Lektury: Świętoszek akt 3

Edytuj
Komentarze              Archiwum wersji (wszystkie edycje)

Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki

<naglowek_akt>AKT TRZECI</naglowek_akt>



<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>

Damis, Doryna

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechaj piorun w tej chwili na miejscu mnie spali,/
Chcę, ażeby mnie ostatnim z ludzi nazywali,/
Jeżeli mnie szacunek, lub władza powstrzyma/
Od skandalu --- kiedy już innych środków nie ma.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przez litość! miarkuj się pan. Tak źle się nie stanie,/
Ojciec pański dopiero objawił swe zdanie;/
Przecież zamiary swoje często człowiek zmienia,/
Od projektów daleko jeszcze do spełnienia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja łatwo tego łotra do ustępstwa skłonię,/
Tylko dwa słowa w ucho szepnę mu na stronie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Przeciw niemu i ojcu, bardzo pana proszę/
Niechaj pan pozostawi działanie macosze;/
Nad umysłem Tartuffe'a wielki wpływ posiada,/
On chętnie słucha tego, co ona powiada,/
Zdaje się, że on słabość dla niej w sercu skrywa./
Byłoby ślicznie, gdyby rzecz była prawdziwa./
Na koniec tu ma zejść się z nim, bo w sprawie waszéj/
Chce go zbadać, by zmienił zamiar, co was straszy,/
Poznać jego uczucia rzeczą będzie snadną[1]/
I wskazać mu, jak smutne skutki stąd wypadną,/
Jeżeli się do naszych planów nie przychyli./
Sługa mówił mi, że on modli się w tej chwili,/
Lecz że wnet zejdzie, jeśli ktoś na niego czeka;/
Więc ja zostanę, a pan niechaj stąd ucieka.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chcę, by przy mnie odbyła się cała rozmowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie można.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja do niego nie wyrzeknę słowa.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Kpisz pan! wszak znane wszystkim świetne pańskie czyny,/
A na popsucie sprawy to środek jedyny./
Wyjdź pan.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Nie, uniesienie poskromię młodzieńcze.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nieznośny... otóż idzie. Wychodź pan!</strofa></kwestia>

Damis ukrywa się w gabinecie w głębi.



<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>

Doryna, Tartuffe

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>

mówi głośno do służącego za scenę, jak tylko spostrzega Dorynę

<kwestia><strofa><wers_cd>Wawrzeńcze!</wers_cd>/
Dyscyplinę[2] z włosianką[3] złóż do moich rzeczy/
I módl się, aby niebo miało cię w swej pieczy./
Odwiedziny dziś wszelkie do mnie będą próżne,/
Bo idę więźniom skromną rozdzielać jałmużnę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>

na stronie

<kwestia><strofa>Ile tu udawania i ile obłudy!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czego chcesz?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Mam powiedzieć...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>Ciało, Pokusa, Pożądanie, Kobieta, Mężczyzna, ŚwiętoszekTARTUFFE</naglowek_osoba>

wyciągając chustkę z kieszeni.

<kwestia><strofa><wers_cd>Ach mój Boże, wprzódy</wers_cd>/
Nim co powiesz, tę chustkę weź!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A na cóż to mnie?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ażeby przykryć piersi odkryte nieskromnie./
Takim przedmiotem duszę bliźnich ranisz srogo,/
Bo grzeszne myśli przez to do głowy przyjść mogą.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Musisz pan na pokusę być niezmiernie słaby,/
Gdy ciało ma dla ciebie tak silne powaby./
Nie wiem, jaka tam w panu wyradza się chętka,/
Lecz ja do pożądania nie jestem tak prędka;/
Gdybyś tu stanął nago od dołu do góry,/
Nie skusiłby mnie widok całej pańskiej skóry.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Proszę ukrócić w słowach nieskromną swawolę,/
Bo wyjdę zostawiając pannie wolne pole.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, jam pana w spokoju zostawić gotowa,/
Tylko pani przeze mnie przysyła dwa słowa,/
Które według wyraźnej powtarzam osnowy:/
Że prosi pana tutaj o chwilkę rozmowy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! bardzo chętnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>

na stronie

<kwestia><strofa><wers_cd>Jak się udobruchał ładnie.</wers_cd>/
Dobrzem zgadła, choć nie wiem, co z tego wypadnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy prędko przyjdzie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Szelest słyszę po podłodze.</wers_cd>/
Ona! zatem zostawiam państwa i odchodzę.</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>

