Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki
<naglowek_akt>AKT CZWARTY</naglowek_akt>
<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak wszyscy o tym mówią, a jak mnie się zdaje,/
Ten odgłos wcale panu sławy nie dodaje/
I żem pana tu spotkał na rękę mi właśnie,/
Bo mój sposób myślenia również ci wyjaśnię./
Z gruntu tej sprawy teraz wcale nie ocenię/
I z góry jak najgorsze przyjmę położenie./
Nie chcę się tu Damisa zajmować obroną,/
Przypuszczam, że potwarczo[1] pana oskarżono;/
Czyż dobry chrześcianin nie zrzeka się złości,/
Gasząc pragnienie zemsty, jakie w sercu gości?/
A w panu czyż przeważa gniewu chęć jedyna,/
By za ciebie miał ojciec z domu wygnać syna?/
Możesz pan wierzyć w pełną otwartość z mej strony,/
Że świat takim postępkiem mocno jest zgorszony./
Sądzę, że pan krańcowym nie będziesz w tej mierze,/
Że odtąd inny obrót ta sprawa przybierze;/
Poświęcając gniew Bogu niech pan postanowi/
Sprawić to, aby ojciec przebaczył synowi.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niestety! ja sam pragnąłbym tego najszczerzéj,/
Nie mam do niego żalu, niechaj mi pan wierzy;/
Przebaczam mu, oskarżać go nie myślę wcale/
I chętnie bym mu pomógł, choć się tym nie chwalę:/
Ale wyraźnej woli niebios nie naruszę/
I gdyby on powrócił, ja stąd odejść muszę./
Po tym postępku jego, z niczym niezrównanym/
Stosunek między nami byłby podejrzanym,/
Bóg wie, jakbym przez ludzi został osądzony./
Wzięto by to za zręczną taktykę z mej strony,/
Bo przekonanie winy ten pewno podziela,/
Kto udaje łaskawość dla oskarżyciela,/
I że moje sumienie własny błąd ocenia,/
Chcąc go zręcznie w ten sposób zmusić do milczenia.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja sądziłem, że inną odpowiedź dostanę./
Wszystkie wymówki pańskie są zbyt naciągane:/
Po co się pan oglądasz na nieba zamiary,/
Czyż ono w twoje ręce kładzie prawo kary?/
Pozostaw mu, pozostaw zatem pomstę całą,/
Bo przebaczać bliźniemu ono nam kazało;/
A i na względy ludzkie uważać nie trzeba,/
Gdy się we wszystkim spełnia wyższą wolę nieba./
Jak to? innej wymówki dla pana już nie ma?/
W dobrym uczynku bojaźń obmowy cię wstrzyma!/
Nie, nie, śmiało spełniajmy tylko wolę bożą,/
Wtedy ludzkie języki pewno nas nie strwożą.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TAKTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja mu z serca przebaczam, panie, i w tej mierze,/
To co nam Bóg zaleca, wypełniłem szczerze;/
Ale po tej zniewadze, która wstydem pali,/
Niebo wcale nie każe, abym z nim żył daléj.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chciwość, Dziedzictwo, PobożnośćCzy również z woli nieba nieznanych obrotów/
Pan kaprysowi ojca ulec byłeś gotów,/
Zapis wszystkich dóbr jego przyjmując łaskawie?/
Choć wprost przeciwny przepis znajduje się w prawie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W tych, co mnie znają, pewno zła myśl nie zagości,/
Ażebym ja mógł działać pod wpływem chciwości./
Za doczesnymi wcale nie gonię dobrami,/
A ich urok zwodniczy pewno mnie nie zmami;/
Jeżeli zaś się wola moja upokarza,/
By przyjąć zapis, którym gwałtem mnie obdarza,/
To czynię to w zamiarze tylko, Bóg mi świadkiem,/
By majątek w złe ręce nie popadł wypadkiem;/
Aby go nie obrócił ten, co odziedziczy/
Na jakiś cel niegodny, a może zbrodniczy,/
Gdy w mojem ręku przez to środki się pomnożą/
Na wspieranie mych bliźnich i na chwałę bożą.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ech, panie! rozstań się pan z tą zbyteczną trwogą,/
Którą prawi[2] dziedzice słusznie ganić mogą./
Ich majątek niechaj ci nie będzie kłopotem,/
Jak go użyją, później przekonasz się o tem,/
A chociażby miał zmarnieć w ręku spadkobiercy;/
To lepiej, niż że tobie da miano wydziercy[3]./
Co do mnie, ja się dziwię, nawet niesłychanie,/
Jak pan tę propozycję przyjąć byłeś w stanie;/
Czyż pobożność się taką zasadą zaszczyca,/
Która każe obdzierać prawego dziedzica?/
Jeżeli nieprzepartą za niebios rozkazem/
