziłeś nam sądem wieków potomnych, ale pomyśl, że one wydadzą wyrok i o tobie. Na boską Klio[9]! Nero, władca świata, Nero, bóg, spalił Rzym, bo był tak potężnym na ziemi jak Zeus w Olimpie. Nero, poeta, kochał tak poezję, że poświęcił dla niej ojczyznę! Od początku świata nikt nic podobnego nie uczynił, na nic podobnego się nie ważył. Zaklinam cię w imię dziewięciu Libetryd[10], nie wyrzekaj się takiej sławy, bo oto pieśni o tobie będą brzmiały do skończenia wieków. Czymże przy tobie będzie Priam, czym Agamemnon, czym Achilles, czym sami bogowie? Mniejsza, czy spalenie Rzymu jest rzeczą dobrą, ale jest wielką i niezwykłą! A przy tym mówię ci, że lud nie podniesie na ciebie dłoni! To nieprawda! Miej odwagę! Strzeż się postępków niegodnych ciebie, bo tobie grozi tylko to, że potomne wieki mogą powiedzieć: ,,Nero spalił Rzym, ale jako małoduszny cezar i małoduszny poeta, wyparł się wielkiego czynu ze strachu i zrzucił winę na niewinnych!"</akap_dialog>


<akap>Gra , OdwagaSłowa Petroniusza czyniły zwykle silne na Neronie wrażenie, lecz tym razem sam Petroniusz nie łudził się, rozumiał bowiem, iż to, co mówi, jest środkiem ostatecznym, który może wprawdzie w szczęśliwym wypadku uratować chrześcijan, ale jeszcze łacniej może zgubić jego samego. Nie zawahał się jednak, gdyż szło mu zarazem o Winicjusza, którego kochał, i o hazard, którym się bawił. ,,Kości są rzucone --- mówił sobie --- i zobaczymy, o ile w małpie strach o własną skórę przeważy nad miłością dla sławy".</akap>


<akap>I w duszy nie wątpił, że jednak przeważy strach.</akap>


<akap>Tymczasem po słowach jego zapadło milczenie. Poppea i wszyscy obecni patrzyli jak w tęczę w oczy Nerona, ów zaś począł podnosić wargi w górę, zbliżając je do samych nozdrzy, jak zwykł był czynić, gdy nie wiedział, co począć. Wreszcie zakłopotanie i niechęć odbiły się widocznie na jego twarzy.</akap>

<akap_dialog>--- Panie --- zawołał widząc to Tygellinus --- pozwól mi odejść, bo gdy chcą wystawić na zgubę twą osobę, a przy tym zwą cię małodusznym cezarem, małodusznym poetą, podpalaczem i komediantem, uszy moje nie mogą znieść takich słów.</akap_dialog>


<akap>,,Przegrałem" --- pomyślał Petroniusz.</akap>


<akap>Lecz zwróciwszy się do Tygellina zmierzył go wzrokiem, w którym była pogarda wielkiego pana i wykwintnego człowieka dla nędznika, po czym rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Tygellinie, ciebie to nazwałem komediantem, albowiem jesteś nim nawet i teraz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy dlatego, że nie chcę słuchać twych obelg?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dlatego, że udajesz miłość bez granic dla cezara, a przed chwilą groziłeś mu pretorianami, co zrozumieliśmy my wszyscy i on także.</akap_dialog>


<akap>Tygellinus, który nie spodziewał się, aby Petroniusz ośmielił się rzucić na stół podobne kości, pobladł, stracił głowę i oniemiał. Ale było to ostatnie zwycięstwo arbitra elegancji nad współzawodnikiem, gdyż w tej chwili Poppea rzekła:</akap>

<akap_dialog>--- Panie, jak możesz pozwolić, by nawet myśl taka przeszła przez czyjąś głowę, a tym bardziej, by ktoś ośmielił się wypowiedzieć ją głośno wobec ciebie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ukarz zuchwalca! --- zawołał Witeliusz.</akap_dialog>


<akap>Nero podniósł znów wargi do nozdrzy i zwróciwszy na Petroniusza swe szkliste oczy krótkowidza, rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Także ty wypłacasz mi się za przyjaźń, którą dla ciebie miałem?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jeśli się mylę, dowiedź mi tego --- odpowiedział Petroniusz --- lecz wiedz, że mówię to, co mi nakazuje miłość do ciebie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ukarz zuchwalca! --- powtórzył Witeliusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Uczyń to! --- ozwało się kilka głosów.</akap_dialog>


