Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki
<naglowek_rozdzial>Rozdział dwudziesty pierwszy</naglowek_rozdzial>
<akap>Każda kropla krwi zadrgała w młodym patrycjuszu na jej widok. Zapomniał o tłumach, o starcu, o własnym zdumieniu wobec tych niepojętych rzeczy, jakie słyszał, i widział przed sobą tylko ją jedną. Oto wreszcie po wszystkich wysiłkach, po długich dniach niepokoju, szarpania się, zmartwień odnalazł ją! Po raz pierwszy w życiu doświadczył, że radość może się rzucić na piersi jak dziki zwierz i przygnieść je aż do utraty oddechu. LosOn, który dotąd sądził, że Fortuna ma niejako obowiązek spełniać wszelkie jego życzenia, teraz zaledwie wierzył własnym oczom i własnemu szczęściu. Gdyby nie to niedowierzanie, jego zapalczywa natura mogła go była popchnąć do jakiego nierozważnego kroku, ale chciał się pierwej przekonać, czy to nie dalszy ciąg tych cudów, którymi miał przepełnioną głowę, i czy nie śni. Ale nie było wątpliwości: widział Ligię i dzieliła go od niej odległość zaledwie kilkunastu kroków. Stała w pełnym świetle, więc mógł napawać się jej widokiem, ile sam chciał. Kaptur zesunął się jej z głowy i rozrzucił włosy; usta miała nieco otwarte, oczy wzniesione ku Apostołowi, twarz zasłuchaną i zachwyconą. MiłośćW płaszczu z ciemnej wełny, ubrana była jak dziewczyna z ludu, Winicjusz jednak nigdy nie widział jej piękniejszą i mimo całego zamętu, jaki w nim powstał, uderzyła go w przeciwstawieniu do tego niewolniczego niemal ubioru szlachetność tej cudnej patrycjuszowskiej głowy. Miłość przeleciała po nim jak płomień, ogromna, pomieszana z jakimś dziwnym uczuciem tęsknoty, uwielbienia, czci i żądzy. Czuł rozkosz, jaką sprawiał mu sam jej widok, i napawał się nią jakby ożywczą wodą po długim pragnieniu. Stojąc przy olbrzymim Ligu wydawała mu się mniejszą, niż była przedtem, niemal dzieckiem; spostrzegł także, iż wyszczuplała. Płeć[1] jej była prawie przezrocza[2]; czyniła na nim wrażenie kwiatu i duszy. Ale tym bardziej tylko pragnął posiąść tę istotę, tak odmienną od kobiet, które widział lub posiadał na Wschodzie i w Rzymie. Czuł, że oddałby za nią tamte wszystkie, a z nimi Rzym i świat w dodatku.</akap>
<akap>Byłby się zapatrzył i zapamiętał zupełnie, gdyby nie Chilo, który ciągnął go za róg płaszcza, w strachu, aby nie uczynił czegoś, co mogło podać ich na niebezpieczeństwo. ModlitwaChrześcijanie tymczasem zaczęli się modlić i śpiewać. Za chwilę zagrzmiało: Maranatha![3] a potem Wielki Apostoł począł chrzcić wodą z fontanny tych, których prezbiterowie przedstawiali jako do przyjęcia chrztu przygotowanych. Winicjuszowi zdawało się, że ta noc nigdy się nie skończy. Chciał teraz iść jak najprędzej za Ligią i pochwycić ją w drodze lub w jej mieszkaniu.</akap>
<akap>Wreszcie niektórzy poczęli opuszczać cmentarz. Chilo wówczas szepnął:</akap>
<akap_dialog>--- Wyjdźmy, panie, przed bramę, albowiem nie zdjęliśmy kapturów i ludzie patrzą na nas.</akap_dialog>
<akap>Tak było rzeczywiście. Gdy podczas słów Apostoła wszyscy odrzucili kaptury, ażeby lepiej słyszeć, oni nie poszli za ogólnym przykładem. Rada Chilona wydała się też roztropną. Stojąc przy bramie mogli uważać na wszystkich wychodzących. Ursusa zaś nietrudno było rozpoznać po wzroście i postawie.</akap>
<akap_dialog>--- Pójdziemy za nimi --- rzekł Chilo --- zobaczymy, do jakiego domu wchodzą, jutro zaś, a raczej dziś jeszcze, otoczysz, panie, wszystkie wejścia do domu niewolnikami i zabierzesz ją.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie! --- rzekł Winicjusz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Co chcesz uczynić, panie?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wejdziemy za nią do domu i porwiemy ją natychmiast: wszak podjąłeś się tego, Krotonie?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak jest --- rzekł lanista --- i oddaję ci się, panie, jako niewolnik, jeśli nie złamię krzyża temu bawołowi, który jej strzeże.</akap_dialog>
<akap>Lecz Chilo począł odradzać i zaklinać ich na wszystkich bogów, ażeby tego nie czynili. Przecie Kroto miał być wzięty tylko dla obrony, na wypadek, gdyby ich poznano, nie dla porwania dziewicy. Biorąc ją we dwóch tylko, sami narażą się na śmierć i co więcej, mogą ją wypuścić z rąk, a wówczas ona skryje się w innym miejscu lub opuści Rzym. I co uczynią? Dlaczego nie działać na pewno, po co narażać siebie na zgubę i całe przedsięwzięcie na los niepewny?</akap>
<akap>Winicjusz, mimo że z największym wysiłkiem wstrzymywał się, by zaraz na cmentarzu nie pochwycić Ligii w ramiona, czuł jednak, że Grek ma słuszność, i byłby może podał ucho jego radom, gdyby nie Kroto, któremu chodziło o nagrodę.</akap>
<akap_dialog>--- Każ, panie, milczeć temu staremu capowi --- rzekł --- albo pozwól mi spuścić pięść na jego głowę. Raz w Buxentum, dokąd mnie na igrzyska sprowadził Lucjusz Saturninus, napadło na mnie w gospodzie siedmiu pijanych gladiatorów i żaden nie wyszedł z całymi żebrami. Nie mówię, żeby dziewicę porywać teraz, spośród tłumu, bo mogliby nam rzucić pod nogi kamienie, ale gdy raz będzie w domu, porwę ci ją i zaniosę, dokąd chcesz.</akap_dialog>
<akap>Winicjusz ucieszył się słuchając tych słów i odrzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Tak się stanie, na Herkulesa! Jutro moglibyśmy jej nie znaleźć wypadkiem w domu, gdybyśmy zaś rzucili między nich popłoch, uprowadziliby ją niechybnie.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ten Lig wydaje mi się strasznie silny! --- jęknął Chilo.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie tobie każą trzymać mu ręce --- odpowiedział Kroto.</akap_dialog>
<akap>Musieli jednak czekać jeszcze długo i kury[4] poczęły piać na przedświt, nim ujrzeli wychodzącego z bramy Ursusa, a z nim Ligię. Towarzyszyło im kilka innych osób. Chilonowi wydało się, że rozpoznaje między nimi Wielkiego Apostoła, obok niego szedł drugi starzec, znacznie niższy wzrostem, dwie niemłode niewiasty i pacholę, które świeciło latarnią. Za tą garstką szedł tłum liczący ze dwieście osób. Winicjusz, Chilo i Kroto pomieszali się z owym tłumem.</akap>
<akap_dialog>--- Tak, panie --- rzekł Chilo --- twoja dziewica znajduje się pod możną opieką. To on z nią jest, Wielki Apostoł, bo patrz, jak ludzie klękają przed nim na przodzie.</akap_dialog>
<akap>Ludzie rzeczywiście klękali, ale Winicjusz nie patrzył na nich. Porwanie Nie tracąc ani na chwilę z oczu Ligii myślał tylko o jej porwaniu i przywykłszy w wojnach do wszelkiego rodzaju podstępów, układał sobie w głowie z żołnierską ścisłością cały plan porwania. Czuł, że krok, na który się ważył, był zuchwały, ale wiedział dobrze, że zuchwałe napady zwykle kończą się powodzeniem.</akap>
<akap>Pobożność, ReligiaDroga była jednak długa, więc chwilami myślał także o przepaściach, jakie wykopała między nim a Ligią ta dziwna nauka, którą ona wyznawała. Rozumiał teraz wszystko, co się w przeszłości stało, i rozumiał, dlaczego się stało. Był na to dość przenikliwym. Oto on dotąd Ligii nie znał. Widział w niej cudną nad wszystkie dziewczynę, do której zapaliły się jego zmysły, teraz zaś poznał, że ta nauka czyniła z niej jakąś różną od innych kobiet istotę i że nadzieja, aby ją także pociągnęły zmysły, żądza, bogactwo, rozkosz, jest czczym złudzeniem. Pojął nareszcie to, czego obaj z Petroniuszem nie rozumieli, że owa nowa religia wszczepiała w duszę coś nie znanego temu światu, w którym żył, i że Ligia, gdyby go nawet kochała, nic ze swych chrześcijańskich prawd dla niego nie poświęci; że jeśli istnieje dla niej rozkosz, to całkiem odmienna od tej, za jaką ubiegał się on i Petroniusz, i dwór cezara, i cały Rzym. Każda inna z kobiet, które znał, mogła zostać jego kochanką, ta chrześcijanka mogła być tylko ofiarą.</akap>
<akap>I myśląc o tym doznawał piekącego bólu i gniewu, czuł zaś zarazem, że ów gniew jest bezsilnym. Porwać Ligię wydawało mu się rzeczą możliwą i tego był prawie pewien, ale również pewien był, że wobec nauki on sam, jego męstwo, jego potęga są niczym i że z nią sobie nie poradzi. Siła, WładzaÓw rzymski trybun wojskowy, przekonany, że ta siła miecza i pięści, która zawładnęła światem, zawsze nim władać będzie, po raz pierwszy w życiu ujrzał, że poza nią może być jeszcze coś innego, więc ze zdumieniem zadawał sobie pytanie: co to jest?</akap>
<akap>I nie umiał sobie jasno odpowiedzieć, przez głowę przelatywały mu tylko obrazy cmentarza, zebranego tłumu i Ligii, zasłuchanej całą duszą w słowa starca opowiadającego o męce, śmierci i zmartwychwstaniu Boga-człowieka, który odkupił świat i obiecał mu szczęście po drugiej stronie Styksu.</akap>
<akap>Gdy zaś o tym myślał, w głowie jego powstawał chaos.</akap>
<akap>Lecz z owego zamętu wyprowadziły go narzekania Chilona, który począł biadać na swoje losy: był przecie zgodzony do odszukania Ligii, którą też z niebezpieczeństwem życia odszukał i wskazał ją. Ale czegóż od niego chcą więcej? Czy się podejmował ją porywać, i kto mógł nawet wymagać czegoś podobnego od kaleki pozbawionego dwóch palców, od człowieka starego, oddanego rozmyślaniom, nauce i cnocie? LosCo się stanie, jeśli pan tak dostojny, jak Winicjusz, poniesie jakowy szwank przy porywaniu dziewicy? Zapewne, że bogowie powinni czuwać nad wybranymi, ale czyż nie trafiają się nieraz takie rzeczy, jakby bogowie grywali w bierki, zamiast patrzeć, co się na świecie dzieje. Fortuna, jak wiadomo, ma zawiązane oczy, więc nie widzi nawet we dnie, a cóż dopiero w nocy. Niechże się coś stanie, niechże ten niedźwiedź ligijski rzuci na szlachetnego Winicjusza kamieniem od żaren, beczką wina albo co gorzej, wody, któż zaręczy, czy na biednego Chilona zamiast nagrody nie spadnie odpowiedzialność? On, biedny mędrzec, przywiązał się też do szlachetnego Winicjusza jak Arystoteles do Aleksandra Macedońskiego i gdyby przynajmniej szlachetny Winicjusz oddał mu tę kieskę, którą w jego oczach zatknął za pas, wychodząc z domu, byłoby za co, w razie nieszczęścia, wezwać natychmiast pomocy lub przejednać samych chrześcijan. O! dlaczego nie chcą słuchać rad starca, które dyktuje roztropność i doświadczenie?</akap>
<akap>Winicjusz usłyszawszy to wydobył kieskę zza pasa i rzucił ją między palce Chilonowi.</akap>
<akap_dialog>--- Masz i milcz.</akap_dialog>
<akap>Grek poczuł, że była niezwykle ciężka, i nabrał odwagi.</akap>
