Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki
<srodtytul>Giaur</srodtytul>
<strofa>Umilkły wiatry, ciche lśnią się fale/
Przy grobowcowej Temistokla[1] skale,/
Która wyniosłem niebo czołem bodzie/
I z góry patrząc na morza i smugi/
Najpierwsza wita lądujące łodzie./
Kiedyż się zjawi Temistokles drugi?</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>ArkadiaWyspy szczęśliwe! w każdej porze roku/
Zarówno miłe i sercu i oku,/
Gdy was przychodzień z gór Kolonny wita[2],/
Wraz nagły urok źrenice mu chwyta,/
I myśl pogrąża w dumy tajemnicze./
Morze Tu szklane morza cichego oblicze/
Na falach drobnych jak uśmiechu dołki,/
Gór okolicznych odbija wierzchołki/
Strzegące brzegów, z którymi łagodnie/
Zdają się igrać rajskie wody wschodnie./
WiatrJeśli się wietrzyk chwilowy prześliźnie,/
I złamie szyby na modrej płaszczyźnie,/
I kwiecie z brzegu przyniesione miota,/
Jakaż w tym wietrze wonia i pieszczota!/
Miłość romantyczna, KwiatyTam na skał wierzchu, u ścieku poników[3]/
Błyszczy się róża, sułtanka słowików[4],/
Jej brzmią pochwały kochankowie leśni,/
Ona rumieńcem dziękuje za pieśni./
Śliczna i skromna, królowa ogrodów,/
Nietknięta wichrem, niezwiędła od chłodów/
Nie znając naszych zim niebezpieczeństwa,/
Kwitnie świeżością wiecznego panieństwa./
Balsamy, których niebo jej udziela,/
W wonnych kadzidłach ku niebu odstrzela,/
Niebo wzajemnie, co dzień jej użycza/
Świetnych kolorów swojego oblicza./
Tam, w polu tyle jest kwiecia dla wianków,/
Tam, w lasach tyle cienia dla kochanków,/
Tam, groty dla nich ciosane umyśnie;/
Dziś morski zbójca w te groty się ciśnie,/
I nocą z małej czatuje galery/
Na bezpiecznego żeglownika stery./
Skoro miesięczna zabłyśnie pochodnia,/
Zabrzmi gitara morskiego przechodnia[5];/
Zbójca swój rudel zaraz na głąb pędzi/
Zakryty cieniem nadbrzeżnych krawędzi,/
Zahacza statek, zdobycze rozdziela;/
Wrzask konających miesza pieśń wesela.</strofa>
<strofa>Kondycja ludzka, Natura, Raj, UpadekDziwna! gdy kraj ten natura obrała/
Na ogród bogów, i hojnie nań zlała,/
Tyle bogactwa, piękności tak wiele/
Jakby we własnym zakochana dziele,/
Dziwna! że dzieła własnego się zrzeka,/
I dziś natura wpuszcza tu człowieka,/
Który, odwieczny miłośnik zniszczenia,/
Ogród Edeński na nowo wyplenia,/
I jako leśny dzik kwiecie wytłacza/
Niepokropione znojami oracza/
Ani znające ręki ogrodnika!/
Tu kwiecie samo dokoła wynika,/
Za tyle wdzięków, za taką obfitość/
Uprasza tylko człowieka o --- litość./
Dziwna! tu ziemia oddycha pokojem./
A serce ludzkie, chucią i rozbojem./
Czyż kraje światła na nowo ogarnie/
Noc namiętności rządzących bezkarnie?/
Patrząc myśliłbyś[6], że tu zbuntowani/
Wojsko aniołów zwalczyli szatani,/
I cherubinów trony dziś przywłaszcza/
Tłum, który piekieł wyzionęła paszcza./
Tak śliczny kraj ten ojczyzna rozkoszy,/
Tak brzydki tyran, co go dziś pustoszy!</strofa>
<strofa>Śmierć, TrupKto na śmiertelnym oglądał posłaniu[7]/
Piękne oblicze zaraz po skonaniu/
Nim dzień przeminął, pierwszy dzień nicestwa,/
Ostatni trudów i bolów jestestwa;/
Nim śmierć ostatnim przyciśnieniem ręki/
Zgładziła rysy gdzie chronią się wdzięki:/
Kto pomni twarz tę anielsko-łagodną,/
Tak zimno piękną, tak smutnie pogodną!/
Zda się w letargu zasypiać głęboko,/
Zda się być żywą? --- gdyby nie to oko,/
Gdzie już nie świeci ni łza, ni namiętność,/
Gdzie mieszka zimna, wieczna obojętność/
I straszy widzów i serca im studzi,/
I z oczu trupa wpada w serca ludzi ---/
Gdyby nie wzrok ten, nim pierwszy dzień minie,/
Nim ta godzina --- w tej jeszcze godzinie/
Śmierć tak łagodnie niewidomie władnie,/
Że jej tyraństwa nikt zrazu nie zgadnie!</strofa>
<strofa>Naród, Przestrzeń, RuinyDziś do tej twarzy Grecyja podobna,/
Martwa od dawna, lecz dotąd nadobna;/
Jej widok ziębi, jej wdzięk do łez wzrusza,/
Bo już piękności nie ożywia dusza,/
Jej wdzięk jest tylko uśmiech pozostały/
Na chwilę w ustach, co ducha oddały./
A jej rumieniec, chorowita krasa/
Która na trupich licach nie zagasa,/
Ostatni odbłysk zachodnich promieni,/
Co się wokoło ruiny czerwieni,/
Ostatnie czucie, co żegna nadzieję,/
Iskra niebieska, która dotąd tleje/
Lecz już swej miłej ziemi nie rozgrzeje.</strofa>
<strofa>Patriota, WolnośćOjczyzno mężów nieśmiertelnej chwały!/
Każda dolina, każdy wierzch twej skały!/
Jakże pamiętne! bo każde z nich było/
Kolebką swobód lub sławy mogiłą./
Arko potęgi! Dziś, czyliż tak mało,/
Czyż tylko tyle po tobie zostało?/
PowstanieWstań niewolniku podły, wstań na chwilę,/
Powiedz: ten wąwóz czy nie Termopile?/
Ty z duchów orlich wyrodzony płazie/
Na Leonida gnieżdżący się głazie,/
Przypomnij, nazwij tych opok wyżyny,/
Zatokę, wyspy --- wyspy Salaminy!/
Powstań! te dawne zapomniane boje/
Odnów i przywłaszcz, to dziedzictwo twoje:/
Z popiołów przodków, może wróg rozdmucha/
Iskrę, zarodek ich wielkiego ducha./
A kto z was w boju żywota dokona,/
Wliczy swe imię pomiędzy imiona,/
Na których wzmiankę, pochlebstwem pijani/
Zwykli się trzeźwić, zwykli drżeć tyrani./
Kto z was ojczyzny z więzów nie wybawi/
Zginie, lecz tyle synom swym zostawi/
Sławy, nadziei, że staną się zdolni/
Rozerwać jarzmo i umierać wolni!</strofa>
<strofa>Dziedzictwo, LosWalka o wolność, gdy się raz zaczyna,/
Z ojca krwią spada dziedzictwem na syna,/
Sto razy wrogów zachwiana potęgą,/
Skończy zwycięstwem --- Grecyja jest księgą/
W której wiekami stoi wypisano[8],/
Że klęska wolnych jest świata wygraną./
Królowie, sławę kupując u cieśli,/
Gdzieś bezimienne piramidy wznieśli;/
Wolni nie dbają chociaż czasu fala/
Wszystkie grobowce i pomniki zwala,/
Większe pomniki zostały nad niemi,/
Zostały góry ich ojczystej ziemi./
Tam muza oczom przechodniów ukaże/
Groby swobodnych, wolności ołtarze.</strofa>
<strofa>Długo by mówić --- przechodzić okropnie/
Wszystkie od chwały do niewoli stopnie ---/
Dosyć jest wiedzieć, że nikt nic zagrzebie/
Ducha swobody --- chyba on sam siebie/
