Lektury: Reduta Ordona

Edytuj
Komentarze              Archiwum wersji (wszystkie edycje)

Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki

<utwor>
<liryka_l>


<extra></extra>

<autor_utworu>Adam Mickiewicz</autor_utworu>

<nazwa_utworu>Reduta[1] Ordona[2]</nazwa_utworu>

<podtytul>Opowiadanie adiutanta[3]</podtytul>

<extra></extra>

<extra></extra>


<strofa><wers_akap>Nam strzelać nie kazano. --- Wstąpiłem na działo</wers_akap>/
I spojrzałem na pole; Rosjanin, Wrógdwieście armat grzmiało./
Artyleryji ruskiéj ciągną się szeregi,/
Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;/
I widziałem ich wodza; --- przybiegł, mieczem skinął,/
I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął./
Wylewa się z pod skrzydła ściśniona piechota/
Długą, czarną kolumną, jako lawa błota,/
Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy,/
Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy./
Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,/
Jak głaz, bodzący morze, reduta Ordona./
Sześć tylko miała harmat. Wciąż dymią i świecą;/
I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,/
Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,/
Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy.</strofa>

<strofa>Śmierć, Wojna, Żołnierz<wers_akap>Patrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza,</wers_akap>/
Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza;/
Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci/
I ogromna łysina śród kolumny świeci./
Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje,/
Ryczy, jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; ---/
Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,/
Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija./
Najstraszniejszéj nie widać, lecz słychać po dźwięku,/
Po waleniu się trupów, po ranionych jęku:/
Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,/
Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci.</strofa>

<strofa>Bóg, Król, Przywódca, Szatan, Władza, Wróg<wers_akap>Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?</wers_akap>/
Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?/
Nie, on siedzi o pięćset mil na swéj stolicy,/
Król wielki, samowładnik świata połowicy./
Zmarszczył brwi, --- i tysiące kibitek wnet leci;/
Podpisał, --- tysiąc matek opłakuje dzieci;/
Skinął, --- padają knuty od Niemna do Chiwy./
Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy!/
Bunt , Powstanie, Warszawa, WładzaGdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże[4],/
Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże[5]:/
Warszawa jedna twojéj mocy się urąga,/
Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,/
Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojéj głowy,/
Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!</strofa>

<strofa><wers_akap>Car dziwi się --- ze strachu drżą Petersburczany,</wers_akap>/
Car gniewa się --- ze strachu mrą jego dworzany;/
Rosjanin, ŻołnierzAle sypią się wojska, których Bóg i wiara/
Jest Car. --- Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara!/
Posłany wódz kaukaski[6] z siłami pół--świata,</strofa>
Wierny, czynny i sprawny --- jak knut w ręku kata./

<strofa><wers_akap>Klęska, WrógUra! ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy</wers_akap>/
Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy[7];/
Już czernią się na białych palisadach wałów./
Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów,/
Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiska/
Wrzucony motyl błyska, --- mrowie go naciska, ---/
Zgasł; --- tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo,/
Śtrącone z łoża, w piasku paszczę zagrzebało?/
Klęska, Polak, Rosjanin, Śmierć, Walka, ŻołnierzCzy zapał[8] krwią ostatni bombardyjer[9] zalał?/
Zgasnął ogień. --- Już Moskal rogatki[10] wywalał./
Gdzież ręczna broń? --- Ach, dzisiaj pracowała więcéj,/
Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcéj[11]!/
Zgadłem, dlaczego milczy, --- bo nieraz widziałem/
Garstkę naszych, walczącą z Moskali nawałem./
Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij;/
Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi;/
A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;/
Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,/
Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,/
Żołnierz, jako młyn palny, nabija, grzmi, kręci/
Broń od oka do nogi, od nogi na oko:/
Aż ręka w ładownicy długo i głęboko/
Szukała, nie znalazła --- i żołnierz pobladnął,/
Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął,/
I uczuł, że go pali strzelba rozogniona;/
Upuścił ją i upadł; nim dobiją, skona!.../
Takem myślił, --- Wróga w szaniec nieprzyjaciół kupa/
Już lazła, jak robactwo na świeżego trupa.</strofa>

<strofa><wers_akap>Pociemniało mi w oczach; a gdym łzy ocierał,</wers_akap>/
Słyszałem, że coś do mnie mówił mój Jenerał./
On przez lunetę, wspartą na mojém ramieniu,/
Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu./
Na koniec rzekł: ,,Stracona”. --- Spod lunety jego/
Wymknęło się łez kilka, --- rzekł do mnie: ,,Kollego,/
Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,/
Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?” --- ,,Jenerale,/
Czy go znam? --- Tam stał zawsze, to działo kierował./
Nie widzę --- znajdę --- dojrzę --- śród dymu się schował:/
Lecz śród najgęstszych kłębów dymu, ileż razy/
Widziałem rękę jego, dającą rozkazy.../
Śmierć bohaterskaWidzę go znowu --- widzę rękę --- błyskawicę,/
Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę,/
Biorą go --- zginął. --- O, nie --- skoczył w dół, do lochów!” ---/
,,Dobrze --- rzecze Jenerał, --- nie odda im prochów”.</strofa>

<strofa><wers_akap>Tu blask, --- dym, --- chwila cicho --- i huk jak stu gromów!</wers_akap></strofa><extra>sprawdzić w innym papierowym wydaniu czy jest to osobna strofa</extra>

<strofa><wers_akap>Zaćmiło się powietrze od ziemi wyłomów:</wers_akap>/
Harmaty podskoczyły i jak wystrzelone/
Toczyły się na kołach; lonty zapalone/
Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął/
Prosto ku nam; i w gęstéj chmurze nas ochłonął./
GróbI nie było nic widać, prócz granatów blasku,/
I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku./
Spojrzałem na redutę. --- Wały, palisady,/
Działa, i naszych garstka i wrogów gromady:/
Wszystko jako sen znikło! --- Tylko czarna bryła/
Ziemi niekształtnéj leży --- rozjemcza mogiła./
Tam i ci, co bronili, --- i ci, co się wdarli,/
Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli;/
Rosjanin, ŚmierćChoćby cesarz Moskalom kazał wstać: już dusza/
Moskiewska, tam raz pierwszy, Cesarza nie słusza[12]!/
Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona:/
Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona/
On będzie Patron szańców! --- Bóg, Kara, Koniec świataBo dzieło zniszczenia/
W dobréj sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia:/
Bóg wyrzekł słowo <wyroznienie>stań się</wyroznienie>, Bóg i <wyroznienie>zgiń</wyroznienie>[13] wyrzecze!/
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,/
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona/
Obleją, jak Moskale redutę Ordona:/
Karząc plemie zwycięzców zbrodniami zatrute,/
Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę[14].</strofa>

<extra></extra>

</liryka_l>
</utwor>