Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki
<naglowek_rozdzial>Rozdział XXVII</naglowek_rozdzial>
<akap>W Chreptiowie nad wszelkie spodziewanie zastali państwo Wołodyjowscy gości. Przybył pan Bogusz, który na kilka miesięcy tu sobie rezydencję wybrać postanowił dla traktowania przez Mellechowicza z rotmistrzami tatarskimi: Aleksandrowiczem, Morawskim, Tworowskim, Kryczyńskim i innymi, bądź z Lipków, bądź z Czeremisów, którzy w sułtańską służbę przeszli. Do pana Bogusza przyłączył się stary pan Nowowiejski z córką Ewą, wreszcie pani Boska, osoba stateczna, również z córką, młodziuchną jeszcze i bardzo urodziwą panną Zosią.</akap>
<akap>Widok białogłów w pustynnym i dzikim Chreptiowie uradował, ale jeszcze więcej zdziwił żołnierzy.</akap>
<akap>One także były zdziwione i widokiem pana komendanta, i pani komendantowej. Pierwszego bowiem, sądząc z rozgłośnej a straszliwej sławy, wyobrażały sobie jako jakiegoś wielkoluda, który samym spojrzeniem ludzi przeraża, drugą --- jako olbrzymkę o wiecznie zmarszczonej brwi i grubym głosie. Tymczasem ujrzały przed sobą drobnego żołnierzyka z twarzą uprzejmą, pogodną --- i również drobną a różową jak kukłeczka kobiecinkę, która w swych szerokich szarawarach i przy szabelce wyglądała raczej na urodziwe nad miarę pacholę niż na dorosłą osobę. Niemniej oboje gospodarstwo przyjęli gości z otwartymi ramionami; Basia ucałowała serdecznie jeszcze przed prezentacją wszystkie trzy niewiasty, potem zaś gdy powiedziały jej, kto są i skąd jadą, rzekła:</akap>
<akap_dialog>Mąż, Walka, Żołnierz, Żona--- Rada bym nieba przychylić waćpani i waćpannom! Okrutniem wam rada! Dobrze, że jakowa przygoda nie spotkała was w drodze, bo o to w naszej pustyni nietrudno, ale właśnie dziś do szczętuśmy grasantów wygnietli.</akap_dialog>
<akap>Widząc zaś, że pani Boska spogląda na nią ze wzrastającym zdumieniem, uderzyła się po szabelce i dodała z wielką chełpliwością:</akap>
<akap_dialog>--- I ja byłam w bitwie! A jakże! Tak to u nas! Dla Boga, pozwólże mi waćpani odejść, szatki przystojniejsze dla mojej płci wdziać i trochę ręce ze krwi obmyć, bo z okrutnej bitwy wracamy. Oho! Żeby Azba nie był zniesion, może byś waćpani nie dotarła szczęśliwie do Chreptiowa. W mig wracam, a Michał będzie przez ten czas służył waćpani.</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy znikła za drzwiami, a mały rycerz, który już był powitał pana Bogusza i pana Nowowiejskiego, przysunął się do pani Boskiej.</akap>
<akap_dialog>--- Bóg mi takową niewiastę dał --- rzekł jej --- która nie tylko w domu słodką towarzyszką, ale i w polu mężnym towarzyszem być umie. Teraz zaś z jej rozkazu służby moje waćpani dobrodziejce polecam.</akap_dialog>
<akap>Na to pani Boska:</akap>
<akap_dialog>--- Niechże jej Bóg błogosławi we wszystkim, jako na urodzie jej pobłogosławił. Jestem Antoniowa Boska; nie po to ja tu przyjechałam, żeby służb od waszej mości wymagać, jeno żeby go o pomoc i ratunek w nieszczęściu moim na kolanach prosić. Zośka! Klęknij i ty przed tym rycerzem, bo jeśli on nie poradzi, nikt nie poradzi!</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy pani Boska rzuciła się istotnie na kolana, a urodziwa Zosia poszła za jej przykładem i obie zalawszy się rzewnymi łzami, poczęły wołać:</akap>
<akap_dialog>--- Ratuj, rycerzu! Miej litość nad sierotami!</akap_dialog>
<akap>Hurma oficerów zbliżyła się zaciekawiona, widząc klęczące niewiasty, a zwłaszcza że ich widok urodziwej Zosi pociągnął, mały rycerz zaś, zmieszany wielce, począł panią Boską podnosić i usadzać na ławie.</akap>
<akap_dialog>--- Na Boga --- mówił --- co waćpani czynisz? Jam to prędzej klęknąć powinien, jako przed białogłową stateczną. Mówże waćpani, w czym mogę pomoc swoją okazać, a jako Bóg na niebie, nie omieszkam!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Uczyni on to; i ja się z mojej strony dołożę! Zagłoba <slowo_obce>sum</slowo_obce>! Dość waćpani wiedzieć! --- zawołał, wzruszony łzami niewiast, stary wojownik.</akap_dialog>
<akap>Wówczas pani Boska skinęła na Zosię, ta zaś wydobyła prędko zza stanika list i podała go małemu rycerzowi.</akap>
<akap>Ów spojrzał na pismo i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Od pana hetmana!</akap_dialog>
<akap>Po czym rozerwał pieczęć i czytać począł:</akap>
<akap>,,Mnie wielcy miły i kochany Wołodyjowski! Przez pana Bogusza z drogi posyłam ci mój szczery afekt i instrukcje, które pan Bogusz <slowo_obce>personaliter</slowo_obce>[1] ci oznajmi. Teraz, ledwo po fatygach w Jaworowie stanąłem, zaraz się druga sprawa nadarza. Wielce mi zaś ona na sercu leży, a to z życzliwości, jaką mam dla żołnierzów, o których gdybym zapominał, to by Pan Bóg o mnie zapomniał. Pana Boskiego, kawalera wielkiej zacności i najmilszego towarzysza, orda ogarnęła temu kilka lat pod Kamieńcem. Żonę jego i córkę w Jaworowie przytuliłem, ale im serca płaczą, tej za mężem, a tej za ojcem. Pisałem przez Piotrowicza do pana Złotnickiego, naszego rezydenta w Krymie, aby tam Boskiego wszędy szukali. Podobno, że i znaleźli, ale go schowano, więc wydany z innymi jeńcami być nie mógł i pewnie dotychczas na galerach wiosłuje. Niewiasty w desperacji całkiem utraciwszy nadzieję już mnie i molestować przestały, ale ja, świeżo wróciwszy i widząc ten ich żal nieutulony, przenieść tego na sobie nie mogę[2], aby przecie jakowegoś ratunku nie przedsięwziąć. Ty tam blisko jesteś i z wieloma murzami, jako wiem, pobratymstwo zawarłeś. Posyłam ci tedy niewiasty, a ty pomoc im daj. Piotrowicz będzie wkrótce jechał. Dajże mu listy do pobratymców. Jać do wezyra ni do chana pisać nie mogę, bo mi nieżyczliwi, a przy tym boję się o to, żeby z uwagi na moje listy za jakąś zbyt znamienitą osobę Boskiego nie poczytali i wykupu nad miarę nie podnieśli. Piotrowiczowi pilno tę sprawę poleć i przykaż, żeby bez Boskiego nie wracał, a pobratymców wszystkich porusz. Zawsze oni, choć poganie, wiary poprzysiężonej dotrzymują, a dla ciebie respekt wielki mieć muszą. Czyń wreszcie, co chcesz; jedź choćby do Raszkowa, obiecnij[3] trzech znaczniejszych na wymianę, byle Boski koniecznie, jeśli żyw, wrócił. Nikt lepiej nad ciebie wszystkich sposobów nie zna, bo jako słyszę, krewnych jużeś wykupywał. Bóg cię pobłogosławi, a jać jeszcze lepiej pokocham, bo mi się serce krajać przestanie. O twoim gospodarstwie chreptiowskim słyszałem, że tam już spokojnie. Tegom się spodziewał. Na Azbę jeno baczenie dawaj. <slowo_obce>De publicis</slowo_obce> pan Bogusz wszystko ci opowie. Na Boga, od Wołoszy pilno nasłuchujcie, bo ponoś[4] wielka nawała nas nie minie. Polecając twojemu sercu i usilności panią Boską, piszę się etc.[5]"</akap>
<akap>Pani Boska płakała ciągle w czasie czytania listu, a Zosia wtórowała jej wznosząc swoje modre oczka ku niebu.</akap>
<akap>Tymczasem, nim pan Michał skończył, wbiegła Basia, już przybrana w szatki niewieście, i widząc łzy w oczach kobiet, poczęła troskliwie dopytywać, o co chodzi. Więc pan Michał przeczytał jej raz jeszcze list hetmański, ona zaś, wysłuchawszy go uważnie, z zapałem natychmiast poparła hetmańskie i pani Boskiej prośby.</akap>
<akap_dialog>--- Złote serce pana hetmana! --- zawołała ściskając męża. --- Ale i my nie okażem gorszego, Michałku! Pani Boska zabawi tu u nas do czasu powrotu męża, a ty onego we trzy miesiące z Krymu sprowadzisz. We trzy albo we dwa, co, prawda?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Albo jutro, albo za godzinę! --- odrzekł przekomarzając się pan Michał.</akap_dialog>
<akap>Tu zwrócił się do pani Boskiej:</akap>
<akap_dialog>--- Prędka, jako waćpani widzisz, u mojej żony rezolucja.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Niechże ją za to Bóg błogosławi! --- powtórzyła pani Boska. --- Zosiu, ucałuj ręce pani komendantowej.</akap_dialog>
<akap>Ale pani komendantowa ani myślała dawać rąk do całowania, natomiast uściskały się z Zosią raz jeszcze, bo jakoś od razu przypadły sobie do serca.</akap>
<akap>Po czym Basia zwróciła się do męża, do pana Zagłoby i innych oficerów.</akap>
<akap_dialog>--- Do rady, mości panowie! Do rady, do rady, a żywo!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Żywo, bo głowa gore! --- mruknął pan Zagłoba.</akap_dialog>
<akap>A Basia potrząsnęła płową czupryną:</akap>
<akap_dialog>--- Nie mnie głowa, ale tym paniom serca z żalu gorą!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nikt się twojej poczciwej intencji nie przeciwi --- rzekł Wołodyjowski --- trzeba tylko naprzód szczegółowie[6] relacji pani Boskiej wysłuchać.</akap_dialog>
<akap_dialog>Kobieta--- Zosiu, powiadaj wszystko, jak było, bo ja od łez nie mogę --- rzekła matrona.</akap_dialog>
<akap>Zosia spuściła oczy w ziemię, zakrywszy je całkiem powiekami, po czym zarumieniła się jak wiśnia, nie wiedząc, od czego począć, i zawstydzona bardzo, że jej w tak licznym gronie przychodzi głos zabrać.</akap>
<akap>Lecz pani Wołodyjowska przyszła jej z pomocą.</akap>
<akap_dialog>Niewola--- Zośka, a kiedy pana Boskiego w jasyr wzięto?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pięć lat temu, w sześćdziesiątym siódmym --- odrzekła cienkim głosikiem Zosia nie podnosząc swych długich rzęs z oczu.</akap_dialog>
<akap>I następnie zaczęła już jednym tchem recytować:</akap>
<akap_dialog>--- Nie było wtedy słychu o zagonach, a chorągiew tatusiowa stała pod Paniowcami. Tatuś z panem Bułajowskim mieli nadzór nad czeladzią, co w łąkach stad pilnowała, a tymczasem przyszli Tatarzy z wołoskiego szlaku i ogarnęli tatusia razem z panem Bułajowskim, ale pan Bułajowski już dwa lata temu powrócił, a tatuś nie powrócił.</akap_dialog>
<akap>Tu dwie drobniutkie łezki poczęły płynąć po Zosinych jagodach, aż rozczulił się tym widokiem pan Zagłoba i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Biedna trusia... Nie bój się, dziecko, wróci tatuś i jeszcze będzie na twoim weselu tańcował.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A hetman pisał do pana Złotnickiego przez Piotrowicza? --- spytał pan Wołodyjowski.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pan hetman pisał o tatusia do pana miecznika poznańskiego przez pana Piotrowicza --- recytowała dalej Zosia --- i pan miecznik z panem Piotrowiczem znaleźli tatusia u agi Murzy-beja.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dla Boga! Ja tego Murzę-beja znam! Z bratem jego byłem pobratymcem --- zawołał Wołodyjowski. --- Nie chciałże on pana Boskiego wydać?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Było rozkazanie chanowe, żeby tatusia wydał, ale Murza-bej srogi, okrutny, tatusia ukrył, a panu Piotrowiczowi powiedział, że go już dawno do Azji przedał. Ale inni brańcy mówili panu Piotrowiczowi, że to nieprawda i że Murza umyślnie jeno tak mówi, żeby się mógł dłużej nad tatusiem znęcać, bo on ze wszystkich Tatarów dla jeńców najokrutniejszy. Może być, że tatusia wtedy nie było w Krymie, bo Murza ma swoje galery i do wioseł ludzi potrzebuje, ale sprzedany tatuś nie był; wszyscy to mówili, że Murza woli zabić jeńca niżeli go sprzedawać.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Święta prawda --- rzekł pan Muszalski. --- Tego Murzę Agę-beja w całym Krymie znają. Wielce bogaty to Tatarzyn, ale dziwnie przeciw narodowi naszemu zawzięty, bo czterech jego braci na wyprawach przeciw nam poległo.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A nie ma on czasem między naszymi pobratymca? --- spytał Wołodyjowski.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wątpliwa jest rzecz! --- odpowiedziano ze wszystkich stron.</akap_dialog>
<akap_dialog>Przyjaźń, Wojna, Wróg, Słowo--- Wytłumaczcie mi raz, co to jest one pobratymstwo! --- rzekła Basia.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- To widzisz --- odrzekł Zagłoba --- kiedy po wojnie zaczynają się jakoweś traktaty, tedy się wojska wzajem nawiedzają i w komitywę[7] ze sobą wchodzą. Trafia się wówczas, że towarzysz jaki upodoba sobie murzę, a murza jego, to sobie amicycję[8] dozgonną ślubują, która się pobratymstwem zowie. Im zaś kto sławniejszy, jako na przykład Michał, ja albo pan Ruszczyc teraz w Raszkowie komendę mający, tym bardziej jego pobratymstwo pożądane. Oczywista, że taki nie będzie ci go zawierał z lada chmyzem[9], tylko też między najsławniejszymi murzami poszuka. Obyczaj jest ten, że wodę na szable leją i wzajem sobie przyjaźń zaprzysięgają, rozumiesz?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A jak do wojny potem przyjdzie?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- W generalnej wojnie mogą się bić, ale jeśli się sam na sam zjadą albo jako harcownicy na się nastąpią, tedy się powitają i w zgodzie rozjadą. Toż gdy jeden dostanie się do niewoli, drugi powinien mu ją słodzić, a w najgorszym razie i okup za niego zapłacić. Ha! Bywali tacy, którzy się i majętnością dzielili. Gdy chodzi o przyjaciół albo znajomków, czy to kogo wyszukać, czy komuś pomóc, to się też pobratymcy do pobratymców udają i justycja[10] nakazuje przyznać, że żaden naród lepiej od Tatarów podobnych juramentów[11] nie zachowuje. Słowo u nich grunt! I na takiego przyjaciela pewnikiem liczyć możesz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A Michał siła ma takich?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Mam trzech murzów możnych --- odrzekł Wołodyjowski --- a jednego jeszcze z łubniańskich czasów. Raz go u księcia Jeremiego wyprosiłem. Aga-bej mu na przezwisko, który teraz, choćby głową za mnie nałożyć przyszło, nałoży. Inni dwaj również pewni.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ha! --- rzekła Basia. --- Chciałabym zawrzeć pobratymstwo z samym chanem i wszystkich jeńców uwolnić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- On by też był nie od tego --- rzekł pan Zagłoba. --- Nie wiadomo tylko, jakiego by <slowo_obce>praemium</slowo_obce> wzajem od ciebie zażądał?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pozwólcie waćpaństwo --- rzekł Wołodyjowski --- radźmy, co nam czynić przystoi. Owóż słuchajcie: mam wiadomość z Kamieńca, że za dwie niedziele najdalej przyjedzie tu Piotrowicz z licznym pocztem. Jedzie on do Krymu za wykupnem kilku kupców ormiańskich z Kamieńca, którzy przy zmianie chana zostali złupieni i w jasyr wzięci. Ot! Przygodziło się to i Seferowiczowi, bratu Pretora. Wszystko to ludzie wielce możni; pieniędzy nie pożałują i Piotrowicz pojedzie dobrze opatrzon. Przygoda nie grozi mu żadna, bo naprzód, zima blisko i nie pora na czambuły, a po wtóre, jedzie z nim Nawiragh, delegat patriarchy uzmiadzińskiego, i dwóch Anardratów z Kaffy, którzy glejty[12] od młodego chana mają. Dam tedy Piotrowiczowi listy i do rezydentów Rzeczypospolitej, i do moich pobratymców. Prócz tego wiadomo waćpaństwu, że pan Ruszczyc, komendant raszkowski, ma rodzonych w ordzie, którzy dziećmi ogarnięci, całkiem potatarzeli i do dostojeństw doszli. Ci wszyscy ziemię i niebo poruszą, układów spróbują, w razie uporu Murzy samego chana przeciw niemu nastawią albo może i Murzie gdzie tam po cichu łeb ukręcą. Mam przeto nadzieję, że jeśli, co daj Boże, pan Boski żyw, to za parę miesięcy niechybnie go wydostanę, jako mi to pan hetman i moja tu obecna bliższa komenda --- tu Wołodyjowski skłonił się żonie --- przykazuje...</akap_dialog>
<akap>,,Bliższa komenda" skoczyła znowu ściskać małego rycerza. Pani i panna Boska ręce tylko składały dziękując Bogu, że im do takich serdecznych ludzi trafić pozwolił. Poweselały też obie znacznie.</akap>
<akap_dialog>Niewola, Zemsta--- Żeby to stary chan żył --- rzekł pan Nienaszyniec --- łatwiej by jeszcze wszystko poszło, gdyż pan to był wielce nam życzliwy, a o młodym przeciwnie powiadają. Jakoż i tych kupców ormiańskich, po których pan Zachariasz Piotrowicz ma jechać, już za panowania młodego w samym Bakczysaraju uwięziono, co podobno stało się za jego mości chanowym rozkazaniem.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Zmieni się młody, jako się zmienił i stary, który nim się o naszej poczciwości przekonał, najzawziętszym był imienia polskiego wrogiem --- rzekł Zagłoba --- ja to najlepiej wiem, bom u niego siedm lat w niewoli siedział.</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy przysiadł się do pani Boskiej.</akap>
<akap_dialog>--- Niech mój widok doda waćpani otuchy. Siedm lat! Nie żart, a dlategom wrócił i tylem się tych psubratów natłukł, że za każden dzień mojej niewoli co najmniej dwóch do piekła posłałem, a na niedziele i święta, kto wie, czy trzech albo czterech nie wypadnie, ha!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Siedm lat! --- powtórzyła z westchnieniem pani Boska.</akap_dialog>
<akap_dialog>Śmiech--- Niech skonam, jeślim dzień dodał. Siedm lat w samym pałacu chańskim --- potwierdził pan Zagłoba mrugając tajemniczo oczyma. --- I trzeba waćpani wiedzieć, że ten młody chan to mój...</akap_dialog>
<akap>Tu poszepnął coś do ucha pani Boskiej, nagle wybuchnął głośnym ,,cha, cha, cha!" i począł dłońmi po kolanach się trzepać, wreszcie w zapale poklepał i kolana pani Boskiej mówiąc:</akap>
<akap_dialog>--- Dobre były czasy, co? W młodości, co na placu, to nieprzyjaciel, a co dzień, to nowy figiel, ha!</akap_dialog>
<akap>Stateczna matrona zmieszała się bardzo i odsunęła się nieco od wesołego rycerza; młode niewiasty pospuszczały oczy domyśliwszy się łacno, że figle, o których mówił pan Zagłoba, czymś przeciwnym przyrodzonej ich skromności być muszą, zwłaszcza że żołnierze wybuchnęli wielkim śmiechem.</akap>
<akap_dialog>--- Trzeba będzie prędko do pana Ruszczyca posłać --- rzekła Basia --- żeby pan Piotrowicz zastał już listy gotowe w Raszkowie.</akap_dialog>
<akap>Na to pan Bogusz:</akap>
<akap_dialog>--- Śpieszcie się waćpaństwo z całą tą sprawą, póki zima, bo raz, że wtedy żadne czambuły nie wychodzą i drogi bezpieczne, a po wtóre, a po wtóre, wiosną Bóg wie co się może przygodzić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Miałżeby pan hetman jakie wiadomości z Carogrodu? --- spytał Wołodyjowski.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Miał, i o takowych z osobna musimy pogadać. To pewna, że i z owymi rotmistrzami trzeba pilno kończyć. Kiedy Mellechowicz wróci, bo od niego siła zależy?</akap_dialog>
<akap_dialog>Pogrzeb, Trup, Wróg--- Ma on tam tylko resztę grasantów wyciąć, a później ciała pogrześć. Powinien wrócić jeszcze dziś albo jutro rano. Kazałem mu tylko naszych pogrześć, a Azbowych niekoniecznie, że to zima idzie i przed zarazą nie ma strachu. Wreszcie wilcy ich uprzątną.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Prosi pan hetman --- rzekł pan Bogusz --- aby Mellechowicz żadnej tu przeszkody w swojej robocie nie miał; ile razy zechce do Raszkowa pojechać, tyle razy niech jedzie. Prosi też pan hetman, żeby onemu we wszystkim ufać, gdyż pewien jest jego dla nas miłości. Wielki to żołnierz i wiele dobrego może sprawić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Niech sobie jeździ do Raszkowa i dokąd chce --- odrzekł mały rycerz. --- Od chwili jakeśmy Azbę znieśli, niezbyt on mi nawet potrzebny. Żadne już większe kupy teraz się nie pojawią aż do pierwszej trawy.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Także to Azba zniesion? --- spytał pan Nowowiejski.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak zniesion, że nie wiem, czy dwudziestu piąciu[13] ludzi uszło, a i tych się po jednemu wyłowi, jeśli już ich Mellechowicz nie wyłowił.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Okrutnie się z tego cieszę --- odrzekł pan Nowowiejski --- bo teraz pewnie można będzie bezpiecznie do Raszkowa jechać.</akap_dialog>
