Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki
<utwor><dramat_wierszowany_l>
<autor_utworu>Molière</autor_utworu>
<nazwa_utworu>Świętoszek</nazwa_utworu>
<podtytul>Tartuffe</podtytul>
<podtytul>Komedia w pięciu aktach wierszem</podtytul>
<lista_osob>
<naglowek_listy>Osoby</naglowek_listy>
<lista_osoba>Pani Pernelle</lista_osoba>
<lista_osoba>Orgon --- jej syn</lista_osoba>
<lista_osoba>Elmira --- żona Orgona</lista_osoba>
<lista_osoba>Damis, Marianna --- dzieci Orgona</lista_osoba>
<extra>Docelowy skład powyższego pola:
<lista_osoba typ="dzieci Orgona">Damis</lista_osoba>
<lista_osoba typ="dzieci Orgona">Marianna</lista_osoba></extra>
<lista_osoba>Walery</lista_osoba>
<lista_osoba>Kleant --- szwagier Orgona</lista_osoba>
<lista_osoba>Tartuffe[1]</lista_osoba>
<lista_osoba>Doryna --- garderobiana Marianny</lista_osoba>
<lista_osoba>Loyal --- sługa sądowy</lista_osoba>
<lista_osoba>Urzędnik</lista_osoba>
<lista_osoba>Flipote --- służąca pani Pernelle</lista_osoba></lista_osob>
<miejsce_czas>Rzecz dzieje się w Paryżu, w domu Orgona, 1667 r.</miejsce_czas>
<naglowek_akt>AKT PIERWSZY</naglowek_akt>
<naglowek_scena>SCENA I</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>RodzinaP. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Chodź, Flipoto, dość mam już niemiłych mi osób.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biegniesz pani tak prędko, że zdążyć nie sposób.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zostań, moja synowo, skróć sobie tę drogę,/
Bez takich ceregieli[2] ja się obyć mogę.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DomELMIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czcić panią, to powinność i chęć nasza szczera;/
Lecz dlaczego się pani tak prędko wybiera?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bo nie mogę już patrzeć na nieład w tym domu,/
Gdzie, aby mnie dogodzić, nie przeszło nikomu/
Przez głowę. Każdy by się nieporządkiem zrażał!/
Na to com ja mówiła nikt tu nie uważał;/
Nikogo nie szanują, naraz[3] mówi wielu,/
Jednym słowem, porządek, jak w wieży Babelu[4].</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>SługaDORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdy...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tyś jest pokojówka niezbyt w pracy prędka;</wers_cd>/
Lecz za to mocna w gębie i impertynentka[5];/
O wszystkim umiesz gadać, kłócisz się zażarcie[6].</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Lecz...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Syn<wers_cd>Ty bo jesteś głupiec, mówię to otwarcie</wers_cd>/
Jako babka, mój wnuku; to jest moje zdanie./
Mówiłam twemu ojcu, że nie będzie w stanie/
Dochować się niczego z ciebie: jesteś trzpiotem[7],/
Nicponiem[8]. Sam w przyszłości przekonasz się o tem.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>MARIANNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sądzę...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ty jego siostra, udajesz skromniutką,</wers_cd>/
Potulną, taką grzeczną, usłużną, milutką,/
Lecz wiesz, że cicha woda, to mówią, rwie brzegi,/
Wiem ja, jak trzeba sądzić te twoje wybiegi.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ELWIRA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Jednak...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>Matka, ŻonaP. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Moja synowo, przepraszam cię bardzo,</wers_cd>/
Ale chociaż w tym domu moim zdaniem gardzą,/
Muszę powiedzieć, że ty, zamiast do ostatka/