<akap>W atrium zrobił się szmer i ruch, albowiem ludzie poczęli się odsuwać od Petroniusza. Odsunął się nawet Tuliusz Senecjo, jego stały towarzysz przy dworze, i młody Nerwa, który okazywał mu dotychczas najżywszą przyjaźń. Po chwili Petroniusz został sam po lewej stronie atrium i z uśmiechem na ustach, rozgarniając dłonią fałdy togi, czekał jeszcze, co powie lub pocznie cezar.</akap>


<akap>Cezar zaś rzekł:</akap>

<akap_dialog>Przyjaźń--- Chcecie, bym go ukarał, lecz to mój towarzysz i przyjaciel, więc chociaż zranił mi serce, niech wie, że to serce ma dla przyjaciół tylko... przebaczenie.</akap_dialog>


<akap>,,Przegrałem i zginąłem" --- pomyślał Petroniusz.</akap>


<akap>Tymczasem cezar wstał, narada była skończona.</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział pięćdziesiąty</naglowek_rozdzial>



<akap>Petroniusz udał się do siebie, Nero zaś z Tygellinem przeszli do atrium Poppei, gdzie czekali na nich ludzie, z którymi prefekt poprzednio rozmawiał.</akap>


<akap>ŻydByło tam dwóch ,,rabbich" z Zatybrza, przybranych w długie uroczyste szaty, z mitrami na głowach, młody pisarz, ich pomocnik, oraz Chilo. Na widok cezara kapłani pobledli ze wzruszenia i podniósłszy na wysokość ramion ręce, pochylili głowy aż do dłoni.</akap>

<akap_dialog>--- Witaj, monarcho monarchów i królu królów --- rzekł starszy --- witaj, władco ziemi, opiekunie ludu wybranego i cezarze, lwie między ludźmi, którego panowanie jest jako światłość słoneczna i jako cedr libański, i jako źródło, i jako palma, i jako balsam jerychoński!...</akap_dialog>

<akap_dialog>Bóg--- Nie nazywacie mnie bogiem? --- spytał cezar.</akap_dialog>


<akap>Kapłani pobledli jeszcze mocniej, starszy znów zabrał głos:</akap>

<akap_dialog>--- Słowa twoje, panie, są słodkie jako grono winnej macicy i jako figa dojrzała, albowiem Jehowa napełnił dobrocią serce twoje. Lecz poprzednik ojca twego, cezar Kajus, był okrutnikiem, a jednak wysłańcy nasi nie nazywali go bogiem, przekładając śmierć samą nad obrazę Zakonu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- I Kaligula kazał ich rzucić lwom?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie, panie. Cezar Kajus uląkł się gniewu Jehowy.</akap_dialog>


<akap>I podnieśli głowy, albowiem imię potężnego Jehowy dodało im odwagi. Ufni w moc jego, śmielej już patrzyli w oczy Nerona.</akap>

<akap_dialog>--- Oskarżacie chrześcijan o spalenie Rzymu? --- spytał cezar.</akap_dialog>

<akap_dialog>Matka, Żyd--- My, panie, oskarżamy ich tylko, że są nieprzyjaciółmi Zakonu, nieprzyjaciółmi rodu ludzkiego, nieprzyjaciółmi Rzymu i twymi i że od dawna grozili miastu i światu ogniem. Resztę dopowie ci ten człowiek, którego usta nie skalają się kłamstwem, albowiem w żyłach jego matki płynęła krew wybranego narodu.</akap_dialog>


<akap>Nero zwrócił się do Chilona:</akap>

<akap_dialog>--- Kto jesteś?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Twój czciciel, Ozyrysie, a przy tym ubogi stoik...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nienawidzę stoików --- rzekł Nero --- nienawidzę Trazeasza, nienawidzę Muzoniusza i Kornuta. Wstrętna mi jest ich mowa, ich pogarda sztuki, ich dobrowolna nędza i niechlujstwo.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Panie, twój mistrz, Seneka, ma tysiąc stołów cytrusowych. Zechciej tylko, a będę ich miał dwakroć więcej. Jestem stoikiem z potrzeby. Przybierz, o Promienisty, mój stoicyzm w wieniec z róż i postaw przed nim dzban wina, a będzie śpiewał Anakreonta[11] tak, że zgłuszy wszystkich epikurejczyków.</akap_dialog>