<akap>Tu zwrócił się do Basi:</akap>
<akap_dialog>--- Możemy listy do pana Ruszczyca zabrać, o których jejmość pani dobrodziejka wspominała.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dziękujem --- odrzekła Basia --- ciągle są tu okazje, bo umyślnych się posyła.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wszystkie komendy ciągły związek między sobą utrzymywać muszą --- objaśnił pan Michał. Dziecko, Ojciec, Córka, Syn--- Ale, proszę, to waszmość do Raszkowa z tą oto piękną panną jedziesz?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Muc[14] to sobie zwyczajny, nie żadna piękność, mości dobrodzieju --- odrzekł pan Nowowiejski --- a do Raszkowa jedziem, bo tam syn mój niecnota pod chorągwią pana Ruszczycową służy. Lat blisko dziesięć, jak z domu uciekł i listami jeno do mojej ojcowskiej klemencji[15] pukał.</akap_dialog>
<akap>Wołodyjowski aż w ręce klasnął:</akap>
<akap_dialog>--- Zarazem się domyślił, że waszmość pana Nowowiejskiego młodego rodzic, i właśnie pytać miałem, tylko żeśmy to byli żałością jejmości pani Boskiej zajęci. Zarazem się domyślił, bo i rysów jest podobieństwo! Proszę, to on waszmości syn!...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak mnie nieboszczka jego matka zapewniała, a że niewiasta była cnotliwa, więc nie mam przyczyny wątpić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Podwójniem z takiego gościa rad! Dla Boga! Tylko nie nazywaj że mi waść syna niecnotą, bo to znamienity żołnierz i godny kawaler, któren zaszczyt największy waszmości przynosi. Po panu Ruszczycu pierwszy to w całej chorągwi zagończyk; chyba waszmość nie wiesz, że to oczko w głowie hetmana! Całe komendy już mu powierzano i z każdej funkcji z niepomierną sławą się wywiązywał.</akap_dialog>
<akap>Pan Nowowiejski pokraśniał z zadowolenia.</akap>
<akap_dialog>--- Mości pułkowniku --- rzekł --- nieraz po to jeno ojciec dziecko przygani, by ktoś jego słowom zaprzeczył, i tak mniemam, że nie można rodzicielskiego serca bardziej udelektować, jak przyganie negując. Już mnie też słuchy o chwalebnych Adaszkowych służbach dochodziły, ale teraz dopiero prawdziwie mi pocieszno, gdy potwierdzenie tej famy z tak sławnych ust słyszę. Powiadają, że nie tylko ma być mężny żołnierz, ale i stateczny, co mi nawet dziw, bo zawsze był wicher. Ochotę do wojny od małego, szelma, miał, a najlepszy dowód, że pacholęciem uciekł z domu. Przyznaję, że gdybym go był wówczas złapał, byłbym mu był <slowo_obce>pro memoria</slowo_obce>[16] nie żałował, ale teraz trzeba będzie, widzę, zaniechać, bo mi się znowu na jakie dziesięć lat pochowa, a staremu tęskno.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Że to jednak przez tyle lat do domu nie zajrzał?...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Bom mu wzbronił. Atoli dość mi tego i teraz pierwszy przyjeżdżam, gdyż on, na służbie będąc, nie może. Chciałem imć państwa łaskawców moich o gościnność dla dziewki prosić, a sam do Raszkowa jechać, skoro jednak powiadacie, że wszędy bezpieczno, to wezmę i ją ze sobą. Ciekawa świata sroka, niech mu się napatrzy.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I ludzie niech jej się napatrzą! --- wtrącił Zagłoba.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie mieliby na co! --- odrzekła panna, której śmiałe czarne oczy i złożone jakby do całusa usta mówiły zresztą co innego.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Muc to zwyczajny, nic więcej jak muc! --- rzekł pan Nowowiejski. --- Ba, ale jak gładkiego oficera zobaczy, to aż ją podrzuca. Z tej przyczyny wolałem ją ze sobą zabrać niż zostawić, zwłaszcza że samej dziewce w domu niebezpieczno. Ale jeśli mi przyjdzie bez niej do Raszkowa jechać, niechże ją jejmość pani na sznurku każe przywiązać, inaczej bryknąć gotowa.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ja sama nie byłam lepsza --- odrzekła Basia.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dawali jej kądziel prząść --- ozwał się Zagłoba --- a ona z nią tańcowała, jak nie miała z kim lepszym! Ale waćpan wesoły człowiek, panie Nowowiejski. Baśka! Chciałbym się z panem Nowowiejskim stuknąć, bo i ja też lubię czasem krotochwile...</akap_dialog>
<akap>Tymczasem, nim podano wieczerzę, otworzyły się drzwi i wszedł Mellechowicz. Pan Nowowiejski nie spostrzegł go od razu, bo zagadał się z panem Zagłobą, natomiast spostrzegła go Ewka i płomienie uderzyły jej na twarz, a potem zbladła nagle.</akap>
<akap_dialog>--- Panie komendancie! --- rzekł do Wołodyjowskiego Mellechowicz. --- Wedle rozkazu, tamci wyłapani.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dobrze! Gdzie są?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Podług rozkazu: kazałem ich powiesić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dobrze! A twoi ludzie wrócili?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Część ostała dla grzebania ciał, reszta jest ze mną.</akap_dialog>
<akap>W tej chwili pan Nowowiejski podniósł głowę i nadzwyczajne zdumienie odbiło się na jego obliczu.</akap>
<akap_dialog>--- Dla Boga! Co ja widzę! --- rzekł.</akap_dialog>
<akap>Po czym wstał, poszedł wprost przed Mellechowicza i zakrzyknął:</akap>
<akap_dialog>--- Azja! A ty tu co robisz, hultaju?!</akap_dialog>
<akap>I podniósł rękę chcąc chwycić za kołnierz Lipka, lecz ów wzburzył się w jednej chwili, jak gdyby kto garścią prochu w płomień cisnął, pobladł jak trup i chwyciwszy żelazną dłonią rękę Nowowiejskiego, rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Nie znam waści! Coś za jeden?!</akap_dialog>
<akap>I odepchnął go silnie, aż pan Nowowiejski potoczył się na środek izby.</akap>
<akap>Przez czas jakiś z wściekłości słowa nie mógł przemówić, lecz chwyciwszy dech począł krzyczeć:</akap>
<akap_dialog>--- Mości komendancie! To mój człowiek, i do tego zbieg! W moim domu od małego!... Hultaj! Zapiera się! To mój człowiek! Ewa! Kto to jest? Gadaj!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Azja! --- rzekła, drżąc cała, panna Ewa.</akap_dialog>
<akap>Mellechowicz ani na nią spojrzał. Oczy wpił w pana Nowowiejskiego i łopocąc nozdrzami, patrzył w starego szlachcica z nieopisaną nienawiścią, ściskając ręką głownię noża. Przy czym od ruchu nozdrzy wąsy jego poczęły drgać, a spod tych wąsów przebłyskiwały białe kły, zupełnie jak u rozwścieczonego zwierza.</akap>
<akap>Oficerowie stanęli kołem. Basia wyskoczyła na środek między Mellechowicza a Nowowiejskiego.</akap>
<akap_dialog>--- Co to znaczy? --- spytała marszcząc brwi.</akap_dialog>
<akap>Widok jej uspokoił nieco przeciwników.</akap>
<akap_dialog>---Panie komendancie --- rzekł Nowowiejski --- to znaczy, com rzekł: to jest mój człowiek imieniem Azja --- i zbieg. Służąc z młodych lat wojskowo na Ukrainie, znalazłem go półżywego w stepie i przygarnąłem. To Tatarczuk. Chował się przez dwadzieścia lat w domu moim i uczył się razem z synem. Gdy syn uciekł, ów wyręczał mnie w gospodarstwie, póki mu się amorów z Ewuchą nie zachciało, co ja spostrzegłszy kazałem go wychłostać; on zasię potem zbiegł. Jak on się tu zwie?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Mellechowicz!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- To sobie przybrał przezwisko. On zwie się Azja, nic więcej! Powiada, że mnie nie zna, ale ja go znam i Ewucha także.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dla Boga! --- rzekła Basia --- toż syn waszmościów wielekroć go u nas widział. Jakże go nie poznał?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Syn mógł go nie poznać, bo gdy uciekł z domu, obaj mieli po piętnaście lat, a ten sześć jeszcze u mnie siedział, przez który czas odmienił się znacznie i dorósł, i wąsy mu wyrosły. Ale Ewucha wraz go poznała. Mości państwo, już też prędzej obywatelowi dacie wiarę niźli temu przybłędzie z Krymu!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pan Mellechowicz jest hetmańskim oficerem --- rzekła Basia --- nic nam do niego!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pozwól waść, że go wypytam. <slowo_obce>Audiatur et altera pars</slowo_obce>[17]! --- ozwał się mały rycerz.</akap_dialog>
<akap>Lecz pan Nowowiejski wpadł w złość.</akap>
<akap_dialog>--- Szlachcic, WładzaPan Mellechowicz! Jaki on pan! Mój pachoł, który się pod cudze nazwisko podszył. Jutro tego <wyroznienie>pana</wyroznienie> psiarkiem moim uczynię, pojutrze baty temu <wyroznienie>panu</wyroznienie> każę dać, i w tym sam hetman mi nie przeszkodzi, bom szlachcic i swoje prawa znam!</akap_dialog>
<akap>Na to pan Michał ruszył wąsikami i rzekł już ostrzej:</akap>
<akap_dialog>--- A jam nie tylko szlachcic, ale i pułkownik, i moje prawa także znam. Człeka swojego prawem możesz waść dochodzić i do inkwizycji hetmańskiej się udać, ale rozkazuję tutaj ja, nikt inny!</akap_dialog>
<akap>Pan Nowowiejski pomiarkował się zaraz, wspomniawszy, że mówi nie tylko do komendanta, ale i do zwierzchnika własnego syna, a przy tym najsławniejszego w Rzeczypospolitej rycerza.</akap>
<akap_dialog>--- Panie pułkowniku --- rzekł łagodniejszym już tonem. --- Jać go wbrew woli waszmościowej nie wezmę, jeno prawa swoje wywodzę, którym proszę, aby była wiara dana.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Mellechowicz, co ty na to? --- spytał Wołodyjowski.</akap_dialog>
<akap>Tatar wbił oczy w ziemię i milczał.</akap>
<akap_dialog>--- Bo imię ci Azja, to wszyscy wiemy! --- dodał Wołodyjowski.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Co tu innych dowodów szukać! --- rzekł Nowowiejski. --- Jeśli to mój człowiek, to ryby ma siną farbą na piersiach wykłute!</akap_dialog>
<akap>Usłyszawszy to pan Nienaszyniec otworzył szeroko oczy i usta, następnie porwał się za głowę i zakrzyknął:</akap>
<akap_dialog>--- Azja Tuhaj-bejowicz!</akap_dialog>
<akap>Wszystkie oczy zwróciły się na niego, ten zaś aż trząsł się cały, jakby wszystkie rany otworzyły mu się na nowo, i powtarzał:</akap>
<akap_dialog>--- To mój jasyr! To Tuhaj-bejowicz! Na Boga! To on!</akap_dialog>
<akap>A młody Lipek podniósł dumnie głowę, powiódł swym żbiczym wzrokiem po zgromadzeniu i nagle rozerwawszy żupan na swej szerokiej piersi rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Ot, ryby siną barwą wykłute!... Jam jest syn Tuhaj-beja!...</akap_dialog>
<naglowek_rozdzial>Rozdział XXVIII</naglowek_rozdzial>
<akap>Pozycja społecznaUmilkli wszyscy, tak wielkie imię strasznego wojownika uczyniło wrażenie. Onże to przecie wespół z groźnym Chmielnickim całą Rzecząpospolitą potrząsał; on wylał morze krwi polskiej; on Ukrainę, Wołyń, Podole i ziemie halickie kopytami końskimi stratował, zamki i grody poburzył, wsie ogniem nawiedził, dziesiątki tysięcy ludzi w jasyr wziął. DumaSyn takiego człowieka stał oto teraz przed zgromadzeniem w chreptiowskiej stanicy i mówił ludziom do oczu: ,,Ja mam sine ryby na piersiach, jam jest Azja, kość z kości Tuhaj-bejowej". Lecz taka była w ówczesnych ludziach cześć dla krwi znamienitej, iż mimo zgrozy, jaką imię przesławnego murzy musiało w duszy każdego żołnierza wywołać, Mellechowicz wyrósł w ich oczach, jakby całą wielkość ojcowską wziął w siebie.</akap>
<akap>Patrzyli więc na niego ze zdumieniem, a głównie niewiasty, dla których wszelka tajemnica największą stanowi ponętę; ów zaś, jakby i we własnych oczach przez wyznanie wyrósł, stał hardo, głowy nie spuszczał, i wreszcie rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Ów szlachcic --- tu wskazał na Nowowiejskiego --- prawi, żem ja jego człek, a ja mu na to rzeknę, iż rodzic mój po lepszych grzbiecie na koń siadał. Prawdę zresztą mówi, żem u niego był, bom był, i pod jego puhą[18] grzbiet mi krwią spłynął, czego nie zapomnę, tak mi dopomóż Bóg!... Mellechowiczem nazwałem się, żeby jego pościgu uniknąć. Ale teraz, choć mogłem do Krymu zbiec, tej ojczyźnie krwią i zdrowiem służę, więc niczyj ja, jeno hetmański. Mój ojciec chanom pokrewny i w Krymie bogactwa a rozkosze mię czekały; ja zaś tu zostałem we wzgardzie, bo tę ojczyznę miłuję i pana hetmana miłuję, i tych miłuję, którzy mi nigdy kontemptu[19] nie okazali.</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy skłonił się Wołodyjowskiemu, schylił się przed Basią tak nisko, iż głową dotknął niemal jej kolan, zresztą nie spojrzawszy na nikogo więcej wziął szablę pod pachę i wyszedł.</akap>
<akap>Obcy, Przywódca, Zdrada, ZemstaPrzez chwilę trwało jeszcze milczenie; pierwszy pan Zagłoba ozwał się:</akap>
<akap_dialog>--- Ha! Gdzie to pan Snitko! Mówiłem, że temu Azji wilkiem z oczu patrzy, a to i wilczy syn!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Lwi syn! --- odrzekł Wołodyjowski --- I kto wie, czy w ojca nie poszedł!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dla Boga! Uważaliście waćpaństwo, jak to mu zęby błyskały, zupełnie jak staremu Tuhaj-bejowi, gdy był w gniewie! --- rzekł pan Muszalski. --- Po tym jednym bym go poznał, bom też starego Tuhaj-beja często widywał.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie tak często jak ja! --- odpowiedział pan Zagłoba.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Teraz rozumiem --- wtrącił pan Bogusz --- dlaczego on ma taki mir między Lipkami i Czeremisami. Oni to przecie Tuhaj-bejowe imię jako święte wspominają. Przez Bóg żywy! Gdyby ten człowiek chciał, mógłby ich co do jednego w sułtańską służbę zaprowadzić i siła klęsk nam przyczynić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tego on nie uczyni --- odparł Wołodyjowski --- bo to, co rzekł, że tę ojczyznę i hetmana miłuje, to prawda: inaczej by nie służył między nami, mogąc do Krymu iść i tam we wszystko opływać. Już też rozkoszy u nas nie zaznał!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie uczyni --- powtórzył pan Bogusz --- bo gdyby chciał, to by już uczynił. Żadnej do tego nie miał przeszkody.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Przeciwnie --- dodał Nienaszyniec --- wierzę teraz, że on owych zdrajców rotmistrzów na powrót do Rzeczypospolitej skaptuje.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Panie Nowowiejski --- rzekł nagle Zagłoba --- żebyś tak waćpan był wiedział, że to Tuhaj-bejowicz, może byś tego... może byś tak... co?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Kazałbym mu zamiast trzysta --- tysiąc trzysta puh dać. Niech mnie piorun trzaśnie, jeślibym tego nie zrobił! Moi mości panowie! Dziwno mi to, że on, będąc Tuhaj-bejowym szczenięciem, do Krymu nie zbiegł. Chyba że się niedawno o tym dowiedział, bo u mnie nic nie wiedział. Dziwno mi to, powiadam, ale dla Boga, nie ufajcieże mu! Toć ja go dawniej od ichmościów znam i powiem tylko tyle: diabeł nie jest tak przewrotny, wściekły pies nie tak zapalczywy, wilk mniej zawzięty i okrutny od tego człowieka. Jeszcze on nam tu wszystkim sadła za skórę zaleje!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Co waść mówisz! --- rzekł Muszalski. --- My jego przy robocie pod Kalnikiem, Humaniem, Bracławiem i w stu innych potrzebach widzieli.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie daruje on swego! Zemści się!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A dziś Azbowych grasantów jak golił! Co waść prawisz!</akap_dialog>
<akap>Kobieta, MiłośćTymczasem Basia cała była w ogniach, tak ją ta Mellechowiczowska historia zajęła; ale chciało się Basi, żeby i koniec był godny początku, więc potrząsając Ewą Nowowiejską szeptała jej do ucha:</akap>
<akap_dialog>--- Ewka, a ty jego miłowała? Przyznaj się, nie zapieraj! Miłowałaś, ha? Jeszcze miłujesz, co? Jestem pewna! Bądź ze mną szczera. Komu się zwierzysz, jeśli nie mnie, niewieście? Widzisz! Prawie królewska krew w nim! Pan hetman mu dziesięć indygenatów, nie jeden, wyrobi. Pan Nowowiejski się nie sprzeciwi. Niechybnie i Azja cię jeszcze miłuje! Już ja wiem, już wiem. Nie bój się! On we mnie ufność ma. Zaraz go wezmę na pytki. Bez przypiekania powie. Miłowałażeś go okrutnie? Miłujeszże go jeszcze?</akap_dialog>
<akap>Ewka była jakby odurzona. Gdy Azja po raz pierwszy skłonność ku niej okazał, była jeszcze niemal dzieckiem, potem nie widziała go przez lat wiele i przestała o nim myśleć. Zostało jej po nim wspomnienie zapalczywego wyrostka, który był na wpół towarzyszem jej brata, a na wpół człowiekiem służebnym. Ale teraz, gdy po długiej rozłące ujrzała go znowu, stanął przed nią junak[20] piękny i groźny jak sokół, oficer i słynny zagończyk, a do tego syn, wprawdzie obcego, lecz książęcego rodu. Więc i jej młody Azja przedstawił się zupełnie inaczej, więc widok jego oszołomił ją, a zarazem olśnił i upoił. Wspomnienia ocknęły się ze snu. Serce jej nie mogło pokochać junaka w jednej chwili, ale w jednej chwili poczuła w nim lubą do tego gotowość.</akap>
<akap>Basia nie mogąc dopytać się zabrała ją wraz z Zosią Boską do alkierza i na nowo zaczęła nalegać:</akap>
<akap_dialog>--- Ewka! Gadaj prędko, ogromnie prędko! Miłujesz go?</akap_dialog>
<akap>Pannie Ewie łuna biła na twarz. Była to czarnowłosa i czarnooka panna o krwi gorącej, która krew na każdą wzmiankę o kochaniu falą uderzała jej na jagody[21].</akap>
<akap_dialog>--- Ewka! --- powtórzyła po raz dziesiąty Basia --- miłujesz go?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie wiem --- odrzekła po chwili wahania panna Nowowiejska.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ale nie przeczysz? Oho! To już wiem! Jeno się nie wzdragaj! Jam pierwsza powiedziała Michałowi, że go kocham --- i nic! I dobrze! Musieliście się dawniej okrutnie kochać! Ha! Teraz rozumiem! To on z tęskności za tobą taki zawsze ponury jak wilk chodził. Żołnierzysko mało nie uschło! Co między wami było, powiadaj!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- W lamusie[22] mi powiedział, że mnie miłuje --- szepnęła panna Nowowiejska.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- W lamusie!... to dopiero!... A potem co?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Potem mnie ułapił i począł całować --- ciągnęła jeszcze ciszej panna.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Niech go nie znam, tego Mellechowicza! A ty co?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A ja bałam się krzyczeć.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Bała się krzyczeć! Zośka, słyszysz!... Kiedy się wasze kochanie wykryło?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ojciec nadszedł i zaraz go obuszkiem[23] uderzył, potem mnie bił i jego kazał tak bić, tak bić, że dwie niedziele leżał!</akap_dialog>
<akap>Tu panna Nowowiejska rozpłakała się po części z żalu, a po części z konfuzji. Na ten widok załzawiły się zaraz i modre oczka czułej Zosi Boskiej, atoli Basia poczęła Ewę pocieszać:</akap>
<akap_dialog>--- Wszystko to się skończy dobrze, moja w tym głowa! I Michała do roboty zaprzęgnę, i pana Zagłobę. Już ja ich namówię, nie bój się! Przed pana Zagłoby dowcipem nic się nie ostoi. Ty jego nie znasz! Nie płacz, Ewka, bo czas na wieczerzę...</akap_dialog>
<akap>Mellechowicza na wieczerzy nie było. Siedział w swojej izbie i grzał sobie na ogniu gorzałkę z miodem, którą następnie przelewał do mniejszej blaszanki i popijał przegryzając sucharem.</akap>