<akap_dialog>--- Cała moja nadzieja w tym --- rzekł --- że Herkules lub Tezeusz trudniejszych jeszcze dokonywali czynów, czymże zaś jest mój osobisty, najbliższy przyjaciel, Kroto, jeśli nie Herkulesem? SługaCiebie zaś, dostojny panie, nie nazwę półbogiem, albowiem jesteś całym bogiem, i nadal nie zapomnisz o słudze ubogim a wiernym, którego potrzeby trzeba od czasu do czasu opatrywać, albowiem sam on, gdy raz zagłębi się w księgi, nie dba o nic zupełnie... Jakieś kilka staj[5] ogrodu i domek, choćby z najmniejszym portykiem dla chłodu w lecie, byłoby czymś godnym takiego dawcy. Tymczasem będę podziwiał z dala wasze bohaterskie czyny, wzywał Jowisza, aby wam sprzyjał, w razie czego zaś narobię takiego hałasu, że pół Rzymu rozbudzi się i przyjdzie wam w pomoc. KłótniaCo za zła i nierówna droga! Oliwa wypaliła się w latarce i gdyby Kroto, który równie jest szlachetny, jak silny, chciał mnie wziąć na ręce i donieść aż do bramy, naprzód poznałby, czy łatwo uniesie dziewicę, po wtóre postąpiłby jak Eneasz[6], a w końcu zjednałby sobie wszystkich uczciwych bogów w takim stopniu, że o wynik przedsięwzięcia byłbym zupełnie spokojny.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wolałbym nieść padlinę owcy zdechłej na krosty przed miesiącem --- odparł lanista --- ale jeśli oddasz mi tę kiesę, którą ci rzucił dostojny trybun, to poniosę cię aż do bramy.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Obyś wybił wielki palec u nogi! --- odpowiedział Grek. --- Takżeś to skorzystał z nauk tego czcigodnego starca, który przedstawiał ubóstwo i litość jako dwie najprzedniejsze cnoty?... Czyż ci nie nakazał wyraźnie miłować mnie? Widzę, że nigdy nie zrobię z ciebie nawet lada jakiego chrześcijanina i że łatwiej słońcu przeniknąć przez mury Mamertyńskiego[7] więzienia niż prawdzie przez twoją czaszkę hipopotama.</akap_dialog>
<akap>Kroto zaś, który posiadał zwierzęcą siłę, ale natomiast nie posiadał żadnych ludzkich uczuć, rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Nie bój się! Chrześcijaninem nie zostanę! Nie chcę tracić kawałka chleba!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak, ale gdybyś miał choć początkowe wiadomości z filozofii, wiedziałbyś, że złoto jest marnością!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pójdź do mnie z filozofią, a ja ci dam tylko jedno uderzenie głową w brzuch i zobaczymy, kto wygra.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- To samo mógł powiedzieć wół do Arystotelesa --- odparł Chilo.</akap_dialog>
<akap>Na świecie szarzało. Brzask powłóczył bladą barwą zręby murów. Przydrożne drzewa, budynki i rozrzucone tu i ówdzie pomniki grobowe poczęły się wychylać z cienia. Droga nie była już zupełnie pusta. Przekupnie jarzyn zdążali na otwarcie bram, prowadząc osły i muły obładowane warzywem; gdzieniegdzie skrzypiały wozy, na których wieziono zwierzynę. Na drodze i po obu stronach leżała przy samej ziemi lekka mgła, zwiastująca pogodę. Ludzie, widziani z nieco większej odległości, wyglądali w tej mgle jak duchy. Winicjusz wpatrywał się w wysmukłą postać Ligii, która, w miarę jak brzask się powiększał, czyniła się coraz bardziej srebrzystą.</akap>
<akap_dialog>--- Panie --- rzekł Chilo --- ubliżyłbym ci, gdybym przewidywał, że twoja hojność skończy się kiedykolwiek, lecz teraz, gdyś mi zapłacił, nie możesz mnie posądzać, abym przemawiał tylko dla mej korzyści. Otóż radzę ci raz jeszcze, abyś dowiedziawszy się, w którym domu mieszka boska Ligia, wrócił do siebie po niewolników i lektykę i nie słuchał tej słoniowej trąby, Krotona, który dlatego tylko podejmuje się sam porwać dziewicę, aby wycisnąć twoją kapsę jak worek twarogu.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Masz u mnie uderzenie pięścią między łopatki, to znaczy, że zginiesz --- odezwał się Kroto.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Masz u mnie diotę[8] kefalońskiego wina, to znaczy, że zdrów będę --- odrzekł Grek.</akap_dialog>
<akap>Winicjusz nie odpowiedział nic, albowiem zbliżyli się do bramy, przy której dziwny widok uderzył ich oczy. ReligiaOto dwóch żołnierzy klękło, gdy przechodził Apostoł, on zaś trzymał przez chwilę ręce na ich żelaznych szyszakach, a potem uczynił nad nimi znak krzyża. Młodemu patrycjuszowi nigdy nie przyszło dotąd na myśl, że już i między żołnierzami mogą być chrześcijanie, i ze zdumieniem pomyślał, że jak w palącym się mieście pożar ogarnia coraz nowe domy, tak ta nauka z każdym dniem obejmuje widocznie coraz nowe dusze i szerzy się nad wszelkie ludzkie pojęcie. Uderzyło go też to i ze względu na Ligię, przekonał się bowiem, że gdyby była chciała uciec z miasta, znaleźliby się strażnicy, którzy sami ułatwiliby jej potajemnie wyjście. Błogosławił też w tej chwili wszystkim bogom, że się tak nie stało.</akap>
<akap>Przebywszy niezabudowane miejsca, znajdujące się za murem, gromadki chrześcijan poczęły się rozpraszać. Trzeba było teraz iść za Ligią dalej i ostrożniej, by nie zwrócić na się uwagi. Chilo począł też narzekać na rany i strzykanie w nogach i pozostawał coraz bardziej w tyle, czemu Winicjusz nie sprzeciwiał się, sądząc, że obecnie tchórzliwy a niedołężny Grek nie będzie mu już potrzebny. Byłby mu nawet pozwolił ruszyć, gdzie by chciał, jednakże zacnego mędrca wstrzymywała przezorność, ale parła widocznie ciekawość, szedł bowiem ciągle za nimi, a nawet chwilami przybliżał się, powtarzając swoje poprzednie rady oraz czyniąc przypuszczenia, że starzec towarzyszący Apostołowi, gdyby nie wzrost nieco za niski, mógłby być Glaukiem.</akap>
<akap>Szli jednak jeszcze długo, aż na Zatybrze, i słońce było już bliskie wschodu, gdy gromadka, w której była Ligia, rozdzieliła się. Apostoł, stara kobieta i pacholę udali się wzdłuż i w górę rzeki, starzec zaś niższego wzrostu, Ursus i Ligia wsunęli się w wąski vicus[9] i uszedłszy jeszcze ze sto kroków, weszli do sieni domu, w którym były dwa sklepy: jeden oliwny, drugi ptasznika.</akap>
<akap>Chilo, który szedł o jakie pięćdziesiąt kroków za Winicjuszem i Krotonem, stanął zaraz jak wryty i przycisnąwszy się do muru począł na nich psykać, aby do niego wrócili.</akap>
<akap>Oni zaś uczynili to, bo należało się naradzić.</akap>
<akap_dialog>--- Idź --- rzekł mu Winicjusz --- i obacz, czy ten dom nie wychodzi drugą stroną na inną ulicę.</akap_dialog>
<akap>Chilon, mimo iż poprzednio narzekał na rany w nogach, skoczył tak żywo, jakby przy kostkach miał skrzydełka Merkurego, i za chwilę powrócił.</akap>
<akap_dialog>--- Nie --- rzekł --- wyjście jest jedno.</akap_dialog>
<akap>Po czym złożył ręce:</akap>
<akap_dialog>--- Na Jowisza, Apollina, Westę, Kibelę, Izys i Ozyrysa, na Mitrę, Baala i wszystkie bogi ze Wschodu i Zachodu, zaklinam cię, panie, zaniechaj tego zamiaru... Posłuchaj mnie...</akap_dialog>
<akap>Lecz nagle urwał, gdyż spostrzegł, że twarz Winicjusza pobladła ze wzruszenia, oczy zaś jego skrzyły się jak źrenice wilka. Dość było na niego spojrzeć, by zrozumieć, iż nic w świecie nie powstrzyma go od przedsięwzięcia. Kroto począł nabierać oddechu w swą herkulesową pierś i kiwać swą nierozwiniętą czaszką w obie strony, jak czynią niedźwiedzie zamknięte w klatce. Zresztą nie znać było na jego twarzy najmniejszego niepokoju.</akap>
<akap_dialog>--- Ja wejdę pierwszy! --- rzekł.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pójdziesz za mną --- rzekł rozkazującym głosem Winicjusz.</akap_dialog>
<akap>I po chwili zniknęli obaj w ciemnej sieni.</akap>
<akap>Chilo skoczył do rogu najbliższej uliczki i jął wyzierać zza węgła czekając, co się stanie.</akap>
<naglowek_rozdzial>Rozdział dwudziesty drugi</naglowek_rozdzial>
<akap>BiedaWinicjusz dopiero w sieni zrozumiał całą trudność przedsięwzięcia. MiastoDom był duży, kilkopiętrowy, jeden z takich, jakich tysiące budowano w Rzymie w widokach zysku z najmu mieszkań, zwykle zaś budowano tak pośpiesznie i licho, że nie było niemal roku, aby kilka z nich nie zapadło się na głowy mieszkańców. Były to prawdziwe ule, zbyt wysokie i zbyt wąskie, pełne komórek i zakamarków, w których gnieździła się ludność uboga, a zarazem nader liczna. W mieście, w którym wiele ulic nie miało nazw, domy owe nie miały numerów; właściciele powierzali pobór komornego niewolnikom, ci jednak, nie obowiązani przez władzę miejską do podawania imion mieszkańców, częstokroć nie znali ich sami. Dopytać się o kogoś w takim domu bywało nieraz niezmiernie trudno, zwłaszcza gdy przy bramie nie było odźwiernego.</akap>
<akap>Winicjusz z Krotonem przez długą, podobną do korytarza sień dostali się na wąskie, zabudowane z czterech stron podwórko, stanowiące rodzaj wspólnego dla całego domu atrium, z fontanną w środku, której strumień spadał w kamienną misę, wmurowaną w ziemię. Przy wszystkich ścianach biegły w górę zewnętrzne schody, częścią kamienne, częścią drewniane, prowadzące do galerii, z których wchodziło się do mieszkań. Na dole były również mieszkania, niektóre zaopatrzone w drewniane drzwi, inne oddzielone od podwórza tylko za pomocą wełnianych, po większej części wystrzępionych i podartych lub połatanych zasłon.</akap>
<akap>Godzina była wczesna i na podwórku żywej duszy. Widocznie w całym domu spali jeszcze wszyscy, z wyjątkiem tych, którzy wrócili z Ostrianum.</akap>
<akap_dialog>--- Co uczynimy, panie? --- spytał Kroton zatrzymując się.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czekajmy tu; może się ktoś zjawi --- odrzekł Winicjusz. --- Nie trzeba, by nas widziano na podwórzu.</akap_dialog>
<akap>Lecz zarazem myślał, że rada Chilona była praktyczną. Gdyby się miało kilkudziesięciu niewolników, można było obsadzić bramę, która zdawała się być jedynym wyjściem, i przetrząsnąć wszystkie mieszkania, tak zaś należało od razu trafić do mieszkania Ligii, inaczej bowiem chrześcijanie, których zapewne w tym domu nie brakło, mogli ją ostrzec, że jej szukają. Z tego względu było niebezpiecznym i rozpytywanie się obcych osób. Winicjusz przez chwilę namyślał się, czy nie wrócić się po niewolników, gdy wtem spod jednej z zasłon zamykających dalsze mieszkania wyszedł człowiek z sitem w ręku i zbliżył się do fontanny.</akap>
<akap>Młody człowiek na pierwszy rzut oka poznał Ursusa.</akap>
<akap_dialog>--- To Lig! --- szepnął Winicjusz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czy mam zaraz połamać mu kości?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czekaj.</akap_dialog>
<akap>Ursus nie dostrzegł ich, albowiem stali w mroku sieni, i począł spokojnie opłukiwać w wodzie jarzyny napełniające sito. Widocznym było, że po całej nocy spędzonej na cmentarzu zamierzał przygotować z nich śniadanie. Po chwili, ukończywszy swą czynność, wziął mokre sito i zniknął z nim razem za zasłoną. Kroton i Winicjusz ruszyli za nim, sądząc, że wpadną wprost do mieszkania Ligii.</akap>
<akap>Więc zdziwienie ich było niepomierne, gdy spostrzegli, że zasłona oddzielała od podwórza nie mieszkanie, ale drugi ciemny korytarz, na końcu którego widać było ogródek, złożony z kilku cyprysów, kilku mirtowych krzaków, i mały domek, przylepiony do ślepej tylnej ściany innej kamienicy.</akap>
<akap>Obaj zrozumieli natychmiast, że jest to dla nich okoliczność pomyślna. Na podwórzu mogło powstać zbiegowisko wszystkich mieszkańców, ustronność zaś domku ułatwiała przedsięwzięcie. Prędko uwiną się z obrońcami, a raczej z Ursusem, po czym z porwaną Ligią równie prędko dostaną się na ulicę, a tam już dadzą sobie rady. Prawdopodobnie nikt ich nie zaczepi, gdyby ich zaczepiono, powiedzą, że chodzi o zbiegłą zakładniczkę cezara, w ostatnim zaś razie Winicjusz da się poznać wigilom i wezwie ich pomocy.</akap>
<akap>NiebezpieczeństwoUrsus wchodził już prawie do domku, gdy szelest kroków zwrócił jego uwagę, więc przystanął, a ujrzawszy dwóch ludzi złożył sito na balustradzie i zawrócił ku nim.</akap>
<akap_dialog>--- A czego tu szukacie? --- spytał.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ciebie! --- odparł Winicjusz.</akap_dialog>
<akap>Po czym zwróciwszy się do Krotona zawołał prędkim, cichym głosem:</akap>
<akap_dialog>--- Zabij!</akap_dialog>
