Lektury: Rozdziały VIII-XII

Edytuj
Komentarze              Archiwum wersji (wszystkie edycje)

Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki

<naglowek_rozdzial>Rozdział VIII</naglowek_rozdzial>



<akap>Ojczyzna, Poświęcenie, ŻołnierzTego samego dnia oznajmił się mały rycerz u hetmana, który kazawszy go zaraz puścić rzekł mu:</akap>


<akap_dialog>--- Muszę Ruszczyca do Krymu wysłać, aby patrzył, na co się tam zanosi, i aby u chana o dotrzymanie paktów kołatał. Chceszli na nowo wstąpić do służby i komendę po nim objąć? Ty, Wilczkowski, Silnicki i Piwo będziecie mieć oko na Dorosza i na Tatarów, którym nigdy zupełnie ufać nie można.</akap_dialog>


<akap>Pan Wołodyjowski posmutniał. Przecie oto kwiat wieku przesłużył. Przez całe dziesiątki lat spokoju nie zaznał; żył w ogniu, w dymach, w trudzie, w bezsenności, głodzie, bez dachu nad głową, bez garści słomy do snu. Bóg wie, jakiej krwi nie toczyła już jego szabla. Ni się ustalił, ni się ożenił. Stokroć mniej zasłużeni pożywali już <slowo_obce>panem bene merentium</slowo_obce>[1], dochodzili do honorów, urzędów, starostw. On bogatszym począł służyć, niż był teraz. A jednak oto zachciano na nowo nim zamiatać jak starą miotłą. Przecie i duszę miał rozdartą na dwoje; za czym zaledwie znalazły się słodkie i przyjazne ręce, które poczęły mu rany obwiązywać, już mu kazano zrywać się i lecieć na pustynne, dalekie brzegi Rzeczypospolitej bez względu, że on znużon tak bardzo na duszy. Toż gdyby nie owe zrywania się i służby, byłby się nacieszył choć parę lat swoją Anusią.</akap>


<akap>Gdy o tym wszystkim teraz pomyślał, gorycz wezbrała w nim niepomierna; ale że mu się nie zdało rzeczą godną kawalera służby swe wymawiać i przypominać, więc odpowiedział krótko:</akap>


<akap_dialog>--- Pojadę.</akap_dialog>


<akap>Atoli sam hetman rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Nie jesteś w służbie, możesz odmówić. Sam najlepiej wiesz, czy ci to nie za rychło.</akap_dialog>


<akap>Wołodyjowski na to:</akap>


<akap_dialog>--- Już mi i umrzeć nie za rychło!</akap_dialog>


<akap>Pan Sobieski przeszedł się kilkakrotnie po komnacie, następnie zatrzymał się nad małym rycerzem i położył mu poufale rękę na ramieniu.</akap>


<akap_dialog>--- Jeśli ci łzy dotąd nie obeschły, to ci je wiatr w stepie osuszy. Harowałeś ty, żołnierzyku, przez całe życie, haruj jeszcze. A jeśli przyjdzie ci kiedy do głowy, żeć zapomniano, nie nagrodzono, spocząć nie dano, żeś wysłużył nie smarowane grzanki, ale suchy chleb, nie starostwa, ale rany, nie spoczynek, ale mękę, to jeno zęby ściśnij i powiedz: ,,Tobie, ojczyzno!" Innej pociechy ci nie dam, bo nie mam, jeno chociażem nie ksiądz, przecie ci mogę dać zapewnienie, że tak służąc, dalej zajedziesz na wytartej kulbace[2] niźli inni w poszóstnych karetach[3] i że będą takie bramy, które się przed tobą otworzą, a przed nimi zamkną.</akap_dialog>


<akap>,,Tobie, ojczyzno!" --- rzekł w duszy pan Wołodyjowski dziwiąc się zarazem, jak hetman mógł tak bystrze tajne jego myśli przeniknąć.</akap>


<akap>Ojczyzna, Patriota, Przywódca, Żołnierz, NaródA pan Sobieski siadł naprzeciw i mówił dalej:</akap>

<akap_dialog>--- Nie chcę z tobą gadać jak z podkomendnym, ale jak z przyjacielem, ba! Jako ojciec z synem! Jeszcze za tych czasów, kiedyśmy to w ogniu bywali, u Podhajec i przedtem, na Ukrainie; kiedyśmy ledwie zdużać[4] mogli przemocy nieprzyjacielskiej, a tu, w sercu ojczyzny, ubezpieczeni za naszymi plecami źli ludzie warcholili się, prywat własnych dochodząc --- przychodziło mnie nieraz do głowy, że ta Rzeczpospolita zginąć musi. Zbytnio tu swawola nad ładem panuje, zbytnio dobro publiczne prywatnym sprawom ustępować zwykło... Tego nigdzie nie ma w takim stopniu... Matka, OjczyznaOt, gryzły mnie te konsyderacje[5] i w dzień w polu, i w nocy w namiocie, bom sobie myślał: ,,Nu! My żołnierze, gorzejem!... Dobrze!... To nasza powinność i nasz los! Ale żebyśmy to choć wiedzieli, że z tą naszą krwią, która wypływa nam z ran, wypłynie i zbawienie". Nie! I tej pociechy nie było. Oj, ciężkiem dni przebywał pod Podhajcami, chociażem wam wesołe pokazywał oblicze, abyście zaś nie myśleli, żem o wiktorii w polu zdesperował[6]. Ludzi nie masz! --- myślałem sobie --- ludzi nie masz prawdziwie tę ojczyznę miłujących! I tak mi było, jakoby mi kto nóż w pierś wbijał. Aż razu pewnego... było to ostatniego dnia w podhajeckim okopie... gdym was w dwa tysiące posłał do ataku na dwadzieścia sześć tysięcy ordy, a wyście na oczywistą śmierć, na pewne jatki lecieli z takim okrzykiem i ochotą, jakoby na wesele, przyszło mi nagle na myśl: ,,A owi moi żołnierze?" I Bóg w jednej chwili zdjął kamień z serca, i w oczach stało mi się jasno. Ci --- rzekłem --- z czystej miłości dla matki tam giną; ci nie pójdą do związków ani do zdrajców; z nich utworzę święte bractwo, z nich utworzę szkołę, w której młode pokolenia uczyć się będą. Ich przykład, ich kompania podziała; przez nich ten naród nieszczęsny się odrodzi, prywaty próżen[7], swawoli niepomny, i stanie jako lew okrutną moc w członkach czujący, i świat zadziwi! Takie to bractwo z moich żołnierzów[8] uczynię!</akap_dialog>


<akap>Tu pan Sobieski sam zapłonął, podniósł do góry głowę podobną do głowy rzymskiego cezara i wyciągnąwszy ręce zawołał:</akap>


<akap_dialog>--- Panie! Nie pisz na naszych murach <slowo_obce>Mane, Tekel, Fares!</slowo_obce>[9] i pozwól mi moją ojczyznę odrodzić!</akap_dialog>


<akap>Nastała chwila milczenia.</akap>


<akap>Mały rycerz siedział z głową spuszczoną i czuł, że go drżenie chwyta w całym ciele.</akap>


<akap>Hetman chodził czas jakiś szybkimi krokami po izbie, następnie zatrzymał się przed małym rycerzem.</akap>


<akap_dialog>--- Przykładów trzeba --- rzekł --- przykładów co dzień, które by w oczy biły. Wołodyjowski! Jam ciebie w pierwszym rzędzie do bractwa zaliczył. Zali chcesz do niego należeć?...</akap_dialog>


<akap>Mały rycerz wstał i objął hetmańskie kolana.</akap>


<akap_dialog>--- Ot! --- rzekł wzruszonym głosem --- Ot! Usłyszawszy, że mam znów jechać, pomyślałem, że mi się krzywda dzieje i że mi się wczas dla mojej boleści należy, a teraz widzę, żem zgrzeszył... i... i kajam się takowej myśli, i mówić nie mogę, bo mi wstyd...</akap_dialog>


<akap>Hetman przycisnął go w milczeniu do serca.</akap>


<akap_dialog>--- Garść nas jest --- rzekł --- ale inni pójdą za przykładem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kiedy mam jechać? --- pytał mały rycerz. --- Mógłbym i do Krymu samego, bom już tam bywał.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie --- rzekł hetman. --- Do Krymu poślę Ruszczyca. Ma on tam pobratymców, a nawet i imienników, podobno, że braci stryjecznych, którzy dziećmi przez ordę zagarnięci, zbisurmanili się i do godności między pogany doszli. Ci mu będą we wszystkim pomocą; zaś ciebie w polu potrzebuję, ile że nie masz, kto by ci w procederze z Tatary dorównał.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Kiedy mam jechać? --- powtórzył mały rycerz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za dwie niedziele najdłużej. Potrzebuję się jeszcze z panem podkanclerzym koronnym rozmówić i z panem podskarbim, listy Ruszczycowi przygotować i instrukcje mu dać. Wszelako bądź gotów, bo się będę spieszył.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Od jutra będę gotów!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bóg ci zapłać za intencje, ale tak prędko nie potrzeba. Nie pojedziesz też na długo, bo w czasie elekcji, jeśli tylko pokój będzie, tu mi będziesz potrzebny, w Warszawie. Słyszałeś o kandydatach? Co też się między szlachtą mówi?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Z klasztorum niedawno na świat wychynął, a tam nie o światowych rzeczach myślą. Wiem tylko, co mi pan Zagłoba powiadał.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawda. Mogę mieć od niego informacje. Siła on między szlachtą znaczy. A ty za kim myślisz dać kreskę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Sam jeszcze nie wiem, jeno tak myślę, że wojennego potrzeba nam pana.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Oto jest! Tak! Tak! Mam i ja takiego na myśli, który by samym imieniem sąsiadów przeraził. Wojennego nam pana potrzeba, jako był Stefan Batory. No, bądź zdrów, żołnierzyku!... Wojennego nam pana potrzeba! Wszystkim to powtarzaj!... Bądź zdrów!... Bóg ci zapłać za gotowość!...</akap_dialog>


<akap>Pan Michał pożegnał się i wyszedł.</akap>


<akap>Przez drogę rozmyślał. Był jednak żołnierzysko rad, że ma jeszcze przed sobą tydzień lub dwa, bo miłą mu była ta przyjaźń i ta pociecha, którą mu Krzysia Drohojowska niosła. Cieszył się też myślą, że na elekcję powróci, i w ogóle już bez zmartwienia do domu wracał. PrzestrzeńMiały i stepy dla niego jakiś urok, za którym nie wiedząc tęsknił. Tak przecie przywykł do tych przestrzeni bez końca, w których konny żołnierz ptakiem się więcej niż człowiekiem czuje.</akap>

<akap_dialog>--- Ano pojadę --- mówił sobie --- do tych pól niezmiernych, do stanic i mogił, starego życia na nowo skosztować, z żołnierzami pochody odprawiać, granicy po żurawiemu strzec, z wiosną w trawach buszować, ano pojadę, pojadę!</akap_dialog>


<akap>KońTymczasem rozpuścił konia, i jechał skokiem, bo już zatęsknił za pędem i za świstem wiatru w uszach. Dzień był pogodny, suchy, mroźny. Śnieg zmarzły pokrywał już ziemię i skrzypiał pod nogami bachmata[10]. Zbite jego grudki wylatywały z impetem spod kopyt. Pan Wołodyjowski leciał tak, że pachołek, na gorszym koniu siedzący, daleko pozostał za nim.</akap>


<akap>ŚwiatłoMiało się ku zachodowi; zorze świeciły na niebie, rzucając na śnieżne przestrzenie fioletowy odblask. Na rumiane niebo weszły pierwsze gwiazdy migotliwe i księżyc się podnosił w kształcie srebrnego sierpa. Droga była pusta, ledwie gdzieniegdzie wymijał rycerz jakąś furę i leciał ciągle; dopiero ujrzawszy w dali dwór Ketlingowy, powstrzymał konia i pozwolił się dopędzić pachołkowi.</akap>


<akap>Kobieta, UrodaNagle ujrzał przed sobą idącą naprzeciw jakąś wysmukłą postać.</akap>


<akap>Była to Krzysia Drohojowska.</akap>


<akap>Pan Michał poznawszy ją zeskoczył natychmiast z konia i oddał go pachołkowi, sam zaś podbiegł ku niej, nieco zdziwiony, ale bardziej jeszcze uradowany jej widokiem.</akap>


<akap_dialog>--- Żołnierze mówią --- rzekł --- że o zorzy można różne nadprzyrodzone persony spotkać, które czasem złą, a czasem dobrą wróżbę znaczą; ale już dla mnie lepszej nad spotkanie waćpanny wróżby być nie może.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pan Nowowiejski przyjechał --- odpowiedziała Krzysia --- z Basią i panią stolnikową się zabawia, ja zaś wyszłam umyślnie naprzeciw waćpanu, bom była niespokojna o to, co pan hetman miał waćpanu powiedzieć.</akap_dialog>


<akap>Szczerość tych słów niezmiernie ujęła małego rycerza za serce.</akap>


<akap_dialog>--- Zali naprawdę waćpanna tak się o mnie troszczysz? --- pytał podnosząc na nią oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak! --- odrzekła niskim głosem Krzysia.</akap_dialog>


<akap>Wołodyjowski oczu z niej nie spuszczał, bo nigdy dotąd nie wydawała mu się tak piękną. Na głowie miała kapturek atłasowy, a biały puszek łabędzi otaczał jej drobną, bladawą twarz, na którą padał blask miesiąca i rozświecał łagodnie te szlachetne brwi, oczy spuszczone, długie rzęsy i ów ciemny, ledwie dostrzegalny puszek nad ustami. Spokój jakiś był w jej twarzy i dobroć wielka.</akap>


<akap>Poczuł pan Michał w tej chwili, że to jest przyjacielskie, kochane oblicze.</akap>


<akap>Więc rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Żeby nie pachołek, który za nami jedzie, to bym na tym śniegu do nóg waćpannie z wdzięczności upadł.</akap_dialog>


<akap>A ona:</akap>


<akap_dialog>--- Waćpan takich rzeczy nie mów, bom ich niegodna, a w nagrodę powiedz, że ostajesz przy nas i że cię będę mogła dłużej pocieszać!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie zostaję! --- odrzekł pan Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap>Krzysia zatrzymała się nagle:</akap>


<akap_dialog>--- Nie może być?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zwyczajna żołnierska służba! Na Ruś jadę, ku Dzikim Polom...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zwyczajna służba... --- powtórzyła Krzysia.</akap_dialog>


<akap>I umilkłszy poczęła iść spiesznie ku domowi. Pan Michał dreptał przy niej nieco zmieszany. Jakoś mu było trochę i ciężko na duszy, i głupio. Chciał coś mówić, chciał na nowo podjąć rozmowę --- nie szło. A jednak zdawało mu się, że ma do powiedzenia Krzysi tysiąc rzeczy i że właśnie teraz pora po temu, póki są sami i nikt im nie przeszkadza.</akap>


<akap>,,Byle zacząć! --- pomyślał sobie --- to dalej pójdzie..."</akap>

Kochanie to choroba, gdyż w nim, jako w chorobie, twarz bieleje, oczy wpadają, ręce się trzęsą i palce chudną, a człowiek o śmierci rozmyśla albo w obłąkaniu ze zjeżoną głową chodzi, z miesiącem gada, rad miłe imię na piasku pisze, a gdy mu je wiatr zwieje, tedy powiada: ,,nieszczęście!"... i szlochać gotów...
<akap>Więc nagle spytał:</akap>


<akap_dialog>--- A pan Nowowiejski dawno przyjechał?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Niedawno --- odrzekła Drohojowska.</akap_dialog>


<akap>I znów rozmowa się urwała.</akap>


<akap>,,Nie tędy droga --- pomyślał Wołodyjowski. --- Jak tak będę zaczynał, to nigdy nic nie powiem. Ale widzę, że mi resztę dowcipu żałość wyjadła".</akap>


<akap>I przez jakiś czas dreptał w milczeniu, wąsikami tylko coraz mocniej ruszając.</akap>


<akap>Na koniec już przed samym domem przystanął i ozwał się:</akap>


<akap_dialog>--- Bo widzi waćpanna, jeślim ja przez tyle lat szczęście odkładał, byle ojczyźnie służyć, jakimże czołem pociechy teraz nie odłożę?</akap_dialog>


<akap>Zdawało się Wołodyjowskiemu, że tak prosty argument powinien od razu Krzysię przekonać; jakoż po chwili odrzekła ze smutkiem i łagodnością:</akap>


<akap_dialog>--- Im się pana Michała bliżej poznaje, tym się go więcej czci i szanuje...</akap_dialog>


<akap>To powiedziawszy weszła do domu. ZabawaJuż w sieni doleciały ich Basine okrzyki: ,,Ałła! Ałła!" A gdy weszli do gościnnej izby, zobaczyli na środku pana Nowowiejskiego, z zawiązanymi oczyma, w pochylonej postawie i z wyciągniętymi rękoma, usiłującego złowić Basię, która kryła się po kątach, okrzykiem ,,Ałła!" oznajmując[11] swą obecność. Pani stolnikowa zajęta była rozmową pod oknem z panem Zagłobą.</akap>


<akap>Ale wejście Krzysi i rycerza przerwało zabawę. Nowowiejski chustkę ściągnął i biegł witać. Wraz przypadli stolnikowa, Zagłoba i zdyszana Basia.</akap>