Bo własne tylko upodlenie ducha/
Ugina wolnych szyję do łańcucha.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Niewola, Upadek, WolnośćMieszkańcy ziem tych! macież wy powieści/
Dawnym podobne? i których by treści/
Natchnęły muzę do polotów szczytnych,/
W ślad muzy greckiej wieków starożytnych,/
Gdy ludzie byli ziemi swojej godni?/
Dziś do niczego nie zdatni --- prócz zbrodni./
Z ognistą duszą, co by mogła siły/
Natchnąć do dzieła godnego pomników,/
Dziś oni pełzną z kolebek w mogiły/
Niewolni --- gorzej --- słudzy niewolników[9],/
TchórzostwoZmazani całą szkaradą co brudzi/
Niewiele wyższych nad zwierzęta, ludzi;/
Nie mają nawet tej dzikich odwagi,/
Piersi gotowej przyjąć oręż nagi;/
Tylko rozwożą przez sąsiednie państwa/
Z nowym towarem stare oszukaństwa;/
W tym tylko widać Greków dowcip dawny/
I z tego tylko Grek na wschodzie sławny./
Daremnie wolność tylekroć zaklina/
Aby skruszyli jarzmo poganina,/
By kark podnieśli zgięty łańcuchami!/
Nie --- Grecy! --- nie mam litości nad wami.</strofa>
<strofa>Przecież z Grecyji wziąłem te powieści/
Z czasów niedawnych i żałośnej treści.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<separator_linia />
<sekcja_swiatlo /><extra>tu się zaczyna nowa strona</extra>
<strofa>Z dala, śród morza pogodnego błyska,/
Szybko pod cienie nadbrzeżne się wciska/
Statek; rybacy poznali z obrotów,/
Że to piratów statek lub Majnotów[10];/
Chcą z barką swoją w cieniach się przewinąć/
I brzeg niepewny z daleka ominąć,/
Choć im trud dzienny osłabił ramiona,/
Choć rybim łowem barka przeciążona,/
Silnie wiosłują, rudel[11] krzywią w stronę,/
Aż dopłynęli do Porto-Leone,/
Gdzie ich noc czeka, --- noc prawdziwie godna/
Kraju wschodniego --- cicha i pogodna.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Kto tam grzmi konno po skalistej drodze?/
Wygięty naprzód, na wiatr puścił wodze,/
Kopyt tętenty jak grzmoty po grzmotach/
Wciąż budzą echa drzemiące po grotach./
Koń jak kruk czarny, a na bokach piana,/
Jak gdyby świeżo z morza zszumowana./
Wieczór już uśpił fale morskich toni,/
Ale nie serce tej dzikiej pogoni./
Groźnie na jutro niebo się zachmurza/
Ale groźniejsza w sercu Giaura burza./
Nie znam cię, rodu twego nienawidzę,/
Ale w twych licach takie rysy widzę,/
Które w pamięci kiedy się raz wrażą,/
Z czasem się głębiej werzną, lecz nie zmażą./
TajemnicaTyś młody, blady, lecz namiętne bole/
Gorzały długo na twym smagłym czole./
Złe oko twoje choć mnie nie urzekło,/
Choć jak meteor błysnąwszy uciekło,/
Zgadłem, że Turek takiego człowieka/
Powinien zabić --- lub niech sam ucieka./
Tam --- tam --- poleciał --- śladem jego biegu/
Szły mimowolnie oczy me wzdłuż brzegu,/
A chociaż z taką szybkością prześcignął,/
Choć jak latawiec tylko w oczach mignął,/
Jego wzrok, jego twarz na kształt pieczęci/
Wciśnione czułem w głąb mojej pamięci./
I długo w uchu huk kopyt słyszałem/
Czarnego konia lecącego czwałem.</strofa>
<strofa>Spiął ostrogami, wbiegł na wierzch opoki/
Ocieniającej głębinę zatoki,/
Obleciał wkoło, znowu na dół gonił./
Skałą od moich oczu się zasłonił./
Zgadłem, dlaczego: temu, co ucieka/
Jest obrzydliwą źrenica człowieka,/
On najpiękniejsze na niebiosach gwiazdy/
Klnie, że zdradzają ścieżki jego jazdy./
Zbiegając z góry nim konia nawrócił,/
Spojrzenie straszne, jak ostatnie rzucił./
I wybiegł znowu, znowu w górę skoczył./
Wtem nagle stanął, konia w bok zatoczył,/
I patrzy z góry, na strzemionach staje,/
Czegóż on patrzy, tam, w oliwne gaje?/
Obyczaje, ReligiaKsiężyc na nowiu wschodzi zza gór grzbietów,/
Błyszczą nad miastem lampy minaretów,/
W mieście wre teraz Bajramu uciecha;/
Tu, choć nie dojdą ni wystrzałów echa,/
Ni muzułmanów pobożne okrzyki,/
Przecież błysk widać każdej tofaiki./
Bo dziś zachodzi słońce Ramazanu,/
Dziś Bajram święcą wyznawcy Koranu[12],/
Dziś... Lecz ty, Giaurze, kto jesteś? co znaczy/
Twój ubiór obcy --- i twój wzrok rozpaczy?/
Co cię obchodzi Bajram? po co czekać/
Naszego święta lub przed nim uciekać?/
On stał --- wtem nagły strach lica mu ścisnął,/
I strach ten nagle wściekłością zabłysnął./
A blask ten nie był jak rumieniec nikły/
Gniewów, co wschodzić i przemijać zwykły,/
Ale jak bladość marmurowej bryły/
Powiększająca ciemnotę mogiły./
Brwi nasunione, osłupiałe oko./
Wtem rękę dźwignął i podniósł wysoko,/
I na wiatr miotał, jakby groził gniewny./
Stał, czy uciekać, czy gonić, niepewny;/
A wtem koń zarżał niecierpliwy zwłoki,/
I rżenie echem odbiły opoki./
Giaur za miecz porwał, i szczęk rękojeści,/
Wybił go nagle z tej niemej boleści,/
Jak zbójcę budzi krzyk sowy złowrogi;/
Znowu koniowi w bok wraził ostrogi:/
Dalej, w cwał koniu, tu idzie o życie! ---/
Znowu koń czarny zagrzmiał po granicie;/
Chyży jak dziryt[13] --- leci wzdłuż zatoki,/
Dalej ku morzu --- wpadł między opoki./
Nie widać twarzy --- znikła strusia kita,/
Na chwilę grzmiące ucichły kopyta./
Raz tylko wstrzymał rumakowi wodze/
I nieruchomy, chwilę stał na drodze,/
Chwilę --- i znowu opoka zabrzmiała,/
Giaur poleciał, jakby go śmierć gnała.</strofa>
<strofa>Czas, Miłość, Nienawiść, Pamięć, PiekłoStraszna to chwila, w której duch rozkręci/
Za jednym razem cały zwój pamięci,/
I w jedną drobną kroplę czasu zleje/
Życia bolesne i zbrodnicze dzieje!/
Kto nienawidzi, kocha się lub boi,/
Temu za piekło jedna chwila stoi./
Cóż on czuł wtenczas, gdy trapiące duszę/
Wszystkie od razu wycierpiał katusze?/
Chwila spoczynku, śród potoku zdarzeń,/
Kto zliczy, ile mieści wyobrażeń?/
Bo choć dla czasu zdaje się nicością,/
Ona dla myśli jest całą wiecznością./
Bo nieskończone, niezmierne cierpienie,/
Może w myśl jedną zgromadzić sumnienie[14],/
I w jednej chwili wycierpieć od razu/
Bole bez końca, nadziei, wyrazu!</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Przeszła godzina --- Giaur jak cień przeminął./
Uciekł? czy zginął? czy sam tylko zginął?/
W czarnej godzinie przybył, jak zesłana/