Dawać im dobry przykład z siebie, jak ich matka/
Nieboszka, rozrzutnicą jesteś i co rani/
Moje serce, ubierasz się jak wielka pani./
Gdy mężowi się tylko chce podobać żona,/
Nie chodzi jak księżniczka świetnie wystrojona.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ależ pani, wszak także winnaś mieć w rachubie...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pana, jako jej brata, oceniam i lubię,/
Ale jej mąż, a mój syn, zrobiłby rozumnie,/
Gdyby powiedział panu: przestań bywać u mnie./
Zdania, które pan ciągle wygłaszać się trudzi,/
Wstręt tylko sprawiać mogą u poczciwych ludzi./
Że nazbyt szczerą jestem, może mi pan powie,/
Lecz u mnie prosto z mostu, co w myśli, to w mowie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>ŚwiętoszekTartuffe babuni, który pragnie jak najszczerzéj...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To zacny człowiek, jego rad słuchać należy/
I najbardziej mnie złości, jeszcze do tej pory,/
By taki jak ty wariat śmiał z nim wodzić spory.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Więc ja się może wcale nie będę opierał,/
By ten bałwan tyranię nade mną wywierał./
Tu rozrywki nie szukaj, nie myśl o zabawie,/
Chyba, że ten pan na nią zezwoli łaskawie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Gdyby chcieć skłonić głowę przed taką pochodnią,/
To wszystko co się robi od razu jest zbrodnią./
Wszędzie się wtrąci, wyrok da na każdą stronę.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Co on osądzi, to jest dobrze osądzone./
On chce was zbawić, wspierać, gdy się które chyli;/
Mój syn powinien kazać, byście go lubili.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nikt i nawet mój ojciec, nie ma takiej siły,/
Ażeby ten jegomość stał się dla mnie miły,/
Z wstrętnego. Kłamać nie chcę i wyznaję szczerze,/
Że na jego zrzędzenie złość mnie wściekła bierze./
Ja już od dawna chwilę tę przeczuwam w duchu,/
Jak do strasznego dojdę z tym łotrem wybuchu.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A toż to skandal! gdyby opowiedzieć komu!/
Założył tu kwaterę, jak we własnym domu;/
Łapserdak[9], co jak przyszedł, buty miał podarte,/
A ubranie szelągów[10] dziesięciu nie warte; ---/
Dziś już do tego doszedł, że się zapomina,/
Wszystkim rządzi i pana udawać zaczyna.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Klnę się życiem, że dobrze by tu rzeczy stały,/
Gdyby pobożne jego chęci rządzić miały.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Zdaniem pani, on świętym zostanie niedługo,/
Hipokryta, obłudnik, razem z swoim sługą.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To język!</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Jego razem z Wawrzyńcem tak cenię,</wers_cd>/
Że nic bym im nie dała, jak na poręczenie[11].</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Sługi nie znam, więc nie chcę o niego wieść[12] wojny,/
Za pana ręczę, że jest zacny i spokojny;/
A z was każde na niego sroży się[13] i boczy[14]/
Za to, że on wam prawdę gorzką rzuca w oczy:/
Że przeciwko grzechowi opornie stać trzeba./
Jedynym jego celem, zasługa dla nieba.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak! dlaczegóż, szczególniej od pewnego czasu,/
Gdy kto tu przyjdzie, on wnet narobi hałasu?/
Za każde odwiedziny niebo tak surowe/
Z ust tego pana gromy ciska nam na głowę./
A mówiąc między nami, nieba nas tak straszą/
Za to, że on zazdrosny jest o panią naszą.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>PlotkaP. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Milcz, nie wiesz o czym mówisz, przecież twojej pani/