<akap>Kroto rzucił się jak tygrys i w jednej chwili, zanim Lig zdołał się opamiętać lub rozpoznać nieprzyjaciół, chwycił go w swoje stalowe ramiona.</akap>
<akap>Lecz Winicjusz zbyt był pewien jego nadludzkiej siły, by czekać na koniec walki, więc pominąwszy ich skoczył ku drzwiom domku, pchnął je i znalazł się w ciemnej nieco izbie, rozświeconej jednak przez ogień palący się na kominie. Blask tego płomienia padał wprost na twarz Ligii. Drugą osobą siedzącą przy ognisku był ów starzec, który towarzyszył dziewczynie i Ursusowi w drodze z Ostrianum.</akap>
<akap>Winicjusz wpadł tak nagle, że zanim Ligia mogła go rozpoznać, chwycił ją wpół i uniósłszy w górę, rzucił się znów ku drzwiom. Starzec zdołał mu je wprawdzie zastąpić, lecz on, przycisnąwszy dziewczynę jednym ramieniem do piersi, odtrącił go drugą, wolną ręką. Kaptur spadł mu z głowy i wówczas na widok tej znajomej sobie, a straszliwej w tej chwili twarzy krew ścięła się w Ligii z przerażenia, a głos zamarł jej w gardle. Chciała wołać o pomoc i nie mogła. Również na próżno chciała uchwycić za ramę drzwi, by dać opór. Morderstwo, ŚmierćPalce jej zesunęły się po kamieniu i byłaby straciła przytomność, gdyby nie okropny obraz, który uderzył jej oczy, gdy Winicjusz wypadł z nią do ogrodu.</akap>
<akap>Oto Ursus trzymał w ramionach jakiegoś człowieka, całkiem przegiętego w tył, z przechyloną głową i ustami we krwi. Ujrzawszy ich, raz jeszcze uderzył pięścią w tę głowę i w jednym mgnieniu oka skoczył, jak rozjuszony zwierz, ku Winicjuszowi.</akap>
<akap>,,Śmierć!" --- pomyślał młody patrycjusz.</akap>
<akap>A potem usłyszał, jakby przez sen, okrzyk Ligii: ,,Nie zabijaj!" --- następnie uczuł, że coś, jakby piorun, rozwiązało jego ręce, którymi ją obejmował, wreszcie ziemia zakręciła się z nim i światło dnia zgasło w jego oczach.</akap>
<akap>Chilo jednakże, ukryty za węgłem narożnika, czekał, co się stanie, albowiem ciekawość walczyła w nim ze strachem. Myślał również, że jeśli im się uda porwać Ligię, to dobrze będzie być przy Winicjuszu. Urbana nie obawiał się już, był bowiem także pewny, że Kroto go zabije. Natomiast liczył, że w razie gdyby na pustych dotąd ulicach zaczęło się tworzyć zbiegowisko, gdyby chrześcijanie lub jacykolwiek ludzie chcieli stawić opór Winicjuszowi, tedy on przemówi do nich jako przedstawiciel władzy, jako wykonawca woli cezara, a w ostatnim razie wezwie wigilów na pomoc młodemu patrycjuszowi przeciw ulicznej hołocie i tym zaskarbi sobie nowe łaski. W duszy sądził zawsze, że postępek Winicjusza jest nieroztropny, bacząc jednak na straszliwą siłę Krotona, przypuszczał, że może się udać. ,,Gdyby było z nimi źle, sam trybun będzie niósł dziewczynę, a Kroto utoruje mu drogę". Czas jednakże dłużył mu się, niepokoiła go cisza sieni, na którą z daleka spoglądał.</akap>
<akap>,,Jeśli nie trafią do jej kryjówki, a naczynią hałasu, to ją spłoszą".</akap>
<akap>I myśl o tym nie była mu zresztą przykrą, rozumiał bowiem, że w takim razie będzie znów potrzebny Winicjuszowi i znów potrafi z niego wycisnąć pokaźną ilość sestercji.</akap>
<akap_dialog>--- Cokolwiek uczynią --- mówił sobie --- dla mnie uczynią, choć żaden się tego nie domyśla... Bogowie, bogowie, pozwólcie mi tylko...</akap_dialog>
<akap>I nagle urwał, zdawało mu się bowiem, że coś wychyliło się z sieni, więc przycisnąwszy się do muru, począł patrzeć, tamując dech w piersiach.</akap>
<akap>I nie mylił się, z sieni bowiem wysunęła się do wpół jakaś głowa i poczęła się rozglądać dookoła.</akap>
<akap>Po chwili jednak znikła.</akap>
<akap>,,To Winicjusz albo Kroto --- pomyślał Chilo --- ale jeśli porwali dziewkę, dlaczego ona nie krzyczy i po co wyglądają na ulicę? Ludzi i tak muszą napotkać, bo nim dojdą do Karynów, ruch się zrobi na mieście. Co to? Na wszystkich bogów nieśmiertelnych!..."</akap>
<akap>I nagle resztki włosów zjeżyły mu się na głowie.</akap>
<akap>We drzwiach pokazał się Ursus z przewieszonym przez ramię ciałem Krotona i rozejrzawszy się raz jeszcze, począł z nim biec pustą ulicą ku rzece.</akap>
<akap>Chilo uczynił się przy murze tak płaski jak kawał tynku.</akap>
<akap>,,Zginąłem, jeśli mnie dojrzy!" --- pomyślał.</akap>
<akap>Lecz Ursus przebiegł szybko koło narożnika i zniknął za następnym domem. Chilo zaś, nie czekając dłużej, począł biec w głąb poprzecznej uliczki, dzwoniąc zębami z przerażenia i z chyżością, która by nawet w młodzieńcu mogła dziwić.</akap>
<akap>,,Jeśli wracając dojrzy mnie z daleka, to dogna i zabije --- mówił sobie. --- Ratuj mnie, Zeusie, ratuj, Apollinie, ratuj, Hermesie, ratuj, Boże chrześcijan! Opuszczę Rzym, wrócę do Mezembrii, ale ocalcie mnie z rąk tego demona".</akap>
<akap>Siła, StrachI ten Lig, który zabił Krotona, wydawał mu się w tej chwili rzeczywiście jakąś nadludzką istotą. Biegnąc myślał, że to może być jaki bóg, który wziął na siebie postać barbarzyńcy. W tej chwili wierzył we wszystkich bogów świata i we wszystkie mity, z których drwił zwykłego czasu. Przelatywało mu także przez głowę, że Krotona mógł zabić Bóg chrześcijan, i włosy zjeżały mu się znów na głowie na myśl, że zadarł z taką potęgą.</akap>
<akap>Dopiero przebiegłszy kilka zaułków i spostrzegłszy jakichś robotników idących z dala naprzeciw, uspokoił się nieco. W piersiach brakło mu już tchu, siadł więc na progu domu i począł rogiem płaszcza obcierać pokryte potem czoło.</akap>
<akap>,,Stary jestem i potrzebuję spokoju" --- rzekł.</akap>
<akap>Ludzie, idący naprzeciw, skręcili na jakąś boczną uliczkę i znów ogarnęła go pustka. MiastoMiasto spało jeszcze. Rankami ruch czynił się wcześniej właśnie w zamożniejszych dzielnicach, gdzie niewolnicy bogatych domów zmuszeni byli wstawać do dnia, w tych zaś, które zamieszkiwała ludność wolna, żywiona kosztem państwa, zatem próżniacza, budzono się, zwłaszcza w zimie, dość późno. Chilo, przesiedziawszy czas jakiś na progu, uczuł dojmujący chłód, więc powstał i przekonawszy się, że nie zgubił kieski, którą dostał od Winicjusza, wolniejszym już krokiem skierował się ku rzece.</akap>
<akap_dialog>Siła--- Może obaczę gdzie ciało Krotona --- mówił sobie. --- Bogowie! Ten Lig, jeśli jest człowiekiem, mógłby w ciągu jednego roku zarobić miliony sestercji, albowiem jeśli Krotona udusił jak szczenię, to któż mu się oprze? Za każde wystąpienie na arenie dano by mu złota tyle, ile sam waży. Lepiej on strzeże tej dziewki niż Cerber piekła. Ale niech go też to piekło pochłonie! Nie chcę mieć z nim do czynienia. Zanadto jest kościsty. Co tu jednak począć? Stała się rzecz straszna. Jeśli on takiemu Krotonowi połamał kości, to pewno i dusza Winicjusza kwili tam nad tym przeklętym domem, czekając pogrzebu. Na Kastora! Pozycja społecznaTo przecie patrycjusz, przyjaciel cezara, krewny Petroniusza, pan znany w całym Rzymie i trybun wojskowy. Śmierć jego nie ujdzie im na sucho... Gdybym też na przykład udał się do obozu pretorianów albo do wigilów?...</akap_dialog>
<akap>Tu zamilkł i począł się namyślać, lecz po chwili rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Biada mi! Któż wprowadził go do tego domu, jeśli nie ja?... Jego wyzwoleńcy i niewolnicy wiedzą, żem do niego przychodził, a niektórzy wiedzą, w jakim celu. Co będzie, gdy posądzą mnie, żem umyślnie wskazał mu dom, w którym spotkała go śmierć? Choćby pokazało się potem w sądzie, żem jej nie chciał, i tak powiedzą, żem ja jej przyczyną... A to przecie patrycjusz, więc w żadnym razie nie ujdzie mi to bezkarnie. Ale gdybym milczkiem opuścił Rzym i przeniósł się gdzieś daleko, to podałbym się w tym większe podejrzenie.</akap_dialog>
<akap>I tak, i tak było źle. Chodziło tylko o to, by wybrać złe mniejsze. Rzym był ogromnym miastem, a jednak Chilon uczuł, że może mu być w nim za ciasno. Bo każdy inny mógłby pójść wprost do prefekta wigilów, opowiedzieć, co się stało, i choćby padło na niego jakoweś podejrzenie, czekać spokojnie na śledztwo. Ale cała przeszłość Chilona była tego rodzaju, że wszelka bliższa znajomość bądź z prefektem miasta, bądź z prefektem wigilów musiałaby nań sprowadzić nader poważne kłopoty, a zarazem uzasadnić wszelkie podejrzenia, jakie by przyjść mogły do głowy urzędnikom.</akap>
<akap>Z drugiej strony, uciec było to utwierdzić Petroniusza w mniemaniu, że Winicjusz został zdradzony i zamordowany skutkiem zmowy. Owóż Petroniusz był człowiek potężny, który mógł mieć na rozkazy policję w całym państwie i który niechybnie postarałby się odnaleźć winowajców choćby na krańcach świata. Jednakże Chilonowi przyszło do głowy, czyby nie udać się wprost do niego i nie opowiedzieć mu, co się zdarzyło. Tak! był to najlepszy sposób. Petroniusz był człowiekiem spokojnym i Chilo mógł być pewnym przynajmniej tego, że go wysłucha do końca. Petroniusz, który znał sprawę od początku, łatwiej też uwierzyłby w niewinność Chilona niż prefekci.</akap>
<akap>Żeby jednak udać się do niego, trzeba było wiedzieć na pewno, co stało się z Winicjuszem, Chilo zaś tego nie wiedział. Widział wprawdzie Liga skradającego się do rzeki z ciałem Krotona, ale nic więcej. Winicjusz mógł być zabitym, ale mógł też być rannym lub schwytanym. Teraz dopiero przyszło Chilonowi do głowy, że chrześcijanie zapewne nie ośmieliliby się zabić człowieka tak potężnego, augustianina i wysokiego urzędnika wojskowego, albowiem tego rodzaju postępek mógł ściągnąć na nich ogólne prześladowanie. Prawdopodobniejszym było, że zatrzymali go przemocą, aby dać czas Ligii do ponownego ukrycia się w innym miejscu.</akap>
<akap>Myśl ta napełniła Chilona otuchą.</akap>
<akap>,,Jeśli ten ligijski smok nie rozdarł go w pierwszym zapędzie, tedy jest żywy, a jeśli jest żywy, tedy sam da świadectwo, żem go nie zdradził, a wówczas nie tylko nic mi nie grozi, ale (o Hermesie, licz znów na dwie jałówki!) otwiera się przede mną nowe pole... Mogę dać znać jednemu z wyzwoleńców, gdzie ma szukać pana, a czy on uda się do prefekta, czy nie, to jego rzecz, bylebym ja się do niego nie udawał... Mogę także pójść do Petroniusza i liczyć na nagrodę... Szukałem Ligii, teraz będę szukał Winicjusza, a potem znów Ligii... Trzeba jednak naprzód wiedzieć, czy żyw, czy zabit[10]".</akap>
<akap>Tu przeszło mu przez głowę, że mógłby nocą udać się do piekarza Demasa i spytać o to Ursusa. Ale myśl tę porzucił natychmiast. Wolał nie mieć nic do czynienia z Ursusem. Mógł słusznie przypuszczać, że jeśli Ursus nie zabił Glauka, to widocznie został przestrzeżony przez któregoś ze starszych chrześcijańskich, któremu wyznał swój zamiar, że to sprawa nieczysta i że chciał go do niej namówić jakiś zdrajca. Zresztą na samo wspomnienie Ursusa Chilona przebiegał dreszcz po całym ciele. Natomiast pomyślał, że wieczorem wyśle Eurycjusza po wieści do tego domu, w którym wypadek się zdarzył. Tymczasem potrzebował pożywić się, wykąpać i wypocząć. Niespana noc, droga do Ostrianum i ucieczka z Zatybrza strudziły go istotnie nad wszelką miarę.</akap>
<akap>Jedna rzecz pocieszała go stale: oto, że miał przy sobie dwie kieski: tę, którą Winicjusz dał mu w domu, i tę, którą mu rzucił w powrotnej drodze z cmentarza. Ze względu też na tę szczęśliwą okoliczność, jak również ze względu na wszelkie wzruszenia, przez jakie przeszedł, postanowił zjeść obficiej i napić się lepszego wina niż zwykle.</akap>