Od niebios kara za grzechy Hassana,/
Przyszedł i smętarz[15] zrobił z baszy domu,/
Natura, ŚmierćPrzyszedł i odszedł jak wicher Symomu[16],/
Co wieje bożym obciążony gniewem/
I za którego śmiertelnym powiewem/
Cyprys umiera, choć jest śmierci drzewem,/
Choć wiosną nawet nie zruca[17] żałoby,/
Jeden, co wiernie opłakuje groby!</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Przemijanie, Dom, PrzestrzeńNie masz rumaków na stajniach Hassana,/
Pająk, ŻałobaKomnata jego od sług odbieżana[18],/
Pająk samotnik, na ścianach się czepia/
I szpary szarym całunem zasklepia./
W twierdzy Hassana nie widać żołnierzy,/
W jego haremach gniazdo niedoperzy[19],/
Zamiast strażnika puszczyk krzyczy z wieży./
Ogród, Ruiny, WodaW ogrody czasem dziki pies przybieży,/
Spragniony wyje na suchą fontannę,/
Stoją wód łoża z marmuru usłane/
Lecz owdowiałe --- bo zdroje wymarły,/
Zielska się dzikie na dnie rozpostarły.</strofa>
<strofa>Niegdyś jak wdzięcznie fontanny tu grały./
Łagodząc nieba wschodniego upały,/
Niegdyś tryskając srebrnej rosy tęczę/
I fantastyczne wirując obręcze,/
Rozkosznym chłodem rzeźwiły dokoła/
Powietrze, ziemię i spragnione zioła.</strofa>
<strofa>Jak było mile blaski gwiazd pogodnych/
Widzieć odbite na tych łukach wodnych,/
Słuchać muzyki tych szemrań łagodnych!/
Tu często Hassan w niemowlęcym wieku/
Bawić się lubił u kaskady ścieku;/
Tu, drzemiącemu w matki swej objęciu,/
Piastunka woda śpiewała dziecięciu./
Hassan młodzieniec na te wodotryski/
Poglądał, siedząc obok odaliski,/
I śpiew jej milsze zdawał się mieć tony/
Gdy był do szmeru kaskad nastrojony./
Lecz Hassan stary, nigdy sennej skroni/
Wieczorem u tej kaskady nie skłoni:/
Z marmurów woda uciekła chłodząca,/
Z serca Hassana wyszła krew gorąca./
Tu nie usłyszysz już głosu człowieka,/
Nikt się nie śmieje, nie klnie, nie wyrzeka:/
Ostatni ludzki głos echem odbity,/
Był to krzyk na śmierć ciągnionej kobiéty./
Głos skonał --- odtąd milczą te pałace,/
Wiatr tylko oknem otwartym kołace./
Lecz choć wiatr szumi, choć się nieba chmurzą,/
Już tu nikt okna nie zamknie przed burzą.</strofa>
<strofa>Cieszy się pielgrzym, gdy w stepach odkryje/
Ślady na piasku, chociaż nie wie czyje;/
Tu, gdyby ludzki jęk odbiły echa,/
W jęku tym jakaś byłaby pociecha,/
Ten jęk by mówił: «Nie wszytko skonało!/
Jedno tu życie ludzkie pozostało.»/
Jeszcze w tych gmachach znalazłbyś wspaniałe/
Izby i sale puste --- dotąd całe./
Dach jeszcze cały, chociaż ząb zniszczenia/
Roztacza ciągle ściany i sklepienia./
Gospodarz, Gość, Obyczaje, ŻałobaLecz Zgroza siedzi przed bramą na straży,/
Sam Fakir do wrót zbliżyć się nie waży,/
Derwisz ubogi nie przestąpi progu/
Za chleb i za sól podziękować Bogu[20]:/
Nędza i Zbytek uchodzą na stronę/
Niepowitane i nieugoszczone;/
Pałac, gościna wiernego narodu,/
Stał się jaskinią zniszczenia i głodu./
Gość płacze dobrodzieja, płaczą słudzy pana[21]/
Od czasu gdy miecz Giaura ciął w turban Hassana.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Słyszę dźwięk z dala końskiego kopyta,/
Jadą podróżni, lecz mnie nikt nie pyta./
Już bliżej --- Turcy --- już widzę turbany/
I w srebrem kutych pochwach atagany[22]./
Wódz ich na przedzie w bogatym zawoju,/
Zapewne emir, bo w zielonym stroju[23]./
«Ho! kto ty?» --- «Salem! waszej jestem wiary[24],/
Emirze, widzę, że wieziesz towary;/
Widzę, że wór twój jest ciężko ładowny,/
Ostróżnie wieziesz --- musi być kosztowny./
Może do portu śpieszysz dla noclegu? ---/
Jestem przewoźnik --- mam łódkę u brzegu.»/
«Zgoda --- rzekł Emir --- pośpieszaj, czas nagli,/
Odbijem cicho, nie rozpinaj żagli,/
Niech leżą zwite[25]; wiosłami uderzaj,/
I szybko, cicho, podnad brzegiem zmierzaj,/
I wieź nas prosto, pomiędzy opoki,/
Tam, na sam środek najgłębszej zatoki. ---/
Teraz odpocznij --- dobre masz ramiona,/
Podróż i zręcznie, i prędko skończona./
Lecz ona --- zacznie podróż dalszą, z której...»</strofa>
<extra>tutaj powinien być wykropkowany wers, jednakże nie jest on wliczany w numerację (patrz wyd. PIW, str. 45) dlatego też zastepnik_wersu nie jest odpowiednim tagiem</extra>
<strofa>Morderstwo, Morze, Pogrzeb, Tajemnica, Woda--- Rzucili w wodę --- ......................................<extra>wykropkowanY fragment do zmiany po implementacji nowej wersji tagów</extra></strofa>
<extra>tutaj powinien być wykropkowany wers, jednakże nie jest on wliczany w numerację (patrz wyd. PIW, str. 45) dlatego też zastepnik_wersu nie jest odpowiednim tagiem</extra>
<strofa>Ciężko plusnęło --- i powoli tonie ---/
Roztopiły się wkoło szklane błonie,/
Zważałem ciężar, dziwnie mi się zdało ---/
Ruszył się --- pewnie morze nim ruszało./
Może to było księżyca błyśnienie,/
Nagle odbite o morza przestrzenie;/
Patrzyłem ciągle, i wodne obręcze,/
W mniejsze i węższe ściskały się tęcze,/
Jakby ich środkiem kamień przepadł do dna;/
Na koniec w środku wyszła bańka wodna ---/
Perłowe kółko --- błysnęło --- przepadło./
Znowu zatoka gładka jak źwierciadło./
I tajemnica usnęła w topieli ---/
Genijuszowie morscy ją widzieli,/
Lecz, drżąc z przestrachu w swych domach z korali,/
Nic o tym z żadną falą nie gadali.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Kobieta, Mężczyzna, Miłość, Motyl, Polowanie Jak król motylów, za wiosny powrotem[26],/
Na skrzydłach jasnych purpurą i złotem/
Znad szmaragdowej Kaszemiru błoni/
Wzlatuje, dzieci wabiąc do pogoni,/
I z ziół na zioła i z kwiatów na kwiaty/
Ciągnie myśliwców, i myli ich czaty,/
Wreście uleci i niknąc w obłoku/
Zostawia żałość w sercu i łzy w oku:/
Podobnie piękność wabi starsze dzieci,/
Tak bystro lata i tak wdzięcznie świeci,/
To łowców trwoży, to nadzieją mami,/
Gonią wesoło --- łowy kończą łzami./
Lecz jeśli w ręce myśliwemu wpada,/
I motylowi i piękności biada!/
Chcąc uciec darmo skrzydełka natęża,/
Igraszka dziecka lub ofiara męża./
Cacko, za którym żądza chciwie goni,/
Straciło urok, gdy je mamy w dłoni ---/