Te odwiedziny nie on jeden tylko gani./
Ciągła stacja powozów od nocy do rana/
I czereda[15] lokajów przed drzwiami zebrana/
Waszego domu, co się na chwilę nie zmienia,/
Na sąsiadach nie robią dobrego wrażenia./
Przypuszczam, w gruncie rzeczy, że złe stąd nie spadnie;/
Lecz wreszcie mówią o tym, a to już nieładnie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>ObyczajeJak to? Chcesz pani wstrzymać gawędy i plotki?/
A toż by ciężar życia dopiero był słodki,/
Gdy ktoś w uprzedzeniu tak głupim się zaciął,/
By dlatego miał zrzekać się swoich przyjaciół./
Przypuśćmy, że w ten sposób ktoś swe życie zmienia,/
Sądzisz pani, że wszystkich zmusi do milczenia?/
Przeciw obmowie nie ma na świecie warowni,/
Więc niechaj robią plotki ludzie zbyt wymowni;/
Zostawmy im swobodę, niech ględzą od rzeczy,/
Własna nasza niewinność obmowie zaprzeczy.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy to nie Dafne czasem, z tą śliczniutką lalą,/
Swoim mężem, tak pięknie za oczy[16] nas chwalą?/
Dziwna rzecz, co się dzieje z tych plotkarzów rzeszą;/
Że ci najgłośniej krzyczą, co najwięcej grzeszą;/
A osoby najbardziej w obmowie zażarte/
Są te, których uczynki tylko śmiechu warte./
Z najmniejszego uczucia wnet ich język kreśli/
Taki obraz, by świat w tym dopatrzył złej myśli/
I cieszą się na innych kiedy potwarz[17] rzucą,/
Że tym uwagę świata od siebie odwrócą;/
Lub że ciężar opinii, co ich barki tłoczy,/
Spadnie, kiedy na innych błotem cisną w oczy.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z waszych gadanin skutek żaden nie wyrasta./
Wszak pani Oronte pewno jest zacna niewiasta,/
Modlitwą wciąż zajęta; a słyszę od ludzi,/
Że to, co się tu dzieje zgorszenie w niej budzi.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>Młodość, Starość, Grzech, PobożnośćDORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ta pani jest wyborna, przykład mnie zachwyca!/
Wiemy, że dzisiaj żyje tak jak pustelnica,/
Lecz to z wiekiem spłynęły na nią łaski boże,/
Jest skromną, bo niestety, już grzeszyć nie może./
Miała dość wielbicieli, a choć dzisiaj pości,/
Jednak dobrze umiała korzystać z młodości;/
Dopiero kiedy uciech zamknęła się brama,/
Od świata, co ją rzucił, niby stroni sama,/
By pod szumną zasłoną skromności bez granic/
Schować resztki urody, co już dzisiaj na nic./
Kobieta, KochanekKokietka[18] w pobożną się zamienia nieznacznie;/
Gdy grono wielbicieli dezertować[19] zacznie/
I, aby ciężką stratę z poddaniem przeniosła,/
W smutnej chwili zostaje dewotką z rzemiosła./
Wtedy w swoim zadaniu ostrym i surowem/
Nikomu nie przebaczy, wszystko skarci słowem,/
Nic nie może być skrytym dla takiej jejmości,/
ZazdrośćGłośno gromi za wszystko, lecz tylko z zazdrości,/
Że innej się uśmiecha ta rozkoszy czara,/
Do której, ona czuje sama, że za stara.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>P. PERNELLE</naglowek_osoba>
do
<kwestia><strofa>Otóż synowo! jakie ciebie bawią baśnie,/
Ty sama w ich tworzeniu pierwszą jesteś właśnie,/
A ci, co chcą zaprzeczyć, tu się mówić boją,/
Ale i ja z kolei wypowiem myśl moją./
Powiem, że syna mego podwójnie stąd cenię,/
Iż tak zacnej osobie dał tu pomieszczenie;/
Że go niebo w swej łasce zesłało w te stronę,/
Aby wam naprostował głowy przewrócone;/
Że jego nauk słuchać powinniście radzi[20],/
Bo on was do zbawienia najprościej prowadzi./
Grzech, SzatanCi goście, to czereda nic a nic nie warta;/
Te bale, odwiedziny, to pokusy czarta,/
Tam pobożnej rozmowy nie usłyszysz słowa,/