Elmira, Tartuffe

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niech w wszechmocności swojej święta niebios siła/
Zdrowie duszy i ciała zawsze pani zsyła;/
Niechaj błogosławieństwa tyle ci przymnoży,/
Ile pragnie dla ciebie nędzny sługa boży.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To pobożne życzenie wdzięczność we mnie budzi;/
Lecz siądźmy, w ten sposób nas rozmowa nie strudzi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>Flirt, ZdrowieTARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jakże się pani czuje? nie boli już głowa?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gorączka przeszła, jestem najzupełniej zdrowa.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Moje pacierze pewno nie mają tej siły,/
By tak szczęśliwy skutek w górze wymodliły,/
A jednak każde moje do nieba westchnienie/
Miało za cel jedyny, pani wyzdrowienie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zanadto się pan trudził.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tego nikt nie powie,</wers_cd>/
Czy można nadto cenić takie drogie zdrowie?/
By je zachować, z mego zrobiłbym ofiarę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pan miłość chrześciańską posuwa nad miarę./
I za tyle dobroci wdzięczność żywą czuję.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mniej robię, niźli pani na to zasługuje.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W sekrecie chcę przedstawić panu o co chodzi/
I cieszę się, że nikt nam tutaj nie przeszkodzi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To mnie również zachwyca. Uwierzyć się boję,/
Że sam na sam jesteśmy tu z panią we dwoje./
Błagałem nieba, by tę sposobność przywiodły,/
Lecz dotąd daremnymi były moje modły.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dla mnie do tej rozmowy powód stąd się bierze,/
Że chcę, abyś mi serce swoje odkrył szczerze.</strofa></kwestia>

Damis nie pokazując się uchyla drzwi od gabinetu, aby słyszeć rozmowę.

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dla mnie również pragnienia gorętszego nie ma,/
Jak odkryć całą duszę przed twymi oczyma./
Chcę, by panią przysięga zapewniła szczera,/
Że gdy gromię[4] wizyty, co pani odbiera,/
To nie przez niechęć żadną dla pani z mej strony,/
Ale przez zapał niczym nieprzezwyciężony/
I przez uczucie czyste...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak je również cenię,</wers_cd>/
Że się pan tylko troszczy o moje zbawienie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>

biorąc rękę Elmiry i ściskając jej palce

<kwestia><strofa>Tak pani, bez wątpienia i w mym sercu gości...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Aj! za mocno pan ściska...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zbytek gorliwości;</wers_cd>/
Wszakże ból zadać pani dla mnie równa męka/
I prędzej bym...</strofa>

kładzie rękę na kolanach Elmiry

</kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co robi tutaj pańska ręka?</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Macam suknię, jak miękki materiał.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O proszę!</wers_cd>/
Przestań pan już, ja żadnych łaskotek nie znoszę.</strofa></kwestia>

Elmira cofa się z fotelem, Tartuffe przysuwa się do niej.