<akap>Pan Bogusz przyszedł do niego późną już nocą, aby się z nim o nowinach rozmówić.</akap>
<akap>Ojczyzna, Pozycja społeczna, Religia, WiernośćTatar posadził go zaraz na zydlu obitym owczą skórą i postawiwszy przed nim pełny kusztyczek[24] gorącego napoju, spytał:</akap>
<akap_dialog>--- A pan Nowowiejski zawszeli chce chłopa swego ze mnie uczynić?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Już o tym mowy nie ma --- odparł pan podstoli nowogrodzki. --- Prędzej by pan Nienaszyniec mógł się do ciebie przyznać, ale i jemu nic po tobie, bo tam już siostra jego albo zmarła, albo zgoła nie życzy sobie w losie odmiany. Pan Nowowiejski nie wiedział, ktoś był, gdy cię za konfidencję z córką karał. A teraz i on jako ogłuszony chodzi, bo choć ojciec twój siła złego ojczyźnie naszej wyrządził, przecie wojownik był znakomity, i zawsze co krew, to krew. Dla Boga! Nikt tu palca na cię nie zakrzywi, póki tej ojczyźnie wiernie służysz, zwłaszcza że wszędy masz przyjaciół.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dlaczego bym jej nie miał wiernie służyć? --- odparł Azja. --- Mój ojciec was bił, ale on był poganin, ja zaś Chrystusa wyznaję.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Otóż to jest! Oto jest! Nie możesz ty już do Krymu wracać, chyba z utratą wiary, że zaś musiałaby iść za tym i utrata zbawienia, więc żadne dobra ziemskie ani godności wynagrodzić by ci tego nie mogły. Po prawdzie, toś ty wdzięczność winien i panu Nienaszyńcowi, i panu Nowowiejskiemu, bo pierwszy z nich spomiędzy pogan cię wydobył, a wtóry w prawdziwej wierze wyhodował.</akap_dialog>
<akap>Na to Azja:</akap>
<akap_dialog>--- Ja wiem, że ja im wdzięczność winien, i postaram się wypłacić. Słusznieś waszmość zauważył, że siła tu dobrodziejów znalazłem!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak to mówisz, jakby ci gorzko w gębie było, a przecie policz sam życzliwych.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jegomość pan hetman i waszmość w pierwszym rzędzie: to do śmierci będę powtarzał. Kto więcej, to nie wiem...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A komendant tutejszy? Czy ty myślisz, żeby on cię w czyjekolwiek ręce wydał, choćbyś nie był Tuhaj-bejowym synem? A ona! A pani Wołodyjowska! Słyszałem przecie, co o tobie przy wieczerzy mówiła... Ba! A jeszcze przedtem, gdy Nowowiejski cię poznał, zaraz za tobą poczęła się oponować! Pan Wołodyjowski wszystko by dla niej uczynił, bo on świata za nią nie widzi, siostra zaś brata nie może więcej miłować jako ona ciebie. Przez całą wieczerzę z gęby jej nie schodziło twoje imię...</akap_dialog>
<akap>Młody Tatar pochylił nagle głowę i począł dmuchać w półkwaterek[25] gorącego napoju; przy czym gdy do odmuchania wydął sinawe nieco wargi, twarz uczyniła mu się tak dzika i tak tatarska, że aż pan Bogusz rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Dalibóg, jakiś ty wszelako w tej chwili do starego Tuhaj-beja podobny, to przechodzi imaginację. Znałem go przecie doskonale, widywałem go i na chańskim dworze, i w polu; jeździłem do jego siehenia mało dwadzieścia razy.</akap_dialog>
<akap_dialog>Obywatel, Państwo, Szlachcic--- Niech Bóg błogosławi sprawiedliwym, a zaraza niech wydusi krzywdzicieli! --- odrzekł Azja. --- Zdrowie hetmańskie!</akap_dialog>
<akap>Pan Bogusz wypił i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Zdrowie i długie lata! Garść nas wprawdzie tych, którzy przy nim stoimy, ale prawdziwych żołnierzy. Da Bóg, nie damy się tym łuszczybochenkom, co sejmikować tylko umieją i panu hetmanowi zdradę przeciw królowi zadawać. Szelmy! To my w stepie dzień i noc czołem do nieprzyjaciela stoim, a oni dzieżki pełne bigosu i jagieł[26] wożą, a łyżkami w nie bębnią! Ot, ich robota! Pan hetman posła za posłem śle, o pomoc dla Kamieńca prosi, jako Kasandra[27] upadek Ilium i narodu Priama przepowiada, a ci o niczym nie myślą, jeno ciągle dochodzą, kto przeciw królowi zawinił.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- O czym waszmość mówisz?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Et, nic! Uczyniłem <slowo_obce>comparationem</slowo_obce>[28] naszego Kamieńca z Troją, aleś ty pewnie o Troi nie słyszał. Niech się jeno uspokoi trochę, a pan hetman indygenat ci wyrobi, szyję daję! Czasy idą takie, że okazji ci nie zbraknie, jeśli szczerze chcesz się sławą okryć.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Albo ja się sławą pokryję, albo mnie ziemia pokryje. Usłyszysz waść o mnie, jako Bóg na niebie!</akap_dialog>
<akap_dialog>Państwo, Pozycja społeczna, Szlachcic, Żołnierz, Władza--- A cóż tamci? Co Kryczyński? Wrócą? Nie wrócą? Co teraz czynią?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Po sieheniach stoją: jedni w Udrzyjskim Stepie, inni dalej. Ciężko im się ze sobą porozumieć, bo daleko. Mają rozkaz na wiosnę do Adrianopola wszyscy ruszać i żywności co najwięcej ze sobą brać.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na Boga! To jest ważne, bo jeśli w Adrianopolu będzie wielki wojskowy <slowo_obce>congressus</slowo_obce>[29], to wojna z nami pewna. Trzeba pana hetmana zaraz o tym uwiadomić. On też myśli, że wojna nastąpi, ale to byłby już niechybny znak.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Halim mówił mi, iż tam między nimi mówią, jakoby i sam sułtan do Adrianopola miał zjechać.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pochwalone imię Pańskie! A tu u nas wojska ledwie garść. Cała nadzieja w opoce kamienieckiej. Zali Kryczyński stawia jakie nowe kondycje?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Więcej oni wypisują skarg, niźli stawiają kondycyj[30]: powszechna amnestia, przywrócenie do praw i przywilejów szlacheckich, jakie za dawnych czasów mieli, zatrzymanie szarży dla rotmistrzów --- oto, czego chcą. Ale że sułtan więcej im już przyznał, więc się wahają.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Co prawisz! Jakże sułtan więcej im może przyznać niźli Rzeczpospolita? W Turczech jest <slowo_obce>absolutum dominium</slowo_obce>[31] i wszystkie prawa od jednej sułtańskiej fantazji zależą. Choćby i ten, który obecnie żywie i panuje, wszystkich obietnic dotrzymał, to następca złamie je albo podepce, kiedy zechce. Tymczasem u nas przywilej święta rzecz --- i kto szlachcicem zostanie, temu sam król nie może nic odjąć.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Oni powiadają, że szlachtą byli, a dlatego ich na równi z dragonami traktowano, a starostowie kazali im nieraz rozmaite powinności odbywać, od których nie tylko szlachta jest wolna, ale nawet i bojarzynkowie putni[32].</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Skoro im hetman przyrzeka...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Żaden z nich o wspaniałomyślności hetmańskiej nie wątpi i wszyscy go po cichu w sercu kochają, ale myślą sobie tak: hetmana samego zdrajcą hassa szlachecka okrzykuje; na dworze u króla go nienawidzą; sądem mu konfederacja grozi --- jakże on potrafi co wskórać?</akap_dialog>
<akap>Pan Bogusz począł trzeć czuprynę.</akap>
<akap_dialog>--- Więc co?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Więc sami nie wiedzą, co mają czynić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I u sułtana zostaną?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ba! Kto im rozkaże wrócić do Rzeczypospolitej?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ja!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jakże to!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tuhaj-bejowym jestem synem!</akap_dialog>
<akap_dialog>Przywódca, Władza--- Mój Azja! --- rzekł po chwili pan Bogusz --- Nie neguję, że oni mogą się w twojej krwi i sławie Tuhaj-bejowej kochać, chociaż oni są nasi Tatarzy, a Tuhaj-bej był naszym wrogiem. Takie rzeczy ja rozumiem, bo i u nas jest szlachta, która z pewną chlubą opowiada, że Chmielnicki był szlachcicem i nie z kozackiego, ale z naszego narodu pochodził, z Mazurów... No! Przecie taki szelma był, że w piekle gorszego nie znaleźć, ale że znamienity wojennik, więc radzi się do niego przyznają. Taka już natura ludzka! Żeby jednak twoja Tuhaj-bejowa krew dawała ci prawo rozkazywać wszystkim Tatarom, do tego słusznych racji nie widzę.</akap_dialog>
<akap>Azja czas jakiś milczał, potem wsparł dłonie na udach i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- To ja wam powiem, panie podstoli, dlaczego Kryczyński mnie słucha i inni mnie słuchają. Bo oprócz tego, że oni proste Tatarczuchy, a ja kniaź, jest jeszcze we mnie rada i moc... No! Ani wy nie wiecie, ani sam pan hetman nie wie...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jaka rada, jaka moc?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ja toho skazaty ne umiju[33] --- odrzekł po rusińsku Azja. --- A czemu ja na takie rzeczy gotów, na które inny by się nie ważył? Czemu ja to pomyślał, czego by inny nie pomyślał?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Co gadasz? O czymżeś pomyślał?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ja pomyślał o tym, że gdyby mi pan hetman wolę a prawo dał, tak ja by nie tylko tych rotmistrzów wrócił, ale pół ordy na usługi hetmańskie postawił. Mało to pustej ziemi na Ukrainie i w Dzikich Polach? Niech hetman jeno ogłosi, że który Tatar przyjdzie do Rzeczypospolitej, ten szlachcicem zostanie, w wierze ucisku nie będzie miał, a we własnych chorągwiach będzie służył, że wszyscy własnego hetmana będą mieć, jako Kozacy mają, a moja głowa, że wnet się cała Ukraina zamrowi. Przyjdą Lipkowie i Czeremisy, przyjdą od Dobrudży i Białogrodu, przyjdą z Krymu --- i stada przypędzą, i żony z dziećmi na arbach przywiozą. Waszmość nie trzęś głową: przyjdą, jako dawniejsi przyszli, którzy przez wieki Rzeczypospolitej wiernie służyli. W Krymie i wszędy chan i murzowie ich gnębią, a tu szlachtą zostaną i szable będą mieć, i pod własnym hetmanem w pole chodzić. Przysięgnę waszmości, że przyjdą, bo tam głodem czasem przymierają. A gdy się między ałusami rozgłosi, że ja z mocy pana hetmana wołam, że Tuhaj-beja syn woła, tedy tysiące tu staną.</akap_dialog>
<akap_dialog>Pan Bogusz porwał się za głowę:</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na rany boskie, Azja! Skąd tobie takie myśli przychodzą? Co by to było?!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Byłby na Ukrainie naród tatarski, jako jest kozacki! Kozakom przyznaliście i przywileje, i hetmana, czemu byście nam nie mieli przyznać? Waszmosć pytasz, co by było? Chmielnickiego by drugiego nie było, bo byśmy nogą Kozakom na gardziel zaraz nastąpili, buntów chłopskich by nie było, rzezi ani spustoszenia, ani Doroszeńki by nie było, bo niechby się podniósł, pierwszy bym go na smyczy hetmanowi pod nogi przywiódł. A chciałaby potęga turecka na was iść, to byśmy sułtana bili; chciałby chan zagony puszczać, to chana. Nie także dawniej Lipkowie i Czeremisi czynili, chociaż w Mahometowej wierze trwali? Czemu byśmy mieli inaczej czynić, my, Tatarowie Rzeczypospolitej! My, szlachta!... Teraz waćpan licz: Ukraina spokojna, kozactwo w ryzie utrzymane, od Turka zasłona, kilkadziesiąt tysięcy wojska więcej --- ot, com pomyślał --- ot, co mnie do głowy przyszło, ot, dlaczego mnie Kryczyński, Adurowicz, Morawski, Tworowski słuchają --- ot, dlaczego, gdy krzyknę, pół Krymu na one stepy się zwali!</akap_dialog>
<akap>Pan Bogusz tak był zdumiony i przygnieciony słowami Azji, jak gdyby ściany tej izby, w której siedzieli, rozstąpiły się nagle i nowe, nieznane ukazały się oczom jego krainy.</akap>
<akap>Przez długi czas słowa nie mógł przemówić i tylko patrzył na młodego Tatara, a ów począł chodzić wielkimi krokami po izbie, wreszcie rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Beze mnie by się ta rzecz stać nie mogła, bom ja syn Tuhaj-beja, a od Dniepru do Dunaju nie masz głośniejszego między Tatary imienia.</akap_dialog>
<akap>Po chwili zaś dodał:</akap>
<akap_dialog>--- Co mi Kryczyński, Tworowski i inni! Nie o nich samych, nie o kilka tysięcy Lipków i Czeremisów, ale o całą Rzeczpospolitą chodzi. Mówią, że z wiosną wielka wojna z sułtańską potencją nastanie, ale pozwólcie mi jeno, a ja takiego waru między tatarstwem nagotuję, że sam sułtan ręce poparzy.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dla Boga! Ktoś ty jest, Azja? --- wykrzyknął pan Bogusz.</akap_dialog>
<akap>A ów podniósł głowę:</akap>
<akap_dialog>--- Przyszły hetman tatarski!</akap_dialog>
<akap>Blask płomienia padał w tej chwili na Azję oświecając jego twarz okrutną i piękną zarazem, a panu Boguszowi zdawało się, że jakiś inny człowiek przed nim stoi, taka wielkość i pycha biły od postaci młodego Tatara. Uczuł też pan Bogusz, że Azja prawdę mówi. Gdyby podobne wezwanie hetmańskie zostało opublikowane, Lipkowie i Czeremisi wróciliby niechybnie wszyscy, a i dzikich Tatarów pociągnęłoby za nimi bardzo wielu. Stary szlachcic znał wybornie Krym, w którym po dwakroć był niewolnikiem, a potem, wykupiony od hetmana, posłował; znał dwór bachczysarajski, znał ordy siedzące od Donu do Dobrudży; wiedział, że zimą liczne ałusy z głodu przymierają; wiedział, że murzom przykrzy się despotyzm i zdzierstwo chańskich baskaków[34], że w samym Krymie często przychodzi do buntów --- więc zrozumiał od razu, że żyzne ziemie i przywileje znęciłyby niechybnie tych wszystkich, którym w starych siedzibach było źle, ciasno lub niebezpiecznie.</akap>
<akap>Znęciłyby tym bardziej, gdyby począł ich wołać syn Tuhaj-beja. On jeden mógł tego dokonać, nikt inny. On sławą swego ojca mógł wzburzyć ałusy, uzbroić jedną połowę Krymu przeciw drugiej połowie, pociągnąć dzikie ordy białogrodzkie i zatrząść całą potęgą chanową, ba, nawet sułtańską!</akap>
<akap>Gdyby hetman chciał korzystać z okazji, to Tuhaj-bejowego syna mógł uważać jako człowieka przez samą Opatrzność zesłanego.</akap>
<akap>Więc pan Bogusz począł innym na Azję patrzyć okiem i zdumiewać się coraz bardziej, jak takie myśli mogły się w głowie jego wylęgnąć? I aż pot uperlił rycerzowi czoło, tak mu się zdały ogromne. Jednakże dużo jeszcze wątpliwości zostało mu w duszy, więc tak ozwał się po chwili:</akap>
<akap_dialog>--- A wiesz ty, że o taką rzecz musiałaby być wojna z Turkiem?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wojna i tak będzie! Czemu by kazali ordom pod Adrianopol iść? Wtedy chyba wojny nie będzie, jak niesnaski w sułtańskim państwie powstaną; jeżeli zaś i przyjdzie ruszyć w pole, połowa ordy będzie po naszej stronie.</akap_dialog>
<akap>,,Na każdą rzecz ma szelma argument!" --- pomyślał pan Bogusz. --- W głowie się kręci! --- rzekł po chwili. --- Widzisz, Azja, w każdym razie to niełatwa rzecz. Co by to powiedział król, co kanclerz, a stany? A wszystka szlachta, po większej części panu hetmanowi teraz nieżyczliwa.</akap>
<akap_dialog>--- Mnie jeno pozwolenia hetmańskiego na piśmie trzeba; a jak tu raz siądziem, niechże nas potem rugują[35]! Kto będzie rugował i czym? Radzi byście Zaporożców z Siczy wyżenąć, ale wam nijak.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pan hetman zlęknie się odpowiedzialności.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Za panem hetmanem pięćdziesiąt tysięcy szabel ordyńskich stanie prócz wojska, które ma w ręku.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A Kozacy? O Kozakach zapominasz? Ci poczną się natychmiast oponować.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na to my tu i potrzebni, żeby był miecz nad szyją kozacką zawieszony. Czym Dorosz stoi? Tatarami! Niech Tatarów ja wezmę w ręce, wówczas Dorosz musi hetmanowi czołem uderzyć.</akap_dialog>
<akap>Tu Azja wyciągnął dłonie i palce w kształcie szponów orlich rozłożył, za czym chwycił za rękojeść szabli.</akap>
<akap_dialog>--- Ot, my Kozakom prawo pokażem! W chłopy oni pójdą, a my będziem dzierżyć Ukrainę. Słysz, panie Bogusz, wy myśleli, że ja mały człek, a ja nie taki mały, jako się Nowowiejskiemu, tutejszemu komendantowi, oficyjerom i wam, panie Bogusz, wydało! Ot, ja nad tym dzień i noc myślał, aż wychudł, aż mi twarz wpadła --- patrz waszmość! --- i sczerniała. Ale com wymyślił, tom dobrze wymyślił, i dlatego rzekłem wam, że we mnie jest moc i rada. Waćpan sam widzisz, że to wielkie rzeczy; jedź do pana hetmana, a żywo! Przedstaw mu, niech mi da na piśmie, a ja o stany nie będę dbał. Hetman ma duszę wielką, hetman będzie wiedział, że to i moc, i rada! Powiedz hetmanowi, żem Tuhaj-beja syn, że ja jeden to uczynić mogę; przedstaw, niech się zgodzi; jeno, na Boga! Byle na czas, byle póki śniegi w stepie, byle przed wiosną, bo na wiosnę wojna będzie! Jedź wraz i wraz wracaj, abym zaś prędko wiedział, co mi wypadnie uczynić.</akap_dialog>
<akap>Pan Bogusz nie spostrzegł się nawet, że Azja mówił tonem rozkazującym, jakby już był hetmanem i swemu oficerowi wydawał polecenia.</akap>
<akap_dialog>--- Przez jutro wypocznę --- rzekł --- a pojutrze ruszę. Daj Bóg, abym hetmana w Jaworowie znalazł! Prędka u niego decyzja i wnet będziesz miał odpowiedź.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jak waszmość myślisz, czy pan hetman się zgodzi?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Być może, że ci każe do siebie przyjechać, dlatego do Raszkowa teraz nie wyjeżdżaj, bo stąd prędzej staniesz w Jaworowie. Czy się zgodzi, nie wiem, ale weźmie on to pod pilną uwagę, bo potężne racje przytaczasz. Przez Bóg żywy, anim się tego po tobie spodziewał, ale teraz widzę, żeś niezwyczajny człek i że cię Pan Bóg do wielkości przeznaczył. No, Azja, Azja! Namiestnik w chorągwi lipkowskiej, nic więcej, a takie rzeczy w głowie mu siedzą, od których strach człeka bierze. Już teraz nie będę się dziwował, choćbym czaple pióro na twoim kołpaku, a nad tobą buńczuk[36] zobaczył... Wierzę i w to, co powiadasz, że cię owe myśli po nocach żarły... Zaraz pojutrze ruszę, jeno wypocznę nieco, a teraz idę już, bo późno i w głowie mi szumi jak we młynie. Ostawaj z Bogiem, Azja... W skroniach mnie łupie, jakobym się upił... Ostawaj z Bogiem, Azja, synu Tuhaj-bejowy!</akap_dialog>
<akap>Tu pan Bogusz uścisnął wychudzoną dłoń Tatara i zawrócił się ku drzwiom, ale w progu jeszcze stanął i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Jakże to?... Nowe dla Rzeczypospolitej wojska... gotowy miecz nad szyją kozacką... Dorosz upokorzon... niesnaski w Krymie... potencja turecka osłabiona... koniec zagonom na Ruś... Dla Boga! Dla Boga!</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy wyszedł, a Azja popatrzył jeszcze chwilę za nim i poszepnął:</akap>
<akap_dialog>--- A dla mnie buńczuk, buława i... z wolą albo bez woli --- ona! Inaczej gorze wam!</akap_dialog>
<akap>Po czym dopił gorzałki z blaszanki i rzucił się na pokryty skórami tapczan, stojący w kącie izby. Ogień na kominie przygasł, a natomiast przez okno weszły jasne blaski księżyca, który wysoko już wybił się na chłodne zimowe niebo.</akap>
<akap>Azja leżał czas jakiś spokojnie, lecz widocznie nie mógł zasnąć. Wreszcie wstał, zbliżył się ku oknu i wpatrzył się w miesiąc, płynący jak samotny korab[37] po niezmiernych niebieskich samotniach.</akap>
<akap>ReligiaMłody Tatar patrzył weń długo, na koniec złożył pięści tuż przy piersiach, podniósł oba wielkie palce ku górze i z ust jego, które zaledwie przed godziną Chrystusa wyznawały, wyszedł półśpiew, półprzeciągła mowa o smutnej nucie:</akap>