Diabeł, PlotkaTam śpiewy i dowcipy, w których grzech się chowa./
A jeśli się wypadkiem od zgorszeń ustrzegą,/
To już co najmniej muszą obmawiać bliźniego./
Na koniec, nikt rozsądny nie weźmie udziału,/
W tych zebraniach, bo głowę straciłby pomału:/
Tu się tysiące plotek w jednej chwili tworzy,/
I bardzo słusznie mówił jeden sługa boży,/
LekarzDoktor, ale nabożny mimo medycyny,/
Że te wszystkie zebrania, to diabelskie młyny,/
Na których się na pytel[21] czarta mąkę miele,/
I wnet nam opowiedział, nie straciwszy wiele/
Czasu, historię o tym...</strofa>
wskazuje na
<strofa><wers_cd>Już się pan wyśmiewa!</wers_cd>/
Śmiej się pan sobie z dudków[22] u których pan bywa.</strofa>
do
<strofa>I bez... Moja synowo, żegnam, nic nie powiem/
Więcej. --- Gdy te wizyty mam przypłacać zdrowiem,/
Już tutaj moja noga więcej nie postanie.</strofa>
dając policzek
<strofa>Cóż to... czy ty chcesz wróbla połknąć na śniadanie./
Tak gębę rozdziawiłaś. No, chodź ty papugo,/
I śpiesz się; już i tak tu bawiłam za długo.</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA II</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>O ja nie pójdę za nią, wolę tu pozostać,/
Niż jeszcze reprymandę[23] przy drzwiach od niej dostać,/
A to sobie staruszka, co jeszcze wytrzyma...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czemuż tego nie słyszy! Szkoda że jej nie ma!/
Powiedziałaby panu z miną zagniewaną:/
Jeszcze nie jestem w wieku, aby mnie tak zwano.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A to furia[24]! doprawdy, jakaś dziwna zmiana; ---/
Snać[25] przez tego Tartuffe’a taka opętana.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Z tego niech pan pojęcie o synu wytworzy./
Jak go zobaczysz, powiesz: no tutaj to gorzéj!/
W służbie królewskiej dawał dowody odwagi,/
Był pełen poświęcenia i męskiej rozwagi;/
MiłośćTeraz ten człowiek chodzi jakby ogłupiały,/
Tak tym nędznym Tartuffem zajęty jest cały./
Nazywa go swym bratem i kocha go więcéj/
Stokroć niż żonę, dzieci. Od kilku miesięcy/
Wszystkie swoje sekreta[26] zwierza mu najszczerzéj;/
Co on każe, to robi; jak w świętego wierzy;/
Pieści go i całuje, że, sądząc najprościéj,/
Dla kochanki nie można mieć większej miłości./
Przy stole pierwsze miejsce daje mu jak księciu/
I cieszy się, gdy żarłok zjada za dziesięciu;/
A gdy na odbijanie tamtemu się zbiera,/
Ten woła w tejże chwili: niech cię Pan Bóg wspiera./
Prawie --- szaleje za nim, w nim widzi świat cały,/
Bez przestanku[27] na ustach ma jego pochwały;/
To jest jego bohater, jego serce, głowa,/
Uwielbia go, powtarza tylko jego słowa;/
Każdy wyraz wyrocznią, --- tak z nim myśli zgodnie;/
A cokolwiek on zrobi, to cud niezawodnie./
Tamten zna swą ofiarę, więc się też wysila,/
Aby go pozorami omamiać co chwila,/
Wyłudzając u niego pieniądze nieznacznie./
Cóż dopiero gdy na nas wszystkich zrzędzić zacznie,/
Nie daruje nikomu. Lecz nie dosyć jeszcze;/
Ten bałwan, jego lokaj, chwycił nas w swe kleszcze;/
Prawi nam reprymandy śmiesznie niesłychanie./
I wyrzuca róż, muszki nasze i ubranie;/
Hultaj ten tak się wczoraj już zapomniał przecie,/
Że podarł chustkę, którą znalazł w Świętych Kwiecie,/
Mówiąc, że to jest zbrodnia straszna, niesłychana,/
Mieszać ze świętościami przybory szatana.</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA III</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>ELMIRA</naglowek_osoba>
do
<kwestia><strofa>Dziękuj Bogu, żeś został; minęła cię cała/
Nauka, co się przy drzwiach nam jeszcze dostała./