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>

poruszając chusteczkę Elmiry

<kwestia><strofa>Jakie to jest prześliczne! Dziś nikt nie zaprzeczy,/
Że prawdziwie cudownie robią takie rzeczy./
Jaki postęp we wszystkim czas nam teraz niesie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda. Ale o naszym mówmy interesie:/
MiłośćMówią, że mój mąż dawniej dane słowo zrywa/
I chce panu dać córkę; czy to wieść prawdziwa?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, przyznaję, że coś tam wspomniał mi o tem,/
Ale ten zamiar nie jest mych marzeń przedmiotem,/
Inne wdzięki posiadać, których urok nęci,/
Szczęściem by napełniło wszystkie moje chęci.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pan nie pragniesz miłości doczesnych omamień.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wszakże i ja mam w piersiach serce, a nie kamień.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Podług mnie, pańskie myśli tylko w niebo biegą,/
Na ziemi nie pożądasz pan pewno niczego.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Uczucie, co nam każe wzdychać do wieczności,/
Nie zabija w nas wcale doczesnej miłości,/
Zmysły nasze pożądać mogą całą siłą/
Cudowne dzieła, które niebo wytworzyło;/
Ono swym własnym wdziękiem zdobi ród niewieści,/
Lecz najwięcej się w tobie jego darów mieści;/
Na twojej twarzy piękność rozlał rozkaz boży,/
Która oczy zadziwia, która serce trwoży/
I widząc cię, czyż mogłem nie wielbić z zapałem/
Rąk Stwórcy, których dziełem jesteś doskonałem?/
Czyż dziwne, że o tobie moje serce marzy,/
Gdy on sam własny obraz nadał twojej twarzy!/
Zrazu--m sądził, że miłość ta skryta, uparta,/
Jest wymysłem szatańskim, jest pokusą czarta,/
Miłość, PobożnośćChciałem już poddać serce rozłączenia próbie,/
Bom myślał, że kochając ciebie --- duszę zgubię;/
Lecz na koniec poznałem, cudowna istoto!/
Że ta namiętność może się pogodzić z cnotą,/
Że może być niewinną i dlatego śmiało/
Postanowiłem oddać się jej duszą całą./
Jest to wielka odwaga, wyznaję to szczerze,/
Ośmielić się to serce ponieść ci w ofierze,/
Lecz znana dobroć twoja, niechaj mnie tłumaczy,/
Na nią liczę; bo mój wpływ nic tutaj nie znaczy./
W tobie moja nadzieja, dobro, wiara cała,/
Tyś się dla mnie zbawieniem, albo smutkiem stała;/
Na koniec z twych ust wyrok ma wypaść prawdziwy./
Zechcesz, będę szczęśliwy, --- każesz, nieszczęśliwy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Oświadczenie kunsztowne, forma wyszukana,/
Lecz prawdę mówiąc, dziwi mnie ze strony pana./
Sądziłam, że pan serca swego strzeże ściśléj/
I nim taki plan zrobi, wpierwej rzecz obmyśli/
Rozważniej; wszak pobożny winien być dalekim...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czyż za to żem pobożny, nie mam być człowiekiem?/
Kto choć raz wdzięk twój, pani, mógł podziwiać z bliska,/
Ten już sercem nie władnie, tam rozwaga pryska./
By tak mówić, dziwisz się, skąd odwagi wziąłem,/
Lecz ściśle mówiąc, ja też nie jestem aniołem./
Kobieta, Pożądanie, WinaJeśli pani potępisz to moje wyznanie,/
Własny urok i wdzięki ukarz pani za nie;/
Gdym cię ujrzał, gdyś jedno wymówiła słowo,/
Od tej chwili mej duszy stałaś się królową./
Cudnej słodyczy oczu niezrównana siła/
Opór mojego serca łatwo zwyciężyła,/
Nie pomogły łzy, posty, modlitwy i święci,/
Ty jedna byłaś celem wszystkich moich chęci./
Mówiły moje oczy, westchnienia i płacze/
Tysiąckrotnie to, co dziś słowami tłumaczę:/
Że jeśli w twoim sercu współczucie spotyka/
Tę miłość niegodnego twego niewolnika,/
Jeśli twa dobroć moją odwagę wybaczy/
I łaska do nicości mej zniżyć się raczy,/
To będę miał dla ciebie, o piękności wzorze,/
Uwielbienie, z którym nic zrównać się nie może./
Kochanek, Miłość, Plotka, Próżność, TajemnicaHonor twój pozostanie również nieskażony,/
Bo nie możesz się lękać obmowy z mej strony./
Ci ulubieńcy kobiet, ci dworscy panowie/
Są hałaśliwi w czynach i zbyt próżni w mowie;/
Oni się nie zastraszą o sławę niczyją,/
Sami, chwaląc się, wszystkim swój sekret odkryją/
I tą manią nieznośną siebie również podlą,/
Bo bezczeszczą tym ołtarz, przed którym się modlą./
Lecz tacy jak my ludzie, w przekonaniach stali,/
Żaden z nas z powodzenia głośno się nie chwali,/
Z własnego interesu musi zostać niemy,/
Bo tym sposobem własnej opinii broniemy/
I z nami tylko można, nie doznając żalu/
Mieć przyjemność bez trwogi, miłość bez skandalu.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Słucham pana, bo zrobić nie mogę inaczéj./
Pan w dość wyraźny sposób rzecz całą tłumaczy./
Czy się nie lękasz ściągnąć tym na siebie burzę,/
Jeśli pańskie wyznanie mężowi powtórzę?/
W ten sposób ostrzeżony będąc najwyraźniej,/
Nie czułby już dla pana tak wielkiej przyjaźni.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja wiem, jaka w twym sercu litość, dobroć gości/
I czuję, że przebaczysz tak wielkiej śmiałości./
Na karb słabości ludzkiej zechcesz złożyć pani/
Wyznanie tej miłości, która ciebie rani;/
Widząc siebie przebaczysz to, co tu się stało./
Wszakże jestem człowiekiem, mam oczy, krew, ciało.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem, jakby ktoś inny począł w takiej sprawie,/
Ale ja chcę dziś z panem postąpić łaskawie,/
Dla męża cała ta rzecz zostanie nieznana,/
Lecz w zamian za to żądam czegoś i od pana;/
Oto będziesz się starał w sposób łatwy, szczery,/
By mógł prędko zaślubić Mariannę Walery./
Niechaj się twoja wola do mych życzeń nagnie,/
Byś nie pożądał tego, czego inny pragnie/
I...</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>