A gdy wdzięk barwy i świeżość przeminie,/
Rzucim, niech leci --- lub samotnie ginie./
Gdy skrzydła zranisz, gdy serce zakrwawisz,/
Czyli ofiarom swobodę zostawisz?/
Motyl odartym skrzydełkiem czyż może/
Latać jak dawniej z fijołków na roże?/
Z pięknością, w jednej uwiędłą godzinie,/
Czyż razem pokój na wieki nie zginie?/
Miłosierdzie, Serce, ŚmiechZgraja motylów, co pod niebem lata,/
Nie szuka w dole zranionego brata./
Płeć piękna dla nas ma litości tyle,/
Lecz dla płci własnej ma serce motyle!/
Piękność nad każdym nieszczęściem łzy leje,/
Nad sióstr upadkiem --- tylko się zaśmieje.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa><wers_akap>Rozpacz, Samobójstwo, Śmierć, ZwierzętaDusza brzemienna zbrodni swych ciężarem,</wers_akap>/
Jest jak skorpijon opasany żarem[27];/
Krąg co raz mocniej zwęża się i błyska/
I więźnia co raz gwałtowniej dociska,/
Aż gdy go zewsząd na wylot przepieka,/
Skorpijon cierpi, dąsa się --- i wścieka./
Jeden mu został sposób wyjść z pożogów:/
Ma żądło, które wyostrzył na wrogów,/
Które trucizną pewną rany poi,/
Jeden ból zada i wszystkie wygoi,/
KaraTo żądło, więzień topi w głowie swojej./
Dusza, Zbrodnia, ZbrodniarzPodobnie dusza zła kona w cierpieniach,/
Lub żyje jako skorpijon w płomieniach./
Bo kiedy ludzi zwiąże pamięć zbrodni,/
Światu niezdatni, a nieba niegodni,/
Rozpacz nad nimi, pod nimi noc gruba,/
Wkoło płomienie --- a w pośrodku zguba.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Ponury Hassan z haremu ucieka,/
Pieszczot, widoku kobiet się wyrzeka./
On w lasach trudy myśliwców podziela,/
Ale nie może dzielić ich wesela.---/
Dawniej polować nie miał we zwyczaju,/
Póki Leila mieszkała w seraju./
Dziś, czy Leila uszła? czy nie żyje? ---/
Hassan wie tylko, lecz sam w sobie kryje./
Różne powieści krążą między gminem ---/
Słychać, że uszła z Wenecyjaninem./
W dzień Ramazanu, gdy zapadło słońce,/
A z minaretów jasnych lamp tysiące/
Bajram na całym obwieściły Wschodzie,/
Leila poszła kąpać się w ogrodzie,/
I nie wróciła --- szukano daremnie./
Mówią, że z Giaurem zeszła się tajemnie,/
Wsiadła z nim na koń za pazia przebrana/
I w noc Bajramu zbiegła z państw sułtana.</strofa>
<strofa>ZdradaOd dawna Hassan miał ją w podejrzeniu;/
Ale w jej oczach i w jej uściśnieniu/
Tyle wyczytał miłości i wiary,/
Że znowu brance zaufał pan stary./
Wieczorem poszedł w meczet na pacierze,/
I w noc Bajramu jadł w kiosku wieczerzę,/
Tak powiadali czarni niewolnicy,/
Niewierni, pańskich haremów strażnicy./
Lecz inni głoszą, że gdy padł mrok szary,/
Przy bladym świetle wschodzącej Fingary[28],/
Widziano Giaura na czarnym rumaku/
W cwał lecącego po nadbrzeżnym ślaku,/
Z cuglem spuszczonym, skrwawioną ostrogą,/
Lecz nie wiózł panny, ni pazia --- ni kogo.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Dusza, Kobieta, Mężczyzna, Nieśmiertelność, OkoOko jej czarne --- i któż się ośmieli/
Wzrok ten malować? te oczy gazeli/
Wielkie i słodkie, ciemne i błyszczące!/
Dusza z nich mówi przez iskier tysiące,/
Które ze źrenic lecą przezroczystych/
Jako z Dżemszyda rubinów ognistych[29]./
Dusza z nich mówi! wbrew słowom Proroka,/
«Że postać niewiast jest ziemi powłoka» ---/
Allachu! dusza mówi z tego oka!/
I choćbym w drodze ku lepszemu światu/
Przechodził ostre mosty Alsyratu[30],/
Wisiał nad piekła ognistym potokiem/
Raj I cały rajski ogród miał przed okiem/
I w nim wabiące hurysy dziewice,/
KobietaPowiem: kto widział Leili źrenice,/
Ten Alkoranu nauk nie usłucha!/
Czyż taka piękność jest prochem bez ducha[31]?/
Jest cackiem, z którym bawi się mężczyzna? ---/
Niech na nię spójrzy sam mufty, a wyzna,/
Że nieśmiertelność wygląda z jej źrenic./
Na jej obliczu cudowny rumieniec/
Wiecznym i świeżym błyszczy się szkarłatem,/
Jakby granatów posypany kwiatem.</strofa>
<strofa>Duma, PtakJej włosy jako hijacynty płyną;/
Gdy okolona rówiennic drużyną,/
Stanie, nad wszystkie głową wyniesiona,/
I da warkoczom płynąć przez ramiona,/
Włosem zamiata ślad swój na marmurach,/
Ślad nóżki bielszej niźli śniegi w górach,/
Kiedy z rodzinnych obłoków wylecą/
I ziemią jeszcze nie skalane świecą,/
Jako monarcha ptaków Frangestanu[32],/
Łabędź, podnosi głowę z oceanu/
I pysznie skrzydłem uderza po fali,/
Skoro dostrzeże podróżnika w dali:/
Z taką powagą ona zwraca głowę,/
I śnieżne ramię, i piersi perłowe,/
I z taką piękną dumą wzrokiem miota,/
Gdy na nię oczy śmie zwrócić pustota./
Cofną się, blasku wytrzymać nie mogą,/
Pochlebiać chciały, upadają z trwogą.</strofa>
<strofa>Jak była oczom piękną Gruzyjanka,/
Tak miała serce czułe dla kochanka./
Kochanka? któż jej kochanek? --- Hassanie,/
Ty nim nie jesteś dziki muzułmanie!</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Nienawiść, WalkaPonury Hassan dał rozkaz podróży;/
Oddział wasalów, co mu w dworcu służy,/
Jak orszak i straż pojedzie za panem;/
Każdy z janczarką, z łukiem, z ataganem./
Hassan sam zbrojny jedzie na ich czele,/
Zwiesił na pasie krzywą karabelę/
Wypróbowaną na albańskich głowach,/
Kiedy raz zbójców napotkał w parowach/
I tak rozgromił muzułman zwycięski,/
Że ledwie kilku uszło z wieścią klęski./
Za pas dwa zatknął, bogato oprawne/
W perły i w złoto, pistolety sławne:/
Hassan przed laty dostał je od baszy,/
Ich widok zbójców i wabi, i straszy./
Mówią, że Hassan jedzie pojąć żonę,/
Pocieszyć znowu serce zakrwawione/
Zdradą Leili, co uszła z haremu/
I dziś, o zgrozo! służy niewiernemu.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Ostatnim blaskiem zachodniego słońca/
Złocą się góry i kaskada grzmiąca,/
Żywiona czystym i świeżym gór śniegiem./
Tu często kupiec Grek staje noclegiem,/
Znajdując pokój w ustroniu głębokim/
Pewniej niż w mieście pod swych panów bokiem;/
Tu się nie lęka o całość swej skrzyni;/
W miastach niewolnik, wolny na pustyni./
Tu wesół spróżnia[33] czaszę pełną wina,/
Którym się brzydzą usta moslemina[34].</strofa>
<strofa>Najpierwszy jedzie Tatar wódz orszaku,/