Postrzegłam męża, on mnie nie widział, więc skrycie/
Pójdę na górę czekać na jego przybycie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja tu, by go powitać, oczekiwać będę,/
Bo nie mam czasu zostać na dłuższą gawędę.</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA IV</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>DAMIS</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Niechaj wuj mu coś wspomni i o mojej siostrze,/
O jej ślubie z Walerym; chociaż tu najprostsze/
Snuje się przypuszczenie, że Tartuffe źle wpływa/
Na ojca. Wszak z Walerym byłaby szczęśliwa/
I gdyby na mój związek chciał zezwolić jeszcze,/
To siostra Walerego, tą myślą się pieszczę,/
Byłaby...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wchodzi. Cicho.</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA V</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>A, dzień dobry, szwagrze.</wers_cd>/
Cieszę się, że cię widzę.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Ja się cieszę także.</wers_cd>/
Właśnie miałem wychodzić, lecz teraz zostanę./
Cóż tam na wsi, czas piękny, zboże już zasiane?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
do
<kwestia><strofa>Doryna. Pozwól, szwagrze, na chwileczkę małą,/
Muszę się jej wypytać, co się w domu działo.</strofa>
do
<strofa>No! niechajże mi panna nowiny opowié;/
Przez te dwa dni co słychać, czy wszyscy tu zdrowi?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Choroba, Pozory, Mąż, ŻonaPani dostała jakiejś gorączki nerwowéj,/
Miała dreszcze, bezsenność i straszny ból głowy.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A Tartuffe?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W jego zdrowiu nie ma żadnej zmiany;</wers_cd>/
Zawsze jest tłusty, gruby, świeżutki, rumiany.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek!</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Osłabła z tego i pobladła.</wers_cd>/
Wieczorem przy kolacji nic a nic nie jadła,/
Ten ból głowy tak wielki snać wpływ na nią czyni.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A Tartuffe?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Do wieczerzy sam jeden siadł przy niéj</wers_cd>/
I z całą pobożnością w sposób dosyć łatwy,/
Zjadł potrawkę cielęcą i dwie kuropatwy.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek!</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>W gorączce tak noc przeszła cała,</wers_cd>/
Że ani jednej chwili do rana nie spała;/
Miała poty gwałtowne i w strasznej obawie/
Czuwaliśmy nad panią, aż do rana prawie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A Tartuffe?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Po jedzenia nazbyt ciężkim znoju[28],</wers_cd>/
Przeszedł wprost od kolacji do swego pokoju,/
A czując, iż sen wkrótce już morzyć go zacznie,/
W wygrzanym łóżku przespał aż do rana smacznie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek!</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>Krew, WinoDORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Gdy tak noc przeszła prawie cała,</wers_cd>/
Na nasze prośby rano krwi upuścić dała;/
Skutek nastąpił prędko, ulżyło zupełnie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A Tartuffe?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wyspawszy się w puchu i bawełnie,</wers_cd>/
Ażeby skrócić smutek, który serce rani,/
I pokryć krew, co rankiem utraciła pani,/