<akap_dialog>Obowiązek, Ojczyzna, Patriota, Przedmurze chrześcijaństwa, Żołnierz--- Co tam? Co tam, coć pan hetman powiedział? --- pytali jedno przez drugie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pani siostro! --- odrzekł Wołodyjowski --- jeśli chcesz listy do męża posyłać, to masz okazję, bo na Ruś jadę!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Już cię posyłają! Dla Boga żywego, nie zaciągaj się jeszcze i nie jedź --- zawołała żałośnie pani Makowiecka. --- Że też ci to chwili czasu nie dadzą!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Istotnie, funkcję ci przeznaczono? --- pytał zasępiony Zagłoba. --- Słusznie pani stolnikowa mówi, że młócą tobą jak cepami.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ruszczyc jedzie do Krymu, a ja po nim chorągiew obejmuję, bo jako pan Nowowiejski już wspominał, szlaki pewnie się na wiosnę zaczernią.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zali my tylko mamy tę Rzeczpospolitą przed złodziejami obszczekiwać jak pies podwórce! --- zawołał Zagłoba. --- Inni nie wiedzą, którym końcem z muszkietu się strzela, a dla nas nigdy spoczynku.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, cicho! Nie ma o czym gadać! --- odrzekł Wołodyjowski. --- Służba to służba! Dałem hetmanowi parol, że się zaciągnę, a czy prędzej, czy później, to wszystko jedno...</akap_dialog>


<akap>Tu pan Wołodyjowski przyłożył palec do czoła i powtórzył ów argument, który mu już raz wobec Krzysi posłużył:</akap>


<akap_dialog>--- Bo widzicie, waćpaństwo, jeślim ja przez tyle lat szczęście odkładał, byle Rzeczypospolitej służyć, jakimże czołem nie wyrzekłbym się tej pociechy, którą w kompanii waćpaństwa znajduję?</akap_dialog>


<akap>Na to nikt nic nie odpowiedział; jedna tylko Basia przyszła naburmuszona, z buzią wysuniętą naprzód jak rozdąsane dziecko i rzekła:</akap>


<akap_dialog>--- Szkoda pana Michała!</akap_dialog>


<akap>A Wołodyjowski roześmiał się wesoło.</akap>


<akap_dialog>--- Bodaj waćpannie los szczęścił! Toć jeszcze wczoraj mówiłaś, że mnie nie cierpisz jako Tatarzyna dzikiego!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale! Jako Tatarzyna! Wcale tego nie mówiłam. Waćpan tam sobie będzie na Tatarach używał, a nam tu będzie tęskno!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pocieszże się, hajduczku (wybacz waćpanna, że cię tak nazywam, ale ci to okrutnie pasuje). Pan hetman zapowiedział mi, że to nie na długo tej komendy. Za tydzień lub za dwa ruszam, a na elekcją koniecznie mam być w Warszawie. Sam hetman tego pragnie i tak będzie, choćby nawet Ruszczyc z Krymu na maj nie nadążył.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O, to wybornie!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pociągnę i ja z panem pułkownikiem, pewnie pociągnę --- rzekł Nowowiejski, bystro patrząc na Basię.</akap_dialog>


<akap>A ona na to:</akap>


<akap_dialog>--- Będzie takich jak waćpan niemało! Słodka to dla żołnierza rzecz pod takim komendantem służyć. Jedź waćpan, jedź! Będzie panu Michałowi weselej.</akap_dialog>


<akap>Chłopak westchnął tylko i po czuprynie się szeroką dłonią pogładził, wreszcie rzekł rozstawiając ręce, jak w ślepej babce czynił:</akap>


<akap_dialog>--- Ale pierwej pannę Barbarę złapię! Dalibóg, złapię!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ałła! Ałła! --- zawołała cofając się Basia.</akap_dialog>


<akap>Tymczasem Drohojowska zbliżyła się do Wołodyjowskiego z rozjaśnioną twarzą, cichej radości pełna.</akap>


<akap_dialog>--- A niedobry, niedobry dla mnie pan Michał; dla Basi lepszy niż dla mnie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja niedobry? Ja dla Basi lepszy? --- pytał ze zdumieniem rycerz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Basi to pan powiedział, że na elekcję wraca, a przecie, żebym to była wiedziała, nie byłabym do serca wzięła odjazdu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Moje złocist... --- zakrzyknął pan Michał.</akap_dialog>


<akap>Ale zaraz się pomiarkował i rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Mój przyjacielu kochany! Małom co ci powiedział, bom głowę stracił!</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial>Rozdział IX</naglowek_rozdzial>



<akap>Począł się tedy zbierać z wolna pan Michał do wyjazdu, nie przestając jednak Basi, którą coraz więcej lubił, lekcyj dawać ani też przechadzać się sam na sam z Krzysią Drohojowską i pociechy u niej szukać. Zdawało się też, że ją znajduje, bo i humor mu się poprawiał z każdym dniem, a wieczorami brał nawet czasem udział w zabawach Basi z panem Nowowiejskim.</akap>


<akap>Flirt, ZabawaMłody ów kawaler stał się wdzięcznym w Ketlingowym dworze gościem. Przyjeżdżał od rana albo zaraz po południu i przesiadywał do wieczora, a że lubili go wszyscy, więc i radzi widzieli, tak że bardzo prędko poczęto go uważać jako należącego do rodziny. On niewiasty do Warszawy woził, sprawunki dla nich u bławatników[12] czynił, a wieczorami w ślepą babkę z pasją grywał powtarzając, że musi koniecznie przed wyjazdem niedoścignioną Basię złowić.</akap>


<akap>Ale ona wywijała się zawsze, chociaż pan Zagłoba mówił jej:</akap>


<akap_dialog>--- Złapie cię w końcu nie ten, to który inny!</akap_dialog>


<akap>Lecz stawało się rzeczą coraz bardziej jasną, że właśnie ten ją chciał złapać. Nawet i ,,hajduczkowi" musiało to przychodzić do głowy, bo się chwilami zamyślał, aż mu czupryna całkiem na oczy spadała.</akap>


<akap>Pan Zagłoba miał jednak swoje powody, dla których nie było mu to na rękę, pewnego więc wieczora, gdy się już wszyscy rozeszli, zapukał do stancji małego rycerza.</akap>


<akap_dialog>--- Tak mi żal, że się musimy rozstać --- rzekł --- iż tu przychodzę, aby się jeszcze na cię napatrzyć. Bóg wie, kiedy się zobaczymy!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na elekcję z wszelką pewnością powrócę --- odpowiedział ściskając go pan Michał --- i powiem waści czemu: hetman chce mieć tu w tym czasie jak najwięcej ludzi, w których się szlachta kocha, aby ci ją dla jego elekta kaptowali. A że, dziękować Bogu, imię moje ma dość miru u współbraci, więc mnie tu pewnie ściągnie. Liczy on i na waćpana.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ba! Wielkim niewodem mnie łowi, ale tak mi się coś widzi, że chociażem dość gruby, jednakże się przez jakie oko tej sieci prześliznę. Nie będę ja za Francuzem głosował.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Czemu tak?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo to byłoby <slowo_obce>absolutum dominium</slowo_obce>[13].</akap_dialog>


<akap_dialog>Przysięga, Przywódca, Obyczaje--- Kondeusz <slowo_obce>pacta</slowo_obce>[14] musiałby poprzysiąc jak i każden inny, a wódz to ma być wielki, akcjami wojennymi wsławiony.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Za łaską Bożą nie potrzebujemy wodzów we Francji szukać. I sam pan Sobieski pewnie od Kondeusza nie gorszy. Uważ, Michale, że Francuzi tak samo w pończochach chodzą jak Szwedzi, więc pewnie i tak samo przysiąg nie dotrzymują. Carolus Gustavus gotów ci był co godzina przysięgać. U nich to jak orzech zgryźć. Co tam pakta, jeśli kto poczciwości nie ma!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale Rzeczpospolita obrony potrzebuje! Ot, żeby taki książę Jeremi Wiśniowiecki żył! <slowo_obce>Unanimitate</slowo_obce>[15] byśmy go królem obrali!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Żywie syn jego, ta sama krew!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale nie ta sama fantazja! Żal się Boże na niego patrzeć, bo on do pachołka niż do księcia z tak zacnej krwie[16] podobniejszy. Żeby to jeszcze inne czasy były! Ale dziś pierwsza rzecz wzgląd na dobro ojczyzny. To samo ci i Skrzetuski powie. Cokolwiek pan hetman uczyni, to i ja uczynię, bo w jego szczerość dla ojczyzny jak w ewangelię wierzę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I! Czas o tym myśleć. Gorzej to, że teraz jedziesz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A waćpan co uczynisz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wrócę do Skrzetuskich. Basałyki[17] mnie tam czasem oprymują, ale jednak, gdy ich długo nie widzę, to mi za nimi tęskno.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jeśli po elekcji będzie wojna, to i Skrzetuski ruszy. Ba! Kto wie, czy i waćpan w pole jeszcze nie wyciągniesz. Może razem na Rusi będziem wojować. Tyleśmy w tamtych stronach zaznali złego i dobrego!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prawda! Jak mi Bóg miły! Tam nam najlepsze lata spłynęły. Chciałoby się czasem zobaczyć wszystkie owe miejsca, które świadkami naszej chwały były.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To jedź waść teraz ze mną. Będzie nam wesoło, a za pięć miesięcy wrócim tu znowu do Ketlinga. Będzie i on wówczas, i Skrzetuscy...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie, Michale, teraz mi nie pora, ale za to przyrzekam ci, że jeśli się z jaką panną majętność na Rusi mającą ożenisz, tedy cię tam odprowadzę i na instalacji waszej będę...</akap_dialog>


<akap>Wołodyjowski zmieszał się nieco, ale zaraz odparł:</akap>


<akap_dialog>Rodzina, Ojczyzna--- Gdzie mnie tam żeniaczka w głowie. Najlepszy masz waść dowód w tym, że do wojska ruszam.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Toż to mnie i trapi, bo ja myślałem: nie jedna, to druga. Michale, miej Boga w sercu, zastanów się, gdzie i kiedy znajdziesz lepszą sposobność, jako właśnie masz w tej chwili. Pomnij, że przyjdą później lata, w których powiesz sobie: każden ma żonę, dzieci, a ja sam niby maćkowa grusza w polu sterczę. I żal cię chwyci, i tęskność okrutna. Bo żebyś był onę niebogę poślubił, żeby ci była dzieci zostawiła, no! dałbym spokój; już miałbyś dla afektów upust jakowyś i gotową pociechy nadzieję, ale tak, jak jest, może przyjść godzina, że próżno bliskiego ducha będziesz koło siebie szukał i że sam siebie spytasz: zali ja w cudzoziemskim kraju mieszkam?</akap_dialog>


<akap>Wołodyjowski milczał, rozważał, więc pan Zagłoba znów mówić począł, bystro patrząc w twarz małego rycerza:</akap>


<akap_dialog>--- W imaginacji i w sercu owego różowego hajduczka w pierwszym rzędzie ci wyznaczyłem, bo <slowo_obce>primo</slowo_obce>: to złoto, nie dziewka, a <slowo_obce>secundo</slowo_obce>: tak jadowitych żołnierzy, jakich wy byście na świat wydali, jeszcze chyba na ziemi nie bywało...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To wicher; zresztą już tam Nowowiejski chce z niej ognia wykrzesać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Otóż to, otóż to! Dziś by ona pewnie jeszcze ciebie wolała, gdyż się w sławie twojej kocha; ale gdy pojedziesz, a on zostanie, wiem zaś, że szelma zostanie, bo to nie żadna wojna, to kto wie, co będzie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Baśka wicher! Niech ją Nowowiejski bierze. Szczerze mu życzę, bo to setny chłop.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Michale! --- rzekł składając ręce Zagłoba --- pomyśl, co by to było za potomstwo!</akap_dialog>


<akap>Na to mały rycerz odpowiedział bardzo naiwnie:</akap>


<akap_dialog>--- Znałem dwóch Balów, którzy z Drohojowskiej byli urodzeni, a też byli żołnierze wyborni.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ha! Tum cię czekał! W tę stronę skręcasz? --- krzyknął Zagłoba.</akap_dialog>


<akap>Wołodyjowski zmieszał się nadzwyczajnie. Przez chwilę wąsikami tylko ruszał chcąc owym ruchem konfuzję pokryć; nareszcie rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Co waćpan mówisz! W żadną ja stronę nie skręcam, jeno gdyś fantazję Basi, istotnie kawalerską, wspomniał, zaraz mi po prostu przyszła na myśl Krzysia, w której bardziej białogłowska natura obrała sobie rezydencję. Gdy się o jednej mówi, to druga przychodzi do głowy, bo są razem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrze, dobrze! Boże ci i z Krzysia błogosław, chociaż, jak mi Bóg miły, gdybym był chłopem, to bym się w Basi na zabój kochał. Mając taką żonę, nie potrzebujesz w razie wojny w domu jej ostawiać, ale możesz ją w pole wziąć i przy boku mieć. Taka ci się i pod namiotem przygodzi; a przyjdzie na nią termin, choćby w czasie bitwy, to ci jeszcze będzie bodaj z jednej ręki z rusznicy grzmieć. A zacneż to, a poczciwe! Ej, mój hajduczku kochany, nie poznali się tu na tobie i niewdzięcznością nakarmili, ale żebym miał tak o kopę[18] lat mniej, wiedziałbym, kto ma być z domu Zagłobina!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja Basi nie ujmuję!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie o to chodzi, żebyś jej cnót nie ujmował, jeno żebyś jej męża dodał. Ale ty Krzysię wolisz!</akap_dialog>


<akap_dialog>Kobieta, Mężczyzna, Przyjaźń--- Krzysia jest mi przyjacielem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Przyjacielem, nie przyjaciółką? To chyba dlatego, że ma wąsy! Przyjacielem jestem ci ja, przyjacielem Skrzetuski i Ketling. Tobie nie przyjaciela potrzeba, ale przyjaciółki. Powiedz to sobie jasno i klimkiem w oczy nie rzucaj. Strzeż się, Michale, przyjaciela płci białogłowskiej, chociażby miał wąsiki, bo albo ty jego zdradzisz, albo on ciebie zdradzi. Diabeł nie śpi i rad między takimi przyjaciółmi siada, a egzemplum Adam i Ewa, którzy jak się zaczęli przyjaźnić, tak aż Adamowi kością w gardle owa amicycja[19] stanęła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Waćpan Krzysi nie ubliżaj, bo tego żadną miarą nie zniosę!</akap_dialog>


<akap_dialog>Mężczyzna, Pożądanie--- A niech tam Bóg jej cnotę sekunduje! Nie masz nad mojego hajduczka, ale i to dobra dziewka! Nie ubliżam ja jej wcale, jeno to ci powiem, że gdy przy niej siedzisz, tak ci policzki płomienieją, jakoby kto wyszczypał, i wąsikami ruszasz, i czub ci się jeży, i sapiesz, i drepczesz, i wydeptujesz jak grzywacz, a to są wszystko <slowo_obce>signa</slowo_obce>[20] żądz. Gadaj komu innemu o amicycji, bo ja za stary wróbel!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak stary, że widzisz waćpan i to, czego nie ma.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bodajbym się mylił! Bodaj o mojego hajduczka chodziło! Michał, dobranoc ci! Bierz hajduczka! Hajduczek jeszcze gładszy! Bierz hajduczka, bierz hajduczka!...</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy pan Zagłoba wstał i wyszedł z izby.</akap>


<akap>Kobieta, Mężczyzna, Konflikt wewnętrznyPan Michał rzucał się całą noc i nie mógł spać, bo mu niespokojne myśli przez całą noc po głowie chodziły. Przed oczyma widział twarz Drohojowskiej, jej oczy z długimi rzęsami i usta puszkiem okryte. Chwilami brała go drzemota, ale wizje nie ustępowały. Budząc się myślał o słowach Zagłoby i przypominał sobie, jak rzadko dowcip[21] tego męża w czymkolwiek zawodził. Czasem mignęło przed nim w półśnie, w półjawie różowe oblicze Basi i widok ten uspokajał go; ale znowu wnet Basię zastępowała Krzysia. Obróci się biedny rycerz do ściany, widzi jej oczy; obróci się ku ciemności w izbie, widzi jej oczy, a w nich jakąś omdlałość, jakąś zachętę. Chwilami te oczy przymykały się jakby chcąc mówić: ,,Dziej się wola twoja!" Pan Michał aż siadał na łożu i żegnał się.</akap>


<akap>Nad ranem sen uleciał od niego zupełnie. Natomiast stało mu się ciężko, przykro. Ogarnął go wstyd i gorzkie począł sobie czynić wyrzuty, że nie tamtą kochaną, umarłą, przed sobą widział, nie tamtej miał pełne oczy, serce, duszę, ale tej, żyjącej. Zdało mu się, iż grzeszył przeciw pamięci Anusi, więc wstrząsnął się raz, drugi i wyskoczywszy z łoża, chociaż jeszcze było ciemno, począł odmawiać pacierze poranne.</akap>


<akap>A gdy je skończył, przyłożył sobie palec do czoła i rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Trzeba co prędzej jechać, a onę amicycję zaraz pohamować, bo pan Zagłoba może mieć słuszność...</akap_dialog>