Masz przeszkodę, by zostać tu z Damisem razem,/
Lepiej by było, abyś bez wstydu i sromu,/
Jako człowiek uczciwy wyszedł z tego domu,/
Niż żeby świat powiedział, że to twoja wina/
I że ojciec dla ciebie wypędził stąd syna./
Wierz mi pan, że zgodzi się z tym chyba wytarty/
Honor...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Przepraszam pana, już jest wpół do czwartéj,</wers_cd>/
Rozmawiać z panem dla mnie przyjemność prawdziwa,/
Lecz pobożne zajęcie na górę mnie wzywa.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A!...</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Panie! niech nas poprze twa wymowa dzielna!</wers_cd>/
Patrz pan, jaka ją boleść ogarnia śmiertelna,/
A zamiar, co dziś w wieczór ma się spełnić jeszcze,/
Co chwila wywołuje w niej rozpaczy dreszcze./
Pan nadchodzi, użyjmy podstępu lub siły,/
Ażeby tylko plany jego się zmieniły./
Ten nieszczęśliwy projekt, co nas wszystkich rani...</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cieszę się, żeście razem w tej chwili zebrani,</strofa>
do
<strofa>W tym kontrakcie dla ciebie niosę opisaną/
Rzecz, z której tak serdecznie śmiałaś się dziś rano.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>Córka, Małżeństwo, OjciecMARIANNA</naglowek_osoba>
klękając przed
<kwestia><strofa>O mój ojcze! przez litość błagam w imię boże,/
Zaklinam cię na wszystko, co cię wzruszyć może,/
Rozluzuj węzły, co nas tak mocno złączyły/
I nie każ mi posłuszną być nad moje siły./
Nie zmuszaj mnie, mój ojcze, ażebym w potrzebie/
Aż do Boga musiała nieść skargę na ciebie,/
Ażebym miała spędzać w nędzy i w żałobie/
To życie, które przecież ja zawdzięczam tobie./
Jeśli każesz zapomnieć o marzeniach duszy,/
Jeżeli moją miłość twoja wola kruszy,/
Zrób to tylko, o co cię na kolanach proszę,/
Nie każ mi żyć z człowiekiem, którego nie znoszę,/
I jeśli postanowić nie możesz inaczéj,/
Nie chciej rzucać przynajmniej mnie na łup rozpaczy.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
na stronie wzruszony
<kwestia><strofa>Odważnie moje serce, trzymajmy się stale.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Twoja dobroć dla niego nie martwi mnie wcale;/
Oddaj mu twój majątek, swą spuściznę całą,/
Oddaj mój, jeśli tego będzie mu za mało,/
Zgadzam się na to chętnie, ale w zamian przecie,/
Gdy mu wszystko oddajesz, ocal twoje dziecię/
I pozwól, bym w klasztornej przepędziła celi/
Resztę dni, których niebo jeszcze mi udzieli.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Otóż to, zakonnica wylazła na prędce,/
Kiedy ojciec w miłosnej przeszkadza jej chętce./
Powstań. Wstręt twój i upór zwyciężyć potrzeba,/
A umartwienie zmysłów --- zasługa dla nieba./
By zaskarbić te łaski masz sposób gotowy/
I proszę nie zawracać mi już więcej głowy.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>SługaDORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to? lecz...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech cię znowu nie trapi chęć pusta,</wers_cd>/
Gadaj z równymi sobie, tu zaknebluj usta.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeślibyś mojej rady chciał wysłuchać przecie...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój bracie, twoje rady są najlepsze w świecie,/
Jestem dla nich z szacunkiem, cenię je i chwalę,/
Lecz daruj, ale spełnić ich nie myślę wcale.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
do
<kwestia><strofa>Widząc to, co ja widzę, już nie wiem prawdziwie/
Co mówić, zaślepieniu twojemu się dziwię/
Tylko. Jakież cię wpływy oplotły złowieszcze,/
Gdy po dzisiejszym czynie nie wierzysz nam jeszcze?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dziękuję, ale prostych pozorów w tym wina;/
Ja wiem, jaką ty słabość masz dla mego syna,/
Tego łotra; przez niego ta historia cała/
Ułożona, a tyś jej zaprzeczyć nie chciała,/
By biednego człowieka zgubić przez te baśnie./