Cztery kieliszki wina wypił na śniadanie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Biedny człowiek!</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>DORYNA</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Teraz już wszystko w dobrym stanie</wers_cd>/
I biegnę, by uprzedzić panią; niech się dowie,/
Z jaką pan troskliwością pytał o jej zdrowie.</strofa></kwestia>
<naglowek_scena>SCENA VI</naglowek_scena>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>W nos ci się śmieje, szwagrze i powiem najprościéj,/
Nie chcąc cię jednak wcale pobudzać do złości,/
Że ma słuszność zupełną. Boż to rzeczy nowe,/
By ktoś kaprysem takim nabił sobie głowę./
Człowiek ten tak myśl twoją zajął bez podziału,/
Żeś o wszystkim dla niego zapomniał pomału./
I on, co się pieniędzmi twymi wzmógł[29] po stracie/
Swego i z nędzy tutaj...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wstrzymaj się, mój bracie!</wers_cd>/
Nie znasz tego, o którym mówisz... więc w tym względzie...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie znam go, kiedy tak chcesz, zgoda, niech tak będzie;/
Więc cóż to jest za człowiek? toż na wszystkie strony...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Bracie mój! poznawszy go, byłbyś zachwycony,/
Nie chciałbyś się z nim rozstać do zawarcia powiek[30]./
To jest człowiek... który... ach... człowiek... to jest człowiek!/
Trzyma się zasad, w których spokój się zamyka,/
I na świat cały patrzy jak gdyby z dymnika[31]./
Tak, ja się zmieniam, gdy mnie jego rady strzegą,/
On mnie uczy skłonności nie mieć do niczego;/
Przez niego wszelka miłość w mej duszy się starła;/
Mógłby brat umrzeć, dzieci, matka by umarła,/
Lub żona, to mnie wszystko obchodzi, ot tyle...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>A to uczucia ludzkie, w całej swojej sile.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Głupiec, Głupota, PozoryGdybyś go poznał, bracie, jak ja go poznałem,/
To byś go pewno również kochał sercem całem./
ModlitwaDo kościoła modlić się przychodził co rana/
I tuż przy mnie bliziutko padał na kolana;/
A zebrane osoby wciąż okiem zań wiodły,/
By widzieć, z jaką skruchą zasyła swe modły/
Do nieba. Bo westchnienia wciąż wydając srogie,/
Co chwila bił się w piersi, lub czołem w podłogę,/
A kiedym ja wychodził, on biegł niestrudzony/
Uprzedzić mnie, by podać mi wody święconéj./
Jego chłopiec mi wszystko szczerze opowiadał/
Kim był; a gdym ubóstwo jego już wybadał,/
Podawałem mu wsparcie, lecz skromny bez miary,/
Chciał mi zawsze oddawać część mojej ofiary;/
Odbierz połowę, mówił, to nadto wspaniale,/
By taką wzbudzać litość jam niegodny wcale./
A gdym uparcie twierdził, że przeciwnie sądzę,/
On w mych oczach rozdzielał biednym te pieniądze./
Niebo go w końcu zsyła do mego siedliska/
I odtąd dom mój cały pomyślnością błyska;/
Mąż, ŻonaOn tu wszystko poprawia, nawet moją żonę,/
O mój honor staranie ma nieocenione;/
Zazdrośniejszy niż ja sam o nią; mej czci broni/
I wskazuje mi wszystkich, co się wdzięczą do niéj./
Grzech, Świętoszek, Wyrzuty sumieniaGdybyś wiedział, jak zacnie jego myśli biegą!/
Lada drobnostka grzechem wielkim jest u niego,/
O jedno nic, oskarżyć się przychodzi skromnie./
Ot, niedawno, ze skruchą wielką przyszedł do mnie,/
Z wyznaniem, tym cię pewno rozczulę i zdziwię,/
Że, modląc się, złapaną pchłę zabił złośliwie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój bracie, skończ te żarty. Kpisz ze mnie tą mową,/
Albo będę przypuszczał, żeś sam pokpił głową./
Czy ty myślisz, że jaki wpływ na kogo czyni...</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Mój szwagrze, tak przemawiać zwykli libertyni[32]./