<akap>I gdy wreszcie nadeszła godzina otwarcia winiarni, uczynił to w mierze tak znacznej, iż zapomniał o kąpieli. Chciało mu się przede wszystkim spać i senność odjęła mu siły do tego stopnia, że wrócił zupełnie chwiejnym krokiem do swego mieszkania na Suburze, gdzie czekała go zakupiona za Winicjuszowe pieniądze niewolnica.</akap>
<akap>Tam, wszedłszy do ciemnego jak lisia jama cubiculum, rzucił się na posłanie i zasnął w jednej chwili.</akap>
<akap>Zbudził się dopiero wieczorem, a raczej zbudziła go niewolnica wzywając go, by wstawał, albowiem ktoś szuka go i chce się z nim widzieć w pilnej sprawie.</akap>
<akap>Czujny Chilo oprzytomniał w jednej chwili, zarzucił naprędce płaszcz z kapturem i kazawszy się niewolnicy usunąć na bok, wyjrzał naprzód ostrożnie na zewnątrz.</akap>
<akap>Strach I zmartwiał! Albowiem przez drzwi cubiculum ujrzał olbrzymią postać Ursusa.</akap>
<akap>Na ów widok uczuł, że nogi i głowa jego stają się zimne jak lód, serce przestaje bić w piersiach, po krzyżu chodzą roje mrówek... Czas jakiś nie mógł przemówić, następnie jednak, szczękając zębami, rzekł, a raczej wyjęczał:</akap>
<akap_dialog>--- Syro! Nie ma mnie... nie znam... tego... dobrego człowieka...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Powiedziałam mu, że jesteś i że śpisz, panie --- odrzekła dziewczyna --- on zaś żądał, by cię rozbudzić...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- O bogi!... Każę cię...</akap_dialog>
<akap>Lecz Ursus, jakby zniecierpliwiony zwłoką, zbliżył się do drzwi cubiculum i schyliwszy się wsadził do wnętrza głowę.</akap>
<akap_dialog>--- Chilonie Chilonidesie! --- rzekł.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pax tecum! Pax, pax![11] --- odpowiedział Chilon. --- O najlepszy z chrześcijan! Tak! Jestem Chilonem, ale to omyłka... Nie znam cię!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Chilonie Chilonidesie --- powtórzył Ursus. --- Pan twój, Winicjusz, wzywa cię, abyś się do niego udał wraz ze mną.</akap_dialog>
<naglowek_rozdzial>Rozdział dwudziesty trzeci</naglowek_rozdzial>
<akap>Winicjusza obudził dotkliwy ból. W pierwszej chwili nie mógł zrozumieć, gdzie jest i co się z nim dzieje. W głowie czuł szum i oczy jego były zakryte jakby mgłą. Stopniowo jednak wracała mu przytomność i wreszcie przez ową mgłę dojrzał trzech schylonych nad sobą ludzi. Dwóch rozpoznał: jeden był Ursus, drugi --- ten starzec, którego obalił unosząc Ligię. Trzeci, zupełnie obcy, trzymał jego lewą rękę i dotykając jej wzdłuż łokcia aż do ramienia i obojczyka, zadawał mu właśnie ból tak straszny, iż Winicjusz sądząc, że to jest jakiś rodzaj dokonywanej nad nim zemsty, rzekł przez zaciśnięte zęby:</akap>
<akap_dialog>--- Zabijcie mnie.</akap_dialog>
<akap>Lecz oni nie zdawali się uważać na jego słowa, jakby nie słyszeli ich lub jakby je poczytywali za zwykły jęk cierpienia. Ursus, ze swoją zatroskaną, a zarazem groźną twarzą barbarzyńcy, trzymał pęki białych szmat podartych na długie pasy, starzec zaś mówił do człowieka, który naciskał ramię Winicjusza:</akap>
<akap_dialog>Lekarz--- Glauku, jestżeś pewny, że ta rana w głowie nie jest śmiertelna?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak jest, cny[12] Kryspie --- odpowiedział Glaukus. --- Służąc jako niewolnik na flocie, a potem mieszkając w Neapolis, opatrywałem wiele ran, i z zysków, jakie mi przynosiło to zajęcie, wykupiłem wreszcie siebie i swoich... Rana w głowie jest lekka. Gdy ten człowiek (tu wskazał głową na Ursusa) odebrał młodzieńcowi dziewczynę i pchnął go na mur, ów widocznie, padając, zasłonił się ręką, którą wybił i złamał, ale przez to ocalił głowę --- i życie.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Niejednego już z braci miałeś w swej opiece --- odpowiedział Kryspus --- i słyniesz jako biegły lekarz... Dlatego to posłałem po ciebie Ursusa.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Który po drodze wyznał mi, iż jeszcze wczoraj gotów był mnie zabić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ale pierwej niż tobie wyznał swój zamiar mnie --- ja zaś, który znam ciebie i twoją miłość do Chrystusa, wytłumaczyłem mu, że nie ty jesteś zdrajcą, ale ów nieznajomy, który go do zabójstwa chciał namówić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- To był zły duch, ale ja wziąłem go za anioła --- odrzekł z westchnieniem Ursus.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Kiedy indziej opowiesz mi to --- rzekł Glaukus --- ale teraz musimy myśleć o rannym.</akap_dialog>
<akap>I to rzekłszy począł nastawiać ramię Winicjusza, który mimo iż Kryspus skrapiał mu twarz wodą, mdlał ciągle z bólu. Była to zresztą szczęśliwa dla niego okoliczność, nie czuł bowiem nastawiania nogi ani opasywania złamanego ramienia, które Glaukus ujął w dwie wklęsłe deseczki, a następnie obwiązał szybko i silnie, aby je unieruchomić.</akap>
<akap>Lecz po dokonaniu operacji rozbudził się znowu --- i ujrzał nad sobą Ligię.</akap>
<akap>Stała tuż przy jego łóżku, trzymając przed sobą miedziane wiaderko z wodą, w której Glaukus zanurzał od czasu do czasu gąbkę i zwilżał nią jego głowę.</akap>
<akap>Winicjusz patrzył i oczom nie wierzył. Zdawało mu się, że to sen albo gorączka stawia przed nim drogie widmo --- i po długiej dopiero chwili zdołał wyszeptać:</akap>
<akap_dialog>--- Ligio...</akap_dialog>
<akap>Na jego głos wiaderko zadrżało w jej ręku, lecz zwróciła na niego oczy pełne smutku.</akap>
<akap_dialog>--- Pokój z tobą! --- odrzekła z cicha.</akap_dialog>
<akap>I stała z wyciągniętymi przed się rękoma, z twarzą pełną litości i żalu.</akap>
<akap>Miłość, Wyrzuty sumieniaOn zaś patrzył na nią, jakby chcąc napełnić nią źrenice tak, aby po zamknięciu powiek obraz jej został mu pod nimi. Patrzył na jej twarz, bledszą i szczuplejszą niż dawniej, na skręty ciemnych włosów, na ubogi ubiór robotnicy; patrzył tak uporczywie, że aż pod wpływem jego wzroku jej śnieżne czoło poczęło różowieć --- i naprzód pomyślał, że ją kocha zawsze, a po wtóre, że Biedata jej bladość i to jej ubóstwo są jego dziełem, że on to wypędził ją z domu, gdzie ją kochano i gdzie ją otaczał dostatek i wygody, a wtrącił do tej mizernej izby i odział w ten nędzny płaszcz z ciemnej wełny.</akap>
<akap>Ponieważ zaś pragnąłby ją odziać w najdroższe złotogłowy[13] i we wszystkie klejnoty świata, więc zdjęło go zdumienie, trwoga, litość --- i żal tak wielki, że byłby jej do nóg padł, gdyby mógł się poruszyć.</akap>
<akap_dialog>--- Ligio --- rzekł --- nie pozwoliłaś mnie zabić.</akap_dialog>
<akap>A ona odpowiedziała ze słodyczą:</akap>
<akap_dialog>--- Niech Bóg wróci ci zdrowie.</akap_dialog>
<akap>DobroDla Winicjusza, który miał poczucie i tych krzywd, które jej dawniej wyrządził, i tej, którą chciał wyrządzić świeżo, był w słowach Ligii prawdziwy balsam. Zapomniał w tej chwili, że przez jej usta może mówić chrześcijańska nauka, a czuł tylko, że mówi umiłowana kobieta i że w odpowiedzi jej jest jakaś osobista tkliwość i wprost nadludzka dobroć, która wstrząsa nim do głębi duszy. Jak poprzednio z bólu, tak teraz osłabł ze wzruszenia. Ogarnęła go jakaś niemoc, zarazem ogromna i słodka. Doznał takiego wrażenia, jakby się zapadał gdzieś w otchłań, ale czuł przy tym, że mu jest dobrze --- i że jest szczęśliwy. Myślał też w tej chwili osłabienia, że stoi nad nim bóstwo.</akap>
<akap>Tymczasem Glaukus skończył obmywać ranę w jego głowie i przyłożył do niej maść gojącą. Ursus zabrał miednik[14] z rąk Ligii, ona zaś, wziąwszy przygotowaną na stole czarę z wodą pomieszaną z winem, przyłożyła ją do ust rannego. Winicjusz wypił chciwie, po czym doznał ogromnej ulgi. Po dokonanym opatrunku ból prawie minął. Rany i stłuczenia poczęły tężeć. Wróciła mu zupełna przytomność.</akap>
<akap_dialog>--- Daj mi pić jeszcze --- rzekł.</akap_dialog>
<akap>Ligia odeszła z próżną czarą do drugiej izby, natomiast Kryspus, po krótkich słowach zamienionych z Glaukiem, zbliżył się do łóżka i rzekł:</akap>
<akap_dialog>Miłosierdzie--- Winicjuszu, Bóg nie pozwolił ci popełnić złego uczynku, ale zachował cię przy życiu, byś opamiętał się w duszy. Ten, wobec którego człowiek jest tylko prochem --- podał cię bezbronnego w ręce nasze, lecz Chrystus, w którego wierzymy, kazał nam miłować nawet nieprzyjaciół. Więc opatrzyliśmy twoje rany i jako rzekła Ligia, będziemy modlić się, aby Bóg wrócił ci zdrowie, ale dłużej nad tobą czuwać nie możemy. Zostań więc w spokoju i pomyśl, czyli godziłoby ci się prześladować dłużej Ligię, którą pozbawiłeś opiekunów, dachu --- i nas, którzyśmy ci dobrym za złe wypłacili?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Chcecie mnie opuścić? --- spytał Winicjusz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Chcemy opuścić ten dom, w którym może nas dosięgnąć prześladowanie prefekta miasta. Towarzysz twój został zabity, ty zaś, który jesteś możnym między swymi, leżysz ranny. Nie z naszej to winy się stało, ale na nas musiałby spaść gniew prawa...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Prześladowania się nie bójcie --- rzekł Winicjusz. --- Ja was osłonię.</akap_dialog>
<akap>Kryspus nie chciał mu odpowiedzieć, że chodzi im nie tylko o prefekta i policję, ale że nie mając zaufania i do niego także, chcą zabezpieczyć Ligię przed dalszym jego pościgiem.</akap>
<akap_dialog>--- Panie --- rzekł --- prawa twoja ręka jest zdrowa --- więc oto tabliczki i styl[15]: napisz do sług, aby przyszli do ciebie dziś wieczór z lektyką i odnieśli cię do twego domu, w którym ci będzie wygodniej niż wśród naszego ubóstwa. My tu mieszkamy u biednej wdowy, która wkrótce nadejdzie z synem swoim --- i owo pacholę odniesie twój list, my zaś musimy wszyscy szukać innego schronienia.</akap_dialog>
<akap>Winicjusz pobladł, pojął bowiem, że chcą go rozłączyć z Ligią i że gdy straci ją ponownie, to może nigdy w życiu jej nie ujrzeć... Rozumiał wprawdzie, że zaszły między nią i nim rzeczy wielkie, na mocy których, chcąc ją posiąść, musi szukać jakichś nowych dróg, o których nie miał jeszcze czasu myśleć. Rozumiał również, że cokolwiek by powiedział tym ludziom --- choćby im zaprzysiągł, że wróci Ligię Pomponii Grecynie, to mają prawo mu nie uwierzyć i nie uwierzą. PrzysięgaPrzecie mógł to uczynić już dawniej; przecie mógł, zamiast prześladować Ligię, udać się do Pomponii --- i przysiąc jej, że się pościgu wyrzeka, a w takim razie sama Pomponia byłaby odszukała i zabrała na powrót dziewczynę. --- Nie! Czuł, że żadne tego rodzaju przyrzeczenia nie zdołają ich wstrzymać i żadna uroczysta przysięga nie zostanie przyjęta, tym bardziej że nie będąc chrześcijaninem mógłby im chyba przysiąc na bogów nieśmiertelnych, w których sam nie bardzo wierzył, a których oni uważali za złe duchy.</akap>
<akap>Pragnął jednak rozpaczliwie przejednać i Ligię, i tych jej opiekunów --- jakimkolwiek sposobem, na to zaś potrzebował czasu. Chodziło mu także o to, by choć kilka dni patrzeć na nią. Jak tonącemu każdy odłam deski lub wiosła wydaje się zbawieniem, tak i jemu wydawało się, iż przez te kilka dni zdoła może powiedzieć coś takiego, co go do niej zbliży, że może coś obmyśli, że może coś zajdzie pomyślnego.</akap>