<akap_dialog>--- Lacha i Lallach, Lacha i Lallach --- Mahomet Rossullach!...</akap_dialog>
<naglowek_rozdzial>Rozdział XXIX</naglowek_rozdzial>
<akap>Atoli Basia od rana nazajutrz odbywała naradę z mężem i panem Zagłobą, jak by dwa serca kochające się i uciśnione połączyć. Oni obaj śmieli się z jej zapału i nie przestawali jej drażnić, jednakże ustępując jej ze zwyczaju we wszystkim jak rozpieszczonemu dziecku, obiecali jej w końcu pomagać.</akap>
<akap_dialog>--- Najlepiej --- mówił Zagłoba --- namówić starego Nowowiejskiego, żeby dziewki ze sobą do Raszkowa nie brał, że to i chłody już idą, i droga nie całkiem bezpieczna; natenczas młodzi często się tu ze sobą będą widywać i rozamorują się w sobie do reszty.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- O, to jest wyborna myśl! --- zawołała Basia.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wyborna, niewyborna --- odrzekł Zagłoba --- ale ty ich swoją drogą z oczu nie spuszczaj. Tyś jest baba --- i tak myślę, że w końcu ich zlutujesz, bo baba zawsze zrobi swoje; pilnuj jeno, żeby i diabeł przy tym swego nie zrobił. Byłby ci wstyd, że to z twojej poręki.</akap_dialog>
<akap>Basia poczęła naprzód prychać na pana Zagłobę jak kotka, po czym rzekła:</akap>
<akap_dialog>--- Waćpan się chwalisz, żeś był za młodu Turek, i myślisz, że każdy Turek!... Azja nie taki!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie Turek, tylko Tatar. Ładna kukła! Ona będzie za tatarskie afekta ręczyć!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Oni oboje o płakaniu najwięcej myślą, a to ze srogiej żałości... Ewa przy tym najzacniejsza dziewka!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jeno taką ma twarz, jakoby jej kto na czole napisał: ,,naści gęby!" Hu! Kawka to jest! Wczorajem to sobie zakonotował, że gdy przy stole naprzeciw gładkiego chłopa siedzi, to tak dycha, że aż raz w raz talerz odrzuca i musi go sobie przysuwać. Czysta kawka, mówię ci!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Waćpan chcesz, żebym sobie poszła?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie pójdziesz, jak o swaty chodzi. Znają cię, nie pójdziesz! A ponoś ci jeszcze za wcześnie ludzi swatać, bo to sędziwych niewiast rzemiosło. Pani Boska mówiła mi wczoraj, że gdy cię powracającą z wyprawy w hajdawerkach postrzegła, rozumiała, że synalka pani Wołodyjowskiej widzi, któren się na podjezdku koło płotów wprawia. Nie kochasz ty powagi, ale i powaga ciebie nie kocha, co się zaraz z twojej misternej postaci okazuje. Czysty żak, jak, mi Bóg miły! Inne teraz niewiasty na świecie! Za moich czasów, gdy podwika[38] na ławie siadła, to aż ława zaskrzypiała, jakby ktoś psu na ogon nastąpił, a ty byś mogła na kocie oklep jeździć, bez wielkiej dla onej bestii fatygi... Mówią też, że niewiasty, które zaczynają swatać, potomstwa mieć nie będą.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Zali naprawdę tak mówią? --- spytał zaniepokojony mały rycerz.</akap_dialog>
<akap>Lecz pan Zagłoba począł się śmiać, a Basia przyłożywszy swoją różową twarz do twarzy męża rzekła półgłosem:</akap>
<akap_dialog>--- Et, Michałku! Sposobną porą ofiarujemy się do Częstochowy, to może Najświętsza Panna odmieni!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Najlepszy to istotnie sposób --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>
<akap>Na to tamci uściskali się zaraz, po czym Basia rzekła:</akap>
<akap_dialog>--- A teraz mówmy o Azji i o Ewuni, jak by im pomóc. Nam dobrze, niech i im będzie dobrze!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jak Nowowiejski wyjedzie, będzie im lepiej --- rzekł mały rycerz --- bo przy nim nijak byłoby się im widywać, zwłaszcza że Azja starego nienawidzi. Ale gdyby mu stary Ewkę oddał, może by przepomniawszy[39] dawnych uraz poczęli się wzajem miłować jako teść z zięciem. Według mojej głowy tedy nie w tym rzecz, żeby młodych zbliżać, bo oni i tak się kochają, ale w tym, by starego przejednać.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nieużyty to człowiek! --- rzekła pani Wołodyjowska.</akap_dialog>
<akap>Na to Zagłoba:</akap>
<akap_dialog>--- Baśka! Imainuj sobie, że masz córkę i że trzeba ci ją za jakowegoś Tatarzyna wydać?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Azja kniaź --- odrzekła Basia.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie neguję, że Tuhaj-bej z wielkiej krwi pochodził, ale owo i Hassling był szlachcic, a przecie by Krzysia Drohojowska nie poszła za niego, gdyby był naszego indygenatu nie miał.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- To wystarajcie się dla Azji o indygenat!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Łatwa to rzecz! Choćby go kto i do herbu przypuścił, sejm takową wolę musi potwierdzić, a do tego trzeba i czasu, i protekcji.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tego nie lubię, że czasu trzeba, bo protekcja by się znalazła. Pewnie by jej pan hetman Azji nie odmówił, bo on się w ludziach wojennych kocha. Michale! Pisz do hetmana! Chcesz inkaustu, piór, papieru? Zaraz pisz! Ot, ja ci wszystko przyniosę, i świecę, i pieczęć, a ty siądziesz i nie mieszkając napiszesz!</akap_dialog>
<akap>Wołodyjowski począł się śmiać.</akap>
<akap_dialog>--- Boże Wszechmogący! --- rzekł --- Prosiłem cię o stateczną realistkę za żonę, a tyś mi wicher dał!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Mów tak, mów, to ci zamrę!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A niedoczekanie twoje! --- krzyknął żywo mały rycerz. --- Niedoczekanie twoje! Tfu! Tfu, na psa urok.</akap_dialog>
<akap>Tu zwrócił się do pana Zagłoby:</akap>
<akap_dialog>--- Waćpan nie wiesz jakich słów od uroku?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wiem i jużem je powiedział! --- odrzekł Zagłoba.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pisz! --- zawołała Basia --- Bo ze skóry wyskoczę!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ja bym i dwadzieścia listów napisał, byle ci dogodzić, chociaż nie wiem, na co się to przyda, bo tu i sam hetman nie poradzi, a z protekcją wtedy dopiero może wystąpić, jak będzie pora. PocałunekMoja Basiu, panna Nowowiejska spuściła ci się z tajemnicy, dobrze! Aleś z Azją nic nie mówiła i tego nawet dotychczas nie wiesz, czy on wzajemnym afektem dla Nowowiejskiej płonie.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ale! Nie płonie! Jakże nie ma płonąć, kiedy ją w lamusie pocałował! Aha!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dusza złota! --- rzekł śmiejąc sią Zagłoba. --- Takie to jak nowo narodzone dziecko, jeno że tym językiem lepiej obraca. Moja kochana, żebyśmy się chcieli, ja i Michał, ze wszystkimi żenić, które całować się przygodziło, tedy trzeba by nam zaraz Mahometową wiarę przyjąć i mnie być padyszachem[40], a jemu chanem krymskim, co, Michale, co?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na Michała miałam raz podejrzenie, jeszcze wtedy, kiedy nie byłam jego! --- rzekła Basia.</akap_dialog>
<akap>I przysunąwszy mu paluszek do oczu poczęła się przekomarzać:</akap>
<akap_dialog>--- Ruszaj wąsikami, ruszaj! Nie zaprzesz się! Wiem, wiem! I ty wiesz!... U Ketlinga!...</akap_dialog>
<akap>Mały rycerz rzeczywiście ruszał wąsikami, ażeby sobie dodać fantazji, a zarazem zmieszanie pokryć, wreszcie chcąc zwrócić rozmowę na co innego rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- A tak i nie wiesz, czy Azja w Nowowiejskiej rozkochan?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czekajcie, wezmę ja go na cztery oczy i wypytam. Ale on rozkochany! Musi być rozkochany! Inaczej nie chcę go znać!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dalibóg, gotowa w niego wmówić! --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I wmówię, choćbym się miała co dzień z nim zamykać!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wpierw go wybadaj --- rzekł mały rycerz. --- Być może, że on się od razu nie przyzna, bo to dzikus. Nic to! Powoli w konfidencję z nim wejdziesz, poznasz go lepiej, wyrozumiesz i wówczas dopiero będziesz wiedziała, co czynić.</akap_dialog>
<akap>Tu mały rycerz zwrócił się do pana Zagłoby:</akap>
<akap_dialog>--- Ona zdaje się płocha, a bystra jest!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Kozy bywają bystre! --- rzekł z powagą pan Zagłoba.</akap_dialog>
<akap>Dalszą rozmowę przerwał pan Bogusz, który wpadł jak bomba i zaledwie zdążywszy ucałować Basine ręce począł krzyczeć:</akap>
<akap_dialog>Historia, Pozycja społeczna--- A niech tego Azję kule biją! Całą noc nie mogłem oka zmrużyć, niech jego las ogarnie!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Co pan Azja waszmości zawinił? --- pytała Basia.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wiecie waćpaństwo, cośmy wczoraj robili?</akap_dialog>
<akap>I pan Bogusz wytrzeszczywszy oczy jął wodzić nimi po obecnych.</akap>
<akap_dialog>--- Co?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Historię! Jak mi Bóg miły, nie łżę, historię!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jaką historię?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Historię Rzeczypospolitej. To po prostu wielki człowiek. Sam pan Sobieski się zdumieje, gdy mu Azjowe myśli przedłożę. Wielki człowiek, powtarzam acaństwu i żałuję, że więcej nie mogę powiedzieć, bo jestem pewien, że zdumielibyście się, jako ja się zdumiałem. Tyle mogę powiedzieć, że jeśli to się uda, co on zamierza, wówczas Bóg wie gdzie zajdzie!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na ten przykład! --- rzekł Zagłoba. --- Hetmanem zostanie?</akap_dialog>
<akap>A pan Bogusz wziął się w boki:</akap>
<akap_dialog>--- Tak jest! Hetmanem zostanie! Żałuję, że nie mogę więcej powiedzieć... hetmanem zostanie, i kwita!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A to może psim? Albo będzie za wołami chodził? Czabanowie[41] mają też swoich hetmanów! Tfu! Co też waszmość prawisz, panie podstoli? Bo że on Tuhaj-bejowicz, dobrze! Ale jeśliby miał hetmanem zostać, to czymże ja ostanę, czym ostanie Michał i waszmość sam? Chyba Trzej Królami po Bożym Narodzeniu zostaniemy, poczekawszy na Kacpra, Melchiora i Baltazara abdykację. Mnie tam przynajmniej szlachta regimentarzem kreowała, tylko żem po przyjaźni panu Pawłowi godności ustąpił, ale waćpańskich wróżb, dalibóg, zgoła nie rozumiem!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A ja waści powiadam, że Azja wielki człowiek!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Mówiłam! --- rzekła Basia zwracając się ku drzwiom, przez które poczęli wchodzić inni goście stanicowi.</akap_dialog>
<akap>Weszła więc naprzód pani Boska z modrooką Zosią i pan Nowowiejski z Ewką, która po źle przespanej nocy wyglądała jeszcze bardziej świeżo i ponętnie niż zwykle. Źle spała, bo niepokoiły ją sny dziwne: śnił jej się Azja, tylko piękniejszy i natarczywszy niż dawniej. Ewie krew biła na twarz na wspomnienie tego snu, bo jej się zdało, że każdy go z jej oczu odgadnie.</akap>
<akap>Lecz nikt na nią nie zważał, wszyscy bowiem poczęli mówić pani komendantowej ,,dzień dobry!", po czym zaraz pan Bogusz zaczął na nowo opowiadanie o wielkości i wielkich przeznaczeniach Azji, a Basia rada była, że tego i Ewa, i pan Nowowiejski słuchać muszą.</akap>
<akap>Jakoż stary szlachcic wyburzył się od chwili pierwszego spotkania z Tatarem i znacznie był spokojniejszy. Już się o niego nie upominał jako o swego człowieka. Prawdę rzekłszy, odkrycie, że Azja jest tatarskim kniaziem i synem Tuhaj-beja, zaimponowało i jemu niepomiernie. Z podziwem też słuchał o jego nadzwyczajnym męstwie i o tym, że sam hetman tak znakomitą powierzył mu funkcję, jak ściągnięcie na powrót do służby Rzeczypospolitej wszystkich Lipków i Czeremisów. Chwilami zdawało się nawet panu Nowowiejskiemu, że o kim innym mowa, tak wyrastał w jego oczach ów Azja na niepospolitego człeka.</akap>
<akap>A pan Bohusz coraz to powtarzał z miną wielce tajemniczą:</akap>
<akap_dialog>--- Nic to jeszcze wobec tego, co go czeka, jeno że mi mówić o tym nie wolno!</akap_dialog>
<akap>Gdy zaś inni trzęśli z powątpiewaniem głowami, zakrzyknął:</akap>
<akap_dialog>Pozycja społeczna, Szlachcic--- Dwóch jest największych ludzi w Rzeczypospolitej: pan Sobieski i ów Tuhaj-bejowicz!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na miły Bóg! --- rzekł wreszcie zniecierpliwiony pan Nowowiejski --- Kniaź on, nie kniaź, ale czymże może być w tej Rzeczypospolitej szlachcicem nie będąc; przecie dotychczas indygenatu nie ma?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pan hetman mu dziesięć wyrobi! --- zawołała Basia.</akap_dialog>
<akap>Ciało, Kobieta, Mężczyzna, SławaPanna Ewa słuchała tych pochwał z przymkniętymi oczyma i z bijącym sercem. Trudno wiedzieć, czy biłoby ono równie gorąco dla biednego i nieznanego Azji, jak dla Azji rycerza i wielkiego w przyszłości człowieka. Lecz ów blask podbił je, a dawne wspomnienia pocałunków i świeże sny przejmowały teraz dreszczem rozkoszy panieńskie ciało.</akap>
<akap>,,Tak wielki, tak znamienity! --- myślała Ewa. --- Cóż dziwnego, że porywczy jak ogień".</akap>
<naglowek_rozdzial>Rozdział XXX</naglowek_rozdzial>
<akap>Basia tego samego dnia wzięła Tatara na pytki[42], idąc jednak za radą męża i przestrzeżona o Azjowej dzikości, postanowiła nie nacierać zbyt od razu.</akap>
<akap>Mimo tego, zaledwie przed nią stanął, rzekła zaraz prosto z mostu:</akap>
<akap_dialog>--- Pan Bogusz powiada, że waćpan znamienity człowiek, ale ja tak myślę, że i najznamienitszy kochaniu się nie wybiega.</akap_dialog>
<akap>Azja przymknął oczy i skłonił głowę.</akap>
<akap_dialog>--- Wasza miłość ma słuszność! --- rzekł.</akap_dialog>
<akap_dialog>Mężczyzna, Miłość, Pożądanie--- Bo widzi waćpan, z sercem to tak: pęc! I już!</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy Basia poczęła potrząsać swoją płową czupryną i mrugać oczyma, chcąc przez to okazać, że i sama zna się wybornie na tego rodzaju sprawach, i zarazem ma nadzieję, że do nieświadomego nie mówi. Azja zaś podniósł głowę i ogarnął wzrokiem jej wdzięczną postać. Nigdy nie wydawała mu się tak cudną jak teraz, gdy oto oczki błyszczały jej ciekawością i ożywieniem, a zarumieniona, dziecięca twarz podnosiła się ku niemu pełna uśmiechów.</akap>
<akap>Ale właśnie im więcej było w niej niewinności, tym więcej widział w niej Azja ponęty, tym więcej żądz wstawało w jego duszy, tym miłość ogarniała go silniej, i upajał się nią jak winem, i zbył wszystkich chęci prócz tej jednej: odebrać ją mężowi, porwać dla siebie, trzymać po wieki przy piersi, usta przycisnąć do jej ust, uczuć jej ręce splecione na swojej szyi --- i kochać, i kochać, choćby zapamiętać się, choćby zginąć samemu, choćby zginąć obojgu.</akap>
<akap>Na myśl o tym świat cały kręcił się z nim; coraz nowe żądze wypełzały z jaskiń jego duszy jak węże z rozpadlin skalnych; ale był to człowiek posiadający zarazem straszną siłę nad samym sobą, więc rzekł sobie w duszy: ,,Nie lża jeszcze!", i trzymał swe dzikie serce na woli jak rozhukanego konia na arkanie.</akap>
<akap>Stał przed nią pozornie chłodny, choć płomień miał w ustach i oczach, a przepaściste jego źrenice mówiły jej wszystko, czego nie wypowiadały zaciśnięte usta.</akap>
<akap>Lecz Baśka mając duszę po prostu tak czystą jak woda w źródle, a przy tym i umysł zupełnie czym innym zajęty, wcale nie rozumiała tej mowy; myślała oto w tej chwili, co dalej Tatarowi powiedzieć, i wreszcie, podniósłszy palec do góry, rzekła:</akap>
<akap_dialog>--- Niejeden nosi w sercu ukryty afekt i nie śmie z nikim o nim mówić, a gdyby szczerze wyznał, może by się czego dobrego dowiedział.</akap_dialog>
<akap>Twarz Azji pociemniała; przez chwilę szalona nadzieja przeleciała mu na kształt błyskawicy przez głowę, ale się opamiętał i spytał:</akap>
<akap_dialog>--- O czym wasza miłość chce mówić?</akap_dialog>
<akap>Basia zaś na to:</akap>
<akap_dialog>--- Inna by do waćpana obcesem[43], jako że białogłowy bywają niecierpliwe i nierozważne, ale ja nie taka. Pomóc to bym pomogła chętnie, ale konfidencji od razu nie żądam; powiadam tylko waćpanu tak: nie chowajże się i przychodź do mnie choćby co dzień, bo ja już o tym z mężem mówiłam; powoli to się waćpan i oswoisz, i moją życzliwość poznasz, i będziesz wiedział, że ja nie przez płochą ciekawość wypytuję, jeno z komizeracji i dlatego, że jeśli mam pomagać, to muszę i waćpanowych afektów być pewną. Przecie zresztą waćpanu pierwszemu wypada je okazać; jak mnie waćpan wyznasz, to może i ja waćpanu wtedy coś powiem.</akap_dialog>
<akap>Tuhaj-bejowicz zrozumiał teraz od razu, jak płonną była ta nadzieja, która przez chwilę błysnęła mu w głowie, domyślił się nawet natychmiast, że chodzi o Ewę Nowowiejską, i wszystkie przekleństwa na całą rodzinę, jakie czas nagromadził w jego mściwej duszy, napłynęły mu do ust. Nienawiść buchnęła w nim jak płomień tym większa, im bardziej odmienne przed chwilą kołysały go uczucia. Lecz opamiętał się. Posiadał on nie tylko władzę nad sobą, ale i przebiegłość ludzi wschodnich. W jednej chwili pojął, iż jeśli bryzgnie jadem na Nowowiejskich, utraci łaskę Basi i możność widywania jej codziennie; lecz z drugiej strony uczuł, że się nie zmoże, przynajmniej teraz, aż do tego stopnia, iżby tej umiłowanej skłamać wbrew duszy własnej, że inną kocha.</akap>
<akap>Więc z istnej rozterki wewnętrznej i niekłamanej męki rzucił się nagle do nóg Basinych i całując jej stopy, tak mówić począł:</akap>
<akap_dialog>--- W ręce waszej miłości oddaję duszę moją, w ręce waszej miłości oddaję los mój; nie chcę nic innego czynić, jeno to, co mi wasza miłość nakaże, nie chcę znać innej woli! Wasza miłość czyń ze mną, co chcesz! W męce żyję i strapieniu, ja nieszczęsny! Wasza miłość, zlituj się nade mną! Bodaj mi przepaść i zginąć!</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy począł jęczeć, bo czuł ból niezmierny i niewyznane żądze paliły go żywym płomieniem. A Basia poczytała te jego słowa za wybuch długo i boleśnie tajonej miłości dla Ewki, więc litość zdjęła ją nad junakiem i dwie łezki zabłysły w jej oczach.</akap>
<akap_dialog>--- Wstań, Azja! --- rzekła do klęczącego Tatara. --- Jam dla waćpana zawsze była życzliwa i chcę szczerze waćpanu dopomóc; waćpan z wielkiej krwi pochodzisz, a za twoje zasługi pewnie indygenatu ci nie odmówią, pan Nowowiejski da się ubłagać, bo on już innymi na waćpana patrzy oczyma, a Ewka...</akap_dialog>
<akap>Tu Basia powstała z ławy, podniosła swą różową, uśmiechniętą twarzyczkę i wspiąwszy się na palce szepnęła do ucha Azji:</akap>
<akap_dialog>--- Ewka waćpana kocha!</akap_dialog>
<akap>Owemu zaś pomarszczyła się twarz jak gdyby wściekłością; obu rękoma chwycił się za osełedec[44] i zapomniawszy o zdumieniu, jakie okrzyk jego mógł wywołać, powtórzył kilkakroć chrapliwym głosem:</akap>
<akap_dialog>--- Ałła! Ałła! Ałła!</akap_dialog>
<akap>Po czym wypadł z izby.</akap>
<akap>Basia popatrzyła za nim przez chwilę; okrzyk nie zdziwił jej zbytnio, bo go często polscy nawet żołnierze używali, lecz widząc taką gwałtowność młodego Lipka rzekła sobie w duchu:</akap>
<akap_dialog>--- Ogień to prawdziwy! Szaleje za nią!</akap_dialog>
