Lektury: Rozdziały XIII-XX

Edytuj
Komentarze              Archiwum wersji (wszystkie edycje)

Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki

<naglowek_rozdzial>Rozdział XIII</naglowek_rozdzial>


<akap>SwatyPan Zagłoba wiedział doskonale, że mały rycerz miał się więcej ku Krzysi niż ku Baśce, ale właśnie dlatego postanowił Krzysię usunąć. Znając na wskroś Wołodyjowskiego był przekonany, że ten, byle nie miał wyboru, zwróci się niechybnie ku Basi, w której sam stary szlachcic tak się zaślepił, iż w głowie nie chciało mu się pomieścić, jak ktokolwiek mógł inną nad nią przekładać. Rozumował też sobie, że nie może oddać Wołodyjowskiemu większej przysługi nad zaswatanie mu swego hajduczka, i rozpływał się na myśl o tym stadle[1]. Na Wołodyjowskiego był zły, na Krzysię także; wolałby wprawdzie, żeby pan Michał ożenił się z Krzysia niż z nikim, ale postanowił uczynić wszystko, żeby się ożenił z hajduczkiem.</akap>


<akap>I właśnie dlatego, że wiadomy mu był pociąg małego rycerza do Drohojowskiej, postanowił co prędzej Ketlingową z niej uczynić.</akap>


<akap>Jednakże odpowiedź, jaką w kilkanaście dni później odebrał od Skrzetuskiego, zachwiała go nieco w postanowieniu.</akap>


<akap>Skrzetuski radził mu w nic się nie wdawać, obawiał się bowiem, że w przeciwnym razie snadnie[2] wielkie niesnaski[3] między przyjaciółmi wyniknąć mogą. Tego i pan Zagłoba sobie nie życzył, więc oto ozwały się w nim pewne wyrzuty, które uspokajał następującym rozumowaniem:</akap>


<akap_dialog>--- Gdyby to już sobie Michał z Krzysia obiecali i gdybym wówczas Ketlinga między nich jako klin wbijał, to nie mówię! Salomon powiada: ,,Nie wścibiaj nosa do cudzego trzosa[4]" --- i ma rację. Ale życzyć każdemu wolno. Zresztą właściwie biorąc, cóż to ja takiego uczyniłem? Niech mi kto powie, co?</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy pan Zagłoba wziął się w boki i wysunąwszy wargę począł spoglądać wyzywająco na ściany swojej izby, jakby od nich spodziewał się zarzutów, ale że ściany nie odrzekły nic, więc sam mówił dalej:</akap>


<akap_dialog>--- Powiedziałem Ketlingowi, że hajduczka przeznaczam dla Michała. Albo to mi nie wolno? Może nie prawda? Jeśli Michałowi kogo innego życzę, to niech mnie pedogra[5] ukąsi!...</akap_dialog>


<akap>Ściany przyznały zupełnym milczeniem słuszność panu Zagłobie.</akap>


<akap>On zaś ciągnął:</akap>


<akap_dialog>--- Powiedziałem hajduczkowi, że Ketling przez Drohojowską ustrzelon, może nieprawda? Zali sam się nie przyznał, zali nie wzdychał siedząc przy piecu, aż popiół wylatywał na izbę? A com widział, tom i innym powiedział. Skrzetuski jest realista, ale też i moim dowcipem za psami nikt nie ciskał. Sam wiem, co można powiedzieć, a o czym lepiej zamilczeć... Hm! Pisze, żeby się w nic nie wdawać! Może i to być. Tak dalece nie będę się w nic wdawał, że jak kiedy zostaniem samotrzeć[6] z Krzysia i Ketlingiem w izbie, to sobie pójdę, a ich samych ostawię. Niech sobie radzą beze mnie. Ba, myślę, że i poradzą. Nie trzeba im żadnej pomocy, bo już i tak prze ich jedno ku drugiemu, że im oczy bieleją. A w dodatku idzie wiosna, w której to porze nie tylko słońce, ale i żądze zaczynają mocniej przypiekać... Dobrze! Zaniecham, jeno obaczym, co z tego wyniknie...</akap_dialog>


<akap>ObyczajeJakoż wynik miał wkrótce nastąpić. Na czas Wielkiego Tygodnia całe towarzystwo z Ketlingowego dworu przeniosło się do Warszawy i stanęło w gospodzie przy ulicy Długiej, aby być w pobliżu kościołów i nabożeństwa zażyć do woli, a zarazem nasycić oczy świątecznym gwarem miejskim.</akap>


<akap>Ketling i tu czynił honory gospodarskie, bo choć cudzoziemiec z pochodzenia, najlepiej znał stolicę i wszędy miał pełno znajomych, przez których wszystko mógł ułatwić. Przesadzał się w uprzejmościach i prawie myśli towarzyszek zgadywał, a zwłaszcza Krzysine. Wszystkie też pokochały go szczerze; pani Makowiecka zaś, uprzedzona już poprzednio przez pana Zagłobę, spoglądała na niego i na Krzysię coraz przychylniejszym okiem i jeśli nic dotąd nie mówiła z dziewczyną, to tylko dlatego, że i on dotąd milczał. Ale zdawało się zacnej ,,ciotuli" rzeczą i naturalną, i przystojną, że kawaler wysługuje się panience, zwłaszcza że to był kawaler prawdziwie świetny, którego na każdym kroku spotykały oznaki szacunku i przyjaźni nie tylko od niższych, ale od wyższych, tak wszystkich umiał sobie zjednać swoją istotnie cudną urodą, obyczajami, powagą, hojnością, słodyczą w czasie pokoju, męstwem w czasie wojny.</akap>


<akap>,,Będzie, co Bóg da i mój mąż postanowi --- myślała sobie pani stolnikowa --- ale nie będę im przeszkadzała".</akap>


<akap>MiłośćDzięki temu postanowieniu Ketling częściej teraz przestawał z Krzysią i dłużej z nią przebywał niż we własnym domu. Zresztą całe towarzystwo chodziło ciągle razem. Zagłoba podawał zwykle ramię samej stolnikowej, Ketling Krzysi, a Basia, jako najmłodsza, biegła luzem, to zapędzając się nadto naprzód, to zatrzymując się przed bazarami dla pogapienia się na towary i różne zamorskie dziwa, których nigdy dotąd nie widziała. Krzysia oswoiła się z wolna z Ketlingiem i gdy teraz wspierała się na jego ramieniu, gdy słuchała jego rozmowy lub patrzyła w jego szlachetną twarz, serce nie tłukło się już z dawnym niepokojem w jej piersi, nie odchodziła od niej przytomność, nie ogarniała jej konfuzja, ale niezmierna i upajająca słodycz. Byli ciągle ze sobą: klękali obok siebie w kościołach, głosy ich mieszały się w modlitwie i śpiewach pobożnych.</akap>


<akap>Ketling znał dobrze stan swego serca; Krzysia bądź z braku odwagi, bądź dlatego, że sama siebie chciała oszukać, nie powiedziała sobie: ,,kocham go" --- ale pokochali się bardzo mocno. Że zaś obok tego zawiązała się między nimi wielka przyjaźń, że poza miłością jeszcze się lubili niezmiernie, a o samej miłości nic dotąd sobie nie rzekli, przeto czas im schodził jak sen i pogoda była nad nimi.</akap>


<akap>Wkrótce miały ją dla Krzysi przesłonić chmury wyrzutów, ale obecnie była pora spoczynku. Właśnie przez zbliżenie się do Ketlinga, przez oswojenie się z nim, przez ową przyjaźń, jaka razem z miłością między nimi zakwitła, skończyły się Krzysine niepokoje, wrażenia nie były tak gwałtowne, uciszyły się rozterki krwi i wyobraźni. Oto byli siebie blisko, było im przy sobie dobrze i Krzysia, oddawszy się całą duszą tej wdzięcznej obecności, nie chciała myśleć o tym, że ona skończy się kiedykolwiek i że do rozproszenia ułudy potrzeba tylko jednego słowa Ketlinga: ,,Kocham!"</akap>


<akap>Słowo to zostało wkrótce wymówione. Raz, gdy stolnikowa z Basią były u chorej krewnej, namówił Ketling Krzysię i pana Zagłobę do zwiedzenia zamku królewskiego, którego Krzysia nie znała dotąd, a o którego osobliwościach dziwy opowiadano w całym kraju. Udali się więc we troje. Hojność Ketlingowa otworzyła im wszystkie wejścia i Krzysię witały tak uniżone ukłony odźwiernych, jak gdyby była królową i do własnej wstępowała rezydencji. Ketling, znający doskonale zamek, oprowadzał ją po wspaniałych salach i komnatach. Oglądali teatrum[7], łaźnie królewskie; zatrzymywali się przed obrazami przedstawiającymi bitwy i zwycięstwa Zygmunta i Władysława, odniesione nad wschodnią dziczą; przeszli na tarasy, z których wzrok ogarniał niezmierną przestrzeń kraju. Oko, WzrokKrzysia nie mogła wyjść z podziwu, on zaś tłumaczył jej każdą rzecz i przedstawiał, a od czasu do czasu milknął i spoglądając w jej ciemnoniebieskie oczy zdawał się mówić wzrokiem:</akap>


<akap>,,Co znaczą te wszystkie cuda wobec ciebie, cudzie! Co znaczą te skarby wobec ciebie, skarbie!"</akap>


<akap>Panna zaś rozumiała tę cichą mowę. Za czym wwiódł ją do jednej z komnat królewskich i stanąwszy przed ukrytymi drzwiami w ścianie, rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Tędy aż do katedry dojść można. Jest tu długi korytarz, który się kończy ganeczkiem niedaleko wielkiego ołtarza. Z onego ganeczku królestwo[8] mszy zwykle słuchają.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Znam dobrze tę drogę --- odpowiedział Zagłoba --- bo żem to był z Janem Kazimierzem konfident[9] i Maria Ludowika pasjami mnie kochała, więc często mnie oboje na mszę ze sobą zapraszali, a to żeby się moją kompanią[10] cieszyć i pobożnością budować.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chcesz waćpanna wstąpić? --- pytał Ketling dając znak odźwiernemu, by drzwi otworzył.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wejdźmy --- rzekła Krzysia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Idźcie sami --- ozwał się pan Zagłoba --- młodziście i macie dobre nogi, a jam się już dosyć nadreptał. Idźcie, idźcie, ja tu z odźwiernym zostanę. Choćbyście też i po parę pacierzy zmówili, nie będę gniewny na mitręgę, bo sobie przez ten czas wypocznę.</akap_dialog>


<akap>Więc weszli.</akap>


<akap>On wziął jej rękę i prowadził długim korytarzem. Ręki tej nie przyciskał do serca; szedł spokojny i skupiony. Boczne okienka rozświecały raz w raz ich postaci, po czym znowu pogrążali się w mroku. Jej nieco serce biło, bo oto pozostali pierwszy raz sam na sam, ale jego spokój i słodycz uspokajały i ją także. Weszli na koniec na ganeczek, umieszczony w prawej ścianie kościelnej, już za stallami[11], nieopodal wielkiego ołtarza.</akap>


<akap>Więc naprzód klękli i poczęli się modlić. Kościół był cichy i pusty. Dwie świece paliły się przed wielkim ołtarzem, jednak cała ta głębsza część nawy pogrążona była w uroczystym półcieniu. Tylko od szyb tęczowych wchodziły blaski rozmaite i padały na te dwie przecudne twarze pogrążone w modlitwie, spokojne, podobne do twarzy cherubinów.</akap>


<akap>Ketling podniósł się pierwszy i począł szeptać, bo w kościele nie śmiał podnosić głosu:</akap>


<akap_dialog>Miłość, Miłość niespełniona--- Patrz pani na one aksamitne oparcia: są na nich ślady, gdzie wspierały się głowy obojga królestwa. Królowa siadała z tej strony, bliżej ołtarza. Odpocznij pani na jej miejscu...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zali prawda, że ona całe życie była nieszczęśliwa? --- szepnęła siadając Krzysia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Historię jej słyszałem jeszcze dzieckiem, bo opowiadano ją po wszystkich rycerskich zamkach. Być może, że była nieszczęśliwa, gdyż nie mogła zaślubić tego, którego pokochało jej serce.</akap_dialog>


<akap>CiszaKrzysia oparła głowę o to samo miejsce, na którym było wgłębienie wytłoczone przez głowę Marii Ludwiki, i przymknęła oczy; jakieś bolesne uczucie ścisnęło jej pierś; jakiś chłód wionął nagle z pustej nawy i zmroził ten spokój, który przed chwilą jeszcze przepełniał całą jej istotę. Ketling patrzył na nią w milczeniu; zrobiła się cisza prawdziwie kościelna.</akap>


<akap>Po czym obsunął się z wolna do nóg Krzysinych i tak mówić począł głosem wzruszonym, lecz spokojnym:</akap>

<akap_dialog>--- Nie grzech to, że w świętym miejscu przed tobą klękam, bo gdzież, jeśli nie do kościoła, czysta miłość po błogosławieństwo przychodzi. Miłuję cię więcej niż zdrowie, miłuję cię nad wszelkie dobro ziemskie, miłuję cię duszą, miłuję cię sercem i tu, wobec tego ołtarza, miłość ci moją wyznawam!...</akap_dialog>


<akap>Twarz Krzysi pobielała jak płótno. Wsparta głową na aksamicie poręczy nie uczyniła nieszczęsna panna żadnego ruchu, on zaś mówił dalej:</akap>


<akap_dialog>--- Więc nogi twoje obejmuję i o wyrok cię błagam: mamli[12] odejść z radością niebiańską czy też z żalem nieznośnym, którego zgoła przeżyć nie zdołam?...</akap_dialog>


<akap>Tu chwilę czekał odpowiedzi, lecz gdy jej nie było, skłonił głowę tak, że prawie dotykała stóp Krzysinych, i wzruszenie widocznie opanowywało go coraz większe, bo głos mu drgał, jak gdyby piersiom jego brakło oddechu.</akap>


<akap_dialog>--- W ręce twoje oddaję szczęście i życie moje. Zmiłowania wyglądam, bo mi ciężko okrutnie...</akap_dialog>


<akap_dialog>Modlitwa--- Módlmy się o boskie miłosierdzie! --- zawołała nagle Krzysia obsuwając się na kolana.</akap_dialog>


<akap>Ketling nie zrozumiał, ale nie śmiał się tej intencji sprzeciwić, więc pełen oczekiwania, niepokoju, klęknął przy niej i znów się poczęli modlić.</akap>


<akap>W pustym kościele słychać było chwilami podnoszące się głosy, którym echo nadawało dźwięki dziwne i żałobne.</akap>


<akap_dialog>--- Boże, bądź miłościw! --- ozwała się Krzysia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Boże, bądź miłościw! --- powtórzył Ketling.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zmiłuj się nad nami!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zmiłuj się nad nami!</akap_dialog>


<akap>Dalej modliła się już cicho, ale widział Ketling, że płacz wstrząsa całą jej postacią. Długo nie mogła się uspokoić, potem uspokoiwszy się, długo jeszcze klęczała bez ruchu, wreszcie podniosła się i rzekła:</akap>


<akap_dialog>--- Pójdźmy...</akap_dialog>


<akap>Wyszli znów na ów długi korytarzyk. Ketling spodziewał się, że w drodze otrzyma od niej jakowąś odpowiedź, i patrzył w jej oczy, ale na próżno.</akap>


<akap>Szła spiesznie, jakby pragnąc co prędzej znaleźć się w komnacie, w której czekał na nich pan Zagłoba.</akap>


<akap>Więc gdy już drzwi były o kilkanaście kroków, rycerz uchwycił za kraj jej sukni.</akap>


<akap_dialog>--- Panno Krystyno! --- rzekł --- na wszystko, coć święte...</akap_dialog>


<akap>Wówczas Krzysia odwróciła się i chwyciwszy tak szybko jego dłoń, że nie miał czasu postawić najmniejszego oporu, przycisnęła ją w mgnieniu oka do ust.</akap>


<akap_dialog>--- Miłuję cię z całej duszy, ale nigdy nie będę twoją! --- rzekła.</akap_dialog>


<akap>I nim zdumiony Ketling zdołał wymówić słowo, dodała jeszcze:</akap>


<akap_dialog>--- Zapomnij o wszystkim, co było!...</akap_dialog>


<akap>Po chwili znaleźli się oboje w komnacie.</akap>


<akap>Odźwierny spał w jednym krześle, a pan Zagłoba w drugim. Jednak wejście młodych zbudziło ich. Zagłoba otworzył oko i począł nim mrugać na wpół przytomnie.</akap>


<akap>Z wolna jednak wróciła mu pamięć czasu i osób.</akap>


<akap_dialog>--- Ha! To wy! --- rzekł obciągając pas ku dołowi. --- Śniło mi się, że nowy elekt stanął, ale to był Piast. Byliście na ganeczku?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak jest.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A dusza Marii Ludowiki nie ukazała się wam przypadkiem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem! --- odrzekła głucho Krzysia.</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial>Rozdział XIV</naglowek_rozdzial>



<akap>Po wyjściu z zamku Ketling potrzebując zebrać myśli i otrząsnąć się ze zdumienia, w które wprawiło go postępowanie Krzysi, pożegnał ją i Zagłobę zaraz przed bramą, oni zaś oboje udali się z powrotem do gospody. Basia z panią stolnikową już były od chorej wróciły także i pani stolnikową przywitała pana Zagłobę następującymi słowy:</akap>


<akap_dialog>--- Miałam pismo od męża, któren przy Michale w stanicy dotąd bawi. Zdrowi są obaj i niedługo się tu obiecują. Jest list od Michała do waćpana, a do mnie tylko podskryptum[13] w mężowskim. Pisze też mąż, że dyferencję[14], która była z Żubrami o jedną Basiną majętność, szczęśliwie ukończył. Teraz już tam sejmiki z bliska... Powiada, że tam imię pana Sobieskiego okrutnie znaczy, więc i sejmik po jego myśli wypadnie. Kto żyw, na elekcję się wybiera, ale nasze strony będą z panem marszałkiem koronnym. Ciepło już tam i dżdże chodzą... W Werchutce u nas spaliły się zabudowania... Czeladnik ogień zapuścił, a że wiatr był...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Gdzie list Michałowy do mnie? --- spytał pan Zagłoba przerywając potok nowin wypowiadanych jednym tchem przez zacną panią stolnikową.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ot, jest! --- odrzekła podając mu pismo pani stolnikowa. --- Że wiatr był, a ludzie na jarmarku...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jakże się te listy tu dostały? --- spytał znów Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przyszły do pana Ketlingowego dworca[15], a stamtąd czeladnik odniósł... Że zaś, powiadam, wiatr był...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chcesz waćpani dobrodziejka posłuchać?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Owszem, bardzo proszę.</akap_dialog>


<akap>Pan Zagłoba złamał pieczęcie i począł czytać, naprzód półgłosem dla samego siebie, potem głośno dla wszystkich:</akap>


<akap>,,Pierwsze to pismo do was posyłam, ale bogdaj drugiego nie będzie, bo tu i poczty niepewne, i sam <slowo_obce>personaliter</slowo_obce>[16] niedługo się między wami stawię. Dobrze tu w polu, ale przecie do was serce okrutnie mnie ciągnie i rozmyślaniom a wspominkom końca nie masz, kwoli którym <slowo_obce>solitudo</slowo_obce>[17] milsza mi od kompanii. Robota obiecana minęła, bo ordy[18] cicho siedzą, jeno mniejsze kupy w łąkach buszują, które też dwukrotnie podeszliśmy tak fortunnie[19], że ni świadek klęski nie ostał".</akap>

