Lektury: Rozdziały 36-40

Edytuj
Komentarze              Archiwum wersji (wszystkie edycje)

Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki

<naglowek_rozdzial>Rozdział trzydziesty szósty</naglowek_rozdzial>



<akap>WładzaWiadomo było w Rzymie, że cezar chce odwiedzić po drodze Ostię, a raczej największy statek na świecie, który świeżo przywiózł był zboże z Aleksandrii, stamtąd zaś drogą Pobrzeżną[1] uda się do Ancjum. Rozkazy były wydane już kilka dni temu, dlatego od rana przy Porta Ostiensis zbierały się tłumy złożone z miejscowej gawiedzi i wszystkich narodów świata, by oczy nasycić widokiem orszaku cesarskiego, któremu plebs rzymski nigdy nie mógł się dostatecznie napatrzyć. Do Ancjum droga nie była trudna ni daleka, w samym zaś mieście, złożonym z urządzonych wspaniale pałaców i willi, można było znaleźć wszystko, czego wymagała wygoda, a nawet najwyszukańszy ówczesny zbytek. SługaJednakże cezar miał zwyczaj zabierać ze sobą w drogę wszelkie przedmioty, w których miał upodobanie, począwszy od narzędzi muzycznych i sprzętów domowych, skończywszy na posągach i mozaikach, które układano nawet wówczas, gdy chciał na krótką tylko chwilę zatrzymać się w drodze czy to dla odpoczynku, czy to dla posiłku. Z tego powodu towarzyszyły mu w każdej wycieczce całe zastępy sług, nie licząc oddziałów pretoriańskich i augustianów, z których każdy miewał osobny orszak niewolników.</akap>


<akap>UrodaWczesnym rankiem dnia tego pastuchy z Kampanii, przyodziani w koźle skóry na nogach i z twarzami spieczonymi przez słońce, przepędzili naprzód przez bramę pięćset oślic, aby Poppea nazajutrz po przybyciu do Ancjum mogła mieć swą zwyczajną kąpiel w ich mleku. Gawiedź ze śmiechem i zadowoleniem patrzyła na kołyszące się wśród kłębów kurzu długie uszy stada i z radością słuchała świstu biczów oraz dzikich okrzyków pastuchów. Po przejściu oślic roje pachołków rzuciły się na drogę i oczyściwszy ją starannie, poczęły posypywać kwiatami i igliwiem pinii. W tłumach powtarzano sobie z pewnym uczuciem dumy, że cała droga aż do Ancjum miała być tak przytrzaśnięta kwieciem, które zebrano z ogrodów prywatnych z okolicy, a nawet zakupiono za drogie pieniądze od przekupek przy Porta Mugionis. LudW miarę jak upływały godziny poranku, ciżba zwiększała się z każdą chwilą. Niektórzy poprzyprowadzali całe rodziny, by zaś czas nie wydał się im zbyt długi, rozkładali zapasy żywności na kamieniach przeznaczonych pod nową świątynię Cerery i jedli prandium pod gołym niebem. Gdzieniegdzie potworzyły się gromady, w których rej wodzili bywalcy. PodróżRozprawiano z powodu wyjazdu cesarskiego o jego przyszłych podróżach i o podróżach w ogóle, przy czym majtkowie i wysłużeni żołnierze opowiadali dziwy o krajach, o których zasłyszeli w czasie dalekich wypraw, a w których nie postała dotąd noga rzymska. Mieszczuchowie, którzy nie byli nigdy w życiu dalej jak na Via Appia, słuchali ze zdumieniem o cudach Indii i Arabii, o archipelagach otaczających Brytanię, gdzie na pewnej wysepce Briarius więził uśpionego Saturna i gdzie mieszkały duchy, o krainach hiperborejskich, o stężałych[2] morzach, o syczeniu i ryku, jaki wydawały wody Oceanu w chwili, gdy zachodzące słońce zanurzało się w topieli. Łatwo znajdowały wiarę wśród hałastry podobne wieści, w które wierzyli tacy nawet ludzie, jak Pliniusz i Tacyt. OkrętMówiono również o owym okręcie, który miał zwiedzić cezar, iż wiezie na dwa lata pszenicy, nie licząc czterystu podróżnych, tyleż załogi i mnóstwa dzikich zwierząt, które miały być użyte w czasie letnich igrzysk. Jednało to ogólną przychylność dla cezara, który nie tylko karmił, ale bawił lud. Gotowano się też na pełne zapału powitanie.</akap>


<akap>ŻołnierzTymczasem ukazał się oddział numidyjskich[3] jeźdźców, należących do wojsk pretoriańskich. Przybrani byli w żółte szaty, czerwone przepaski i wielkie zausznice, rzucające złoty blask na ich czarne twarze. Ostrza ich bambusowych dzid świeciły w słońcu jak płomyki. Po przejściu ich rozpoczął się pochód podobny do procesji. BogactwoTłumy cisnęły się, by bliżej przypatrzeć się przejściu, lecz nadeszły oddziały pieszych pretorianów i ustawiwszy się wzdłuż po jednej i drugiej stronie bramy, broniły przystępu do drogi. DwórSzły naprzód wozy wiozące namioty z purpury, czerwone i fioletowe, i namioty z białego jak śnieg byssu przetykanego złotymi nićmi, i kobierce wschodnie, i stoły cytrusowe, i kawałki mozaik, sprzęty kuchenne, i klatki z ptakami ze Wschodu, Południa i Zachodu, których mózgi lub języki miały iść na stół cesarski, i amfory z winem, i kosze z owocami. Lecz przedmioty, których nie chciano narażać na pogięcie lub potłuczenie na wozach, nieśli piesi niewolnicy. Widziano więc całe setki ludzi niosących naczynia i posążki z miedzi korynckiej; widziano osobnych do waz etruskich, osobnych do greckich, osobnych do naczyń złotych, srebrnych lub wyrobionych ze szkła aleksandryjskiego. Przegradzały ich małe oddziały pretorianów pieszych i konnych, nad każdym zaś niewolniczym zastępem czuwali dozorcy uzbrojeni w bicze, zakończone kawałkami ołowiu i żelaza zamiast trzaskawek. Pochód, złożony z ludzi niosących z uwagą i skupieniem rozmaite przedmioty, wyglądał jak jakaś uroczysta procesja religijna, a podobieństwo stawało się jeszcze wyraźniejsze, gdy poczęły iść narzędzia muzyczne cezara i dworu. Widać tam było harfy, lutnie greckie, lutnie hebrajskie, i egipskie, liry, formingi[4], cytry, piszczałki, długie powyginane bucyny[5] i cymbały. Patrząc na to morze instrumentów, połyskujących w słońcu złotem, brązem, drogimi kamieniami i perłowcem, można by sądzić, że Apollo lub Bachus wybrali się w podróż po świecie. Za czym pojawiły się wspaniałe karruki, pełne skoczków, tancerzy, tancerek malowniczo zgrupowanych, z tyrsami w ręku. UrodaZa nimi jechali niewolnicy przeznaczeni nie do posług, lecz do zbytku: więc pacholęta i małe dziewczątka, wybrane z całej Grecji i Azji Mniejszej; długowłose lub z wijącymi się puklami ujętymi w złote siatki, podobne do amorów, o twarzach cudnych, ale całkiem pokrytych grubą warstwą kosmetyków z obawy, by delikatnej ich płci nie opalił wiatr Kampanii.</akap>


<akap>I znów następował pretoriański oddział olbrzymich Sykambrów, brodatych, jasno- i rudowłosych, a błękitnookich. Przed nimi chorążowie, zwani imaginarii, nieśli orły rzymskie, tablice z napisami, posążki bogów germańskich i rzymskich, a wreszcie posążki i popiersia cezara. Spod skór i pancerzy żołnierskich wyglądały ramiona ogorzałe i silne jak machiny wojenne, zdolne władać ciężką bronią, w którą zbrojne były tego rodzaju straże. Ziemia zdawała się uginać pod ich równym, ciężkim krokiem, oni zaś jakby świadomi swej siły, której mogli użyć przeciw samym cezarom, spoglądali wyniośle na czerń uliczną, widocznie zapominając, że wielu z nich przyszło do tego miasta w łańcuchach. Lecz była ich garść nieznaczna, główne bowiem pretoriańskie siły pozostawały w obozach na miejscu, by czuwać nad miastem i trzymać je w ryzach.Zwierzęta Gdy przeszli, wiedziono pociągowe tygrysy i lwy Nerona, aby jeśli mu przyjdzie chęć naśladować Dionizosa, było co zaprząc do pochodowych wozów. Prowadzili je Hindusi i Arabowie na stalowych łańcuchach z pętlicą, ale owiniętych tak w kwiaty, że zdawały się z samych kwiatów uwite. Przyswojone przez biegłych bestiariów zwierzęta patrzyły na tłumy swymi zielonymi, jakby sennymi oczyma, czasem zaś wznosząc olbrzymie głowy, wciągały chrapliwie w nozdrza wyziewy ludzkie, oblizując kolczastymi językami paszcze.</akap>


<akap>Szły jeszcze wozy cesarskie i lektyki, większe i mniejsze, złote lub purpurowe, wykładane kością słoniową, perłami lub grające blaskiem klejnotów; za nimi znów mały oddział pretorianów w rzymskich zbrojach złożony z samych italskich żołnierzy-ochotników[6]; znów tłumy wykwintnej służby niewolniczej i chłopiąt, a wreszcie jechał sam cezar, którego zbliżanie się zwiastował z daleka okrzyk tłumów.</akap>