<akap>Po czym pomknęła jak wicher, aby co prędzej mężowi, panu Zagłobie i Ewce zdać sprawę. Wołodyjowskiego zastała w kancelarii, zajętego regestrami chorągwi stojących w chreptiowskiej fortalicji. Siedział i pisał, lecz ona przypadłszy do niego zawołała:</akap>
<akap_dialog>--- Wiesz! Mówiłam z nim! Do nóg mi upadł! Szaleje za nią!</akap_dialog>
<akap>Mały rycerz położył pióro i począł patrzeć na żonę. Tak była ożywiona i ładna, że oczy poczęły mu błyszczeć i śmiać się do niej, następnie wyciągnęły się ku niej ręce, ona zaś, broniąc się trochę, powtórzyła raz jeszcze:</akap>
<akap_dialog>Kobieta, Marzenie, Mężczyzna, Miłość--- Azja szaleje za Ewką!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jak ja za tobą! --- odrzekł mały rycerz obejmując ją mocniej.</akap_dialog>
<akap>Tego samego dnia i pan Zagłoba, i Ewka Nowowiejska wiedzieli jak najdokładniej o całej rozmowie z Azją. Panieńskie serce oddało się teraz zupełnie słodkiemu uczuciu i biło jak młotem na myśl o pierwszym spotkaniu, a jeszcze bardziej na myśl o tym, co będzie, gdy z czasem zdarzy się jakoweś sam na sam? I widziała już smagławą twarz Azji u swoich kolan, i czuła już jego pocałunki na swoich rękach i ową omdlałość, w czasie której głowa panieńska pochyla się na ukochane ramię, a usta szepcą:</akap>
<akap_dialog>--- I ja kocham!</akap_dialog>
<akap>Tymczasem ze wzruszenia i niepokoju całowała sama gwałtownie ręce Basine i co chwila spoglądała ku drzwiom, czy nie ujrzy w nich mrocznej, lecz pięknej postaci Tuhaj-bejowicza.</akap>
<akap>Azja jednak nie pokazywał się w fortalicji, bo przybył do niego Halim, dawny sługa rodzicielski, a obecnie sam znaczny murza u Dobrudżan.</akap>
<akap>Halim przybył teraz zupełnie otwarcie, gdyż wiedziano już w Chreptiowie, że jest pośrednikiem między Azją a owymi rotmistrzami Lipków i Czeremisów, którzy przyjęli sułtańską służbę. Obaj zamknęli się zaraz z Azją w kwaterze, gdzie Halim, wybiwszy winne Tuhaj-bejowemu synowi pokłony, skrzyżował ręce na piersiach i z pochyloną głową czekał na zapytania.</akap>
<akap_dialog>--- Listy jakowe masz? --- pytał go Azja.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie mam żadnych, effendi. Kazali mi słowami wszystko powiedzieć!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nuże, mów!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wojna pewna. Z wiosną wszyscy mamy iść pod Adrianopol. Siana i jęczmienie kazali już tam Bułgarom zwozić.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A chan gdzie będzie?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Chan przez Dzikie Pola pójdzie wprost na Ukrainę do Dorosza.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Coś w koszach[45] słyszał?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Cieszą się na wojnę i do wiosny wzdychają, bo teraz bieda w koszach, choć zimy dopiero początek.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Zali wielka bieda?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Koni siła padło. W Białogrodzie już się niektórzy w niewolę sami zaprzedają, aby jeno wyżyć do wiosny. Koni siła padło, effendi, bo jesienią było skąpo traw w stepach... Słońce wypaliło...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A o Tuhaj-bejowym synu słyszeli?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ileś pozwolił mówić, tylem mówił. Rozeszła się wieść od Lipków i Czeremisów, ale nikt prawdy dobrze nie wie. Mówią także i o tym, że im Rzeczpospolita wolę i ziemię chce dać i na służbę pod Tuhaj-bejowiczem wezwać. Na samą wieść wszystkie co uboższe ałusy się wzburzyły. Chcą, effendi, chcą! Jeno im inni tłumaczą, że to wszystko nieprawda, że w Rzeczypospolitej wojska na nich wyślą, a Tuhaj-bejowicza nie masz wcale. Byli od nas kupcy z Krymu, mówili, że tam także jedni powiadają: ,,Jest Tuhaj-bejowicz", i burzą się; drudzy mówią: ,,Nie ma", i onych wstrzymują. Ale gdyby się rozniosło, że wasza miłość na wolę, ziemię i służbę wzywa, mrowie by się ruszyło... Niech mi jeno będzie wolno mówić...</akap_dialog>
<akap>Twarz Azji pojaśniała z zadowolenia i począł chodzić wielkimi krokami po izbie, po czym rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Bądź pozdrowion, Halim, pod moim dachem! Siadaj i jedz!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Psem i sługą twoim jestem, effendi --- odrzekł stary Tatar.</akap_dialog>
<akap>Tuhaj-bejowicz zaklaskał w dłonie, na który znak wszedł Lipek-ordynans i wysłuchawszy rozkazu, przyniósł po chwili posiłek: więc gorzałkę, wędzone mięso, chleb, nieco bakalii i kilka przygarści suszonych ziarnek od kawonów[46], wielce --- obok ziarnek słonecznikowych --- ulubionego przez wszystkich Tatarów przysmaku.</akap>
<akap_dialog>--- Przyjacielem, nie sługą jesteś --- rzekł po wyjściu ordynansa Azja --- bądź pozdrowion, bo dobre nowiny przynosisz: siadaj i jedz!</akap_dialog>
<akap>Halim począł jeść i póki nie skończył, nie mówili do siebie nic, ale posilił się prędko i jął wodzić oczyma za Azją, czekając, aż ten przemówi.</akap>
<akap_dialog>--- Już tu wiedzą, ktom jest --- rzekł wreszcie Tuhaj-bejowicz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I co, effendi?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I nic. Jeszcze mnie lepiej szanują. Jak by do roboty przyszło, i tak musiałbym powiedzieć. Zwłóczyłem tylko, bom czekał na wieści od ord i chciałem, żeby hetman pierwszy wiedział, ale przyjechał Nowowiejski i ten mnie poznał.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Młody? --- pytał z przestrachem Halim.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Stary, nie młody. Ałła mi tu ich wszystkich zesłał, bo i dziewka jest. Bogdaj w nich zły duch wstąpił. Niech jeno hetmanem zostanę, poigram z nimi. Dziewkę mi tu swatają, dobrze! W haremie i niewolnice potrzebne!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Stary swata?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie!... Ona!.. Ona myśli, że ja nie ją, ale tamtą miłuję!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Effendi! --- rzekł oddając pokłon Halim --- jam rab[47] twego domu i nie mam prawa mówić w obliczności twojej; ale jam cię między Lipkami poznał, jam pod Bracławiem powiedział ci, ktoś jest, i od tej pory służę ci wiernie; jam innym powiedział, że cię za pana mają uważać, ale chociaż oni cię miłują, nikt cię nie miłuje tak jak ja; zali mi wolno mówić?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Mów.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ty się małego rycerza strzeż. Straszny on, sławny w Krymie i na Dobrudży.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A ty, Halim, słyszał o Chmielnickim?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Słyszałem i służyłem u Tuhaj-beja, który z Chmielnickim wojną na Lachów chodził, zamki burzył, dobro brał...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A wiesz ty, że Chmielnicki Czaplińską Czaplińskiemu wziął i sam ją pojął, i dzieci z nią miał? Cóż? Była wojna i wszystkie wojska hetmańskie a królewskie, a Rzeczypospolitej nie wydarły mu jej. On pobił i hetmanów, i króla, i Rzeczpospolitą, bo mu ojciec mój pomógł, a oprócz tego on był hetman kozacki. A ja będę kto? --- hetman tatarski. Ziemi muszą mi dać bogato i gród jakowyś na stolicę, wkoło zaś grodu ałusy staną na ziemi, na bogatej, a w ałusach dobrzy ordyńcy z szablami --- mnogo łuków i mnogo szabel! A jak ja ją naówczas porwę do grodu mego i za żonę ją, krasawicę, pojmę, i hetmanową uczynię, to przy kim będzie siła? Przy mnie! Kto się o nią upomni? Mały rycerz!... Jeśli będzie żyw... Choćby zasię był żyw i jako wilk wył, i samemu królowi ze skargą bił czołem, zali ty myślisz, że oni wojnę ze mną o jedną jasną kosę rozpoczną? Mieli już taką wojnę i pół Rzeczypospolitej ogniem spłonęło. Kto mi zdzierży? Hetman? To ja się z Kozaki połączę, z Doroszem pobratymstwo zawrę, a ziemię sułtanowi oddam. Ja drugi Chmielnicki, ja lepszy niż Chmielnicki, we mnie lew mieszka! Niech mi ją dadzą wziąć, to będę im służył, Kozaków bił, chana bił i sułtana bił, a nie, to cały Lechistan kopytami stratuję, hetmanów w łyka wezmę, wojska rozniosę, grody jak płomień popalę, ludzi wytracę, ja Tuhaj-beja syn, ja, lew!...</akap_dialog>
<akap>Tu oczy Azji zapłonęły czerwonym światłem, białe kły poczęły mu błyskać jak ongi Tuhaj-bejowi, rękę podniósł w górę i potrząsał groźnie dłonią w stronę północy, i wielki był, i straszliwy, i piękny, tak że Halim jął co prędzej bić mu pokłony i powtarzać cichym głosem:</akap>
<akap_dialog>--- Allach kerim! Allach kerim!</akap_dialog>
<akap>Przez długi czas trwało milczenie; Tuhaj-bejowicz uspokajał się z wolna, wreszcie rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Bogusz tu przyjeżdżał. Temu odkryłem moją moc i radę, aby na Ukrainie obok kozackiego narodu był naród tatarski, a obok kozackiego hetmana --- hetman tatarski.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ów zaś zgodził się?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ów zaś za głowę się brał i czołem mi prawie bił, a na drugi dzień do hetmana ze szczęsną nowiną poskoczył.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Effendi! --- rzekł nieśmiało Halim --- a jeśli Wielki Lew się nie zgodzi?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Sobieski?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak jest.</akap_dialog>
<akap>Czerwone światło poczęło znów błyskać w oczach Azji, ale trwało to tylko przez jedno mgnienie oka.</akap>
<akap>Twarz jego uspokoiła się natychmiast, za czym siadł na ławie i wsparłszy głowę na łokciach, zamyślił się głęboko.</akap>
<akap_dialog>--- Rozważałem w rozumie swoim --- rzekł wreszcie --- co wielki hetman może powiedzieć, gdy mu Bogusz szczęsną nowinę oznajmi. Hetman mądry i zgodzi się. Hetman wie, że z sułtanem będzie na wiosnę wojna, na którą nie ma tu w Rzeczypospolitej ani pieniędzy, ani ludzi, a gdy i Doroszeńko z Kozaki po sułtańskiej stronie stoi, ostatnia zagłada może przyjść na cały Lechistan, tym bardziej że ni król, ni stany w wojnę nie wierzą i ku gotowości się nie kwapią. Ja tu na wszystko mam pilne ucho, wiem wszystko i Bogusz tajemnicy przede mną nie czyni, co się na hetmańskim dworze gada. Pan Sobieski wielki mąż, on się zgodzi, bo wie, że gdy Tatarzy tu na wolę i ziemię przyjdą, to i na Krymie, i na Dobrudzkich Stepach wojna domowa może się rozpocząć, potęga ord zesłabnie i sam sułtan najpierwej o uciszeniu onej zawieruchy musi myśleć... Tymczasem będzie miał hetman czas przygotować się lepiej; tymczasem Kozacy i Dorosz w wierności dla sułtana się zawahają. Jedyne to zbawienie dla Rzeczypospolitej, która jest tak słaba, że i powrót kilku tysięcy Lipków już dla niej siła znaczy. Hetman wie o tym, hetman mądry, hetman się zgodzi...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Korzę się przed rozumem twoim, effendi --- odrzekł Halim --- lecz co będzie, jeśli Allach odejmie Wielkiemu Lwu światło lub jeśli szatan tak pychą go oślepi, że twoje zamysły odrzuci?</akap_dialog>
<akap>Azja przysunął swoją dziką twarz do ucha Halima i szeptać począł:</akap>
<akap_dialog>--- Ty teraz zostań tu, póki odpowiedź od hetmana nie przyjdzie, a i ja się wcześniej do Raszkowa nie ruszę. Jeśli tam on zamysły moje odrzuci, tedy cię do Kryczyńskiego i innych wyślę. Ty im rozkaz dasz, by się tu tamtą stroną rzeki aż pod Chreptiów posunęli i w gotowości byli, a ja tu z mymi Lipkami pierwszej lepszej nocy na komendę uderzę i sprawię im, ot co!</akap_dialog>
<akap>Tu Azja przeciągnął palcem po szyi i po chwili dodał:</akap>
<akap_dialog>--- Kęsim[48]! Kęsim! Kęsim!</akap_dialog>
<akap>Halim wsunął głowę w ramiona i na jego zwierzęcej twarzy zajaśniał złowrogi uśmiech.</akap>
<akap_dialog>--- Ałła! I Małemu Sokołowi... tak?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak! Jemu pierwszemu!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A potem w sułtańskie ziemie?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak!... Z nią!...</akap_dialog>
<naglowek_rozdzial>Rozdział XXXI</naglowek_rozdzial>
<akap>Luta[49] zima pokryła grubą okiścią[50] lasy i wypełniła jary po brzegi zwałami śniegu, tak iż kraj cały zdawał się być jedną białą równiną. Przyszły nagle zawieje mocne, w czasie których giną ludzie i stada pod śnieżnym całunem, drogi stały się błędne i niebezpieczne, jednakże pan Bogusz zdążał wszystkimi siłami do Jaworowa, aby się co prędzej z hetmanem wielkimi zamysłami Azjowymi podzielić. Szlachcic z rubieży[51], wychowany w ciągłej grozie kozackiej i tatarskiej, przejęty myślą o niebezpieczeństwach, jakie ojczyźnie od buntów, od zagonów i od całej potęgi tureckiej groziły, widział w tych zamysłach niemal zbawienie ojczyzny, wierzył święcie, że uwielbiany przez niego, jak i przez wszystkich kresowców, hetman ani chwili się nie zawaha, gdy o pomnożenie potęgi Rzeczypospolitej chodzi, więc jechał z radością w sercu mimo zawiei, błędnych dróg i nawałności.</akap>
<akap>Spadł wreszcie którejś niedzieli razem ze śniegiem do Jaworowa i zastawszy szczęśliwie hetmana, kazał mu się zaraz oznajmić, choć go przestrzegano, że hetman dzień i noc zajęty ekspedycjami i pisaniem listów, prawie że na posiłek nawet nie ma czasu. Lecz hetman kazał go nadspodzianie wołać zaraz. Więc po małej jeno chwili czekania między dworskimi skłonił się stary żołnierz do kolan swemu wodzowi.</akap>
<akap>Znalazł pana Sobieskiego zmienionego bardzo i z obliczem pełnym troski, bo też to były prawie najcięższe lata jego żywota. Imię jego nie rozegrzmiało jeszcze po wszystkich krańcach świata chrześcijańskiego, ale w Rzeczypospolitej otaczała go już sława wielkiego wodza i groźnego bisurmaństwa pogromcy.</akap>
<akap>Gwoli tej sławie powierzono mu w swoim czasie wielką buławę i obronę granicy wschodniej, ale do godności hetmańskiej nie dodano ni wojsk, ni pieniędzy. Zwycięstwo jednak szło mimo tego aż dotąd tak wiernie w jego ślady, jak idzie cień za człowiekiem. Z garścią wojska zbił pod Podhajcami, z garścią wojska przeszedł jak płomień wzdłuż i wszerz Ukrainę, ścierając w proch wielotysięczne czambuły, zdobywając buntownicze grody, szerząc postrach i grozę polskiego imienia. Ale teraz zawisła nad nieszczęsną Rzecząpospolitą wojna z najstraszliwszą z ówczesnych potęg, bo wojna z całym światem muzułmańskim. Nie było już dla Sobieskiego tajemnicą, że gdy Doroszeńko poddał Ukrainę i Kozaków sułtanowi, ten obiecał poruszyć Turcję, Azję Mniejszą, Arabię, Egipt, aż do wnętrza Afryki, ogłosić wojnę świętą i iść własną osobą upomnieć się u Rzeczypospolitej o nowy ,,paszalik[52]". Zagłada unosiła się jak ptak drapieżny nad całą Rusią, a tymczasem w Rzeczypospolitej był nieład, szlachta burzyła się w obronie swego niedołężnego elekta i zebrana w zbrojne obozy, jeśli na jaką, to na domową chyba wojnę była gotowa. Wyczerpany niedawnymi wojnami i konfederacjami wojskowymi kraj zubożał; wichrzyła w nim zawiść, wzajemna nieufność jątrzyła serca. W wojnę z potęgą mahometańską nikt nie chciał wierzyć i posądzano wielkiego wodza, że umyślnie wieści o niej puszcza, by umysły od spraw domowych odwrócić; posądzano go okrutniej jeszcze, że sam Turków wezwać gotów, byle zwycięstwo swemu stronnictwu zapewnić; czyniono go zdrajcą po prostu i gdyby nie wojsko, nie wahano by się go przed sąd pociągnąć.</akap>
<akap>On zaś wobec przyszłej wojny, na którą od wschodu krocie tysięcy dzikiego ludu miały pociągnąć, stał bez wojska, z garścią tylko tak małą, że dwór sułtański więcej sług liczył; bez pieniędzy, bez środków do opatrzenia zrujnowanych fortec, bez nadziei zwycięstwa, bez możności obrony, bez przekonania, że śmierć jego, jak ongi śmierć Żółkiewskiego, przebudzi zdrętwiały kraj i zrodzi mściciela. Toteż troska osiadła na jego czole, a wspaniała twarz, podobna do twarzy tryumfatorów rzymskich z czołem w wawrzynach, nosiła ślady tajonego bólu i nieprzespanych nocy.</akap>
<akap>Na widok jednak pana Bogusza dobrotliwy uśmiech rozjaśnił oblicze hetmana; kłaniającemu się do kolan położył ręce na ramionach i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Witaj, żołnierzu, witaj! Nie spodziewałem się ujrzeć cię tak prędko, ale tym milszyś mi w Jaworowie. Skąd jedziesz? Z Kamieńca?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie, jaśnie wielmożny panie hetmanie. Nawet-em nie wstępował[53] do Kamieńca, jadę prosto z Chreptiowa.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Co tam mój mały żołnierzyk porabia? Zdrówli i czy uszyckie puszcze choć trocha oczyścił?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Puszcze już tak spokojne, że dziecko może nimi iść bezpiecznie. Łotrzykowie wywieszani, a w ostatnich dniach Azba-bej z całą watahą tak zniesion, że i świadek klęski nie pozostał. Przyjechałem właśnie tego dnia, kiedy go zniesiono.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Poznaję Wołodyjowskiego. Jeden Ruszczyc w Raszkowie może się z nim porównać. A co tam stepy gadają? Są jakie świeże wieści od Dunaju?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Są, ale złe. W Adrianopolu ma być na ostatnie dni zimy wielki wojska <slowo_obce>congressus</slowo_obce>.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- To już wiem. Nie ma teraz innych wieści, jeno złe: złe z kraju, złe z Krymu i ze Stambułu.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wszelako nie ze wszystkim, jaśnie wielmożny panie hetmanie, bo ja sam taką szczęsną przywożę, że gdybym był Turkiem albo Tatarzynem, pewnie bym się o munsztułuk upomniał.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A toś mi z nieba spadł! Nuże! Mów prędko, rozpędź frasunki!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Kiedym tak zmarzł, wasza wielmożność, że aż mi rozum we łbie skostniał.</akap_dialog>
<akap>Hetman zaklaskał w dłonie i kazał pacholikowi przynieść miodu. Po chwili przyniesiono omszały gąsiorek, a z nim razem i świeczniki z jarzącymi świecami, bo chociaż było jeszcze wcześnie, śnieżyste chmury uczyniły dzień tak posępny, że i na dworze, i w komnatach panował jakoby zmierzch.</akap>
<akap>Hetman nalał i przepił do gościa, ów zaś, skłoniwszy się nisko, wychylił swoją szklenicę i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Pierwsza nowina, że ten Azja, któren to miał rotmistrzów lipkowskich i czeremiskich nazad do służby naszej przywieść, nie nazywa się Mellechowicz, ale jest synem Tuhaj-beja!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tuhaj-beja?... --- spytał ze zdziwieniem pan Sobieski.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak jest, wasza wielmożność. Wykryło się, że jego pan Nienaszyniec dzieckiem jeszcze z Krymu porwał, ale go w powrocie postradał, a Azja dostał się do panów Nowowiejskich i u nich się hodował, w nieświadomości, że od takiego ojca pochodzi.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dziwne mi to było, że on, tak młody, ma taki mir u Tatarów. Ale teraz rozumiem: przecie i Kozacy, ci nawet, którzy wierni Matce zostali, Chmielnickiego za jakowąś świętość uważają i nim się szczycą.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A owo właśnie, a owo właśnie! To samo mówiłem Azji! --- rzekł pan Bogusz.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dziwne sądy boże --- odpowiedział po chwili hetman --- stary Tuhaj rzeki krwi z ojczyzny naszej wytoczył, a młody jej służy, a przynajmniej dotąd wiernie służył, bo nie wiem, jeżeli teraz nie zechce mu się krymskiej wielkości zakosztować.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Teraz? Teraz on jeszcze wierniejszy --- i tu się druga moja nowina pocznie, w której być może, że i moc, i rada, i ratunek dla utrapionej Rzeczypospolitej się zawiera. Tak mi dopomóż Bóg, jakom dla tej właśnie nowiny na fatygi i nieprzezpieczeństwa nie zważał, by jako najprędzej z gęby ją wypuścić i stroskane serce waszej wielmożności pocieszyć.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Słucham pilnie --- rzekł pan Sobieski.</akap_dialog>