Ale twoja spokojność zdradziła cię właśnie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>Cnota, KobietaELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyż potrzeba mieć na tak dziwne oświadczenie/
Zaraz obelgę w ustach i w oczach płomienie?/
Gdy naszą cześć kto dotknie, potrzebaż w tej chwili,/
Abyśmy mu zniewagę największą rzucili?/
Ja wybuch w takiej rzeczy najwyraźniej ganię,/
Śmiech tu karą najlepszą, oto moje zdanie./
Uczciwość z łagodnością pogodzić się może,/
Nie jak u kobiet strasznych, których w każdej porze/
Gniew uzbrojony tylko sposobności czeka,/
By paznokciami drapać, lub pogryźć człowieka./
Mnie tym postępowaniem pewno nie zachwycą,/
Pragnę zostać cnotliwą, ale nie diablicą/
I w tej mierze tej prostej trzymam się taktyki,/
Że pogarda jest lepszą, niż gwałtowne krzyki.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja się zwieść nie pozwolę, niechaj co chce będzie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powtórnie twoją słabość podziwiam w tym względzie,/
Ale możebyś wreszcie zdanie zmienić raczył,/
Gdybyś na własne oczy rzecz całą zobaczył.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zobaczył!</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak.</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gadanie!</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Będziesz wątpił dłużéj,</wers_cd>/
Gdy to sprawię, że wszystko przy tobie powtórzy?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Baśnie!</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cóż to za człowiek! Rozważ me zamiary:</wers_cd>/
Nie żądam już z twej strony dla nas nawet wiary,/
Lecz przypuśćmy, że w miejscu tym, tak by się stało,/
Że mógłbyś łatwo widzieć i słyszeć rzecz całą;/
Cóż byś powiedział na to, czy trwałbyś w uporze?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Powiedziałbym... nic wcale, bo to być nie może.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Błąd trwa za długo, zatem nie spocznę dopóty,/
Aż przestaniesz oszczerstwa robić mi zarzuty./
W tej chwili się ta sprawa tu zakończy cała,/
Będziesz świadkiem wszystkiego, com ci powiedziała.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zgoda. Trzymam za słowo. Twą zręczność ocenię,/
Czy będziesz mogła spełnić swoje przyrzeczenie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
do
<kwestia><strofa>Sprowadź go do mnie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
do
<kwestia><strofa><wers_cd>Działać potrzeba powoli,</wers_cd>/
To lis chytry, łatwo się złapać nie pozwoli.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie! Miłośćludzi kochających zwieść możem najlepiéj,/
A miłość własna bardziej jeszcze go zaślepi./
Kleanta
iMarianny
)</didask_tekst> Wy odejdźcie.</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Stół ten przysuniemy,</wers_cd>/
Wejdź tu i proszę ciebie, siedź cicho jak niemy.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdy się tam schowasz, prawdy ci dowiodę.</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dlaczegóż pod stół?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Proszę, zostaw mi swobodę.</wers_cd>/
Sam osądzisz, czy dobrze osnute mam plany./
No wejdź tam; a pamiętaj, jak będziesz schowany,/
Aby cię nie widziano, ani nie słyszano.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>No przyznaj, że łagodność mam nieporównaną,/
Lecz chcę widzieć do końca, jak pójdzie wyprawa.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sądzę, że do wyrzutów nie nada ci prawa.</strofa>
do
<strofa>Cokolwiek będę mówić i w jakim sposobie,/
Niechaj to oburzenia nie wywoła w tobie,/
Bo przez ciebie do tego jestem przymuszona,/
A zresztą, wszak to jedno tylko cię przekona./
MaskaPrzez udaną łaskawość, nie będzie mi trudno/
Zmusić do otwartości tę duszę obłudną,/
A podniecona miłość w namiętnym zamiarze/
Złoży maskę i całe zuchwalstwo okaże./
Gdy z twej woli, dla twego tylko przekonania,/
Moja chęć do tej smutnej komedii się skłania,/
Toż gdy się wiara twoja już do mnie nachyli,/
Sądzę, że będę mogła zaprzestać w tej chwili/