<akap>Po czym już weselszy i spokojniejszy zeszedł na śniadanie. Po śniadaniu fechtował się z Basią i zauważył, zapewne po raz pierwszy, że aż oczy rwała, tak była ładna ze swymi rozdętymi chrapkami i zdyszaną piersią.</akap>


<akap>Krzysi zdawał się unikać, która spostrzegłszy to, wodziła za nim rozszerzonymi ze zdziwienia oczyma. Lecz on unikał nawet jej wzroku. Serce mu się krajało, ale wytrzymał.</akap>


<akap>Po obiedzie chodził z Basią do lamusa, gdzie Ketling miał drugi skład oręża. Pokazywał jej różne bronie, tłumaczył ich użytek. Potem strzelali do celu z astrachańskich łuków.</akap>


<akap>Dziewczyna była uszczęśliwiona z zabawy i roztrzepotała się jak nigdy, aż pani stolnikowa musiała ją hamować.</akap>


<akap>Tak upłynął dzień drugi. Na trzeci pojechali obaj z Zagłobą do Warszawy, do Daniłowiczowskiego pałacu, aby się czegoś o terminie wyjazdu dowiedzieć, wieczorem zaś oświadczył pan Michał białogłowom, że za tydzień z pewnością rusza.</akap>


<akap>Mówiąc to starał się mówić niedbale i wesoło. Na Krzysię ani spojrzał.</akap>


<akap>Zaniepokojona panna próbowała go pytać o różne rzeczy; odpowiadał grzecznie, przyjaźnie, ale więcej z Basią przestawał.</akap>


<akap>Zagłoba sądząc, że to skutek jego rad poprzednich, zacierał z radością ręce. Że jednak przed okiem jego nic ukryć się nie mogło, więc dostrzegł smutek Krzysi.</akap>


<akap>,,Zalterowała się! Zalterowała się[22] widocznie --- myślał sobie. --- No! Nic to! Zwyczajnie białogłowska natura. Ależ Michał! Z miejsca nawrócił, prędzej, niżem się spodziewał. Setny to chłop, wszelako wicher w afektach był i wicher będzie!"</akap>


<akap>Ale pan Zagłoba miał naprawdę dobre serce, więc zaraz mu się żal Krzysi uczyniło.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Directe</slowo_obce>[23] nic jej nie powiem --- rzekł sobie --- ale jakowąś pociechę muszę jej obmyślić.</akap_dialog>


<akap>Obyczaje, StarośćZa czym korzystając z przywileju, jaki mu dawał wiek i biała głowa, podszedł ku niej po wieczerzy i począł ją gładzić po jedwabistych czarnych włosach. A ona siedziała cicho, podnosząc ku niemu swoje łagodne oczy, nieco zdziwiona taką czułością, ale wdzięczna.</akap>


<akap>Wieczorem, przy drzwiach izby, w której sypiał Wołodyjowski, Zagłoba trącił go w bok.</akap>


<akap_dialog>--- A co? --- rzekł --- nie masz nad hajduczka!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Miła koza! --- odparł Wołodyjowski. --- Sama jedna za czterech żołnierzy naczyni warchołu po komnatach. Dobosz z niej prawdziwy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobosz? Dajże jej Boże, by co rychlej z twoim bębnem chodziła!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobranoc waćpanu!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobranoc! Dziwne stworzenia te białogłowy! Żeś to się do Baśki trocha przysunął, uważałeś Krzysiną alterację?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie... uważałem! --- odparł mały rycerz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jakoby ją kto z nóg ściął!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobranoc waćpanu! --- powtórzył Wołodyjowski i wszedł prędko do swojej izby.</akap_dialog>


<akap>Pan Zagłoba licząc na wichrowatość małego rycerza przeliczył się jednak nieco i w ogóle postąpił niezręcznie mówiąc mu o Krzysinej alteracji, bo pan Michał tak się tym wzruszył od razu, że go aż coś za gardło chwyciło.</akap>


<akap_dialog>--- A to jej się wypłacam za jej przychylność, za to, że mnie jako siostra w smutku pocieszała --- mówił sobie. --- Ba! Cóżem to jej złego uczynił?--- pomyślał po chwili zastanowienia. --- Com uczynił? Postponowałem[24] ją przez trzy dni, co było nawet i niepolitycznie! Postponowałem słodką dziewkę, kochane stworzenie! Za to, że mi chciała <slowo_obce>vulnera</slowo_obce>[25] goić, niewdzięcznością ją nakarmiłem... Żebym to umiał --- mówił dalej --- miarę zachować i hamując nieprzezpieczną amicycję, potrafił jej nie postponować; ale widać dowcip mam na taką politykę za tępy...</akap_dialog>


<akap>I zły był pan Michał na siebie, a zarazem wielka litość ozwała mu się w piersiach.</akap>


<akap>Mimo woli począł myśleć o Krzysi jak o kochanym a pokrzywdzonym stworzeniu. Zawziętość przeciw sobie samemu rosła w nim z każdą chwilą.</akap>


<akap_dialog>--- <slowo_obce>Barbarus</slowo_obce>[26] jestem, <slowo_obce>barbarus</slowo_obce>! --- powtarzał.</akap_dialog>


<akap>I Krzysia całkiem pogrążyła Basię w jego myśli.</akap>


<akap_dialog>--- Niech kto chce bierze tę kozę, ten młyn, tę kołatkę! --- mówił do siebie. --- Nowowiejski czy diabeł, wszystko mi jedno!</akap_dialog>


<akap>Gniew wzbierał w nim na Bogu ducha winną Basię, ale ani razu nie przyszło mu do głowy, że ją tym gniewem więcej może pokrzywdzić niż Krzysię udaną obojętnością.</akap>


<akap>Kobieta, Mężczyzna, Miłość, PrzyjaźńKrzysia instynktem niewieścim odgadła natychmiast, że w panu Michale dokonywa[27] się jakaś przemiana. Jednocześnie było jej i przykro, i smutno, że mały rycerz zdawał się jej unikać, a zarazem rozumiała, że coś się między nimi musi przeważyć i że już nie będą się po staremu przyjaźnili, tylko albo daleko więcej niż dotąd, albo wcale.</akap>


<akap>Więc ogarniał ją niepokój, który powiększał się na myśl o prędkim wyjeździe pana Michała. W sercu Krzysi nie było jeszcze miłości. Jeszcze jej sobie dziewczyna nie zeznała. Natomiast i w jej sercu, i we krwi była wielka gotowość do kochania.</akap>


<akap>Być może także, że czuła już lekki zawrót głowy. Wołodyjowskiego otaczała przecie sława pierwszego żołnierza Rzeczypospolitej. Wszystkie usta rycerskie powtarzały ze czcią jego imię. Siostra wynosiła pod niebo jego zacność; okrywał go urok nieszczęścia, i w dodatku panienka, żyjąc z nim pod jednym dachem, przyzwyczaiła się do jego urody.</akap>


<akap>Krzysia miała to w swej naturze, że lubiła być kochaną; więc gdy w tych ostatnich dniach pan Michał począł obchodzić się z nią obojętnie, miłość własna ucierpiała w niej wielce; ale mając z natury dobre serce, postanowiła panienka nie okazywać mu ni gniewnej twarzy, ni zniecierpliwienia i przejednać go sobie dobrocią.</akap>


<akap>Przyszło jej zaś to tym łatwiej, że na drugi dzień pan Michał miał minę skruszoną i nie tylko nie unikał Krzysinego wzroku, ale w oczy jej patrzył, jakby chciał mówić: ,,Wczoraj cię postponowałem, a dziś przepraszam".</akap>


<akap>I tyle jej mówił oczyma, że pod wpływem tych spojrzeń krew napływała pannie do twarzy, a niepokój jej zwiększał się jeszcze, jakby w przeczuciu, że bardzo prędko coś ważnego się zdarzy. Jakoż i zdarzyło się. Po południu pani stolnikowa pojechała z Basią do Basinej krewnej, pani podkomorzyny lwowskiej, która bawiła w Warszawie, Krzysia zaś umyślnie udała, że jej ból głowy dolega, bo ją ciekawość chwyciła, co też sobie powiedzą z panem Michałem, gdy zostaną sam na sam.</akap>


<akap>Pan Zagłoba nie pojechał wprawdzie także do pani podkomorzyny, ale natomiast miewał zwyczaj sypiać po obiedzie, czasem i przez parę godzin, bo mówił, że go to od ociężałości broni i dowcip daje mu wieczorem pogodny; więc istotnie, pobaraszkowawszy jeszcze z godzinkę, począł się zbierać do swojej stancji[28]. Krzysi serce zabiło zaraz niespokojniej.</akap>


<akap>Ale jakież czekało ją rozczarowanie! Oto pan Michał zerwał się i wyszedł z nim razem.</akap>


<akap>,,Nadejdzie niebawem" --- pomyślała Krzysia.</akap>


<akap>I wziąwszy bębenek poczęła na nim wyszywać złocisty wierzch do czapki, który chciała panu Michałowi na drogę podarować.</akap>


<akap>Oczy jej podnosiły się jednak co chwila i biegły aż do gdańskiego zegara, który stojąc w kącie Ketlingowej bawialni tykał poważnie.</akap>


<akap>Ale upłynęła jedna godzina i druga, pana Michała nie było widać.</akap>


<akap>Panna położyła bębenek na kolanach i skrzyżowawszy na nim dłonie rzekła półgłosem:</akap>


<akap_dialog>--- Boi się, ale nim się odważy, mogą przyjechać i nic sobie nie powiemy. Albo pan Zagłoba się obudzi...</akap_dialog>


<akap>Zdawało jej się w tej chwili, że mają naprawdę o jakiejś ważnej mówić sprawie, która może pójść w odwłokę z winy Wołodyjowskiego.</akap>


<akap>Na koniec jednak kroki jego dały się słyszeć w przyległej izbie.</akap>


<akap_dialog>--- Krąży --- rzekła panna i poczęła znów pilnie wyszywać.</akap_dialog>


<akap>Wołodyjowski rzeczywiście krążył; chodził po komnacie i wejść nie śmiał; a tymczasem słońce stawało się czerwone i zbliżało się ku zachodowi.</akap>


<akap_dialog>--- Panie Michale! --- zawołała nagle Krzysia.</akap_dialog>


<akap>Wszedł i zastał ją szyjącą.</akap>


<akap_dialog>--- Waćpanna mnie wołała?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Chciałam wiedzieć, czy to nie kto obcy chodzi... Sama tu jestem od dwóch godzin...</akap_dialog>


<akap>Wołodyjowski przysunął krzesło i przysiadł się na brzeżku.</akap>


<akap>Upłynęła długa chwila; milczał, nogami nieco szurgał zasuwając je coraz głębiej pod stołek i wąsikami ruszał. Krzysia przestała szyć i podniosła na niego wzrok; spojrzenia ich spotkały się, a potem nagle spuścili oboje oczy...</akap>


<akap>Gdy Wołodyjowski podniósł je znowu, na twarz Krzysi padały ostatnie blaski słońca, a była w nich śliczna. Włosy jej błyszczały na zagięciach jak złote.</akap>


<akap_dialog>--- Za parę dni waćpan wyjedzie? --- rzekła tak cicho, iż pan Michał ledwie mógł dosłyszeć.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nie może inaczej być!</akap_dialog>


<akap>I znów nastała chwila milczenia, po której Krzysia zaczęła mówić:</akap>


<akap_dialog>--- Myślałam w ostatnich dniach, że waćpan zagniewał się na mnie...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jako żywo! --- zawołał Wołodyjowski --- byłbym niegodzien spojrzenia waćpanny, gdybym był to uczynił, ale nie to było.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A co było? --- pytała Krzysia podnosząc nań znów oczy.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wolę szczerze mówić, bo tak myślę, że zawsze szczerość od symulowania więcej warta... Ale... ale tego nie potrafię wypowiedzieć, ile mnie waćpanna wlewałaś pociechy do serca i jaką ja wdzięczność dla niej żywiłem!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bodajby tak zawsze było! --- odpowiedziała Krzysia splatając na bębenku ręce.</akap_dialog>


<akap>A na to pan Michał ze smutkiem wielkim:</akap>


<akap_dialog>--- Bodajby! bodajby było... Ale mnie pan Zagłoba powiedział... (tak mówię przed waćpanną, jako przed księdzem) pan Zagłoba powiedział, że amicycja z białogłowami nieprzezpieczna rzecz, bo snadnie, jako żar pod popiołem, gorętszy afekt pod nią skrywać się może. Ja zaś pomyślałem, że pan Zagłoba może mieć rację, i --- przebacz, waćpanna, prostakowi żołnierzowi --- inny by to misterniej wywiódł, a mnie... jeno się serce krwawi, żem waćpannę przez te ostatnie dni postponował... i żyć mi niemiło...</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy pan Michał począł ruszać wąsikami tak szybko, jak żaden żuk nie rusza.</akap>


<akap>Łzy, PocałunekKrzysia spuściła głowę i po chwili dwie łezki poczęły jej płynąć po policzkach.</akap>

<akap_dialog>--- Jeśli tak waćpanu będzie spokojniej, jeśli mój siostrzyński afekt nicpotem[29], to ja go ukryję...</akap_dialog>


<akap>I drugie dwie łezki, potem trzecie ukazały się jej na jagodach[30].</akap>


<akap>Ale na ten widok rozdarło się w panu Michale serce do reszty; skoczył do Krzysi i porwał jej ręce. Bębenek potoczył się z jej kolan aż na środek pokoju, rycerz jednak na nic nie zważał, tylko do ust przyciskał te ciepłe, miękkie, aksamitne dłonie powtarzając:</akap>

<akap_dialog>--- Nie płacz waćpanna! Dla Boga! nie płacz!</akap_dialog>


<akap>Nie przestał zaś całować tych dłoni nawet i wówczas, gdy Krzysia, jak zwykle czynią ludzie we frasunku, założyła je na głowę; owszem całował je tym goręcej, aż ciepło bijące od jej włosów i czoła upoiło go jak wino i pomieszało mu zmysły.</akap>


<akap>ZazdrośćWówczas, sam nie wiedział jak i kiedy, usta jego obsunęły się jej na czoło i całowały je jeszcze goręcej; potem zasię obsunęły się na jej spłakane oczy i świat zakręcił się z nim zupełnie; potem uczuł ów puszek delikatniuchny nad jej ustami; potem usta ich połączyły się i przycisnęły do siebie długo i z całej mocy. Cicho uczyniło się w komnacie, tylko zegar tykał poważnie.</akap>


<akap>Nagle w sieni rozległo się tupotanie Basi i jej półdziecinny głos powtarzający:</akap>

<akap_dialog>--- Mróz! Mróz! Mróz!</akap_dialog>


<akap>Wołodyjowski odskoczył od Krzysi jak spłoszony ryś od ofiary, a w tej chwili wleciała z hałasem Baśka powtarzając ciągle:</akap>


<akap_dialog>--- Mróz! Mróz! Mróz!</akap_dialog>


<akap>Nagle potknęła się o bębenek leżący na środku pokoju. Wówczas stanęła i spoglądając ze zdziwieniem to na bębenek, to na Krzysię, to na pana małego rzekła:</akap>


<akap_dialog>--- Cóż to? Godziliście w siebie wzajem jako pociskiem?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A gdzie ciotula? --- spytała Drohojowska starając się wydobyć ze swej falującej piersi spokojny i naturalny głos.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ciotula z sanek powoli wyłazi --- odrzekła również zmienionym głosem Basia.</akap_dialog>


<akap>I ruchliwe jej nozdrza poruszyły się kilkakrotnie. Spojrzała jeszcze po razu[31] na Krzysię i na pana Wołodyjowskiego, który przez ten czas podniósł bębenek, po czym nagle wyszła z pokoju.</akap>


<akap>Ale w tej chwili wtoczyła się pani stolnikowa, zeszedł i pan Zagłoba z góry i poczęła się rozmowa o pani podkomorzynie lwowskiej.</akap>


<akap_dialog>--- Nie wiedziałam, że to chrzestna matka pana Nowowiejskiego --- rzekła pani stolnikowa --- któren też musiał jej jakoweś konfidencje[32] poczynić, bo okrutnie nim Basię prześladowała.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A Basia co na to? --- spytał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I, co tam Basia! Na psa łyko! Powiedziała pani podkomorzynie tak: ,,On nie ma wąsów, a ja rozumu --- i nie wiadomo, kto się pierwej swego doczeka".</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wiedziałem, że ona języka nie zgubi, ale kto ją tam wie, co naprawdę myśli. Chytrość białogłowska!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- U Basi co w sercu, to w gębie. Zresztą mówiłam już waćpanu, że ona jeszcze woli bożej nie czuje: Krzysia więcej!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ciotula! --- ozwała się nagle Krzysia.</akap_dialog>


<akap>Dalszą rozmowę przerwał sługa, który oznajmił, że wieczerza podana. Poszli więc wszyscy do jadalnej izby, tylko Basi nie było.</akap>


<akap_dialog>--- Gdzie panienka? --- spytała pani stolnikowa pachołka.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Panienka w stajni. Mówiłem panience, że wieczerza idzie, a panienka powiedziała: ,,dobrze", i poszła do stajni.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zaliby się jej co niemiłego przygodziło? Taka była wesoła! --- rzekła zwracając się do Zagłoby pani Makowiecka.</akap_dialog>