<akap>Historia, Polska, Przedmurze chrześcijaństwa, ReligiaBogusz począł przedstawiać zamysły Tuhaj-bejowicza, a przedstawiał z takim zapałem, że istotnie stał się wymowny. Od czasu do czasu drżącą ze wzruszenia ręką nalewał sobie szklanicę miodu, przelewając szlachetny napitek przez brzegi, i mówił, mówił...</akap>
<akap>Przed zdumionymi oczyma wielkiego hetmana przesuwały się jakoby jasne obrazy przyszłości: więc tysiące i dziesiątki tysięcy Tatarów ciągnęły wraz z żonami, z dziećmi i ze stadami na ziemię i wolę; więc przerażeni Kozacy, widząc tę nową siłę Rzeczypospolitej, bili kornie czołem przed nią, przed królem i przed hetmanem; więc nie było już więcej buntów na Ukrainie, więc starymi szlakami nie szły niszczące jak płomień lub powódź zagony na Ruś, a natomiast obok wojsk polskich i kozackich buszowały po niezmiernych stepach, z graniem trąb i hukiem kotłów, czambuły ukraińskiej szlachty-Tatarów...</akap>
<akap>I przez lata całe ciągnęły arby za arbami, a na nich, wbrew rozkazom chana i sułtana, mnogi lud, który prawo i wolę nad uciemiężenie, czarnoziem ukrainny i chleb nad głodne dotychczasowe siedziby przełożył... I dawna wroga siła szła na usługi Rzeczypospolitej --- Krym się wyludniał; chanowi i sułtanowi wymykała się z rąk dawna potęga i strach ich zdejmował, bo od stepów, od Ukrainy, patrzył im groźnie w oczy nowy hetman nowej tatarskiej szlachty, Rzeczypospolitej stróż i wierny obrońca, straszliwego ojca sławny syn --- młody Tuhaj-bejowicz.</akap>
<akap>Rumieńce wybiły na twarz Boguszową; zdawało się, że upajały go własne słowa, więc w końcu obie ręce podniósł do góry i zakrzyknął:</akap>
<akap_dialog>--- Oto, co przywożę! Oto, co owo smocze szczenię wylęgło w puszczach chreptiowskich. A teraz trzeba mu jeno pisma i pozwolenia waszej wielmożności, by puścił głos do Krymu i nad Dunaj! Wasza wielmożności choćby Tuhaj-bejowicz nic nie uczynił nad to, że war w Krymie i nad Dunajem uczyni, że niesnaski sprowadzi, hydrę wojny domowej rozbudzi, jedne ałusy przeciw drugim uzbroi, to i tak, w przededniu wojny, w przededniu wojny, powtarzam --- wielką i nieśmiertelną Rzeczypospolitej odda przysługę!</akap_dialog>
<akap>Lecz pan Sobieski chodził wielkimi krokami po komnacie, milcząc. Wspaniała twarz jego była mroczna, prawie groźna; chodził i widać, w duszy rozmawiał --- nie wiadomo, z sobą czy z Bogiem.</akap>
<akap>Nareszcie rozdarłeś w swej duszy jakowąś kartę, wielki hetmanie, boś się do mówcy w te oto ozwał słowa:</akap>
<akap_dialog>--- Bogusz, ja takiego pisma i takiego pozwoleństwa, choćbym je miał prawo dać, pókim żyw, nie dam!</akap_dialog>
<akap>Słowa padły tak ciężko, jakby z roztopionego ołowiu albo żelaza były ulane, i przycisnęły tak Bogusza, że aż na chwilę oniemiał, głowę pochylił i po długiej dopiero chwili wyjąkał:</akap>
<akap_dialog>--- Dlaczego to, wasza wielmożność, dlaczego?...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Naprzód odpowiem ci jako statysta: imię Tuhaj-bejowicza mogłoby wprawdzie <slowo_obce>certum quantum</slowo_obce>[54] Tatarów pociągnąć, gdyby się im przy tym ziemię, wolę i przywileje szlacheckie obiecało. Ale nie przyszłoby ich tylu, iluście sobie uroili. A krom tego, szalony to byłby uczynek: Tatarów na Ukrainę wołać, nowy naród tam osadzać, gdy i z samymi Kozakami rady sobie dać nie możemy. Mówisz, że między nimi zaraz by powstały zwady i wojny, że byłby gotowy miecz na szyję kozacką, a kto ci uręczy, czy by się ów miecz i w polskiej krwie nie ubroczył? Ja tego Azję dotąd nie znałem, teraz zaś widzę, że w jego piersi mieszka smok pychy i ambicji, więc powtórnie pytam: kto ci uręczy, że w nim drugi Chmielnicki nie siedzi? Będzie on bił Kozaków, lecz gdy Rzeczpospolita w czymkolwiek go nie ukontentuje lub za jakowyś gwałtowny uczynek prawem i karą mu zagrozi, to on się właśnie wówczas z Kozaki połączy, nowe mrowia ze Wschodu tak powoła, jak Chmielnicki Tuhaj-beja wołał; samemu sułtanowi się podda, jako Doroszeńko się poddał, i zamiast pomnożenia naszej potęgi nowy krwi przelew nastąpi, nowe klęski na nas spadną.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wasza wielmożność! Tatarzy, szlachtą zostawszy, wiernie się Rzeczypospolitej trzymać będą.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Lipków i Czeremisów mało było? Od dawna szlachtą byli i dlatego na sułtańską stronę przeszli.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Lipkom nie dotrzymano przywilejów.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A co będzie, jeśli szlachta, jak to jest rzecz pewna, z góry się takowemu rozszerzeniu prerogatyw szlacheckich sprzeciwi? I jakim czołem, jakim sumieniem chcesz dzikim i drapieżnym tłumom, które dotąd ustawicznie tę ojczyznę naszą niszczyły, dawać moc i prawo, by o losie jej teraz stanowiły, królów obierały, deputatów słały na sejmy? Za co im dawać taką nagrodę? Co za szaleństwo przyszło temu Lipkowi do głowy i jaki zły duch ciebie, stary żołnierzu, opętał, żeś się dał tak pobałamucić i uwieść, żeś w taką niepoczciwość i w takie niepodobieństwo uwierzył.</akap_dialog>
<akap>Bogusz spuścił oczy i odrzekł niepewnym głosem:</akap>
<akap_dialog>--- Wasza wielmożność! Wiedziałem ja o tym z góry, że stany się sprzeciwią, ale owóż Azja powiada, że gdy Tatarzy raz za pozwoleniem waszej wielmożności osiądą, tedy się rugować nie dadzą.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Człowieku! Więc on już groził, już mieczem nad Rzecząpospolitą potrząsał, a tyś się na tym nie poznał?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wasza wielmożność! --- odrzekł z desperacją Bogusz --- można by wreszcie wszystkich Tatarów szlachtą nie czynić, chyba znaczniejszych, a resztę wolnymi ludźmi ogłosić. I tak oni na wezwanie Tuhaj-bejowicza przyciągną.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- To czemu lepiej Kozaków wszystkich wolnymi ludźmi nie ogłosić? Przeżegnaj się, stary żołnierzu, bo mówię ci, iż cię zły duch opętał.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wasza wielmożność...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- I to ci jeszcze dodam --- tu pan Sobieski zmarszczył swoje lwie czoło i oczy mu zabłysły --- że choćby wszystko miało być tak, jak mówisz, choćby potęga nasza miała przez to urosnąć, choćby wojna z Turczynem została przez to odwrócona, choćby szlachta sama o to wołała, jeszcze, póki ta oto ręka szablą władnie i znak krzyża uczynić może, przenigdy! Tak mi dopomóż Bóg! Tego nie dopuszczę!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dlaczego, wasza wielmożność? --- powtórzył łamiąc ręce pan Bogusz.</akap_dialog>
<akap_dialog>Bóg, Chrystus, Polska, Przywódca, Zdrada--- Bom ja jest hetman nie tylko polski, ale chrześcijański; bo na straży krzyża stoję! A choćby też Kozacy okrutniej jeszcze wnętrzności Rzeczypospolitej szarpali, ja karków zaślepionego, ale chrześcijańskiego ludu pogańskim mieczem nie będę ścinał. Bo czyniąc to, ojcom i dziadom naszym, dziadom moim własnym, popiołom ich, krwi, łzom, całej dawnej Rzeczypospolitej powiedziałbym: ,,rakka!" Na Boga! jeśli nas zguba czeka, jeśli imię nasze ma być imieniem zmarłych, nie żyjących, to niechże sława po nas ostanie i wspominek onej służby, którą nam Bóg wyznaczył; niechże potomni patrząc na one krzyże i mogiły powiedzą: ,,Tu chrześcijaństwa, tu krzyża przeciw mahometańskiej sprosności, póki tchu w piersi, póki krwie w żyłach bronili i za inne narody polegli". To służba nasza, Bogusz! Otośmy forteca, w której Chrystus mękę swoją zatknął na murze, a ty mnie prawisz, abym ja, żołnierz boży, ba, komendant, pierwszy bramę otwierał i pogan jako wilków do owczarni puszczał, i Jezusowe owieczki na rzeź wydawał?! Wolej nam od czambułów cierpieć, wolej nam bunty znosić, wolej na ową straszną wojnę pociągnąć, wolej polec mnie i tobie, wolej całej Rzeczypospolitej zginąć niźli imię pohańbić, sławy zbyć i owo stróżowanie, ową służbę bożą zdradzić!</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy wyprostował się pan Sobieski w całej swej wielkości i na twarzy miał zorze taką, jaką musiał mieć Godfryd de Bouillon[55], gdy na mury Jerozolimy z okrzykiem: ,,Bóg tak chce!", wpadał; a pan Bogusz wydał się sam sobie wobec tych słów prochem i Azja wydał mu się wobec pana Sobieskiego prochem, a płomienne młodego Tatara zamysły sczerniały i stały się nagle w Boguszowych oczach czymś nieuczciwym i zgoła bezecnym.</akap>
<akap>Cóż bo mógł rzec po oświadczeniu hetmańskim, że lepiej polec niźli służbę bożą zdradzić? Jaki jeszcze przytoczyć argument? Więc sam nie wiedział biedny szlachcic, czy do kolan hetmańskich przypaść, czy w piersi się bić powtarzając: <slowo_obce>,,Mea culpa, mea maxima culpa!"[56]</slowo_obce></akap>
<akap>A wtem w pobliskiej dominikańskiej kolegiacie rozległ się odgłos dzwonów.</akap>
<akap>Dosłyszawszy go pan Sobieski rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Dzwonią na nieszpór! Bogusz, pójdźmy się Bogu polecić.</akap_dialog>
<naglowek_rozdzial>Rozdział XXXII</naglowek_rozdzial>
<akap>O ile pan Bogusz spieszył się jadąc z Chreptiowa do hetmana, o tyle jechał z wolna z powrotem. W każdym większym mieście popasał tydzień lub dwa, święta spędził we Lwowie i tamże go zastał Nowy Rok.</akap>
<akap>Wiózł on wprawdzie instrukcje hetmańskie dla Tuhaj-bejowicza, ale że zawierały one tylko polecenie prędkiego kończenia sprawy z lipkowskimi rotmistrzami i suchy, a nawet groźny rozkaz poniechania wielkich zamysłów, nie miał więc powodu z nimi się kwapić, bo i tak Azja nie mógł nic poczynać między Tatarami nie posiadając w ręku hetmańskiego dokumentu.</akap>
<akap>Wlókł się więc pan Bogusz nawiedzając często po drodze kościoły i pokutę czyniąc za swoje do Azjowych zamysłów przystąpienie. Obcy, StrójA tymczasem Chreptiów zaraz po Nowym Roku zaroił się od gości. Przyjechał z Kamieńca Nawiragh, delegat patriarchy uzmiadzińskiego, z nim dwóch Anardratów, biegłych teologów z Kaffy, i służba liczna. Dziwili się wielce żołnierze ich strojom cudacznym, fioletowym i czerwonym krymkom, długim szalom z aksamitu i atłasu, czarniawym obliczom i powadze wielkiej, z którą chodzilii jakoby dropie albo żurawie po chreptiowskiej stanicy. Przybył pan Zachariasz Piotrowicz, słynny ze swoich ustawicznych do Krymu, ba, do samego Carogrodu, podróży, a słynniejszy jeszcze z gorliwości, z jaką odszukiwał i wykupywał jeńców na rynkach wschodnich; ten towarzyszył jako przewodnik Nawiraghowi i Anardratom. Pan Wołodyjowski wyliczył mu zaraz kwotę potrzebną na pana Boskiego wykupienie; że zaś wdowa nie miała dość pieniędzy, więc ze swego dołożył, a Basia po cichu swoje zauszniczki z perłami przydała, aby strapionej wdowie i miłej Zosi tym skuteczniej dopomóc. Przyjechał także pan Seferowicz, pretor[57] kamieniecki, bogaty Ormianin, którego brat jęczał w tatarskich łykach, i dwie niewiasty, młode jeszcze i urody dość niepośledniej, choć czarniawe: Neresewiczowa i Kieremowiczowa. Obydwom o zabranych małżonków chodziło.</akap>
<akap>Byli to wszystko goście po większej części strapieni, ale i wesołych nie brakło, bo ksiądz Kamiński przysłał na zapusty do Chreptiowa --- pod Basiną opiekę --- swoją synowicę, pannę Kamińską, łowczego zwinigrodzkiego córkę, a oprócz tego pewnego dnia spadł jak piorun młody pan Nowowiejski, który, dowiedziawszy się o pobycie ojca w Chreptiowie, natychmiast wziął od pana Ruszczyca permisję[58] i na spotkanie pospieszył.</akap>
<akap>Ciało, SiłaMłody pan Nowowiejski zmienił się wielce przez ostatnich lat kilka, bo naprzód, wierzchnia jego warga już zacieniła się mocno wąsem, krótkim, białych, wilczych zębów nie przysłaniającym, ale pięknym i kręconym. Po wtóre, zawsze chłop był duży, ale teraz rozrósł się prawie w olbrzyma. Zdawało się, że tak gęsta i zwichrzona czupryna tylko na tak ogromnej głowie rosnąć może, a tak ogromna głowa tylko w tak bajecznych barach należytą znajduje podporę. Twarz miał zawsze czarną, wichrami spaloną, oczy jarzące jak węgle; zawadiactwo jakby wypisane na twarzy. Gdy chwycił spore jabłko, ukrywał je tak łatwo w swojej potężnej dłoni, że mógł się w ,,zgaduj zgadula" bawić, a gdy garść orzechów położył sobie na udzie i ręką przycisnął, to potem tabakę wydobywał.</akap>
<akap>Wszystko poszło w nim w siłę, bo zresztą chudy był i brzuch miał wpadnięty, jedno piersi nad nim jak kaplicę. Podkowy łamał z łatwością, nie bardzo się natężając; toż pręty żelazne żołnierzom na szyi zawiązywał, a wydawał się jeszcze większy, niż był w istocie; gdy stąpił, trzeszczały pod nim deski, a gdy przypadkiem o ławę zawadził, to szczapę z ławy odłupywał.</akap>
<akap>Słowem, był to chłop setny, w którym życie, zdrowie, odwaga i siła kipiały, jak kipi war w saganie, nie mogąc się w tak nawet ogromnym ciele pomieścić. Zdawało się, że płomień ma w piersi i w głowie, i mimo woli patrzyłeś, czy mu się już z czupryny nie dymi. Jakoż dymiło się często, bo i do wypitki był dobry. Do bitwy szedł ze śmiechem przypominającym rżenie końskie i walił tak, że żołnierze po każdym spotkaniu umyślnie trupy jego oglądali, aby nadzwyczajne cięcia podziwiać.</akap>
<akap>Zresztą, od dziecka do stepu, stróżowania i wojny nawykły, mimo całej zapalczywości czujny był i przezorny: znał wszystkie tatarskie fortele, a po panu Wołodyjowskim i Ruszczycu uchodził za najlepszego zagończyka.</akap>
<akap>Ojciec, Syn, Syn marnotrawnyStary Nowowiejski, wbrew pogróżkom i zapowiedziom, nie przyjął syna zbyt surowo, bo bał się, że ów, zrażony, znów sobie pójdzie i nie pokaże się przez drugich lat jedenaście.</akap>
<akap>A w gruncie rzeczy szlachcic-samolub kontent[59] był z tego syna, który pieniędzy z domu nie brał, sam dawał sobie doskonale rady na świecie, pozyskał sławę między towarzyszami, łaskę hetmańską i szarżę oficerską, której niejeden mimo protekcji nie mógł się dochrapać. Wyrachował też sobie ojciec, że zdziczały w stepach i w wojnie młodzian może nie ugiąć się przed powagą ojcowską, a w takim razie lepiej jej na próbę nie wystawiać.</akap>
<akap>Syn, lubo padł mu do nóg jak przystało, przecie w oczy śmiele patrzył i bez ogródki na pierwsze przygany odrzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Ojciec przyganę masz w gębie, w sercu radość ze minie, i słusznie, bom zakały nie przyniósł, a żem do chorągwi uciekł, po tom szlachcic.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ale może bisurmanin --- odrzekł stary --- skoroś przez jedenaście lat w domu się nie pokazał?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie pokazałem się z bojaźni kary, która by mojej oficerskiej szarży i powadze była przeciwną. Czekałem listu z darowaniem win. Nie było listu, nie było i mnie.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A teraz to się nie boisz?</akap_dialog>
<akap>Młody pokazał swe białe zęby w uśmiechu:</akap>
<akap_dialog>--- Tu wojskowa władza rządzi, przed którą choćby i rodzicielska ustąpić musi. Wiecie co, dobrodzieju, ot, lepiej uściskajcie mnie, bo duszną do tego macie ochotę!</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy ramiona otworzył, a pan Nowowiejski ojciec sam nie wiedział, co ma czynić. Jakoś nie mógł się połapać z tym synem, który pacholęciem z domu wyszedł, a teraz wracał dojrzałym mężem i oficerem otoczonym sławą bojową. I to, i owo pochlebiało wielce ojcowskiej dumie pana Nowowiejskiego, więc istotnie rad by był syna przycisnąć do piersi, tylko się jeszcze ze względu na powagę wahał.</akap>
<akap>Lecz ów go porwał. Zatrzeszczały w tym niedźwiedzim uścisku kości szlachcica, i to rozczuliło go do reszty.</akap>
<akap_dialog>--- Co robić --- zawołał sapiąc --- czuje szelma, że na swoim własnym koniu siedzi, i ani dba! Proszę! Żeby to było w domu u mnie, pewnie bym tak nie zmiękł, ale tu, co robić? A pójdź no jeszcze!</akap_dialog>
<akap>I uściskali się po raz drugi, za czym młody jął spiesznie wypytywać o siostrę.</akap>
<akap_dialog>--- Przykazałem jej na uboczu się trzymać, póki nie zawołam --- odrzekł ojciec --- dziewka tam ledwie ze skóry nie wyskoczy.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dla Boga! Gdzie ona jest? --- zakrzyknął syn.</akap_dialog>
<akap>I otworzywszy drzwi począł wołać tak gromko, aż echo odpowiadało mu ze ścian:</akap>
<akap_dialog>--- Ewka! Ewka!</akap_dialog>
<akap>Brat, Siostra, Ojciec, WładzaEwka, która czekała z bijącym sercem w przyległej izbie, wpadła natychmiast, lecz zaledwie zdołała zakrzyknąć: ,,Adam!" --- już potężne ramiona porwały ją i podniosły od ziemi. Brat kochał ją zawsze bardzo; częstokroć, za dawnych jeszcze czasów, chroniąc ją od tyranii ojca, nieraz brał na się jej winy i należną jej chłostę.</akap>
<akap>W ogóle pan Nowowiejski był w domu despotą, prawie okrutnym, więc teraz dziewka witała w tym potężnym bracie nie tylko brata, ale przyszłą swoją ucieczkę i ochronę. On zaś całował ją po głowie, po oczach i po rękach, chwilami zaś odsuwał ją od siebie, patrzył w twarz i wykrzykiwał ochoczo:</akap>
<akap_dialog>--- Harna dziewka, jak mi Bóg miły!</akap_dialog>
<akap>Po czym znów:</akap>
<akap_dialog>--- Oto wyrosła! Piec, nie dziewka!</akap_dialog>
<akap>Jej zaś oczy śmiały się do niego. Poczęli następnie rozmawiać bardzo prędko o długiej rozłące, o domu i o wojnach. Stary pan Nowowiejski chodził koło nich i pomrukiwał. Syn imponował mu wielce, ale chwilami chwytał go jakby niepokój o przyszłe panowanie. Były to już czasy wielkiej władzy rodzicielskiej, która w przyszłości urosła aż do bezgranicznej przewagi, lecz ten syn był to zagończyk, żołnierz z dzikich stanic, który, jak to pan Nowowiejski od razu zrozumiał, na swoim własnym koniu jeździł. Pan Nowowiejski zazdrosny był o swe panowanie. Miał przecie pewność, że syn uszanuje go zawsze, odda mu, co powinien, ale czy się będzie giął jak wosk, czy zniesie wszystko, jak znosił, gdy był wyrostkiem?</akap>
<akap>,,Ba --- myślał stary szlachcic --- czy ja sam odważę się traktować go jak wyrostka? Jucha[60], porucznik imponuje mi, jak Pana Boga kocham!"</akap>
<akap>Na dobitkę czuł przy tym pan Nowowiejski, że mu afekt ojcowski z każdą minutą w sercu rośnie i że będzie miał słabość do tego olbrzymiego synala.</akap>
<akap>Tymczasem Ewka szczebiotała jak ptak, zarzucając brata pytaniami: a kiedy wróci, a czy się nie osiedli, a czy się nie ożeni? Ona bo wprawdzie nie wie dobrze i nie jest pewna, ale jak tatkę kocha, tak słyszała, że żołnierze bywają kochliwi. Ba, nawet przypomina sobie, że to jej pani Wołodyjowska mówiła. Jaka ona śliczna i dobra ta pani Wołodyjowska! Gładszej i lepszej ze świecą w całej Polsce nie znaleźć! Chyba jedna Zosia Boska może się z nią porównać.</akap>