<akap_dialog>--- O, to ich przygrzali! --- zawołała z radością Basia. --- Nie masz nad stan żołnierski!</akap_dialog>


<akap>,,Ci z Doroszeńkowej hassy (czytał dalej Zagłoba) radzi by z nami pohałasować, ale im bez ordy nijak. Jeńcy zeznają, że znikąd się żaden większy czambuł[20] nie ruszy, zaś i ja tak myślę, bo miałobyli co z tego być, to by już było, gdyż trawy od tygodnia zielenieją i jest czym konie popaść.Koń, Wiosna W jarach tu i owdzie jeszcze się coś śniegu przytaiło, ale wysoki step zielony i wiatr ciepły wieje, od którego konie poczynają lenieć, a to najpewniejsze wiosny <slowo_obce>signum</slowo_obce>[21]. Po permisję[22] już posłałem, która lada dzień nadejdzie, i zaraz ruszę... Pan Nowowiejski zastąpi mnie w stróżowaniu, przy którym tak mało roboty, żeśmy z Makowieckim liszki po całych dniach szczwali[23] dla samej uciechy, boć futro ku wiośnie nicpotem[24]. Jest też siła dropiów[25], a czeladnik mój ustrzelił pelikana z guldynki. Ściskam waćpana z całego serca, pani siostrze ręce całuję, a także pannie Krzysi, której przychylności <slowo_obce>fortissime</slowo_obce>[26] się polecam, o to głównie Boga prosząc, abym ją niezmienioną zastał i tej samej pociechy mógł zażywać. Pokłoń się waćpan ode mnie pannie Basi. Nowowiejski złość za mokotowską rekuzę[27] kilkakrotnie na karkach hultajskich wywierał, ale jeszcze się zapamiętywa[28]; znać nie ze wszystkim mu ulżyło. Bogu i Jego przenajświętszej łasce was polecam.</akap>


<akap><slowo_obce>P. scriptum</slowo_obce>: Kupiłem od przejezdnych Ormianów błam[29] gronostajów bardzo zacny; ten gościńcem pannie Krzysi przywiozę, a i dla naszego hajduczka znajdą się bakalijki tureckie".</akap>

<akap_dialog>--- Niech sobie je pan Michał sam zje, bom ja nie dziecko! --- ozwała się Basia, której policzki zapłonęły jakoby od nagłej przykrości.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To nierada go zobaczysz? Gniewasz się na niego? --- spytał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap>Lecz ona mruknęła coś tylko z cicha i naprawdę pogrążyła się w gniewie, rozmyślając trochę o tym, jak pan Michał lekko ją traktuje, a trochę o dropiach i o owym pelikanie, który szczególnie podniecił jej ciekawość.</akap>


<akap>Cierpienie, Miłość niespełniona, NiewolaKrzysia podczas czytania siedziała z zamkniętymi oczyma, odwrócona od światła, było zaś to prawdziwe szczęście, że obecni nie mogli widzieć jej twarzy, gdyż zaraz poznaliby, że się dzieje z nią coś nadzwyczajnego. To, co zaszło w kościele, a następnie list pana Wołodyjowskiego to były dla niej jakoby dwa uderzenia obucha. Sen cudny pierzchnął i od tej chwili stanęła dziewczyna twarzą w twarz rzeczywistości ciężkiej jak nieszczęście. Na poczekaniu nie mogła zebrać myśli i tylko niewyraźne, mgliste uczucia wichrzyły w jej sercu. Wołodyjowski razem ze swoim listem, razem z zapowiedzią przyjazdu i z błamem gronostajów wydał jej się tak płaskim, że prawie wstrętnym. Natomiast nigdy Ketling nie był jej droższym. Drogą jej była sama myśl o nim, drogie jego słowa, kochana jego twarz, drogim jego smutek. I oto trzeba będzie odejść od kochania, od uwielbienia, od tego, do którego rwie się serce, wyciągają ramiona; zostawić umiłowanego człowieka w desperacji, w wiecznym smutku, w zmartwieniu, a oddać duszę i ciało innemu, któren[30] dla tego samego, że jest innym, staje się niemal nienawistnym.</akap>


<akap>,,Nie zmogę się, nie zmogę się!" --- wołała w duszy Krzysia.</akap>


<akap>I czuła to, co czuje branka, której wiążą ręce, a jednak sama się ona związała, bo przecie mogła powiedzieć swego czasu Wołodyjowskiemu, że mu będzie siostrą, niczym więcej.</akap>


<akap>Anioł, Diabeł, Miłość, PożądanieTu przyszedł jej na pamięć ów pocałunek przyjęty i oddany, więc ogarnął ją wstyd i pogarda dla samej siebie. Zali kochała już wówczas Wołodyjowskiego?</akap>

<akap>Nie! W sercu jej nie było miłości, tylko prócz współczucia ciekawość i bałamuctwo, pozorami siostrzeńskiego[31] afektu pokryte. Teraz dopiero poznała, że między pocałowaniem z wielkiej miłości a pocałowaniem z popędu krwi jest taka różnica, jak między aniołem i diabłem. Obok pogardy wezbrał gniew w Krzysi, atoli poczęła się w niej dusza burzyć i przeciw Wołodyjowskiemu. On także był winien, czemuż cała pokuta i zgryzota, i zawód ma spadać na nią? Czemu by i on nie miał zakosztować tego gorzkiego chleba? Zali ona nie ma prawa powiedzieć mu, gdy powróci:</akap>

<akap_dialog>--- Zmyliłam się... litość nad waćpanem wzięłam za afekt[32]; zmyliłeś się i ty; teraz poniechaj mnie, jako ja ciebie poniechałam!...</akap_dialog>


<akap>Cierpienie, Strach, WizjaNagle strach ją porwał za włosy przed zemstą groźnego męża, strach nie o siebie, ale o głowę ukochaną, na którą ta zemsta spadłaby niechybnie. W wyobraźni ujrzała Ketlinga stawającego do walki z tym złowrogim szermierzem nad szermierze i następnie padającego, jak pada kwiat podcięty kosą; ujrzała jego krew, jego wybladłą twarz, jego zamknięte na wieki oczy i cierpienia jej przeszły miarę wszelką.</akap>


<akap>Wstała czym prędzej i wyszła do swojej izby, by zejść ludziom z oczu, by nie słuchać rozmowy o Wołodyjowskim i o jego bliskim powrocie. W sercu jej wzbierała coraz większa przeciw małemu rycerzowi zawziętość.</akap>


<akap>Kobieta, Mężczyzna, Miłość, Cierpienie, Wizja, Wyrzuty sumieniaAle zgryzota i żal poszły w trop za nią; nie opuściły ją w czasie pacierzy; siadły na jej łóżku, gdy położyła się w nie zmożona słabością, i poczęły przemawiać do niej:</akap>

<akap_dialog>--- Gdzie on? --- pytał żal. --- Patrz, nie wrócił dotąd do gospody; chodzi po nocy i ręce łamie. Chciałabyś mu nieba przychylić, oddałabyś za niego krew serdeczną, a napoiłaś go trucizną, nóż wepchnęłaś mu w serce.</akap_dialog>.

<akap_dialog>--- Gdyby nie twoja płochość, gdyby nie chęć wabienia każdego, którego spotkasz! --- mówiła zgryzota --- inaczej by wszystko być mogło, a teraz jeno desperacja ci zostaje. Twoja wina! Twoja wielka wina! Nie ma już rady, nie ma już dla cię ratunku, jeno wstyd a ból, a płakanie...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jak to on w kościele klęczał przed tobą --- mówił znów żal. --- Dziw, że ci serce nie pękło, kiedy ci w oczy patrzył i zmiłowania prosił. Słuszna było nad obcym się zlitować, a cóż dopiero nad nim, nad kochanym, nad najmilszym! Boże mu błogosław, Boże go pociesz!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Gdyby nie twoja płochość, mógł w radości odejść ten najmilszy --- powtarzała zgryzota --- i tyś mu mogła w ramiona pójść jako wybrana, jako żona...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- I wiecznie z nim być! --- dodawał żal.</akap_dialog>


<akap>A zgryzota:</akap>

<akap_dialog>--- Twoja wina!</akap_dialog>


<akap>A żal:</akap>

<akap_dialog>--- Krzysiu, płacz!</akap_dialog>


<akap>Więc znów zgryzota:<akap_dialog></akap_dialog></akap>

<akap_dialog>--- Tym winy nie zmażesz!</akap_dialog>


<akap>Więc znów żal:</akap>

<akap_dialog>--- Uczyń, co chcesz, a pociesz go.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wołodyjowski go zabije! --- odpowiedziała natychmiast zgryzota.</akap_dialog>


<akap>Zimny pot oblał Krzysię i siadła na łóżku. Mocne światło księżyca wpadało do izby, która w tych białych blaskach wydawała się jakoś dziwnie i straszno.</akap>


<akap>,,Co to jest? --- myślała Krzysia --- oto tam Basia śpi, widzę ją, bo miesiąc jej w twarz świeci, a ani wiem, kiedy przyszła, kiedy się rozebrała i położyła. Nie spałam przecież ani chwili, ale widać, że moja biedna głowa już na nic..."</akap>


<akap>Tak rozmyślając położyła się znowu, lecz wnet żal i zgryzota zasiadły także na krawędzi jej łóżka, zupełnie jakby jakieś dwie boginki, które wedle woli zanurzały się w blasku księżycowym lub też wypływały z tej srebrnej topieli na powrót.</akap>

<akap_dialog>--- Nie będę dziś wcale spała! --- rzekła sobie Krzysia.</akap_dialog>


<akap>I poczęła rozmyślać o Ketlingu, a przy tym cierpieć coraz bardziej.</akap>

<akap>ModlitwaNagle, wśród ciszy nocnej, ozwał się żałosny głos Basi:</akap>

<akap_dialog>--- Krzysiu!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie śpisz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bo mi się przyśniło, że jakowyś Turczyn pana Michała strzałą przeszył. Jezu Chryste! Sen mara! Ale aż mnie febra trzęsie. Zmówmy litanię, by Bóg nieszczęście odwrócił!</akap_dialog>


<akap>Krzysi przeleciała przez głowę błyskawicą myśl: ,,Bogdaj go kto ustrzelił!" Ale natychmiast przeraziła się własną złością, więc choć trzeba się jej było zdobyć na nadludzką siłę, aby w tej właśnie chwili modlić się o szczęśliwy powrót Wołodyjowskiego, jednak odrzekła:</akap>

<akap_dialog>--- Dobrze, Basiu!</akap_dialog>


<akap>Za czym podniosły się obie z łóżek i klęknąwszy nagimi kolankami na zalanej księżycowym światłem podłodze, poczęły odmawiać litanię. Głosy ich odpowiadały sobie wzajemnie, to podnosząc się, to zniżając; rzekłbyś: izba zmieniła się w celę klasztorną, w której dwie białe mniszeczki odprawiają nocne modlitwy.</akap>



<naglowek_rozdzial>Rozdział XV</naglowek_rozdzial>



<akap>Cierpienie, Miłość niespełnionaNazajutrz dzień była już Krzysia spokojniejsza, albowiem wśród poplątanych ścieżek i manowców wybrała sobie drogę ciężką niezmiernie, ale nie błędną. Wstępując na nią wiedziała przynajmniej, dokąd dojdzie. Przede wszystkim jednak postanowiła widzieć się z Ketlingiem i rozmówić się z nim po raz ostatni, aby go od wszelakiej przygody zasłonić. Przyszło jej to niełatwo, bo Ketling nie pokazał się przez kilka następnych dni i na noc nie wracał.</akap>


<akap>Krzysia poczęła wstawać do dnia[33] i chodzić do pobliskiego kościoła dominikanów w tej nadziei, że któregokolwiek ranka spotka go i rozmówi się z nim bez świadków.</akap>


<akap>Jakoż w kilka dni później spotkała go w samej bramie. On spostrzegłszy ją zdjął kapelusz i schyliwszy w milczeniu głowę stał bez ruchu; twarz miał zmęczoną bezsennością i cierpieniem, oczy zapadłe, na skroniach złotawe piętna; delikatna cera jego stała się woskową i wyglądał po prostu jak cudny kwiat, który więdnie. Krzysi na jego widok rozdarło się na dwoje serce, więc choć każdy krok stanowczy kosztował ją bardzo wiele, bo z natury była nieśmiałą, jednak pierwsza wyciągnęła doń rękę i rzekła:</akap>

<akap_dialog>--- Niech waćpana Bóg pocieszy i ześle mu zapomnienie.</akap_dialog>


<akap>Ketling wziął jej rękę, przyłożył ją sobie do rozpalonego czoła, potem do ust, do których przyciskał ją długo i z całej mocy, wreszcie ozwał się głosem pełnym śmiertelnego smutku i rezygnacji:</akap>

<akap_dialog>--- Nie masz dla mnie pociechy ni zapomnienia!...</akap_dialog>


<akap>Była chwila, że Krzysia potrzebowała całej mocy nad sobą, by nie zarzucić mu z żalu rąk na szyję i nie zakrzyknąć: ,,Kocham cię nad wszystko! Bierz mnie!" Czuła, że jeśli porwie ją płacz, to ona tak uczyni; więc długi czas stała przed nim w milczeniu, pasując się[34] ze łzami. Jednak się wreszcie zmogła i poczęła mówić spokojnie, chociaż bardzo prędko, bo tchu jej brakło:</akap>

<akap_dialog>--- Możeć to przyniesie jakowąś ulgę, gdy powiem, że nie będę niczyją... Idę za kratę... Waćpan mnie nigdy nie sądź źle, bom i tak już nieszczęśliwa! Waćpan mi przyrzeknij, daj mi parol, że się z afektu dla mnie nie spuścisz[35] nikomu... że się nie przyznasz... że tego, co było, nie odkryjesz ni przyjacielowi, ni krewnemu. To moja ostatnia prośba. Przyjdzie ten czas, że waćpan będziesz wiedział, dlaczego to czynię... Ale i wtedy miej wyrozumienie. Dziś nie powiem więcej, bo od żalu zgoła nie mogę. Waćpan mi to przyrzeknij, to mnie pocieszysz, a inaczej chyba zamrę!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Przyrzekam i parol daję! --- odpowiedział Ketling.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bóg waćpanu zapłać, a ja z całego serca dziękuję! Ale i przy ludziach spokojną twarz pokazuj, by się zaś kto czego nie domyślił. Czas mi odejść. Waćpan jesteś taki dobry, że słów brak. Odtąd się już osobno nie będziem widzieli, jeno przy ludziach. Powiedzże mi jeszcze, że do mnie urazy nie chowasz... Bo męka co innego, a uraza co innego... Bogu mię ustępujesz, nie komu innemu... pamiętaj!</akap_dialog>


<akap>Ketling chciał coś przemówić, ale że cierpiał nad miarę, więc tylko jakieś niewyraźne dźwięki podobne do jęczenia wyszły z jego ust; następnie dotknął palcami Krzysinych skroni i trzymał je tak czas jakiś na znak, że jej przebacza i że ją błogosławi.</akap>

<akap>Po czym się rozstali; ona poszła do kościoła, a on znów w ulicę, by nie spotkać się z kim ze znajomych w gospodzie.</akap>


<akap>Kobieta, Mężczyzna, PróżnośćKrzysia wróciła dopiero w południe, a wróciwszy znalazła znamienitego gościa: był to ksiądz podkanclerzy Olszowski. Przyjechał on niespodzianie w odwiedziny do pana Zagłoby pragnąc, jak sam powiadał, poznać tak wielkiego kawalera, ,,którego przewagi wojenne są wzorem, a rozum przewodnikiem dla całego rycerstwa w tej wspaniałej Rzeczypospolitej".</akap>


<akap>Pan Zagłoba był po prawdzie wielce zdumiony, lecz nie mniej kontent[36], iż go tak wielki honor wobec niewiast spotyka; puszył się więc niezmiernie, czerwienił, pocił, a jednocześnie starał się okazać pani stolnikowej, iż przywykł do podobnych odwiedzin ze strony największych dostojników w kraju i że nic sobie z nich nie robi.</akap>


<akap>Krzysia, przedstawiona prałatowi i ucałowawszy pobożnie jego ręce, usiadła przy Basi, rada, iż nikt na jej twarzy śladu niedawnych wzruszeń nie wyczyta.</akap>


<akap>PochlebstwoTymczasem ksiądz podkanclerzy obsypywał pochwałami pana Zagłobę tak obficie i tak łatwo, iż zdawało się, że coraz nowe ich zapasy wydobywał ze swych fioletowych, poobszywanych koronkami rękawów.</akap>

<akap_dialog>--- Waszmość nie myśl --- mówił --- iż mnie tu sama ciekawość poznania pierwszego między rycerstwem męża przygnała, bo jakkolwiek podziw słusznym jest dla bohaterów hołdem, jednakże gdzie obok męstwa eksperiencja[37] i bystry rozum <slowo_obce>sedes</slowo_obce>[38] sobie obrały[39], tam ludzie i dla własnej korzyści odprawować zwykli pielgrzymki.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Eksperiencja --- rzekł skromnie pan Zagłoba --- szczególniej w wojennym rzemiośle, z samym wiekiem przyjść musiała i może dlatego jeszcze nieboszczyk pan Koniecpolski, ojciec chorążego, czasem o radę mnie pytał, potem zaś: i pan Mikołaj Potocki, i książę Jeremi Wiśniowiecki, i pan Sapieha, i pan Czarniecki, ale co do przezwiska Ulisses, temu się zawsze przez modestię[40] oponowałem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A jednak tak ono z waścią związane, że czasem i prawdziwego nazwiska ktoś nie powie, jeno rzeknie: ,,nasz Ulisses", i wszyscy wraz odgadną, kogo orator chciał wyrazić. Więc też w dzisiejszych trudnych a przewrotnych czasach, gdy niejeden waha się w umyśle i nie wie, gdzie ma się obrócić, przy kim stanąć, rzekłem sobie: ,,Pójdę! zdania wysłucham, wątpliwości się pozbędę, światłą radą się oświecę". Król, Polak, WładzaZgadujesz waszmość, iż o bliskiej elekcji chcę mówić, wobec której każda <slowo_obce>censura candidatorum</slowo_obce>[41] ku czemuś dobremu przywieść może, a cóż dopiero taka, która z ust waszmościowych wypłynie. Słyszałem już między rycerstwem z największym aplauzem powtarzane, że waść nierad owych cudzoziemców widzisz, którzy się na nasz tron wspaniały cisną. W żyłach Wazów (miałeś waszmość powiedzieć) płynęła krew Jagiellońska, przeto za obcych nie mogli być uważani, ale ci cudzoziemcy (miałeś waszmość powiedzieć) ani naszych staropolskich obyczajów nie znają, ani naszych wolności uszanować nie potrafią i łatwo <slowo_obce>absolutum dominium</slowo_obce>[42] wyniknąć stąd może. Przyznaję waszmości, iż głębokie to słowa, ale wybacz, jeżeli spytam: zali istotnie je wypowiedziałeś, czyli też <slowo_obce>opinio publica</slowo_obce>[43] wszystkie głębsze sentencje[44] tobie w pierwszym rzędzie ze zwyczaju już przypisuje?</akap_dialog>

<akap_dialog>Kobieta, Słowo--- Świadkiem te białogłowy --- odpowiedział Zagłoba --- a choć niestosowna to dla nich materia, niechaj mówią, skoro Opatrzność w niezbadanych swych wyrokach dar mowy na równi z nami im przyznała!</akap_dialog>