<akap>Nero, któremu przypadł do smaku przydomek ,,Promienisty", uśmiechnął się i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Podobasz mi się!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ten człowiek wart tyle złota, ile sam waży --- zawołał Tygellinus.</akap_dialog>


<akap>Chilo zaś odpowiedział:</akap>

<akap_dialog>--- Dopełnij, panie, mojej wagi twoją hojnością, gdyż inaczej wiatr uniesie zapłatę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zaiste, nie przeważyłbyś Witeliusza --- wtrącił cezar.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Eheu, Srebrnołuki, mój dowcip nie jest z ołowiu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Widzę, że twój Zakon nie zabrania ci zwać mnie bogiem?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- O nieśmiertelny! ój Zakon jest w tobie: chrześcijanie bluźnili przeciw temu Zakonowi i dlategom ich znienawidził.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co wiesz o chrześcijanach?</akap_dialog>

<akap_dialog>Łzy, Nuda--- Czy pozwolisz mi płakać, boski?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie --- rzekł Nero --- to mnie nudzi.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- I po trzykroć masz słuszność, albowiem oczy, które cię widziały, powinny raz na zawsze oschnąć z łez. Panie, broń mnie od moich nieprzyjaciół.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mów o chrześcijanach --- rzekła Poppea z odcieniem niecierpliwości.</akap_dialog>

<akap_dialog>Kłamstwo, Zdrada--- Będzie, jak ty każesz, Izydo --- odpowiedział Chilo. --- Oto od młodości poświęciłem się filozofii i szukałem prawdy. Szukałem jej i u dawnych boskich mędrców, i w Akademii w Atenach, i w Serapeum aleksandryjskim. Posłyszawszy o chrześcijanach, sądziłem, że to jest jakaś nowa szkoła, w której będę mógł znaleźć kilka ziarn prawdy, i poznałem się z nimi, na moje nieszczęście! Pierwszym chrześcijaninem, do którego mnie zły los zbliżył, był Glaukos, lekarz w Neapolu. Od niego to dowiedziałem się z czasem, że oni oddają cześć niejakiemu Chrestosowi, który im obiecał wytępić wszystkich ludzi i zniszczyć wszystkie miasta na ziemi, ich zaś zostawić, jeżeli mu pomogą w wytępieniu Deukalionowych dzieci. Dlatego to, o panie, oni nienawidzą ludzi, dlatego zatruwają fontanny, dlatego na zebraniach swych miotają przekleństwa na Rzym i na wszystkie świątynie, w których cześć bywa oddawana naszym bogom. Chrestos był ukrzyżowan, ale obiecał im, że gdy Rzym będzie zniszczony ogniem, wówczas po raz drugi przyjdzie na świat --- i odda im panowanie nad ziemią...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Teraz lud zrozumie, dlaczego Rzym został spalony --- przerwał Tygellinus.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wielu już rozumie, panie --- odpowiedział Chilo --- albowiem chodzę po ogrodach, po polu Marsowym i nauczam. Lecz jeśli mnie zechcecie wysłuchać do końca, zrozumiecie, jakie mam do zemsty powody. KłamstwoGlaukos lekarz nie zdradzał się z początku przede mną, że ich nauka nakazuje nienawiść do ludzi. Owszem, mówił mi, że Chrestos jest dobrym bóstwem i że podstawą jego nauki jest miłość. Tkliwe moje serce nie mogło się oprzeć takim prawdom, więc pokochałem Glaukosa i zaufałem mu. Dzieliłem się z nim każdym kawałkiem chleba, każdym groszem i czy wiesz, panie, jak mi się wypłacił? Oto w drodze z Neapolu do Rzymu pchnął mnie nożem, moją zaś żonę, moją piękną i młodą Berenikę, zaprzedał handlarzom niewolników. Gdyby Sofokles znał moje dzieje... Ale co mówię! Słucha mnie ktoś lepszy niż Sofokles.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Biedny człowiek! --- rzekła Poppea.</akap_dialog>