I kiedy sam już sprawdzisz wszystko doskonale,/
Będziesz go umiał wstrzymać w namiętnym zapale;/
Oszczędzisz twojej żonie daremnych przykrości,/
Gdy już rozczarowanie w twej duszy zagości./
Zresztą to twój interes, ty tu jesteś panem,/
Nadchodzi. Skryj się i siedź cicho pod dywanem.</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kazałaś mnie tu pani wezwać na rozmowę.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>KuszenieTak jest, bo mam zwierzenie dla pana gotowe,/
Zamknij pan drzwi i wkoło rozejrzyj się wszędzie,/
Czy znów kto nie widziany słuchać nas nie będzie.</strofa></kwestia>
<kwestia><strofa>Nie chcę, by się poprzednie zajście powtórzyło,/
Bo to dla nas obojga nie byłoby miło./
Z tej niespodzianki dotąd ochłonąć nie mogę,/
Damis w straszną o pana przyprawił mnie trwogę;/
Pewno pan słusznie moje starania ocenia,/
Com robiła, aby go zmusić do milczenia./
Niepokój, trwogę moją za przyczynę biorę,/
Że nie umiałam jeszcze zaprzeczyć mu w porę,/
Lecz, dzięki niebu, spór ten został zakończony,/
Niebezpieczeństwo z żadnej nie grozi nam strony./
Szacunek, któryś wzbudził, łatwo burzę wstrzyma,/
Mąż na pana żadnego podejrzenia nie ma, ---/
Przeciwnie, chce świat wyzwać, za jego rozkazem/
W każdej chwili możemy znajdować się razem/
I wiem, że to nie będzie również źle widzianem,/
Że sam na sam zamknięta rozmawiam tu z panem./
To mi dozwala odkryć serce, duszę całą,/
Które wzruszyć zbyt prędko panu się udało.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>Kobieta, MiłośćTARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Myśl pani nie dość jasno dla mnie się tłumaczy;/
Niedawno słowa twoje brzmiały tu inaczéj.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach, jeśli w panu one niesłuszny gniew niecą,/
To pan mało znasz jeszcze naturę kobiecą;/
Nie wiesz pan, jak to serce bić nam musi w łonie,/
Gdy tak słabo walczymy w pozornej obronie./
Wstyd nasz walczy do końca, zawsze w takiej chwili/
Serce, by przezwyciężyć go, darmo się sili;/
Choć najsilniejsza miłość do tej walki stanie,/
Ze wstydem zawsze pierwsze robi się wyznanie./
Wszakże bronić się trzeba, ale z odpowiedzi/
Każdy serc tajemnicę z łatwością wyśledzi,/
Że choć według słów naszych miłość ta jest zdrożna,/
To z tej obrony właśnie nadzieję mieć można./
Nazbyt swobodnie może moje oświadczenie/
Przekonywa, że mało mój własny wstyd cenię;/
Lecz, gdy do tego doszło, to zapytam pana,/
Po com Damisa dzisiaj wstrzymywała z rana?/
Skądże się ta cierpliwość we mnie wzięła rzadka,/
By zwierzenia twych uczuć słuchać do ostatka?/
Czyżbym ja tak łagodnie przyjęła rzecz całą./
Gdyby pańskie wyznanie mnie nie pociągało?/
Wreszcie gdym pana zmusić pragnęła za karę,/
Abyś z swego małżeństwa zrobił mi ofiarę,/
Czyż nie mogłeś pan poznać już w tym samym czynie,/
Że to własny interes rządzi mną jedynie;/
Bo smutno by mi było, gdyby związki trwałe,/
Podzieliły to serce, które chcę mieć całe.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pojąć mojej radości nikt nie będzie w stanie,/
Gdy z ust kochanych słyszę podobne wyznanie,/
Słodycz jego napełnia błogością nieznaną,/
Napaja mnie rozkoszą z niczym niezrównaną;/
Szczęście, abym się tobie podobał nawzajem,/
Jest marzeniem mej duszy, jest mych chęci rajem,/
Lecz daruj pani, może śmiałości zbyt wiele,/
Gdy powiem, że ja jeszcze wątpić się ośmielę./
Może to tylko podstęp szlachetny z twej strony,/
Ażebym zerwał związek dzisiaj ułożony./
Odważam się myśl moją wypowiedzieć szczerze,/
Że ja w tak miłe słowa pani nie uwierzę,/
Póki dowód twej łaski zwątpienia nie skruszy/
I wiary w moje szczęście nie zaszczepi w duszy.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
kaszlnąwszy kilka razy, aby ostrzec męża
<kwestia><strofa>Czyż taka panem szybkość powoduje rzadka,/
Aby wyczerpać tkliwość serca do ostatka?/
Gubi się ktoś, gdy prawdę wyznaje ci całą,/
A to wyznanie jeszcze dla pana za mało./
I to wszystko dla ciebie nie przyda się na nic,/