<akap_dialog>--- Co za Zosia Boska? --- pytał Adam.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ta, która tu z matką bawi, co to jej ojca orda ogarnęła. Obaczysz ją sam i polubisz!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dawajcie tę Zosię Boską! --- począł wołać młody oficer.</akap_dialog>
<akap>Ojciec i Ewka śmieli się z takiej gotowości, syn zaś rzekł im:</akap>
<akap_dialog>--- Jakże! Kochanie jak i śmierć nikogo nie minie. Gołowąsem jeszcze byłem, a pani Wołodyjowska panną, gdym się w niej okrutnie rozkochał! Ej, miły Boże! Jakżem ja tę Baśkę kochał! Ale cóż! Powiadam jej to kiedyś, a tu jakby mi kto w pysk dał: Zasię kocie od mleka! Pokazało się, że ona już pana Wołodyjowskiego miłowała --- i --- co tu gadać, miała słuszność!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czemu to? --- spytał stary pan Nowowiejski.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czemu? Oto dlatego, że ja bym --- nie chwaląc się --- każdemu na szable wytrzymał, a on jeden i dwóch pacierzy by się ze mną nie zabawił. A przy tym zagończyk to jest <slowo_obce>incomparabilis</slowo_obce>[61], przed którym sam pan Ruszczyc czapkę zdejmuje. Co pan Ruszczyc! Tatarowie nawet się w nim kochają. Największy to żołnierz w Rzeczypospolitej!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A jak oni się z żoną kochają! Aj, aj! Aż oczy bolą patrzyć! --- wtrąciła Ewka.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Oskoma[62] cię bierze! Ha! Oskoma cię bierze! Bo ci też już i czas! --- zawołał Adam.</akap_dialog>
<akap>I wziąwszy się w boki, począł nad siostrą rzucać głową jak koń i śmiać się, ona zaś odrzekła skromnie:</akap>
<akap_dialog>--- Mnie tam to nie w myśli.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A tu przecie oficerów i towarzystwa grzecznego nie brak!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ale! --- rzekła Ewka. --- Nie wiem, czy ci ojciec wspominał, że Azja tu jest.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Azja Mellechowicz, Lipek? Znam go, to dobry żołnierz!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie wiesz jeno --- rzekł stary pan Nowowiejski --- że on nie Mellechowicz, tylko ów nasz Azja, który się z tobą chował.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dla Boga! Co słyszę! Patrzcie się! Mnie to czasem po głowie chodziło, ale powiedzieli mi, że ten się zwie Mellechowicz, więc myślę sobie: no, to nie tamten, a że Azja, to u nich imię powszechne. Tyle lat go nie widziałem, nie dziw, żem nie był pewien! Nasz był dość szpetny i przysadzisty, a ów jest chłop gładysz[63]!</akap_dialog>
<akap_dialog>Krew, Obcy, Żołnierz--- Nasz to, nasz! --- rzekł stary Nowowiejski --- a raczej nie nasz już, bo wiesz, co się pokazało? Czyj to syn?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Skąd mam wiedzieć?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wielkiego Tuhaj-beja!</akap_dialog>
<akap>Młody uderzył się potężnymi dłońmi po kolanach, aż się rozległo.</akap>
<akap_dialog>--- Uszom nie wierzę! Wielkiego Tuhaj-beja? A to on kniaź i chanom pokrewny! Nie masz przedniejszej krwi w Krymie nad Tuhaj-bejową!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wraża to krew!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Wraża była w ojcu, ale syn nam służy! Sam go mało dwadzieścia razy w potrzebach widziałem! Ha! Teraz rozumiem, skąd w nim ta diabelska odwaga się bierze! Pan Sobieski --- że jego wobec całego wojska wysławiał i setnikiem go mianował. Rad z duszy go powitam! Tęgi żołnierz! Z całego serca go powitam!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jeno się z nim nie spoufalaj zbytecznie!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A to czemu? Czy on mój sługa albo nasz? Ja żołnierz, on żołnierz, ja oficer, on oficer. Ba, żeby to jaki łyk od piechoty, co trzciną regiment sprawuje, nie mówię; ale jeśli on Tuhaj-bejowicz, to przecie nie lada jaka krew w nim płynie. Kniaź, i kwita, a o szlachectwie sam hetman dla niego pomyśli. Jakże mnie nosa nad nim zadzierać, gdy ja z Kułak-murzą pobratym, z Bakczy-agą pobratym, z Sukymanem pobratym, a ci wszyscy nie wstydziliby się owiec u Tuhaj-bejowicza pasać!</akap_dialog>
<akap>Ewka uczuła nagle ochotę ucałowania na nowo brata, po czym siadłszy tuż blisko, poczęła go gładzić piękną ręką po wichrowatej czuprynie.</akap>
<akap>Wejście pana Wołodyjowskiego przerwało te pieszczoty.</akap>
<akap>Młody Nowowiejski zerwał się na równe nogi witać starszego oficera i zaraz tłumaczyć się począł, dlaczego najpierw komendantowi powinnych służb nie złożył; mianowicie, że właśnie nie po służbie, ale jako prywatny przyjechał.</akap>
<akap>Wołodyjowski zaś uściskał go łaskawie i odrzekł:</akap>
<akap_dialog>--- A kto by ci miał za złe, miły towarzyszu, żeś po tylu leciech rozłąki najpierw do kolan rodzicielskich przypadł! Co innego, gdyby o służbę chodziło, ale pewnie polecenia żadnego od Ruszczyca nie masz?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jeno ukłony. Pan Ruszczyc też hen, ku Jahorlikowi ruszył, bo mu dali znać, że na śniegu siła śladów końskich. Pisanie waszej mości mój komendant odebrał i zaraz do ordy posłał, do swoich rodzonych i pobratymców, żeby tam szukali i pytali, ale sam nie odpisuje, bo powiada, że ma rękę za ciężką i eksperiencji w tej sztuce żadnej.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie lubi on tego, wiem --- rzekł uśmiechając się pan Wołodyjowski. --- Szabla dla niego zawsze grunt!</akap_dialog>
<akap>Tu ruszył wąsikami i po chwili dodał nie bez pewnej chełpliwości:</akap>
<akap_dialog>--- A przecie za Azbą-bejem ganialiście się ze dwa miesiące na próżno.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ale wasza mość go połknął jak szczuka[64] klenia[65] --- zawołał z zapałem pan Nowowiejski. --- No! Bóg mu chyba rozum pomieszał, że on, panu Ruszczycowi się wymknąwszy, pod waszą mość poszedł. To trafił, ha!</akap_dialog>
<akap>Mile połechtały małego rycerza te słowa i chcąc polityką za politykę odpłacić, zwrócił się do pana Nowowiejskiego i rzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Mnie Pan Jezus nie dał dotąd syna, ale gdyby kiedykolwiek użyczył, to bym chciał, żeby był do tego oto kawalera podobny!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nic tam takiego! Nic tam takiego! --- odparł stary szlachcic --- <slowo_obce>Nequam</slowo_obce>[66], i kwita.</akap_dialog>
<akap>I pomimo tych słów, aż sapać począł z zadowolenia.</akap>
<akap_dialog>--- Wielki mi znów rarytet!...</akap_dialog>
<akap>Tymczasem mały rycerz jął gładzić po twarzy Ewkę i rzekł do niej:</akap>
<akap_dialog>--- Widzi waćpanna, ja nie jestem żaden młodzik, ale Baśka moja nieledwie w waćpanny leciech[67], dlatego poczuwam się w tym, aby zaś miała czasem jakowąś uciechę grzeczną, a młodemu wiekowi przystojną... Prawda, że ją tu wszyscy nad podziw miłują, ale spodziewam się, iż waćpanna przyznasz, że jest za co?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Boże kochany! --- zawołała Ewka. --- Nie ma na świecie takiej drugiej! Dopiero co tom powiedziała!</akap_dialog>
<akap>Mały rycerz uradował się niezmiernie, aż mu twarz pojaśniała, i odrzekł:</akap>
<akap_dialog>--- Powiedziałażeś to istotnie waćpanna? Aha! Co?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jako żywo powiedziała! --- zawołali razem ojciec i syn.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- No, to przystrójże się waćpanna jako najozdobniej, bom w tajemnicy przed Baśką kapelę dziś z Kamieńca sprowadził. Kazałem im instrumenta w słomę pochować, a jej powiedziałem, że to Cygany do koni kucia przyjechali. Dziś wieczór tańce okrutne wyprawuję. Lubi to ona, lubi, chociaż poważną matronę rada udaje.</akap_dialog>
<akap>To rzekłszy pan Michał począł zacierać ręce i bardzo był z siebie zadowolony.</akap>
<naglowek_rozdzial>Rozdział XXXIII</naglowek_rozdzial>
<akap>Śnieg sypał tak gęsty, że wypełnił całkiem rów staniczny i wałem osiadł na częstokole. Muzyka, Taniec, ZabawaNa dworze była noc i zawieja, a główna izba chreptiowskiej fortalicji gorzała[68] od świateł. Było dwóch skrzypków, trzeci basetlista, dwóch czekanistów i jeden z waltornią. Skrzypkowie cięli od ucha, aż chwilami ich zawracało, owym zaś grającym na czekanach i waltorni nabrzmiewały policzki i oczy krwią zachodziły. Najstarsi z oficerów i towarzystwa poobsiadali ławy pod ścianami jeden przy drugim, jako siwe gołębie obsiadają zręby dachu, i popijając miód a wino spoglądali na tańcujących.</akap>
<akap>Kobieta, UrodaW pierwszą parę szedł pan Muszalski, mimo podeszłych lat tancerz tak zawołany, jak i łucznik, z Basią. Ona, przybrana w suknię ze srebrnej lamy obszytą gronostajowym szlakiem, wyglądała tak, jakoby kto świeżą różę w świeży śnieg zatknął. Dziwili się jej urodzie starzy i młodzi, a okrzyk --- ,,rety!", wyrywał się mimo woli z wielu piersi, bo chociaż Nowowiejska i Boska były od niej nieco młodsze i nad zwykłą miarę urodziwe, przecie ona była między nimi najpiękniejszą. W oczkach paliła jej się radość i ochota; przesuwając się obok małego rycerza, dziękowała mu za uciechę uśmiechem, a przez rozchylone różowe usta błyskały białe jej jak perły ząbki i lśniąc się cała w swej srebrnej lamie, migocąc jak promień lub gwiazdka, olśniewała zarazem oczy i serca urodą dziecka, niewiasty i kwiatu.</akap>
<akap>Goniły za nią rozcięte rękawy kontusika, podobne do skrzydeł dużego motyla, a gdy podnosząc rękoma poły jubki czyniła dyg[69] przed tancerzem, to myślałeś, że w ziemię spływa jako zjawisko jakieś lub jak owe poniki, co w letnie jasne noce nad brzegami jarów skaczą.</akap>
<akap>Zewnątrz pocztowi przyciskali do szyb oświeconych srogie, wąsate twarze i płaszcząc sobie o nie nosy, zaglądali do środka. Wielce to pochlebiało im, że uwielbiana pani gasi wszystkie inne urodą, bo wszyscy trzymali zapamiętale za Basią, więc nie szczędząc przytyków ni Nowowiejskiej, ni Boskiej gromkim krzykiem witali każde jej zbliżenie się do okna.</akap>
<akap>Wołodyjowski rósł jak na drożdżach i głową w takt Basinym ruchom kiwał; pan Zagłoba, stojąc z kuflem obok niego, przytupywał i ronił płyn na podłogę, a chwilami zwracali się z małym rycerzem ku sobie i patrzyli na się milcząc z nadzwyczajnego zachwytu i sapiąc.</akap>
<akap>A Baśka migała i migała po całej izbie, coraz weselsza, coraz wdzięczniejsza. To jej dopiero była pustynia! Raz bitwa, to znów łowy, to uciecha i tańce, i kapela, i żołnierzy moc --- i mąż największy między nimi, a kochający i kochany; czuła Basia, że ją lubią wszyscy, że ją podziwiają, wielbią, że mały rycerz coraz przez to szczęśliwszy, więc i sama czuła się tak szczęśliwa jak ptaki, gdy za nadejściem wiosny bujają w majowym powietrzu krzycząc mocno a radośnie.</akap>
<akap>W drugą parę za Basią tańczyła przybrana w karmazymowy kubraczek Nowowiejska z Azją. Młody Tatar nic do niej nie mówił, upojony zupełnie białym zjawiskiem błyszczącym w pierwszej parze, lecz ona myślała, że to wzruszenie tak tamuje mu głos w piersiach, i lekkimi z początku, a potem coraz mocniejszymi uściśnieniami dłoni starała się dodać mu odwagi.</akap>
<akap>Azja też czasem oddawał jej owe uściski tak silnie, że ledwie okrzyk bólu mogła stłumić, lecz czynił to mimo woli, bo o niczym nie myślał, tylko o Basi, niczego nie widział poza Basią, a w duszy powtarzał sobie straszną obietnicę, że choćby mu przyszło pół Rusi spalić, to ona musi być jego.</akap>
<akap>Chwilami zaś, gdy wracało mu nieco przytomności, miał ochotę porwać Ewkę za gardło i dusić, i pastwić się nad nią za jej uściśnienia dłoni i za to, że stawała między jego miłością i Basią. Wówczas przeszywał biedną pannę swym sokolim, okrutnym wzrokiem, a jej serce poczynało bić mocniej, bo myślała, że on z miłości patrzy na nią tak drapieżnie.</akap>
<akap>W trzecią zaś parę tańcował młody pan Nowowiejski z Zosią Boską. Ta, podobna do niezapominajki, dreptała ze spuszczonymi oczyma obok niego, a on wyglądał jak rozhukany tabuńczyk i skakał jak rozhukany tabuńczyk. Spod okutych pięt jego leciały drzazgi, czupryna wichrem podniosła się do góry, lice ubarwiło się rumieńcami, rozdął szerokie chrapy jak turecki bachmat i zakręcał Zosią, jak wieja kręci liściem, i unosił ją w powietrzu. Rozochociła się w nim dusza bez miary, a że siedząc na krańcu Dzikich Pól, po całych miesiącach niewiast nie widywał, więc mu Zośka tak od razu przypadła do serca, że w jednej chwili na umór się w niej rozkochał.</akap>
<akap>Od czasu do czasu spoglądał na jej spuszczone oczka, to na rumiane policzki, to na krągły gorsik, i aż parskał na ów luby widok, i tym mocniej skry podkówkami krzesał, i tym mocniej na zwrotach przygarniał ją do swej szerokiej piersi, i śmiechem ogromnym z nadmiaru ochoty wybuchał, i kipiał, i coraz mocniej kochał.</akap>
<akap>A Zosia aż zalękła się w lubym serduszku, jeno że nie był to przykry strach, bo spodobał się jej także ten wicher, który ją oto porwał i nosił. Czysty smok! Widywała ona różnych kawalerów w Jaworowie, ale tak ognistego nie widziała dotychczas, i żaden tak nie tańcował, i żaden tak nie przygarniał. Naprawdę, czysty smok!... Co z takim robić, kiedy niepodobna mu się oprzeć...</akap>
<akap>W następnej parze tańcowała z grzecznym towarzyszem panna Kamińska, a dalej panie Kieremowiczowa i Neresewiczowa, które, choć mieszczki, zaproszono jednak do kompanii, bo obie były niewiasty dość dwornych manier i wielce zamożne.</akap>
<akap>Poważny Nawiragh i dwaj Anardraci patrzyli ze wzrastającym zdziwieniem na polskie pląsy; starzy przy miodzie czynili gwar coraz mocniejszy, podobny do gwaru, jaki czynią koniki polne na ściernisku. Kapela jednak głuszyła wszystkie głosy --- w środku zaś izby ochota w sercach rosła i rosła.</akap>
<akap>Wtem Baśka opuściła swego tancerza i przybiegłszy zdyszana do męża złożyła przed nim ręce.</akap>
<akap_dialog>--- Michałku! --- rzekła --- Żołnierzom tam zimno za oknami, każ im dać beczkę!</akap_dialog>
<akap>Ów zaś, rozweselony nadzwyczajnie, począł ją całować po piąstkach i zakrzyknął:</akap>
<akap_dialog>--- Ja bym i krwi nie żałował, byle cię ucieszyć!</akap_dialog>
<akap>Po czym sam skoczył na dwór, by powiedzieć żołnierzom, za czyją instancją będą mieć beczkę, bo chciał, żeby Basi byli wdzięczni i tym bardziej ją kochali.</akap>
<akap>Więc gdy w odpowiedzi uczynili krzyk tak okrutny, że aż śnieg począł się sypać z dachu, mały rycerz zawołał jeszcze:</akap>
<akap_dialog>--- A huknąć tam z muszkietów! Pani na wiwat!</akap_dialog>
<akap>MiłośćWróciwszy do izby zastał Basię tańczącą z Azją. Lipkowi, gdy objął ramionami tę słodką postać, gdy uczuł bijące ciepło od niej i tchnienie jej na swojej twarzy, źrenice uciekły prawie całkiem pod czaszkę i świat cały zakręcił mu się w oczach; w duszy wyrzekał się raju, wieczności i za wszystkie rozkosze, za wszystkie hurysy[70] chciał tej jednej.</akap>
<akap>Wtem Basia ujrzawszy w przelocie karmazynowy kubrak Nowowiejskiej i zaciekawiona, czy Azja nie wyznał już miłości dziewczynie, spytała:</akap>
<akap_dialog>--- Nie deklarowałeś waćpan?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czemu?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jeszcze nie czas! --- odrzekł z dziwnym wyrazem twarzy Tatar.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A bardzo się waść kochasz?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Na śmierć, na śmierć! --- zawołał Tuhaj-bejowicz cichym, ale chrapliwym, podobnym do krakania kruka głosem.</akap_dialog>
<akap>Śpiew, TaniecI tańczyli dalej, zaraz za Nowowiejskim, któren wysunął się w pierwszą parę. Inni pozmieniali już tanecznice, lecz on dotąd Zosi nie puścił, chwilami tylko sadzał ją na ławie, by wypocząć i oddech złapać mogła, a potem znów hulał.</akap>
<akap>Na koniec stanął przed kapelą i objąwszy jedną ręką Zosię, drugą wsparłszy się w bok, krzyknął na muzykantów:</akap>
<akap_dialog>--- Krakowskiego, grajki! Nuże!</akap_dialog>
<akap>Ci zaś, baczni na komendę, od razu ucięli krakowskiego. Wówczas pan Nowowiejski przytupywać począł i zaśpiewał ogromnym głosem:</akap>
<poezja_cyt><strofa>Płyną jasne zdroje,/
Potem w Dniestrze giną./
Tak w tobie, dziewczyno,/
Ginie serce moje!/
<wers_wciety typ="5">U-ha!</wers_wciety></strofa></poezja_cyt>
<akap>I owo: ,,U-ha!", wrzasnął tak po kozacku, że aż Zosieńka, nieboga, przysiadła ze strachu. Uląkł się także stojący w pobliżu poważny Nawiragh, zlękli się dwaj uczeni Anardraci, a pan Nowowiejski powiódł taniec dalej, dwakroć zatoczył wokół izby i stanąwszy przed muzyką, znów tak o sercu zaśpiewał:</akap>
<poezja_cyt><strofa>Ginie, lecz nie zginie/
Na przekór Dniestrowi,/
I jeszcze w głębinie/
Pierścionek wyłowi!/
<wers_wciety typ="5">U-ha!</wers_wciety></strofa></poezja_cyt>
<akap_dialog>--- Bardzo grzeczne rytmy! --- zawołał pan Zagłoba. --- Jać się najlepiej znam na tym, bom też ich niemało ułożył! Doławiaj, kawalerze, doławiaj! A jak się pierścienia dołowisz, to ja ci wówczas zaśpiewam w takim sensie:</akap_dialog>
<poezja_cyt><strofa>Każda dziewka hubka,/
Każdy chłop krzesiwo,/
Będzie iskier kupka,/
Jeno krzeście żywo!/
<wers_wciety typ="5">U-ha!</wers_wciety></strofa></poezja_cyt>
<akap_dialog>--- <slowo_obce>Vivat</slowo_obce>! <slowo_obce>Vivat</slowo_obce> pan Zagłoba! --- krzyknęli tak ogromnym głosem oficerowie i towarzysze, że aż zląkł się poważny Nawiragh, zlękli się dwaj uczeni Anardraci i z nadzwyczajnym zdumieniem poczęli na się spoglądać.</akap_dialog>
<akap>A pan Nowowiejski zatoczył jeszcze dwa koła i posadził wreszcie na ławie zarówno zdyszaną, jak i przestraszoną śmiałością kawalera Zosię. Miły on jej był bardzo, taki dzielny i szczery, istny płomień, ale właśnie dlatego, że takich nie spotykała dotąd, ogarnęło ją wielkie zmieszanie, więc spuściwszy jeszcze niżej oczki, siedziała cichutko jak trusia.</akap>
<akap_dialog>Kondycja ludzka, Zabawa--- Czego waćpanna milczysz? Czegoś smutna, co? --- spytał pan Nowowiejski.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Bo tatuś w niewoli! --- odpowiedziała cienkim głosikiem Zosia.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nic to! --- odrzekł junak. --- Godzi się potańcować! Spójrz waćpanna po tej izbie: jest nas tu kilkadziesiąt kawalerstwa i bodaj żaden swoją śmiercią nie umrze, jeno od strzał pogańskich albo w łykach. Temu dziś, temu jutro! Każden też tu na tych kresach kogoś ze swoich utracił, a dlatego się weselim, żeby Pan Bóg nie mniemał, że się na służbę skarżym! Ot, co! Godzi się potańcować! Uśmiechnij się waćpanna, pokaż oczka, bo pomyślę, że mnie nienawidzisz!</akap_dialog>
<akap>Zosia nie podniosła wprawdzie oczek, ale za to poczęły się podnosić kąciki jej ust i dwa dołeczki ukazały się na jej rumianych policzkach.</akap>
<akap_dialog>--- Lubiszże mnie waćpanna choć trocha? --- spytał znów kawaler.</akap_dialog>
<akap>A Zosia na to jeszcze cieńszym głosikiem:</akap>
<akap_dialog>--- I... owszem.</akap_dialog>
<akap>Usłyszawszy to pan Nowowiejski podskoczył na ławie, a porwawszy ręce Zosi, począł okrywać je pocałunkami i mówić:</akap>
<akap_dialog>--- Przepadło! Nie ma co! Rozkochałem się w waćpannie na śmierć! Nie chcę nikogo, jeno waćpanny! Moje śliczności najmilejsze! Rety! Jak ja waćpannę kocham! Jutro matce padnę do nóg! Co to jutro! Dziś padnę, byłem miał pewność, żeś mi przyjacielem!</akap_dialog>