<akap>Ksiądz podkanclerzy mimo woli spojrzał na panią Makowiecką, a następnie na dwie przytulone do siebie panienki.</akap>


<akap>Nastała chwila ciszy.</akap>


<akap>Nagle rozległ się srebrzysty głos Basi:</akap>

<akap_dialog>--- Ja nie słyszałam!</akap_dialog>


<akap>Za czym Basia zmieszała się okrutnie i zaczerwieniła się po same uszy, zwłaszcza że pan Zagłoba zaraz rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Wybacz wasza dostojność! Młode to, więc płoche! Ale <slowo_obce>quod attinet</slowo_obce>[45] kandydatów, nieraz mówiłem, że na tych cudzoziemców będzie płakała wolność polska.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Boję się i ja tego --- odparł ksiądz Olszowski --- lecz choćbyśmy chcieli jakowegoś Piasta, krew z krwi, kość z kości naszych, obrać, powiedz waszmość, w którą stronę serca nasze zwrócić się mają? Sama waszmościna myśl o Piaście jest wielka i jako płomień szerzy się po kraju, bo słyszę, że wszędy na sejmikach, gdzie jeno korupcji nie pobrano, jeden głos słychać: Piast! Piast!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Słusznie! Słusznie! --- przerwał Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wszelako --- ciągnął dalej podkanclerzy --- łatwiej jest obwoływać Piasta niż tak pożądanego znaleźć, więc nie dziwuj się waszmość, że cię spytam: kogo miałeś na myśli?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kogo miałem na myśli? --- powtórzył nieco zakłopotany Zagłoba.</akap_dialog>


<akap>I wysunąwszy wargę zmarszczył brwi. Ciężko mu było zdobyć się na prędką odpowiedź, bo dotychczas nie tylko nikogo nie miał na myśli, ale w ogóle nie miał wcale i tych myśli, które zręczny ksiądz podkanclerzy już mu był wmówił. Zresztą sam wiedział o tym i rozumiał, że podkanclerzy ciągnie go w jakowąś stronę, ale umyślnie ciągnąć się pozwolił, bo mu to pochlebiało wielce.</akap>

<akap_dialog>--- Twierdziłem tylko <slowo_obce>in principio</slowo_obce>[46], że nam potrzeba Piasta --- odrzekł wreszcie --- ale co prawda, tom nikogo dotąd nie wymienił.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Słyszałem o ambitnych zamiarach księcia Bogusława Radziwiłła! --- mruknął jakby sam do siebie ksiądz Olszowski.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Póki tchu w nozdrzech[47] moich, póki ostatnia kropla krwi w piersi --- zawołał z siłą głębokiego przekonania Zagłoba --- nic z tego! Żyć bym w tak pohańbionym narodzie nie chciał, który by zdrajcę i judasza swego królem w nagrodę kreował!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Głos to nie tylko rozumu, ale i obywatelskiej cnoty! --- mruknął znów podkanclerzy.</akap_dialog>


<akap>,,Ha! --- pomyślał Zagłoba --- chcesz ty mnie pociągnąć, pociągnę ja ciebie".</akap>


<akap>PolitykaNa to znów Olszowski:</akap>

<akap_dialog>--- Kędyż tedy zapłyniesz, skołatana nawo[48] ojczyzny mojej! Jakież cię burze, jakież cię skały czekają? Zaprawdę, źle będzie, gdy cudzoziemiec sternikiem twoim zostanie, ale widać tak musi być, gdy nie masz między twymi synami godniejszego!</akap_dialog>


<akap>Tu rozłożył białe ręce zdobne błyszczącymi pierścieniami i schyliwszy głowę rzekł z rezygnacją:</akap>

<akap_dialog>--- Zatem Kondeusz, Lotaryńczyk lub książę Neyburski?... Nie masz innej rady!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie może być! Piast! --- odpowiedział Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kto? --- spytał ksiądz.</akap_dialog>


<akap>I nastało milczenie.</akap>


<akap>Za czym znów zabrał głos podkanclerzy:</akap>

<akap_dialog>--- Czy jest aby jeden, na którego zgodziliby się wszyscy? Gdzie jest taki, który by od razu tak przypadł rycerstwu do serca, by nikt nie śmiał przeciw wyborowi jego szemrać?... Był jeden taki, największy, najzasłużeńszy, twój, zacny rycerzu, przyjaciel, ten, który w sławie jak w słońcu chodził... Był taki...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Książę Jeremi Wiśniowiecki! --- przerwał Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak jest! Ale on w grobie...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Żyje syn jego! --- odpowiedział Zagłoba.</akap_dialog>


<akap>Podkanclerzy zamrużył oczy i siedział czas jakiś w milczeniu; nagle podniósł głowę, spojrzał na pana Zagłobę i począł mówić z wolna:</akap>

<akap_dialog>--- Dziękuję Bogu, że mnie natchnął myślą poznania waszmości. Tak jest! Żywie[49] syn wielkiego Jeremiego, młode i pełne nadziei książę, względem którego ma Rzeczpospolita nie uiszczony dotąd dług do spłacenia. Ale z olbrzymiej fortuny nic mu nie zostało, jeno sława jako jedyna spuścizna. Więc w dzisiejszych zepsutych czasach, gdy każdy oczy tam tylko kieruje, gdzie je złoto przyciąga, kto wymówi jego imię, kto będzie miał odwagę jego kandydaturę postawić? Waćpan? --- tak! Zali jednak znajdzie się takich wielu? Nie dziwno, że ten, komu wiek życia w bohaterskich zapasach na wszystkich polach przeminął, nie ulęknie się i na elekcyjnym polu hołd głośno słuszności oddać... Ale czy inni pójdą za nim?...</akap_dialog>


<akap>Tu podkanclerzy zamyślił się, po czym wzniósł oczy i dalej mówił:</akap>

<akap_dialog>--- Bóg nad wszystkich mocniejszy. Kto wie, jakie są jego wyroki? Kto wie? Skoro pomyślę, jak całe rycerstwo wierzy i ufa waćpanu, zaprawdę spostrzegam ze zdumieniem, że jakowaś nadzieja wstępuje mi w serce. Powiedz mi waćpan szczerze, zali niepodobieństwa istniały dla cię kiedykolwiek?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nigdy! --- odrzekł z przekonaniem Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zbyt ostro jednak tej kandydatury stawiać od razu nie należy. Niech się to imię o uszy ludzkie odbija, ale niech nie wydaje się przeciwnikom zbyt groźne; niech lepiej śmieją się i szydzą, by zbyt silnych nie stawiali impedimentów[50]... Może też Bóg da, że nagle wypłynie, gdy tamte partie wzajem zniweczą swoje zabiegi... Toruj mu waszmość z wolna drogę i nie ustawaj w pracy, bo to kandydat twój, godny twego rozumu i doświadczenia... Boże cię błogosław w tych zamiarach...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mamże suponować --- spytał Zagłoba --- że wasza dostojność także o księciu Michale zamyślał?</akap_dialog>


<akap>Ksiądz podkanclerzy wydobył zza rękawa małą książeczkę, na której czerniał grubymi literami wybity tytuł <slowo_obce>Censura candidatorum</slowo_obce>, i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Czytaj waszmość, niech to pismo za mnie odpowie!</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy ksiądz podkanclerzy począł się zbierać, lecz pan Zagłoba zatrzymał go i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Pozwolisz wasza dostojność, że ja jeszcze coś odpowiem. Więc naprzód dziękuję Bogu, że mniejsza pieczęć w takich znajduje się rękach, które umieją na wosk ludzi ugniatać.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jak to? --- spytał zdziwiony podkanclerzy.</akap_dialog>

<akap_dialog>Polityka--- Po drugie, z góry powiadam waszej dostojności, że kandydatura księcia Michała bardzo do serca mi przypada, bom jego ojca znał i miłował, i biłem się pod nim wraz z mymi przyjaciółmi, którzy także dusznie się uradują na myśl, że synowi będą mogli okazać tę miłość, jaką dla wielkiego ojca mieli. Przeto chwytam się tej kandydatury oburącz i dziś jeszcze pomówię z panem podkomorzym Krzyckim, familiantem[51] wielkim i moim znajomkiem, który ma niepośledni mir[52] u szlachty, bo trudno go nie kochać. Obaj tedy będziem czynić, co w mocy naszej, i Bóg da, że coś wskóramy.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niech was aniołowie prowadzą --- odrzekł ksiądz --- jeśli tak, to o nic więcej nie chodzi.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Za pozwoleniem waszej dostojności. Mnie chodzi jeszcze o jedną rzecz: mianowicie, żeby wasza dostojność nie pomyślała sobie tak: ,,Swoje własne <slowo_obce>desiderata</slowo_obce>[53] w gębę mu włożyłem, wmówiłem w niego, że to on z własnego rozumu <slowo_obce>invenit</slowo_obce>[54] księcia Michałową kandydaturę, krótko mówiąc: ugniotłem kpa[55] w ręku, jakby był z wosku..." Wasza dostojność! Będę promował księcia Michała dlatego, że mi do serca przypadł --- ot, co!... że waszej dostojności także, jako widzę, przypada --- ot, co!... Będę promował dla księżnej wdowy, dla moich przyjaciół, dla ufności, jaką mam w rozumie (tu pan Zagłoba skłonił się), z którego ta Minerwa wyskoczyła, ale nie dlatego, żem sobie dał wmówić jako małe dziecko, że to moja inwencja; nie dlatego wreszcie, żem kiep, ale dlatego, że jak mi ktoś mądry co mądrego mówi, to stary Zagłoba powiada: Zgoda!</akap_dialog>


<akap>Tu skłonił się szlachcic raz jeszcze i umilkł. Ksiądz podkanclerzy zmieszał się, było, z początku znacznie, ale widząc i dobry humor szlachcica, i to, że sprawa tak pożądany obrót bierze, rozśmiał się z całej duszy, za czym chwyciwszy się za głowę, jął powtarzać:</akap>

<akap_dialog>--- Ulisses, jak mi Bóg miły, czysty Ulisses. Panie bracie, kto chce co dobrego sprawić, różnie ludzi obchodzić musi, ale z wami, widzę, trzeba prosto w sedno. Okrutnieście mi do serca przypadli!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jako mnie książę Michał!</akap_dialog>


<akap>Niechże wam Bóg da zdrowie! Ha! Pobitym, alem rad! Siła musieliście szpaków zjeść za młodu... A ten sygnecik, gdyby się na pamiątkę naszego <slowo_obce>colloquium</slowo_obce>[56] przygodził...</akap>


<akap>Na to Zagłoba:</akap>

<akap_dialog>--- A ten sygnecik niech na miejscu ostanie...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Już to dla mnie uczyńcie...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Żadnym sposobem nie może być! Chyba innym razem... kiedy później... po elekcji...</akap_dialog>


<akap>Zrozumiał ksiądz podkanclerzy i nie nalegał dłużej, wyszedł jednak z promieniejącą twarzą.</akap>


<akap>Pan Zagłoba odprowadził go aż za bramę i wracając mruczał:</akap>

<akap_dialog>--- Ha! Dałem mu naukę! Trafił frant na franta... Ale honor jest! Będą się tu dygnitarze na wyprzodki[57] przed tę bramę zjeżdżali... Ciekawym, co tam białogłowy sobie myślą?</akap_dialog>


<akap>Białogłowy pełne były istotnie podziwu i pan Zagłoba urósł, zwłaszcza w oczach pani Makowieckiej, do pułapu, toteż zaledwie się pokazał, zaraz zakrzyknęła z wielkim zapałem:</akap>

<akap_dialog>--- Waćpan Salomona rozumem przeszedł!</akap_dialog>


<akap>A on rad był bardzo:</akap>

<akap_dialog>--- Kogo, mówisz waćpani, przeszedłem? Poczekaj waćpani: obaczysz tu i hetmanów, i biskupów, i senatorów; nieledwie trzeba się będzie od nich opędzać; chyba się za kotarkę chować przyjdzie...</akap_dialog>


<akap>Dalszą rozmowę przerwało wejście Ketlinga.</akap>

<akap_dialog>--- Ketling, chcesz promocji? --- zawołał pan Zagłoba, upojony jeszcze własnym znaczeniem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie! --- odparł ze smutkiem rycerz --- bo mi znów na długo wyjechać przyjdzie.</akap_dialog>


<akap>Zagłoba spojrzał na niego uważniej.</akap>

<akap_dialog>--- Coś ty taki z nóg ścięty?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Właśnie dlatego, że wyjeżdżam.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dokąd?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Odebrałem listy ze Szkocji, od dawnych przyjaciół ojca i moich. Sprawy moje wymagają, abym się tam udał koniecznie, może na długo... Żal mi się z waćpaństwem rozstawać, ale --- muszę!</akap_dialog>


<akap>Zagłoba, wyszedłszy na środek izby, spojrzał na panią Makowiecką, kolejno na panny i spytał:</akap>

<akap_dialog>--- Słyszałyście? W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, amen!</akap_dialog>




<naglowek_rozdzial>Rozdział XVI</naglowek_rozdzial>



<akap>Jakkolwiek pan Zagłoba przyjął ze zdumieniem wieść o wyjeździe Ketlinga, jednakże nie przyszły mu do głowy żadne podejrzenia, łatwo bowiem było przypuścić, że Karol II przypomniał sobie usługi, jakie rodzina Ketlingów w czasach burzy tronowi oddała, i że zapragnął okazać wdzięczność ostatniemu tej rodziny potomkowi. Dziwniejszym nawet mogłoby się zdawać, gdyby miało być inaczej. Ketling w dodatku pokazał panu Zagłobie jakieś ,,zamorskie listy" i przekonał go ostatecznie.</akap>


<akap>Swoją drogą wyjazd ów zagroził wszystkim planom starego szlachcica, toteż z niepokojem myślał, co będzie dalej. Wołodyjowski, miarkując z jego listu, mógł wrócić lada godzina --- a wiatry mu tam w stepie resztki żalu wywiały (myślał pan Zagłoba). Wróci rezolutem[58] większym, niż wyjechał, że zaś do Krzysi mocniej go jakoś licho ciągnęło, zaraz deklarować gotów... --- A potem?... --- Potem Krzysia odpowie zgodą, bo jakżeby takiemu kawalerowi i przy tym bratu pani Makowieckiej odpowiedzieć mogła, i biedny, najmilszy hajduczek ostanie na lodzie.</akap>


<akap>Pan Zagłoba zaś z zawziętością właściwą starym ludziom uparł się koniecznie połączyć Basię z małym rycerzem.</akap>


<akap>Nie pomogły ostatecznie ani perswazje Skrzetuskiego, ani te, które sam sobie od czasu do czasu czynił. Chwilami obiecywał sobie wprawdzie nie mieszać się już więcej do niczego, następnie zaś wracał mimo woli do myśli skojarzenia tej pary z tym większym uporem. Rozważał po całych dniach, jak ręki do tego przyłożyć; tworzył plany, układał fortele. I przejmował się tym tak dalece, że gdy mu się wydało, iż wynalazł sposób, wówczas wykrzykiwał głośno, jakby po dokonanej już sprawie:</akap>

<akap_dialog>--- Niechże was Bóg błogosławi!</akap_dialog>


<akap>Ale obecnie ujrzał przed sobą niemal ruinę swoich życzeń. Nie pozostawało mu nic innego, jak tylko zaniechać wszelkich usiłowań i przyszłość zdać na wolę bożą, bo ów cień nadziei, że Ketling uczyni przed wyjazdem jakiś krok stanowczy względem Krzysi, nie mógł się długo w głowie pana Zagłoby ostać. Więc z żalu już tylko i ciekawości postanowił wybadać bliżej młodego rycerza tak o sam termin wyjazdu, jak również o to, co przed opuszczeniem Rzeczypospolitej uczynić zamierza.</akap>


<akap>Zawezwawszy go więc na rozmowę rzekł mu ze zmartwioną wielce twarzą:</akap>

<akap_dialog>--- Trudno! Każdy sam najlepiej rozumie, co mu czynić przystoi, nie będę ja cię przeto namawiał, abyś został, ale chciałbym się przynajmniej czegoś o powrocie twoim dowiedzieć...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zali ja mogę odgadnąć, co mnie tam czeka, gdzie jadę --- odrzekł Ketling --- jakie sprawy i jakie przygody?... Wrócę kiedyś, jeśli będę mógł; zostanę tam na zawsze, jeśli będę musiał.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Obaczysz, że cię i serce będzie do nas ciągnęło.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bogdaj grób mój był nie gdzie indziej, ale na tej ziemi, która wszystko mi dała, co dać mogła.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A widzisz! W innych stronach cudzoziemiec do śmierci pasierzbem[59] zostaje, a nasza matka to ci zaraz wyciągnie ramiona i jak swego przytuli.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Prawda, wielka prawda! Ej, żebym tylko mógł... Bo wszystko może mi się w starej ojczyźnie przygodzić[60], jeno szczęście się nie przygodzi.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ha! Mówiłem ci: ustal się, ożeń, nie chciałeś słuchać. A żonatym będąc, choćbyś wyjechał, to byś wrócić musiał, chybabyś i żonę przez rozbujałe flukta[61] chciał przewozić, a tego nie suponuję. Raiłem ci, cóż, nie chciałeś słuchać!</akap_dialog>


<akap>Tu pan Zagłoba począł uważnie wpatrywać się w twarz Ketlinga, chcąc wyraźnie jakowychś od niego objaśnień, ale Ketling milczał, głowę tylko spuścił i oczy wbił w podłogę.</akap>

<akap_dialog>--- Cóż ty na to, hę? --- rzekł po chwili Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie było do tego nijakiego podobieństwa --- odparł z wolna młody rycerz.</akap_dialog>


<akap>Zagłoba począł chodzić po izbie, potem stanął przed Ketlingiem, założył ręce w tył i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- A ja ci powiadam, że było! Jeśli nie było, to niech od dziś dnia nigdy tego oto brzucha tym oto pasem nie obwiążę. Małżeństwo, Miłość, Miłość romantyczna, ObyczajeKrzysia jest ci przyjacielem!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Da Bóg, że i zostanie, chociaż nas morza przedzielą!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Więc co?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nic więcej! Nic więcej!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pytałeś się jej?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Daj waćpan spokój! Już mi i tak smutno, że odjeżdżam!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ketling! Chcesz, żebym ja jeszcze, póki czas, spytał?</akap_dialog>


<akap>Ketling pomyślał, że jeśli Krzysia tak bardzo życzyła sobie, aby ich uczucia pozostały w ukryciu, to może będzie rada, gdy się trafi sposobność zaprzeczenia ich otwarcie, więc odrzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Ja waści upewniam, że to się na nic nie zdało, i sam jestem pewien tak dalece, żem uczynił wszystko, żeby sobie ten afekt z głowy wybić, ale jeśli waćpan cudu się spodziewasz, to pytaj!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ha! Jeśliś ty ją sobie z głowy wybił --- rzekł z pewną goryczą pan Zagłoba --- w takim razie istotnie nie ma co robić. Tylko pozwól sobie powiedzieć, żem cię za stateczniejszego uważał kawalera.</akap_dialog>


<akap>Ketling wstał i wyciągnąwszy gorączkowo obie ręce ku górze, odrzekł z niezwykłą sobie gwałtownością:</akap>

<akap_dialog>--- Co mi pomoże której z tych tam gwiazd pożądać? Ni ja do niej wzlecieć mogę, ni ona do mnie nie zejdzie! Gorze takim, którzy do srebrnej luny[62] wzdychają!</akap_dialog>


<akap>Lecz pan Zagłoba rozgniewał się także i sapać począł. Przez chwilę nie mógł nawet mówić i dopiero opanowawszy złość tak odparł przerywanym głosem:</akap>