Dopóki rzecz nie dojdzie do ostatnich granic.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Im mniej zasługi, tym mniej dla nadziei prawa,/
A wyznanie dla serca zbyt wątła podstawa./
Człowiek szybko naprzeciw swego szczęścia bieży,/
Lecz wprzód chce go używać zanim w nie uwierzy./
Na zasługi się własne liczyć nie ośmielę,/
W dobry skutek mych chęci nie ufam zbyt wiele/
I dotąd ta wątpliwość nie ustąpi z łona,/
Póki jej rzeczywistość słodka nie pokona.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pańska miłość z tyranią łączy się najściśléj/
I w dziwne pomięszanie wprawia moje myśli/
Nad sercem chce panować ta straszliwa władza!/
I jak gwałtownie swoje chęci przeprowadza!/
Pańskim pragnieniom czyż nic oprzeć się nie zdoła?/
Aby odetchnąć, czasu nie zostawiasz zgoła./
Czyż można tak uparcie prześladować srogo/
I żądać w jednej chwili wszystkiego od kogo?/
Nadużywasz pan teraz w zbyt łatwym sposobie/
Uczucia, które wiesz pan, że żywię ku tobie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jeżeli moje hołdy pragniesz przyjąć szczerze,/
Dlaczegóż mi dowodów odmawiasz w tej mierze?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz jakże mogę chęci okazać łaskawsze,/
Nie obrażając nieba, którym straszysz zawsze.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdyby tu tylko niebo na zawadzie stało,/
Znieść tę przeszkodę, dla mnie rzeczą bardzo małą;/
Niech ona serca twego obawą nie mrozi.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! A kara niebios, którą pan tak grozi?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mogę pani rozproszyć tę śmieszną obawę,/
Bo w zwalczeniu skrupułów ja posiadam wprawę./
Jest w takim czynie niby dla nieba rzecz zdrożna,/
Ale porozumienie z nim wynaleźć można./
Jest nauka, co w miarę potrzeb się przemienia,/
By rozluzować węzły naszego sumienia./
Złe w uczynku chociażby wielkiego rozmiaru,/
Naprawia się czystością naszego zamiaru;/
Tę tajemnicę razem zgłębiamy do woli,/
Niech mi się pani tylko prowadzić pozwoli./
Bez obawy chciej spełnić moje chęci skore,/
Ja odpowiem i wszystko sam na siebie biorę.</strofa></kwestia>
<kwestia><strofa>Ma pani mocny kaszel.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak, płuca mi rani.</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Cukier z sokiem lukrecji może ulży pani.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, to katar uparty męczy mnie tak srogo/
I żadne soki na to pomóc mi nie mogą.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To przykre.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Bardzo przykre, gdy kto nazbyt czuły.</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>GrzechNa koniec łatwo będzie zniszczyć te skrupuły./
Wszak tajemnicy naszej z pewnością obronim,/
A złe jest wtedy tylko, kiedy świat wie o nim;/
Tylko zgorszenie za błąd trzeba liczyć w życiu,/
A ten wcale nie grzeszy, kto grzeszy w ukryciu.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
kaszląc jeszcze i uderzając kilka razy w stół
<kwestia><strofa>Na koniec widzę, że się trzeba będzie poddać/
I zezwolić, ażeby wszystko panu oddać,/
Bo inaczej oporu chęć źle oceniona,/
Zadowolnić nie może, ani nie przekona./
Przykro mi, że przekracza to moją rachubę,/
Mimo woli zapewne przechodzę tę próbę,/
Ale kiedy tak wielką jest uporu siła,/
Że nie chcą wcale wierzyć temu, com mówiła,/
Dowód tylko stanowczy zbudzi przekonanie,/
Niechajże się żądaniom twym zadosyć[4] stanie./
A jeśli ja błąd jakiś popełnię w tej chwili,/
Tym gorzej dla tych, co mnie do niego zmusili,/
Odpowiedzialność za to nie mnie brać należy.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak pani, ja ją przyjmę, niech mi pani wierzy.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uchyl pan drzwi i zobacz proszę w tamtej stronie,/
Czy nie ma mego męża przy drzwiach lub w salonie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O co się pani troszczy, po cóż mam tam chodzić?/