<akap>W ciżbie znajdował się i Piotr Apostoł, który raz w życiu chciał ujrzeć cezara. Towarzyszyła mu Ligia, mając twarz ukrytą pod gęstą zasłoną, i SiłaUrsus, którego siła stanowiła najpewniejszą dla dziewczyny opiekę pośród niesfornych i rozpasanych tłumów. Lig wziął w ręce jeden z głazów przeznaczonych pod budowę świątyni i przyniósł go Apostołowi, aby ten, wstąpiwszy na niego, mógł lepiej widzieć od innych. Ciżba poczęła z początku szemrać, gdyż Ursus rozsuwał ją, jak statek rozsuwa fale, gdy jednak sam jeden podniósł kamień, którego czterech najtęższych z ludu mocarzy nie zdołałoby poruszyć, szemranie zmieniło się w podziw i okrzyki: ,,Macte![7]", odezwały się naokoło. Lecz tymczasem nadjechał cezar. Siedział na wozie mającym kształt namiotu, ciągnionym przez sześć białych idumejskich ogierów[8], podkutych złotem. Wóz miał kształt namiotu z otwartymi umyślnie bokami, tak aby tłumy mogły cezara widzieć. PróżnośćMogło się tam pomieścić kilka osób, lecz Nero chcąc, by uwaga skupiała się wyłącznie na nim, jechał przez miasto sam, mając u nóg tylko dwóch karzełków-wyrodków. Przybrany był w białą tunikę i w ametystową togę, która rzucała sinawy blask na jego oblicze. Na głowie miał laurowy wieniec. Od czasu wyjazdu do Neapolis utył znacznie. Twarz mu się rozlała; pod dolną szczęką zwieszał się podwójny podbródek, przez co usta jego, zawsze zbyt blisko nosa położone, teraz zdawały się być wycięte tuż pod nozdrzami. UrodaGrubą szyję osłaniał, jak zwykle, chustką jedwabną, którą poprawiał co chwila ręką białą i tłustą, porośniętą na przegubie rudawym włosem tworzącym jakby krwawe plamy, którego nie pozwolił wyrywać sobie epilatorom, gdyż mu powiedziano, że sprowadza to drżenie palców i przeszkadza w grze na lutni. Bezdenna próżność malowała się, jak zawsze, na jego twarzy, w połączeniu ze zmęczeniem i nudą. W ogóle była to twarz zarazem straszna i błazeńska. Jadąc obracał głowę na obie strony, przymrużając chwilami oczy i nasłuchując bacznie, jak go witają. Witała go burza oklasków i okrzyki: Fałsz, Pozory,,Witaj, boski! Cezarze, imperatorze, witaj, zwycięski! Witaj, niezrównany --- synu Apollina, Apollinie!" Słuchając tych słów uśmiechał się, lecz Ludchwilami przelatywała mu po twarzy jakby chmura, tłum bowiem rzymski był szyderczy i zaufany w liczbę pozwalał sobie na drwiące docinki nawet względem wielkich tryumfatorów, takich, których istotnie kochał i szanował. Wszakże wiadomo było, że niegdyś krzyczano przy wjeździe Juliusza Cezara do Rzymu: ,,Obywatele, pochowajcie żony, bo wjeżdża urwis z łysiną!" Lecz potworna miłość własna Nerona nie znosiła najmniejszych przygan ni docinków, tymczasem w tłumie wśród okrzyków pochwalnych odzywały się wołania: Proroctwo,,Miedzianobrody!... Miedzianobrody! Dokąd wieziesz swą płomienną brodę? Czy boisz się, by Rzym od niej nie spłonął?" I ci, którzy tak wołali, nie wiedzieli, że żart ich kryje w sobie straszliwe proroctwo. Cezara niezbyt zresztą gniewały podobne głosy, tym bardziej że brody nie nosił, albowiem dawniej jeszcze ofiarował ją w złotej puszce Jowiszowi Kapitolińskiemu. Lecz inni, ukryci za stosami głazów i przy zrębie świątyni, krzyczeli: ,,Matricida[9]! Nero! Orestes[10]! Alkmeon[11]!", a inni: ,,Gdzie Oktawia?", ,,Oddaj purpurę[12]!" --- na jadącą zaś tuż za nim Poppeę wołano: ,,Flava coma[13]!" --- którą to nazwą oznaczano ulicznice. Muzykalne ucho Nerona chwytało i takie okrzyki, a wówczas podnosił palcami do oka swój wypolerowany szmaragd, jakby chcąc zobaczyć i zapamiętać tych, którzy je wydali. WładzaW ten sposób wzrok jego zatrzymał się na stojącym na kamieniu Apostole. Przez chwilę dwaj ci ludzie patrzyli na siebie, nikomu zaś ni z tego świetnego orszaku, ni z tych nieprzeliczonych tłumów nie przyszło na myśl, że spoglądają na siebie w tej minucie dwaj władcy ziemi, z których jeden minie wkrótce jak krwawy sen, drugi zaś, ów starzec przybrany w prostaczą lacernę, obejmie w wieczyste posiadanie świat i miasto.</akap>


<akap>DwórTymczasem cezar przejechał, a tuż za nim ośmiu Afrów przeniosło wspaniałą lektykę, w której siedziała znienawidzona przez lud Poppea. Przybrana, jak i Nero, w szatę ametystowej barwy, z grubym pokładem kosmetyków na twarzy, nieruchoma, zamyślona i obojętna, wyglądała jak jakieś bóstwo zarazem piękne i złe, które niesiono jak na procesji. Ciągnął w jej ślady znów cały dwór męskiej i żeńskiej służby oraz szeregi wozów z przyborami do wygód i stroju. Słońce dobrze już schodziło z południa, gdy zaczął się przejazd augustianów --- korowód świetny, migotliwy, mieniący się jak wąż i nieskończony. Leniwy Petroniusz, życzliwie witany przez tłumy, kazał się wraz ze swoją do bogini podobną niewolnicą nieść w lektyce. Tygellinus jechał w karruce ciągniętej przez małe koniki przybrane w białe i purpurowe pióra. Widziano go, jak wstawał z wozu i wyciągając szyję wypatrywał, rychło mu li cezar da znak, żeby się do niego przesiadł. Spośród innych tłumy witały oklaskami Licynianusa Pizona, śmiechem Witeliusza, gwizdaniem Watyniusza. Względem Licyniusza i Lekaniusza, konsulów, zachowywano się obojętnie, lecz Tuliusz Senecjo, którego lubiono nie wiadomo za co, równie jak i Westynus zyskali poklask tłuszczy. Dwór był nieprzeliczony. Zdawało się, że wszystko, co jest bogatsze i świetniejsze lub znakomite w Rzymie, emigruje do Ancjum. Nero nigdy nie podróżował inaczej, jak w tysiąc wozów, zastęp zaś towarzyszących mu prawie zawsze przenosił liczbę żołnierzy w legii[14]. Pokazywano więc sobie i Domicjusza Afra, i zgrzybiałego Lucjusza Saturnina; widziano Wespazjana, który nie był jeszcze wyciągnął na swą wyprawę do Judei, z której wrócił dopiero po koronę cesarską, i jego synów, i młodego Nerwę, i Lukana, i Anniusza Gallona, i Kwintianusa, i mnóstwo kobiet znanych z bogactw, piękności, zbytku i rozpusty. Oczy tłuszczy przenosiły się ze znajomych twarzy na uprzęże, wozy, konie, dziwaczne stroje służby, złożonej ze wszystkich narodów świata. BogactwoW tej powodzi przepychu i wielkości nie wiadomo było, na co patrzeć, i nie tylko oczy, ale i myśl olśniewała od tych blasków złotych, od tych barw purpury i fioletu, od migotania drogich kamieni, od połysków bisiorów, perłowca, kości słoniowej. Zdawało się, że same promienie słoneczne rozpraszają się w tej świetnej topieli. Lud, TłumA choć wśród tłuszczy nie brakło nędzarzy z zaklęśniętymi brzuchami i głodem w oczach, przecie widok ów zapalał ich nie tylko chęcią użycia i zazdrością, ale napełniał zarazem rozkoszą i dumą, dając poczucie tej mocy i niepożytości[15] Rzymu, na którą się składał i przed którą klęczał świat. Jakoż w świecie całym nie było nikogo, kto by śmiał mniemać, że ta potęga nie przetrwa wszystkich wieków, nie przeżyje wszystkich narodów i że coś może jej na ziemi się oprzeć.</akap>


<akap>Winicjusz, jadąc na końcu orszaku, na widok Apostoła i Ligii, której nie spodziewał się widzieć, wyskoczył z wozu i powitawszy ich z rozpromienioną twarzą, począł mówić przyśpieszonym głosem jak człowiek, który nie ma czasu do stracenia:</akap>

<akap_dialog>--- Przyszłaś? Nie wiem, jak ci mam dziękować, o Ligio!... Bóg nie mógł mi zesłać lepszej wróżby. Pozdrawiam cię jeszcze, żegnając, ale nie żegnam na długo. Po drodze rozstawię konie partyjskie i w każdy dzień wolny będę przy tobie, póki powrotu sobie nie wyproszę. Bądź zdrowa!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bądź zdrów, Marku --- odrzekła Ligia i potem dodała ciszej:</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niech cię Chrystus prowadzi i otworzy ci duszę na słowa Pawła.</akap_dialog>


<akap>On zaś ucieszył się w sercu, iż chodzi jej o to, by prędko został chrześcijaninem, więc odpowiedział:</akap>

<akap_dialog>--- Ocelle mi! Niech się tak stanie, jak mówisz. Paweł woli jechać między mymi ludźmi, ale jest ze mną i będzie mi mistrzem i towarzyszem... Uchyl zasłony, radości moja, abym cię jeszcze ujrzał przed drogą. Czemu się tak zakryłaś?</akap_dialog>


<akap>Ona podniosła ręką zasłonę i ukazała mu swą jasną twarz i cudne śmiejące się oczy, pytając:</akap>

<akap_dialog>--- To źle?</akap_dialog>


<akap>I uśmiech jej miał w sobie trochę dziewczęcej przekory, lecz Winicjusz, patrząc na nią z uniesieniem, odpowiedział:</akap>

<akap_dialog>Oko--- Źle dla oczu moich, które niechby do śmierci patrzyły na ciebie jedną.</akap_dialog>


<akap>Po czym zwrócił się do Ursusa i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Ursusie, pilnuj jej jak źrenicy oka, bo to nie tylko twoja, lecz i moja --- domina!</akap_dialog>


<akap>To powiedziawszy chwycił jej rękę i przycisnął do niej usta ku wielkiemu zdumieniu gawiedzi, która nie mogła zrozumieć oznaki takiej czci ze strony świetnego augustianina dla dziewczyny przybranej w proste, niemal niewolnicze szaty.</akap>

<akap_dialog>--- Bądź zdrowa...</akap_dialog>


<akap>Po czym oddalił się prędko, gdyż cały orszak cezariański posunął się był znacznie naprzód. Apostoł Piotr przeżegnał go nieznacznym znakiem krzyża, zaś dobry Ursus począł go zaraz wysławiać, rad, że młoda pani słucha chciwie i patrzy na niego z wdzięcznością.</akap>