<akap_dialog>--- Mój kochany, nie czyńże mnie kpem i masz mi racje dawać, to dawaj jak człowiekowi, co się żywi chlebem i mięsem, nie zaś szalejem... Bo żebym ja teraz sfiksował i powiedział sobie, że moja ta czapka jest luna, której ręką nie dosięgnę, to bym z gołym łysem po mieście chodził i mróz by mnie w uszy kąsał jak pies. Ja takimi racjami nie wojuję, jeno to wiem, że ta dziewka stąd o trzy izby siedzi, że je, pije, że jak chodzi, to nogami przebierać musi; że na mróz nos jej czerwienieje, a w upał jej gorąco; że jak ją komar utnie, to ją swędzi, i że do luny w tym chyba podobna, iż brody nie ma. Ale w taki sposób, w jaki ty mówisz, można także powiedzieć, że rzepa to astrolog. Co się zaś Krzysi tyczy, jeśliś nie próbował, jeśliś nie pytał, to twoja sprawa, ale jeśliś dziewkę rozkochał, a teraz odjeżdżasz powiedziawszy sobie ,,luna", to uczciwość swoją, równie jak rozum, lada strawą nakarmić możesz. Ot, w czym rzecz!</akap_dialog>


<akap>Na to Ketling:</akap>

<akap_dialog>--- Nie słodko mi, ale gorzko w gębie od tej strawy, którą się karmię. Jadę, bo muszę; nie spytam, bo nie mam o co. Ale waść mnie krzywo sądzisz... Bóg widzi, jak krzywo!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ketling! Ja przecie wiem, żeś ty porządny człowiek, tylko tych waszych manier wyrozumieć nie mogę. Za moich czasów szło się do dziewki i mówiło się jej w oczy tym rytmem: ,,Chcesz, to będziem żyli w kupie, a nie, to ja cię nie kupię!" I każdy wiedział, czego się trzymać... Kto zaś był ciemięga[63] i sam nie śmiał gadać, to mówniejszego[64] od siebie posyłał. Ofiarowałem ci się i jeszcze ofiaruję. Pójdę, przemówię, respons[65] ci odniosę, a ty wedle tego pojedziesz albo zostaniesz...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pojadę! Nie może inaczej być i nie będzie!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To wrócisz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie! Uczyńże mi waćpan łaskę i nie mówmy o tym więcej. Chcesz waćpan rozpytać dla własnej ciekawości, dobrze, ale nie w moim imieniu...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dla Boga! Chyba żeś już pytał?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie mówmy o tym! Uczyń mi waćpan tę łaskę!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dobrze, mówmy o aurze... Niechże was piorun zatrzaśnie razem z waszymi manierami! Tak, ty musisz jechać, a ja kląć!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Żegnam waćpana.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czekaj, czekaj! Zaraz mnie cholera minie! Mój Ketling! czekaj, bo miałem z tobą pomówić. Kiedy jedziesz?...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jak tylko sprawy załatwię. Chciałbym się z Kurlandii ćwierci dzierżawnej doczekać, a dworek ten, w którym mieszkaliśmy, sprzedałbym chętnie, gdyby się kto ochotny do kupna trafił.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niech Makowiecki kupuje albo Michał! Na Boga! Przecie bez pożegnania się z Michałem nie wyjedziesz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Rad bym go z duszy pożegnał!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Lada moment będzie! Lada moment! Może on cię do Krzysi namówi...</akap_dialog>


<akap>Tu urwał pan Zagłoba, bo go nagle ogarnął jakiś niepokój.</akap>


<akap>,,Przysługiwałem się Michałowi w dobrej chęci --- pomyślał --- ale diablo wbrew jego chęci; miałaby zaś discordia[66] z tego pomiędzy nim a Ketlingiem wyniknąć, to niech sobie Ketling lepiej jedzie..."</akap>


<akap>Tu pan Zagłoba począł pocierać ręką łysinę, wreszcie rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Mówi się to i owo ze szczerej życzliwości ku tobie. Takem cię pokochał, że rad bym cię wszelkimi sposobami zatrzymał, więc ci Krzysię jako słoninkę nastawiłem... Ale to jeno z życzliwości... Cóż mnie staremu do tego!... Naprawdę to jeno życzliwość... nic więcej. Jać przecie swatami się nie trudnię, bo gdybym chciał swatać, to bym był siebie wyswatał... Daj, Ketling, pyska... a nie gniewaj się...</akap_dialog>


<akap>AlkoholKetling wziął w objęcia pana Zagłobę, który rozczulił się istotnie i zaraz gąsiorek kazał podać mówiąc:</akap>

<akap_dialog>--- Już też z okazji tego odjazdu co dzień taki jeden wypijem.</akap_dialog>


<akap>I wypili, po czym Ketling pożegnał się i odszedł. Wino tymczasem podniosło fantazję w panu Zagłobie; począł bardzo tęgo rozmyślać o Basi, o Krzysi, o Wołodyjowskim i o Ketlingu; począł łączyć ich w pary, błogosławić, wreszcie zatęsknił do dziewczyn i rzekł sobie:</akap>

<akap_dialog>--- Ano, pójdę zobaczyć te kozy...</akap_dialog>


<akap>Panny siedziały w izbie po drugiej stronie sieni i szyły. Pan Zagłoba powitawszy je jął chodzić po izbie wlokąc za sobą nieco nogi, bo mu już, zwłaszcza po winie, nie służyły jak dawniej. Chodząc spoglądał na dziewczyny, które siedziały bliziutko jedna drugiej, tak że jasna główka Basi prawie wspierała się o ciemną Krzysiną. Basia wodziła za nim oczyma, a Krzysia wyszywała tak pilnie, że ledwie można było uchwycić okiem migotanie jej igły.</akap>

<akap_dialog>--- Hum! --- ozwał się Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Hum! --- powtórzyła Basia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie przedrzeźniaj mnie, bom gniewny!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pewnie szyję utnie! --- zawołała udając przestrach Basia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kołat! Kołat! Kołatko! Język ci uciąć! Ot, co!</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy pan Zagłoba zbliżył się tuż do panienek i wziąwszy się nagle w boki, spytał bez żadnego wstępu:</akap>

<akap_dialog>--- Chcesz Ketlinga za męża?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- I takich pięciu! --- ozwała się zaraz Basia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Cicho bądź, mucho, nie do ciebie mówię! Krzysiu, do ciebie mowa. Chcesz Ketlinga za męża?</akap_dialog>


<akap>Krzysia przybladła nieco, chociaż z początku sądziła, że pan Zagłoba Basię, nie ją zapytuje; za czym podniosła na starego szlachcica swoje śliczne ciemnoniebieskie oczy.</akap>

<akap_dialog>--- Nie! ---odrzekła spokojnie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ano, proszę! Nie! Przynajmniej krótko! Proszę, proszę! I czemuż to waćpanna jego z łaski swojej nie chcesz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bo ja nikogo nie chcę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Krzychna! Powiedz to komu innemu! --- wtrąciła Basia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Cóż to stan małżeński w taką abominację[67] podało? --- pytał dalej pan Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To nie abominacja, jeno mam do zakonu wolę --- odrzekła Krzysia.</akap_dialog>


<akap>Była w jej głosie taka powaga i taki smutek, że i Basia, i pan Zagłoba na chwilę nawet nie przypuścili, że to żarty. Zdumienie tylko ogarnęło oboje tak wielkie, że poczęli spoglądać to na siebie, to na Krzysię, jak błędni.</akap>

<akap_dialog>--- Hę? --- rzekł pierwszy Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mam wolę do zakonu! --- powtórzyła ze słodyczą Krzysia.</akap_dialog>


<akap>Basia spojrzała na nią raz i drugi, nagle zarzuciwszy jej ręce na szyję przytuliła swoje różane usta do jej policzka i poczęła mówić prędko:</akap>

<akap_dialog>--- Krzysiu, bo beknę[68]! Powiedz zaraz, że jeno na wiatr tak mówisz, bo beknę, jak Bóg na niebie, beknę!</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial>Rozdział XVII</naglowek_rozdzial>



<akap>ObyczajePo widzeniu się z Zagłobą Ketling był jeszcze u pani Makowieckiej, której oświadczył, że dla pilnych spraw musi pozostać w mieście, a może i wyjechać jeszcze przed główną podróżą na kilka tygodni do Kurlandii, że zatem nie będzie mógł podejmować pani stolnikowej nadal osobiście w swym wiejskim dworku. Jednakże błagał ją, by ów dworek chciała, jak i dotąd, uważać za swoją rezydencję i wraz z mężem i panem Michałem w nim w czasie bliskiej już elekcji zamieszkać. Pani Makowiecka zgodziła się, ponieważ w przeciwnym razie dworek stałby pustką i nikomu by pożytku nie przyniósł.</akap>


<akap>Po owej rozmowie Ketling zniknął i nie pokazywał się więcej ani w gospodzie, ani później w okolicach Mokotowa, gdy pani Makowiecka wraz z pannami na wieś wróciła. Lecz jedna tylko Krzysia odczuwała tę nieobecność, pan Zagłoba bowiem cały zajęty był zbliżającą się elekcją, zaś Basia i stolnikowa tak dalece wzięły do serca nagłe postanowienie Krzysine, że nie mogły o niczym innym myśleć.</akap>


<akap>Jednakże pani Makowiecka nie próbowała nawet odmawiać Krzysi od tego kroku i wątpiła, czy mąż będzie odmawiał; w owych czasach bowiem sprzeciwianie się podobnym przedsięwzięciom wydawało się ludziom krzywdą i obrazą bożą.</akap>


<akap>Jeden pan Zagłoba, przy całej swej pobożności, miałby był odwagę protestować, gdyby mu cokolwiek na tym zależało, ale że mu nic nie zależało, więc cicho siedział; owszem, kontent był w duszy, że rzeczy układały się w ten sposób, iż Krzysia usuwała się spomiędzy Wołodyjowskiego a hajduczka. Teraz pan Zagłoba był przekonany o pomyślnym spełnieniu się swych najtajniejszych życzeń i z całą swobodą oddał się pracom elekcyjnym; objeżdżał szlachtę przybyłą do stolicy lub spędzał czas na rozmowach z księdzem Olszowskim, którego w końcu polubił bardzo i stał się poufałym wspólnikiem.</akap>


<akap>Po każdej też takiej rozmowie wracał do domu coraz gorliwszym partyzantem ,,Piasta", a coraz zaciętszym wrogiem cudzoziemców. Stosując się do instrukcji księdza podkanclerzego, cicho z tym jeszcze siedział, ale nie upłynął dzień, by kogoś dla tej kryjącej się kandydatury nie skaptował[69] --- i stało się to, co zwykle w takich razach się dzieje: oto zacietrzewił się sam tak dalece, że ta kandydatura stała się --- obok połączenia Basi z Wołodyjowskim --- drugim w życiu jego celem.</akap>


<akap>Obyczaje, Ojczyzna, Szlachcic, WładzaTymczasem do elekcji było coraz bliżej.</akap>


<akap>Ptak, Wiatr, WiosnaJuż wiosna rozpętała wody z lodów; już poczęły wiać wiatry ciepłe, duże, pod których oddechem drzewa obsypują się pąkami, a łańcuchy jaskółek rozczepiają się, wedle wiary prostactwa, by lada chwila wychynąć z zimnej topieli na jasny świat słoneczny. Więc razem z jaskółkami i innym wędrownym ptactwem poczęli ściągać goście na elekcję.</akap>


<akap>Naprzód kupcy, którym znaczyło się obfite żniwo zysku tam, gdzie miało się zgromadzić przeszło pół miliona ludu licząc panów, ich poczty, szlachtę, sługi, wojsko. Ciągnęli tedy Anglicy, Holendrzy, Niemcy, Moskale, ciągnęli Tatarzy, Turcy, Ormianie, Persowie nawet, przywożąc sukna, płótna, adamaszki i złotogłowy, futra, klejnoty, wonności, bakalie. Poustawiano budy na ulicach i za miastem, a w nich wszelaki towar. Niektóre ,,bazary" poustawiały się nawet we wsiach podmiejskich, wiadomo bowiem było, że gospody stołeczne nie obejmą dziesiątej części elektorów, ale że ogromna ich większość stanie obozem za obrębem murów, jak zresztą zawsze czyniono podczas elekcji.</akap>


<akap>SzlachcicPoczęła wreszcie ściągać i szlachta tak rojnie, tak tłumno, że gdyby podobnie u zagrożonych granic Rzeczypospolitej stawała, nigdy by ich noga nieprzyjacielska nie mogła przekroczyć.</akap>


<akap>Chodziły słuchy, że elekcja będzie burzliwą, bo cały kraj był rozdarty między trzech głównych kandydatów: Kondeusza, księcia Neyburskiego i Lotaryńskiego. Mówiono, że każda partia będzie się starała choćby siłą przeprowadzić swego kandydata.</akap>


<akap>Niepokój ogarniał serca, dusze rozpaliły się stronniczą zawziętością. Niektórzy przepowiadali wojnę domową, a wieści te znajdowały wiarę wobec olbrzymich drużyn wojennych, jakimi otaczali się magnaci. Ciągnęli i oni na wczesny termin, by mieć czas do praktyk wszelakich.</akap>


<akap>Gdy Rzeczpospolita bywała w potrzebie, gdy nieprzyjaciel ostrze do gardła jej przykładał, nie mógł król, nie mogli hetmani więcej jak lichą garść wojska przeciw niemu wyprowadzić; teraz zaś sami Radziwiłłowie przyciągnęli --- wbrew prawu i postanowieniom --- z armią kilkanaście tysięcy ludzi liczącą. Pacowie równą niemal wiedli ze sobą siłę; z nie mniejszą gotowali się potężni Potoccy; z niewiele mniejszą inne ,,królewięta" polskie, litewskie i ruskie. ,,Kędyż zapłyniesz, skołatana ojczyzny nawo?" --- powtarzał coraz częściej ksiądz Olszowski, ale on sam prywatę miał w sercu; o sobie i potędze domów własnych myślało tylko zepsute, z małymi wyjątkami, do szpiku kości możnowładztwo, gotowe w każdej chwili wzniecić wichurę wojny domowej.</akap>


<akap>Tłumy szlachty rosły z każdym dniem i znać już było, że gdy po sejmie sama elekcja się pocznie, przerosną choćby największą moc magnacką. Ale i te tłumy niezdolne były szczęśliwie nawą Rzeczypospolitej na ciche wody pokierować, bo głowy ich pograżonę były w mroku i ciemności, a serca przeważnie popsute.</akap>


<akap>Więc elekcja zapowiadała się potwornie i nikt nie przewidywał, że wypadnie tylko nędznie, bo prócz pana Zagłoby ci nawet, którzy pracowali dla ,,Piasta", nie mogąc odgadnąć, o ile im bezmyślność szlachecka i praktyki magnackie pomogą, niewiele mieli nadziei, by mogli przeprowadzić takiego, jak książę Michał, kandydata. Lecz pan Zagłoba pływał w tym morzu jak ryba. Z chwilą rozpoczęcia sejmu zamieszkał stale w mieście i w dworku Ketlingowym bywał tylko o tyle, o ile zatęsknił czasem za swoim hajduczkiem, lecz że i Basia wielce z powodu Krzysinego postanowienia straciła na wesołości, zabierał ją czasem pan Zagłoba do miasta, aby się mogła rozerwać i oczy widokiem bazarów rozweselić.</akap>


<akap>Kobieta, ŻołnierzWyjeżdżali zwykle z rana, a odwoził ją pan Zagłoba nieraz późnym dopiero wieczorem. Po drodze i w samym mieście cieszyło się serce dziewczynine widokiem rzeczy i ludów nieznanych, tłumów różnobarwnych, wojsk pysznych.</akap>


<akap>Wówczas oczy jej poczynały świecić jak dwa węgielki, głowa obracała się jak na śrubkach; nie mogła się napatrzeć, naoglądać i zasypywała pana Zagłobę tysiącami pytań, on zaś rad odpowiadał, bo mógł przez to swe doświadczenie i uczoność okazać. Nieraz też i grzeczna kompania wojskowych otaczała skarbniczek, w którym jeździli; podziwiało wielce rycerstwo Basiną urodę, bystrość dowcipu i rezolutność, a pan Zagłoba jeszcze im zawsze historię Tatara ustrzelonego kaczym śrutem opowiadał, by ich do reszty w osłupieniu i zachwycie pogrążyć.</akap>


<akap>Pewnego razu wracali bardzo późno, bo im cały dzień oglądanie pocztów pana Feliksa Potockiego zajęło. Noc była widna i ciepła; nad łąkami porozwieszały się białe tumany. Pan Zagłoba, lubo zawsze ostrzegał, że przy takim zbiorowisku ludzi służebnych i żołnierstwa pilną trzeba zwracać uwagę, by na hultajów nie trafić, zasnął był mocno; drzemał i woźnica, sama tylko Basia nie spała, bo przez głowę przesuwało się jej tysiące obrazów i myśli.</akap>


<akap>Nagle do uszu jej doszedł tupot kilku koni.</akap>


<akap>Więc pociągnąwszy pana Zagłobę za rękaw rzekła:</akap>

<akap_dialog>--- Jeźdźcy jakowiś sadzą za nami!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co? Jak? Kto? --- spytał zaspany pan Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jeźdźcy jakowiś sadzą!</akap_dialog>


<akap>Pan Zagłoba zbudził się zupełnie.</akap>

<akap_dialog>--- O! Zaraz ,,sadzą"! Słychać tętent, może kto jedzie tą samą drogą...</akap_dialog>

<akap_dialog>Bezpieczeństwo, Niebezpieczeństwo--- Pewna jestem, że zbóje!</akap_dialog>


<akap>Basia dlatego tak była pewna, że w duszy bardzo sobie przygody, zbójów i sposobności do okazania swej odwagi życzyła, toteż gdy pan Zagłoba sapiąc i mrucząc począł wyciągać z siedzenia krócice, które zawsze ,,od trafunku"[70] ze sobą woził, ona zaraz jęła się napierać, by jej jedną oddał.</akap>

<akap_dialog>--- Już ja pierwszego, który się zbliży, nie chybię. Ciotka okrutnie z bandoleciku strzela, ale ona w nocy nie widzi. Przysięgłabym, że to zbóje! Aj, Boże, żeby choć nas zaczepili! Dawaj waćpan prędzej krócice!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dobrze --- odrzekł Zagłoba --- ale mi przyrzekniesz, że przede mną i póki nie powiem: ,,pal!", nie strzelisz. Dać tobie broń, toś gotowa wygarnąć do pierwszego lepszego szlachcica, nie spytawszy się pierwej: ,,werdo"[71], a później sprawa!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To naprzód spytam: ,,werdo?"</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ba, a jak pijacy będą przejeżdżać i poznawszy niewieści głos, coś niepolitycznego ci odpowiedzą?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Gruchnę wtedy z krócicy! Dobrze?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- No! Bierzże tu człeku taką paliwodę[72] do miasta! Powiadam ci, że nie masz strzelać bez komendy!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Spytam: ,,werdo", ale tak grubo, że nie poznają.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niechże i tak będzie! Ha! Słyszę już ich z bliska. Bądź pewna, że to jacyś stateczni ludzie, bo łotrzykowie wypadliby znienacka z rowu.</akap_dialog>


<akap>Że jednak hultajstwo włóczyło się istotnie po drogach i nieraz słychać było o wypadkach, kazał pan Zagłoba powożącemu czeladnikowi nie wjeżdżać między drzewa czerniące się tuż na zakręcie, ale stanąć na dobrze oświeconym[73] miejscu.</akap>