Z daleka widny po żółtym kołpaku,/
Opodal konni ciasną jamy szyją/
Po krętej ścieżce na skałę się wiją./
Nad nimi sterczą w górę czarne szczyty,/
Gdzie sępy ostrzą dzioby o granity/
I lecą na dół; już zwietrzyli łupy;/
Nim zajdzie słońce, będą świeże trupy./
U spodu rzeka, która w zimie bucha/
Ogromną wodą, a w upały sucha/
Nagie i czarne łono swe odsłania/
I kilka kaskad srebrzystych pochłania./
Wokoło ścieżki kawały granitu/
Leżą bezładnie strącone ze szczytu;/
Czas je pospychał, albo zbiły gromy./
Wierzch skały niknie we mgle niewidomy,/
Bo żaden z ludzi czoła Lijakury[35],/
W pogodę nawet nie widział bez chmury.</strofa>
<strofa>Podstęp, WalkaJuż w gaj wjechali i po kilku chwilach/
Dojdą wierzchołka; już krzyczą «Bismillach[36]!/
Tu już bezpiecznie, stąd już widać błonie,/
Wkrótce w dół zjedziem, na wiatr puścim konie.»/
Gdy czausz tak mówił --- ogień z góry błysnął,/
Nad uchem ołów niewidzialny świsnął,/
Tatar przewodnik wyleciał z kulbaki,/
Ledwie czas mają zatrzymać rumaki,/
Skoczyli z siodeł, janczarki odwiedli,/
Ale trzech spadło pierwej, niźli zsiedli,/
Z rąk niewidzialnych rany odbierają/
I ginąc, darmo o zemstę wołają./
Dobyli szabel, na rumaków karkach/
Na odwiedzionych wsparli się janczarkach,/
Na pół wciśnieni między końskie boki;/
Inni uciekli pod ścianę opoki,/
I tam ręcznego czekają spotkania/
Nie lubiąc służyć za cel do strzelania/
Wrogom, co bronią niewidzialną rażą,/
A wstępnym bojem spotkać się nie ważą.</strofa>
<strofa>Sam Hassan został; z konia zsiąść nie raczy,/
Spokojnie jedzie, aż z przodu obaczy/
Blask ręcznej broni; rozbójników zgraja/
Strzela wzdłuż drogi, z przodu się zaczaja,/
I z tyłu słychać z janczarek łoskotu,/
Że mu przecięto drogę do odwrotu./
Więc wściekły brodę od gniewu najeżył[37],/
I wkoło wzrokiem ognistym uderzył./
«Choć wrogi wkoło, choć gęste wystrzały,/
Jam z krwawszych bitew nieraz wyszedł cały»/
Zbójcy wychodzą, stają na skał szczycie:/
«Rzucaj broń, krzyczą, komu miłe życie!» ---/
Ale Hassana oczy i rozkazy/
Straszniejsze niźli nieprzyjaciół razy,/
I z garstki szczupłej, ale wiernej panu,/
Żaden nie rzucił swego ataganu,/
I żaden podle nie krzyknął «Amanu!» ---/
WrógNieprzyjaciele coraz bliżej godzą,/
Razem ze wszystkich zasadzek wychodzą,/
A z gęstwi lasu dowódca orszaku/
Leci sam przodem na dzielnym rumaku./
OkoKtóż ten dowódca? --- strój nosi albański,/
Ale miecz prosty, miecz to chrześcijański./
«Znam go, znam Giaura --- wściekły Hasan woła ---/
Znam go, poznałem ze smagłego czoła,/
Poznałem czarne złowrogie źrenice[38],/
Jego nikczemnej zdrady pomocnice;/
Konia czarnego znam, choć leci pędem,/
Chociaż nakryty arnautskim[39] rzędem./
Podły odstępco twojej podłej wiary!/
Teraz cię turban nie zbawi od kary./
Gdziemkolwiek spotkał, w jakiejkolwiek chwili,/
Dobrze, żem spotkał zdrajcę mej Leili.»</strofa>
<strofa>Burza, Morze, WalkaJak się wezbrana rzeka w morze leje,/
I morską burzę spotkawszy szaleje,/
Łamią się fale, drżą opoki brzegu,/
A nurty ryczą pod pianami śniegu;/
Tak się spotkały wrogów zgraje obie,/
Losem i gniewem gnane przeciw sobie;/
Szable nad uchem grzmią, lecąc w kawały,/
Huczą po skałach dalekie wystrzały;/
Starcia się łoskot i karabel dźwięki,/
Huk karabinów, konających jęki/
Echo żałośne po dolinie szerzy,/
Przywykłej tylko do śpiewów pasterzy!/
Kochanek, Miłość, Nienawiść, WrógLiczba niewielka, lecz bitwa straszliwa,/
Nikt przebaczenia ni daje, ni wzywa./
Paro kochanków, mocne są twe sploty/
Gdy się ściskacie podzielać pieszczoty!/
Lecz nie tak cisną miłości ramiona/
Gdy w nich spoczywa piękność ulubiona,/
Jako się barki zwiążą nienawiśnie,/
Kiedy wróg wroga ostatni raz ściśnie. ---/
ŚmierćPrzyjaźń ostygnie, pieszczota się skończy,/
Objęcia wrogów i śmierć nie rozłączy.</strofa>
<strofa><wers_akap>Gotycyzm, Krew, Śmierć, TrupZ szablą po samą rękojeść uciętą,</wers_akap>/
Krwią opryskaną i mocno ujętą/
W sinej, od ciała odrąbanej dłoni,/
Co jeszcze drgała, nie puszczając broni;/
Obok turbana, którego zawoje/
Miecz Giaura zerwał i przerżnął na dwoje;/
W delji długiej, zmiętej, rozpostartej,/
Od mnogich razów na sztuki podartej,/
Zaczerwienionej, jak chmury przed burzą,/
Gdy po dniu jasnym burzliwą noc wróżą;/
Krwią zlawszy piasek i gałęzie boru,/
Gdzie wiszą szmaty jego palamporu[40];/
Oko, WzrokZ piersią przebitą i otwartą ciosom,/
Barkami na wznak, twarzą ku niebiosom,/
Tak leżał Hassan --- oczy już zbielały,/
Jeszcze otwarte, Giaura wyzywały./
Giaur stanął nad nim i w Hassana lice/
Utopił równie straszne dwie źrenice.</strofa>
<strofa>Zemsta[41]«Tak! tyś pochował w falach mą Leilę,/
Jam cię pochował w czerwonej mogile./
Jej duch kierował mieczem; jej morderca/
Uczuł raz pierwszy, co to jest ból serca;/
Proroka wołał, ale nadaremnie,/
Prorok, twej głowy nie wyrwie spode mnie./
Allacha wołał, wiatr prośbę rozdmuchał,/
Allach nie słyszał, albo nie wysłuchał./
O psie pogański! czyż Opatrzność głucha/
Na krzyk Leili, twych krzyków usłucha? ---/
Zbójcą zostałem! jeździłem na wzwiady,/
Aż w końcu zdrajca padł ofiarą zdrady,/
Jam spełnił swoje, zemścił się nad tobą./
A teraz, dalej --- w świat --- jadę sam z sobą.» ---</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Matka, SynNa polu słychać brzęk dzwonków wielbląda;/
Matka w ogrodzie z altany wygląda./
Na łąkach błyszczy już wieczorna rosa,/
Już ku wschodowi ciemnieją niebiosa/
I rozniecają drżących gwiazd ognisko./
Obyczaje, Ślub, ZaręczynyJuż wieczór. --- Hassan zapewne już blisko./
Matka stroskana zstępuje i bieży/
Do swych haremów i pogląda z wieży:/
Nie widać! nie zwykł jeździć tak pomału ---/
Nie zwykł popasać nawet w czas upału./
Nie przysłał darów ślubnych --- czy się lenił?/
Czy konie strudził? czy serce odmienił? ---/
Skarga niesłuszna --- Już Tatar posłaniec/
Widny z daleka, już na skały kraniec/
Wstępuje z wolna --- już zjeżdża z urwiska/
I wąwozami na dół się przeciska./