<akap>Wtem mały rycerz, który miał sumienie niespokojne, rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Skoczę po nią!</akap_dialog>


<akap>I skoczył. Znalazł ją rzeczywiście zaraz za stajennymi drzwiami siedzącą na wiązce siana. Była tak zamyślona, że wcale go nie spostrzegła, gdy wchodził.</akap>


<akap_dialog>--- Panno Barbaro! --- rzekł mały rycerz schylając się nad nią.</akap_dialog>


<akap>Basia drgnęła jakby ze snu zbudzona i podniosła nań oczy, w których Wołodyjowski dostrzegł z największym zdziwieniem dwie łzy wielkie jak perły.</akap>


<akap_dialog>--- Dla Boga! Co waćpannie jest? Płaczesz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ani mi się śni! --- zawołała zrywając się Basia. --- Ani mi się śni! To z mrozu!</akap_dialog>


<akap>I rozśmiała się wesoło, ale śmiech to był nieco przymuszony.</akap>


<akap>Następnie, chcąc odwrócić od siebie uwagę, wskazała na klatkę, w której stał dzianet podarowany panu Wołodyjowskiemu przez hetmana, i rzekła żywo:</akap>


<akap_dialog>Koń--- Waćpan mówiłeś, że do tego konia wchodzić nie można? Otóż zobaczymy!</akap_dialog>


<akap>I nim pan Michał zdążył ją zatrzymać, skoczyła do klatki. Dziki rumak począł zaraz przysiadać na zadzie, tupać i tulić uszy.</akap>


<akap_dialog>--- Dla Boga! On waćpannę gotów zabić! --- krzyknął Wołodyjowski wskakując za nią.</akap_dialog>


<akap>Ale Basia poczęła już klepać całą dłonią po karku dzianeta, powtarzając:</akap>


<akap_dialog>--- Niech zabije! Niech zabije! Niech zabije!...</akap_dialog>


<akap>A koń zwrócił ku niej dymiące nozdrza i rżał z cicha, jakby rad z pieszczoty.</akap>



<naglowek_rozdzial>Rozdział X</naglowek_rozdzial>



<akap>Konflikt wewnętrzny, Wyrzuty sumieniaNiczym były wszystkie noce Wołodyjowskiego w porównaniu z tą, jaką spędził po owym zajściu z Krzysią. Bo oto zdradził pamięć swojej zmarłej, której wspomnienie kochał przecie; zawiódł ufność tej żyjącej, nadużył przyjaźni, zaciągnął jakoweś zobowiązania, postąpił jak człek bez sumienia. Inny żołnierz byłby sobie nic nie robił z jednego takiego pocałunku i co najwięcej, na wspomnienie o nim wąsa pokręcił; ale pan Wołodyjowski, zwłaszcza od czasu śmierci Anusinej, był skrupulatem jak każdy człowiek mający duszę zbolałą i serce rozdarte. Co mu zatem teraz pozostawało do roboty? Jak miał postąpić?</akap>


<akap>Oświadczyny, ObyczajeBrakło już tylko kilku dni do jego odjazdu, któren odjazd mógł wszystko przeciąć i zakończyć. Kobieta, SługaAle czy godziło się odjeżdżać i słowa Krzysi nie rzec, i zostawić ją tak, jak się pierwszą lepszą dziewkę pokojową zostawia, której się całusa ukradnie? Wzdrygało się na tę myśl waleczne serce małego rycerza. Nawet w takiej rozterce, w jakiej był w tej chwili, myśl o Krzysi napełniała go słodyczą, a wspomnienie owego pocałunku przejmowało go dreszczem rozkosznym.</akap>


<akap>Wściekłość go brała z tego powodu na samego siebie, a jednak obronić się uczuciu słodyczy i rozkoszy nie mógł. Zresztą całą winę brał na siebie.</akap>


<akap_dialog>--- Jam do tego Krzysię przywiódł --- powtarzał sobie z goryczą i boleścią --- jam ją przywiódł, za czym nie godzi mi się i odjeżdżać bez słowa.</akap_dialog>


<akap>Więc co? Oświadczyć się i odjechać Krzysinym narzeczonym?</akap>


<akap>Tu ubrana biało i sama bielusieńka, jakby woskowa, postać Anusi Borzobohatej stawała przed oczyma rycerza taka, jaką ją w trumnie złożył.</akap>


<akap_dialog>--- Tyle mi się należy --- mówiła owa postać --- byś mnie żałował i za mną tęsknił. Mnichem z początku chciałeś zostać, całe życie mnie płakać, a teraz inną bierzesz, nim moja duszyczka zdołała do bram niebieskich dolecieć. Ach! poczekaj! niech pierwej do niebios trafię, niech na tę ziemię patrzeć przestanę...</akap_dialog>


<akap>I zdawało się rycerzowi, że jest jakimś krzywoprzysięzcą względem tej duszki jasnej, której pamięć winien był czcić i przechowywać jak świętość. Brał go żal i wstyd niezmierny, i pogarda dla samego siebie. Śmierci pragnął.</akap>


<akap_dialog>--- Anulu! --- powtarzał na klęczkach --- jać cię do śmierci płakać nie przestanę, ale co mam teraz uczynić?</akap_dialog>


<akap>Bieluchna postać nie odpowiadała na to nic, rozpraszając się jak mgła lekka, a natomiast zjawiały się w wyobraźni rycerza oczy Krzysi i jej usta puszkiem pokryte, a wraz z nimi pokusy, z których otrząsał się biedny żołnierz jako ze strzał tatarskich. I ponętom samym byłby się obronił, lecz jednocześnie sumienie mówiło mu: źle postąpisz, jeśli jej odjedziesz i zacną pannę, którą do winy przywiodłeś, we wstydzie zostawisz.</akap>


<akap>Tak wahało się serce rycerza na obie strony w niepewności, zmartwieniu, męce. Chwilami przychodziło mu do głowy, żeby pójść, wszystko wyznać panu Zagłobie i poradzić się tego męża, którego rozum umiał każdej trudności sprostać. Przecie on wszystko przewidział, przecie on z góry przepowiedział: co to jest z białogłowami w ,,amicycję" wchodzić...</akap>


<akap>Ale właśnie ten wzgląd wstrzymywał małego rycerza. Przypomniał sobie, jak ostro zakrzyknął na pana Zagłobę: ,,Waćpan Krzysi nie ubliżaj!" I ot, kto ubliżył Krzysi? Kto teraz namyślał się, czy nie lepiej ją jako pokojową zostawić, a samemu odjechać?</akap>


<akap_dialog>Pokusa--- Żeby nie tamta nieboga, to ja bym się i minuty nie namyślał --- rzekł do siebie mały rycerz --- za czym bym i zgoła się nie martwił, owszem radowaćby mi się w duszy, żem takiego specjału zakosztował!</akap_dialog>


<akap>Po chwili zaś mruknął:</akap>


<akap_dialog>--- Zakosztowałbym ja go chętnie i sto razy!</akap_dialog>


<akap>Obyczaje, OświadczynyWidząc jednak, że na nowo pokusy go opadają, otrząsnął się z nich mocno i tak począł rozumować:</akap>


<akap>,,Stało się! Skorom raz postąpił jak ten, któren nie amicycji pragnie, ale od Kupidyna kontentacji[33] wygląda, to już muszę tą drogą iść i powiedzieć jutro Krzysi, że ją chcę pojąć".</akap>


<akap>Tu zastanowił się chwilę, po czym tak dalej rozmyślał:</akap>


<akap>,,...Przez którą deklarację[34] i owa dzisiejsza konfidencja zgoła jakowejś poczciwości nabierze, i jutro nowych będę mógł zaraz sobie pozwol..."</akap>


<akap>Lecz w tym miejscu uderzył się dłonią po ustach.</akap>


<akap_dialog>--- Tfu! --- rzekł --- chyba cały czambuł[35] diabłów za kołnierzem mi siedzi!</akap_dialog>


<akap>Ale już myśli o oświadczynach nie zaniechał rozumując sobie po prostu, że jeśli przez to kochanej zmarłej uchybi, to mszami może ją przebłagać i pobożnością, czym zarazem jej okaże, że wciąż pamięta i świadczyć jej nie przestaje.</akap>


<akap>Zresztą, jeśli i będą się ludzie dziwić a naśmiewać, że parę niedziel temu mnichem z żałości chciał zostać, a teraz już się drugiej z afektem oświadczył, to wstyd będzie tylko po jego stronie, gdy w przeciwnym razie musiałaby się niewinna Krzysia i wstydem, i winą z nim dzielić.</akap>


<akap_dialog>--- Tedy będę jutro deklarował, nie może inaczej być! --- rzekł w końcu.</akap_dialog>


<akap>Po czym uspokoił się znacznie i odmówiwszy pacierze, i pomodliwszy się żarliwie za Anusię zasnął.</akap>


<akap>A nazajutrz zbudziwszy się powtórzył:</akap>


<akap_dialog>Obyczaje, Oświadczyny--- Dziś będę deklarował!...</akap_dialog>


<akap>Jednakże nie było to tak łatwym, bo nie chciał pan Michał wszystkim o tym oznajmiać, jeno z Krzysią naprzód pomówić, a potem postąpić, jak wypadnie. Tymczasem od rana przyjechał pan Nowowiejski i wszędy go było pełno.</akap>


<akap>Krzysia chodziła jak struta przez cały dzień: była blada, zmęczona i co chwila spuszczała oczy; czasem rumieniła się tak, że kolory biły jej aż na szyję; czasem usta jej drgały jakby do płaczu; to znów była jakaś senna i omdlała.</akap>


<akap>Trudno było rycerzowi się do niej zbliżyć, a zwłaszcza pozostać dłużej sam na sam. Mógł ją wprawdzie wyprowadzić po prostu za dom na przechadzkę, bo pogoda była cudna, i dawniej byłby to bez żadnego skrupułu uczynił; ale teraz nie śmiał, bo mu się zdało, że wszyscy zaraz domyślą się, o co mu chodzi --- wszyscy deklarację odgadną.</akap>


<akap>Na szczęście wyręczył go Nowowiejski. Ten odwiódłszy na bok panią stolnikową rozmawiał z nią o czymś dość długo; potem wrócili oboje do izby, w której siedział mały rycerz z dwoma pannami oraz panem Zagłobą --- i pani stolnikowa rzekła:</akap>


<akap_dialog>--- Ot, przejechalibyście się, młodzi, saniami we dwie pary, bo od śniegu aż skry idą.</akap_dialog>


<akap>Na to Wołodyjowski pochylił się prędko do ucha Krzysi i rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Zaklinam waćpannę, byś siadła ze mną... Siła mam do mówienia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobrze --- odpowiedziała Drohojowska.</akap_dialog>


<akap>Po czym obaj z Nowowiejskim skoczyli do stajni, a Basia z nimi trzecia, i w kilka pacierzy dwoje sanek zajechało przed dom. Wołodyjowski z Krzysia siedli w jedne, Nowowiejski z hajduczkiem w drugie i ruszyli bez woźniców.</akap>


<akap>Zaś pani Makowiecka zwróciła się do Zagłoby i rzekła:</akap>


<akap_dialog>--- Pan Nowowiejski o Basię deklarował.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jakże to? --- spytał niespokojnie Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pani podkomorzyna lwowska, jego chrzestna matka, ma tu jutro przyjechać ze mną się rozmówić, zaś pan Nowowiejski prosił mnie, by mógł choć z daleka Basię wyrozumieć, bo sam pojmuje, że jeśli Basia nie jest mu przyjacielem, to próżne będą fatygi i zachody.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I dlatego waćpani dobrodziejka wyprawiłaś ich do sani?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dlatego. Mąż mój wielki skrupulat. Nieraz on mi mówił: ,,Majętnościami ja się opiekuję, ale męża niech sobie każda sama wybiera; byle był uczciwy, to ja się nie sprzeciwię, choćby i w fortunie była różnica". Zresztą, obie z Krzysią mają lata i mogą sobą rządzić.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A co waćpani zamierzasz pani podkomorzynie lwowskiej odpowiedzieć?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mój mąż przyjeżdża w maju; na niego to zdam; ale tak myślę, że jak Basia zechce, tak będzie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nowowiejski młodzik!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale sam Michał powiadał, że żołnierz znamienity, wojennymi akcjami już wsławiony. Fortunę grzeczną ma, a koligacje wszystkie pani podkomorzyna mi wyłuszczyła. Widzi waćpan, to było tak: jego pradziad, urodzony z kniaziówny Sieniutówny, <slowo_obce>primo voto</slowo_obce> był żonaty...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A co mnie do jego koligacyj! --- przerwał Zagłoba nie tając złego humoru --- ni on mi brat, ni swat, a ja powiadam waćpani, że hajduczka dla Michała przeznaczałem, bo jeśli między dziewkami, które na dwóch nogach chodzą po świecie, jest od niej lepsza i poczciwsza, to niech ja od tej chwili zacznę chodzić na czterech jako <slowo_obce>ursus</slowo_obce>[36]!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Michał jeszcze o niczym nie myśli, a choćby i myślał, to jemu więcej Krzysia w oko wpadła... Ha! Bóg to zdecyduje, którego wyroki są niezbadane!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale żeby ten gołowąs z harbuzem wyjechał, upiłbym się z radości! --- dodał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap>OświadczynyTymczasem w obu saniach ważyły się losy rycerzy. Pan Wołodyjowski długo nie mógł się zdobyć na słowo, nareszcie tak ozwał się do Krzysi:</akap>


<akap_dialog>--- Waćpanna nie myśl, żebym ja był człek lekki albo jakowyś mydłek, bo mi i lata nie po temu.</akap_dialog>


<akap>Krzysia nic nie odrzekła.</akap>


<akap_dialog>--- Waćpanna mi przebacz to, com wczoraj uczynił, bo to było z tak ekstraordynaryjnej[37] dla waćpanny życzliwości, żem jej zgoła pohamować nie umiał... Moja mościa panno, moja Krzysiu kochana! Zważ, ktom jest, żem prosty żołnierz, któremu wiek życia na wojnach zeszedł... Inny byłby naprzód z oracją[38] się popisał, a potem do konfidencji[39] przystąpił, ja zaś od konfidencji zacząłem... Koń, Miłość, PożądaniePomnij też na to, że jeśli koń, chociaż i wyjeżdżony, człowieka czasem na kieł wziąwszy uniesie --- jakże afekt nie ma unosić, którego pęd jest większy? Tako i mnie afekt uniósł, dlatego właśnie, żeś mi miła... Moja Krzysiu kochana! Kasztelanów i senatorów tyś godna; ale jeśli nie pogardzisz żołnierzem, który choć i w prostym stanie służył ojczyźnie nie bez jakowejś sławy, tedy ja ci do nóg padam, nogi twoje całuję i pytam: chceszże mnie? możeszli bez abominacji[40] o mnie pomyśleć?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Panie Michale!... --- odpowiedziała Krzysia.</akap_dialog>


<akap>I ręka jej wysunąwszy się z zarękawka ukryła się w dłoni rycerza.</akap>


<akap_dialog>--- Zgadzasz się? --- pytał Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak! --- odrzekła Krzysia --- i wiem, że zacniejszego w całej Polsce nie mogłabym znaleźć!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bóg waćpannie zapłać! Bóg ci zapłać, Krzychna! --- mówił rycerz pokrywając pocałunkami tę rękę. --- Już też nie mogła mnie większa potkać szczęśliwość! Powiedz mi jeno, że się nie gniewasz za wczorajszą konfidencję, abym i na sumieniu miał ulgę?</akap_dialog>


<akap>Krzysia zamrużyła oczy.</akap>


<akap_dialog>--- Nie gniewam się! --- rzekła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Że to w tych saniach nie ma jak po nogach całować! --- zakrzyknął Wołodyjowski.</akap_dialog>


<akap>Czas jakiś sunęli w milczeniu, tylko płozy świszczały po śniegu i spod kopyt końskich padał grad grudek śniegowych.</akap>


<akap>Po czym Wołodyjowski znów ozwał się:</akap>


<akap_dialog>--- Aż mi to dziwno, że mnie nawidzisz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więcej to dziwno --- odrzekła Krzysia --- żeś waćpan mnie tak prędko pokochał...</akap_dialog>


<akap>Na to twarz Wołodyjowskiego spoważniała bardzo i tak mówić począł:</akap>


<akap_dialog>--- Krzysiu, może i tobie się to źle wydaje, że nimem się z boleści otrząsnął po jednej, jużem drugą pokochał. Wyznaję ci też jako na spowiedzi, że swego czasu bywałem płochy. Ale teraz to inna rzecz. Nie zapomniałem ja tamtej niebogi i nie zapomnę jej nigdy; miłuję ją dotąd i gdybyś wiedziała, ile jest po niej płaczu we mnie, sama byś nade mną zapłakała...</akap_dialog>


<akap>Tu zbrakło głosu małemu rycerzowi, bo się wzruszył bardzo i może dlatego nie spostrzegł, że te słowa jego nie zdawały się czynić na Krzysi zbyt mocnego wrażenia.</akap>


<akap>Więc znów zapadła cisza chwilowa, ale tym razem przerwała ją Krzysia:</akap>


<akap_dialog>--- Będę się starała waćpana pocieszać, ile sił starczy.</akap_dialog>