Ja wiem, że ty się w duszy nosisz z taką plamą./
Jużem ci z dziesięć razy powtarzał to samo,/
Że to ci jakie przykre zajście kiedyś wzbudzi.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Obyczaje, PobożnośćOto sposób mówienia takich jak ty ludzi./
Każdy z was chce, by jak on wszyscy byli ślepi,/
A ten jest libertynem, który patrzy lepiéj:/
Kto przed waszym bałwanem czołem nie uderzy,/
Ten nie uznaje świętych, ten już w nic nie wierzy./
Lecz taki człowiek jak ja o trwogę nie pyta,/
Wiem co mówię, a Pan Bóg w moim sercu czyta./
Wasze gadania we mnie nie obudzą skruchy,/
OdwagaSą obłudnie nabożni, jak udane zuchy;/
Nie ten odważny, który nazbyt wiele gada,/
Ale ten, co dowody swej odwagi składa./
Tak samo podziwienia we mnie nie obudzi/
Ten, co z wielkim efektem modli się dla ludzi./
A więc ciebie każdemu okłamać się uda?/
Maska, Pozory, PrawdaWszystko jedno, pobożność szczera, czy obłuda,/
Jednakową w pojęciu twym znajdują łaskę,/
I jednakowo cenisz twarz człeka i maskę?/
Sztuka i szczerość, jedno uczucie wyrodzi[33],/
A pozór czyż dla ciebie za prawdę uchodzi?/
Więc różnicy osoby od widma nie czujesz,/
A fałszywe pieniądze za dobre przyjmujesz?/
Kondycja ludzka, Los, Życie jako wędrówkaLudzie po większej części dziwną idą drogą,/
Nic prawie nigdy słusznie ocenić nie mogą,/
Miara rozsądku nadto ich siły obarczy,/
Im granica rozumu nigdy nie wystarczy./
Muszą koniecznie popsuć rzecz w zasadzie piękną,/
Chcąc w niej iść tak daleko, że aż ramy pękną./
Ja ci szwagrze nawiasem mówię moje zdanie.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tak, ty jesteś doktorem wielkim niesłychanie,/
Świat ci dowód uznania śle na wszystkie strony/
Ty jeden jesteś mądry, ty jeden uczony,/
Wyrocznia, Katon drugi, i w tobie się kupi/
Cały rozum, a wszyscy są przy tobie głupi.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie, uczonym doktorem ja nie jestem --- wcale,/
Zbytnią moją nauką także się nie chwalę,/
W sobie tylko różnicę tę od innych widzę,/
Że umiem poznać prawdę, a fałszem się brzydzę./
Ja oceniam człowieka z przekonaniem szczerem,/
Kto jest zacny, pobożny, ten mi bohaterem,/
Równie dobrym, jak każdy inny; bo choć skrycie/
On także dla ludzkości poświęca swe życie./
Pozory, Przebranie, ŚwiętoszekAle za to pogardy godzien, nie uznania/
Ten, kto się pobożnością udaną zasłania./
Pobożność, Korzyść, PieniądzeNikczemni komedianci, szarlatani podli,/
Z których każdy po to się tak namiętnie modli,/
Ażeby tej modlitwy użyć za narzędzie/
Do swych celów niegodnych i to, co jest wszędzie/
Najszczytniejszym dla ludzi, wielkim i podniosłem,/
U nich stało się handlem, nikczemnym rzemiosłem./
Pieniądze i godności, oto są ich cele,/
Za to się biją w piersi i modlą w kościele,/
Aby w zręcznie osnutym tej obłudy wątku,/
Idąc niebieskim szlakiem dojść aż do majątku./
Każdy, modląc się, poszcząc, przy tym żebrze dzielnie,/
Błoto, ZemstaA będąc w świcie króla --- zaleca pustelnie./
Pod zasłoną pokory zasypują błotem;/
Mściwość, gwałtowność, skąpstwo zwykłym ich przymiotem./
Zgubią kogo, lub straszną dokuczą mu męką,/
Dowodząc, że to Pan Bóg kierował ich ręką/
I przekonają wszystkich, że zgubić potrzeba/
Kogoś, bo to jest wielka zasługa dla nieba./
Dziecko, ReligiaA tym niebezpieczniejsza jest ta broń zdradziecka,/
Że schylać głowę przed nią uczą nas od dziecka,/
I ta zemsta straszliwa musi im ujść płazem,/
Bo oni poświęcanym mordują żelazem./
Taki oszust zbyt często na oko ci wpadnie,/
Lecz uczciwych odróżnisz od nich bardzo snadnie[34],/
A nasz wiek słusznie szczycić może się w tej mierze,/