<akap>Orszak oddalał się i przesłaniał kłębami złotej kurzawy, lecz oni patrzyli jeszcze długo w ślad za nim, póki nie zbliżył się do nich Demas młynarz, ten sam, u którego pracował nocami Ursus.</akap>


<akap>Ów ucałowawszy rękę Apostoła począł go prosić, by wstąpili do niego na posiłek, mówiąc, że dom jego jest blisko Emporium, oni zaś muszą być głodni i zmęczeni spędziwszy większą część dnia przy bramie.</akap>


<akap>Poszli więc razem i odpocząwszy, i posiliwszy się w jego domu, pod wieczór dopiero wracali na Zatybrze. Mając zamiar przejść rzekę przez most Emiliusza, szli przez Clivus Publicus, idący środkiem wzgórza Awentyńskiego między świątyniami Diany i Merkurego. MiastoApostoł Piotr patrzył z wyżyny na otaczające go i na dalsze, ginące w oddaleniu gmachy i pogrążywszy się w milczeniu, rozmyślał nad ogromem i władzą tego miasta, do którego przyszedł opowiadać słowo Boże. Dotychczas widywał on panowanie rzymskie i legiony w różnych krajach, po których wędrował, lecz były to jakby pojedyncze członki tej siły, której uosobienie w postaci cezara ujrzał dziś po raz pierwszy.Siła, Władza To miasto niezmierne, drapieżne i chciwe, a zarazem wyuzdane, zgniłe do szpiku kości, a zarazem niewzruszone w swej nadludzkiej mocy, ten cezar, bratobójca, matkobójca i żonobójca, za którym wlókł się nie mniejszy od jego dworu orszak krwawych mar, ten rozpustnik i błazen, a zarazem pan trzydziestu legii, a przez nie ziemi całej; ci dworzanie, pokryci złotem i szkarłatem, niepewni jutra, a zarazem władniejsi od królów --- wszystko to razem wzięte wydało mu się jakimś piekielnym królestwem zła i nieprawości. ZłoI zadziwił się w sercu prostaczym, jak Bóg może dawać tak niepojętą wszechmoc szatanowi i jak może oddawać mu ziemię, by ją miesił, przewracał, deptał, wyciskał łzy i krew; wichrzył jak wicher, burzył jak burza, palił jak płomień. A od tych myśli zatrwożyło się jego apostolskie serce i począł mówić w duchu do Mistrza: ,,Panie, co pocznę wobec tego miasta, do którego mnie posłałeś? Jego są morza i lądy, jego zwierz na ziemi i twór wodny, jego są inne królestwa i grody, i trzydzieści legii, które ich strzegą, a jam, Panie, rybak z jeziora! Co pocznę? I jakoż jego złość przezwyciężę?"</akap>


<akap>Tak mówiąc wznosił swą siwą, drżącą głowę ku niebu, modląc się i wołając z głębi serca do swego Boskiego Mistrza, pełen smutku i trwogi.</akap>


<akap>A wtem modlitwę przerwał mu głos Ligii, która rzekła:</akap>

<akap_dialog>Omen, Słońce, Światło--- Miasto całe jak w ogniu...</akap_dialog>


<akap>Rzeczywiście słońce zachodziło dnia tego dziwnie. Ogromna jego tarcza zasunęła się już do połowy za Janikulskie wzgórze, cały zaś przestwór nieba napełnił się czerwonym blaskiem. Z miejsca, na którym stali, wzrok ich obejmował znaczne przestrzenie. Nieco na prawo widzieli wydłużone mury Circus Maximus, nad nim piętrzące się pałace Palatynu, a wprost przed sobą, za Forum Boarium i Velabrum, szczyt Kapitolu ze świątynią Jowisza. Ale mury, kolumny i szczyty świątyń były jakby zanurzone w ów blask złoty i purpurowy. Widne z dala części rzeki płynęły jakby krwią i w miarę jak słońce zasuwało się coraz bardziej za wzgórze, blask czynił się coraz czerwieńszy, coraz do łuny pożaru podobniejszy, i wzmagał się, rozszerzał, aż wreszcie objął siedem wzgórz, z których zdawał się spływać na całą okolicę.</akap>

<akap_dialog>--- Miasto całe jak w ogniu --- powtórzyła Ligia.</akap_dialog>


<akap>GniewA Piotr przysłonił oczy ręką i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Gniew Boży jest nad nim.</akap_dialog>






<naglowek_rozdzial>Rozdział trzydziesty siódmy</naglowek_rozdzial>



<akap>Winicjusz do Ligii:</akap>


<akap>List,,Niewolnik Flegon, przez którego posyłam ci ten list, jest chrześcijaninem, będzie zatem jednym z tych, którzy otrzymają wolność z rąk twoich, najdroższa moja. Stary to sługa naszego domu, mogę więc pisać przez niego z całą ufnością i bez obawy, aby list wpadł w inne ręce niż twoje. Piszę z Laurentum, gdzie zatrzymaliśmy się z powodu upału. Otho posiadał tu wspaniałą willę, którą swego czasu darował Poppei, a ta, lubo rozwiedziona z nim, uznała za stosowne zatrzymać piękny podarek... Miłość spełnionaGdy myślę o tych kobietach, które mnie teraz otaczają, i o tobie, wydaje mi się, że z kamieni Deukaliona[16] musiały powstać różne, zgoła do siebie niepodobne gatunki ludzi, i że ty należysz do tego, który się zrodził z kryształu. Podziwiam cię i kocham z całej duszy tak, że chciałbym ci mówić tylko o tobie i trzeba mi się zmuszać, bym ci pisał o podróży, o tym, co się ze mną dzieje, i o nowinach dworskich. Cezar był więc gościem Poppei, która w tajemnicy przygotowała wspaniałe przyjęcie. Niewielu zresztą zaprosiła augustianów, ale i ja, i Petroniusz dostaliśmy wezwanie. Morze , ZabawaPo prandium pływaliśmy złotymi łodziami po morzu, które było tak ciche, jakby spało, a tak niebieskie jak twoje oczy, o boska. Wiosłowaliśmy sami, albowiem pochlebiało to widocznie Auguście, że ją wiozą konsularni mężowie albo ich synowie. Cezar, stojąc u rudla[17] w purpurowej todze, śpiewał hymn na cześć morza, który ułożył poprzedniej nocy i do którego dorobił muzykę wraz z Diodorem. Na innych łodziach wtórowali niewolnicy z Indii, którzy umieją grać na konchach morskich, a wkoło ukazywały się liczne delfiny, jakby istotnie wywabione z głębin Amfitrydy muzyką. A ja, czy wiesz, com czynił? Otom myślał o tobie i tęskniłem za tobą, i chciałem zabrać to morze, i tę pogodę, i tę muzykę, i oddać wszystko tobie. Czy chcesz, byśmy kiedyś zamieszkali nad brzegiem morskim, Augusto moja, z dala od Rzymu? Mam w Sycylii ziemię, gdzie jest las migdałów, które wiosną kwitną różowo, a schodzą tak blisko do morza, że końce gałęzi prawie dotykają się wody. Tam będę kochał ciebie i wielbił tę naukę, której mnie Paweł nauczył, bo to już wiem, że ona nie przeciwi się[18] miłości i szczęściu. Czy chcesz? Lecz nim odpowiedź z twoich kochanych ust usłyszę, piszę ci dalej, co się zdarzyło na łodzi. NiebezpieczeństwoSkoro brzeg został już daleko za nami, ujrzeliśmy żagiel w dali przed sobą i wnet powstała sprzeczka, czy to zwyczajna łódź rybacka, czy wielki statek z Ostii. Rozpoznałem go pierwszy, a wówczas Augusta rzekła, że dla moich oczu nie ma widocznie nic skrytego, i spuściwszy nagle na twarz zasłonę, spytała, czy i tak bym nawet ją rozpoznał. Petroniusz odpowiedział zaraz, że za chmurą nawet i słońca dostrzec nie można, lecz ona niby się śmiejąc, mówiła, iż tak bystry wzrok chyba jedna miłość mogłaby oślepić, i wymieniając różne augustianki poczęła pytać i zgadywać, w której się kocham. Odpowiadałem spokojnie, lecz ona w końcu wymieniła i twoje imię. Mówiąc o tobie odkryła znów twarz i poczęła patrzeć na mnie złymi i zarazem badawczymi oczyma. Prawdziwą wdzięczność czuję dla Petroniusza, który pochylił w tej chwili łódź, przez co uwaga powszechna odwróciła się ode mnie; gdybym był bowiem usłyszał o tobie niechętne lub szyderskie[19] słowa, byłbym nie umiał ukryć gniewu i musiałbym walczyć z chęcią rozbicia wiosłem głowy tej przewrotnej i złej kobiecie... Wszak pamiętasz, com ci w wigilię wyjazdu opowiadał w domu Linusa o zajściu na stawie Agryppy? Petroniusz boi się o mnie i jeszcze dziś zaklinał mnie, bym nie drażnił miłości własnej Augusty. Ale Petroniusz już mnie nie rozumie i nie wie, że poza tobą nie masz dla mnie ni rozkoszy, ni piękności, ni kochania i że dla Poppei mam tylko wstręt i pogardę. Tyś już bardzo zmieniła duszę moją i tak dalece, że do dawnego życia już bym nawet wrócić nie umiał. Lecz nie obawiaj się, aby mnie tu mogło spotkać coś złego. Poppea nie kocha mnie, bo ona nikogo kochać niezdolna, i jej zachcianki płyną tylko z gniewu na cezara, który jest jeszcze pod jej wpływem i który może nawet ją jeszcze miłuje, wszelako już jej nie szczędzi i nie ukrywa przed nią swego bezwstydu i swych występków. BezpieczeństwoPowiem ci zresztą i inną rzecz, która cię uspokoić powinna: oto Piotr rzekł mi na wyjezdnym, abym się nie obawiał cezara, gdyż włos nie spadnie z głowy mojej, i ja mu wierzę. LosJakiś głos mówi mi w duszy, że każde słowo jego musi się spełnić, że zaś on pobłogosławił miłość naszą, więc ani cezar, ani wszystkie potęgi Hadesu, ani samo nawet Przeznaczenie nie zdoła mi cię odebrać, o Ligio! Gdy o tym myślę, jestem szczęśliwy, jak gdybym był Niebem, które samo jedno jest szczęśliwe i spokojne. Lecz ciebie, chrześcijankę, może uraża to, co mówię o Niebie i Przeznaczeniu? W takim razie przebacz mi, bo grzeszę niechcący. Chrzest jeszcze nie obmył mnie, ale serce moje jest jako czara próżna, którą Paweł z Tarsu ma napełnić słodką nauką waszą, tym słodszą dla mnie, że jest twoją. Ty, boska, policz mi za zasługę choć to, żem z tej czary wylał płyn, który ją napełniał poprzednio, i że nie cofam jej, ale ją wyciągam jak człowiek spragniony, który stanął u czystego zdroju. Niech znajdę łaskę w twych oczach. W Ancjum dni i noce będą mi schodziły na słuchaniu Pawła, który wśród moich ludzi w pierwszym już dniu podróży pozyskał wpływ taki, że otaczają go bez ustanku, widząc w nim nie tylko teumaturga[20], ale nadprzyrodzoną niemal istotę. Wczoraj widziałem radość na jego twarzy, a gdym go spytał, co czyni, odrzekł mi: ,,Sieję". Petroniusz wie, iż on znajduje się między mymi ludźmi, i pragnie go widzieć, jak również Seneka, który słyszał o nim od Gallona. Ale już gwiazdy bledną, o Ligio, a poranny ,,Lucyfer"[21] świeci coraz mocniej. Wkrótce jutrzenka zaróżowi morze --- i śpi wszystko naokół, tylko ja myślę o tobie i kocham cię. Bądź pozdrowiona wraz z zorzą ranną, <slowo_obce>sponsa mea</slowo_obce>[22]!"</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział trzydziesty ósmy</naglowek_rozdzial>