<akap>Na to mały rycerz:</akap>


<akap_dialog>--- Właśniem dlatego cię tak prędko pokochał, żeś ty od pierwszego dnia poczęła mi rany opatrować. Czym ci byłem? Niczym! A dlatego zaraz się do tego zabrałaś mając w sercu miłosierdzie nad nieszczęśnikiem. Ach! Siła ja ci, siła zawdzięczam! Kto tego nie wie, będzie mi może przyganiał, żem to w nowembrze[41] chciał mnichem zostawać, a w decembrze[42] do stanu małżeńskiego się zabieram. Pierwszy pan Zagłoba gotów podrwiwać, bo on rad dworuje, gdy mu się okazja zdarzy, ale niech drwi zdrów! Nie dbam ja o to, zwłaszcza że nie na ciebie przygana spadnie, jeno na mnie...</akap_dialog>


<akap>Tu Krzysia poczęła patrzeć w niebo, namyślać się, wreszcie odrzekła:</akap>


<akap_dialog>--- Zali koniecznie mamy oznajmiać ludziom o naszym przymierzu?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jakże to?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Waćpan przecie za parę dni wyjeżdżasz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Choćbym i nierad, muszę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ja też żałobne szatki po ojcu noszę. Po co się na podziw ludzki wystawiać? Niechże układ stoi między nami, a ludzie niech o nim nie wiedzą, póki pan Michał z Rusi nie wróci. Dobrze?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To i siostrze nie mam nic gadać?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Sama ja jej powiem, ale po pana Michałowym odjeździe.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A panu Zagłobie?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pan Zagłoba na mnie, niebodze, by swój dowcip ostrzył. Ej, lepiej nic nie mówić! Basia by mi także dogadywała, a ona się i tak czegoś w ostatnich czasach dziwaczy i humor ma tak zmienny jak nigdy. Ej, lepiej nie mówić!</akap_dialog>


<akap>Tu Krzysia znów podniosła swe ciemnoniebieskie oczy do góry:</akap>


<akap_dialog>--- Bóg nad nami świadek, a ludzie niech w niewiadomości zostają.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Widzę, że rozum w waćpannie gładkości wyrównywa. Zgoda! Tedy Bóg nam świadek --- amen! Oprzyj że się o mnie ramionkiem, bo skoro układ stoi, to się już modestii nie przeciwi. Nie bój się! Wczorajszego uczynku choćbym chciał się dopuścić, nie mogę, bo muszę na konie uważać.</akap_dialog>


<akap>Krzysia uczyniła zadość żądaniu rycerza, a ten znów rzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Ilekroć będziemy sam na sam, mów mi po imieniu.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jakoś mi nieskładno --- odrzekła z uśmiechem. --- Nigdy się nie odważę!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A ja się odważyłem!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo pan Michał rycerz, pan Michał odważny, pan Michał żołnierz...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Krzychna! Moja ty kochana!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mich...</akap_dialog>


<akap>Lecz nie odważyła się Krzysia dokończyć i zakryła twarz zarękawkiem.</akap>


<akap>Po niejakim czasie nawrócił pan Michał do domu i niewiele już mówili przez drogę, tylko w samym kołowrocie spytał jeszcze mały rycerz:</akap>


<akap_dialog>--- A po wczorajszym... wiesz!... bardzo ci było smutno?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Było i wstyd, i smutno, ale...ale dziwnie! --- dodała ciszej.</akap_dialog>


<akap>I zaraz uczynili twarze obojętne, aby nikt nie poznał, co między nimi zaszło.</akap>


<akap>Ale niepotrzebna to była ostrożność, bo nikt na nich nie zważał.</akap>


<akap>Wprawdzie Zagłoba z panią stolnikową wybiegli aż do sieni na spotkanie obu par, jednak oczy ich były zwrócone tylko na Basię i Nowowiejskiego.</akap>


<akap>Basia zaś była czerwona, nie wiadomo, z mrozu czy ze wzruszenia, a Nowowiejski jak struty. Zaraz też w sieni począł się żegnać z panią stolnikową. Próżno go zatrzymywała, próżno i sam Wołodyjowski, który był w humorze wybornym, namawiał go do pozostania na wieczerzę; wymówił się służbą i odjechał. Wówczas pani stolnikowa, nie mówiąc nic, pocałowała Basię w czoło --- ona zaś poleciała zaraz do swojej izby i nie wróciła, aż na wieczerzę.</akap>


<akap>Na drugi dzień dopiero pan Zagłoba przydybawszy ją samą spytał:</akap>


<akap_dialog>--- A co, hajduczku, w Nowowiejskiego jakoby piorun trzasł?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Aha! --- odrzekła potakując głową i mrugając oczyma.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Powiedzże, coś mu powiedziała?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Prędkie było pytanie, bo to rezolut[43], ale prędka odpowiedź, bo i ja rezolutka: nie!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wybornieś postąpiła! Niech cię uściskam! Cóż on? Dał się krótko zbyć?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pytał, czyli z czasem nie będzie mógł czego uzyskać! Żal mi go było, ale nie, nie; nie może z tego nic być!...</akap_dialog>


<akap>Tu Basia rozdęła chrapki i poczęła trząść czupryną trochę smutno i jakoby w zamyśleniu.</akap>


<akap_dialog>--- Powiedzże mi swoje racje? --- rzekł Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tego samego i on chciał, ale na próżno; jemu nie powiedziałam i nikomu nie powiem.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A może --- rzekł Zagłoba patrząc jej bystro w oczy --- a może ty w sercu jakowyś ukryty afekt nosisz, hę?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Figę, nie afekt! --- zawołała Basia.</akap_dialog>


<akap>I porwawszy się z miejsca poczęła powtarzać prędko, jakby chcąc pokryć pomieszanie:</akap>


<akap_dialog>--- Nie chcę pana Nowowiejskiego! Nie chcę pana Nowowiejskiego! Nie chcę nikogo! Czemu mi waćpan dokuczasz? Czemu mi wszyscy dokuczają?...</akap_dialog>


<akap>I rozpłakała się nagle.</akap>


<akap>Pan Zagłoba pocieszał ją, jak umiał, ale przez cały dzień była smutna i zła.</akap>


<akap_dialog>--- Panie Michale --- rzekł przy obiedzie Zagłoba --- ty odjeżdżasz, a tymczasem Ketling powróci, a gładysz[44] to nad gładysze! Nie wiem, jak tam panniątka dadzą sobie rady, ale tak myślę, że po przyjeździe zastaniesz je obie rozamorowane[45].</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dobra nasza! --- odrzekł Wołodyjowski. --- Pannę Basię mu zaraz zaswatamy!</akap_dialog>


<akap>Basia utkwiła w nim wzrok rysi i odrzekła:</akap>


<akap_dialog>--- A czemu to waćpan o Krzysię mniej troskliwy?</akap_dialog>


<akap>Zmieszał się na te słowa mały rycerz niezmiernie i odrzekł:</akap>


<akap_dialog>--- Waćpanna jeszcze nie znasz Ketlingowej mocy, ale jej doznasz!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A czemu Krzysia nie ma doznać? Toć przecie nie ja śpiewam:</akap_dialog>


<poezja_cyt><strofa>Mdła białogłowa/
Jakże się schowa/
<wers_wciety>I gdzie się biedna schroni?</wers_wciety></strofa></poezja_cyt>


<akap>Tu znów Krzysia zmieszała się z kolei, a mała gadzina mówiła dalej:</akap>


<akap_dialog>--- W ostatku pana Nowowiejskiego poproszę, żeby mi tarczy swojej pożyczył, ale jak waćpan wyjedzie, nie wiem, czym się Krzysia będzie bronić, jeśli na nią termin przyjdzie?...</akap_dialog>


<akap>Ale Wołodyjowski już ochłonął, więc odrzekł nieco surowo:</akap>


<akap_dialog>--- Może też i znajdzie czym się bronić lepiej od waćpanny.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A to jakim sposobem?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bo mniej płocha, a statku i rozwagi ma więcej...</akap_dialog>


<akap>Pan Zagłoba i pani stolnikowa myśleli, że czupurny hajduczek zaraz stanie do walki, ale ku wielkiemu ich zdziwieniu hajduczek spuścił głowę ku talerzowi i po chwili dopiero rzekł cichym głosem:</akap>


<akap_dialog>--- Jeśli się waćpan gniewa, to przepraszam i waćpana, i Krzysię...</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial>Rozdział XI</naglowek_rozdzial>



<akap>Wyrzuty sumienia, ŻałobaPan Michał mając pozwolenie jechania, którędy by chciał, jechał na Częstochowę i na Anusin grób. Wypłakawszy przy nim resztę łez ruszył dalej, a pod wpływem świeżych wspomnień przychodziło mu do głowy, że jednak te tajemnicze zrękowiny z Krzysia były za wczesne. Czuł, że żal i żałoba mają w sobie coś świętego i nietykalnego, co winno być zostawione w spokoju, dopóki samo nie wzniesie się jako mgła ku niebu i nie rozejdzie po niezmiernych przestworzach.</akap>


<akap>Inni wprawdzie, owdowiawszy, żenili się w miesiąc lub dwa później --- ale tacy nie poczynali od kamedułów ani też klęska nie spotykała ich w progu szczęścia, po całych latach oczekiwania. Wreszcie, jeśli prostacy nie szanowali świętości żalu, zali godziło się iść ich przykładem?</akap>


<akap>Jechał więc pan Wołodyjowski na Ruś, a wyrzuty towarzyszyły mu w drodze. Był jednak na tyle sprawiedliwym, że sam całą winę brał na siebie, a na Krzysię jej nie składał. Owszem, do licznych niepokojów, które go ogarnęły, dołączył się i ten, czy i Krzysia także nie poczytuje mu w głębi duszy za złe tego pośpiechu.</akap>


<akap_dialog>--- Sama pewnie by tak nie postąpiła --- mówił sobie pan Michał --- a mając duszę wielką, niechybnie i w innych tej wielkości <slowo_obce>desiderat</slowo_obce>[46].</akap_dialog>


<akap>Duma, Kobieta, SamolubstwoOtóż strach go brał, czy się jej nie wydał małym.</akap>


<akap>Jednakże był to próżny strach. Krzysi nic było do żałoby pana Michała i gdy jej o niej za dużo mówił, nie tylko to nie budziło w pannie współczucia, ale drażniło jej miłość własną. Zali to ona, żyjąca, nie była warta tej zmarłej? Albo czy w ogólności była tak mało warta, że zmarła Anusia mogła być jej rywalką? Pan Zagłoba, gdyby do tajemnicy należał, pewnie uspokoiłby pana Michała, że niewiasty nie mają jedna dla drugiej zbyt wiele miłosierdzia.</akap>


<akap>Dama, Kochanek romantyczny, Marzenie, RycerzNiemniej jednak po wyjeździe Wołodyjowskiego panna Krzysia była zdumiona tym, co zaszło, i że już klamka zapadła.</akap>


<akap>Jadąc do Warszawy, w której nigdy przedtem nie była, wyobrażała sobie, że będzie wcale inaczej. Oto na konwokację i elekcję zjadą dwory biskupie i dygnitarskie, świetne rycerstwo podąży ze wszystkich stron Rzeczypospolitej. Ileż tam będzie zabaw, gwaru, popisów, a wśród tego wiru, wśród tłumów rycerstwa zjawi się jakowyś ,,on" nieznany, jakowyś rycerz taki, jakich tylko w snach dziewczyny widują; ten dopiero afektem zapłonie, pod oknami z cytrą będzie stawał, kawalkady wyprawiał, długo musi kochać i wzdychać, długo wstęgę kochanej na zbroi nosić, nim po licznych cierpieniach i przezwyciężonych przeszkodach do nóg upadnie i miłość wzajemną uzyska.</akap>


<akap>Owóż nic się z tego nie stało. Mgły barwiste i mieniące się jak tęcza zrzedły i rycerz ukazał się wprawdzie, rycerz nawet wcale niepospolity, za pierwszego żołnierza Rzeczypospolitej głoszony, kawaler wielki, ale do ,,onego" niezbyt, a nawet wcale niepodobny. Nie było też kawalkad i na lutni grania ni turniejów, ni popisów, ni wstęg na zbroi, ni gwaru rycerstwa, ni zabaw, ni tego wszystkiego, co jako sen majaczy, jako cudowna bajka na wieczornicy ciekawi, jako zapach kwiatów upaja, jak ptasia ponęta nęci; od czego płonie twarz, bije serce, drży ciało... Był tylko dworek za miastem, w dworku pan Michał, po czym zdarzyła się konfidencja --- i już! --- reszta przepadła, znikła, jak znika miesiąc na niebie, gdy chmury go zakryją... Gdyby to jeszcze ten pan Wołodyjowski był przyszedł na końcu bajki, przecie byłby pożądany. Nieraz Krzysia rozmyślając o jego sławie, o jego zacności, o jego męstwie, które go chlubą Rzeczypospolitej, a postrachem jej nieprzyjaciół uczyniło, czuła, że jednak miłuje go wielce, zdało jej się tylko, że ją coś ominęło, że ją spotkała pewna krzywda --- trochę przez niego --- a raczej przez pośpiech...</akap>


<akap>Tak więc ów pośpiech zapadł obojgu ziarnkiem piasku na serce, a że byli coraz dalej od siebie, więc ziarnko owe[47] zaczęło im nieco dolegać. Nieraz w uczuciach ludzkich coś się tak nieznacznie, jakoby maluchny cierń kłuje i z czasem albo się goi, albo też jątrzy coraz bardziej i choćby największą miłość, bólem i goryczą zaprawia. Ale między nimi było jeszcze do bólu i goryczy daleko. Szczególniej dla pana Michała słodkim i uspokajającym była Krzysia wspomnieniem i pamięć jej tak szła za nim, jako cień idzie za człowiekiem.</akap>


<akap>Myślał też, że im bardziej się oddali, tym ona stanie mu się droższą, tym bardziej za nią wzdychał i do niej tęsknił będzie. Jej ciężej czas upływał, bo Ketlingowego dworu od czasu wyjazdu małego rycerza nikt nie odwiedzał i dzień za dniem przechodził w jednostajności i nudzie.</akap>


<akap>Pani stolnikowa wyczekiwała męża licząc dnie do elekcji i o nim tylko mówiła; Basia osowiała bardzo. Sprzeciwiał się jej pan Zagłoba, że odpaliwszy Nowowiejskiego, teraz za nim tęskni. Jakoż wolałaby była, żeby choć on przyjeżdżał, ale on sobie rzekł: ,,Nic tu po mnie" --- i wkrótce za Wołodyjowskim wyruszył.</akap>


<akap>Pan Zagłoba także się z powrotem do Skrzetuskich wybierał mówiąc, że mu za basałykami tęskno; wszelako ciężkim będąc, z dnia na dzień wyjazd odkładał, Basi zaś tłumaczył, że ona powodem mitręgi, bo się w niej kocha i o jej rękę starać się zamierza.</akap>


<akap>Tymczasem dotrzymywał towarzystwa Krzysi, gdy pani Makowiecka wyjeżdżała z Basią do pani podkomorzyny lwowskiej. Krzysia nigdy im nie towarzyszyła w tych odwiedzinach, bo pani podkomorzyna mimo całej swej zacności znosić Krzysi nie mogła. Atoli często gęsto i pan Zagłoba wyruszał do Warszawy, gdzie w grzecznej kompanii czas trawiąc, wracał nieraz pijany dopiero drugiego dnia --- i wówczas Krzysia zostawała zupełnie sama, trawiąc samotne chwile na rozmyślaniach trochę o panu Wołodyjowskim, trochę i o tym, co by się mogło zdarzyć, gdyby owa klamka nie była zapadła raz na zawsze, a częstokroć: jakby wyglądał ów nieznany rywal pana Michała, królewicz z bajki...</akap>


<akap>Mężczyzna, Strój, UrodaRaz więc siedziała pod oknem i patrzyła w zamyśleniu na drzwi komnaty, na które padał okrutny blask zachodzącego słońca, gdy nagle dzwonek od sani dał się słyszeć z drugiej strony domu. Krzysi przebiegło przez głowę, że pani Makowiecka musiała z Basią powrócić, ale nie wywiodło to ją z zamyślenia i oczu nawet nie odwróciła ode drzwi; tymczasem drzwi otworzyły się i na tle ciemnej głębi ukazał się oczom dziewczyny jakiś nieznany mężczyzna.</akap>


<akap>W pierwszej chwili wydało się Krzysi, że widzi obraz albo że zasnęła i śni: tak cudne stanęło przed nią zjawisko... Nieznajomy był to młody człowiek, przybrany w czarny strój cudzoziemski z białym koronkowym kołnierzem spadającym aż na ramiona. Krzysia w dzieciństwie jeszcze widziała raz pana Arciszewskiego, generała artylerii koronnej, przybranego podobnie, któren też z powodu takiego stroju, jak również dla nadzwyczajnej swej piękności długo jej został w pamięci. Owóż tak był ubrany ów młodzian, tylko że pięknością gasił bez miary i pana Arciszewskiego, i wszystkich mężów chodzących po ziemi. Włosy jego, ucięte równo nad czołem, wiły się w jasnych pierścieniach po obu stronach twarzy, po prostu cudnej. Brwi miał ciemne, wyraźnie rysujące się na białym jak marmur czole; oczy słodkie i smutne; płowy wąs i płową spiczastą brodę. Była to głowa niezrównana, w której szlachetność łączyła się z męstwem; głowa zarazem anielska i rycerska. MiłośćKrzysi dech zaparło w piersiach, bo patrząc oczom własnym nie wierzyła ani też mogła zmiarkować, czy ma przed sobą ułudę, czy rzeczywistego człowieka. On stał przez chwilę nieruchomo, zdumiony lub udający przez grzeczność zdumienie nad Krzysiną pięknością; wreszcie ruszył ode drzwi i spuściwszy kapelusz ku ziemi począł piórami zamiatać podłogę. Krzysia podniosła się, ale nogi pod nią drżały i to płonąc, to blednąc zamknęła oczy.</akap>