Elmira, Tartuffe, Damis

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>

wychodzi z gabinetu gdzie był ukryty

<kwestia><strofa>Zemsta<wers_cd>Nie, pani, ja zdania twego nie podzielę,</wers_cd>/
Przeciwnie, ta rzecz musi mieć rozgłosu wiele;/
Na szczęście ja tu byłem i nic nie pominę/
Z tego, com słyszał. Muszę zdeptać tę gadzinę!/
Niebo samo odkryło mi do zemsty drogę./
Tego łotra obłudę dzisiaj odkryć mogę,/
Oświecę mego ojca, niechaj pozna z bliska/
Duszę tego nędznika, co się w nasz dom wciska.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, Damisie, przyszłość nam za niego odpowie,/
Teraz polegać może śmiało na mym słowie,/
Któremu twoje pewno czynem nie zaprzeczy./
Cnota, KobietaNie potrzeba hałasu robić z takich rzeczy;/
Zacna kobieta śmiechem zaczepkę zwycięża,/
Po cóż ma takim głupstwem niepokoić męża.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Masz pani może słuszność i powody swoje./
By inaczej postąpić ja mam również moje./
Jego miałbym oszczędzać! nigdy! nawet żartem./
Dumny zuchwalec, bigot ten z czołem wytartem/
Za długo sobie żarty z mojej złości stroił,/
Za wiele w naszym domu bezkarnie nabroił./
Ten oszut rządzi ojcem i ciągle mu kłamie,/
Walerego obmówił, sierdzi[5] ojca na mię./
Gdy przez niego serc naszych dziś życzenia giną,/
By go ojcu pokazać, sposobność jedyną/
Mam rzucić? Nie! To niebo samo ją zesłało/
I użyję jej dzisiaj z gorliwością całą./
Zasłużyłbym, aby ją utracić na zawsze,/
Gdybym usposobienie okazał łaskawsze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Damisie!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zemsta<wers_cd>Daruj pani, prośba mnie nie wzruszy,</wers_cd>/
Z tego wypadku radość za wielką mam w duszy,/
Wymowa pani nic na to nie wpłynie,/
Bo mnie przyjemność zemsty ożywia jedynie/
I zaraz całą sprawę tu załatwić wolę;/
Otóż sposobność, właśnie mam gotowe pole.</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>

Orgon, Elmira, Damis, Tartuffe

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czeka cię tu, mój ojcze, nowina wesoła,/
Która sądzę, że mocno zadziwić cię zdoła./
Ślicznieś wynagrodzony za swoje starania!/
Ten pan, chcąc ci dać dowód swego przywiązania,/
Tak dalece posunął swą dobroć łaskawą,/
Że przez wdzięczność, zapragnął okryć cię niesławą./
Zastałem go tu właśnie przy miłosnej scenie,/
Kiedy pani najtkliwsze robił oświadczenie./
Ona, usposobienie mając zbyt łaskawe,/
Postanowiła ukryć przed tobą tę sprawę;/
Lecz ja karę wymierzyć czuję się w potrzebie,/
Bo zmilczeć to, byłoby obrazą dla ciebie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, w moim przekonaniu inna myśl zwycięża,/
Że nie należy próżno niepokoić męża;/
Niesłusznie, aby honor ponosił stąd plamę,/
To wystarcza, kiedy się obronimy same./
Nie trzeba nierozważnie takiej rzeczy szerzyć,/
Byłbyś milczał, Damisie, gdybyś chciał mi wierzyć.</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>