<akap>Więc zebrawszy myśli rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Posłuchajcie mnie, chrześcijanie. Wczoraj byłem wraz z wami na Ostrianum i słuchałem waszej nauki, ale choćbym jej nie znał, wasze uczynki przekonałyby mnie, iż jesteście ludzie uczciwi i dobrzy. Powiedzcie owej wdowie, która zamieszkuje ten dom, aby została w nim, wy zostańcie także i mnie pozwólcie zostać. Niech ten człowiek (tu zwrócił wzrok na Glauka), który jest lekarzem lub przynajmniej zna się na opatrywaniu ran, powie, czy można mnie dziś przenosić. Jestem chory i mam złamane ramię, które musi choć kilka dni zostać nieruchome --- i dlatego oświadczam wam, iż nie ruszę się stąd, chyba mnie przemocą wyniesiecie.</akap_dialog>
<akap>Tu przerwał, bo w rozbitej jego piersi zbrakło oddechu, Kryspus zaś rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Nikt, panie, nie użyje przeciw tobie przemocy, my tylko uniesiemy stąd nasze głowy.</akap_dialog>
<akap>Na to nieprzywykły do oporu młody człowiek zmarszczył brwi i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Pozwól mi odetchnąć.</akap_dialog>
<akap>Po chwili zaś począł znów mówić:</akap>
<akap_dialog>--- O Krotona, którego zdusił Ursus, nikt nie zapyta, miał dziś jechać do Benewentu, dokąd wezwał go Watyniusz, wszyscy więc będą myśleli, że wyjechał. Gdyśmy weszli z Krotonem do tego domu, nie widział nas nikt prócz jednego Greka, który był z nami w Ostrianum. Powiem wam, gdzie mieszka, sprowadźcie mi go --- ja zaś nakażę mu milczenie, albowiem jest to człowiek przeze mnie płatny. Do domu mego napiszę list, żem wyjechał także do Benewentu. Gdyby Grek już dał znać prefektowi, oświadczę mu, żem Krotona sam zabił i że on to złamał mi rękę. Tak uczynię, na cienie ojca i matki mojej! --- a więc możecie tu pozostać bezpiecznie, gdyż włos nie spadnie z żadnej głowy. Sprowadźcie mi prędko Greka, który zwie się Chilo Chilonides!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Więc Glaukus zostanie przy tobie, panie --- rzekł Kryspus --- i wraz z wdową będzie miał pieczę nad tobą.</akap_dialog>
<akap>Winicjusz zmarszczył brwi jeszcze silniej.</akap>
<akap_dialog>--- Uważ, stary człowieku, co powiem --- rzekł. --- Winienem ci wdzięczność i wydajesz się dobrym i uczciwym człowiekiem, ale nie mówisz mi tego, co masz na dnie duszy. Ty się obawiasz, bym nie wezwał moich niewolników i nie kazał im zabrać Ligii? Zali tak nie jest?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak jest! --- odrzekł z pewną surowością Kryspus.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tedy zważ, że z Chilonem będę rozmawiał przy was i że przy was napiszę list do domu, iżem wyjechał --- i że innych posłańców, jak wy, później nie znajdę... Rozważ to sam i nie drażnij mnie dłużej.</akap_dialog>
<akap>Tu wzburzył się i twarz skurczyła mu się z gniewu, po czym jął mówić w uniesieniu:</akap>
<akap_dialog>--- Zaliś ty myślał, że ja się zaprę, iż chcę pozostać dlatego, by ją widzieć?... Głupi by odgadł, choćbym się zaparł. Ale przemocą nie będę jej więcej brał... Tobie zaś powiem co innego.Szantaż Jeśli ona tu nie zostanie, to tą zdrową ręką pozrywam wiązania z ramienia, nie przyjmę jadła ni napoju i niech śmierć moja spadnie na ciebie i na twoich braci. Czemuś mnie opatrywał, czemuś nie kazał mnie zabić?</akap_dialog>
<akap>I pobladł z gniewu i osłabienia. Lecz Ligia, która z drugiej izby słyszała całą rozmowę i która była pewną, iż Winicjusz spełni to, co zapowiada, zlękła się jego słów. Nie chciała za nic jego śmierci. Raniony i bezbronny budził w niej tylko litość, nie strach.Kobieta, Obraz świata Od czasu ucieczki żyjąc wśród ludzi pogrążonych w ciągłym upojeniu religijnym, rozmyślających tylko o ofiarach, poświęceniach i miłosierdziu bez granic, sama upoiła się tym nowym tchnieniem do tego stopnia, że zastąpiło ono dla niej dom, rodzinę, stracone szczęście i zarazem uczyniło z niej jedną z takich dziewic chrześcijanek, które zmieniły później starą duszę świata. Winicjusz zbyt zaważył w jej losach i zbyt się jej narzucił, by mogła o nim zapomnieć. ZbawienieMyślała o nim po całych dniach i nieraz prosiła Boga o taką chwilę, w której, idąc za tchnieniem nauki, mogłaby mu wypłacić się dobrem za złe, miłosierdziem za prześladowanie, złamać go, zdobyć dla Chrystusa i zbawić. A teraz zdawało się jej właśnie, że taka chwila nadeszła i że modlitwy jej zostały wysłuchane.</akap>
<akap>Zbliżyła się więc do Kryspusa z twarzą jakby natchnioną i poczęła mówić tak, jakby przez nią mówił głos jakiś inny:</akap>
<akap_dialog>--- Kryspie, niech on zostanie między nami i my pozostaniemy z nim, dopóki Chrystus go nie uzdrowi.</akap_dialog>
<akap>A stary prezbiter, przywykły szukać we wszystkim tchnień Bożych, widząc jej egzaltację pomyślał zaraz, że może mówi przez nią moc wyższa, i uląkłszy się w sercu, pochylił swą głowę.</akap>
<akap_dialog>--- Niech się tak stanie, jak mówisz --- rzekł.</akap_dialog>
<akap>Na Winicjuszu, który przez cały czas nie spuszczał jej z oczu, to szybkie posłuszeństwo Kryspa uczyniło dziwne i przejmujące wrażenie. MiłośćWydało mu się, że Ligia jest między chrześcijanami jakąś Sybillą czy kapłanką, którą otacza cześć i posłuch. I mimo woli poddał się także tej czci. Do miłości, jaką czuł, przyłączyła się teraz jakby pewna obawa, wobec której miłość sama stawała się czymś niemal zuchwałym. SiłaNie umiał przy tym oswoić się z myślą, że stosunek ich został zmieniony, że teraz nie ona od jego, ale on zależy od jej woli, że leży oto chory, złamany, że przestał być siłą napastniczą --- zdobywczą i że jest jakby bezbronnym dzieckiem na jej opiece. Dla jego natury dumnej i samowolnej stosunek podobny względem każdej innej istoty byłby upokorzeniem --- tym razem jednak nie tylko nie odczuł upokorzenia, ale był jej wdzięczny jak swojej pani. Były to poczucia w nim niesłychane, które dniem przedtem nie chciałyby mu się w głowie pomieścić i które zdumiewałyby go nawet w tej jeszcze chwili, gdyby umiał sobie jasno zdać z nich sprawę. Lecz on nie pytał teraz, dlaczego tak jest, jakby to było rzeczą zupełnie naturalną, czuł się tylko szczęśliwy, że zostaje.</akap>
<akap>PokoraI chciał jej dziękować --- z wdzięcznością i jeszcze z jakimś uczuciem tak dalece mu nie znanym, że go nawet nazwać nie umiał, ponieważ było po prostu pokorą. Strach Lecz poprzednie uniesienie wyczerpało go tak, że nie mógł mówić i dziękował jej tylko oczyma, w których świeciła radość, że zostaje przy niej i że będzie mógł na nią patrzeć jutro, pojutrze, może długo. Radość tę mieszała mu tylko obawa, by nie stracić tego, co zyskał, tak wielka, że gdy Ligia podała mu znów po chwili wody i gdy chwyciła go przy tym ochota, by objąć jej dłoń --- bał się tego uczynić, bał się --- on, ten sam Winicjusz, który na uczcie u cezara całował przemocą jej usta, a po jej ucieczce obiecał sobie, że będzie ją za włosy włóczył do cubiculum lub każe ją smagać.</akap>
<naglowek_rozdzial>Rozdział dwudziesty czwarty</naglowek_rozdzial>
<akap>Lecz począł się również obawiać, by jakaś niewczesna pomoc z zewnątrz nie zburzyła mu radości. Chilo mógł dać znać o jego zniknięciu prefektowi miasta lub wyzwoleńcom w domu --- a w takim razie wtargnięcie wigilów było prawdopodobne. Przez głowę przeleciała mu wprawdzie myśl, że wówczas mógłby kazać pochwycić Ligię i zamknąć ją w swoim domu, lecz czuł, że tego uczynić nie powinien --- i nie zdoła. Był człowiekiem samowolnym, zuchwałym i dość zepsutym, a w potrzebie nieubłaganym, nie był jednakże ni Tygellinem, ni Neronem. Życie wojskowe pozostawiło mu pewne poczucie sprawiedliwości, wiary i tyle sumienia, iż rozumiał, że taki postępek byłby czymś potwornie podłym. Byłby może wreszcie zdolny dopuścić się go w napadzie złości i w pełni sił, ale w tej chwili był zarazem rozczulony i chory, więc chodziło mu o to tylko, by nikt nie stanął między nim a Ligią.</akap>
<akap>Zauważył zaś ze zdziwieniem, że od chwili gdy Ligia stanęła po jego stronie, ani ona sama, ani Kryspus nie żądają od niego żadnych zapewnień, tak jak gdyby byli pewni, że w razie potrzeby obroni ich jakaś moc nadprzyrodzona. Winicjusz, w którego głowie --- od czasu jak słyszał w Ostrianum naukę i opowiadanie Apostoła --- poczęła się plątać i zacierać różnica między rzeczami możliwymi a niemożliwymi, nie był także zbyt daleki od przypuszczenia, że tak by być mogło. Jednakże biorąc rzeczy trzeźwiej, sam przypomniał im, co mówił o Greku, i znów zażądał, by sprowadzono mu Chilona.</akap>
<akap>Kryspus zgodził się na to i postanowiono wysłać Ursusa. Winicjusz, który w ostatnich dniach przed Ostrianum często, lubo bez skutku, wysyłał był niewolników swych do Chilona, wskazał Ligowi dokładnie jego mieszkanie, po czym skreśliwszy kilka słów na tabliczce rzekł zwróciwszy się do Kryspa:</akap>
<akap_dialog>--- Daję tabliczkę, gdyż to jest człowiek podejrzliwy i chytry, który często, wzywany przeze mnie, kazał odpowiadać ludziom moim, że nie ma go w domu, czynił to zaś zawsze, gdy nie mając dla mnie dobrych nowin obawiał się mojego gniewu.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Bylem go znalazł, to go przyprowadzę, czy będzie chciał, czy nie --- odpowiedział Ursus.</akap_dialog>
<akap>Po czym wziąwszy płaszcz wyszedł spiesznie.</akap>
<akap>MiastoOdnaleźć kogoś w Rzymie nie było łatwo, nawet przy najlepszych wskazówkach, ale Ursusowi pomagał w takich razach instynkt człowieka leśnego, a zarazem i wielka znajomość miasta, tak że po niejakim czasie znalazł się w mieszkaniu Chilona.</akap>
<akap>Nie poznał go jednak. Poprzednio widział go tylko raz w życiu, i do tego w nocy. Wreszcie tamten wyniosły i pewny siebie starzec, który go namawiał do zamordowania Glauka, tak był niepodobny do tego zgiętego we dwoje ze strachu Greka, że nikt nie mógł przypuścić, iż obaj stanowią jedną osobę. Chilo też, pomiarkowawszy, że Ursus patrzy na niego jak na człowieka zupełnie obcego, ochłonął z pierwszego wrażenia. Widok tabliczki z pismem Winicjusza uspokoił go jeszcze bardziej. Nie groziło mu przynajmniej podejrzenie, że wprowadził go umyślnie w zasadzkę. Pomyślał przy tym, że chrześcijanie nie zabili Winicjusza widocznie dlatego, że nie ośmielili się podnieść ręki na osobę tak znakomitą.</akap>
<akap>,,A zatem Winicjusz osłoni i mnie w potrzebie --- rzekł sobie w duchu --- albowiem nie wzywa mnie przecie po to, by mnie dać zabić".</akap>
<akap>Nabrawszy więc nieco ducha, spytał:</akap>
<akap_dialog>--- Dobry człowieku, zali przyjaciel mój, szlachetny Winicjusz, nie przysłał po mnie lektyki? --- Nogi mam popuchnięte i iść tak daleko nie mogę.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie --- odrzekł Ursus --- pójdziemy piechotą.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A jeśli odmówię?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie czyń tego, gdyż pójść musisz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I pójdę, ale z własnej chęci. Inaczej nikt by mnie nie zmusił, albowiem jestem człowiekiem wolnym i przyjacielem prefekta miasta. Jako mędrzec, posiadam również sposoby na przemoc --- i umiem zamieniać ludzi w drzewa i zwierzęta. Ale pójdę --- pójdę! Wdzieję tylko płaszcz jeszcze nieco cieplejszy i kaptur, aby mnie nie poznali niewolnicy tej dzielnicy --- inaczej bowiem zatrzymywaliby nas ustawicznie, aby całować moje ręce.</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy nawdział inny płaszcz, na głowę zaś spuścił galicki obszerny kaptur, z obawy, by Ursus nie przypomniał sobie jego rysów, gdy wyjdą na większe światło.</akap>