<akap>Wtem zabrzmiał jego głos niski a miękki jak aksamit:</akap>


<akap_dialog>--- Jestem Ketling of Elgin. Panam Wołodyjowskiego przyjaciel i towarzysz broni. Służba powiedziała mi już, że mam niewypowiedziane szczęście i honor ugaszczać pod swym dachem siostrę i krewne mego Pallada, ale przebacz, dostojna panno, mojej konfuzji, bo służba nie powiedziała mi tego, co oczy widzą, a i oczy same twego blasku znieść nie mogą...</akap_dialog>


<akap>Takim komplementem powitał rycerski Ketling Krzysię, ale ona nie wypłaciła mu podobnym, bo się na żadne słowo zdobyć nie mogła. Domyśliła się tylko, że skończywszy, zapewne jej powtórny pokłon oddaje, bo w ciszy usłyszała znów szelest piór o podłogę. Czuła także, że trzeba, że trzeba koniecznie coś odpowiedzieć i komplementem za komplement się wywdzięczyć, że inaczej za prostaczkę poczytaną być może, a tu tymczasem tchu jej brak, pulsa w skroniach i w ręku biją, pierś podnosi się i opada, jakby się zmęczyła bardzo. Otwiera powieki --- on stoi przed nią z pochyloną nieco głową, z admiracją i uszanowaniem w swej cudnej twarzy. Drżącymi rękoma chwyciła Krzysia za suknię, aby choć dygnąć przed kawalerem, na szczęście Obyczaje, Przyjaźńw tejże chwili wołania: ,,Ketling! Ketling!", rozległy się za drzwiami i do komnaty wpadł z otwartymi ramiony zasapany pan Zagłoba.</akap>


<akap>Wzięli się tedy w objęcia, a przez ten czas panna starała się ochłonąć i zarazem spojrzeć dwa lub trzy razy na młodego rycerza. On zaś obejmował pana Zagłobę serdecznie, ale z tą nadzwyczajną szlachetnością w każdym ruchu, którą bądź po przodkach odziedziczył, bądź nabył takowej na wykwintnych królewskich i magnackich dworach.</akap>


<akap_dialog>--- Jak się masz? --- wołał pan Zagłoba. --- Radem ci w twoim domu jakoby w moim własnym. Niech że ci się przypatrzę! Ha! Pomizerniałeś! Czy nie jakowe amory? Dalibóg, pomizerniałeś! Wiesz, Michał do chorągwi wyjechał. O! Toś wybornie uczynił przyjechawszy! Michał o klasztorze już nie myśli. Bawi tu jego siostra z dwiema pannami. Dziewki jak rzepy! Jedna Jeziorkowska, druga Drohojowska. Dla Boga! Panna Krzysia tu jest! Przepraszam waćpannę, ale niech temu oczy wylezą, kto wam gładkości zaprzeczy, a na waćpaninej już się ten kawaler poznać musiał.</akap_dialog>


<akap>Ketling skłonił po raz trzeci głową i rzekł z uśmiechem:</akap>


<akap_dialog>--- Zostawiłem dom cekhauzem[48], a zastałem go Olimpem, bom boginię ujrzał na wstępie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ketling! Jak się masz! --- zawołał po raz wtóry Zagłoba, któremu mało było jednego powitania i znów chwycił go w objęcia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Nic to! --- mówił --- hajduczkaś jeszcze nie widział! Jedna gładka, ale i druga miód, miód! Jak się masz, Ketling! Daj ci Boże zdrowie! Będę ci mówił: ty! Dobrze? Staremu poręczniej... Radeś z gości, co?... Dworzanin, MiłośćPani Makowiecka tu zajechała, bo o gospodę było czasu konwokacji trudno, ale teraz już łatwiej i pewnie sie wyniesie, bo z pannami w kawalerskim domu mieszkać nie wypada, żeby ludzie krzywo nie patrzyli i żeby jakowego gadania nie było...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na Boga! Nigdy na to nie pozwolę! Jam Wołodyjowskiemu nie przyjaciel, ale brat, zatem panią Makowiecką jako siostrę przyjąć pod dachem mogę. Do waćpanny pierwszej o instancję[49] się udaję, a jeśli trzeba, to na kolanach będę o nią błagał!</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy klęknął przed Krzysią i chwyciwszy jej rękę do ust przycisnął, a patrzył w jej oczy błagalnie, wesoło i smutno zarazem; ona zaś poczęła płonić się, zwłaszcza że Zagłoba zaraz wykrzyknął:</akap>


<akap_dialog>--- Ledwie przyjechał, już przed nią na kolanach. Dla Boga! Powiem pani Makowieckiej, żem was tak zastał!... Ostro, Ketling!... Krzysiu! Poznaj waćpanna dworski obyczaj!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jam dworskich obyczajów nieświadoma! --- szepnęła w największym zmieszaniu panna.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mogęż liczyć na instancję? --- pytał Ketling.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wstań waćpan!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Mogęż liczyć na instancję? Jam brat pana Michałowy! Jemu się krzywda stanie, gdy ten dom opustoszeje!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Na nic tu moja chęć! --- odrzekła przytomniej Krzysia --- chociaż za waćpanową wdzięczną być muszę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Dziękuję! --- odparł Ketling przyciskając do ust jej rękę.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ha! Mróz na dworze, a Kupido golec: wszelako tak myślę, że byle się tu dostał, to w tym domu nie zmarznie! --- zakrzyknął Zagłoba.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Daj waćpan spokój! --- rzekła Krzysia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- A widzę już: od samych wzdychań odliga[50] będzie! Nic! tylko od wzdychań!...</akap_dialog>


<akap_dialog>Śmiech--- Dziękuję Bogu, żeś waćpan jowialnego humoru nie utracił --- rzekł Ketling --- bo wesołość znak zdrowia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- I czystego sumienia, i czystego sumienia! --- odparł Zagłoba. --- Mędrzec pański powiada: ,,Ten się drapie, kogo swędzi" , a mnie nic nie swędzi, przetom wesół! Polak, StrójJak się masz Ketling! O! do stu bisurmanów! Co to ja widzę? Wszakżem to ciebie po polsku widział, w rysim kołpaczku i przy szabli, a teraześ się znowu na jakowegoś Angielczyka przemienił i na cienkich nogach niby żuraw chodzisz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Bom w Kurlandii długi czas siedział, gdzie polskiego stroju nie zażywają, a teraz dwa dni spędziłem u angielskiego rezydenta w Warszawie.</akap_dialog>


<akap_dialog>Religia, Śmierć--- To z Kurlandii wracasz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak jest. Przybrany rodzic mój zmarł i tamże mi majętność drugą zostawił.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wieczny mu spokój! Katolikże on był?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak jest.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- To przynajmniej masz pociechę. A nie porzuciszże ty nas dla owej kurlandzkiej substancji[51]?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tu mi żyć i umierać! --- odrzekł spojrzawszy na Krzysię Ketling.</akap_dialog>


<akap>A ona spuściła zaraz swe długie rzęsy na oczy.</akap>


<akap>Kobieta, Mężczyzna, ObyczajePani Makowiecka nadjechała o zupełnym już mroku, a Ketling wyszedł aż przed bramę na jej spotkanie i prowadził ją do domu z takim uszanowaniem, jakby księżnę udzielną. Chciała, było, zaraz na drugi dzień szukać sobie innej gospody w samym mieście, ale na nic się nie przydał jej opór. Młody rycerz póty błagał, póty się na swoje braterstwo z Wołodyjowskim powoływał, póty klękał, aż zgodziła się i nadal u niego zamieszkać. Ułożono tylko, że i pan Zagłoba czas jakiś jeszcze zostanie, aby swą powagą i wiekiem niewiasty od złych języków zasłonić. On zgodził się chętnie, bo do ,,hajduczka" niezmiernie się przywiązał, a przy tym zaczął sobie pewne plany w głowie układać, które koniecznie jego obecności wymagały. Dziewczyny obie były rade, a Basia od razu otwarcie po stronie Ketlinga wystąpiła.</akap>


<akap_dialog>--- Dziś i tak się nie wyniesiem --- rzekła do wahającej się pani stolnikowej --- a później czy jedna doba, czy dwadzieścia, to już wszystko jedno!</akap_dialog>


<akap>Odwaga, Szlachcic, ŻołnierzKetling podobał się jej, zarówno jak Krzysi, bo on się wszystkim niewiastom podobał; Basia przy tym nigdy dotąd nie widziała zagranicznego kawalera prócz oficerów cudzoziemskiej piechoty, ludzi mniejszej szarży i dość prostych; więc obchodziła go wkoło, potrząsając czupryną, rozdymając chrapki i przypatrując mu się z dziecinną ciekawością tak natarczywą, że aż usłyszała cichą naganę od pani Makowieckiej. Ale mimo nagany nie przestała go badać oczyma, jakby chcąc jego wartość żołnierską ocenić, a wreszcie poczęła wypytywać o niego pana Zagłobę.</akap>


<akap_dialog>--- Wielkiż to żołnierz? --- spytała po cichu starego szlachcica.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Że i znamienitszy być nie może. Widzisz, eksperiencję ma niezmierną, bo od czternastego roku życia przeciw Angielczykom rokoszanom służył, przy prawdziwej wierze stając. Szlachcic też to jest wysokiego rodu, co i po jego obyczajności snadnie poznać możesz.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Waćpan go widział w ogniu?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tysiąc razy! Będzie ci stał ani się zmarszczy; konia czasem po karku poklepie i o afektach gotów gadać.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Zali moda o afektach wtedy rozmawiać? Co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Moda wszystko czynić, przez co się kontempt dla kul okazuje.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- No, a wręcz, w pojedynkę, równie on wielki?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ba, ba! szerszeń jest, nie ma co gadać!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A panu Michałowi by wytrzymał?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A! Michałowi by nie wytrzymał!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ha! --- zawołała z radosną dumą Basia --- wiedziałam, że nie wytrzyma! Zaraz pomyślałam, że nie wytrzyma!</akap_dialog>


<akap>I poczęła w ręce klaskać.</akap>

<akap_dialog>--- Także to przy Michale się oponujesz? --- spytał Zagłoba.</akap_dialog>


<akap>Basia potrząsnęła czupryną i umilkła; po chwili dopiero ciche westchnienie podniosło jej pierś.</akap>


<akap_dialog>--- E! co tam! Radam, bo nasz!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Ale to sobie zauważ i zakonotuj, hajduczku --- rzekł Zagłoba --- iż jeśli na polu bitwy trudno o lepszego niż Ketling, tedy dla niewiast jeszcze on bardziej <slowo_obce>periculosus</slowo_obce>[52], które się w nim dla jego urody zapamiętale kochają! Praktyk też to i w amorach znakomity!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Powiedz to waćpan Krzysi, bo mnie amory nie w głowie --- rzekła Basia i zwróciwszy się ku Drohojowskiej, poczęła wołać: --- Krzysiu! Krzysiu! Chodź jeno na słowo!</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Jestem --- rzekła panna Drohojowska.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pan Zagłoba powiada, że żadna panna nie spojrzy na Ketlinga, żeby się zaraz w nim nie rozkochała. --- Ja już go obejrzałam na wszystkie strony i jakoś mi nic, a ty zali już co czujesz?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Baśka! Baśka! --- rzekła tonem perswazji Krzysia.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Spodobał ci się, co?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Daj spokój! Statkuj! Moja Basiu, nie powiadaj byle czego, bo właśnie pan Ketling się przybliża.</akap_dialog>


<akap>Jakoż Krzysia nie zdołała jeszcze usiąść, gdy Ketling zbliżył się i spytał:</akap>


<akap_dialog>--- Wolno się do kompanii przyłączyć?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wdzięcznie prosim! --- odpowiedziała Jeziorkowska.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Więc śmielej już spytam, o czym była rozmowa?</akap_dialog>


<akap_dialog>--- O amorach! --- wykrzyknęła bez namysłu Basia.</akap_dialog>


<akap>Ketling usiadł przy Krzysi. Przez chwilę milczeli, bo Krzysia, zwykle przytomna i władnąca sobą, dziwnie jakoś stawała się nieśmiałą wobec tego kawalera, więc on pierwszy spytał:</akap>


<akap_dialog>--- Zali w istocie o tak wdzięcznym obiekcie była narada?...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Tak! --- odrzekła półgłosem panna Drohojowska.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Rad bym nad wszystko usłyszeć waćpanny mniemanie.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Wybacz waćpan, bo i śmiałości brak mi, i dowcipu, tak też myślę, że ja bym to raczej od waćpana coś nowego usłyszeć mogła.</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Krzysia ma rację! --- wtrącił Zagłoba. --- Słuchamy!...</akap_dialog>


<akap_dialog>--- Pytaj pani! --- odpowiedział Ketling.</akap_dialog>


<akap>Miłość, Młodość, StarośćI podniósłszy oczy nieco w górę, zamyślił się, następnie zaś, choć i nie pytany, począł mówić jakoby do siebie:</akap>


<akap_dialog>--- Kochanie to niedola ciężka, bo przez nie człek wolny niewolnikiem się staje. Równie jak ptak, z łuku ustrzelon, spada pod nogi myśliwca, tak i człek, miłością porażon, nie ma już mocy odlecieć od nóg kochanych...</akap_dialog>


<akap>Kochanie to kalectwo, bo człek, jak ślepy, świata za swoim kochaniem nie widzi...
</akap>

<akap>Kochanie to smutek, bo kiedyż więcej łez płynie, kiedyż więcej wzdychań boki wydają? Kto pokocha, temu już nie w głowie ni stroje, ni tańce, ni kości, ni łowy; siedzieć on gotów, kolana własne dłońmi objąwszy, tak tęskniąc rzewliwie, jako ów, który kogoś bliskiego postradał...</akap>

<akap>Kochanie to choroba, gdyż w nim, jako w chorobie, twarz bieleje, oczy wpadają, ręce się trzęsą i palce chudną, a człowiek o śmierci rozmyśla albo w obłąkaniu ze zjeżoną głową chodzi, z miesiącem gada, rad miłe imię na piasku pisze, a gdy mu je wiatr zwieje, tedy powiada: ,,nieszczęście!"... i szlochać gotów...</akap>

<akap>Tu Ketling umilkł na chwilę: rzekłby kto, że się w rozpamiętywaniu pogrążył. Krzysia słuchała słów jego jakoby pieśni, duszą całą. Rozchyliły się jej ocienione usta, a oczy nie schodziły ze ślicznej twarzy rycerza. Baśce czupryna spadła całkiem na oczy, więc nie było można poznać, co myśli, ale siedziała także cicho.</akap>


<akap>Wtem ziewnął pan Zagłoba głośno, odsapnął, wyciągnął nogi i rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Każże z takiego kochania psom buty uszyć!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A jednak --- zaczął znów rycerz --- jeśli miłować ciężko, to nie miłować ciężej jeszcze, bo kogóż bez kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwa, wonności lub klejnoty? Kto kochanej nie powie: ,,Wolę cię niźli królestwo, niźli sceptr, niźli zdrowie, niźli długi wiek?..." A ponieważ każdy chętnie by oddał życie za kochanie, tedy kochanie więcej jest warte od życia...</akap_dialog>


<akap>Ketling skończył.</akap>


<akap>Panny siedziały przytulone jedna do drugiej, podziwiając i czułość jego mowy, i owe wywody misterne, obce polskim kawalerom; aż pan Zagłoba, któren się był zdrzemnął pod koniec, zbudził się i począł, mrugając oczyma, spoglądać to na jedno, to na drugie, to na trzecie, wreszcie zebrawszy przytomność spytał wielkim głosem:</akap>

<akap_dialog>--- Co powiadacie?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Powiadamy waćpanu: dobranoc! --- rzekła Basia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Aha! już wiem: mówiliśmy o amorach. Jakiż był koniec?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Podszewka była lepsza od płaszcza.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie ma co mówić! Zmorzyło mnie. Ale bo to: kochanie, płakanie, wzdychanie! A ja jeszcze jeden rym wynalazłem, a mianowicie: ,,drzemanie...", i ponoć najlepszy, bo godzina późna. Dobranoc całej kompanii i dajcie mi już z amorami spokój... Boże, Boże! póty kot miauczy, póki sperki nie zje, a potem się oblizuje... I ja byłem w swoim czasie kubek w kubek do Ketlinga podobny, a kochałem się tak zapamiętale, że mógł mnie baran przez godzinę z tyłu trykać, nimem się spostrzegł. Wszelako pod starość wolę się wywczasować dobrze, zwłaszcza gdy polityczny gospodarz nie tylko odprowadzi, ale przepija do poduszki.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Służę waszmości! --- rzekł Ketling.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Chodźmy, chodźmy. Patrzcie jak to już miesiąc wysoko. Pogoda na jutro, wyiskrzyło się, a widno jak w dzień. Ketling o afektach gotów wam całą noc prawić, ale pamiętajcie, kozy, że on zdrożony.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie zdrożonym, bom w mieście dwa dni wypoczywał. Boję się tylko, że waćpanny nienawykłe do czuwania.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Prędko by noc zeszła na słuchaniu waćpana ---rzekła Krzysia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie masz tam nocy, gdzie słońce świeci! --- odpowiedział Ketling.</akap_dialog>