Orgon, Damis, Tartuffe

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To co słyszałem, nieba, czyż prawdą być może?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, mój bracie, jam winny, złośliwy; w pokorze/
Wyznaję, żem jest grzesznik nikczemny i złości/
Pełen, żem łotr największy, niegodny litości./
Każda chwila w mym życiu, to jest zbrodnia nowa,/
Stek grzechów, nieprawości w mej duszy się chowa/
I moje nędzne życie przyjmując w rachubie,/
Niebo za karę dziś mnie poddało tej próbie./
Toż pod zarzutem wszelkim, chętnie skłaniam głowę,/
Bo, broniąc się, przestępstwo popełniałbym nowe./
Wierz temu co on mówi, uzbrój gniew twój srogi/
I jak przestępcy każ mi opuścić twe progi;/
Wypędź mnie. Wstyd ten, choćbyś praw swoich nadużył,/
Jeszcze nie zrówna karze na jakąm zasłużył.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>

do syna

<kwestia><strofa>Zdrajco, ty się ośmielasz w nikczemności szale,/
Czystość tak szczytnej cnoty oczerniać zuchwale.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co! udaną słodyczą czyliż cię opęta?/
Ta obłuda... mój ojcze!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Milcz, żmijo przeklęta!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach! pozwól mu, niech mówi, błąd popełniasz znowu;/
Lepiej byś zrobił, gdybyś wierzył jego słowu./
Dlaczegóż w takiej rzeczy masz mi być powolny,/
Zresztą, czyż możesz wiedzieć do czegom ja zdolny?/
Powierzchowność cię moja, być może, zaślepi,/
Bracie! czyliż od innych postępuję lepiéj?/
Nie, nie, niechaj pozory twym zdaniem nie rządzą,/
Niestety takim jestem, jak oni mnie sądzą./
Cały świat w uczciwości szatę mnie ubiera,/
Lecz ja nic nie wart jestem, to jest prawda szczera.</strofa>

zwracając się do Damisa

<strofa>Tak jest, mój drogi synu, mów żem jest nędznikiem,/
Zdrajcą, złodziejem, łotrem, podłym rozbójnikiem,/
Choćbyś wstrętniejszych jeszcze wymysłów tu użył,/
Niczemu nie zaprzeczę, bom na nie zasłużył;/
Na kolanach wysłucham, niech je gniew twój miota,/
Bo to kara należna za zbrodnie żywota.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>

do Tartuffe'a

<kwestia><strofa>Mój bracie to za wiele! <didask_tekst>(do syna)</didask_tekst> Serce ci nie pęka,/
Ty łotrze!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ojcze! jak to? czyż za to że klęka...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>

podnosząc Tartuffe'a

<kwestia><strofa>Milcz, wisielcze! Mój bracie, powstań, ja cię proszę.</strofa>

do syna

<strofa>Ty hultaju!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Milczeć zaraz!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja to znoszę...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak jedno słowo powiesz, kości ci połamię.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bracie! na miłość Boga! powstrzymaj twe ramię./
Wolałbym znieść katusze, stracić nogę, rękę,/
Niżby on miał najmniejszą za mnie ponieść mękę.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>

do syna

<kwestia><strofa>Niewdzięczny!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Daj mu pokój, błagam cię w pokorze</wers_cd>/
Na kolanach, o litość!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>

klęka również i całuje Tartuffe'a

<kwestia><strofa><wers_cd>O dobroci wzorze!</wers_cd></strofa>

do syna

<strofa>Patrz łotrze!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Więc...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Milcz! cicho!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Lecz...</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Cicho raz jeszcze!</wers_cd>/
Ja wiem, przez co wznosicie te głosy złowieszcze,/
Przez nienawiść. Lecz dzisiaj przebrała się miara;/
Ojciec, WładzaŻona, dzieci i służba, każde z was się stara/
Dokuczyć mu; wszystkim wam byłoby przyjemnie/
Osobę taką zacną oddalić ode mnie./
Lecz im więcej będziecie trwać w podłym uporze/
Tym więcej, by go wstrzymać, ja starań dołożę./
Spiesznie mu oddam rękę mej córki jedynéj,/
W ten sposób dumę całej podepczę rodziny.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zmuszona chyba przyjmie udział w tym zamiarze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, wyrodku, dziś w wieczór zrobi, co ja każę./
Wyzywam wszystkich dzisiaj, dowiodę wam snadnie,/
Żem ja tu panem, że mnie słuchać wam wypadnie./
Zaraz wszystko odwołaj, łotrze bez imienia,/
Klęknąwszy u nóg jego błagaj przebaczenia.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to! ja? tego łotra co nas chwycił w kleszcze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Opierasz się łajdaku i śmiesz go lżyć jeszcze./
Kija, kija!</strofa>

do Tartuffe’a

<strofa><wers_cd>Nie będziesz mnie powstrzymać w stanie.</wers_cd></strofa>

do syna

<strofa>Dalej! natychmiast opuść moje pomieszkanie[6]!/
Wynosić mi się z domu i bez zwłoki czasu...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Wyniosę się, lecz...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Prędko! nie robić hałasu,</wers_cd>/
PrzekleństwoWydziedziczam, cię żmijo! nic ci nie zostaje,/
A w dodatku przekleństwo ojcowskie ci daję.</strofa></kwestia>