<akap_dialog>--- Gdzie mnie prowadzisz? --- spytał po drodze Ursusa.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na Zatybrze.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Niedawno jestem w Rzymie i nigdy tam nie byłem, ale i tam żyją zapewne ludzie, którzy kochają cnotę.</akap_dialog>
<akap>Ale Ursus, który był człowiekiem naiwnym i który słyszał Winicjusza mówiącego, iż Grek był z nim na cmentarzu Ostrianum, a potem widział, gdy wchodzili z Krotonem do domu, w którym mieszkała Ligia, zatrzymał się na chwilę i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Nie kłam, stary człowieku, albowiem dziś byłeś z Winicjuszem na Ostrianum i pod naszą bramą.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ach! --- rzekł Chilo --- więc to wasz dom stoi na Zatybrzu? Od niedawna jestem w Rzymie i nie wiem dobrze, jak się zwą różne dzielnice. Tak jest, przyjacielu! Byłem pod waszą bramą i zaklinałem pod nią w imię cnoty Winicjusza, by nie wchodził. Byłem i w Ostrianum, a wiesz dlaczego? Oto od pewnego czasu pracuję nad nawróceniem Winicjusza i chciałem, aby posłuchał najstarszego z apostołów. Niech światło przeniknie do jego duszy i do twojej! Wszakże jesteś chrześcijaninem i wszak pragniesz, aby prawda zapanowała nad fałszem?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak jest --- odrzekł z pokorą Ursus.</akap_dialog>
<akap>Chilonowi wróciła zupełnie odwaga.</akap>
<akap_dialog>--- Winicjusz jest to pan możny --- rzekł --- i przyjaciel cezara. Często on jeszcze słucha podszeptów złego ducha, ale gdyby choć włos spadł z jego głowy, cezar pomściłby się na wszystkich chrześcijanach.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nas większa moc strzeże.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Słusznie! Słusznie! Ale co zamierzacie uczynić z Winicjuszem? --- spytał z nowym niepokojem Chilon.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie wiem. Chrystus nakazuje miłosierdzie.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Toś wyśmienicie powiedział. Pamiętaj o tym zawsze, inaczej będziesz się skwarzył w piekle jak kiszka na patelni.</akap_dialog>
<akap>Ursus westchnął. Chilo zaś pomyślał, że z tym straszliwym w chwili pierwszego porywu człowiekiem zrobiłby zawsze, co by chciał.</akap>
<akap>Więc pragnąc wiedzieć, jak rzeczy odbyły się przy porywaniu Ligii, pytał dalej głosem surowego sędziego:</akap>
<akap_dialog>--- Jak postąpiliście z Krotonem? Mów i nie zmyślaj.</akap_dialog>
<akap>Ursus westchnął po raz drugi:</akap>
<akap_dialog>--- Powie ci to Winicjusz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- To się znaczy, że pchnąłeś go nożem lub zabiłeś pałką?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Byłem bezbronny.</akap_dialog>
<akap>Grek nie mógł jednak oprzeć się podziwowi nad nadludzką siłą barbarzyńcy.</akap>
<akap_dialog>--- Niech cię Pluto!... To jest, chciałem powiedzieć: niech ci Chrystus przebaczy!</akap_dialog>
<akap>Czas jakiś szli w milczeniu, po czym Chilo rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Nie ja cię zdradzę, ale strzeż się wigilów.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ja boję się Chrystusa, nie wigilów.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I to słusznie. Nie masz cięższej winy nad zabójstwo. Będę się za ciebie modlił, ale nie wiem, czy nawet moja modlitwa co wskóra --- chyba że uczynisz ślub, iż nigdy w życiu nikogo nie tkniesz palcem.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ja i tak nie zabijałem rozmyślnie --- odpowiedział Ursus.</akap_dialog>
<akap>StrachChilo jednak, który pragnął się na wszelki wypadek zabezpieczyć, nie przestawał obrzydzać w dalszym ciągu zabójstwa Ursusowi i zachęcać go do wykonania ślubu. Wypytywał też i o Winicjusza, lecz Lig odpowiadał na jego pytania niechętnie, powtarzając, że z ust samego Winicjusza usłyszy to, co usłyszeć powinien. Rozmawiając w ten sposób, przebyli wreszcie daleką drogę dzielącą mieszkanie Greka od Zatybrza i znaleźli się przed domem. Serce Chilona poczęło znów bić niespokojnie. Ze strachu wydało mu się, że Ursus poczyna spoglądać na niego jakimś łakomym wzrokiem. ,,Mała mi pociecha --- mówił sobie --- jeśli mnie zabije niechcący, i wolałbym w każdym razie, aby go ruszył paraliż, a razem z nim i wszystkich Ligów, co daj, Zeusie, jeśli potrafisz". Tak rozmyślając zatulał się coraz mocniej w swoją galicką gunię, powtarzając, iż boi się chłodu. Wreszcie, gdy przebywszy sień i pierwsze podwórze znaleźli się w korytarzu prowadzącym do ogródka domku, zatrzymał się nagle i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Pozwól mi tchu nabrać, inaczej bowiem nie będę mógł rozmówić się z Winicjuszem i udzielić mu rad zbawiennych.</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy stanął --- gdyż jakkolwiek powtarzał sobie, że żadne niebezpieczeństwo mu nie grozi, jednakże na myśl, że stanie wśród tych tajemniczych ludzi, których widział w Ostrianum, nogi trzęsły się nieco pod nim.</akap>
<akap>Tymczasem z domku poczęły dochodzić uszu jego śpiewy.</akap>
<akap_dialog>--- Co to jest? --- pytał.</akap_dialog>
<akap_dialog>Jedzenie, Modlitwa--- Mówisz, żeś chrześcijaninem, a nie wiesz, że między nami jest zwyczaj po każdym posiłku wielbić Zbawiciela naszego śpiewaniem --- odpowiedział Ursus. --- Miriam z synem musiała już wrócić, a może i Apostoł jest z nimi, codziennie bowiem nawiedza wdowę i Kryspa.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Prowadź mnie wprost do Winicjusza.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Winicjusz jest w tej izbie, gdzie i wszyscy, bo ta jedna jest większa, a zresztą same ciemne cubicula, do których tylko spać chodzimy. Wejdźmy już --- tam odpoczniesz.</akap_dialog>
<akap>I weszli. W izbie było ciemnawo, wieczór był chmurny, zimowy, a płomień kilku kaganków niezupełnie rozpraszał mrok. Winicjusz raczej domyślił się, niż rozeznał w zakapturzonym człowieku Chilona, ten zaś ujrzawszy łoże w rogu izby i na nim Winicjusza, ruszył, nie patrząc na innych, wprost ku niemu --- jakby w przekonaniu, że przy nim będzie mu najbezpieczniej.</akap>
<akap_dialog>--- O panie! czemuś nie słuchał moich rad! --- zawołał składając ręce.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Milcz --- rzekł Winicjusz --- i słuchaj!</akap_dialog>
<akap>Tu począł patrzeć bystro w oczy Chilona i mówić z wolna a dobitnie, jakby chciał, by każde jego słowo zrozumiane było jako rozkaz i zostało raz na zawsze w Chilonowej pamięci:</akap>
<akap_dialog>--- Kroto rzucił się na mnie, by mnie zamordować i ograbić --- rozumiesz! Wówczas zabiłem go, ci zaś ludzie opatrzyli rany, jakie otrzymałem w walce z nim.</akap_dialog>
<akap>Chilo od razu zrozumiał, że jeśli Winicjusz tak mówi, to chyba na mocy jakiegoś układu z chrześcijanami, a w takim razie chce, by mu wierzono. Poznał też to z jego twarzy, więc w jednej chwili, nie okazawszy ni powątpiewania, ni zdziwienia, podniósł oczy w górę i zawołał:</akap>
<akap_dialog>--- Łotr to był wierutny, panie! Wszakżem cię ostrzegał, byś mu nie ufał. Wszystkie moje nauki obijały się o jego głowę jak groch o ścianę. W całym Hadesie nie ma dla niego mąk dostatecznych. Bo kto nie może być uczciwym człowiekiem, ten poniekąd musi być łotrem; komuż zaś trudniej zostać uczciwym niż łotrowi? Ale żeby napadać na swego dobroczyńcę i pana tak wspaniałomyślnego... O, bogowie!...</akap_dialog>
<akap>Tu jednak wspomniał, że w czasie drogi przedstawiał się Ursusowi jako chrześcijanin --- i umilkł.</akap>
<akap>Winicjusz rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Gdyby nie sica[16], którą miałem ze sobą, byłby mnie zabił.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Błogosławię tę chwilę, w której doradziłem ci wziąć choć nóż.</akap_dialog>
<akap>Lecz Winicjusz zwrócił na Greka badawcze spojrzenie i spytał:</akap>
<akap_dialog>--- Coś czynił dziś?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jak to? Czym ci, panie, nie powiedział, żem czynił śluby za twoje zdrowie?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I nic więcej?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I wybierałem się właśnie odwiedzić cię, gdy tamten dobry człowiek nadszedł. I powiedział mi, że mnie wzywasz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Oto jest tabliczka. Pójdziesz z nią do mego domu, odnajdziesz mego wyzwoleńca i oddasz mu ją. Napisano jest na niej, żem wyjechał do Benewentu. Powiesz Demasowi od siebie, żem to uczynił dziś rano, wezwany pilnym listem przez Petroniusza.</akap_dialog>
<akap>Tu powtórzył z naciskiem:</akap>
<akap_dialog>--- Wyjechałem do Benewentu --- rozumiesz?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wyjechałeś, panie! Rano żegnałem cię przecie przy Porta Capena --- i od czasu twego wyjazdu taka ogarnia mnie tęsknota, że jeśli twa wspaniałomyślność jej nie utuli, zakwilę się na śmierć, jak nieszczęsna żona Zethosa[17] z żalu po Itylu.</akap_dialog>
<akap>Winicjusz, lubo[18] chory i nawykły do giętkości Greka, nie mógł jednak wstrzymać uśmiechu. Rad był przy tym, że Chilo w lot go zrozumiał, więc rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Zatem dopiszę, by ci łzy obtarto. Daj mi kaganek.</akap_dialog>
<akap>Chilo, uspokojony już zupełnie, wstał i uczyniwszy kilka kroków w stronę kominka, zdjął jeden z palących się na murku kaganków.</akap>
<akap_dialog>Lecz gdy kaptur zesunął się przy tej czynności z jego głowy i światło padło wprost na jego twarz, Glaukus zerwał się z ławy i zbliżywszy się szybko, stanął przed nim.</akap_dialog>
<akap>--- Nie poznajesz mnie, Cefasie? --- spytał.</akap>
<akap>I w głosie jego było coś tak strasznego, że dreszcz przebiegł wszystkich obecnych.</akap>
<akap>Chilo podniósł kaganek i upuścił go prawie w tej chwili na ziemię --- po czym zgiął się we dwoje i począł jęczeć:</akap>
<akap_dialog>--- Nie jestem... nie jestem!... litości!</akap_dialog>
<akap>ZemstaGlaukus zaś zwrócił się w stronę wieczerzających i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Oto jest człowiek, który zaprzedał i zgubił mnie i rodzinę moją!...</akap_dialog>
<akap>Historia jego była znaną i wszystkim chrześcijanom, i Winicjuszowi, który dlatego tylko nie domyślił się, kim jest ów Glaukus, że mdlejąc ustawicznie z bólu przy opatrunku, nazwiska jego nie słyszał. Lecz dla Ursusa krótka ta chwila, w połączeniu ze słowami Glauka, była jakby błyskawicą w ciemności. Rozpoznawszy Chilona, jednym skokiem znalazł się przy nim, chwycił go za ramiona i wygiąwszy je w tył, zawołał:</akap>
<akap_dialog>--- On to namówił mnie, bym zamordował Glauka!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Litości! --- jęczał Chilo --- oddam wam... Panie! --- zawołał zwracając głowę do Winicjusza --- ratuj mnie! Tobiem zaufał, wstaw się za mną... Twój list... odniosę. Panie! panie!...</akap_dialog>