<akap>Winicjusz do Ligii:</akap>


<akap>List,,Czyś ty, droga, była kiedy z Aulusami w Ancjum? Jeśli nie, będę szczęśliwy, gdy ci je z czasem pokażę. Już od Laurentum ciągną się na pobrzeżu wille jedna za drugą, a samo Ancjum to nieskończony szereg pałaców i portyków, których kolumny przeglądają się czasu pogody w wodzie. Mam i ja tu siedzibę tuż nad wodą, z oliwnikiem i lasem cyprysów za willą, i gdy pomyślę, że ta siedziba stanie się kiedyś twoją, bielsze wydają mi się jej marmury, cienistsze ogrody i lazurowsze[23] morze. O Ligio, jak dobrze jest żyć i kochać! KwiatyStary Menikles, który zarządza tu willą, posadził na łąkach pod mirtami całe kępy irysów i na ich widok przyszedł mi na myśl dom Aulusów, wasze impluvium i wasz ogród, w którym siadywałem przy tobie. I tobie te irysy będą przypominały dom rodzinny, dlatego jestem pewien, że polubisz Ancjum i tę willę. Zaraz po przybyciu długo rozmawialiśmy z Pawłem przy prandium. Mówiliśmy o tobie, a potem on począł nauczać, ja zaś słuchałem długo i to ci powiem tylko, że gdybym nawet tak umiał pisać jak Petroniusz, jeszcze bym nie potrafił wypowiedzieć ci wszystkiego, co przeszło mi przez myśl i duszę. Jam się nie spodziewał, że może być na świecie jeszcze takie szczęście, piękność i spokój, o których ludzie dotąd nie wiedzą. Lecz to wszystko chowam na rozmowę z tobą, gdy z pierwszą wolną chwilą przybędę do Rzymu. PokusaPowiedz mi, jak ziemia może pomieścić razem takich ludzi, jak Piotr Apostoł, jak Paweł z Tarsu i cezar? Pytam dlatego, żem wieczór po nauce Pawła spędził u Nerona, i czy wiesz, com tam usłyszał? Oto naprzód on sam czytał swój poemat o zburzeniu Troi i począł narzekać, że nigdy nie widział płonącego miasta. Zazdrościł Priamowi i zwał go szczęśliwym człowiekiem dlatego właśnie, iż mógł oglądać pożogę i zgubę ojczystego grodu. Na to Tygellinus rzekł:Próżność, Pycha ,,Powiedz słowo, boski, a wezmę pochodnię i nim noc upłynie, ujrzysz płonące Ancjum". Lecz cezar nazwał go głupcem. ,,Gdzież --- mówił --- przyjeżdżałbym oddychać morskim powietrzem i ochraniać ten głos, którym obdarzyli mnie bogowie i o który, jak mówią, dla dobra ludu dbać powinienem? Zali nie Rzym mi szkodzi, zali nie duszne wyziewy z Subury i Eskwilinu nabawiają mnie chrypki i czyż palący się Rzym nie przedstawiałby stokroć wspanialszego i tragiczniejszego widoku od Ancjum?" Sztuka, Wizja Tu wszyscy poczęli mówić, jaką tragedią niesłychaną byłby obraz takiego miasta, które podbiło świat, zmienionego w kupę siwych popiołów. Cezar zapowiedział, że wówczas poemat jego przeszedłby pieśni Homera, a potem jął mówić, jak odbudowałby miasto i jak by potomne wieki musiały podziwiać jego dzieło, wobec którego zmalałyby wszystkie inne dzieła ludzkie. Wówczas pijani biesiadnicy poczęli wołać: ,,Uczyń to! Uczyń!", on zaś rzekł: ,,Musiałbym mieć wierniejszych i bardziej oddanych mi przyjaciół". Ja, wyznaję, słuchając tego zaniepokoiłem się zrazu, bo w Rzymie ty jesteś, carissima. Sam śmieję się teraz z tej obawy i myślę, że cezar i augustianie, jakkolwiek szaleni, nie odważyliby się podobnego szaleństwa dopuścić, a jednak, patrz, jak człowiek boi się o swoje kochanie, jednak wolałbym, by dom Linusa nie stał na wąskim zatybrzańskim zaułku i w dzielnicy zamieszkałej przez obcą ludność, na którą mniej by w danym razie zważano. Dla mnie same pałace palatyńskie nie byłyby mieszkaniem godnym ciebie, więc chciałbym także, by ci nie brakło niczego z tych ozdób i wygód, do których z dzieciństwa przywykłaś. Przenieś się do domu Aulusów, Ligio moja. Ja dużo tu o tym myślałem. Gdyby cezar był w Rzymie, wieść o twym powrocie mogłaby istotnie dojść przez niewolników na Palatyn, zwrócić na ciebie uwagę i ściągnąć prześladowanie za to, żeś się ośmieliła postąpić wbrew woli cezara. Ale on długo zostanie tu w Ancjum, a nim wróci, dawno i niewolnicy przestaną o tym mówić. Linus i Ursus mogą zamieszkać z tobą. Zresztą żyję nadzieją, że zanim Palatyn ujrzy cezara, ty, moja boska, będziesz już mieszkała we własnym domu na Karynach. Błogosławiony dzień, godzina i chwila, w której przestąpisz mój próg, i jeśli Chrystus, którego uczę się wyznawać, to sprawi, niech będzie błogosławione i Jego imię. Będę Mu służył i oddam za Niego życie i krew. Źle mówię: będziemy Mu służyli oboje, póki starczy nam przędzy życia. Kocham cię i pozdrawiam duszą całą".</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział trzydziesty dziewiąty</naglowek_rozdzial>



<akap>Ursus czerpał wodę w cysternie i ciągnąc sznurem podwójne amfory śpiewał półgłosem dziwną pieśń ligijską, a zarazem spoglądał rozradowanymi oczyma na Ligię i Winicjusza, którzy wśród cyprysów w ogródku Linusa bielili się jak dwa posągi. Najmniejszy wiatr nie poruszał ich odzieży. Na świecie zapadał zmrok złoty i liliowy, oni zaś wśród spokoju wieczora rozmawiali trzymając się za ręce.</akap>

<akap_dialog>--- Czy nic złego spotkać cię nie może, Marku, za to, że opuściłeś Ancjum bez wiedzy cezara? --- pytała Ligia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie, droga moja --- odpowiedział Winicjusz. --- Cezar zapowiedział, że zamknie się na dwa dni z Terpnosem i będzie układał nowe pieśni. Często on tak czyni i wówczas o niczym innym nie wie i nie pamięta. Zresztą co mi cezar, gdy jestem przy tobie i patrzę na ciebie. Zbyt już tęskniłem, a w ostatnich nocach opuścił mnie sen. Nieraz, gdym zdrzemnął ze znużenia, budziłem się nagle z uczuciem, że nad tobą wisi niebezpieczeństwo; czasem śniłem, że zrabowano mi rozstawne konie, które miały mnie przynieść z Ancjum do Rzymu i na których przebiegłem tę drogę tak szybko jak nigdy żaden goniec cesarski. I dłużej już bez ciebie wytrzymać nie mogłem. Zbyt cię kocham, droga, najdroższa moja!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wiedziałam, że przyjedziesz. Dwa razy Ursus wybiegał na moją prośbę na Karyny i pytał o ciebie w twoim domu. Linus śmiał się ze mnie i Ursus także.</akap_dialog>


<akap>UrodaRzeczywiście znać było, że się go spodziewała, gdyż zamiast zwykłej ciemnej odzieży miała na sobie miękką białą stolę, z której ślicznych fałd jej ramiona i głowa wychylały się jak rozkwitłe pierwiosnki ze śniegu. Kilka różowych anemonów zdobiło jej włosy.</akap>


<akap>Winicjusz przycisnął usta do jej ręki, po czym siedli na kamiennej ławce wśród dzikiego wina i wsparłszy się o siebie ramionami milczeli poglądając ku zorzom, których ostatnie blaski odbijały się w ich oczach.</akap>


<akap>Urok cichego wieczora opanowywał ich z wolna.</akap>

<akap_dialog>--- Jak tu cicho i jaki świat śliczny --- rzekł zniżonym głosem Winicjusz. --- Miłość spełnionaNoc idzie ogromnie pogodna. Czuję się tak szczęśliwy, jak nigdy w życiu nie byłem. Powiedz mi, Ligio, co to jest. Jam nigdy nie przypuszczał, żeby mogła być taka miłość. ChrystusMyślałem, że to jest tylko ogień we krwi i żądza, a teraz dopiero widzę, że można kochać każdą kroplą krwi i każdym tchnieniem, a zarazem czuć taki spokój słodki i niezmierny, jakby już ukoiły duszę Sen i Śmierć. To dla mnie coś nowego. Patrzę na ten spokój drzew i zdaje mi się, że on jest we mnie. Teraz dopiero rozumiem, że może być szczęście, o jakim ludzie dotąd nie wiedzieli. Teraz dopiero rozumiem, dlaczego i ty, i Pomponia Grecyna jesteście takie pogodne... Tak!... To daje Chrystus...</akap_dialog>