<naglowek_scena>SCENA VII</naglowek_scena>

Orgon, Tartuffe

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Taką świętą osobę śmie znieważać w szale!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mękę, którą mi zadał, przebacz mu wspaniale./
Nie wiesz, co to za straszna boleść idzie za tem!/
Widzieć, jak mnie oczernić chcą przed moim bratem.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ach!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>O tej niewdzięczności sama myśl straszliwa</wers_cd>/
Tak duszę moją rani, tak piersi rozrywa,/
Czuję ból tak okropny, serce mi tak bije!.../
Nie mogę mówić, chyba tego nie przeżyję!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>

biegnąc skłopotany do drzwi, którymi wypędził syna

<kwestia><strofa>Łajdaku, żal mi, żem cię wypuścił stąd cało,/
Bo zabić cię na miejscu tutaj wypadało.</strofa>

do Tartuffe'a

<strofa>Uspokój się, mój bracie, błagam cię w pokorze.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, przestańmy już mówić o tym przykrym sporze./
Widzę, że ja niepokój wnoszę tutaj srogi;/
Trzeba, abym opuścił domu twego progi.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jak to? żartujesz!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wszyscy mnie tu nienawidzą</wers_cd>/
I podejrzeń w twym sercu budzić się nie wstydzą/
Przeciwko mnie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wszak widzisz, nie słucham ich wcale.</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz oni nie ustaną w namiętnym zapale,/
A doniesienie, które dziś cię nie poruszy,/
Kto wie, czy innym razem nie trafi do duszy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nigdy! mój bracie, nigdy!</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>Mąż, ŻonaTARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach, mój bracie, żona</wers_cd>/
O czym chce tylko męża z łatwością przekona.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, nie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Puść mnie, puść prędko, jam odejść gotowy,</wers_cd>/
Wychodząc stąd usunę im powód obmowy.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Musisz zostać, bez ciebie jutra bym nie dożył.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W takim razie potrzeba, bym się upokorzył./
Jednakże, gdybyś ty chciał?...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ach!</wers_cd></strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Niech i tak będzie.</wers_cd>/
Lecz ja wiem, jak potrzeba postąpić w tym względzie,/
Honor jest bardzo czuły i przyjaźń mi każe/
Usuwać powód plotek, uprzedzać potwarze./
Twojej żony unikać będę, jak to czyni...</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, na złość wszystkim, pragnę abyś siedział przy niéj./
Gdy się świat wścieka, radość mam niewysłowioną./
Niechaj cię w każdej chwili widzą z moją żona,/
Nie dość tego, dziś jeszcze bardziej im pochlebię,/
PrzyjaźńBo nie chcąc mieć innego dziedzica, jak ciebie,/
W tej chwili zapis mego majątku ci zrobię/
I wszystko, co mam tylko prawnie oddam tobie./
Dobry przyjaciel i zięć jest dla mnie najpewniéj/
Wart więcej, niż syn, żona i niż wszyscy krewni./
Wszak dar mój odrzucony przez ciebie nie będzie?</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>TARTUFFE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechaj się wola nieba spełni w każdym względzie.</strofa></kwestia>

<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek! Zazdrośćchodź, wszystko opiszemy pięknie,/
A zazdrość patrząc na to, niech ze złości pęknie.</strofa></kwestia>

Przypisy

  1. <slowo_obce>snadną</slowo_obce> --- łatwą.
  2. <slowo_obce>dyscyplina</slowo_obce> --- krótki bat z rzemieniami
  3. <slowo_obce>włosianka</slowo_obce> --- włosienica, rodzaj tkaniny z włosiem końskim, szorstkiej, służącej do umartwiania ciała.
  4. <slowo_obce>gromić</slowo_obce> --- ostro napominać.
  5. <slowo_obce>sierdzić</slowo_obce> (lub: <slowo_obce>rozsierdzić</slowo_obce>) --- rozgniewać, tu: buntuje ojca przeciwko mnie.
  6. <slowo_obce>pomieszkanie</slowo_obce> --- mieszkanie.