Że ma ludzi uczciwych, co się modlą szczerze./
Weź, bracie, Arystona, patrz na Peryandra,/
Oronta, Alcydama, spojrzyj na Klitandra,/
Oto ludzie pobożni, zacni w samej rzeczy,/
Którym nikt uczciwości pewno nie zaprzeczy;/
Ci komedią obłudną na lep cię nie schwycą,/
Nie pysznią się z modlitwy, ze skruchy nie szczycą;/
Każdy czyn nasz na pewno ich krytyk nie wzbudzi,/
Z cnoty się nie wywyższą ponad innych ludzi;/
W pogardzie słów, za tamtych nie zmierzają śladem/
I nawracają innych tylko swym przykładem./
Wiedzą, że w sądzie swoim często ludzie błądzą,/
Prędzej dobrze z pozorów niżli źle osądzą,/
Plotek, intryg nie robią pewnie w każdej chwili,/
I o to się starają, by uczciwie żyli./
GrzechIch zasada życiowa tylko się zamyka/
W tym, by mieć wstręt do grzechu, lecz nie do grzesznika,/
Słusznie myślą, że grzech się przez pokutę zmaże,/
Więc nie należy karać srożej, jak Bóg karze./
Oto są właśnie ludzie, jakich ja znam dużo,/
Tacy słusznie za przykład wszystkim innym służą./
Ale ten twój jegomość, to ci powiem szczerze,/
Chociaż ty jego cnotę chwalisz w dobrej wierze,/
Nie jest takim, sprawdzisz to nie czekając długo.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Czy już skończyłeś?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak jest.</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
odchodząc
<kwestia><strofa><wers_cd>Zostaję twym sługą.</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Pozostań, szwagrze, dajmy pokój tej rozmowie,/
Mam tu do niej inny przedmiot: pamiętasz o słowie,/
Któreś dał Waleremu? Wszakże narzeczony/
Twej córki?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Tak.</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Dzień ślubu już był naznaczony?</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Prawda.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czemuż opóźniasz ten związek serc ścisły?</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Nie wiem.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Czyżbyś miał w głowie przeciwne zamysły?</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Być może.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Złamać słowo miałżebyś powody?</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Tego nie mówię.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zatem, gdy nie ma przeszkody,</wers_cd>/
Dotrzymasz obietnicy, wszystko już gotowe.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>To względne.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Wykrętami na co suszyć głowę!</wers_cd>/
Ażebym cię wybadał prosił mnie Walery.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Dzięki niebu.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Daj słówko odpowiedzi szczeréj.</wers_cd>/
Cóż mu mam zanieść?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Co chcesz.</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Kłamstwem się nie zmażę.</wers_cd>/
Twoja wola?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa><wers_cd>Zrobić to, co mi niebo każe.</wers_cd></strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Ja ci wprost i otwarcie zapytanie czynię,/
Dałeś mu słowo, zechcesz dotrzymać, tak --- czy nie?</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>ORGON</naglowek_osoba>
<kwestia><strofa>Żegnam.</strofa></kwestia>
<naglowek_osoba>KLEANT</naglowek_osoba>
sam
<kwestia><strofa><wers_cd>A! to Walery spotka się z kłopotem;</wers_cd>/
Muszę iść, aby wcześnie uprzedzić go o tem.</strofa></kwestia>