<akap>A ona w tej chwili położyła swą śliczną twarz na jego ramieniu i rzekła:</akap>

<akap_dialog>--- Mój Marku drogi...</akap_dialog>


<akap>I nie mogła mówić więcej. Radość, wdzięczność i poczucie, że teraz dopiero wolno jej kochać, odjęły jej głos, a natomiast napełniły oczy łzami wzruszenia. Winicjusz, objąwszy ramieniem jej drobne ciało, tulił ją przez chwilę do siebie, po czym rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Ligio! Niech będzie błogosławiona chwila, w której pierwszy raz usłyszałem Jego imię.</akap_dialog>


<akap>Ona zaś odpowiedziała cicho:</akap>

<akap_dialog>--- Kocham cię, Marku.</akap_dialog>


<akap>Po czym umilkli znów oboje, nie mogąc słów dobyć z wezbranych piersi. Na cyprysach zgasły ostatnie liliowe odblaski i ogród począł się srebrzyć od księżycowego sierpa.</akap>


<akap>Po chwili Winicjusz począł mówić:</akap>

<akap>--- Ja wiem... Ledwiem tu wszedł, ledwiem ucałował twoje drogie ręce, wyczytałem w twoich oczach pytanie, czym pojął tę Boską naukę, którą ty wyznajesz, i czym został ochrzczony? Nie! PobożnośćOchrzczony jeszcze nie jestem, ale czy wiesz, kwiecie, dlaczego? Oto Paweł mi rzekł: ,,Jam cię przekonał, że Bóg przyszedł na świat i dał się ukrzyżować dla zbawienia świata, ale niech w zdroju łaski obmyje cię Piotr, który pierwszy wyciągnął nad tobą ręce i pierwszy cię błogosławił". A i ja także chciałem, byś ty, najdroższa, patrzyła na mój chrzest i by mi matką była Pomponia. Więc dlatego nie jestem dotąd ochrzczony, choć wierzę w Zbawiciela i w Jego słodką naukę. Paweł mnie przekonał, nawrócił i zali mogło być inaczej? Jakżebym mógł nie uwierzyć, że Chrystus przyszedł na świat, skoro tak mówi Piotr, który był Jego uczniem, i Paweł, któremu się objawił? Jakże mógłbym nie wierzyć, że był Bogiem, skoro zmartwychwstał? Widzieli Go przecie i w mieście, i nad jeziorem, i na górze, i widzieli ludzie, których usta kłamstwa nie zaznały. Jam już w to wierzył od czasu, gdym usłyszał Piotra w Ostrianum, bom sobie już wówczas powiedział: na całym świecie prędzej by każdy inny człowiek mógł skłamać niż ten, który powiada: ,,Widziałem!" Ale nauki waszej się bałem. Zdawało mi się, że ona odbiera mi ciebie. Mniemałem, że nie masz w niej ani mądrości, ani piękności, ani szczęścia. Dziś jednak, gdym ją poznał, cóż bym był za człowiek, gdybym nie chciał, by na świecie panowała prawda, a nie kłamstwo, miłość, a nie nienawiść, dobro, nie zbrodnia, wierność, nie zaś niewierność, litość, nie zemsta? Któż by taki był, który by tego nie wolał i nie chciał? A przecie tego uczy wasza nauka. Inne chcą także sprawiedliwości, ale ta jedna czyni serce ludzkie sprawiedliwym. I prócz tego czyni je czystym, jak twoje i Pomponii, i czyni je wiernym, jak twoje i Pomponii. Ślepym bym był, gdybym tego nie widział. A jeśli przy tym Chrystus Bóg obiecał życie wieczne i szczęście tak nieprzebrane, jakie tylko wszechmoc Boska dać może, to czegóż człowiek może chcieć więcej?Cnota, Śmierć Gdybym spytał Seneki, z jakich powodów zaleca cnotę, skoro przewrotność więcej szczęścia przynosi, nie umiałby mi naprawdę nic rozsądnego odpowiedzieć. Ale ja wiem teraz, dlaczego mam być cnotliwy. Oto dlatego, że dobro i miłość płynie z Chrystusa, i dlatego, aby gdy śmierć mi zamknie oczy, odnaleźć życie, odnaleźć szczęście, odnaleźć siebie samego i ciebie, najdroższa moja... Jakże nie pokochać i nie przyjąć nauki, która zarazem mówi prawdę i znosi śmierć? Kto by nie przełożył dobra nad zło? Ja myślałem, że ta nauka przeciwi się szczęściu, a tymczasem Paweł przekonał mnie, że ona nie tylko nic nie odbiera, ale jeszcze dodaje. Wszystko to zaledwie mi się w głowie chce pomieścić, ale czuję, że tak jest, bom nigdy nie był równie szczęśliwy i nie mogłem być, choćbym cię był zabrał przemocą i miał w domu swoim. Otoś mi powiedziała przed chwilą: ,,Kocham cię", a tych wyrazów nie byłbym z ciebie wydobył za całą potęgę Rzymu. O Ligio!Rozum, Serce Rozum mówi, że ta nauka jest boska i najlepsza, serce to czuje, a takim dwom potęgom któż się oprze?</akap>


<akap_dialog>Ligia słuchała go utkwiwszy w niego swe niebieskie oczy, podobne przy blasku księżyca do kwiatów mistycznych i równie zroszone jak kwiaty.</akap_dialog>

<akap>--- Tak, Marku! Prawda! --- rzekła przytulając silniej głowę do jego ramienia.</akap>


<akap>SzczęścieMiłośćI w tej chwili czuli się oboje ogromnie szczęśliwi, albowiem rozumieli, że prócz miłości łączy ich jeszcze jakaś inna siła, zarazem słodka i nieprzeparta, przez którą sama miłość staje się czymś niepożytym, niepodległym zmianom, zawodom, zdradzie i nawet śmierci. Serca ich przepełniła zupełna pewność, że cokolwiek by się mogło zdarzyć, oni nie przestaną się kochać i należeć do siebie. I z tego powodu spływał w ich dusze niewypowiedziany spokój. Winicjusz czuł przy tym, że to jest miłość nie tylko czysta i głęboka, ale całkiem nowa, taka, jakiej świat dotąd nie znał i dać nie mógł. Składało się na nią w jego sercu wszystko: i Ligia, i nauka Chrystusa, i światło księżyca śpiące cicho na cyprysach, i pogodna noc, tak że cały wszechstwór wydał mu się nią jedną przepełniony.</akap>


<akap>Po chwili znów mówić począł głosem przyciszonym i drgającym:</akap>

<akap_dialog>--- Ty będziesz duszą mojej duszy i będziesz mi w świecie najdroższą. Razem nam będą biły serca, jedna będzie modlitwa i jedna będzie wdzięczność Chrystusowi. O, moja droga! Żyć razem, czcić razem słodkiego Boga i wiedzieć, że gdy nadejdzie śmierć, oczy nasze otworzą się znów, jak po śnie błogim, na nowe światło, cóż można lepszego pomyśleć! Więc dziwię się tylko, żem tego pierwej nie zrozumiał. I wiesz, co mi się teraz zdaje? Oto, że tej nauce nie oprze się nikt. Za dwieście lub trzysta lat przyjmie ją cały świat; ludzie zapomną o Jowiszu i nie będzie innych bogów, tylko Chrystus, i innych świątyń, jak chrześcijańskie. Któż by nie chciał własnego szczęścia? Ach, słyszałem przecie rozmowę Pawła z Petroniuszem i czy wiesz, co Petroniusz rzekł w końcu? ,,To nie dla mnie", ale nic więcej odpowiedzieć nie umiał.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Powtórz mi słowa Pawła --- rzekła Ligia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Było to u mnie wieczorem. Petroniusz począł lekko mówić i żartować, jak on czyni zwykle, a wówczas Paweł rzekł mu: ,,Jak możesz, mądry Petroniuszu, przeczyć, że Chrystus istniał i zmartwychwstał, gdyś nie był wówczas na świecie, Piotr zaś i Jan widzieli Go, i ja widziałem w drodze do Damaszku? Pierwej zatem niech twoja mądrość wykaże, iż jesteśmy kłamcami, a potem dopiero zaprzeczy naszym świadectwom". Lecz Petroniusz odpowiedział, że przeczyć nie myśli, gdyż wie, iż dzieje się wiele rzeczy niepojętych, które jednak wiarygodni ludzie stwierdzają. Ale mówił, że inną jest rzeczą odkrycie jakiegoś nowego cudzoziemskiego Boga, a inną przyjęcie Jego nauki. Korzyść,,Nie chcę --- rzekł --- wiedzieć o niczym, co mogłoby mi popsuć życie i zniweczyć jego piękność. Mniejsza, czy nasi bogowie są prawdziwi, ale są piękni, jest nam przy nich wesoło i możemy żyć bez troski". Wówczas Paweł tak odpowiedział: Nauczyciel, Pozory, Prawda,,Odrzucasz naukę miłości, sprawiedliwości i miłosierdzia z obawy przed troskami życia, lecz pomyśl, Petroniuszu, czy życie wasze istotnie jest od trosk wolne? Oto i ty, panie, i nikt spomiędzy najbogatszych i najmożniejszych nie wie, czy zasypiając wieczorem, nie zbudzi się z wyrokiem śmierci. Lecz powiedz: gdyby cezar wyznawał tę naukę, która nakazuje miłość i sprawiedliwość, zali twoje szczęście nie byłoby pewniejsze? Boisz się o swoje radości, lecz czy życie nie byłoby wówczas weselsze? A co do ozdoby życia i piękności, jeśliście nabudowali tyle pięknych świątyń i posągów na cześć bóstw złych, mściwych, cudzołożnych i fałszywych, czegóż byście nie dokonali dla czci jedynego Boga miłości i prawdy? Chwalisz sobie swój los, gdyż jesteś możnym i żyjesz w rozkoszy, lecz zarówno mogłeś być biednym i opuszczonym, chociaż z wielkiego domu pochodzisz, a wówczas lepiej by ci było zaiste na świecie, gdyby ludzie Chrystusa wyznawali. DzieckoW mieście waszym możni nawet rodzice, nie chcąc się trudzić wychowaniem dzieci, wyrzucają je częstokroć z domu, które to dzieci zowią alumnami. I ty, panie, mogłeś być takim alumnem. Ale gdyby rodzice twoi żyli wedle nauki naszej, tedy nie mogłoby ci się to przygodzić. ŻonaGdybyś doszedłszy męskich lat zaślubił umiłowaną niewiastę, wolałbyś, by ci została wierną do śmierci. A tymczasem patrz, co się u was dzieje, ile jest sromoty, ile hańby, frymarku[24] wiarą małżeńską! WiernośćWszakże już sami dziwicie się, gdy się zdarzy niewiasta, którą zowiecie univira. Ale ja ci mówię, że te, które Chrystusa w sercu nosić będą, nie złamią wiary mężom, równie jak i chrześcijańscy mężowie dochowają jej żonom. SługaAle wyście niepewni ni waszych władców, ni waszych ojców, ni żon, ni dzieci, ni sług. Przed wami drży świat cały, a wy drżycie przed własnymi niewolnikami, wiecie bowiem, że każdej godziny mogą podnieść przeciw waszemu ciemięstwu wojnę straszliwą, jaką już nieraz podnosili. Bogatym jesteś, lecz nie wiesz, czy jutro nie każą ci porzucić bogactw; młodym jesteś, lecz jutro może ci trzeba będzie umrzeć. Miłujesz, lecz czyha na ciebie zdrada; kochasz się w willach i posągach, lecz jutro możesz być wypędzon na pustkowia Pandatarii; masz tysiące sług, lecz jutro ci słudzy mogą wytoczyć z ciebie krew. A jeśli tak jest, to jakże możecie być spokojni, szczęśliwi i żyć w radości? Lecz oto ja głoszę miłość i głoszę naukę, która nakazuje władcom kochać poddanych, panom niewolników, niewolnikom służyć z miłości, czynić sprawiedliwość i miłosierdzie, a w końcu obiecuję szczęśliwość jako morze nieprzebrane bez końca. Jakże więc, Petroniuszu, możesz mówić, że ta nauka psuje życie, skoro ona je naprawia i skoro sam byłbyś stokroć szczęśliwszym i pewniejszym, gdyby ona ogarnęła tak świat, jak ogarnęło go wasze władztwo rzymskie."</akap_dialog>