<akap>Po czym rozeszli się, bo istotnie było już późno. Panny sypiały razem i gawędziły zwykle przed snem długo, ale tego wieczora nie mogła Basia Krzysi rozgadać, o ile bowiem pierwsza miała ochotę do rozmowy, o tyle druga była milcząca i odpowiadała półsłówkami. Kilkakroć też, gdy Basia mówiąc o Ketlingu poczęła wymyślać koncepta, trochę się z niego naśmiewać, trochę go naśladować, Krzysia obejmowała ją z niezwykłą tkliwością za szyję, prosząc, by zaniechała tej pustoty.</akap>

<akap_dialog>--- On tu gospodarz, Basiu --- mówiła --- my pod jego dachem mieszkamy... i to widziałam, że cię polubił od razu.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Skąd wiesz? --- pytała Basia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Bo kto by cię nie polubił? Ciebie wszyscy kochają... i ja... bardzo.</akap_dialog>


<akap>Tak mówiąc zbliżyła swą cudną twarz do twarzy Basi i tuliła się do niej, i całowała jej oczy.</akap>


<akap>Poszły na koniec do łóżek, ale Krzysia długi czas zasnąć nie mogła. Ogarnął ją niepokój. Chwilami serce biło jej tak mocno, że obie ręce przykładała do swej atłasowej piersi, aby jego bicie potłumić. Chwilami również, zwłaszcza gdy próbowała przymknąć oczy, zdawało się jej, że jakaś piękna jak sen głowa pochyla się nad nią, a cichy głos szepcze jej do ucha:</akap>

<akap_dialog>--- Wolę cię niźli królestwo, niźli sceptr, niźli zdrowie, niźli długi wiek i życie!</akap_dialog>



<naglowek_rozdzial>Rozdział XII</naglowek_rozdzial>



<akap>W kilka dni później pan Zagłoba pisał do Skrzetuskiego list z następującym zakończeniem:</akap>


<akap>,,A jeśli przed elekcją do domu nie ściągnę, to się nie dziwujcie. Nie stanie się to z małej dla was życzliwości, ale że diabeł nie śpi, ja zasię nie chcę, aby mi zamiast ptaka coś nierzetelnego w garści zostało. Źle wypadnie, jeśli Michałowi, gdy wróci, nie będę mógł od razu powiedzieć: tamta zaswatana, a hajduczek <slowo_obce>vacat</slowo_obce>[53]! Wszystko w mocy bożej, ale tak myślę, że wonczas nie trzeba będzie Michała popychać ni długich <slowo_obce>praeparationes</slowo_obce>[54] czynić i że już na gotową deklarację przyjedziecie. Tymczasem na Ulissesa wspomniawszy, fortelów zażyć wypadnie i nieraz koloryzować, co mi i niełatwo, bom przez całe życie prawdę nad wszelkie specjały przekładał i rad się nią pasłem. Wszelako dla Michała i dla hajduczka i to na sobie przeniosę, bo oboje czyste złoto. Przy czym obejmuję was oboje i wraz z basałykami do serca przyciskam, Bogu najwyższemu was polecając".</akap>


<akap>Skończywszy pisanie zasypał pan Zagłoba list piaskiem, następnie uderzył weń dłonią, odczytał raz jeszcze, z dala od oczu trzymając, po czym złożył, zdjął sygnet z palca, poślinił i do pieczętowania się zabierał, przy której czynności zastał go Ketling.</akap>

<akap_dialog>--- Dzień dobry waszmości!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dzień dobry, dzień dobry! --- odrzekł pan Zagłoba. --- Pogoda, dzięki Bogu, przednia, a właśnie posłańca wysłać do Skrzetuskich zamierzam.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pokłoń się waszmość ode mnie.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jużem to uczynił. Zaraz sobie powiedziałem: trzeba się i od Ketlinga pokłonić. Oboje się tam ucieszą, wieści dobre otrzymawszy. Oczywiście, żem się im od ciebie pokłonił, ile że o tobie i o pannach całą epistołę napisałem.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jakże to? --- spytał Ketling.</akap_dialog>


<akap>Zagłoba położył dłonie na kolanach i począł palcami przebierać, sam zaś pochylił głowę i patrząc spod brwi na Ketlinga rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Mój Ketling! Jużci na to nie potrzeba być prorokiem, żeby przewidzieć, że gdzie jest krzemień a krzesiwo, tam się prędzej, później, iskry posypią. Tyś gładysz nad gładysze, a dziewkom chyba i sam nie przyganisz.</akap_dialog>


<akap>Ketling zmieszał się mocno.</akap>

<akap_dialog>--- Bielmo na oczach nosić bym musiał albo zgoła być barbarzyńcą dzikim --- odrzekł --- gdybym piękności ich nie dojrzał i nie uwielbił!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A widzisz! --- rzekł na to Zagłoba patrząc z uśmiechem na zapłonione Ketlingowe oblicze. --- Tylko jeśliś nie <slowo_obce>barbarus</slowo_obce>, tedy nie godzi ci się w obiedwie mierzyć, bo tak tylko Turcy czynią.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jak waćpan możesz suponować[55]?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ja też nie suponuję, jeno tak sobie powiadam... Ha! Zdrajco! Takżeś to im o amorach kwilił, że Krzysia trzeci dzień blada na gębie chodzi jakoby po lekarstwie. Ha! Nie dziwota! Sam młodym będąc z lutnią na mrozie pod oknem pewnej czarnuszki stawałem (do Drohojowskiej była podobna) i pamiętam, jakom śpiewał:</akap_dialog>


<poezja_cyt><strofa>Tam waćpanna śpisz po trudzie,/
A ja tu brząkam na dudzie./
<wers_wciety typ="6">Hoc! Hoc!</wers_wciety></strofa></poezja_cyt>


<akap>Chcesz, to ci tej pieśni pożyczę albo zgoła nową skomponuję, gdyż jeniuszu mi nie brak. Uważałeśli, że Drohojowska cośkolwiek dawną Billewiczównę przypomina, tylko że tamta ma włosy jak konopie i nie ma onego puchu nad gębą; ale są, którzy w tym większą urodę widzą i za rarytas to poczytują. Bardzo ona wdzięcznie na ciebie patrzy. Napisałem to właśnie do Skrzetuskich. Czy nieprawda, że ona do Billewiczówny podobna?</akap>

<akap_dialog>--- W pierwszym momencie owego podobieństwa nie dostrzegłem, ale być może. Wzrostem ją i postawą przypomina.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A teraz posłuchaj, coć powiem: <slowo_obce>arcana</slowo_obce>[56] familijne po prostu wyjawię, ale żeś i ty przyjaciel, więc powinieneś wiedzieć: pilnuj się oto, abyś Wołodyjowskiego niewdzięcznością nie nakarmił, bo my oboje z panią Makowiecką jedną z tych dziewek dla niego przeznaczamy.</akap_dialog>


<akap>Tu pan Zagłoba począł patrzeć bystrze i natarczywie w oczy Ketlinga, a ów przybladł i spytał:</akap>

<akap_dialog>--- Którą?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Dro-ho-jow-ską --- odrzekł powolnie Zagłoba.</akap_dialog>


<akap>I wysunąwszy naprzód dolną wargę począł mrugać spod namarszczonej brwi zdrowym okiem.</akap>


<akap>Ketling milczał i milczał tak długo, że aż w końcu Zagłoba spytał:</akap>

<akap_dialog>--- Cóż ty na to, hę?</akap_dialog>


<akap>A ów odrzekł zmienionym głosem, ale z mocą:</akap>

<akap_dialog>--- Możesz waćpan być pewien, że nie pofolguję sercu na Michałową szkodę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pewien jesteś?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Siłam w życiu przecierpiał --- odparł rycerz --- kawalerski parol: nie pofolguję!</akap_dialog>


<akap>Dopieroż pan Zagłoba otworzył mu ramiona.</akap>

<akap_dialog>--- Ketling! Pofolguj sobie, folguj, niebożę, ile chcesz, bom cię chciał jeno doświadczyć. Nie Drohojowską, ale hajduczka Michałowi przeznaczamy.</akap_dialog>


<akap>Ketlinga twarz rozjaśniła się szczerą i głęboką radością, więc uchwyciwszy Zagłobę w objęcia trzymał go długo, następnie spytał:</akap>

<akap_dialog>--- Zali to już pewne, że oni się kochają?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A kto by mojego hajduczka nie kochał, kto? --- odpowiedział Zagłoba.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- To i zrękowiny już były?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Zrękowin nie było, bo Michał ledwie się z żalu otrząsnął; wszelako będą... zdaj to na moją głowę! Dziewczyna --- chociaż to się wykręca jak łasica --- wielce mu życzliwa, bo u niej szabla grunt...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Uważałem to, jak mi Bóg miły! --- przerwał rozpromieniony Ketling.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ha! Uważałeś! Michał po tamtej jeszcze płacze, atoli jeśli mu która do duszy przypadnie, to pewnie hajduczek, bo ona do tamtej podobniejsza, jeno mniej oczyma strzyże, jako młodsza. Dobrze się wszystko składa, co? Ja w tym, że te dwa wesela[57] na elekcję będą!</akap_dialog>


<akap>Ketling nie mówiąc nic objął znów pana Zagłobę i począł przykładać swą piękną twarz do jego czerwonych policzków, aż stary szlachcic odsapnął i spytał:</akap>

<akap_dialog>Miłość--- Także ci to już Drohojowska za skórę się zaszyła?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie wiem, nie wiem --- odrzekł Ketling --- wiem jedno to, że ledwie jej niebiański widok ucieszył moje oczy, wnet rzekłem sobie, i że ją jedną strapione serce moje mogłoby jeszcze pokochać, i tej samej nocy wzdychaniami sen płosząc, lubej zaraz oddałem się tęsknocie. Odtąd ona z pamięci mi nie schodzi ni z myśli, gdyż tak właśnie zawładnęła moim jestestwem, jako monarchini włada krajem poddanym i wiernym. Jestli to miłość czy też co innego, nie wiem!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ale wiesz, że to nie czapka ani trzy łokcie sukna na pludry[58], ani popręg, ani podogonie, ani kiełbasa z jajecznicą, ani manierka z gorzałką. Jeśliś tego pewien, to o resztę spytaj Krzysi, a chcesz, to ja spytam?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie czyń tego waćpan --- odrzekł uśmiechając się Ketling. --- Jeśli mam utonąć, niech choć przez parę dni zdaje mi się jeszcze, że płynę.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Widzę, że Szkoci do bitwy dobre pachołki, ale w amorach nic po nich. Na niewiastę jako na nieprzyjaciela impet potrzebny. <slowo_obce>Veni, vidi, vici</slowo_obce>[59]! --- to była moja maksyma...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Z czasem, gdyby się moje najgorętsze pragnienia spełnić miały --- rzekł Ketling --- może waćpana o przyjacielskie <slowo_obce>auxilium</slowo_obce>[60] poproszę. Chociażem indygenat otrzymał i krew szlachetna płynie w moich żyłach, jednak nazwisko moje tu nie znane i nie wiem, czyby pani stolnikowa...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Pani stolnikowa? --- przerwał Zagłoba. --- Już też się o to nie bój. Pani stolnikowa istna tabakierka grająca. Jak nakręcę, tak i zagra. Zaraz do niej idę. Trzeba ją nawet uprzedzić, aby na twój proceder z panną krzywo nie patrzyła, ile że wasz szkocki proceder inny, a nasz inny. Jużci nie będę zaraz deklarował w twoim imieniu, jeno tak sobie wspomnę, że ci dziewka w oko wpadła i że dobrze by było, żeby z tej mąki chleba rozczynić. Jak mi Bóg miły, że zaraz idę, a ty się nie strachaj, bo przecie wolno mi powiedzieć, co mi się spodoba.</akap_dialog>


<akap>I mimo iż Ketling wstrzymywał jeszcze, pan Zagłoba wstał i poszedł.</akap>


<akap>Po drodze spotkał rozpędzoną, jak zwykle, Basię, której rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Wiesz, Krzysia ze szczętem pogrążyła Ketlinga!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie jego pierwszego! --- odrzekła Basia.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A tyś o to nie krzywa?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ketling kukła! Grzeczny kawaler, ale kukła! Stłukłam sobie oto kolano o dyszel i cała rzecz!</akap_dialog>


<akap>Tu Basia schyliwszy się poczęła sobie rozcierać kolano, patrząc jednocześnie na pana Zagłobę, a on rzekł:</akap>

<akap_dialog>--- Dla Boga! Bądźże ostrożna! Gdzie teraz lecisz?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Do Krzysi.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- A co ona porabia?</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Ona? Od niejakiego czasu ciągle mnie całuje i tak się o mnie ociera jak kot.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Nie mówże jej, że Ketlinga pogrążyła.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Acha! Niby to wytrzymam!</akap_dialog>


<akap>Pan Zagłoba wiedział dobrze, że Basia nie wytrzyma, i tylko dlatego jej zakazywał.</akap>


<akap>Więc poszedł dalej, bardzo rad ze swej chytrości, a Basia wpadła jak bomba do panny Drohojowskiej.</akap>

<akap_dialog>Łzy, Miłość, Obyczaje--- Stłukłam sobie kolano, a Ketling w tobie na umór rozkochany! --- zawołała zaraz w progu. --- Nie uważałam, że z wozowni dyszel wygląda... i łup! Świeczki mi w oczach stanęły, ale nic to! Pan Zagłoba prosił, żeby ci tego nie mówić. Nie powiedziałam ci, że tak będzie? Zaraz powiedziałam, a tyś go chciała we mnie wmówić! Nie bój się, znają cię! Trochę jeszcze boli! Ja pana Nowowiejskiego w ciebie nie wmawiałam, ale Ketlinga, oho! Chodzi teraz po całym domu i za głowę się trzyma, i do samego siebie gada. Ładnie, Krzysiu, ładnie! Szkot, Szkot, kot, kot!</akap_dialog>


<akap>Tu Basia poczęła przysuwać palec do oczu towarzyszki.</akap>

<akap_dialog>--- Basiu! --- zawołała Drohojowska.</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Szkot, Szkot, kot, kot!</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Jaka ja nieszczęśliwa, jaka ja nieszczęśliwa! --- wykrzyknęła nagle Krzysia i zalała się łzami.</akap_dialog>


<akap>Po chwili Baśka zaczęła ją pocieszać, ale to nic nie pomogło i dziewczyna rozślochała się jak nigdy przedtem w życiu.</akap>


<akap>Rzeczywiście w całym tym domu nie wiedział nikt, jak dalece była nieszczęśliwa. Od kilku dni była w gorączce, twarz jej zbladła, oczy zapadły, pierś poruszała się krótkim i przerywanym oddechem, stało się z nią coś dziwnego; zapadła jakby w gwałtowną niemoc, a nie przyszło to z wolna, stopniowo, ale od razu; porwało ją to jak wicher, jak burza; rozżarzyło jej krew jak płomień; olśniło jej wyobraźnię jak błyskawica. Ani chwili nie mogła stawić oporu tej sile, tak nielitościwie nagłej. Spokojność opuściła ją. Wola jej była jako ptak ze złamanymi skrzydłami...</akap>


<akap>Sama nie wiedziała, czy kocha Ketlinga, czy go nienawidzi, i strach niezmierny ogarniał ją przed tym pytaniem; ale to czuła, że serce jej bije tak szybko tylko przez niego; że głowa myśli tak bezładnie tylko o nim; że pełno go w niej, koło niej, nad nią. I ani sposób od tego się obronić! Łatwiej by go nie kochać, niż o nim nie myśleć, bo upoiły się jego widokiem oczy, zasłuchały się w jego głos uszy, nasiąknęła nim dusza cała... Sen nie uwalniał jej od tego natrętnika, bo ledwie zamknęła oczy, natychmiast twarz jego pochylała się nad nią szepcąc: ,,Wolę cię niż królestwo, niż sceptr, niż sławę, niż bogactwa..." I głowa ta była blisko, tak blisko, że nawet w ciemności krwawe rumieńce oblewały czoło dziewczyny. Była to Rusinka o krwi gorącej, więc jakieś ognie nieznane wstawały w jej piersi, ognie, o których nie wiedziała dotąd, że istnieć mogą, a pod żarem których ogarniał ją zarazem i strach, i wstyd, i wielka niemoc, i jakaś omdlałość, zarazem bolesna i luba. Noc nie przynosiła jej spoczynku. Opanowywało ją coraz większe zmęczenie, jakoby po pracy ciężkiej.</akap>

<akap_dialog>--- Krzysiu! Krzysiu! Co się z tobą dzieje! --- wołała sama na siebie. Lecz była jakoby w odurzeniu i w zapamiętaniu nieustającym.</akap_dialog>


<akap>Nic się jeszcze nie stało, nic nie zaszło, z Ketlingiem nie zamienili dotychczas dwóch słów na osobności, a choć myśl o nim ogarnęły ją całkowicie, przecie jakiś instynkt szeptał jej ustawicznie: ,,Strzeż się! Unikaj go!..." I unikała...</akap>