<akap>Tymczasem czterech jeźdźców zbliżyło się na kilkanaście kroków. Wówczas Basia zdobywszy się na bas, który jej samej wydał się godnym dragona, spytała groźnie:</akap>

<akap_dialog>--- Werdo?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A czego to stoicie na drodze? --- odrzekł jeden z jeźdźców, któremu widocznie przyszło do głowy, że podróżnym musiało się coś popsuć w zaprzęgu lub wozie.</akap_dialog>


<akap>Lecz na ten głos Basia opuściła zaraz krócicę i rzekła pospiesznie do pana Zagłoby:</akap>

<akap_dialog>--- Doprawdy, że to wujko!... O dla Boga!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jaki wujko?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Makowiecki...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Hej tam! --- krzyknął Zagłoba --- a czy to nie pan Makowiecki z panem Wołodyjowskim?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pan Zagłoba? --- ozwał się mały rycerz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Michale!</akap_dialog>


<akap>Tu pan Zagłoba począł z wielkim pośpiechem przekładać nogi przez poręcz skarbniczka, lecz nim przełożył jedną, Wołodyjowski zeskoczył z konia i już był przy wasągu. Poznawszy przy świetle księżyca Basię, chwycił ją za obie ręce i zawołał:</akap>

<akap_dialog>--- Witam waćpannę całym sercem! A gdzie panna Krzysia? Siostra? Zdrowiż wszyscy?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zdrowi, dziękować Bogu! Że to na koniec waćpan przyjechał! --- odrzekła z bijącym sercem Basia. --- Wujko jest także? Wujku!</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy chwyciła za szyję pana Makowieckiego, który właśnie nadszedł do skarbniczka, a pan Zagłoba otworzył tymczasem Wołodyjowskiemu ramiona. Po długich powitaniach nastąpiła prezentacja pana stolnika Zagłobie, następnie zaś obaj przyjezdni panowie oddawszy konie czeladnikom siedli do wasągu; Makowiecki z Zagłobą zajęli poczesne siedzenie, zaś Basia z Wołodyjowskim usadowili się na przodku.</akap>


<akap>Nastąpiły krótkie zapytania i krótkie odpowiedzi, jako zwyczajnie bywa, gdy się ludzie po długim niewidzeniu spotykają.</akap>


<akap>Wypytywał więc pan Makowiecki o żonę, a Wołodyjowski raz jeszcze o zdrowie panny Krzysi; za czym zdumiał się nad Ketlingowym bliskim wyjazdem, ale nie miał czasu nad nim się zastanawiać, bo zaraz musiał opowiadać, co tam w kresowej stanicy porabiał, jako ordzińskich grasantów[74] podchodził, jak mu było tęskno, ale zdrowo starego życia zakosztować.</akap>

<akap_dialog>Starość--- Ot! Zdawało mi się --- mówił --- że łubniańskie czasy nie minęły, żeśmy to jeszcze razem ze Skrzetuskim i Kuszlem, i Wierszułłem... Dopiero jak mi rankiem wiadro wody do umywania przynosili, a siwe włosy na skroniach w nim ujrzałem, dopieroż człek się opamiętywał, że już nie ten, co był dawniej, chociaż z drugiej strony przychodziło znów do głowy, że póki ochota taż sama, to i człek ten sam.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- O! Toś w sedno utrafił! --- odrzekł Zagłoba --- widać, że ci się tam na świeżych trawach i dowcip odpasł, bo dawniej nie był taki rączy. Ochota to grunt! I nie masz lepszej na melankolię[75] driakwi[76].</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Że prawda, to prawda --- dodał pan Makowiecki. --- Siła tam w Michałowej stanicy żurawi studziennych, bo żywej wody w pobliżu brakuje. To powiadam waćpanu, że kiedy świtaniem żołnierze poczną owymi żurawiami skrzypieć, budzisz się waszmość z taką ochotą, że ci się chce zaraz Bogu dziękować za to tylko, że żyjesz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ha! Żebym choć na dzień mogła tam być! --- zawołała Basia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jeden na to sposób --- odrzekł Zagłoba --- wyjdź za rotmistrza strażowego.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pan Nowowiejski prędzej, później rotmistrzem zostanie --- wtrącił mały rycerz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Już! --- zawołała gniewnie Basia. --- Nie prosiłam waćpana, byś mi pan Nowowiejskiego zamiast gościńca przywoził!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ja też co innego przywiozłem, bo bakalijki zacne. Będzie pannie Basi słodko, a onemu biedakowi tam gorzko.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To trzeba mu było bakalijki oddać, niechby je zjadł, póki mu wąsy nie urosną.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Imainuj[77] sobie waćpan --- rzekł do Makowieckiego pan Zagłoba --- to tak oni ze sobą zawsze! Szczęściem, że <slowo_obce>proverbium</slowo_obce>[78] powiada: ,,Kto się czubi, ten się lubi".</akap_dialog>


<akap>Basia nic nie odrzekła, pan Wołodyjowski zaś, jakby oczekując odpowiedzi, spojrzał wesoło na jej maluchną, oświeconą jasnym światłem twarzyczkę, która wydała mu się tak ładną, że mimo woli pomyślał:</akap>


<akap>,,Ależ i to licho tak gładkie, że można by oczy zgubić!..."</akap>


<akap>Lecz widocznie zaraz co innego musiało mu przyjść na myśl, bo odwrócił się do woźnicy.</akap>

<akap_dialog>--- A porachuj no tam biczem konie --- rzekł --- i jedź żywiej.</akap_dialog>


<akap>Wartko potoczył się skarbniczek po tych słowach, tak wartko, że jadący czas jakiś siedzieli w milczeniu i dopiero gdy wjechali na piaski, Wołodyjowski ozwał się znowu:</akap>

<akap_dialog>--- Ale mi ten wyjazd Ketlingowy po głowie chodzi! Że też mu wypadło pod sam mój przyjazd i pod elekcję...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tyle Angielczykowie na naszą elekcję zważają, ile na twój przyjazd --- odparł Zagłoba. --- Ketling sam z nóg ścięty, że musi wyjeżdżać i nas zostawić...</akap_dialog>


<akap>Basia już miała na języku: ,,Szczególniej Krzysię", ale coś nagle tknęło ją, żeby o tym, również jak i o niedawnym postanowieniu Krzysi nie wspominać. Instynktem niewieścim odgadła, że tak jedno, jak drugie może zaraz na wstępie pana Michała dotknąć, zaboleć, i samą ją coś zaraz zabolało, więc mimo całej swej porywczości zamilkła.</akap>


<akap>,,O intencjach Krzysinych i tak on się dowie --- pomyślała sobie --- ale widać lepiej o tym teraz nie mówić, skoro i pan Zagłoba żadnym słówkiem nie wspomniał".</akap>


<akap>Tymczasem Wołodyjowski znów zwrócił się do woźnicy.</akap>

<akap_dialog>--- Jedź no żywiej! --- rzekł.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Konie i rzeczy zostawiliśmy na Pradze --- mówił pan Makowiecki do Zagłoby --- a jeno samoczwart[79] ruszyliśmy, choć i pod noc, bo i mnie, i Michałowi okrutnie było pilno.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wierzę --- odrzekł Zagłoba --- widziałeś waszmość, jakie to tłumy zjechały się do stolicy? Za rogatkami obozy i bazary stoją, że i przejechać trudno. Dziwne też rzeczy opowiadają ludzie o tej przyszłej elekcji, które waćpanu w domu sposobnym czasem powtórzę...</akap_dialog>


<akap>Tu poczęli rozmowę o polityce. Pan Zagłoba starał się z lekka wyrozumieć opinie stolnika, w końcu zaś zwrócił się do Wołodyjowskiego i spytał bez ogródki:</akap>

<akap_dialog>--- A ty, Michale, komu dasz kreskę?</akap_dialog>


<akap>Lecz Wołodyjowski zamiast odpowiedzi drgnął jakby rozbudzony i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Ciekawym, czy też śpią i czy je dzisiaj jeszcze ujrzymy?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pewnie śpią --- odrzekła słodkim i jakby sennym głosem Basia --- ale się rozbudzą i niechybnie przyjdą waszmościów powitać.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak waćpanna myślisz? --- spytał z radością mały rycerz.</akap_dialog>


<akap>I znów spojrzał na Basię, i znów mimo woli pomyślał: ,,Ależ to licho wdzięczne w tym świetle miesiąca!"</akap>


<akap>Blisko już było do Ketlingowego dworu i po chwili zajechali.</akap>


<akap>Pani stolnikowa i Krzysia spały już, czuwała tylko służba, czekano bowiem na Basię i na pana Zagłobę z wieczerzą. Wnet uczynił się w domu ruch niemały: Zagłoba rozkazał zbudzić więcej ludzi, by ciepła strawa i dla gości była podana.</akap>


<akap>Pan stolnik chciał zaraz iść do żony, ale ona dosłyszała już niezwykły skrzęt i domyśliwszy się, kto przyjechał, w chwilę później zbiegła na dół w zarzuconej naprędce sukni, zdyszana, ze łzami radości w oczach i pełnymi uśmiechów ustami; poczęły się powitania, uściski i bezładna rozmowa, przerywana okrzykami.</akap>


<akap>Pan Wołodyjowski spoglądał ustawicznie na drzwi, w których znikła Basia, a w których lada chwila spodziewał się ujrzeć ukochaną Krzysię, promienną od cichej radości, jasną, z błyszczącymi oczyma i rozwiązaną z pośpiechu kosą; ale tymczasem gdański zegar stojący w jadalnej izbie gdakał i gdakał, czas upływał, podano wieczerzę, a ukochana i droga dla pana Michała dziewczyna nie ukazywała się w komnacie.</akap>


<akap>Weszła wreszcie Basia, ale sama, poważna jakaś i zasępiona, zbliżyła się do stołu i ogarniając rączką świecę zwróciła się do pana Makowieckiego.</akap>

<akap_dialog>--- Wujku! --- rzekła --- Krzysia trochę niezdrowa i nie przyjdzie, ale prosi, aby wujko choć pode drzwi podszedł, żeby go mogła powitać.</akap_dialog>


<akap_dialog>Pan Makowiecki wstał zaraz i wyszedł, a Basia za nim.</akap_dialog>


<akap>Sposępniał mały rycerz okrutnie i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Tegom się nie spodziewał, żebym panny Krzysi nie miał dziś ujrzeć. Zali naprawdę chora?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- E! Zdrowa --- odrzekła pani Makowiecka --- ale ona teraz nie do ludzi.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czemu to?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To jegomość pan Zagłoba nie wspominał ci o jej intencji?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- O jakiej intencji, na rany boskie?!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ona do zakonu idzie...</akap_dialog>


<akap>Pan Michał począł mrugać oczyma jak człowiek, który nie dosłyszał, co do niego mówią, potem zmienił się na twarzy, wstał, usiadł znowu; pot w jednej chwili okrył mu perłami czoło, więc począł je dłońmi obcierać. W izbie nastało głuche milczenie.</akap>

<akap_dialog>--- Michale --- ozwała się pani stolnikowa.</akap_dialog>


<akap>A on patrząc błędnie to na nią, to na Zagłobę rzekł wreszcie strasznym głosem: --- Czy klątwa ciąży nade mną?!</akap>

<akap_dialog>--- Miej Boga w sercu! --- zakrzyknął Zagłoba.</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial>Rozdział XVIII</naglowek_rozdzial>



<akap>Odgadli po owym wykrzyku Zagłoba z panią Makowiecką tajemnicę serca małego rycerza i gdy on, zerwawszy się nagle, opuścił izbę, spoglądali czas jakiś na się w osłupieniu i niepokoju, aż na koniec pani Makowiecka rzekła:</akap>

<akap_dialog>--- Dla Boga! Idź waćpan za nim, perswaduj, pociesz, a nie, to ja pójdę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie czyń tego waćpani --- odrzekł Zagłoba. --- Nie żadnego z nas, ale Krzysi tam by potrzeba, co gdy nie może być, lepiej go w samotności ostawić, bo pociecha nie w porę do większej jeszcze desperacji doprowadza.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To już widzę jako na dłoni, że on do Krzysi chciał. Patrzże waćpan! Wiedziałam, że lubił ją bardzo i kompanii jej rad szukał, ale żeby się tak w niej zapamiętał, to mi nie przyszło do głowy.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Musiał tu z gotowym przedsięwzięciem przyjechać, w którym szczęśliwość swoją upatrywał, a tymczasem jakoby piorun w to strzelił.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To czemuż o tym nikomu nie wspomniał, ni mnie, ni waćpanu, ani Krzysi samej? Byłaby może dziewczyna nie uczyniła ślubu...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dziwna to jest rzecz --- odrzekł Zagłoba --- ze mną on przecie konfident i ufa mojej głowie więcej jak swojej, a nie tylko mi nic o owym afekcie nie wyznał, ale rzekł mi nawet kiedyś, że to jest amicycja, nic więcej.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zawsze on był skryty!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To waćpani, chociażeś siostra, chyba go nie znasz. Serce u niego, jak oczy u karasia, na samym wierzchu. Nie spotkałem człeka szczerszego. Ale przyznaję, że teraz postąpił inaczej. Jeno czy waćpani jesteś pewna, że on i z Krzysia nic nie mówił?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mocny Boże! Krzysia panią swej woli, bo mój mąż, jako opiekun, tak jej powiedział: ,,Byle człek był godny i krwi zacnej, możesz i na substancję[80] nie zważać". Gdyby Michał był z nią przed wyjazdem mówił, to by mu odpowiedziała: tak! albo: nie! --- i wiedziałby, czego się spodziewać.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Prawda, że to niespodzianie w niego uderzyło. Waćpani dajesz swoje białogłowskie racje wcale do rzeczy.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co tam racje! Tu radzić trzeba!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Niech bierze Basię!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Kiedy tamtą widać woli... Ha! żeby mi to choć do głowy przyszło!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Szkoda, że waćpani nie przyszło.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jakże mnie miało przyjść, gdy i takiemu Salomonowi jak waćpan nie przyszło?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A skąd waćpani wiesz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Boś Ketlinga raił[81].</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ja? Bóg mi świadek, nikogom nie raił. Mówiłem, że się ma ku niej, bo była prawda; mówiłem, że Ketling godny kawaler, bo była i jest prawda; ale swaty białogłowom zostawuję. Moja pani! Toż na mojej głowie pół Rzeczypospolitej spoczywa! Zali ja mam nawet czas myśleć o czym innym jak <slowo_obce>de publicis</slowo_obce>[82]. Łyżki strawy nie mam oto często czasu do gęby wziąć...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Radź waćpan teraz, na miłosierdzie boże! Wszak naokoło słyszę, że nie masz głowy nad waćpanową.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bez przestanku o tej mojej głowie gadają. Mogliby dać spokój. Co do rady, są dwie: albo niech Michał Basię bierze, albo niech Krzysia intencję odmieni. Intencja to nie ślub!</akap_dialog>


<akap>Tu nadszedł pan Makowiecki, któremu żona powiedziała zaraz wszystko. Stropił się bardzo szlachcic, bo pana Michała nadzwyczaj lubił i cenił, ale na razie nic wymyślić nie mógł.</akap>

<akap_dialog>--- Jeśli Krzysia się zatnie --- mówił trąc czoło --- to jak tu nawet taką rzecz perswadować?...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Krzysia się zatnie! --- odrzekła pani stolnikowa. --- Krzysia zawsze była taka!</akap_dialog>


<akap>Na to stolnik:</akap>

<akap_dialog>--- Co Michałowi było w głowie, że się przed wyjazdem nie upewnił? Toż mogło się jeszcze gorzej zdarzyć: mógł kto inny przez ten czas serce dziewki pozyskać...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To by do klasztoru wtenczas nie szła --- odrzekła pani stolnikowa. --- Przecie wolna jest.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Prawda! --- odrzekł stolnik.</akap_dialog>


<akap>Ale Zagłobie poczęło już w głowie świtać. Gdyby sekret Krzysi i Wołodyjowskiego był mu znany, wszystko byłoby mu od razu jasne, ale bez tej znajomości istotnie trudno było cośkolwiek zrozumieć.</akap>


<akap>Jednakże bystry dowcip pana Zagłoby począł przebijać mgłę i odgadywać istotne powody i intencji Krzysi, i rozpaczy Wołodyjowskiego.</akap>


<akap>Po chwili był już pewien, że Ketling tkwi w tym, co się stało. Przypuszczeniom jego brakło tylko pewności, postanowił więc pójść do Michała i zbadać go bliżej.</akap>


<akap>Po drodze ogarnął go niepokój, bo tak sobie pomyślał:</akap>


<akap>,,Mojej w tym dużo roboty. Chciałem zasycić miodu na Basine i Michała wesele, ale nie wiem, jeślim --- zamiast miodu --- kwaśnego piwa nie nawarzył, bo nuż Michał do dawnego postanowienia wróci i idąc śladem Krzysi, habit wdzieje..."</akap>


<akap>Tu aż zimno uczyniło się panu Zagłobie, więc przyspieszył kroku i po chwili był w izbie pana Michała.</akap>


<akap>Mały rycerz chodził po komnacie jak zwierz dziki po klatce. Czoło miał groźnie namarszczone, oczy szklane --- cierpiał niezmiernie. Ujrzawszy pana Zagłobę stanął nagle przed nim i założywszy ręce na piersiach, zakrzyknął:</akap>

<akap_dialog>--- Powiedz mi waćpan, co to wszystko znaczy?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Michale! --- odrzekł Zagłoba --- pomyśl, ile to dziewek co rok do klasztorów wchodzi. Zwyczajna rzecz. Są takie, które wbrew woli rodzicielskiej idą dufając[83], że Pan Jezus będzie po ich stronie, a cóż dopiero taka, która jest wolna...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie masz już dłużej tajemnicy! --- zawołał pan Michał. --- Ona nie jest wolna, bo mi afekt i rękę przed odjazdem przyrzekła!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ha! --- rzekł Zagłoba --- tegom nie wiedział. --- Tak jest! --- powtórzył mały rycerz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Może tedy perswazji usłucha?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie dba już o mnie! Nie chciała mnie widzieć! --- zawołał z głębokim żalem Wołodyjowski. --- Jam tu dzień i noc dążył, a ona już mnie i widzieć nie chce! Com ja takiego uczynił! Jakie grzechy na mnie ciążą, że mnie gniew boży ściga, że mną wiatr jakoby liściem zeschłym żenie? Jedna umarła, druga do klasztoru idzie, obie Bóg mi sam odjął, bom widać przeklęty, bo dla każdego jest zmiłowanie, dla każdego łaska, jeno nie dla mnie!...</akap_dialog>


<akap>Pan Zagłoba zadrżał w duszy, by mały rycerz, żalem uniesion, znów bluźnić nie zaczął jako niegdyś po śmierci Anusi Borzobohatej, więc by myśl jego w inną stronę odwrócić, ozwał się:</akap>

<akap_dialog>Bóg, Kobieta, Mężczyzna, Własność, Zemsta--- Michale, nie wątp, że i nad tobą jest miłosierdzie, bo to grzech, a przecie nie możesz tego wiedzieć, co cię jutro czeka? Może ta sama Krzysia, wspomniawszy na twoje sieroctwo, jeszcze intencję odmieni i słowo ci zdzierży? Po wtóre, słuchaj mnie, Michale, zali i to nie pociecha, że ci one gołębie sam Bóg, nasz Ojciec miłosierny, zabiera, nie zaś mąż po ziemi chodzący? Sam powiedz, czyliby tak było lepiej?</akap_dialog>