<akap>Tak mówił Paweł, o Ligio, a wówczas Petroniusz rzekł: ,,To nie dla mnie", i udając śpiącego wyszedł, a na odchodnym rzekł jeszcze: ,,Wolę moją Eunice niż twoją naukę, Judejczyku, ale nie chciałbym walczyć z tobą z mównicy". Lecz ja słuchałem słów jego całą duszą, a gdy mówił o niewiastach naszych, całym sercem wielbiłem tę naukę, z której wyrosłaś, jako na wiosnę wyrastają lilie z bujnej roli. I myślałem wówczas: oto Poppea porzuciła dwóch mężów dla Nerona, oto Kalwia Kryspinilla, oto Nigidia, oto wszystkie niemal, które znam, prócz jednej Pomponii, kupczyły wiarą i przysięgami, i tylko ta jedna, i tylko ta moja nie odstąpi, nie zwiedzie i nie przygasi ogniska, choćby mnie zawiodło i odstąpiło wszystko, w czym położyłem ufność. Więc mówiłem do ciebie w duszy: czymże ci się odwdzięczę, jeśli nie miłością i czcią? Czyś ty czuła, żem tam w Ancjum przemawiał do ciebie i rozmawiałem ciągle, bez ustanku, jak gdybyś była przy mnie? Stokroć cię więcej kocham za to, żeś uciekła przede mną z domu cezara. Nie chcę go już i ja. Nie chcę jego rozkoszy i muzyki, tylko ciebie jednej. Powiedz słowo, a opuścimy Rzym, by osiąść gdzieś daleko.</akap>


<akap>Ona zaś, nie odrywając głowy od jego ramienia, podniosła oczy, jakby w zamyśleniu, na osrebrzone wierzchołki cyprysów i odrzekła:</akap>

<akap_dialog>--- Dobrze, Marku. Tyś pisał mi o Sycylii, gdzie i Aulusowie chcą osiąść na stare lata...</akap_dialog>


<akap>A Winicjusz przerwał z radością:</akap>

<akap_dialog>--- Tak, droga moja! Ziemie nasze znajdują się w pobliżu. Cudny to brzeg, gdzie klimat jeszcze słodszy, a noce jeszcze pogodniejsze od rzymskich, wonne i widne... Tam życie i szczęście to prawie jedno i to samo.</akap_dialog>


<akap>Po czym zaczął marzyć o przyszłości.</akap>

<akap_dialog>--- Tam można zapomnieć o troskach. W gajach, wśród oliwników, będziemy chodzili i spoczywali w cieniu. O Ligio! Co za życie kochać się, koić, razem spoglądać na morze, razem na niebo, razem czcić słodkiego Boga, czynić wokoło dobro i sprawiedliwość w spokoju.</akap_dialog>


<akap>Umilkli oboje, patrząc w przyszłość; on tylko tulił ją coraz silniej do siebie, przy czym w blaskach księżyca migotał na jego ręku rycerski złoty pierścień. W dzielnicy, zamieszkałej przez ubogą ludność roboczą, spało już wszystko i żaden szmer nie mącił ciszy.</akap>

<akap_dialog>--- Pozwolisz mi widywać Pomponię? --- spytała Ligia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak, droga. Będziemy ich zapraszali w dom nasz lub sami jeździli do nich. Czy chcesz, byśmy zabrali ze sobą Piotra Apostoła? On przyciśnięty wiekiem i pracą. Paweł będzie nas także odwiedzał, nawróci Aulusa Plaucjusza, i jako żołnierze zakładają kolonie w odległych krajach, tak my założymy kolonię chrześcijan.</akap_dialog>


<akap>PocałunekLigia podniosła rękę i wziąwszy dłoń Winicjusza chciała przycisnąć do niej usta, lecz on począł mówić szepcąc, jakby się bał spłoszyć szczęście:</akap>

<akap_dialog>--- Nie, Ligio, nie! To ja czczę cię i uwielbiam, daj mi ty ręce.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kocham cię.</akap_dialog>


<akap>Lecz on przycisnął już usta do jej białych jak jaśmin dłoni i przez chwilę słyszeli tylko bicie własnych serc. W powietrzu nie było najmniejszego powiewu i cyprysy stały tak nieruchome, jakby również zatrzymały dech w piersiach...</akap>


<akap>Nagle ciszę przerwał grzmot niespodziany, głęboki i jakby wychodzący spod ziemi. Dreszcz przebiegł przez ciało Ligii, Winicjusz zaś powstawszy rzekł:</akap>

<akap_dialog>Zwierzęta--- To lwy ryczą w vivariach[25]...</akap_dialog>


<akap>I poczęli oboje nasłuchiwać. Tymczasem pierwszemu grzmotowi odpowiedział drugi, trzeci, dziesiąty, ze wszystkich stron i dzielnic. W mieście bywało czasem po kilka tysięcy lwów pomieszczonych przy różnych arenach i nieraz nocami, zbliżając się do krat i opierając o nie olbrzymie głowy, głosiły w ten sposób swą tęsknotę za wolnością i pustynią. Tak poczęły tęsknić i teraz, i podając jeden drugiemu głos w ciszy nocnej, napełniły rykiem całe miasto. Było w tym coś niewypowiedzianie groźnego i posępnego, toteż Ligia, której owe głosy spłoszyły jasne i spokojne widzenia przyszłości, słuchała ich z sercem ściśniętym jakąś dziwną trwogą i smutkiem.</akap>


<akap>Lecz Winicjusz otoczył ją ramieniem i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Nie bój się, droga. Igrzyska blisko, więc wszystkie vivaria przepełnione.</akap_dialog>


<akap>Po czym weszli oboje do domku Linusa, przeprowadzeni coraz potężniejszym grzmotem lwich głosów.</akap>






<naglowek_rozdzial>Rozdział czterdziesty</naglowek_rozdzial>



<akap>W Ancjum tymczasem Petroniusz odnosił niemal każdego dnia nowe zwycięstwa nad augustianami współubiegającymi się z nim o łaskę cezara. Wpływ Tygellina upadł zupełnie. W Rzymie, gdy trzeba było usuwać ludzi, którzy wydawali się niebezpieczni, łupić ich mienie, załatwiać sprawy polityczne, dawać widowiska, zdumiewające przepychem i złym smakiem, a wreszcie zaspakajać potworne zachcenia cezara, Tygellinus, zarówno przebiegły, jak gotów na wszystko, okazywał się niezbędnym. Ale w Ancjum, wśród pałaców przeglądających się w lazurach morza, cezar żył życiem helleńskim. PoezjaOd rana do wieczora czytywano wiersze, rozprawiano nad ich budową i doskonałością, zachwycano się szczęśliwymi zwrotami, zajmowano się muzyką, teatrem, słowem, wyłącznie tym, co wynalazł i czym przyozdobił życie geniusz grecki. Lecz w takich warunkach, niezrównanie więcej wykształcony od Tygellina i innych augustianów, Petroniusz, dowcipny, wymowny, pełen subtelnych poczuć i smaku, musiał uzyskać przewagę. Cezar szukał jego towarzystwa, zasięgał jego zdania, pytał o radę, gdy sam tworzył, i okazywał przyjaźń żywszą niż kiedykolwiek. ZwycięstwoOtaczającym wydawało się, że wpływ jego odniósł wreszcie ostateczne zwycięstwo, że przyjaźń między nim i cezarem weszła już w okres stały i że przetrwa lata. Ci nawet, którzy dawniej okazywali niechęć wykwintnemu epikurejczykowi, poczęli go teraz otaczać i ubiegać się o jego łaski. Niejeden rad był nawet szczerze w duszy, że przewagę uzyskał człowiek, który wiedział wprawdzie, co o kim ma myśleć, i przyjmował ze sceptycznym uśmiechem pochlebstwa wczorajszych wrogów, lecz Lenistwoczy to przez lenistwo, czy przez wytworność nie był mściwym i potęgi swej nie używał na cudzą zgubę lub szkodę. Bywały chwile, że mógł zgubić nawet i Tygellina, ale on wolał go wyśmiewać i wyprowadzać na jaw jego brak wykształcenia i pospolitość. Senat w Rzymie odetchnął, gdyż od półtora miesiąca żaden wyrok śmierci nie został wydany. I w Ancjum, i w mieście opowiadano wprawdzie dziwy o wyrafinowaniu, do jakiego doszła rozpusta cezara i jego faworyta, każdy jednak wolał czuć nad sobą cezara wyrafinowanego niż zezwierzęconego w rękach Tygellina. Sam Tygellinus tracił głowę i wahał się, czy nie dać za wygraną, albowiem cezar wielokrotnie odzywał się, że w całym Rzymie i na całym dworze są tylko dwie dusze zdolne się zrozumieć i dwóch prawdziwych Hellenów: on i Petroniusz.</akap>