Koń nic nie winien, koń pewnie z ciężarem,/
Zapewnie ślubnym objuczony darem./
Tatara mile przyjmę i nagrodzę/
Za prędką jazdę po takiej złej drodze.</strofa>
<strofa>W bramie zsiadł Tatar, od siodła odpina/
Juki niewielkie: czy to dary syna?/
Na twarzy smagłej bladość: czy to smutek?/
Czy podróżnego utrudzenia skutek?/
Ślub, Śmierć, ŻonaOdzież spryskana krwi świeżej kroplami;/
Może poranił konia ostrogami?/
Rozwinął pakę --- o aniele święty!/
O Azraelu! to zawój rozcięty!/
To syna szaty całe krwią zbroczone!/
«Pani, okropną twój syn pojął żonę,/
Mnie oszczędziły ręce poganina,/
Bym ci pokazał krew twojego syna./
Legł śmiercią mężnych, pokój Hassanowi!/
Przeklęstwo wieczne zabójcy Giaurowi!» ---</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>GróbTurban w kamieniu prostym wyrzezany[42],/
I słup już dzikim zielskiem opasany,/
Na nim z Koranu modlitwa wyryta,/
Którą dziś ledwie podróżny wyczyta:/
To cały pomnik w bezludnej ustroni,/
Gdzie Hassan zginął od niewiernej broni./
Obyczaje, ReligiaZacny Osmanlis[43]; nikt między wiernymi/
Przykładniej świętej nie nawiedził ziemi,/
Nikt bardziej winem nie gardził wyklętym,/
I nikt pobożniej ku przybytkom świętym/
Twarzy nie zwracał, gdy na świątyń dachu/
Słyszał wołanie «Illa-hu, --- Alla-hu[44]!»</strofa>
<strofa>Religia, WierzeniaZ rąk cudzoziemca wziął śmiertelne rany/
I śród ojczyzny leży jak wygnany,/
Z dala od domu, na bezdrożu dzikiem;/
Ani się pomścił nad swym rozbójnikiem./
RajLecz duch Hassana już rajskie dziewice/
Wiodą w rozkoszy wiecznej okolice,/
Okiem błyskają ku niemu jak słońcem,/
Wiecznie pogodnem i nie zachodzącem./
Biegą, zielone chustki wywijają,/
Pocałunkami rycerza witają;/
Bo raj rozkoszy zgotowany temu,/
Kto zginął walcząc przeciw niewiernemu./
PiekłoLecz ty, niewierny! ciebie anioł śmierci,/
Monkir[45], swą kosą rozerwie na ćwierci,/
Potem zawlecze na nowe katusze/
Przed tron Eblisa[46] twą przeklętą duszę./
Tam ogień, wiecznych męczarni narzędzie,/
Ciało twe palić, w duszy goreć będzie;/
Słuch nie obejmie, język nie obwieści,/
Ile się piekła wewnątrz ciebie zmieści.</strofa>
<strofa>Gotycyzm, Upiór, Wampir, PrzekleństwoLecz wprzód zostaniesz na ziemi upiorem[47]/
KrewI trup twój, z grobu wyłażąc wieczorem,/
Pójdzie nawiedzać krainę rodzinną,/
Powinowatych spijać krew niewinną./
Tam, na rodzeństwo własne zajuszony,/
Wyssiesz krew swojej siostry, córki, żony;/
Ścierw twój zasilisz cudzym życia zdrojem,/
Chciwie pić będziesz, brzydząc się napojem./
A twe ofiary rozstając się z światem/
Poznają, że ich ojciec był ich katem;/
Przeklną cię, twoje usłyszą przeklęstwa;/
I na pniu wyschnie szczep twego rodzeństwa./
Córka, OjciecOstatnia twoja ofiara na świecie/
Będzie twa córka, najmilsze twe dziecię,/
Ona konając, krzyknie na cię --- «Ojcze!» ---/
I krzyk ten ściśnie usta dzieciobojcze,/
Ale ssać muszą, dopóki się żarzy/
Ogień w źrenicach, rumieniec na twarzy;/
Aż ujrzysz w końcu, jak szklana powłoka/
Zamrozi, zaćmi ostatni blask oka./
Natenczas ręką przeklętą z jej głowy/
Oderwiesz włosów warkocz bursztynowy;/
Z tego warkocza pukiel darowany,/
Może na sercu nosi jej kochany,/
A ty dziś w piekle złożysz jego szczątki,/
Jak samobójstwa twojego pamiątki./
Krwią twoją własną, najmilszą ociekły,/
Gryząc twe usta i zgrzytając wściekły,/
Wrócisz się znowu pomiędzy grobowce;/
A tam upiory, twoi współwędrówce,/
Gule, Afryty, spotkają cię w mroku./
I oni twego zlękną się widoku,/
I do podziemnych skryją się otworów,/
Spotkawszy widmo, brzydsze od upiorów.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<separator_linia />
<sekcja_swiatlo /><extra>tu się zaczyna nowa strona</extra>
<strofa><wers_akap>Jak się ten zowie kalajor ponury[48]?</wers_akap>/
Twarz mnie znajoma --- raz go napotkałem/
W ojczyźnie mojej; leciał między góry/
Na dzielnym koniu, pominął mnie cwałem;/
Leciał jak tylko zdoła koń wyskoczyć,/
Oblicze jezdca[49] ledwie mogłem zoczyć ---/
Lecz widać było z twarzy i wejrzenia,/
Że go opętał duch złego sumnienia./
Nie chciałbym nigdzie zdybać takiej twarzy,/
Bo złą jest wróżbą spotkanie zbrodniarzy./
I teraz strasznie wygląda ten człowiek,/
Jak gdyby śmierć mu patrzyła spod powiek.</strofa>[50]
<strofa>Religia, SamotnikSześć lat minęło, jak przybył w te strony./
Wszedł do klasztoru, czy światem znudzony,/
Czy za grzech jakiś pokutę odprawia,/
Ale przed nikim grzechu nie objawia./
Nigdy on w ławkach podczas mszy nie siedzi,/
Nie chodził ani razu do spowiedzi,/
Ani się kłania przed Bogarodzicą,/
Ani przed ołtarz idzie z kadzielnicą:/
Dni całe siedzi zamknięty w ukryciu./
Nie wiem o jego przygodach i życiu,/
Słyszałem tylko, że przybył ze Wschodu/
Tureckim statkiem od stron Carogrodu./
Żeby był Turkiem z twarzy się nie zdaje,/
Zna chrześcijańską mowę i zwyczaje ---/
Wyrzuty sumieniaPewnie skruszony jaki apostata/
Dziś opłakuje przeszłe błędów lata./
Tylko że świętych obrazów się lęka,/
Przed Pańskim chlebem i winem nie klęka;/
Dał wielki skarbiec, który może złupił,/
I tym gościnność w klasztorze zakupił./
Lecz gdybym ja był na miejscu przeora,/
Albo bym wygnał tego kalajora,/
Albo w pokutnej zamurował celi,/
Tak żeby o nim ludzie nie wiedzieli.</strofa>
<strofa>Wizja, WspomnieniaCzęsto on marzy, bezprzytomnie gada/
O pięknej pannie, która w morze wpada,/
Słyszy szczęk mieczów, strzały nad opoką,/
I widzi Turka konające oko./
Pokusa, SamobójstwoIlekroć na tym wierzchu skały stawa,/
Grozi mu z dołu jakaś ręka krwawa,---/
On sam ją widzi i, czyja, pamięta;/
Ręka pałaszem od ciała odcięta/
Wystaje z ziemi i kiwa nań w dali,/
Ażeby skoczył ze skały do fali.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Oko, WzrokSpod mnichowskiego czarnego kaptura/
Świeci jak z grobu źrenica ponura,/
Czasem z ukosa błyskawicę ciśnie,/
I całą burzą dawnych lat zabłyśnie;/
Barwa tych oczu co chwila się mieni./
Chcą ją uważać widzowie zdziwieni/