<akap>Lecz Winicjusz, który najobojętniej ze wszystkich patrzył na to, co zaszło, raz dlatego, że wszystkie sprawy Greka były mu znane, a po wtóre, że serce jego nie znało, co to litość, rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Zakopcie go w ogrodzie: list poniesie kto inny.</akap_dialog>
<akap>Chilonowi wydało się, że słowa te są ostatecznym wyrokiem. Kości jego poczęły trzeszczeć w strasznych rękach Ursusa, oczy zachodziły łzami z bólu.</akap>
<akap_dialog>--- Na waszego Boga! litości! --- wołał --- jestem chrześcijaninem!...Pax vobiscum![19] jestem chrześcijaninem, a jeśli mi nie wierzycie, ochrzcijcie mnie jeszcze raz, jeszcze dwa, jeszcze dziesięć razy! Glauku, to pomyłka! Pozwólcie mi mówić! Uczyńcie mnie niewolnikiem... Nie zabijajcie mnie! Litości!...</akap_dialog>
<akap>I głos jego, dławiony bólem, słabł coraz bardziej, gdy wtem za stołem podniósł się Apostoł Piotr, przez chwilę chwiał swą białą głową zniżając ją ku piersiom i oczy miał zamknięte, ale następnie otworzył je i rzekł wśród ciszy:</akap>
<akap_dialog>Miłosierdzie--- A oto powiedział nam Zbawiciel: ,,Jeśli by twój brat zgrzeszył przeciw tobie, strofuj go; a jeśli by żałował, odpuść mu. A jeśli by siedmkroć na dzień zgrzeszył przeciw tobie i siedmkroć nawrócił się k'tobie mówiąc: --- Żal ci mi! --- odpuść mu!"[20]</akap_dialog>
<akap>Po czym zapadła cisza jeszcze większa.</akap>
<akap>Glaukus stał długi czas z twarzą nakrytą dłońmi, wreszcie odjął je i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Cefasie, niech ci tak Bóg odpuści krzywdy moje, jako ja ci je w imię Chrystusa odpuszczam.</akap_dialog>
<akap>A Ursus uwolniwszy ramiona Greka dodał zaraz:</akap>
<akap_dialog>--- Niech mi tak Zbawiciel będzie miłościwy, jako i ja ci odpuszczam.</akap_dialog>
<akap>TchórzostwoÓw upadł na ziemię i wsparty na niej rękoma, kręcił głową jak zwierz schwytany w sidła, rozglądając się naokół i czekając, skąd śmierć przyjdzie. Oczom i uszom jeszcze nie wierzył i nie śmiał spodziewać się przebaczenia.</akap>
<akap>Lecz z wolna wracała mu przytomność, tylko zsiniałe wargi trzęsły mu się jeszcze z przerażenia. Tymczasem Apostoł rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Odejdź w spokoju!</akap_dialog>
<akap>Chilo powstał, lecz nie mógł jeszcze przemówić. Mimo woli zbliżył się do łoża Winicjusza, jakby jeszcze szukając u niego opieki, albowiem nie miał dotąd czasu pomyśleć, że ów, jakkolwiek korzystał z jego usług i był poniekąd jego wspólnikiem, potępił go, gdy tymczasem ci właśnie, przeciw którym służył, przebaczyli. Myśl ta miała mu przyjść później. Obecnie we wzroku jego widać było tylko zdumienie i niedowierzanie. Jakkolwiek zmiarkował już, że mu przebaczono, chciał jednak jak najprędzej wynieść głowę spośród tych niepojętych ludzi, których dobroć przerażała go prawie równie, jak przerażałoby okrucieństwo. Zdawało mu się, że gdyby dłużej został, zaszłoby znów coś niespodzianego, więc stanąwszy nad Winicjuszem, począł mówić przerywanym głosem:</akap>
<akap_dialog>--- Daj, panie, list! Daj list!</akap_dialog>
<akap>I porwawszy tabliczkę, którą mu podał Winicjusz, wybił jeden pokłon chrześcijanom, drugi choremu i chyłkiem, sunąc przy samej ścianie, wypadł za drzwi.</akap>
<akap>W ogródku, gdy ogarnęła go ciemność, strach jeżył mu znów włosy na głowie, był bowiem pewny, że Ursus wypadnie za nim i zabije go wśród nocy. Byłby uciekał ze wszystkich sił, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa, po chwili zaś uczyniły się zupełnie bezwładne, albowiem Ursus istotnie stanął przy nim.</akap>
<akap>MiłosierdzieChilo upadł twarzą na ziemię i począł jęczeć:</akap>
<akap_dialog>--- Urbanie... W imię Chrystusa...</akap_dialog>
<akap>Lecz Urban rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Nie bój się. Apostoł kazał mi wywieść cię za bramę, abyś nie zabłądził w ciemności, a jeślić sił brak, to odprowadzę cię do domu.</akap_dialog>
<akap>Chilo podniósł twarz.</akap>
<akap_dialog>--- Co mówisz? Co?... Nie zabijesz mnie?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie! nie zabiję cię, a jeślim chwycił cię zbyt silnie i nadwyrężył ci kości, to mi odpuść.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pomóż mi wstać --- rzekł Grek. --- Nie zabijesz mnie? Co? Wyprowadź mnie na ulicę, dalej sam pójdę.</akap_dialog>
<akap>Ursus podniósł go z ziemi jak piórko i postawił na nogach, potem zaś prowadził przez ciemne przejście na drugie podwórze, z którego wychodziło się do sieni i na ulicę. W korytarzu Chilo powtarzał znów w duszy: ,,Już po mnie!", i dopiero gdy znaleźli się na ulicy, ochłonął i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Dalej sam pójdę.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pokój niech będzie z tobą!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I z tobą, i z tobą!... Daj mi odetchnąć.</akap_dialog>
<akap>I po odejściu Ursusa odetchnął całą piersią. Rękoma macnął się po pasie i biodrach, jakby chcąc się przekonać, że żyje, i ruszył śpiesznym krokiem przed siebie.</akap>
<akap>Lecz uszedłszy kilkadziesiąt kroków stanął i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Czemu jednak oni mnie nie zabili?</akap_dialog>
<akap>I pomimo iż już z Eurycjuszem rozmawiał o nauce chrześcijańskiej, pomimo rozmowy nad rzeką z Urbanem i pomimo wszystkiego, co słyszał na Ostrianum, nie umiał znaleźć na to pytanie odpowiedzi.</akap>
<naglowek_rozdzial>Rozdział dwudziesty piąty</naglowek_rozdzial>
<akap>MiłosierdzieWinicjusz również nie umiał zdać sobie sprawy z tego, co zaszło, i na dnie duszy prawie nie mniej zdumiony był od Chilona. Bo że z nim samym ludzie ci obeszli się tak, jak się obeszli, i zamiast pomścić się nad nim za napaść, opatrzyli troskliwie jego rany, przypisywał to w części nauce, którą wyznawali, bardziej Ligii, a po trochu i swemu wielkiemu znaczeniu. Ale postąpienie ich z Chilonem przechodziło wprost jego pojęcia o ludzkiej zdolności przebaczania. Morderstwo, TrupI jemu mimo woli nasuwało się na myśl pytanie: dlaczego oni nie zabili Greka? Wszakże mogli to uczynić bezkarnie. Ursus byłby go zakopał w ogrodzie lub nocą wyniósł do Tybru, który w owych czasach nocnych rozbojów, dokonywanych przez samego cezara, tak często wyrzucał rankami ciała ludzkie, iż nikt nawet nie dochodził, skąd się brały. Przy tym wedle Winicjusza chrześcijanie nie tylko mogli, ale powinni byli zabić Chilona. Litość nie była wprawdzie całkiem obcą temu światu, do którego należał młody patrycjusz. Ateńczycy wznieśli przecie jej ołtarz i długi czas opierali się wprowadzeniu do Aten walk gladiatorów. Bywało, że i w Rzymie zwyciężeni otrzymywali przebaczenie, jak na przykład Kalikratus, król Brytanów, który wzięty w niewolę za Klaudiusza i opatrzony przez tegoż suto, mieszkał swobodnie w mieście. Ale zemsta za krzywdy osobiste wydawała się Winicjuszowi, tak jak i wszystkim, słuszną i usprawiedliwioną. Niechanie[21] jej było zgoła przeciwne jego duszy. Słyszał wprawdzie i on w Ostrianum, że należy miłować nawet nieprzyjaciół, uważał to jednak za jakąś teorię nie mającą w życiu znaczenia. I teraz jeszcze przechodziło mu przez głowę, że może nie zabito Chilona dlatego tylko, że była jakaś pora świąt lub jakaś kwadra księżyca, podczas której chrześcijanom nie godziło się zabijać. Słyszał, że bywają takie terminy, w których różnym narodom nie wolno nawet i wojny poczynać. Lecz dlaczego w takim razie nie oddano Greka w ręce sprawiedliwości, dlaczego Apostoł mówił, że gdyby ktoś siedemkroć zawinił, to siedemkroć należy mu przebaczyć, i dlaczego Glaukus powiedział Chilonowi: ,,Niech ci tak Bóg odpuści, jako ja ci odpuszczam"? A przecie Chilo wyrządził mu najstraszliwszą krzywdę, jaką człowiek człowiekowi może wyrządzić, i w Winicjuszu na samą myśl o tym, jak by postąpił z takim, kto by na przykład zabił Ligię, zawrzało serce jak ukrop; nie byłoby takich mąk, którymi by jej nie pomścił! A tamten przebaczył! I Ursus przebaczył także, on, który w istocie rzeczy mógł zabić w Rzymie, kogo by chciał, zupełnie bezkarnie, albowiem następnie potrzebował zabić tylko króla Nemoreńskiego gaju i zająć jego miejsce... Czyż człowiekowi, któremu nie oparł się Kroto, oparłby się piastujący tę godność gladiator, do której dochodziło się tylko przez zabójstwo poprzedniego ,,króla"? Jedna była tylko na te wszystkie pytania odpowiedź. DobroMiłosierdzieOto oni nie zabijali przez jakąś dobroć tak wielką, że podobnej nie było dotąd na świecie, i przez miłość do ludzi bezgraniczną, która nakazywała zapominać o sobie, o swoich krzywdach, o swoim szczęściu i swej niedoli --- i żyć dla innych. Jaką zapłatę mieli ludzie ci za to odebrać, Winicjusz słyszał w Ostrianum, lecz nie mieściło mu się to w głowie. Czuł natomiast, że to życie ziemskie, połączone z obowiązkiem wyrzekania się wszystkiego, co jest dobrem i rozkoszą, na korzyść innych, musiałoby być nędzne. Toteż w tym, co o chrześcijanach w tej chwili myślał, obok największego zdumienia była i litość, i jakby cień pogardy. Wydało mu się, że to są owce, które muszą prędzej czy później być zjedzone przez wilki, jego zaś rzymska natura nie była zdolną zdobyć się na uznanie dla tych, którzy pozwalają się zjadać. Uderzyła go wszelako jedna rzecz. Oto po wyjściu Chilona jakaś głęboka radość rozjaśniła wszystkie twarze. Apostoł zbliżył się do Glauka i położywszy dłoń na jego głowie, rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Chrystus w tobie zwyciężył!</akap_dialog>
<akap>SzczęścieÓw zaś wzniósł oczy ku górze tak ufne i pełne wesela, jakby zlało się na niego jakieś wielkie, niespodziane szczęście. Winicjusz, który byłby zrozumiał tylko radość z dokonanej zemsty, patrzył na niego rozszerzonymi przez gorączkę oczyma, trochę tak, jak patrzyłby na obłąkanego. Widział jednak, i widział nie bez wewnętrznego oburzenia, jak następnie Ligia przycisnęła swoje usta królewny do ręki tego człowieka, który z pozoru wyglądał na niewolnika, i zdawało mu się, że porządek tego świata odwraca się zupełnie. ZwycięstwoPotem nadszedł Ursus i jął opowiadać, jak wyprowadził Chilona na ulicę i jak prosił go o przebaczenie za krzywdę, jaką mógł wyrządzić jego kościom, za co Apostoł pobłogosławił i jego, a Kryspus oświadczył, że to jest dzień wielkiego zwycięstwa. Posłyszawszy o tym zwycięstwie Winicjusz stracił całkiem wątek myśli.</akap>
<akap>Lecz gdy Ligia podała mu znów po chwili napój chłodzący, zatrzymał na chwilę jej rękę i spytał:</akap>
<akap_dialog>--- To i ty mi przebaczyłaś?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- My chrześcijanie. Nam nie wolno chować w sercu gniewu.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ligio --- rzekł wówczas --- kimkolwiek jest twój Bóg, uczczę Go stuwołem dlatego tylko, że jest twoim.</akap_dialog>
<akap>Ona zaś rzekła:</akap>
<akap_dialog>--- Uczcisz Go w sercu, gdy Go pokochasz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dlatego tylko, że jest twoim... --- powtórzył słabszym głosem Winicjusz.</akap_dialog>
<akap>I przymknął powieki, albowiem opanowało go znów osłabienie.</akap>