<akap>Zdumiewająca zręczność tego ostatniego utwierdziła ludzi w przekonaniu, iż jego wpływ przetrwa wszystkie inne. Nie zdawano już sobie sprawy, jak by cezar zdołał się bez niego obejść, z kim by mógł rozmawiać o poezji, muzyce, wyścigach i w czyje oczy by patrzył chcąc sprawdzić, czy to, co tworzy, jest naprawdę doskonałym. Petroniusz zaś, ze zwykłą sobie niedbałością, zdawał się nie przywiązywać żadnej wagi do swego stanowiska. Bywał, jak zwykle, opieszały, leniwy, dowcipny i sceptyczny. Częstokroć czynił na ludziach wrażenie człowieka, który drwi z nich, z siebie, z cezara i z całego świata. Chwilami ośmielał się przyganiać w oczy cezarowi i gdy inni sądzili, iż posuwa się za daleko lub wprost gotuje sobie zgubę, on umiał przyganę przyprawić nagle w taki sposób, że wychodziła na jego korzyść, w obecnych zaś budziła podziw i przekonanie, że nie masz położenia, z którego nie wyszedłby z tryumfem. Raz, mniej więcej w tydzień po powrocie Winicjusza z Rzymu, cezar czytał w małym kółku ustęp ze swej <tytul_dziela>Troiki</tytul_dziela> gdy zaś skończył i gdy przebrzmiały okrzyki zachwytu, Petroniusz zapytywany wzrokiem przez cezara rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Niegodziwe wiersze, godne rzucenia w ogień.</akap_dialog>


<akap>Obecnym serca przestały bić z przerażenia, Nero bowiem od dziecinnych lat nie usłyszał nigdy z niczyich ust podobnego wyroku; tylko twarz Tygellina zaświeciła radością. Winicjusz natomiast pobladł, sądząc, że Petroniusz, który nie upijał się nigdy, upił się tym razem.</akap>


<akap>A Nero począł pytać miodowym głosem, w którym drgała wszelako zraniona miłość własna:</akap>

<akap_dialog>--- Co znajdujesz w nich niedobrego?</akap_dialog>


<akap>Petroniusz zaś napadł na niego.</akap>

<akap_dialog>Lenistwo, Poeta--- Nie wierz im --- rzekł wskazując ręką na obecnych --- oni się na niczym nie znają. Pytasz, co niedobrego w tych wierszach? Jeśli chcesz prawdy, to ci powiem: dobre są dla Wergiliusza, dobre dla Owidiusza, dobre nawet dla Homera, ale nie dla ciebie. Tobie nie wolno takich pisać. Ten pożar, który opisujesz, nie dość płonie, twój ogień nie dość parzy. Nie słuchaj pochlebstw Lukana. Jemu za takie same wiersze przyznałbym geniusz, ale nie tobie. A wiesz dlaczego? Boś większy od nich. Komu bogowie dali tyle co tobie, od tego więcej można wymagać. Ale ty się lenisz. Wolisz sypiać po prandium niż przysiedzieć fałdów. Ty możesz stworzyć dzieło, o jakim świat dotąd nie słyszał, i dlatego w oczy ci powiadam: napisz lepsze!</akap_dialog>


<akap>I mówił to od niechcenia, jakby drwiąc, a zarazem zrzędząc, lecz oczy cezara zaszły mgłą rozkoszy i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Bogowie dali mi trochę talentu, ale dali prócz tego więcej, bo prawdziwego znawcę i przyjaciela, który jeden umie mówić prawdę w oczy.</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy wyciągnął swą tłustą, pokrytą rdzawym włosem rękę do złotego kandelabru, złupionego w Delfach, by spalić wiersze.</akap>


<akap>Lecz Petroniusz odebrał mu je, nim płomień dotknął papirusu.</akap>

<akap_dialog>--- Nie, nie! --- rzekł --- nawet tak niegodziwe należą do ludzkości. Zostaw mi je.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pozwól mi w takim razie odesłać ci je w puszce mego pomysłu --- odpowiedział ściskając go Nero.</akap_dialog>


<akap>I po chwili mówić począł:</akap>

<akap_dialog>--- Tak jest. Masz słuszność. Mój pożar Troi nie dość świeci, mój ogień nie dość parzy. Myślałem jednak, że gdy wyrównam Homerowi, to wystarczy. Pewna nieśmiałość i małe rozumienie o sobie przeszkadzały mi zawsze. Tyś mi otworzył oczy. Ale czy wiesz, dlaczego jest tak, jak mówisz? Oto gdy rzeźbiarz chce stworzyć postać boga, szuka sobie wzoru, jam zaś nie miał wzoru. Nie widziałem nigdy płonącego miasta i dlatego w opisie moim brak prawdy.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Więc ci powiem, że trzeba jednak być wielkim artystą, by to zrozumieć.</akap_dialog>


<akap>Nero zamyślił się, po chwili zaś rzekł:</akap>

<akap_dialog>Pożar--- Odpowiedz mi, Petroniuszu, na jedno pytanie: czy ty żałujesz, że Troja się spaliła?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy żałuję?... Na chromego małżonka Wenery[26], bynajmniej! I powiem ci, dlaczego. Oto Troja nie spaliłaby się, gdyby Prometeusz nie podarował ludziom ognia i gdyby Grecy nie wypowiedzieli Priamowi wojny; gdyby zaś nie było ognia, Eschilos nie napisałby swego <tytul_dziela>Prometeusza</tytul_dziela>, równie jak bez wojny Homer nie napisałby <tytul_dziela>Iliady</tytul_dziela>, a ja wolę, że istnieje <tytul_dziela>Prometeusz</tytul_dziela> i <tytul_dziela>Iliada</tytul_dziela>, niż żeby zachowała się mieścina, prawdopodobnie licha i brudna, w której by teraz co najmniej siedział jakiś zakazany prokurator i nudził cię zatargami z miejscowym areopagiem[27].</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Oto co się nazywa mówić rozumnie --- odpowiedział cezar. --- Dla poezji i sztuki wolno i należy wszystko poświęcić. Szczęśliwi Achaje, którzy dostarczyli Homerowi treści do Iliady, i szczęśliwy Priam, który oglądał zgubę ojczyzny. A ja? Ja nie widziałem płonącego miasta.</akap_dialog>


<akap>Nastała chwila milczenia, którą przerwał wreszcie Tygellinus.</akap>

<akap_dialog>--- Wszakżem ci już mówił, cezarze --- rzekł --- rozkaż, a spalę Ancjum. Albo wiesz co? Jeśli ci żal tych willi i pałaców, każę spalić okręty w Ostii lub zbuduję ci na podgórzu albańskim drewniane miasto, w które sam rzucisz płomień. Czy chcesz?</akap_dialog>


<akap>Lecz Nero rzucił mu spojrzenie pełne pogardy.</akap>

<akap_dialog>--- Ja mam patrzeć na płonące drewniane budy? Twój umysł zupełnie wyjałowiał, Tygellinie! I widzę przy tym, że nie bardzo cenisz mój talent i moją <tytul_dziela>Troikę</tytul_dziela>, skoro sądzisz, że jakaś inna ofiara byłaby dla niej za wielka.</akap_dialog>


<akap>Tygellinus zmieszał się, Nero zaś po chwili, jakby chcąc zmienić rozmowę, dodał:</akap>

<akap_dialog>--- Lato idzie... O, jak ten Rzym musi teraz cuchnąć!... A jednak na letnie igrzyska trzeba tam będzie wrócić.</akap_dialog>


<akap>Wtem Tygellinus rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Gdy odprawisz augustianów, cezarze, pozwól mi na chwilę zostać ze sobą...</akap_dialog>


<akap>W godzinę później Winicjusz, wracając z Petroniuszem z cesarskiej willi, mówił:</akap>