DumaI wnet uczują ten urok spojrzenia/
Wymowny, trudny do wypowiedzenia,/
Cechę umysłu, co niezgięty w dumie/
Zna swoję wyższość i pokazać umie./
A jako ptaszek, gdy go wąż urzecze,/
Trzepioce skrzydłem, ale nie uciecze,/
Tak widz ujęty w sidła jego wzroku/
Chce i nie może rozerwać uroku./
ŚmiechPrzed nim wpół trwożny braciszek umyka,/
Kiedy samego przypadkiem spotyka;/
Bo on swym wzrokiem i gorzkim uśmiechem/
Zaraża wszystkich boleścią i grzechem./
Przecież zbyt rzadko uśmiechać się raczy,/
Śmiejąc się, tylko urąga rozpaczy./
Poruszy usta i drżące wnet przytnie;/
Widać, że radość już w nich nie zakwitnie/
I że uczucie wzgardy i niedoli/
Już nigdy szczerze śmiać się nie dozwoli./
I tak też było --- trupie jego śmiechy/
Nie są poczęte z serdecznej uciechy./
Ciało, Dusza, UrodaOkropne lica! jakież być musiały,/
Kiedy za młodu namiętnie gorzały?/
Wiek jeszcze wszystkich rysów nie pozgładzał./
Tylko szpetnymi piękne poprzegradzał;/
Jeszcze niekiedy rumieniec w nich pała,/
Znaczno, że dusza nie całkiem sczerniała.</strofa>
<strofa><wers_akap>Gmin widzi tylko w tym posępnym oku,</wers_akap>/
Świadectwo zbrodni i pieczęć wyroku;/
Pilniejszy badacz odgadnie z wejrzenia/
Wielkość umysłu, zacność urodzenia./
Dary niestety zbyt źle umieszczone,/
Skalane zbrodnią, smutkiem przetrawione./
Był to przybytek nie podły, nie mały,/
Gdy w nim tak wielkie zalety mieszkały;/
Dziś został pustym, lecz poważnym gmachem,/
Ludzie nań lubią poglądać ze strachem.</strofa>
<strofa>Chaty bez dachów w pustkach widzi co dzień/
I rzadko do nich zagląda przechodzień;/
Lecz wieża, legła w szturmie albo w burzy,/
Co się czarnymi ruinami chmurzy,/
Wzbudza podróżnych dumania i żale;/
Złamane łuki, opuszczone sale/
Wiele o dawnej powiadają chwale.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Buntownik, Obyczaje, Pobożność, Pycha, ReligiaW długiej kapicy fałdy obwinięty,/
Z cicha przez kolumn przesuwa się rzędy./
Straszy patrzących i sam strachem zdjęty/
Staje i patrzy na święte obrzędy;/
Lecz gdy się ozwał u ołtarza dzwonek,/
Księża uklękli, cofa się w przysionek./
Tam przy niepewnym pochodni promieniu/
Twarz jego blada połyska się w cieniu,/
Tam będzie czekał, aż się nieszpór skończy,/
Słucha śpiewania, lecz głosu nie łączy./
Patrz! tam cień rzuca na bielone ściany./
Kaptur opadły i włos rozczochrany,/
Gęsty i czarny bezładnie się wije,/
Jakby Gorgona swe najbrzydsze żmije/
Wyrwawszy z głowy splotła mu na skronie;/
Bo ten kalajor choć mieszka w zakonie,/
Ślubu nie zrobił, więc nie strzyże głowy,/
I nosi włosy jak człowiek światowy./
Kapicę przywdział jako inne mnichy;/
Dał skarb na kościół, lecz zapewne z pychy,/
Nie z pobożności, hojnie kościół nadał,/
W którym ni razu pacierza nie gadał./
Tam --- patrz na niego --- w dzwonek uderzono,/
Wszyscy uklękli, sakrament wzniesiono;/
Stoi jak posąg i widać z postawy/
Wyraz rozpaczy, wzgardy i obawy./
Ratuj nasz kościół, o święty Bazyli!/
Bośmy na karę bożą zasłużyli,/
Żeśmy takiego grzesznika wpuścili./
Oko, SzatanJeżeli zły duch czasem sobie sprawia/
Człowieczą postać, on tak się objawia./
Te oczy jego, na słowo kapłańskie/
Nie są niebieskie ni ziemskie --- szatańskie!</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Miłość, SerceSerce zbyt czułe --- do kochania skłonne;/
Lecz nie zna, co to kochanie dozgonne,/
Długie cierpienia dzielić siły nié ma,/
Długich z rozpaczą walek[51] nie wytrzyma;/
A twarde serce gdy miłość skaleczy,/
Tej rany nigdy już czas nie uleczy./
Jako rodzimy kruszec od płomienia/
Wprzód się rozżarza, niźli zaczerwienia,/
Wrzucony w pieca płomieniste jamy/
Zgina się, miękczy, lecz zawsze ten samy;/
A potem wedle sztukmistrza rozkazów/
Służy do dania lub odbicia razów,/
Albo pierś twoją przed śmiercią zastawi/
Albo pierś wroga śmiertelnie zakrwawi;/
Lecz gdy raz śmierci ukuto narzędzie,/
Ten kto je ostrzy niech ostrożnym będzie!/
Tak ogień uczuć i sztuka kobieca/
Najtwardsze serca zmiękcza i roznieca;/
Lecz raz nagięte, zmianom nie ulegnie,/
I pierwej pęknie, niźli się odegnie.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Cierpienie, Gotycyzm, Serce, TrupJeśli cierpiących samotność ogarnie,/
Przerwa mąk tylko powiększa męczarnie;/
Pusta pierś czując otchłanie dokoła/
Chce je zaludnić i o boleść woła;/
Bo niedzielone --- każde czucie nudne,/
I szczęście samo do zniesienia trudne!/
Serce w cierpieniach gdy samotność widzi,/
Chcąc mieć pociechę wszystkich znienawidzi./
I jest to serce jak człowiek w mogile/
Gdyby z letargu zbudził się na chwilę/
I czuł z wzdrygnieniem, że robactwo toczy/
Odżyłe jego oblicze i oczy,/
I nie miał siły bronić swych wnętrzności/
Od tych szkaradnych, niespodzianych gości./
Ptak, Serce, ŻałobaTo serce jest jak pelikan, gdy leci/
Przez obszar pustyń, do gniazda, do dzieci,/
Krew swą gotowy na żywność im przelać,/
Życie z głodnymi nie skąpy podzielać;/
Już dziobem piersi rozranił szlachetne,/
I widzi tylko swe gniazdo --- bezdzietne.</strofa>
<strofa>Kondycja ludzka, MorzeNajsroższe męki, które nędzni znoszą,/
Samotnej duszy zdają się rozkoszą,/
Sierocej, stepem otoczonej dzikim,/
Trawiącej czucia niedzielone z nikim./
Któż by był niebios ciekawy widoku/
Bez słońca i bez żadnego obłoku? ---/
Lepiej jest płynąć, choć się niebo chmurzy,/
Niż morskiej nigdy już nie doznać burzy,/
I gdy żywioły zakończyły wojnę/
Być wyrzuconym na brzegi spokojne/
W pustą zatokę i bez towarzyszy,/
Późnego zgonu czekać w wiecznej ciszy;/
Lepiej raz przepaść w zaburzone fale/
Niźli żyć gnijąc po trochu na skale.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>«Ksiądz, SamotnikTyś dni twe przeżył, ojcze spowiedniku,/
Licząc różańce, prawiąc msze bez liku,/
Za cudze zbrodnie błagając gniew boski,/
A sam nie znając zgryzoty ni troski,/
Prócz smutków krótkich zwyczajnych w tym życiu;/
Siwy, spokojny jak byłeś w powiciu!/
Przeraża ciebie walka uczuć dzika/
Ilekroć zajrzysz w serce pokutnika,/