<akap_dialog>Zdrada--- Kto ujrzał oblicze Afrodyty, nie jest biednym, pani, a ja widzę je w tej chwili. Lecz wówczas szukałem pociechy w filozofii. Przybywszy do Rzymu starałem się trafić do starszych chrześcijańskich, aby uzyskać sprawiedliwość na Glauku. Myślałem, że go zmuszę do oddania mi żony... Poznałem ich arcykapłana, poznałem drugiego, imieniem Paweł, który był tu uwięzion, ale potem został uwolniony, poznałem syna Zebedeusza, poznałem Lina i Kleta, i wielu innych. Wiem, gdzie mieszkali przed pożarem, wiem, gdzie się schodzą, mogę wskazać jedno podziemie we wzgórzu Watykańskim i jeden cmentarz za bramą Nomentańską, na którym odprawują swoje bezecne obrzędy. Widziałem tam Piotra Apostoła, widziałem Glauka, jak mordował dzieci, aby Apostoł miał czym skrapiać głowy obecnych, i widziałem Ligię, wychowankę Pomponii Grecyny, która chełpiła się, że nie mogąc przynieść krwi dziecięcej przynosi jednak śmierć dziecka, albowiem urzekła małą Augustę, córkę twoją, o Ozyrysie, i twoją, o Izydo!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Słyszysz, cezarze! --- rzekła Poppea.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Byćże to może? --- zawołał Nero.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mogłem odpuścić krzywdy własne --- mówił dalej Chilo --- lecz usłyszawszy o waszych chciałem ją nożem pchnąć. Niestety, przeszkodził mi szlachetny Winicjusz, który ją miłuje.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Winicjusz? Wszakże ona od niego uciekła?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ona uciekła, ale on jej szukał, gdyż nie mógł bez niej żyć. Za nędzną zapłatę pomagałem mu jej szukać i ja to wskazałem mu dom, w którym mieszkała wśród chrześcijan na Zatybrzu. Udaliśmy się tam razem, a z nami i twój zapaśnik, Kroto, którego szlachetny Winicjusz najął dla bezpieczeństwa. Lecz Ursus, niewolnik Ligii, zdusił Krotona. Człowiek to strasznej siły, o panie, który bykom skręca głowy tak łatwo, jak by inny skręcał makówki. Aulus i Pomponia miłowali go za to.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Na Herkulesa! --- rzekł Nero. --- Śmiertelnik, który zdusił Krotona, godzien jest mieć posąg na Forum. Ale mylisz się lub zmyślasz, starcze, albowiem Krotona zabił nożem Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak to ludzie okłamują bogów. O panie, ja sam widziałem, jak żebra Krotona łamały się w rękach Ursusa, który następnie powalił i Winicjusza. Byłby go zabił, gdyby nie Ligia. Winicjusz długo potem chorował, lecz oni pielęgnowali go mając nadzieję, że z miłości stanie się chrześcijaninem. Jakoż stał się chrześcijaninem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Winicjusz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak jest.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A może i Petroniusz? --- spytał skwapliwie Tygellin.</akap_dialog>


<akap>Chilo począł wić się, trzeć ręce i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Podziwiam twą przenikliwość, panie! O... być może! Bardzo być może!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Teraz rozumiem, dlaczego tak bronił chrześcijan.</akap_dialog>


<akap>Lecz Nero począł się śmiać.</akap>

<akap_dialog>--- Petroniusz chrześcijaninem!... Petroniusz nieprzyjacielem życia i rozkoszy! Nie bądźcie głupcami i nie chciejcie, abym w to wierzył, gdyż gotówem w nic nie uwierzyć.</akap_dialog>

<akap_dialog>Zemsta--- Lecz szlachetny Winicjusz został chrześcijaninem, panie. Kłamstwo, PrzysięgaPrzysięgam na ten blask, jaki od ciebie bije, że mówię prawdę i że nic nie przejmuje mnie takim obrzydzeniem, jak kłamstwo. Pomponia jest chrześcijanką, mały Aulus jest chrześcijaninem i Ligia, i Winicjusz. Służyłem mu wiernie, on zaś w nagrodę na żądanie Glauka lekarza kazał mnie schłostać, choć jestem stary, a byłem chory i głodny. I przysiągłem na Hades, że mu to zapamiętam. O panie, pomścij na nich moje krzywdy, a ja wam wydam Piotra Apostoła i Linusa, i Kleta, i Glauka, i Kryspa, samych starszych, i Ligię, i Ursusa, wskażę wam ich setki, tysiące, wskażę domy modlitwy, cmentarze, wszystkie wasze więzienia nie obejmą ich!... Beze mnie nie potrafilibyście ich znaleźć! Dotychczas w biedach moich szukałem pociechy tylko w filozofii, niechaj ją teraz znajdę w łaskach, jakie na mnie spłyną... Stary jestem, a nie zaznałem życia, niech odpocznę!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Chcesz być stoikiem przed pełną misą --- rzekł Nero.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kto oddaje przysługę tobie, tym samym ją napełnia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie mylisz się, filozofie.</akap_dialog>