<akap>ChorobaLigia odeszła, ale po chwili wróciła i stanąwszy blisko, pochyliła się nad nim, by się przekonać, czy śpi. Winicjusz odczuł jej bliskość i otworzywszy oczy uśmiechnął się, ona zaś położyła mu na nich lekko rękę, jakby chcąc go do snu nakłonić. Wówczas ogarnęła go wielka słodycz, ale zarazem czuł się mocniej chorym. I tak było w istocie. WizjaNoc już zrobiła się zupełna, a wraz z nią przyszła i silniejsza gorączka. Z tego powodu nie mógł zasnąć i wodził za Ligią wzrokiem, gdziekolwiek się ruszyła. Chwilami jednak zapadał w jakiś półsen, w którym widział i słyszał wszystko, co się naokół niego działo, ale w którym rzeczywistość mieszała się z gorączkowymi widzeniami. Kobieta, MężczyznaZdawało mu się więc, że na jakimś starym, opuszczonym cmentarzu wznosi się świątynia w kształcie wieży, w której Ligia jest kapłanką. I oto nie spuszczał z niej oczu, ale widział ją na szczycie wieży, z lutnią w ręku, całą w świetle, podobną do tych kapłanek, które nocami śpiewały hymny na cześć księżyca, a które widywał na Wschodzie. On sam wspinał się z wielkim wysileniem po wężowatych schodach, by ją porwać, za nim zaś pełzł Chilon szczękając zębami z przerażenia i powtarzając: ,,Nie czyń tego, panie, bo to kapłanka, za którą On się pomści..." Winicjusz nie wiedział, kto był ów On, rozumiał jednakże, że idzie spełnić świętokradztwo, i czuł także przestrach niezmierny. Ale gdy doszedł do balustrady otaczającej szczyt wieży, przy Ligii stanął nagle Apostoł ze srebrną brodą i rzekł: ,,Nie podnoś na nią ręki, albowiem ona należy do mnie". I rzekłszy to, począł z nią razem iść szlakiem księżycowego światła, jakby drogą ku niebu, on zaś, Winicjusz, wyciągnąwszy ku nim ręce począł ich błagać, by zabrali go ze sobą.</akap>
<akap>Tu rozbudził się, otrzeźwiał i począł patrzeć przed siebie. Ognisko na wysokim trzonie żarzyło się już słabiej, ale rzucało blask jeszcze dość żywy, oni zaś siedzieli wszyscy przed ogniem, grzejąc się, ponieważ noc była chłodna, a izba dość zimna. Winicjusz widział ich oddechy wychodzące z ust w kształcie pary. W środku siedział Apostoł, u jego kolan na niskim podnóżku Ligia, dalej Glaukus, Kryspus, Miriam, a na krańcach z jednej strony Ursus, z drugiej Nazariusz, syn Miriam, młode pacholę o ślicznej twarzy i długich, czarnych włosach, które spadały mu aż na ramiona.</akap>
<akap>Ligia słuchała z oczyma wzniesionymi ku Apostołowi i wszystkie głowy były zwrócone ku niemu, on zaś mówił coś półgłosem. Winicjusz począł patrzeć na niego z pewną zabobonną bojaźnią, mało co mniejszą od tego strachu, jakiego doznawał w gorączkowym widzeniu. Przeszło mu przez myśl, iż w gorączce czuł prawdę i że ten sędziwy przychodzień z dalekich brzegów rzeczywiście zabiera mu Ligię i prowadzi ją gdzieś w nieznane drogi. Był też pewny, że starzec o nim mówi, a może radzi, jak rozłączyć go z nią, zdawało się bowiem Winicjuszowi rzeczą niepodobną, by ktoś mógł mówić o czym innym, więc zebrawszy całą przytomność począł nasłuchiwać słów Piotra.</akap>
<akap>Lecz omylił się najzupełniej, Apostoł bowiem mówił znów o Chrystusie.</akap>
<akap>,,Oni tym imieniem tylko żyją!" --- pomyślał Winicjusz.</akap>
<akap>ChrystusStarzec zaś opowiadał o pochwyceniu Chrystusa.</akap>
<akap_dialog>--- Przyszła rota i słudzy kapłańscy, aby Go chwycili. Gdy Zbawiciel spytał ich, kogo szukają, odpowiedzieli: ,,Jezusa Nazareńskiego!" Lecz gdy im rzekł: ,,Jam jest!" --- padli na ziemię i nie śmieli na Niego podnieść ręki, i aż dopiero po powtórnym pytaniu chwycili Go.</akap_dialog>
<akap>Tu Apostoł przerwał i wyciągnąwszy ręce do ognia, rzekł:</akap>
<akap_dialog>Odwaga--- Noc była chłodna jak dziś, ale zawrzało we mnie serce, więc wydobyłem miecz, by Go bronić, i uciąłem ucho sługi arcykapłana. I byłbym Go bronił więcej niż żywota własnego, gdyby mi nie był rzekł: ,,Włóż twój miecz do pochwy. Zali kielicha, który mi dał Ojciec, pić nie będę?..."</akap_dialog>
<akap>Wówczas Go pojmali i związali...</akap>
<akap>To rzekłszy przyłożył dłonie do czoła i umilkł, chcąc przed dalszym opowiadaniem moc wspomnień pokonać. Lecz Ursus, nie mogąc wytrzymać, zerwał się, żeleźcem poprawił ogień na trzonie, aż iskry sypnęły się złotym deszczem i płomień strzelił żywiej, po czym siadł i zawołał:</akap>
<akap_dialog>--- A niechby się stało, co chciało --- hej!...</akap_dialog>
<akap>Lecz urwał nagle, gdyż Ligia położyła palec na ustach. Konflikt wewnętrznyOddychał tylko rozgłośnie i znać było, że burzy się w duszy i że choć zawsze gotów całować stopy Apostoła, przecie tego jednego postępku uznać w duszy nie może, bo gdyby tak ot przy nim podniósł kto rękę na Zbawiciela, gdyby on był z nim tej nocy, oj, poleciałyżby wióry i z żołnierzy, i ze sług kapłańskich, i ze służebników... ŁzyI aż oczy zaszły mu łzami na samą myśl o tym, zarazem z żalu i z dusznej rozterki, bo z jednej strony pomyślał, że nie tylko sam by Zbawiciela bronił, ale jeszcze skrzyknąłby mu w pomoc Ligów, chłopów na schwał, a z drugiej, że gdyby to uczynił, to okazałby nieposłuszeństwo Zbawicielowi i przeszkodził odkupieniu świata.</akap>
<akap>Więc dlatego nie mógł powstrzymać łez.</akap>
<akap>WizjaPo chwili Piotr, odjąwszy dłonie z czoła, począł opowiadać dalej, lecz Winicjusza opanował znów półsen gorączkowy. Morze To, co teraz słyszał, pomieszało mu się z tym, co Apostoł opowiadał poprzedniej nocy w Ostrianum o owym dniu, w którym Chrystus ukazał się na brzegu Tyberiadzkiego Morza. Widział więc szeroko rozlaną toń, na niej łódź rybaczą, a w łodzi Piotra i Ligię. On sam płynął ze wszystkich sił za nimi, lecz ból w złamanym ramieniu przeszkadzał mu ich doścignąć. Burza jęła mu rzucać fale w oczy i począł tonąć wołając błagalnym głosem o ratunek. Wówczas Ligia uklękła przed Apostołem, on zaś zwrócił łódź i wyciągnął ku niemu wiosło, które on schwyciwszy wydostał się przy ich pomocy na łódź i upadł na jej dno. Lecz następnie zdawało mu się, że powstawszy ujrzał mnóstwo ludzi płynących za łodzią. Fale nakrywały pianą ich głowy; niektórym widać było już z odmętu tylko ręce, ale Piotr raz po raz ratował tonących i zabierał ich do łodzi, która rozszerzała się jakby cudem. Wkrótce wypełniły ją całe tłumy, tak wielkie jak te, które były zebrane w Ostrianum, a potem jeszcze większe. Winicjusz zdziwił się, jak się mogły w niej pomieścić, i wziął go strach, że pójdą na dno. Lecz Ligia poczęła go uspokajać i pokazywała mu jakieś światło na dalekim brzegu, do którego płynęli. Tu marzenia Winicjusza pomieszały się znów z tym, co słyszał w Ostrianum z ust Apostoła, jako się Chrystus objawił raz nad jeziorem. Więc teraz widział w owym nadbrzeżnym świetle jakąś postać, ku której Piotr sterował. I w miarę jak zbliżali się ku niej, pogoda czyniła się cichsza, toń gładsza, a światłość większa. Tłumy poczęły śpiewać hymn słodki, powietrze wypełniło się zapachem nardu; woda grała tęczą, jakby z dna przeglądały lilie i róże, a wreszcie łódź uderzyła łagodnie piersią o piasek. Wówczas Ligia wzięła go za rękę i rzekła: ,,Pójdź, zaprowadzę cię!" I wiodła go w światłość.</akap>
<akap><zastepnik_wersu />.....................................</akap>
<akap>Winicjusz rozbudził się znowu, lecz marzenia jego rozpraszały się z wolna i nie od razu odzyskał poczucie rzeczywistości. Przez czas jakiś zdawało mu się jeszcze, że jest nad jeziorem i że otaczają go tłumy, wśród których, sam nie wiedząc dlaczego, począł szukać Petroniusza i zdziwił się, że go nie może odnaleźć. Żywe światło od komina, przy którym nie było już nikogo, otrzeźwiło go jednak zupełnie. OpiekaPieńki oliwne żarzyły się leniwie pod różowym popiołem, lecz za to szczapy pinii, których widocznie świeżo dorzucono na zarzewie, strzelały jasnym płomieniem i w blasku tym Winicjusz ujrzał Ligię siedzącą nie opodal od jego łóżka.</akap>
<akap>KobietaWidok jej wzruszył go do głębi duszy. Pamiętał, że zeszłą noc spędziła w Ostrianum, a cały dzień krzątała się przy opatrunku, teraz zaś, gdy wszyscy udali się na spoczynek, ona jedna czuwała u jego łoża. Łatwo było zgadnąć, że musi być jednak zmęczona, albowiem siedząc nieruchomie oczy miała zamknięte. Winicjusz nie wiedział, czy śpi, czy pogrążona jest w myślach. DuszaPatrzył na jej profil, na spuszczone rzęsy, na ręce złożone na kolanach i w pogańskiej głowie jego poczęło się z trudem wykluwać pojęcie, że obok nagiej, pewnej siebie i dumnej ze swych kształtów piękności greckiej i rzymskiej, jest na świecie jakaś inna, nowa, ogromnie czysta, w której tkwi dusza.</akap>
<akap>RozczarowanieNie umiał zdobyć się na to, by ją nazwać chrześcijańską, myśląc jednak o Ligii nie mógł już oddzielić jej od nauki, którą wyznawała. Pojmował nawet, że jeśli wszyscy inni udali się na spoczynek, a Ligia jedna, ona, którą pokrzywdził, czuwała nad nim, to właśnie dlatego, że ta nauka tak nakazuje. Lecz myśl ta, przejmująca go podziwem dla nauki, była mu zarazem i przykrą. Wolałby był, by Ligia czyniła tak z miłości dla niego, dla jego twarzy, oczu, dla posągowych kształtów, słowem, dla tych wszystkich powodów, dla których nieraz obwijały się naokół jego szyi śnieżne ramiona greckie i rzymskie.</akap>
<akap>Nagle jednak poczuł, że gdyby ona była taka jak inne kobiety, to by mu już w niej czegoś nie dostawało[22]. Wówczas zdumiał się i sam nie wiedział, co się z nim dzieje, albowiem spostrzegł, że i w nim poczynają powstawać jakieś nowe uczucia i nowe upodobania, obce światu, w którym żył dotąd.</akap>
<akap>Tymczasem ona otworzyła oczy i widząc, że Winicjusz na nią patrzy zbliżyła się ku niemu i rzekła:</akap>
<akap_dialog>--- Jestem przy tobie.</akap_dialog>
<akap>A on odpowiedział:</akap>
<akap_dialog>--- Widziałem we śnie twoją duszę.</akap_dialog>
Przypisy
- <slowo_obce>płeć</slowo_obce> (daw.) --- cera.
- <slowo_obce>przezrocza</slowo_obce> (daw.) --- dziś: przezroczysta.
- <slowo_obce>Maranatha!</slowo_obce> (z aram.) --- Przyjdź, Panie!
- <slowo_obce>kur</slowo_obce> (reg.) --- kogut.
- <slowo_obce>staja</slowo_obce> (przestarz.) --- starop. miara powierzchni, ok. 1 ha.
- Eneasz (mit. gr.-rzym.) --- wódz trojański; wyniósł z płonącego miasta syna i domowe penaty, by dać początek nowemu narodowi.
- Mamertyn --- średniowieczna nazwa najstarszego więzienia w Rzymie, Carceru.
- <slowo_obce>diota</slowo_obce> --- naczynie z dwoma uchami.
- <slowo_obce>vicus</slowo_obce> (łac.) --- część Rzymu, osiedle.
- <slowo_obce>żyw, zabit</slowo_obce> (daw. krótkie formy przym.) --- dziś: żywy, zabity.
- <slowo_obce>Pax tecum! Pax, pax!</slowo_obce> (łac.) --- Pokój z tobą! Pokój, pokój!
- <slowo_obce>cny</slowo_obce> (przestarz.) --- cnotliwy, prawy, szlachetny.
- <slowo_obce>złotogłów</slowo_obce> --- kosztowna tkanina ze złotą nicią.
- <slowo_obce>miednik</slowo_obce> --- właść. miednica.
- <slowo_obce>styl</slowo_obce> (z łac.) --- rylec, narzędzie do rycia liter na woskowanych tabliczkach.
- <slowo_obce>sica</slowo_obce> (łac.) --- rodzaj krótkiego noża.
- <slowo_obce>zakwilę się na śmierć, jak (...) żona Zethosa</slowo_obce> --- porównanie dotyczy Aedon zamienionej w słowika.
- <slowo_obce>lubo</slowo_obce> (przestarz.) --- choć.
- <slowo_obce>Pax vobiscum!</slowo_obce> (łac.) --- Pokój z wami!
- <slowo_obce>Jeśli by twój brat (...) odpuść mu!</slowo_obce> --- cytat z Biblii (Łk 17:3--4) w tłum. J. Wujka.
- <slowo_obce>niechanie</slowo_obce> (daw.) --- zaprzestanie czegoś, dziś tylko w formie dokonanej: zaniechanie.
- <slowo_obce>nie dostawać</slowo_obce> (daw.) --- brakować.