<akap>Na to mały rycerz począł straszliwie wąsikami ruszać, zgrzyt dobył się z jego zębów i zakrzyknął przyduszonym i urywanym głosem:</akap>

<akap_dialog>--- Gdyby to był człek żywy? --- ha!... Niechby się taki znalazł! Wolałbym!... Zostałaby pomsta...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A tak zostaje modlitwa! --- rzekł Zagłoba. --- Słuchaj mnie, stary przyjacielu, bo lepszej rady nikt ci nie da... Może też Bóg zmieni jeszcze wszystko na dobre. Ja sam... wiesz... innej ci życzyłem, ale widząc twoją boleść, boleję razem z tobą i razem z tobą będę Boga prosił, by cię pocieszył i serce tej nieużytej panny ku tobie znowu nakłonił.</akap_dialog>


<akap>ŁzyTo rzekłszy pan Zagłoba począł ocierać łzy; były to zaś łzy szczerej przyjaźni i politowania. Gdyby to było w mocy pana Zagłoby, byłby w tej chwili odrobił wszystko, co dla usunięcia Krzysi uczynił, i pierwszy rzucił ją w ramiona Wołodyjowskiemu.</akap>

<akap_dialog>Kobieta, Obyczaje, Małżeństwo, Mężczyzna--- Słuchaj! --- rzekł po chwili --- rozmów się jeszcze z Krzysią, przedstaw jej swój lament, swoją boleść nieznośną i niech cię Bóg błogosławi. Chybaby w niej było serce z kamienia, gdyby nie miała się nad tobą ulitować. Ale dufam, że tego nie uczyni. Chwalebna to rzecz habit, ale nie z krzywdy ludzkiej uszyty. Powiedz jej to. Obaczysz... Ej, Michale! Dziś płaczem, a jutro może będziem na zrękowinach[84] pili. Pewien jestem, że tak będzie! Pannisko się stęskniło i dlatego jej habit do głowy przyszedł. Pójdzie ona do klasztoru, ale do takiego, w którym ty będziesz na chrzciny dzwonił... Może też istotnie trocha[85] słabuje[86], a nam o habicie gadała dlatego jeno, żeby nam oczy zamydlić. Przecie z jej gęby tego nie słyszałeś, a da Bóg, i nie usłyszysz! Ha! Umówiliście tajemnicę, a ona nie chciała jej zdradzić i klimkiem w oczy! Klimkiem w oczy! Jako żywo, nic to innego, jeno niewieścia chytrość!</akap_dialog>


<akap>Słowa pana Zagłoby podziałały jak balsam na stroskane serce małego rycerza; nadzieja wstąpiła weń na nowo, oczy wezbrały łzami, i długi czas nic mówić nie mógł; dopiero gdy łzy pohamował, rzucił się w ramiona pana Zagłoby i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Bodaj się tacy przyjaciele na kamieniu rodzili! Czy aby tak będzie, jak waćpan mówisz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nieba bym ci przychylił! Będzie tak! Zali pamiętasz, żebym kiedy fałszywie prorokował, zali nie ufasz mojej eksperiencji i dowcipowi?...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bo waćpan nie imainujesz sobie nawet, jak ja tę pannę miłuję. Nie, żebym o tamtej kochanej niebodze zapomniał, co dzień się za nią modlę! Ale i do tej tak serce przywarło jako huba do drzewa. Mojeż to kochanie! Co ja się o tej niebodze tam w trawach namyślałem, i rankiem, i wieczorem, i w południe! W końcu tom już do siebie gadać począł, ile że[87] konfidenta[88] żadnego nie miałem. Jak mi Bóg miły, że gdy się ordyńca[89] gonić w burzanach[90] przygodziło, tom już w pędzie jeszcze o niej myślał.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wierzę. Mnie z płaczu za jedną dziewką oko w młodości wypłynęło, a jeśli nie wypłynęło całkiem, to bielmem zaszło.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie dziwuj się waćpan; przyjeżdżam, ledwie tchu mi staje, aż tu pierwsze słowo: klasztor. Ale przecie w perswazję ufam i w jej serce, i słowo. Jak to waćpan powiedziałeś? ,,Dobry habit..." ale z czego?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ale nie z krzywdy ludzkiej...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wybornie powiedziane! Że to ja nigdy żadnej maksymy nie mogłem ułożyć. W stanicy byłaby rozrywka gotowa. Niepokój siedzi wciąż we mnie, ale przecie otuchę mi waćpan wlałeś. Ułożyliśmy z nią istotnie, żeby rzecz w tajemnicy została, więc to słuszne, że dziewka mogła jeno dla pozoru o habicie mówić... Jeszcze jakoweś walne argumentum[91] waćpan przytoczyłeś, ale nie mogę sobie przypomnieć... Znacznie mi ulżyło.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To chodź do mnie albo tu każę gąsiorek przynieść. Po drodze się przygodzi!...</akap_dialog>


<akap>Poszli i pili znacznie do późna.</akap>


<akap>Nazajutrz przybrał pan Wołodyjowski ciało w piękne suknie, a twarz w powagę, uzbroił się we wszystkie argumenta, które mu do głowy samemu przyszły, i w te, które mu pan Zagłoba poddał, i tak uzbrojony zeszedł do jadalnej izby, gdzie wszyscy zwykle zgromadzali się na śniadanie. Z całej kompanii brakło też tylko Krzysi, lecz i ona nie dała na się długo czekać, zaledwie bowiem mały rycerz zdołał przełknąć dwie łyżki polewki, gdy przez otwarte drzwi dał się słyszeć szelest sukni i dziewczyna weszła do pokoju.</akap>


<akap>Weszła bardzo prędko, raczej wpadła. Policzki jej płonęły, powieki miała spuszczone, w twarzy pomieszanie, przymus i bojaźń.</akap>


<akap>Zbliżywszy się do Wołodyjowskiego, podała mu obie ręce, ale nie podniosła nań wcale oczu, i gdy on począł całować z zapałem te ręce, zbladła zaraz bardzo, przy tym nie zdobyła się ani na jedno słowo powitania.</akap>


<akap>A jego serce przepełniła wnet miłość, niepokój i zachwycenie na widok tej twarzy delikatnej a mieniącej się jak cudowny obraz; na widok tej postaci wysmukłej a lubej, od której biło jeszcze ciepło niedawnego snu; wzruszyło go nawet jej pomieszanie i owa bojaźń malująca się w obliczu. ,,Kwiatuszku najdroższy! --- pomyślał sobie w duszy --- Czego się boisz? Toż ja bym życie i krew oddał za ciebie..."</akap>


<akap>Ale nie powiedział tego głośno, tylko swoje spiczaste wąsiki przyciskał tak długo i silnie do jej rąk atłasowych, że aż ślady czerwone na nich zostawił.</akap>


<akap>Basia, patrząc na to wszystko, umyślnie nagarnęła sobie płową czuprynę na oczy, by nikt wzruszenia jej nie dostrzegł, ale nikt na nią nie zwracał w tej chwili uwagi; wszyscy spoglądali na tamtą parę i nastało kłopotliwe milczenie.</akap>


<akap>Przerwał je pierwszy pan Michał.</akap>

<akap_dialog>--- Noc mi w smutku i niepokoju zeszła --- rzekł --- bom wszystkich wczoraj widział prócz waćpanny i takie mi okrutne wieści o niej powiedziano, że mi do płakania więcej niż do snu było.</akap_dialog>


<akap>Krzysia słysząc tak otwartą mowę przybladła jeszcze mocniej, tak że Wołodyjowski przez chwilę pomyślał, iż ją omdlenie chwyci, więc rzekł pośpiesznie:</akap>

<akap_dialog>--- Musimy się w tej materii rozmówić, ale teraz o nic nie będę więcej pytał, żebyś się waćpanna uspokoić i ochłonąć mogła. Toć ja nie żaden barbarus[92] ani wilk jestem, a Bóg widzi, ile mam życzliwości dla waćpanny.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dziękuję! --- szepnęła Krzysia.</akap_dialog>


<akap>Jedzenie, ObyczajePan Zagłoba, stolnik i jego żona poczęli bezprzestannie[93] zamieniać ze sobą spojrzenia, jakby zachęcając się wzajemnie do poczęcia zwykłej rozmowy, ale długo żadne nie mogło się jakoś na to odważyć, dopiero pierwszy pan Zagłoba zaczął.</akap>

<akap_dialog>--- Trzeba --- rzekł zwracając się do przybyłych --- żebyśmy pojechali dziś do miasta. Wre już tam przed elekcją jak w ukropie, bo każdy swego kandydata zaleca. Po drodze powiem waszmościom, komu, moim zdaniem, powinniśmy dać kreskę.</akap_dialog>


<akap>Nikt się nie ozwał, więc pan Zagłoba potoczył osowiałym okiem naokoło, wreszcie zwrócił się do Basi:</akap>

<akap_dialog>--- A ty, chrząszczu, pojedziesz z nami?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pojadę choćby na Ruś! --- odrzekła szorstko Basia.</akap_dialog>


<akap>I znów nastało milczenie. Na takich próbach klejenia rozmów, które nie chciały się kleić, przeszło całe śniadanie.</akap>


<akap>Na koniec uczestnicy wstali.</akap>


<akap>Wówczas Wołodyjowski zbliżył się natychmiast do Krzysi i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Muszę z waćpanną sam na sam pomówić.</akap_dialog>


<akap>Po czym podał jej ramię i wyprowadził ją do przyległej izby, do tej samej, która była świadkiem pierwszego ich pocałunku.</akap>


<akap>Posadziwszy Krzysię na sofie, sam siadł przy niej i począł głaskać ją dłonią po włosach, jakoby głaskał małe dziecko.</akap>

<akap_dialog>--- Krzysiu! --- ozwał się wreszcie łagodnym głosem. --- Zali ci konfuzja[94] przeszła? Możeszże mi spokojnie i przytomnie odpowiadać?</akap_dialog>


<akap>Jej konfuzja przeszła, a prócz tego wzruszyła ją jego dobroć, więc po raz pierwszy podniosła na niego na chwilę oczy:</akap>

<akap_dialog>--- Mogę --- odrzekła cicho.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zali prawda, żeś ty się ofiarowała do zakonu?</akap_dialog>


<akap>Na to Krzysia złożyła ręce i poczęła szeptać błagalnie:</akap>

<akap_dialog>--- Nie bierz mi tego waćpan za złe, nie przeklinaj mnie, ale tak!</akap_dialog>

<akap_dialog>Bóg, Kobieta, Mężczyzna, Własność--- Krzysiu! --- rzekł Wołodyjowski --- Godziż to się deptać po szczęśliwości ludzkiej, jako ty po mojej depcesz? Gdzie twoje słowo, gdzie nasza umowa? Jać z Bogiem wojny prowadzić nie mogę, ale to ci naprzód powiem, co pan Zagłoba wczoraj do mnie powiedział, że habit nie powinien być z krzywdy ludzkiej zszywany. Krzywdą moją chwały bożej nie pomnożysz, bo Pan Bóg nad całym światem króluje; jego są narody wszelkie, jego lądy i morza, i rzeki, i ptactwo powietrzne, i zwierz leśny, i słońca, i gwiazdy; on ma wszystko, co ci tylko na myśl przyjść może, i jeszcze więcej, a ja jeno ciebie jedną, kochaną i drogą; tyś moje szczęście, tyś moje mienie całe. I czyli ty możesz przypuścić, że Pan Bóg potrzebuje, on, taki bogacz, jedyny skarb ubogiemu żołnierzowi wydzierać?... Że on w dobroci swojej się na to zgodzi, że się uraduje, nie obrazi?... Patrzże, co mu dajesz --- siebie? Aleś ty moja, boś mi sama przyrzekła, więc cudze mu dajesz, nie własne; dajesz mu moje płakanie, moją boleść, może śmierć moją. Maszże do tego prawo? Rozważ to w sercu i w umyśle, w końcu spytaj sumienia własnego... Bo żebym cię był obraził, żebym się w kochaniu sprzeniewierzył, żebym cię zapomniał, żebym się win jakowychś i zbrodni dopuścił --- ha! Nie mówię, nie mówię! Alem ja pojechał do ordy nasłuchiwać, grasantów podchodzić, ojczyźnie krwią, zdrowiem i wczasem służyć, a ciebiem kochał, o tobiem po dniach całych i nocach przemyśliwał i jako jeleń do wód, jako ptak do powietrza, jako dziecko do matki i jak rodzic do dziecka, takem do ciebie tęsknił!... I za to wszystko takież mi powitanie, taką mi nagrodę zgotowałaś?... Krzysiu najmilsza, mój przyjacielu, moje kochanie wybrane, powiedz mi, skąd się to wzięło? Wymień mi swoje racje równie szczerze, równie otwarcie, jak ja ci swoje racje i swoje prawa przytaczam; dochowaj mi wiary, nie ostawiaj mnie samego jeno z nieszczęściem. Samaś mi dała prawo --- nie czyń mnie banitem[95]!...</akap_dialog>


<akap>Kondycja ludzka, Miłość, Serce, WinaNie wiedział nieszczęsny pan Michał, że jest prawo większe i starsze od wszelkich ludzkich, na mocy którego serce za miłością tylko iść musi i idzie, a które kochać przestaje, to już tym samym najgłębszego wiarołomstwa się dopuszcza, choć często tak niewinnie, jak niewinnie gaśnie lampa, w której się olej wypalił.</akap>


<akap>Więc nie wiedząc o tym Wołodyjowski za kolana Krzysię objął i prosił, i błagał, a ona odpowiadała mu tylko potokami łez, bo właśnie już sercem odpowiedzieć nie mogła.</akap>

<akap_dialog>--- Krzysiu --- rzekł wreszcie, wstając, rycerz --- we łzach twoich szczęśliwość moja utonąć może, a ja cię nie o to, jeno o ratunek proszę!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie pytaj mnie waćpan o racje! --- odrzekła łkając Krzysia --- nie pytaj o przyczyny, bo to już tak być musi i inaczej być nie może. Nie wartam takiego, jak waćpan, człowieka i nigdy nie byłam warta... Wiem, jaką waćpanu krzywdę czynię, i to mnie boli tak okrutnie, że ot! Rady dać sobie nie mogę!... Ja wiem, że to krzywda... O Boże wielki, serce się kraje! Wybacz waćpan, nie opuszczaj mnie w gniewie, odpuść, nie przeklinaj!</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy Krzysia rzuciła się przed Wołodyjowskim na kolana.</akap>

<akap_dialog>--- Wiem, że cię krzywdzę, ale łaski waćpanowej i zmiłowania proszę!</akap_dialog>


<akap>Tu ciemna główka Krzysi schyliła się aż do podłogi. Wołodyjowski podniósł w jednej chwili przemocą biedną płaczkę i posadził ją na powrót na sofie, sam zaś począł chodzić jak błędny po komnacie. Czasami stawał nagle i pięści do skroni przykładał, to znów chodził, na koniec stanął przed Krzysią.</akap>

<akap_dialog>--- Zostawże sobie czas, a mnie jakowąś nadzieję --- rzekł. --- Pomyśl, że i ja nie z kamienia. Czemu mi rozpalone żelazo bez żadnej litości przykładasz? Toż choćbym nie wiem jak był cierpliwy, przecie gdy skóra zasyczy, to i mnie boleść przejmie... Jać nie umiem nawet powiedzieć, jak mi boleśno... Dalibóg, nie umiem!... Prostak, widzisz, jestem i lata w wojnie zeszły... O dla Boga! O Jezu miły! W tej samej izbie my się kochali! Krzychna! Krzychna! Myślałem, że po wiek będziesz moja, a teraz nic, nic! Co się z tobą stało? Kto ci serce odmienił? Krzysiu, toćże ja ten sam!... I tego nie wiesz, że dla mnie to gorszy cios niż dla innego, bom ja już jedno kochanie stracił. Jezu, co ja jej powiem, żeby jej serce poruszyć?... Człek się tylko męczy, i tyle. Ostawże mi choć nadzieję! Nie odbieraj wszystkiego od razu!...</akap_dialog>


<akap>Krzysia nie odrzekła nic, tylko łkanie wstrząsało nią coraz większe, mały rycerz zaś stał przed nią hamując z początku żal, a potem gniew straszny i dopiero gdy go w sobie złamał, powtórzył:</akap>

<akap_dialog>--- Ostawże mi choć nadzieję! Słyszysz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie mogę, nie mogę! --- odpowiedziała Krzysia.</akap_dialog>


<akap>Na to pan Wołodyjowski poszedł do okna i głowę do zimnej szyby przyłożył. Długi czas stał tak bez ruchu, na koniec odwrócił się i postąpiwszy parę kroków ku Krzysi rzekł bardzo cicho:</akap>

<akap_dialog>--- Bądź waćpanna zdrowa! Nic tu po mnie. Oby ci było dobrze, jako mnie będzie źle! Wiedz o tym, że ci usty zaraz odpuszczam, a jak Bóg da, to ci i sercem odpuszczę... Miej jeno więcej miłosierdzia nad męką ludzką i drugi raz nie przyrzekaj. Nie ma co gadać, nie wynoszę szczęścia z tych progów!... Bądź zdrowa!</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy ruszył wąsikami, skłonił się i wyszedł. W przyległej komnacie zastał oboje stolnikostwo i Zagłobę, którzy porwali się zaraz, jakby chcąc wypytywać, ale on tylko ręką machnął.</akap>

<akap_dialog>--- Na nic wszystko! --- rzekł. --- Ostawcie mnie w spokoju!...</akap_dialog>


<akap>Kobieta, Mężczyzna, ZdradaZ tej komnaty wąski korytarzyk prowadził do jego izby; w korytarzyku owym, przy schodach do panieńskiej kwatery, Basia zastąpiła małemu rycerzowi drogę.</akap>

<akap_dialog>--- Niech waćpana Bóg pocieszy i odmieni Krzysine serce! --- zawołała drgającym od łez głosem.</akap_dialog>


<akap>GniewOn przeszedł mimo, nawet nie spojrzawszy na nią, nie powiedziawszy ni słowa. Nagle porwał go gniew szalony, gorycz wezbrała w piersi, więc zawrócił się i stanął przed niewinną Basią ze zmienioną i pełną szyderstwa twarzą.</akap>

<akap_dialog>--- Przyrzecz waćpanna Ketlingowi rękę --- rzekł chrapliwie --- rozkochaj go, a potem podepcz, rozedrzyj mu serce i idź do klasztoru!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Panie Michale! --- zawołała ze zdumieniem Basia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wygódź sobie, zakosztuj pocałowań, a potem idź pokutować!... Bodaj was zabito!...</akap_dialog>


<akap>Tego było już Basi zanadto. Bóg jeden wiedział, ile było zaparcia się siebie w tym życzeniu, jakie Wołodyjowskiemu wypowiedziała, by Bóg odmienił Krzysine serce --- i za to spotykało ją niesłuszne posądzenie, szyderstwo, obelga w chwili właśnie, w której byłaby oddała krew, by pocieszyć niewdzięcznika.</akap>


<akap>Więc wzburzyła się w niej natychmiast prędka jak płomień duszka, policzki zapałały, rozdęły się różowe nozdrza i bez chwili namysłu zawołała potrząsając płową czupryną:</akap>

<akap_dialog>--- Wiedz waćpan, że dla Ketlinga nie ja idę do klasztoru!</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy skoczyła na schody i znikła sprzed oczu rycerza.</akap>


<akap>A on stanął jak słup kamienny, potem zaczął wodzić rękoma po twarzy i przecierać sobie oczy na kształt człowieka, który się budzi ze snu.</akap>