<akap>Ale Poppea nie traciła z myśli swych nieprzyjaciół. Upodobanie jej do Winicjusza było wprawdzie raczej chwilowym zachceniem, powstałym pod wpływem zazdrości, gniewu i obrażonej miłości własnej. A jednak chłód młodego patrycjusza dotknął ją głęboko i napełnił jej serce zawziętą urazą.Zemsta Już to samo, że śmiał przenieść nad nią inną, zdawało jej się występkiem wołającym o pomstę. Co do Ligii, znienawidziła ją od pierwszej chwili, w której zaniepokoiła ją piękność tej północnej lilii. Petroniusz, który mówił o zbyt wąskich biodrach dziewczyny, mógł wmówić, co chciał, w cezara, ale nie w Augustę. Znawczyni Poppea od jednego rzutu oka zrozumiała, że w całym Rzymie jedna Ligia może z nią współzawodniczyć, a nawet ją zwyciężyć. I od tej chwili zaprzysięgła jej zgubę.</akap>

<akap_dialog>--- Panie --- rzekła --- pomścij nasze dziecko!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Śpieszcie się! --- zawołał Chilo. --- Śpieszcie się. Inaczej Winicjusz ją ukryje. Ja wskażę dom, do którego znów wrócili po pożarze.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dam ci dziesięciu ludzi i idź natychmiast --- rzekł Tygellinus.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Panie! Tyś nie widział Krotona w rękach Ursusa: jeśli dasz pięćdziesięciu, pokażę tylko z daleka dom. Ale jeśli nie uwięzicie i Winicjusza, zginąłem.</akap_dialog>


<akap>Tygellin spojrzał na Nerona.</akap>

<akap_dialog>--- Czyby nie było dobrze, o boski, załatwić się zarazem z wujem i siostrzeńcem?</akap_dialog>


<akap>Nero pomyślał chwilę i odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Nie! nie teraz!... Ludzie nie uwierzyliby, gdyby chciano w nich wmówić, że Petroniusz, Winicjusz lub Pomponia Grecyna podpalili Rzym. Zbyt piękne mieli domy... Dziś trzeba innych ofiar, a tamtych kolej przyjdzie później.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Więc daj mi, panie, żołnierzy, by mnie strzegli --- rzekł Chilo.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tygellin pomyśli o tym.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zamieszkasz tymczasem u mnie --- rzekł prefekt.</akap_dialog>


<akap>Radość poczęła bić od twarzy Chilona.</akap>

<akap_dialog>Zdrada--- Wydam wszystkich! Tylko się śpieszcie! Śpieszcie się! --- wołał ochrypłym głosem.</akap_dialog>

Przypisy

  1. <slowo_obce>syrma</slowo_obce> --- szata noszona przez aktorów w tragedii.
  2. Niobidzi --- chodzi o dzieci Niobe.
  3. <slowo_obce>kohorta</slowo_obce> --- oddział wojska, dziesiąta część legionu.
  4. <slowo_obce>Panem et circenses!</slowo_obce> (łac.) --- zawołanie ludu o chleb i igrzyska.
  5. <slowo_obce>epilimma</slowo_obce> ( z gr.) --- pachnidła, wonności.
  6. <slowo_obce>w pobok</slowo_obce> (daw.) --- z boku, po bokach.
  7. <slowo_obce>Pax vobiscum</slowo_obce> (łac.) --- pokój z wami.
  8. <slowo_obce>proskrypcja</slowo_obce> (z łac.) --- wyrok śmierci bez sądu.
  9. Klio (mit. gr.) --- muza historii.
  10. Libertydy (mit. gr.) --- muzy.
  11. Anakreont (VIw. p.n.e.) --- poeta grecki, autor pieśni biesiadnych.