<akap_dialog>--- Miałem przez ciebie chwilę trwogi. Sądziłem, żeś się po pijanemu zgubił bez ratunku. Pamiętaj, że igrasz ze śmiercią.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To jest moja arena --- odrzekł niedbale Petroniusz --- i bawi mnie poczucie, że jestem na niej najlepszym z gladiatorów. Patrzże, jak się skończyło. PodstępWpływ mój urósł jeszcze tego wieczoru. Odeśle mi swoje wiersze w puszce, która (chcesz się założyć?) będzie ogromnie bogata i ogromnie w złym smaku. ŚmiechKażę memu lekarzowi trzymać w niej środki czyszczące. Ja uczyniłem to i dlatego jeszcze, że Tygellinus widząc, jak takie rzeczy się udają, zechce mnie niechybnie naśladować, i wyobrażam sobie, co się stanie, skoro ruszy konceptem. To będzie, jak gdyby pirenejski niedźwiedź chciał chodzić po linie. Będę się śmiał jak Demokryt. Gdybym koniecznie chciał, potrafiłbym może zgubić Tygellina i zostać na jego miejscu prefektem pretorianów. Wówczas miałbym w ręku samego Ahenobarba. Ale się lenię... Wolę od biedy takie życie, jakie prowadzę, i nawet wiersze cezara.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co za zręczność, która nawet z nagany potrafi zrobić pochlebstwo! PoezjaAle czy istotnie te wiersze są tak złe? Ja się na tym nie znam.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie są gorsze od innych. Lukan ma w jednym palcu więcej talentu, ale i w Miedzianobrodym coś jest. Jest przede wszystkim niezmierne zamiłowanie do poezji i muzyki. Za dwa dni mamy być u niego, by wysłuchać muzyki do hymnu na cześć Afrodyty, który dziś lub jutro skończy. Będziemy w małym kółku. Tylko ja, ty, Tuliusz Senecjo i młody Nerwa. A co do wierszy, to, com ci mówił, że używam ich po uczcie, tak jak Witeliusz używa pióra flaminga, to nieprawda!... Bywają czasem wymowne. Słowa Hekuby[28] są wzruszające... Skarży się ona na męki porodu i Nero umiał znaleźć szczęśliwe wyrażenia, może dlatego, że sam rodzi w męce każdy wiersz... Czasem mi go żal. Na Polluksa! Co to za dziwna mieszanina! Kaliguli brakło piątej klepki, ale nie był jednak takim dziwotworem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kto przewidzi, dokąd może zajść szaleństwo Ahenobarba? --- rzekł Winicjusz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nikt zgoła. NudaMogą się jeszcze zdarzyć rzeczy takie, że ludziom przez wieki całe będą na myśl o nich powstawały włosy na głowie. Ale to właśnie jest ciekawe, jest zajmujące i chociaż nudzę się nieraz, jak Jowisz Ammoński na pustyni, myślę, że pod innym cezarem nudziłbym się jeszcze setniej. Religia, SłowoTwój Judejczyk Paweł jest wymowny, to mu przyznaję, i jeśli podobni ludzie będą opowiadali tę naukę, nasi bogowie muszą się strzec nie żartem, by z czasem nie pójść na strych. Prawda, że gdyby na przykład cezar był chrześcijaninem, wszyscy czulibyśmy się bezpieczniejsi.Kondycja ludzka, Śmierć Ale twój prorok z Tarsu, stosując swoje dowody do mnie, nie pomyślał, widzisz, że dla mnie ta niepewność stanowi ponętę życia. Gra Kto nie gra w kości, nie przegra mienia, a jednak ludzie w kości grywają. Jest w tym jakaś rozkosz i jakieś zapomnienie. Znałem synów rycerzy i senatorów, którzy dobrowolnie zostali gladiatorami. Ja, mówisz, igram z życiem, i tak jest, ale czynię to, bo mnie to bawi, zaś wasze cnoty chrześcijańskie znudziłyby mnie, jak rozprawy Seneki, w jeden dzień. Dlatego wymowa Pawła poszła na marne. On powinien rozumieć, że tacy ludzie, jak ja, nie przyjmą tej nauki nigdy. Ty co innego! Z twoim usposobieniem mogłeś albo nienawidzieć imienia chrześcijanina jak zarazy, albo nim zostać. Ja przyznaję im słuszność, ziewając. Szalejem, dążym do przepaści, coś nieznanego idzie ku nam z przyszłości, coś się załamuje pod nami, coś umrze obok nas, zgoda! Ale umrzeć potrafimy, a tymczasem nie chce się nam obarczać życia i służyć śmierci wpierw, nim nas zabierze. Życie istnieje dla siebie samego, nie dla niej.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A mnie ciebie żal, Petroniuszu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie żałuj mnie więcej niż ja sam siebie. Dawniej było ci między nami nieźle i wojując w Armenii, tęskniłeś za Rzymem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- I teraz tęsknię za Rzymem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak! boś pokochał chrześcijańską westalkę, która siedzi na Zatybrzu. Ani się temu dziwię, ani ci to naganiam. Miłość, SzczęścieDziwię się więcej temu, że mimo tej nauki, o której mówisz, iż jest morzem szczęścia, i mimo tej miłości, która ma być wkrótce uwieńczoną, smutek nie schodzi z twojej twarzy. Pomponia Grecyna jest wiecznie smutna, ty od czasu, jak zostałeś chrześcijaninem, przestałeś się uśmiechać. Nie wmawiajże we mnie, że to jest wesoła nauka! Z Rzymu wróciłeś jeszcze smutniejszy. Jeśli wy się tak po chrześcijańsku kochacie, na jasne kędziory Bakcha! nie pójdę waszym śladem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To jest co innego --- odpowiedział Winicjusz. --- Ja ci przysięgam nie na kędziory Bakcha, ale na duszę ojca mego, że nigdy za dawnych czasów nie doznałem nawet przedsmaku takiego szczęścia, jakim oddycham dzisiaj. TęsknotaPrzeczucieAle tęsknię niezmiernie i co dziwniejsza, gdy jestem od Ligii daleko, zdaje mi się, że wisi nad nią jakieś niebezpieczeństwo. Nie wiem jakie i nie wiem, skąd by przyjść mogło, ale przeczuwam je tak, jak się przeczuwa burzę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Za dwa dni podejmuję się wyrobić dla ciebie pozwolenie opuszczenia Ancjum na tak długo, jak zechcesz, Poppea jakaś spokojniejsza i, o ile wiem, nic od niej nie grozi ni tobie, ni Ligii.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dziś jeszcze pytała mnie, com czynił w Rzymie, choć wyjazd mój był tajemnicą.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Być może, że kazała cię szpiegować. Teraz jednak i ona musi się ze mną liczyć.</akap_dialog>


<akap>Winicjusz zatrzymał się i rzekł:</akap>

<akap_dialog>Omen--- Paweł mówił, że Bóg czasem przestrzega, ale we wróżby wierzyć nie dozwala, więc bronię się przeciw tej wierze i nie mogę się obronić. Powiem ci, co się zdarzyło, by zrzucić ciężar z serca. Siedzieliśmy z Ligią obok siebie w noc tak pogodną jak dzisiejsza i układaliśmy sobie przyszłe życie. Nie umiem ci powiedzieć, jak byliśmy szczęśliwi i spokojni. A wtem poczęły ryczeć lwy. Rzecz to w Rzymie zwykła, a jednak od tej chwili nie mam spokoju. Wydaje mi się, że była w tym jakby groźba, jakby zapowiedź nieszczęścia... Strach Wiesz, że trwoga nie chwyta mnie łatwo, ale wówczas zrobiło się coś takiego, że trwoga napełniła całą ciemność nocy. Tak to przyszło dziwnie i niespodzianie, że teraz ciągle mam w uszach te odgłosy i ciągły niepokój w sercu, jakby Ligia potrzebowała mojej obrony od czegoś strasznego... choćby od tych samych lwów. I męczę się. Uzyskajże dla mnie pozwolenie wyjazdu, bo inaczej wyjadę bez pozwolenia. Nie mogę tu siedzieć, powtarzam ci, nie mogę!</akap_dialog>


<akap>Petroniusz począł się śmiać.</akap>

<akap_dialog>--- Jeszcze też do tego nie przyszło --- rzekł --- by synowie mężów konsularnych lub ich żony były oddawane lwom na arenach. Może was spotkać każda inna śmierć, ale nie taka. Kto wie zresztą, czy to były lwy, bo tury germańskie wcale nie gorzej od nich ryczą. GwiazdaCo do mnie, drwię z wróżb i losów. Wczoraj noc była ciepła i widziałem gwiazdy spadające jak deszcz. Niejednemu czyni się niemiło na taki widok, ale ja pomyślałem sobie: jeśli między nimi jest i moja, to mi przynajmniej towarzystwa nie zbraknie!...</akap_dialog>


<akap>Po czym umilkł na chwilę i pomyślawszy rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Zresztą, widzisz, jeśli wasz Chrystus zmartwychwstał, to może i was oboje obronić od śmierci.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Może --- odpowiedział Winicjusz, spoglądając na nabite gwiazdami niebo.</akap_dialog>

Przypisy

  1. droga Pobrzeżna --- Via Littoralis.
  2. <slowo_obce>stężały</slowo_obce> --- tu: zamarznięty.
  3. <slowo_obce>numidyjski</slowo_obce> --- z Numidii, prowincji rzymskiej w płn. Afryce.
  4. <slowo_obce>forminga</slowo_obce> --- rodzaj instrumentu strunowego.
  5. <slowo_obce>bucyna</slowo_obce> --- rodzaj instrumentu dętego.
  6. <slowo_obce>italscy żołnierze-ochotnicy</slowo_obce> --- Mieszkańcy Italii zostali jeszcze przez Augusta uwolnieni od służby wojskowej, skutkiem czego tak zwana <slowo_obce>cohors italica</slowo_obce>, stojąca zwykle w Azji, złożona była z ochotników. Również w straży pretoriańskiej, o ile nie składała się z cudzoziemców, służyli ochotnicy.
  7. <slowo_obce>Macte!</slowo_obce> (łac.) --- brawo! dobrze!
  8. <slowo_obce>idumejskie ogiery</slowo_obce> --- konie czystej krwi arabskiej.
  9. <slowo_obce>matricida</slowo_obce> (łac.) --- matkobójca.
  10. Orestes (mit. gr.) --- zabił własną matkę, Klitajmestrę.
  11. Alkmeon (mit. gr.) --- zabił własną matkę, Eryfilię.
  12. <slowo_obce>purpura</slowo_obce> --- tu: czerwonofioletowa szata, będąca oznaką władzy.
  13. <slowo_obce>flawa coma</slowo_obce> (łac.) --- płowa peruka, określenie kobiety lekkich obyczajów.
  14. <slowo_obce>legia rzymska</slowo_obce> --- za czasów cesarstwa legia liczyła około 6000 ludzi.
  15. <slowo_obce>niepożytość</slowo_obce> (daw.) --- trwałość, por. niezużyty.
  16. Deukalion (mit. gr.) --- syn Prometeusza, chcąc odrodzić ludzkość po potopie rzucał za siebie kamienie, z których powstawali ludzie.
  17. <slowo_obce>rudel</slowo_obce> --- ster.
  18. <slowo_obce>przeciwić się</slowo_obce> (daw.) --- dziś: sprzeciwić się.
  19. <slowo_obce>szyderskie</slowo_obce> --- szydercze.
  20. <slowo_obce>teumaturg</slowo_obce> (z gr.) --- prorok, cudotwórca.
  21. Lucyfer --- dosł. niosący światło, chodzi o planetę Wenus, gwiazdę poranną.
  22. <slowo_obce>sponsa</slowo_obce> (łac.) --- przyszła małżonka, narzeczona.
  23. <slowo_obce>lazurowsze</slowo_obce> (daw.) --- dziś: bardziej lazurowe.
  24. <slowo_obce>frymark</slowo_obce> (przestarz.) --- handel, kupczenie.
  25. <slowo_obce>vivarium</slowo_obce> (łac.) --- zwierzyniec.
  26. <slowo_obce>małżonek Wenery</slowo_obce> (mit. gr.) --- chodzi o Hefajstosa.
  27. <slowo_obce>aeropag</slowo_obce> --- w staroż. Atenach rada starszych, tu: grupa osób o dużych wpływach.
  28. Hekuba (mit. gr.) --- żona Priama, króla Troi, ukamienowana po stracie dzieci zamieniła się w psa.