<akap>Obyczaje, Polak, ZabawaHuk straszliwy wystrzałów za oknem zgłuszył odpowiedź Zosi. To uradowani żołnierze palili tak Baśce na wiwat; zadrżały szyby, zatrzęsły się ściany. Zląkł się po raz trzeci poważny Nawiragh, zlękli się dwaj uczeni Anardraci, lecz stojący obok Zagłoba począł ich po łacinie uspokajać.</akap>
<akap_dialog>--- <slowo_obce>Apud Polonos</slowo_obce> -- rzekł im --- <slowo_obce>nunquam sine clamore et strepitu gaudia fiunt</slowo_obce>[71].</akap_dialog>
<akap>Jakoż zdawało się, że wszyscy czekali tylko na ów huk rusznic, aby rozweselić się do najwyższego stopnia. Zwykła szlachecka dworność poczęła teraz ustępować stepowej dzikości. Kapela zagrzmiała; tańce zerwały się znów jak burza, oczy stały się rozpalone i ogniste, opar unosił się z czupryn. Najstarsi nawet puścili się w taniec, gromkie okrzyki rozlegały się co chwila i pito, hulano, spełniano zdrowie z trzewika Basi, palono z pistoletów do korków Ewki i huczał tak, i brzmiał, i śpiewał Chreptiów do samego rana, aż zwierz w przyległych puszczach ukrył się ze strachu w najgłębsze gąszcze.</akap>
<akap>A że było to niemal w wigilię straszliwej wojny z potęgą turecką, że nad tymi wszystkimi ludźmi wisiała groza i zagłada, więc dziwił się niezmiernie tym polskim żołnierzom poważny Nawiragh, a nie mniej dziwili się dwaj uczeni Anardraci.</akap>
<naglowek_rozdzial>Rozdział XXXIV</naglowek_rozdzial>
<akap>Spali wszyscy nazajutrz do późna prócz żołnierzy strażowych i małego rycerza, który nigdy dla żadnej uciechy służby nie zaniedbał.</akap>
<akap>Młody pan Nowowiejski zerwał się także dość wcześnie, bo mu Zosia Boska od wywczasu[72] milszą była. Przybrawszy się więc od rana pięknie, poszedł do owej izby, w której wczoraj tańczono, nasłuchiwać, czy w przyległych niewieścich komorach nie ma jeszcze ruchu i krzątaniny.</akap>
<akap>Kobieta, Mężczyzna, Obyczaje, GrzechW izbie zajętej przez panią Boską słychać już było ruch, ale niecierpliwemu młodzianowi tak pilno było Zosię zobaczyć, że chwyciwszy za kindżał, począł nim mech i glinę między belkami wyłupywać, aby bodaj przez szparutkę jednym okiem na Zosię spojrzeć.</akap>
<akap>Zastał go przy tej robocie pan Zagłoba, który właśnie z różańcem nadszedł, i poznawszy zaraz, co się święci, zbliżył się na palcach i począł okładać sandałowymi paciorkami plecy rycerza.</akap>
<akap>Ów uciekał, wykręcał się, niby się śmiejąc, ale zmieszany bardzo, stary zaś gonił i bił powtarzając:</akap>
<akap_dialog>--- A Turku jakiś, a Tatarzynie, a naści! A naści! <slowo_obce>Exorciso te</slowo_obce>[73]! A gdzie <slowo_obce>mores</slowo_obce>[74]? To niewiasty będziesz podglądał? A naści, a naści!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dobrodzieju! --- wołał pan Nowowiejski --- Nie godzi się ze świętych paciorków kańczuga czynić! Zaniechajcie mnie, bom grzesznej intencji nie miał!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie godzi się, mówisz, świętymi paciorkami bić? Nieprawda! Palma w kwietnia niedzielę też święta, a przecie nią biją! Ha! To był dawniej pogański różaniec i do Supankazego należał, alem mu go pod Zbarażem wydarł, a potem nuncjusz apostolski go poświęcił. Patrz, sandał[75] prawdziwy!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jeśli prawdziwy sandał, to pachnie.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Mnie pachnie różaniec, a tobie dziewczyna. Muszę ci jeszcze dobrze plecy przetrzepać, bo właśnie do wypędzenia diabła z ciała nie masz nad święte paciorki!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie miałem grzesznej intencji, żebym tak zdrów był!...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jeno przez pobożność dziurkę dłubałeś, co?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie przez pobożność, ale przez miłość tak ekstraordynaryjną[76], że nie wiem, jeżeli mnie nie rozsadzi jako granat! Co tu klimkiem rzucać, kiedy prawda! Bąki tak konia latem nie ćwiczą, jako mnie afekty ćwiczą!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Patrz, żeby to nie były grzeszne żądze, bo kiedym tu wszedł, toś ustać nie mógł, jeno tak piętą o piętę tłukłeś, jakobyś na głowniach stał.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie widziałem nic, jak Boga najszczerzej kocham, bom przecie dopiero szparutkę dłubał!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ha! Młodość!... Krew nie woda!... Ja się też czasem dotąd hamować muszę, bo jeszcze we mnie <slowo_obce>leo</slowo_obce> mieszka, <slowo_obce>qui querit quem devoret</slowo_obce>[77]! Jeśli masz czyste intencje, to o ożenku myślisz?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czy o ożenku myślę? Mocny Boże! A o czymże bym myślał? Nie tylko myślę, ale tak mi jest, jakby mnie kto szydłem ekscytował! To wasza mość chyba nie wiesz, że ja już wczoraj pani Boskiej deklarowałem i od ojca konsens[78] mam?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Z siarki i prochu chłop! Daj cię katu! Kiedy tak, to co innego, ale powiadaj, jak to było?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pani Boska poszła wczoraj do komory chustę dla Zosieńki przynieść, ja za nią! Obróci się: ,,Kto tam?" --- A ja buch do nóg! ,,Bijcie, matko, ale Zośkę dajcie, moją szczęśliwość, moje kochanie!" Pani Boska zaś ochłonąwszy tak rzecze: ,,Wszyscy waści chwalą i za godnego kawalera go mają: mój mąż w niewoli, a Zośka bez opieki na tym świecie; wszelako ja dziś responsu nie dam ani też jutro, jeno później --- waszmość zaś też pozwoleństwa rodzicielskiego potrzebujesz". To powiedziawszy poszła myśląc, że może po pijanemu to czynię. Jakoż miałem w głowie...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nic to! Wszyscy mieli w głowie! Uważałeś, jako owemu Nawiraghowi i Anardratom spiczaste czapki w końcu na bakier zjechały?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie uważałem, bom sobie już w duszy układał, jak by najłatwiej od ojca konsens uzyskać.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- A ciężko przyszło?</akap_dialog>
<akap_dialog>Małżeństwo, Ojciec, Syn, Własność--- Nad ranem poszliśmy oba do kwatery, a że to żelazo póty dobrze kuć, póki gorące, pomyślałem sobie wraz, że trzeba choć z daleka wymacać, jak też ojciec imprezę przyjmie. Więc mówię mu: ,,Słuchaj, ojciec, chcę Zośki na gwałt i konsensu mi trzeba, a nie da ojciec, to bogdaj do Wenecjanów pójdę służyć i tyle mnie będziecie widzieli". Kiedy to nie wpadnie na mnie z wielką furią: ,,O taki synu! --- powiada --- umiesz ty się bez pozwoleństwa obchodzić! Idź do Wenecjanów albo bierz dziewkę, to jeno ci zapowiadam, że grosza nie dam nie tylko z mego, ale i z macierzystego, bo to wszystko moje!"</akap_dialog>
<akap>Pan Zagłoba wysunął naprzód dolną wargę:</akap>
<akap_dialog>--- O, źle!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czekaj waść. Jakem to usłyszał, tak zaraz mówię: ,,A czy to ja proszę albo potrzebuję? Błogosławieństwa mi trzeba, niczego więcej, bo tego dobra pogańskiego, co na moją szablę wypadło, na dobrą dzierżawę, ba, na chudopacholską wieś wstrzyma! Co jest macierzystego, to niech będzie dla Ewki na wiano, jeszcze przygarstkę[79] jedną i drugą turkusów dołożę i hatłasów, i lamy sztuczynę, a przyjdzie zły rok, to i ojca gotówką poratuję".</akap_dialog>
<akap>Dopieroż ojciec rozciekawił się okrutnie:</akap>
<akap_dialog>--- Takiżeś bogaty? --- pyta. --- Dla Boga! Skąd? Z łupów? Boś wyjechał jak święty turecki!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Bój się ojciec Boga! --- odpowiem --- toż jedenaście lat tą pięścią macham i jako powiadają, niezgorzej --- i nie miało się zebrać? Byłem przy szturmie zrebelizowanych grodów, w których hultajstwo i tatarstwo kupy łupów co najprzedniejszych nagromadziło; biło się murzów i watahy zbójeckie, a zdobycz szła i szła. Brałem jeno to, co mi przyznano --- bez niczyjej krzywdy --- ale rosło, i gdyby człek nie hulał, byłoby na dwie takie substancje, jako jest wasza rodzicielska.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Cóż stary na to? --- pytał rozweselony Zagłoba.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ojciec zdumiał, bo się tego nie spodziewał, i zaraz na moje marnotrawstwo narzekać począł: ,,Byłaby (prawi) krescytywa, ale taki pędziwiatr, taki odmigęba, co tylko puszyć lubi a za magnata się wydawać, wszystko zmarnuje, niczego nie utrzyma." Potem ciekawość go przemogła i począł wypytywać szczegółowie, co mam, a ja widząc, że tą smołą smarując prędko zajadę, nie tylkom nic nie utaił, alem jeszcze dołgał trochę, choć zwykle nierad koloryzuję, bo tak sobie myślę, że prawda to owies, a łgarstwo sieczka. Ojciec za głowę się brał i nuż w zamysły: ,,To a to by się dokupiło (prawi), ten a ten procesik poparło; mieszkalibyśmy o miedzę, a pod niebytność twoją ja bym wszystkiego doglądał". I zapłakało poczciwe ojczysko: ,,Adam! --- powiada --- Ta dziewka okrutnie mi się dla ciebie spodobała, ile że ona pod pana hetmanową opieką, z czego także może być korzyść; Adam! --- powiada --- Jeno ty mi tę moją drugą córkę szanuj i nie zmarnuj mi jej, bobym ci w godzinę śmierci nie przebaczył". A ja, mości dobrodzieju, na samą supozycję Zosinej krzywdy, jak ryknę! Padliśmy sobie z ojczyskiem w ramiona i płakaliśmy <slowo_obce>acurate</slowo_obce> do pierwszych kurów!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Szelma stary! --- mruknął Zagłoba.</akap_dialog>
<akap>Po czym głośno dodał:</akap>
<akap_dialog>Córka, Ojciec, Małżeństwo, Obyczaje, Ślub--- Ha! Wprędce może być weselisko i nowa w Chreptiowie uciecha, zwłaszcza że to mięsopust[80]!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jutro by było, żeby ode mnie zależało --- zawołał porywczo Nowowiejski --- ale ot co, dobrodzieju! Mnie się permisja niedługo kończy, a służba służbą i wracać do Raszkowa muszę. No! Pan Ruszczyc da mi drugą permisję, wiem! Alem niepewien, czy ze strony niewiast zwłoki nie będzie. Bo co do matki sunę, ta mówi: ,,Mąż w niewoli" --- co do córki, ta prawi: ,,Tatuś w niewoli". A cóż to? Ja tego tatusia w łykach trzymam czy co? Okrutnie się takich impedymentów boję, bo żeby nie to, to bym księdza Kamińskiego za sutannę złapał i póty nie puszczał, póki by nas z Zośką nie związał. Ale jak sobie co baby wbiją w głowę, obcęgami nie wyciągniesz. Ostatni grosz bym oddał, poszedłbym sam po tatusia, ale nie ma jak! Nikt przecie nie wie, gdzie on jest, może zmarł, i masz robotę! Jak mi każą na niego czekać, to do ostatniego sądu będę czekał!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Piotrowicze z Nawiraghem i Anardratami jutro w drogę ruszają; prędka będzie wiadomość.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jezu, ratuj! Ja mam dopiero na wiadomości czekać! Przed wiosną nie może nic być, a tymczasem uschnę, jak mi Bóg miły! Dobrodzieju! Wszyscy w wasz rozum i eksperiencję wierzą, wybijcie wy babom z głowy to czekanie! Dobrodzieju, na wiosnę wojna! Bóg wie, co się stanie; przecie ja się z Zośką chcę żenić, nie z tatusiem, za cóż mam do niego wzdychać?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Namów niewiasty, by do Raszkowa pojechały i tam osiadły. Tam i o wiadomość łatwiej, a jeśli Piotrowicz znajdzie Boskiego, to mu będzie do was blisko. Po wtóre: ja uczynię, co zdołam, ale ty proś i pani Baśki, żeby się za tobą wstawiła.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nie zaniecham, nie zaniecham, bo mnie diabl...</akap_dialog>
<akap>Wtem drzwi skrzypnęły i weszła pani Boska. Lecz zanim pan Zagłoba zdołał się obejrzeć, młody Nowowiejski już grzmotnął się do jej nóg jak długi i zająwszy ogromną przestrzeń podłogi swym olbrzymim ciałem, począł wołać:</akap>
<akap_dialog>--- Jest konsens rodzicielski! Dawajcie, matko, Zośkę! Dawajcie, matko, Zośkę! Dawajcie, matko, Zośkę!</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dawajcie, matko, Zośkę! --- zawtórował basem Zagłoba.</akap_dialog>
<akap>Hałasy owe wywabiły ludzi z przyległych komór; weszła Baśka, wyszedł z kancelarii pan Michał, a wkrótce po nich ukazała się i Zosia. Dziewczynie nie wypadało się niby domyślać, o co chodzi, ale oblała się natychmiast pąsem i złożywszy co prędzej ręce w małdrzyk, a buzię w długi ciup, stanęła ze spuszczonymi oczyma pod ścianą. Zaś Basia poparła z miejsca prośbę junaka, pan Michał skoczył po starszego pana Nowowiejskiego. Ten przybywszy zgorszył się bardzo, że syn nie powierzył mu funkcji i nie zostawił sprawy jego wymowie, jednakże przyłączył się do prośby.</akap>
<akap>Pani Boska, której istotnie brakło jakiejkolwiek bliższej na świecie opieki, rozpłakała się wreszcie i zgodziła zarówno na prośbę pana Adama, jak i na to, że do Raszkowa z Piotrowiczami wyjedzie i tam na męża czekać będzie. Dopieroż, zalana łzami, zwróciła się do córki.</akap>
<akap_dialog>--- Zośka --- rzekła --- a tobie po sercu li panów Nowowiejskich zamysły?</akap_dialog>
<akap>Wszystkie oczy zwróciły się na Zosię, a ona, stojąc przy ścianie, oczy trzymała, wedle zwyczaju, wbite w podłogę i dopiero po chwili milczenia cała spłoniona do szczętu, wyrzekła ledwie dosłyszalnym głosikiem:</akap>
<akap_dialog>--- Chcę do Raszkowa!...</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Moje śliczności! --- huknął pan Adam i skoczywszy do niej porwał dziewczynę w ramiona.</akap_dialog>
<akap>Potem zaś krzyczeć począł, aż ściany drgały:</akap>
<akap_dialog>--- Moja już Zośka, moja! Moja!...</akap_dialog>
Przypisy
- <slowo_obce>personaliter</slowo_obce> (łac.) --- osobiście.
- <slowo_obce>nie móc przenieść czego na sobie</slowo_obce> (przestarz.) --- nie móc czego znieść.
- <slowo_obce>obiecnij</slowo_obce> --- obiecaj.
- <slowo_obce>ponoś</slowo_obce> --- ponoć, podobno.
- <slowo_obce>etc.</slowo_obce> (łac.) --- i tak dalej (skrót od <slowo_obce>et cetera</slowo_obce>).
- <slowo_obce>szczegółowie</slowo_obce> --- szczegółowo
- <slowo_obce>komitywa</slowo_obce> (z łac.) --- zażyłość, poufałość.
- <slowo_obce>amicyja</slowo_obce> (z łac.) --- przyjaźń.
- <slowo_obce>chmyz</slowo_obce> (z ukr.) --- mały, niepozorny okaz zwierzęcia, zwł.: mały, niepozorny koń; przen. lekceważąco o małym, niepozornym człowieku; malec, smarkacz.
- <slowo_obce>justycja</slowo_obce> (z łac.) --- sprawiedliwość.
- <slowo_obce>juramenty</slowo_obce> (z łac.) --- prawa, zasady.
- <slowo_obce>glejt</slowo_obce> --- zezwolenie na przejazd.
- <slowo_obce>dwudziestu piąciu</slowo_obce> --- dwudziestu pięciu.
- <slowo_obce>muc</slowo_obce> --- lichy koń.
- <slowo_obce>klemencja</slowo_obce> (z łac.) --- lament.
- <slowo_obce>pro memoria</slowo_obce> (łac.) --- dosł. ku pamięci; tu przen. kara.
- <slowo_obce>audiatur et altera pars</slowo_obce>! (łac.) --- wysłuchaj też drugiej strony; zasada z prawa rzymskiego.
- <slowo_obce>puha</slowo_obce> --- rodzaj bicza.
- <slowo_obce>kontempt</slowo_obce> (z łac.) --- pogarda.
- <slowo_obce>junak</slowo_obce> --- zuch, śmiałek.
- <slowo_obce>jagody</slowo_obce> (daw.) --- policzki.
- <slowo_obce>lamus</slowo_obce> (z niem.) --- budynek, potem pomieszczenie, do przechowywania cennych przedmiotów.
- <slowo_obce>obuch</slowo_obce> --- rodzaj broni, tu zdrob.: obuszek.
- <slowo_obce>kusztyk</slowo_obce> --- rodzaj kielicha; tu zdrob.: kusztyczek.
- <slowo_obce>półkwaterek</slowo_obce> (daw.) --- naczynie o pojemności 1/8l.
- <slowo_obce>jagły</slowo_obce> --- kasza jaglana.
- Kasandra (mit. gr.) --- córka Priama, króla Troi, przepowiedziała klęskę Troi; przen. zwiastunka nieszczęścia.
- <slowo_obce>comparatio</slowo_obce> (łac.) --- porównanie.
- <slowo_obce>congressus</slowo_obce> (łac.) --- spotkanie.
- <slowo_obce>kondycja</slowo_obce> (z łac.) --- tu: warunek.
- <slowo_obce>absolutum dominium</slowo_obce> (łac.) --- władza absolutna.
- <slowo_obce>bojarzyn putny</slowo_obce> --- chłop zatrudniony przez możnego pana jako goniec lub poborca podatkowy.
- <slowo_obce>Ja toho skazaty ne umiju</slowo_obce> (rus.) --- ja tego powiedzieć nie umiem.
- <slowo_obce>baskak</slowo_obce> --- urzędnik podatkowy.
- <slowo_obce>rugować</slowo_obce> (z niem.) --- wysiedlać.
- <slowo_obce>buńczuk</slowo_obce> --- azjatycki znak wojskowy; ogon konia owinięty plecionką na drzewcu.
- <slowo_obce>korab</slowo_obce> --- rodzaj okrętu.
- <slowo_obce>podwika</slowo_obce> --- kobieta; od chusty, potem pasa pod brodą, noszonego przez kobiety.
- <slowo_obce>przepomnieć</slowo_obce> (daw.) --- zapomnieć.
- <slowo_obce>padyszach</slowo_obce> --- tytuł władców tureckich.
- <slowo_obce>czaban</slowo_obce> (z tur.) --- pasterz owiec.
- <slowo_obce>pytki</slowo_obce> (daw.) --- śledztwo, przesłuchanie.
- <slowo_obce>obces</slowo_obce> (daw.) --- natarczywość, gwałtowność.
- <slowo_obce>osełedec</slowo_obce> (ukr.) --- fryzura kozacka, warkoczyk na czubku ogolonej głowy.
- <slowo_obce>kosz</slowo_obce> (hist.) --- tatarski lub kozacki obóz; oddział wojska.
- <slowo_obce>kawon</slowo_obce> --- arbuz.
- <slowo_obce>rab</slowo_obce> (przestarz.) --- sługa, niewolnik.
- <slowo_obce>kęsim</slowo_obce> (z tur.) --- ucięcie głowy.
- <slowo_obce>luty</slowo_obce> (daw.) --- srogi.
- <slowo_obce>okiść</slowo_obce> --- ciężki śnieg na gałęziach drzew.
- <slowo_obce>rubieże</slowo_obce> --- granice, kresy.
- <slowo_obce>paszalik</slowo_obce> --- jednostka administracyjna w Turcji.
- <slowo_obce>nawet-em nie wstępował</slowo_obce> (przestarz.) --- nawet żem nie wstępował; nawet nie wstępowałem.
- <slowo_obce>certum quantum</slowo_obce> (łac.) --- pewna liczba.
- Godfryd de Bouillon --- jeden z przywódców I wyprawy krzyżowej, w 1099 r. zdobył Jerozolimę.
- <slowo_obce>mea culpa, mea maxima culpa</slowo_obce> (łac.) --- moja wina, moja bardzo wielka wina.
- <slowo_obce>pretor</slowo_obce> (z łac.) --- wyższy urzędnik.
- <slowo_obce>permisja</slowo_obce> (z łac.) --- pozwolenie.
- <slowo_obce>kontent</slowo_obce> (z łac.) --- zadowolony.
- <slowo_obce>jucha</slowo_obce> --- tu: drań, szelma.
- <slowo_obce>incomparabilis</slowo_obce> (łac.) --- niezrównany.
- <slowo_obce>oskoma</slowo_obce> (przestarz.) --- apetyt, chęć.
- <slowo_obce>gładysz</slowo_obce> (przestarz.) --- człowiek urodziwy, układny.
- <slowo_obce>szczuka</slowo_obce> (daw.) --- szczupak.
- <slowo_obce>kleń</slowo_obce> --- ryba z rodziny karpiowatych.
- <slowo_obce>nequam</slowo_obce> (łac.) --- nicpoń, ladaco.
- <slowo_obce>leciech</slowo_obce> --- dziś: latach.
- <slowo_obce>gorzeć</slowo_obce> (daw.) --- płonąć, tu: jaśnieć.
- <slowo_obce>dyg</slowo_obce> --- ukłon.
- <slowo_obce>hurysa</slowo_obce> (z arab.) --- wiecznie młoda dziewica, jedna z wielu, czekających wiernych w raju muzułmańskim.
- <slowo_obce>Apud Polonos nunquam sine clamore et strepitu gaudia fiunt</slowo_obce> (łac.) --- u Polaków radość nie może obyć się bez krzyku i wrzawy.
- <slowo_obce>wywczas</slowo_obce> (daw.) --- odpoczynek.
- <slowo_obce>Exorciso te</slowo_obce>! (łac.) --- zaklinam cię!; por. egzorcyzm.
- <slowo_obce>mores</slowo_obce> (przestarz.) --- posłuszeństwo, rygor.
- <slowo_obce>sandał</slowo_obce> --- tu: drewno sandałowe.
- <slowo_obce>ekstraordynaryjny</slowo_obce> (z łac., daw.) --- nadzwyczajny.
- <slowo_obce>leo, qui querit quem devoret</slowo_obce> (łac.) --- lew szukający kogo by pożarł; parafraza biblijnych słów o diable (1P 5:8).
- <slowo_obce>konsens</slowo_obce> (z łac.) --- zgoda.
- <slowo_obce>przygarstka</slowo_obce> (daw.) --- dziś: garstka.
- <slowo_obce>mięsopust</slowo_obce> --- ostatki, trzy ostatnie dni karnawału przed Wielkim Postem.