<akap>Wtem zabiegł krwią, chwycił się za szablę i zakrzyknął strasznym głosem:</akap>

<akap_dialog>--- Gorze zdrajcy!</akap_dialog>


<akap>I w kwadrans później pędził do Warszawy, aż wiatr wył mu w uszach, aż grudki ziemi leciały stadem spod kopyt jego konia.</akap>



<naglowek_rozdzial>Rozdział XIX</naglowek_rozdzial>



<akap>Ujrzeli go odjeżdżającego stolnikostwo, a także pan Zagłoba, i niepokój ogarnął wszystkie serca, więc pytali się wzajemnie oczyma, co się stało i dokąd jedzie?</akap>

<akap_dialog>--- Boże wielki! --- zawołała pani stolnikowa --- jeszcze gdzie na Dzikie Pola ruszy i nie ujrzę go więcej w życiu!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Albo w klasztorze za przykładem tamtej błaźnicy się zamknie! --- rzekł zdesperowany pan Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tu trzeba radzić! --- dodał stolnik.</akap_dialog>


<akap>Wtem otworzyły się drzwi i do pokoju wpadła jak wicher Basia, wzburzona, blada i zatkawszy oczy palcami, tupiąc zarazem na środku izby jak małe dziecko zaczęła piszczeć:</akap>

<akap_dialog>--- Rety! Ratujcie! Pan Michał pojechał zabić Ketlinga! Kto w Boga wierzy, niech leci za nim hamować! Rety! Rety!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Co ci jest, dziewczyno? --- zawołał chwytając jej ręce Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Rety! Pan Michał zabije Ketlinga! Przeze mnie krew się poleje, a Krzysia umrze, wszystko przeze mnie!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Gadaj! --- krzyknął potrząsając nią Zagłoba. --- Skąd wiesz? Dlaczego przez ciebie?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bom mu w złości powiedziała, że oni się miłują, że Krzysia dla Ketlinga idzie za kratę. Kto w Boga wierzy, niech leci, hamuje! Jedź waćpan co prędzej, jedźcie wszyscy, jedźmy wszyscy!</akap_dialog>


<akap>Pan Zagłoba, nieprzywykły czasu w takich wypadkach tracić, wypadł na podwórzec i natychmiast kazał zaprzęgać do karabona.</akap>


<akap>Pani stolnikowa chciała wypytywać Basię o zdumiewającą nowinę, ani się bowiem dotychczas domyślała jakichkolwiek między Krzysią i Ketlingiem afektów, lecz Basia wypadła za panem Zagłobą, aby nad zaprzęganiem czuwać, pomagała wyprowadzać konie, zakładać je do dyszla, na koniec zajechała na koźle z gołą głową przed ganek, na którym dwaj mężowie, już przybrani, czekali.</akap>

<akap_dialog>--- Wyłaź --- rzekł do niej Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie wylazę!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wyłaź! Mówię ci!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie wylazę! Siadajcie, macie siadać, a nie, to sama pojadę!</akap_dialog>


<akap>To mówiąc zebrała lejce, a oni widząc, że upór dziewczyny znaczną mógłby spowodować mitręgę[96], przestali ją wzywać, by zlazła.</akap>


<akap>Tymczasem nadbiegł z biczem czeladnik, a pani stolnikowa zdołała jeszcze wynieść Basi szubkę i kołpaczek, bo dzień był chłodny.</akap>


<akap>Po czym ruszyli.</akap>


<akap>Basia pozostała na koźle; pan Zagłoba pragnąc się z nią rozmówić, wzywał ją, by się przesiadła na przednie siedzenie, ale i tego nie chciała uczynić, może ze strachu, by jej nie łajano; więc musiał wypytywać z daleka, a ona odpowiadała mu nie odwracając głowy.</akap>

<akap_dialog>--- Skąd ty wiesz --- rzekł --- o tym, coś o tamtych dwojgu Michałowi powiedziała?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ja wszystko wiem!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czy Krzysia powiedziała ci cośkolwiek?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Krzysia nic mi nie mówiła.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To może Szkot?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie, ale ja wiem, że on dlatego do Anglii wyjeżdża. Wszystkich wywiódł w pole prócz mnie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zadziwiająca rzecz! --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap>A Basia:</akap>

<akap_dialog>Swaty--- Waćpana to robota; nie trzeba ich było ku sobie popychać.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Cicho tam siedź i nie wtrącaj się w nie swoje rzeczy! --- odparł Zagłoba, którego ubodło to najwięcej, że przy stolniku latyczowskim spotkała go ta wymówka.</akap_dialog>


<akap>Więc po chwili jeszcze dodał:</akap>

<akap_dialog>--- Ja popychałem kogo! Ja raiłem? Ot, to! Lubię takie supozycje!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Aha? Może nie? --- odrzekła dziewczyna.</akap_dialog>


<akap>I dalej jechali w milczeniu.</akap>


<akap>Pan Zagłoba nie mógł jednak opędzić się myśli, że Basia ma słuszność i że wszystkiemu, co zaszło, on winien jest w znacznej części. Myśl ta gryzła go niepomału, a że i karabon trząsł przy tym okrutnie, więc stary szlachcic wpadł w jak najgorszy humor i nie szczędził sam sobie wyrzutów.</akap>


<akap>,,Słuszna by była rzecz --- myślał --- gdyby Wołodyjowski z Ketlingiem uszy obcięli mi na współkę. MałżeństwoŻenić kogoś wbrew woli to toż samo, co by mu kazać na koniu twarzą do ogona jeździć. Ma rację ta mucha! Jeśli się tamci pobiją, krew Ketlingowa spadnie na mnie. O, tom się na starość w praktyki wdał! Tfu, do licha! Jeszcze mnie w ostatku mało w pole nie wywiedli, bom się ledwie domyślał, czemu Ketling chce za morze, a tamta kawka do klasztoru, tymczasem hajduczek wszystko, jak się pokazuje, od dawna spenetrował..."</akap>


<akap>Tu zamyślił się pan Zagłoba, po chwili zaś mruknął:</akap>

<akap_dialog>--- Szelma, nie dziewczyna! Michał od raka oczu pożyczył, żeby taką dla tamtej kukły spostponować[97]!</akap_dialog>


<akap>Tymczasem dojechali do miasta, ale tu dopiero zaczęły się trudności, bo żadne z nich nie wiedziało, ani gdzie mieszka obecnie Ketling, ani też dokąd mógł udać się Wołodyjowski, szukać zaś w takim tłumie ludzi było to szukać ziarna w korcu maku.</akap>


<akap>Naprzód więc udali się na dwór hetmana wielkiego. Tam powiedziano im, że Ketling właśnie tego ranka ma wyjechać w zamorską podróż. Wołodyjowski zaś był rozpytując się o niego, ale gdzie się udał, nikt nie wiedział. Przypuszczano, że może do chorągwi stojących w polu za miastem.</akap>


<akap>Pan Zagłoba kazał nawrócić ku obozowi, ale i tam nie można było złapać języka. Objechali jeszcze wszystkie gospody przy ulicy Długiej, byli na Pradze, wszystko na próżno.</akap>


<akap>Tymczasem zapadła noc, a że o gospodzie nie było co i myśleć, musieli wracać do domu.</akap>


<akap>Wracali w strapieniu, Basia popłakiwała trochę, pobożny stolnik odmawiał pacierze, Zagłoba naprawdę był niespokojny. Próbował jednak pocieszyć siebie i kompanię.</akap>

<akap_dialog>--- Ha! Kłopoczemy się --- rzekł --- a tam Michał może już w domu?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Albo usieczon! --- rzekła Basia.</akap_dialog>


<akap>I poczęła wić się na bryce powtarzając ze łzami:</akap>

<akap_dialog>--- Uciąć mi język! Moja wina! Moja wina! O Jezu! Ja chyba zwariuję!</akap_dialog>


<akap>A Zagłoba:</akap>

<akap_dialog>--- Cichaj, dziewczyno! Nie twoja wina! I to wiedz, że jeśli kto usieczon, to nie Michał!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Mnie i tamtego żal! Pięknieśmy mu zapłacili za gościnność, nie ma co mówić. Boże! Boże!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Prawda by była! --- dorzucił pan Makowiecki.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dajcie, do licha, spokój! Ketling pewnie już tam bliżej Prus niż Warszawy. Przecieżeście słyszeli, że wyjechał. Mam też w Bogu nadzieję, że choćby się i spotkali z Wołodyjowskim, wspomną na starą przyjaźń, na odbywane razem służby. Toż oni strzemię w strzemię jeździli, sypiali na jednej kulbace, razem chodzili na podjazdy, w jednej krwi maczali ręce. W całym wojsku amicycja ich tak była sławna, że Ketlinga z uwagi na jego gładkość nazywali żoną Wołodyjowskiego. Niepodobieństwo, żeby im to na myśl nie przyszło, gdy się ujrzą!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czasem to jednak i tak bywa --- rzekł roztropny stolnik --- że właśnie największa przyjaźń w największą zawziętość się przeradza. Tak w moich stronach pan Deyma usiekł pana Ubysza, z którym dwadzieścia lat w największej żył konkordii[98]. Mogę waszmości szczegółowie ten nieszczęśliwy przypadek opowiedzieć.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Żeby myśl była swobodniejsza, chętnie bym posłuchał, tak samo jak rad słucham jejmości dobrodziejki, waszmościnej małżonki, która także ma zwyczaj dokumentnie opowiadać, nie odkładając genealogii na stronę; ale mi to w głowie utkwiło, co waść o przyjaźni i zawziętości rzekł. Niech Bóg broni, niech Bóg broni, by i teraz tak być miało!</akap_dialog>


<akap>Stolnik na to:</akap>

<akap_dialog>--- Jeden zwał się pan Deyma, drugi pan Ubysz! Obaj godni ludzie i komilitoni[99]...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Oj, oj, oj! --- rzekł ponuro pan Zagłoba. --- Ufajmy w miłosierdziu bożym, że teraz tak nie będzie, ale jeśli się zdarzy, to w takim razie Ketling trup!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nieszczęście! --- rzekł po chwili milczenia stolnik. --- Tak! Tak! Deyma i Ubysz! Jak dziś pamiętam! A szło także o białogłowę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Wiecznie te białogłowy! Pierwsza lepsza kawka takiego ci piwa nawarzy, że kto wypije, temu po nim będzie niestrawno --- mruknął Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Waćpan na Krzysię nie napadaj! --- zawołała nagle Basia.</akap_dialog>


<akap>Na to Zagłoba:</akap>

<akap_dialog>--- Bogdaj się był Michał w tobie zakochał, nie byłoby tego wszystkiego...</akap_dialog>


<akap>Tak rozmawiając dojechali do domu. Serca zabiły im na widok światła w oknach, bo pomyśleli, że może Wołodyjowski już wrócił.</akap>


<akap>Tymczasem przyjęła ich sama pani stolnikowa niespokojna bardzo i stroskana. Dowiedziawszy się, że wszelkie poszukiwania na nic się nie przydały, zalała się rzewnymi łzami i poczęła wyrzekać, że brata już więcej nie obaczy; Basia zawtórowała jej zaraz w lamentach, również Zagłoba nie mógł sobie dać rady ze strapienia.</akap>

<akap_dialog>--- Pojadę jeszcze jutro do dnia, ale sam --- rzekł --- może się czegoś o nich dowiem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Będziem szukać lepiej we dwóch --- wtrącił stolnik.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie! Waszmość zostań przy niewiastach. Jeśli Ketling żyw, dam wam znać.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dla Boga! Toż my w domu tego człowieka mieszkamy! --- rzekł znów stolnik. --- Jutro trzeba będzie jakąkolwiek gospodę znaleźć, a niechby i namioty w polu rozbić, byle tu dłużej nie mieszkać!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Czekajcie wieści ode mnie, bo się znów pogubimy! --- rzekł Zagłoba. --- Jeśli Ketling usieczon...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ciszej waść mów, na rany boskie! --- zawołała stolnikowa --- bo służba co usłyszy i jeszcze Krzysi doniesie, a ona i tak ledwie żywa.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pójdę do niej --- rzekła Basia.</akap_dialog>


<akap>I skoczyła na górę. Tamci zostali w trosce i bojaźni. BurzaNikt nie spał w całym domu. Myśl, że Ketling może już jest trupem, strachem napełniała ich serca. W dodatku noc uczyniła się duszna, ciemna, grzmoty poczęły huczeć i przewalać się po niebie, a później jaskrawe błyskawice rozdzierały co chwila ciemność. O północy pierwsza tej wiosny burza rozszalała się nad ziemią. Pobudziła się nawet służba.</akap>


<akap>Modlitwa, ObyczajeKrzysia i Basia zeszły z panieńskiej izby do jadalnej komnaty. Tam całe towarzystwo poczęło odprawiać modlitwy i potem siedziało w milczeniu, powtarzając chórem, wedle zwyczaju, za każdym uderzeniem pioruna: ,,A słowo stało się ciałem!"</akap>


<akap>W poświstach wichru słychać było czasami coś jakby tętent, a wówczas zgroza i przestrach podnosiły włosy na głowie Basi, stolnikowej i obu starszych mężów, bo im się zdawało, że lada chwila drzwi się otworzą i wejdzie Wołodyjowski umazany w krwi Ketlingowej.</akap>


<akap>Łagodny zwykle i zacny pan Michał pierwszy raz w życiu zaciężył jak kamień na sercach ludzkich tak, że sama myśl o nim napełniała je przerażeniem.</akap>


<akap>Noc jednak zeszła bez wieści o małym rycerzu. Świtaniem, gdy burza uspokoiła się nieco, pan Zagłoba ruszył po raz drugi do miasta.</akap>


<akap>Cały ten dzień był dniem cięższego jeszcze niepokoju. Basia aż do wieczora przesiadywała w oknie lub przed bramą, spoglądając na drogę, którą pan Zagłoba mógł nadjechać.</akap>


<akap>Tymczasem czeladź z rozkazu pana stolnika pakowała z wolna łuby do drogi.</akap>


<akap>Krzysia zajęta była pilnowaniem owej roboty, gdyż tym sposobem mogła się trzymać opodal obojga państwa Makowieckich i pana Zagłoby.</akap>


<akap>Jakkolwiek bowiem pani stolnikowa nie wspomniała przy niej dotąd ani jednym słowem o bracie, jednakże samo to milczenie przekonywało Krzysię, że i miłość pana Michała dla niej, i dawniejsze tajemne ich układy, i świeża jej odmowa na jaw wyszły. A wobec tego trudno było przypuszczać, aby ci ludzie, Wołodyjowskiemu najbliżsi, nie mieli do niej żalu i urazy. Biedna Krzysia czuła, że tak być musi, że tak jest, że odsunęły się od niej te kochające dotychczas serca, więc i sama wolała cierpieć na uboczu.</akap>


<akap>Pod wieczór łuby były gotowe, tak że od biedy można było tegoż samego dnia wyruszyć. Ale pan Makowiecki czekał jeszcze wieści od Zagłoby. Podano wreszcie wieczerzę, której nikt jeść nie chciał, i wieczór począł się wlec ciężko, nieznośnie, a tak głucho, jak gdyby wszyscy nasłuchiwali, co zegar szepce.</akap>

<akap_dialog>--- Przejdźmy do bawialni --- rzekł wreszcie stolnik. --- Niepodobna już tu wytrzymać. PiesPrzeszli i siedli, ale nim zdołał ktokolwiek pierwsze słowo przemówić, za oknem poczęły się odzywać psy.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jedzie ktoś! --- zawołała Basia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Psy naszczekują jak na swego! --- zauważyła pani stolnikowa.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Cicho no! --- rzekł stolnik. --- Słychać turkot!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Cicho! --- powtórzyła Basia. --- Tak, słychać coraz lepiej... to pan Zagłoba.</akap_dialog>


<akap>Basia i stolnik porwali się na równe nogi i wybiegli; stolnikowej poczęło bić serce, ale została z Krzysią, aby zbytnim pośpiechem nie zdradzić, że pan Zagłoba jakieś zbyt ważne nowiny przywozi.</akap>


<akap>Tymczasem turkot rozległ się tuż pod oknami, a potem ustał nagle.</akap>


<akap>Jakieś głosy dały się słyszeć w sieni i po chwili do komnaty wpadła jak huragan Basia z tak zmienioną twarzą, jak gdyby ujrzała widmo.</akap>

<akap_dialog>--- Basiu, co to? Kto to? --- spytała z przerażeniem pani Makowiecka.</akap_dialog>


<akap>Lecz nim Basia zdążyła złapać oddech i odpowiedzieć, drzwi otwarły się i weszli przez nie naprzód stolnik, potem Wołodyjowski, na koniec Ketling.</akap>



<naglowek_rozdzial>Rozdział XX</naglowek_rozdzial>



<akap>Ketling był tak zmieszany, że ledwie zdołał skłonić się nisko paniom, po czym stanął nieruchomie, z kapeluszem przy piersiach, z przymkniętymi oczyma, podobny do cudownego obrazu; Wołodyjowski zaś uścisnął po drodze siostrę i zbliżył się do Krzysi.</akap>


<akap>Twarz dziewczyny była biała jak płótno, aż lekki meszek nad jej ustami wydał się ciemniejszy niż zwykle; pierś jej wznosiła się i opadała gwałtownie, lecz Wołodyjowski wziął łagodnie jej rękę i do ust przycisnął; po czym ruszał czas jakiś wąsikami, jakby zbierając myśli, na koniec ozwał się z wielkim smutkiem, ale i z wielkim spokojem:</akap>

<akap_dialog>--- Moja mościa panno albo lepiej: moja Krzysiu kochana! Wysłuchaj mnie bez trwogi, bom też nie jakowyś Scyta ani Tatarzyn, ani dzik, jeno przyjaciel, który chociaż sam nie bardzo szczęśliwy, przecie twojego szczęścia pragnie. Już się wszystko wydało, że wy się z Ketlingiem miłujecie. Panna Basia mi to w gniewie słusznym w oczy rzuciła, ja się zaś nie wypieram, żem wypadł z tego domu w furii i leciałem szukać pomsty nad Ketlingiem... Kto wszystko utraci, tym łatwie zemsta targnie, a ja, jak mi Bóg miły, tak cię okrutnie kochałem i nie tylko jako kawaler pannę... Bo gdybym już był żonaty i gdyby mnie Pan Bóg chłopyszka jedynego dał albo dziewczynę, a potem zabrał, to bym też ich tak może nie żałował, jakom ciebie żałował...</akap_dialog>


<akap>Tu zbrakło na chwilę głosu panu Michałowi, ale wnet się pohamował i ruszywszy kilkakroć wąsikami, tak dalej mówił:</akap>

<akap_dialog>--- No, żal żalem, a rady nie ma. Że cię Ketling pokochał, nie dziwota! Kto by cię nie pokochał?! A żeś ty jego pokochała, to taki już mój los, ale dziwić się także nie ma czemu, bo gdzie mnie tam do Ketlinga! W polu, niech on sam powie, przeciem nie gorszy; wszelako to co innego, a to co innego!... Pan Bóg jednego ozdobił, drugiemu ujął, ale zastanowieniem nagrodził. Tak i mnie, jak tylko wiatr w drodze obwiał, a pierwsza furia minęła, zaraz sumienie rzekło: za co ich będziesz karał? Za co rozlejesz tę krew przyjacielską? Pokochali się, to wola boska. Kondycja ludzka, Miłość, SerceNajstarsi ludzie mówią, że przeciw sercu i hetmański rozkaz na nic. Wola boska, że się pokochali, ale że nie zdradzili, to ich poczciwość... Żeby choć Ketling był wiedział, żeś mi przyrzekła, może bym mu zakrzyknął: ,,gas!" --- ale on i tego nie wiedział. Co winien? --- Nic! A ty coś winna? --- Nic! On chciał wyjechać, tyś chciała do Boga... Dola moja winna, nikt więcej, bo to już widać palec boży w tym, bym ja w sieroctwie pozostał... No, zmogłem się! Zmogłem!...</akap_dialog>