<akap>O tym, że była zmówiona z Wołodyjowskim, nie myślała dotąd, i to było jej szczęście; nie myślała zaś dlatego właśnie, że dotąd nic się nie stało i że nie myślała o nikim; ni o sobie, ni o innych, tylko o Ketlingu!</akap>


<akap>Ukrywała też to w duszy najgłębiej, a myśl, że nikt się tego nie domyśla, co się w niej dzieje, że nikt się nią i Ketlingiem razem nie zajmuje, przynosiła jej ulgę niemałą. Nagle słowa Basi przekonały ją, że jest inaczej, że już się ludzie na nich patrzą, że ich już łączą w myśli, że odgadują. Więc frasunek, wstyd i ból, razem wzięte, przezwyciężyły jej wolę i rozpłakała się jak małe dziecko.</akap>


<akap>Słowa Basi były jednakże dopiero początkiem tych rozlicznych przytyków, tych znaczących spojrzeń, mrugań oczyma, potrząsań głową, tych wreszcie słów obosiecznych, które musiała przenieść. Rozpoczęło się to zaraz przy obiedzie. Pani stolnikowa jęła przenosić wzrok z niej na Ketlinga i z Ketlinga na nią, czego nie czyniła dawniej. Pan Zagłoba chrząkał znacząco. Chwilami rozmowa przerywała się nie wiadomo dlaczego i nastawało milczenie, a raz w czasie takiej przerwy roztrzepana Basia zawołała na cały stół:</akap>

<akap_dialog>--- Wiem coś, ale nie powiem!</akap_dialog>


<akap>Krzysia spłonęła natychmiast, a potem zaraz zbladła, jakby jakieś groźne niebezpieczeństwo przeleciało koło niej; Ketling schylił także głowę. Oboje czuli doskonale, że się to do nich stosuje, i chociaż unikali ze sobą rozmowy, choć ona strzegła się, żeby na niego nie spojrzeć, przecie jasnym było dla obojga, że między nimi coś się staje, że wytwarza się jakowaś nieokreślona wspólność konfuzji, która ich łączy, a zarazem i oddala, bo przez nią tracą całkiem swobodę i nie mogą być już sobie zwykłymi przyjaciółmi. Szczęściem dla nich nikt nie zwrócił uwagi na słowa Basi, bo pan Zagłoba wybierał się do miasta i miał wrócić z liczną rycerską kompanią, tym więc wszyscy byli zajęci.</akap>


<akap>ObyczajeJakoż wieczorem dworek Ketlinga zajaśniał światłem; przybyło kilkunastu wojskowych i muzyka, którą uprzejmy gospodarz dla rozrywki pań sprowadził. Tańców nie można wprawdzie było wyprawić, bo wielki post i żałoba Ketlinga stały na przeszkodzie, ale słuchano kapeli i zabawiano się rozmową. Panie przybrały się odświętnie; pani stolnikowa wystąpiła we wschodnich jedwabiach, ,,hajduczek" wystroił się pstro i rwał oczy żołnierskie swoją różową buzią i jasną czupryną, która spadała co chwila na oczy; budził śmiech rezolutnością mowy i dziwił manierami, w których kozacza śmiałość mieszała się z wdziękiem niewymownym.</akap>


<akap>Krzysia, której żałoba po ojcu była już przy końcu, miała na sobie suknię białą, przetykaną srebrem. Rycerze porównywali ją: jedni do Junony, drudzy do Diany, ale nikt nie przysuwał się do niej zbyt blisko, nikt nie kręcił wąsa, nie szurgał nogami i nie zarzucał wylotów; żaden nie spoglądał na nią iskrzącymi oczyma i o afektach nie zaczynał rozmowy. Natomiast zaraz zauważyła, że ci, którzy spoglądają z podziwem i uwielbieniem na nią, spoglądają potem na Ketlinga; że niektórzy zbliżywszy się do niego ściskają mu rękę, jakby czegoś winszując i życząc; że on podnosi ramiona i rozkłada dłonie, jakby się czegoś wypierał.</akap>


<akap>Krzysia, która z natury była czujną i przenikliwą, była prawie pewną, że to o niej do niego mówią, że ją niemal za jego narzeczoną uważają. A ponieważ nie mogła przewidzieć, że pan Zagłoba szepnął już każdemu z ichmościów coś do ucha, więc zachodziła w głowę, skąd się owe ludzkie przypuszczenia biorą.</akap>


<akap>,,Czy ja mam co na czole napisanego?" --- myślała z niepokojem, zawstydzona i stroskana.</akap>


<akap>A wtem i słowa zaczęły ją dolatywać przez powietrze, niby nie do niej mówione, ale głośne: ,,Szczęśliwy Ketling!..." ,,W czepku się rodził..." ,,Nie dziw, bo i on gładysz!..." i tym podobne.</akap>


<akap>Inni, grzeczni kawalerowie, chcąc ją zabawić i coś miłego jej rzec, rozmawiali z nią o Ketlingu chwaląc go niezmiernie, wynosząc jego męstwo, uczynność i dworskie obyczaje, i ród starożytny. A Krzysia, rada nierada, musiała słuchać i oczy jej mimo woli szukały tego, o którym była mowa, a czasem spotykały się z jego oczyma. Wówczas czar ogarniał ją z nową siłą i sama o tym nie wiedząc, upajała się jego widokiem. Bo jakże różnił się Ketling od tych wszystkich szorstkich postaci żołnierskich! ,,Królewicz między swymi dworzany" --- myślała Krzysia patrząc na tę szlachetną, arystokratyczną głowę i na te anielskie oczy, pełne jakowejś przyrodzonej melancholii, i na to czoło ocienione płowym, bujnym włosem. Serce poczynało w niej mdleć i zamierać, jakby to była dla niej najdroższa w świecie głowa. On to widział i nie chcąc powiększać jej zmieszania, nie zbliżał się, chyba że kto inny siedział obok. Gdyby też była królową, nie mógłby otaczać ją większą czcią i większymi atencjami[61], niż to czynił. Mówiąc do niej schylał głowę i zasuwał za siebie jedną nogę, jakby na znak, że przyklęknąć w każdej chwili gotów; mówił zaś z powagą, nigdy żartobliwie, chociaż na przykład z Baśką rad żartował. W obchodzeniu się jego z nią obok czci największej był raczej pewien odcień pełnego słodyczy smutku. Dzięki tej powadze nikt inny nie pozwolił sobie również ni na słowa zbyt wyraźne, ni na żart zbyt śmiały, jak gdyby wszystkim udzieliło się przekonanie, że to jest panna godnością i urodzeniem od wszystkich wyższa, z którą nigdy nie dość polityki.</akap>


<akap>Krzysia była mu za to serdecznie wdzięczna. W ogóle wieczór ten upłynął dla niej kłopotliwie, ale słodko. Kobieta, Mężczyzna, Obyczaje, ZabawaGdy się zbliżyła północ, kapela ustała grać, panie pożegnały towarzystwo, a między rycerstwem poczęły krążyć gęsto kielichy i rozpoczęła się szumniejsza zabawa, w której godność hetmańską objął pan Zagłoba.</akap>


<akap>Baśka poszła na górę wesoła jak ptak, bo wybawiła się okrutnie, więc zanim klęknęła do pacierza, poczęła szaleć, terkotać, naśladować różnych gości, wreszcie rzekła do Krzysi klaszcząc w ręce:</akap>

<akap_dialog>--- Doskonale, że ten twój Ketling przyjechał! Przynajmniej na żołnierzach nie zbraknie! Oho! Niech się jeno post skończy, zatańcuję się na umor. To będziem używały! A na twoich zrękowinach z Ketlingiem, a na twoim weselu! No, jeśli domu nie przewrócę, to niech mnie Tatarzy w jasyr wezmą! Co by to było, żeby nas tak wzięli? To by dopiero było! Ha! Dobry Ketling! Dla ciebie to on muzykantów sprowadza, ale przy tobie i ja używam. Będzie on dla ciebie coraz nowe dziwy wyprawiał, póki nie zrobi tak!...</akap_dialog>


<akap>To rzekłszy Baśka rzuciła się nagle na kolana przed Krzysią i objąwszy ją wpół rękoma, poczęła mówić udając niski głos Ketlinga:</akap>

<akap_dialog>--- Waćpanno! Tak waćpannę miłuję, że dychać nie mogę... Miłuję waćpannę i piechotą, i na koniu, i na czczo, i po jedzeniu, i na wieki, i po szkocku... Chceszli być moją?...</akap_dialog>

<akap_dialog>--- Baśka! Będę się gniewać! --- wołała Krzysia.</akap_dialog>


<akap>Ale zamiast się gniewać, chwyciła ją w ramiona i niby usiłując ją podnieść poczęła całować jej oczy.</akap>

Przypisy

  1. <slowo_obce>panis bene merentium</slowo_obce> (łac.) --- dosł. chleb dobrze zasłużonych, przen. nagroda za dotychczasowe zasługi, owoce pracy.
  2. <slowo_obce>kulbaka</slowo_obce> --- rodzaj siodła o wysokich łękach (elementach z przodu i tyłu siodła), co ułatwiało jeźdźcowi walkę szablą, chroniąc go przed utratą równowagi i upadkiem.
  3. <slowo_obce>poszóstna kareta</slowo_obce> --- kareta zaprzężona w sześć koni.
  4. <slowo_obce>zdużać</slowo_obce> (starop.) --- dać radę, potrafić.
  5. <slowo_obce>konsyderacja</slowo_obce> (z łac.) --- rozważanie, rozmyślanie, refleksja.
  6. <slowo_obce>żem o wiktorii w polu zdesperował</slowo_obce> --- że zwątpiłem o zwycięstwie w bitwie.
  7. <slowo_obce>próżen</slowo_obce> --- próżny, pozbawiony.
  8. <slowo_obce>żołnierzów</slowo_obce> --- dziś popr.: żołnierzy.
  9. <slowo_obce>Mane, tekel, fares!</slowo_obce> --- słowa, które według opowieści biblijnej z Ks. Daniela (5,25) wypisała tajemnicza ręka na ścianie pałacu w Babilonie podczas uczty króla Baltazara. Znaczenie napisu: ,,policzono, zważono, rozproszono" (w jęz. hebr., aramejskim a. chaldejskim) zostało odczytane jako przepowiednia upadku państwa, który miał stanowić karę za grzechy Babilonu.
  10. <slowo_obce>bachmat</slowo_obce> --- koń należący do rasy koni tatarskich, niewielkich, ale silnych i wytrzymałych, odpornych na trudne warunki klimatyczne, a przy tym szybkich i zwinnych.
  11. <slowo_obce>oznajmując</slowo_obce> --- dziś popr.: oznajmiając.
  12. <slowo_obce>bławatnik</slowo_obce> --- kupiec handlujący materiałami.
  13. <slowo_obce>absolutum dominium</slowo_obce> (łac.) --- władza absolutna; absolutyzm.
  14. <slowo_obce>pacta</slowo_obce> właśc. <slowo_obce>pacta conventa</slowo_obce> (łac.: uzgodnione warunki) --- umowa podpisywana podczas sejmu koronacyjnego przez każdego króla wybranego poprzez wolną elekcję, począwszy od 1573 r. <slowo_obce>Pacta conventa</slowo_obce> wraz z tzw. artykułami henrykowskimi uzależniały ściśle władzę królewską od woli szlachty, zapewniając jej wszystkie dotychczasowe przywileje; zobowiązując monarchę do regularnego zwoływania sejmów, ustanawiając u boku króla radę szesnastu senatorów-rezydentów, z którymi król miał uzgadniać wszelkie decyzje polityczne; uniemożliwiając przekształcenie monarchii elekcyjnej w dziedziczną, a wreszcie zezwalając na wypowiedzenie królowi posłuszeństwa poprzez wywołanie rokoszu, gdyby król naruszał przywileje szlacheckie. Przy okazji dokument zapewniał również wolność wyznania.
  15. <slowo_obce>unanimitate</slowo_obce> --- jednogłośnie.
  16. <slowo_obce>krwie</slowo_obce> (starop. forma D. i Msc. lp) --- krwi.
  17. <slowo_obce>basałyk</slowo_obce> (daw.) --- żart. małe, niesforne dziecko; urwis.
  18. <slowo_obce>kopa</slowo_obce> --- sześćdziesiąt; pięć tuzinów.
  19. <slowo_obce>amicycja</slowo_obce> (z łac.) --- przyjaźń.
  20. <slowo_obce>signum</slowo_obce> (łac.; tu forma M. lm: <slowo_obce>signa</slowo_obce>) --- znak.
  21. <slowo_obce>dowcip</slowo_obce> --- tu: inteligencja.
  22. <slowo_obce>zalterować się</slowo_obce> --- zmieszać się, zmartwić, zdenerwować.
  23. <slowo_obce>directe</slowo_obce> (łac.) --- wprost.
  24. <slowo_obce>postponować</slowo_obce> --- okazywać brak szacunku, lekceważyć.
  25. <slowo_obce>vulnerum</slowo_obce> (łac.; tu forma B. lm: <slowo_obce>vulnera</slowo_obce>) --- rana.
  26. <slowo_obce>barbarus</slowo_obce> (łac.) --- barbarzyńca, człowiek nieokrzesany, niecywilizowany.
  27. <slowo_obce>dokonywa</slowo_obce> --- dziś popr.: dokonuje.
  28. <slowo_obce>stancja</slowo_obce> (daw.) --- sypialnia, pokój gościa.
  29. <slowo_obce>jeśli mój siostrzyński afekt nicpotem</slowo_obce> --- jeśli moje siostrzane uczucia na nic się nie przydadzą.
  30. <slowo_obce>jagody</slowo_obce> (przestarz.) --- policzki, twarz.
  31. <slowo_obce>po razu</slowo_obce> --- dziś: po razie.
  32. <slowo_obce>konfidencja</slowo_obce> --- tu: zwierzenie.
  33. <slowo_obce>kontentacja</slowo_obce> (z łac.) --- zadowolenie.
  34. <slowo_obce>deklaracja</slowo_obce> --- tu: oświadczyny
  35. <slowo_obce>czambuł</slowo_obce> (z tur.) --- oddział wojsk tatarskich.
  36. <slowo_obce>ursus</slowo_obce> (łac.) --- niedźwiedź.
  37. <slowo_obce>ekstraordynaryjny</slowo_obce> (z łac.) --- nadzwyczajny.
  38. <slowo_obce>oracja</slowo_obce> --- przemowa.
  39. <slowo_obce>konfidencja</slowo_obce> --- tu: poufałość.
  40. <slowo_obce>abominacja</slowo_obce> (z łac.) --- wstręt.
  41. <slowo_obce>nowember</slowo_obce> (z łac.) --- listopad.
  42. <slowo_obce>december</slowo_obce> (z łac.)--- grudzień.
  43. <slowo_obce>rezolut</slowo_obce> --- człowiek rezolutny, tj. pewny siebie, bystry, zaradny, mający łatwość wypowiedzi, błyskotliwy intelektualnie; por. łac. <slowo_obce>resolutio</slowo_obce> rozwiązanie.
  44. <slowo_obce>gładysz</slowo_obce> --- człowiek układny i urodziwy (gładki).
  45. <slowo_obce>rozamorowany</slowo_obce> --- rozkochany; por.: amor.
  46. <slowo_obce>desiderat</slowo_obce> (łac. forma 3. os. lp. cz. ter.) --- pożąda, pragnie, oczekuje.
  47. <slowo_obce>ziarnko owe</slowo_obce> --- dzis popr.: ziarnko owo.
  48. <slowo_obce>cekhauz</slowo_obce> (przestarz., z niem. <slowo_obce>das Zeughaus</slowo_obce>: zbrojownia) --- arsenał.
  49. <slowo_obce>instancja</slowo_obce> (daw.) --- wstawienie się za kimś.
  50. <slowo_obce>odliga</slowo_obce> --- odwilż.
  51. <slowo_obce>substancja</slowo_obce> (z łac.) --- rzecz, przedmiot, obiekt materialny; tu: spadek.
  52. <slowo_obce>periculosus</slowo_obce> (łac.) --- niebezpieczny.
  53. <slowo_obce>vacat</slowo_obce> (łac.; 3 os. lp. cz. ter.) --- wolny.
  54. <slowo_obce>praeparationes</slowo_obce> (łac.) --- przygotowania.
  55. <slowo_obce>suponować</slowo_obce> (z łac.) --- przypuszczać, podsuwać komuś jakąś myśl, sugerować.
  56. <slowo_obce>arcana</slowo_obce> --- tajniki, sekretne sposoby, zasady.
  57. <slowo_obce>Ja w tym, że te dwa wesela (...) będą</slowo_obce> --- Ja tego dopilnuję, żeby te dwa wesela się odbyły.
  58. <slowo_obce>pludry</slowo_obce> (przestarz.) --- krótkie, szerokie spodnie.
  59. <slowo_obce>veni, vidi, vici</slowo_obce> (łac.) --- przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem.
  60. <slowo_obce>auxilium</slowo_obce> (łac.) --- pomoc.
  61. <slowo_obce>atencja</slowo_obce> (z łac. <slowo_obce>attentio</slowo_obce>: uwaga; przestarz.) --- poważanie, szacunek, względy.