To jest człowiek stworzony, by go za nos wodzić./
Wszak byśmy z sobą byli, pragnie jak najszczerzej/
I choćby wszystko widział, to w nic nie uwierzy,/
Takem go usposobił.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>To mnie nie powstrzyma</wers_cd>/
W obawie. Wyjdź pan proszę, zobacz, czy go nie ma?</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
wychodząc spod stołu
<kwestia><strofa>A to jest, muszę przyznać, nikczemnik nie lada!/
Jak pałka, tak mi nagle to na głowę spada.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! już chcesz wychodzić; chyba stroisz żarty,/
Wracaj pod dywan, dalej, czemuś tak uparty,/
Do wydawania sądu nie bądź jeszcze skory,/
Czekaj do końca, to znów mogą być pozory.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie! piekło nic gorszego stworzyć nie jest w stanie!</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zawsze zanadto lekko chcesz wydawać zdanie./
Daj się przekonać, zanim będziesz słusznie sądził,/
I nie śpiesz się z obawy, ażebyś nie zbłądził.</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
nie widząc
<kwestia><strofa>Na przeszkodzie nic moim chęciom już nie stanie,/
Przepatrzyłem uważnie całe pomieszkanie,/
Nikogo nie ma; zatem możemy tu skrycie...</strofa></kwestia>
Kiedy
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
wstrzymując
<kwestia><strofa>Powstrzymaj się, mój panie, w miłosnym zachwycie,/
Przez zbytek namiętności możesz głupstwo zbroić./
Acha! zacny człowieku! chciałeś mnie ustroić./
Na pokusy tak mało jesteś uzbrojony,/
Że zaślubiasz mą córkę, a pożądasz żony./
Przez długi czas kręciłem się jak w błędnym kole,/
Sądząc, że lada chwila zamienią się role,/
Lecz ta próba aż nadto moje zmysły łechce,/
Wyznaję, że mam dosyć i więcej już nie chcę.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
do
<kwestia><strofa>Co do mnie, ta komedia jest moją obroną,/
Ażeby ją odegrać byłam przymuszoną.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
do
<kwestia><strofa>Jak to! Wierzysz?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>No dalej! na co ten ambaras,</wers_cd>/
Bez żadnej ceremonii wynosić się zaraz!</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój zamiar...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie czas teraz na żadne gadania,</wers_cd>/
Natychmiast mi wychodzić z mojego mieszkania.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ty sam stąd wyjdziesz, tak, ty, który z niesłychanem/
Zuchwalstwem chcesz przemawiać, jakbyś tu był panem./
Ten dom do mnie należy, moją jest własnością,/
Daremnie chcesz podstępem walczyć, albo złością./
A kto się ze mną kłóci, obelgi wymierza,/
Ten pożałuje; ja mam czym skarcić szalbierza[5],/
Pomścić obrazę niebios i obudzić żale/
W tym, co mi dom swój kazał opuścić zuchwale.</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA VIII</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co to za mowa i te odgróżki[6] złowrogie?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wyznaję, że ja z tego żartować nie mogę.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Słysząc co mówił, błąd mój każdy przyzna,</wers_cd>/
Że teraz źle wypadła moja darowizna.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Darowizna!</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak. Jeszcze mogłoby być gorzéj,</wers_cd>/
Jest w tym pewna szkatułka, co mnie mocno trwoży.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wszystko zrozumiesz, wszystko ci powtórzę,</wers_cd>/
Tylko pójdę zobaczyć, może jest na górze.</strofa></kwestia>
Przypisy
- <slowo_obce>potwarczo</slowo_obce> --- rzucając oszczerstwo, potwarz.
- <slowo_obce>prawy</slowo_obce> --- szlachetny; prawowity.
- <slowo_obce>wydzierca</slowo_obce> --- od: wydzierać, czyli zabierać coś przemocą.
- <slowo_obce>zadosyć</slowo_obce> --- zadość.
- <slowo_obce>szalbierz</slowo_obce> --- oszust.
- <slowo_obce>odgróżki</slowo_obce> --- od: odgrażać się.