<akap>Pan Michał znów urwał i począł oddychać szybko jak człek, co po długim nurkowaniu z wody na powietrze wychynął, po czym wziął Krzysi rękę.</akap>

<akap_dialog>--- Tak miłować --- rzekł --- żeby dla siebie wszystkiego chcieć, nie sztuka. Trojgu nam się serce rozdziera --- pomyślałem --- niechże lepiej jedno przycierpi, a tamtym pociechę sprawi. Daj ci Boże, Krzysiu, szczęście z Ketlingiem... Amen... daj ci Boże, Krzysiu, szczęście z Ketlingiem!... Mnie trocha boli, ale to nic... Daj ci Boże... Dalibóg, to nic!... Zmogłem się!...</akap_dialog>


<akap>Mówił żołnierzysko: ,,nic!", a przecie aż zęby ścisnął i syczeć począł, a z drugiego końca izby ozwało się wycie Basi.</akap>

<akap_dialog>--- Ketling, bywaj bracie! --- krzyknął Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap>Ketling zbliżył się, klęknął, otworzył ręce i w milczeniu, w największej czci i miłości objął kolana Krzysi.</akap>


<akap>A Wołodyjowski począł mówić przerywanym głosem:</akap>

<akap_dialog>--- Ściśnij mu głowę! Nacierpiało się chłopisko też... Boże wam błogosław!... Nie pójdziesz do klasztoru... Wolę, że mnie będziecie błogosławić, niż żebyście mieli przeklinać... Pan Bóg nade mną, choć mi teraz ciężko...</akap_dialog>


<akap>Basia, nie mogąc wytrzymać dłużej, wypadła z izby, co spostrzegłszy pan Wołodyjowski zwrócił się do stolnika i siostry:</akap>

<akap_dialog>--- Idźcie do drugiej izby --- rzekł --- a ich ostawcie... Ja sobie też pójdę gdzie indziej, bo trocha sobie przyklęknę i panu Jezusowi się polecę...</akap_dialog>


<akap>I wyszedł.</akap>


<akap>ŁzyW pół korytarzyka spotkał przy schodach Basię, w tym samym miejscu, w którym uniesiona gniewem, zdradziła tajemnicę Krzysi i Ketlinga. Ale teraz Basia stała oparta o mur zanosząc się od płaczu.</akap>


<akap>Rozczulił się na ten widok pan Michał nad własnym losem; wstrzymywał się dotąd, jak mógł, ale w tej chwili pękły tamy żalu i łzy potokiem popłynęły mu z oczu.</akap>

<akap_dialog>--- Czego waćpanna płaczesz? --- zawołał żałośnie.</akap_dialog>


<akap>Basia podniosła główkę i wtykając jak dziecko to jedną, to drugą piąstkę w oczy, zanosząc się i chwytając w otwarte usta powietrze odpowiedziała mu ze łkaniem:</akap>

<akap_dialog>--- Tak mi żal!... O, dla Boga! O Jezu!... Pan Michał taki zacny, taki poczciwy!... O, dla Boga!...</akap_dialog>


<akap>Wówczas on schwycił jej ręce i począł całować z wdzięczności i rozrzewnienia.</akap>

<akap_dialog>--- Bóg ci zapłać! Bóg ci zapłać za serce! --- rzekł. --- Cicho, nie płacz!</akap_dialog>


<akap>Lecz Basia tym bardziej poczęła łkać i zanosić się. Każda żyłka trzęsła się w niej z żalu, ustami poczęła chwytać coraz spieszniej powietrze, na koniec, tupiąc nóżkami z uniesienia, jęła wołać tak głośno, aż rozlegało się po całym korytarzu:</akap>

<akap_dialog>--- Głupia Krzysia! Ja bym wolała jednego pana Michała niż dziesięciu Ketlingów! Ja pana Michała kocham z całej siły... lepiej niż ciotkę, lepiej... niż wujka... lepiej niż Krzysię!...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dla Boga! Basiu! --- zawołał mały rycerz.</akap_dialog>


<akap>I chcąc pohamować jej uniesienie chwycił ją w objęcia, a ona przytuliła się z całej siły do jego piersi, tak że uczuł jej serce bijące jak w zmęczonym ptaku, więc objął ją jeszcze krzepciej[100] i tak trwali.</akap>


<akap>Nastało długie milczenie.</akap>

<akap_dialog>--- Basiu! Zechceszże ty mnie? --- ozwał się mały rycerz.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Tak! Tak! Tak! --- odpowiedziała Basia.</akap_dialog>


<akap>Na tę odpowiedź i jego z kolei chwyciło uniesienie, przycisnął usta do jej różanych dziewiczych ustek i znów tak trwali.</akap>


<akap>Tymczasem zaturkotała bryczka i pan Zagłoba wpadł do sieni, następnie do jadalnej izby, w której siedzieli stolnik z żoną.</akap>

<akap_dialog>--- Nie ma Michała! --- krzyknął jednym tchem. --- Szukałem wszędzie! Pan Krzycki mówił, że widział ich z Ketlingiem! Pewno się bili!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Michał jest --- odpowiedziała pani stolnikowa --- przywiózł Ketlinga i oddał mu Krzysię!</akap_dialog>


<akap>Słup soli, w który żona Lota została zamieniona, pewnie mniej osłupiałą miał minę niż w tej chwili pan Zagłoba. Czas jakiś trwało zupełne milczenie, po czym stary szlachcic przetarł oczy i spytał:</akap>

<akap_dialog>--- Hę?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Krzysia z Ketlingiem tu obok siedzą, a Michał poszedł się modlić --- odrzekł stolnik.</akap_dialog>


<akap>Pan Zagłoba wszedł bez chwili wahania się do izby i choć już wiedział o wszystkim, zdumiał się powtórnie, widząc Ketlinga i Krzysię siedzących czołem w czoło. Oni zerwali się, zmieszani bardzo i nie umiejący słowa przemówić, zwłaszcza że za panem Zagłobą weszli i stolnikostwo.</akap>

<akap_dialog>--- Życia nie starczy na wdzięczność Michałowi! --- rzekł wreszcie Ketling. --- Jego to dzieło szczęście nasze!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Szczęść wam Boże! ------ rzekł stolnik. --- Michałowi nie będziem się przeciwić!</akap_dialog>


<akap>Krzysia osunęła się w objęcia pani stolnikowej i poczęły płakać obie. Pan Zagłoba był jakby ogłuszony. Ketling pochylił się do kolan stolnikowych jak syn do ojcowskich, ów zaś podniósł go i --- widać z nawału myśli albo z konfuzji --- rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- A pana Ubysza pan Deyma usiekł! Michałowi dziękuj, nie mnie!</akap_dialog>


<akap>Po chwili zaś spytał:</akap>

<akap_dialog>--- Żono, jak to było owej białogłowie na przezwisko?</akap_dialog>


<akap>Lecz pani stolnikowa nie miała czasu na odpowiedź, bo w tej chwili wbiegła Basia, bardziej zadyszana niż zwykle, bardziej różowa niż zwykle, z czupryną opadniętą na oczy bardziej niż zwykle, przyskoczyła do Ketlinga i Krzysi i podsuwając palec to jednemu, to drugiemu do oczu, poczęła wołać:</akap>

<akap_dialog>--- Aha! Dobrze! Wzdychajcie, kochajcie się! Żeńcie! Myślicie, że pan Michał sam zostanie na świecie?! Otóż nie, bo ja się za niego machnę, bo go kocham i sama mu to powiedziałam. Pierwsza mu to powiedziałam, a on spytał, czy go chcę, a ja mu powiedziałam, że go wolę od dziesięciu innych, bo go kocham i będę najlepszą żoną, i nie odstąpię go nigdy, i będziem razem wojowali. Ja go z dawna kochałam, chociażem nie mówiła nic, bo on najzacniejszy i najlepszy, i kochany... A teraz się sobie żeńcie, a ja się za pana Michała machnę choćby jutro... bo...</akap_dialog>


<akap>Tu zbrakło tchu Basi.</akap>


<akap>Spoglądali na nią wszyscy nie rozumiejąc, czy oszalała, czy też prawdę mówi; następnie zaczęli spoglądać na siebie, a wtem we drzwiach ukazał się za Basią Wołodyjowski.</akap>

<akap_dialog>--- Michale! --- spytał stolnik, gdy przytomność głos mu wróciła --- Zali to prawda, co my słyszym?</akap_dialog>


<akap>Na to mały rycerz z powagą wielką:</akap>

<akap_dialog>--- Bóg cud uczynił i to jest moja pociecha, moje kochanie, mój skarb największy!</akap_dialog>


<akap>Po tych słowach skoczyła znów Basia ku niemu jak sarna.</akap>


<akap>Tymczasem maska zdumienia opadła z twarzy pana Zagłoby, a natomiast biała broda poczęła mu się trząść, otworzył szeroko ramiona i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Dalibóg, ryknę!... Hajduczku, Michale, pójdźcie tu!...</akap_dialog>

Przypisy

  1. <slowo_obce>stadło</slowo_obce> --- małżeństwo.
  2. <slowo_obce>snadnie</slowo_obce> (przestarz.) --- łatwo.
  3. <slowo_obce>niesnaski</slowo_obce> --- sprzeczki, kłótnie.
  4. <slowo_obce>trzos</slowo_obce> --- woreczek na pieniądze.
  5. <slowo_obce>pedogra</slowo_obce> --- właść. podagra, choroba, zwana też dną moczanową.
  6. <slowo_obce>samotrzeć</slowo_obce> (przestarz.) --- w trzy osoby.
  7. <slowo_obce>teatrum</slowo_obce> (łac.) --- teatr.
  8. <slowo_obce>królestwo</slowo_obce> --- para królewska;
  9. <slowo_obce>konfident</slowo_obce> (z łac.) --- powiernik.
  10. <slowo_obce>kompania</slowo_obce> --- towarzystwo.
  11. <slowo_obce>stalla</slowo_obce> (z łac.) --- ozdobna ława w kościele.
  12. <slowo_obce>mamli</slowo_obce> --- forma z partykułą li; czyż mam.
  13. <slowo_obce>podskryptum</slowo_obce> --- właść. <slowo_obce>postscriptum</slowo_obce> (łac.), dopisek do listu.
  14. <slowo_obce>dyferencja</slowo_obce> (z łac.) --- różnica.
  15. <slowo_obce>dworzec</slowo_obce> --- tu: dwór, posiadłość.
  16. <slowo_obce>personaliter</slowo_obce> (łac.) --- osobiście.
  17. <slowo_obce>solitudo</slowo_obce> (łac.) --- samotność.
  18. <slowo_obce>orda</slowo_obce> (hist., z tur.) --- państwo, obóz lub wojsko tatarskie.
  19. <slowo_obce>fortunnie</slowo_obce> --- szczęśliwie; por. fortuna: los, szczęście.
  20. <slowo_obce>czambuł</slowo_obce> (z ukr.) --- tatarski oddział zbrojny.
  21. <slowo_obce>signum</slowo_obce> (łac.) --- znak.
  22. <slowo_obce>permisja</slowo_obce> (z łac.) --- pozwolenie.
  23. <slowo_obce>szczwać</slowo_obce> (przestarz.) --- szczuć.
  24. <slowo_obce>nicpotem</slowo_obce> --- tu: do niczego.
  25. <slowo_obce>drop</slowo_obce> --- ptak z rzędu żurawi.
  26. <slowo_obce>fortissime</slowo_obce> (wł.) --- coraz głośniej.
  27. <slowo_obce>rekuza</slowo_obce> (przestarz., z łac.) --- odmowa ręki starającemu się.
  28. <slowo_obce>zapamiętywa</slowo_obce> (daw.) --- dziś: zapamiętuje.
  29. <slowo_obce>błam</slowo_obce> --- zszyte skóry do podszycia płaszcza.
  30. <slowo_obce>któren</slowo_obce> (daw.) --- dziś: który.
  31. <slowo_obce>siostrzeński</slowo_obce> --- dziś popr. siostrzany.
  32. <slowo_obce>afekt</slowo_obce> (z łac.) --- emocja, przest. sympatia, miłość.
  33. <slowo_obce>wstawać do dnia</slowo_obce> (daw.) --- wstawać przed świtem.
  34. <slowo_obce>pasować się</slowo_obce> (przestarz.) --- walczyć.
  35. <slowo_obce>spuścić</slowo_obce> --- tu: zwierzyć.
  36. <slowo_obce>kontent</slowo_obce> (przestarz., z łac.) --- zadowolony.
  37. <slowo_obce>eksperiencja</slowo_obce> (z łac.) --- doświedczenie.
  38. <slowo_obce>sedes</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>sedeo</slowo_obce>, <slowo_obce>sedere</slowo_obce>: siedzieć) --- tu w znaczeniu ogólnym, bliskim łacińskiemu źródłu słowa: miejsce, na którym się siedzi.
  39. <slowo_obce>gdzie (...) obrały</slowo_obce> --- gdzie mają miejsce.
  40. <slowo_obce>modestia</slowo_obce> (przestarz., z łac.) --- skromność.
  41. <slowo_obce>censura candidatorum</slowo_obce> (łac.) --- kontrola, ocena kandydatów.
  42. <slowo_obce>absolutum dominium</slowo_obce> (łac.) --- władza absolutna.
  43. <slowo_obce>opinio publica</slowo_obce> (łac.) --- opinia publiczna.
  44. <slowo_obce>sentencja</slowo_obce> (z łac.) --- maksyma, sąd.
  45. <slowo_obce>quod attinet</slowo_obce> (łac.) --- co dotyczy.
  46. <slowo_obce>in principio</slowo_obce> (łac.) --- w zasadzie.
  47. <slowo_obce>nozdrzech</slowo_obce> --- dziś popr. nozdrzach.
  48. <slowo_obce>nawa</slowo_obce> --- tu: okręt.
  49. <slowo_obce>żywie</slowo_obce> (daw.) --- dziś: żyje.
  50. <slowo_obce>impedimenta</slowo_obce> (z łac.) --- przeszkody.
  51. <slowo_obce>familiant</slowo_obce> (z łac.) --- tu: przyjaciel.
  52. <slowo_obce>mir</slowo_obce> --- tu: szacunek, posłuch.
  53. <slowo_obce>desiderata</slowo_obce> (łac.) --- żądania.
  54. <slowo_obce>invenit</slowo_obce> (łac.) --- stworzył, wykonał.
  55. <slowo_obce>kiep</slowo_obce> (przestarz.) --- głupiec, dureń.
  56. <slowo_obce>colloquium</slowo_obce> (łac.) --- rozmowa.
  57. <slowo_obce>na wyprzodki</slowo_obce> (daw.) --- na wyścigi, jeden przez drugiego.
  58. <slowo_obce>rezolut</slowo_obce> (daw.) --- człowiek bystry, śmiały.
  59. <slowo_obce>pasierzb</slowo_obce> --- właść. pasierb, tu: obcy, nietutejszy.
  60. <slowo_obce>przygodzić się komuś</slowo_obce> (przestarz.) --- spotkać kogoś.
  61. <slowo_obce>flukta</slowo_obce> (z łac.) --- tu: wody.
  62. <slowo_obce>luna</slowo_obce> --- tu: księżyc.
  63. <slowo_obce>ciemięga</slowo_obce> (przestarz.) --- człowiek niezdarny, niedołęga.
  64. <slowo_obce>mówny</slowo_obce> (daw.) --- wygadany.
  65. <slowo_obce>respons</slowo_obce> (łac.) --- odpowiedź.
  66. <slowo_obce>discordia</slowo_obce> (z łac.) --- niezgoda.
  67. <slowo_obce>abominacja</slowo_obce> (z łac.) --- obrzydzenie, wstręt.
  68. <slowo_obce>beknąć</slowo_obce> --- tu: zapłakać; por: beczeć.
  69. <slowo_obce>skaptować</slowo_obce> (z łac.) --- pozyskać, zjednać.
  70. <slowo_obce>od trafunku</slowo_obce> (przestarz.) --- na wszelki wypadek, gdyby coś się przytrafiło.
  71. <slowo_obce>werdo</slowo_obce> (z niem.) --- kto tam.
  72. <slowo_obce>paliwoda</slowo_obce> (przestarz.) --- człowiek lekkomyślny, nieodpowiedzialny.
  73. <slowo_obce>oświeconym</slowo_obce> --- tu: oświetlonym.
  74. <slowo_obce>grasant</slowo_obce> (z łac., przestarz.) --- rabuś, łupieżca.
  75. <slowo_obce>melankolia</slowo_obce> (daw.) --- dziś popr.: melancholia, głęboki smutek.
  76. <slowo_obce>driakiew</slowo_obce> --- roślina lecznicza, tu przen lekarstwo.
  77. <slowo_obce>imainować</slowo_obce> (z łac.) --- popr. imaginować, wyobrażać.
  78. <slowo_obce>proverbium</slowo_obce> (łac.) --- przysłowie.
  79. <slowo_obce>samoczwart</slowo_obce> (przestarz.) --- w towarzystwie złożonym z czterech osób.
  80. <slowo_obce>substancja</slowo_obce> (z łac., daw.) --- mienie, majątek.
  81. <slowo_obce>raić</slowo_obce> (przestarz.) --- polecać, swatać.
  82. <slowo_obce>de publicis</slowo_obce> (łac.) --- o sprawach publicznych.
  83. <slowo_obce>dufać</slowo_obce> (daw.) --- ufać.
  84. <slowo_obce>zrękowiny</slowo_obce> (daw.) --- zaręczyny.
  85. <slowo_obce>trocha</slowo_obce> (daw.) --- trochę.
  86. <slowo_obce>słabować</slowo_obce> (daw.) --- chorować.
  87. <slowo_obce>ile że</slowo_obce> (przetarz.) --- jako że, ponieważ.
  88. <slowo_obce>konfident</slowo_obce> --- tu: człowiek zaufany, osoba, której można się zwierzyć.
  89. <slowo_obce>ordyniec</slowo_obce> --- Tatar należący do ordy.
  90. <slowo_obce>burzan</slowo_obce> (z ukr.) --- chwast stepowy tworzący gęste zarośla.
  91. <slowo_obce>argumentum</slowo_obce> (łac.) --- argument, dowód.
  92. <slowo_obce>barbarus</slowo_obce> (łac.) --- człowiek prymitywny, niecywilizowany.
  93. <slowo_obce>bezprzestannie</slowo_obce> (daw.) --- nieustannie.
  94. <slowo_obce>konfuzja</slowo_obce> (z łac.) --- zmieszanie, zakłopotanie.
  95. <slowo_obce>banit</slowo_obce> (z łac.) --- dziś popr. banita, wygnaniec.
  96. <slowo_obce>mitręga</slowo_obce> --- zwłoka.
  97. <slowo_obce>spostponować</slowo_obce> (z łac.) --- zlekceważyć.
  98. <slowo_obce>konkordia</slowo_obce> (z łac.) --- zgoda.
  99. <slowo_obce>komiliton</slowo_obce> (z łac., przestarz.) --- towarzysz broni.
  100. <slowo_obce>krzepciej</slowo_obce> (st. najwyższy od przysłówka: krzepko) --- silniej.