Choć jego skargę, jego łzę żałośną/
Przyjmujesz w duszę czystą i litośną./
Moje dni krótkie na płaczu padole,/
Obfite w rozkosz, lecz płodniejsze w bole ---/
Przecież pomiędzy rozkosze i trudy,/
Przeszedłem życie nie doznawszy nudy;/
Na ucztach, w bojach, z kielichem, z kindżałem./
Zawsze spokojność gnuśną pogardzałem./
Dziś nic nie kocham ani nienawidzę,/
Pychy nie czuję, nadziei nie widzę;/
A dzisiaj jeszcze wolałbym być gadem/
I pod klasztorem pełzać strasząc jadem,/
Niż być wskazanym w cichym mniszym stanie/
Na modlenie się i na rozmyślanie./
Przecież spoczynku nadzieja mnie łechce,/
Chciałbym mieć pokój, ale go czuć nie chcę.</strofa>
<strofa>Wkrótce się wszystko skończy tak jak życzę,/
Zasnę w mogile nie marząc czym byłem,/
Choć moje życie zda się tak zbrodnicze ,/
Gdybym mógł odżyć, żyłbym tak jak żyłem./
Dziś w mej pamięci, jak w ciemnej mogile,/
Leżą już zmarłe mych rozkoszy chwile,/
Lepiej by dawno leżeć razem z niemi,/
Niż ciężką włóczyć tęsknotę po ziemi./
Rycerz, Samobójstwo, Śmierć, Śmierć bohaterska, Odwaga, TchórzostwoNigdy mój umysł nie upadł na męstwie/
W długim i strasznym żywota męczeństwie,/
Sam dobrowolnie w grób się nie położę,/
Jak dawni głupcy lub dzisiejsi tchorze./
Pieniądz, Sława, ŻołnierzZe śmiercią nieraz spotkałem się z bliska;/
Chętnie bym poległ śród pobojowiska,/
Gdybym rycerskim mógł oddychać szałem/
I kochał sławę, jak piękność kochałem./
Lecz jam nie walczył dla oklasków gminu,/
Nie dbam o zdobycz lub stratę wawrzynu,/
To innych dzieło; niech rzną się żołdacy/
Dla wielkiej sławy lub nikczemnej płacy./
Ale mnie dzisiaj jeszcze niech poruszy/
Przedmiot prawdziwie godny mojej duszy,/
Niech mam przed sobą kochankę lub wroga;/
Choćby mi groził i miecz, i pożoga,/
Gdy serce mścić się lub bronić rozkaże,/
Na miecz i ogień jeszcze się odważę./
Bo mężny na śmierć ze wzgardą poziera,/
Nędzarz jej pragnie, tchórz się jej wydziera./
Kto mi dał życie, niechaj je odbiera:/
Ja śmierć bez trwogi spotykałem nieraz/
Gdym był szczęśliwy i dumny --- <wyroznienie>a teraz</wyroznienie>?</strofa>
<strofa>Czyn , Kochanek romantyczny, Miłość, SłowoKochałem ojcze --- o, nie --- ubóstwiałem ---/
Lecz to są słowa, słowo często kłamie ---/
Ja miłość moją czynem pokazałem:/
Kara, Morderstwo, Religia, WrógPrzypatrz się rdzawej na tym mieczu plamie,/
To jest krew dawna, dotąd się nie starła,/
Przelana dla tej co dla mnie umarła./
Krew ta dobyta z serca mego wroga./
Nie trwoż się księże, nie wznoś rąk do Boga,/
Za grzech zabójstwa nie lękam się kary,/
Wróg mój był także wrogiem twojej wiary./
Samo wspomnienie o Maryi synie/
Już obudzało złość w tym poganinie./
Głupiec niewdzięczny! bo jeżeli rana,/
Jeśli śmierć ręką chrześcian zadana,/
Jest Turkom kluczem rajskiego ogrojca,/
Tedy do raju wysłał go zabójca./
I teraz może hurys czarnooka/
Witać Hassana u bramy Proroka.</strofa>
<strofa>Kobieta, Kochanek, Mąż, Mężczyzna, Miłość, Wierność, Zdrada, ZemstaKochałem --- miłość często drogę znajdzie/
Tam nawet, kędy głodny zwierz nie zajdzie,/
A miłość taka, śmiała na przygody,/
Czyliżby miała zostać bez nagrody?/
Gdzie? kiedy? po cóż mam głosić przed światem? ---/
Byłem szczęśliwy w miłości --- dość na tem./
A przecież często żałuję --- daremnie! ---/
Wolałbym nie być kochany wzajemnie./
Ona umarła --- jak? --- o to nie pytaj,/
PiętnoJeśli śmiesz, sam to odgadnij, wyczytaj,/
Bo tu wyryte noszę na mym czole,/
Kaima pismem --- me zbrodnie i bole./
Ale mnie nie klnij --- posłuchaj --- ja byłem/
Przyczyną śmierci --- lecz nie ja zabiłem./
Mógłbym i śmiałbym to samo uczynić,/
Gdyby kochanka śmiała mi przewinić.---/
Jemu niewierna – więc on Ją pochował ---/
Mnie była wierną --- jam go zamordował./
Choć śmierć jej była zasłużoną karą,/
Lecz jej niewierność była dla mnie wiarą,/
Bo mnie oddała serce, skarb sieroty,/
Jedyny, którym nie rządzą despoty./
Ach! poźnom przybył, nie mogłem jej zbawić,/
Mogłem jej tylko małą ulgę sprawić,/
Mogłem w ślad za nią jej wroga wyprawić,/
Jego śmierć lekka --- ale jej męczeństwo/
Było dla myśli mych takim straszydłem,/
Że w końcu ludziom i sobie obrzydłem.</strofa>
<strofa>OmenOn zginął słusznie --- zrządzeniem wyroków./
On wiedział o tym od swoich proroków[52],/
Których słuch wieszczy śmierć przeczuwa w dali/
I słyszy wystrzał wprzód, nim broń wypali;/
Śmierć, WrógZginął śród bitwy, zgiełku i hałasu,/
Bez mąk, bez bolu --- cierpieć nie miał czasu./
Raz tylko wezwać Mahometa zdołał,/
Raz tylko w niebo o pomstę zawołał./
Poznał mnie w tłumie, lecieliśmy cwałem,/
Kara, Rozpacz, Zbrodnia, ZbrodniarzOn poległ --- długo nad leżącym stałem/
I duszy jego ujścia pilnowałem./
Konał jak tygrys pokłuty od szczwaczy[53],/
Lecz nie czuł tego, co czuję --- rozpaczy./
Szukałem w licu sinym, krwią nabiegłym,/
Znaków boleści, --- żadnych nie dostrzegłem./
Rysy, śmiertelną okryte ciemnotą,/
Jeszcze wściekłością tchnęły --- nie zgryzotą./
Cóż bym dał za to, gdybym w jego twarzy/
Mógł widzieć rozpacz ginących zbrodniarzy!/
Widzieć, jak późna, niedołężna skrucha/
Z konającego wywołuje ducha/
Zbrodnię --- i nie chce zbrodniarza rozgrzeszyć,/
Nie może zbawić, a nawet pocieszyć.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Kochanek, Miłość, SerceW krainach zimnych i serca są chłodne,/
Uczuć prawdziwej miłości nie godne./
W moim gorącym sercu, czucia moje/
Wrzały jak w Etnie płomieniste zdroje./
Nie umiem nucić w żałosnych piosenkach/
O lubych więzach i okrutnych wdziękach./
Jeśli krwi burza, oczu błyskawica,/
Ust nieme drżenie, mieniące się lica,/
Serca katownia i głowy szaleństwo,/
Śmiałość w zamiarach i w spełnieniu męstwo,/
Pierś chciwa zemsty, dłoń zbrojna kindżałem,/
Wszystko, co czułem i co dokonałem,/
Jeśli to znakiem kochania --- kochałem!/
Nie wiem, co wzdychać i skargi wywierać,/
Wiem, jak wzajemność zyskać i umierać./
SzczęścieUmrę, lecz pierwej rozkoszy użyłem,/
Niech co chce będzie --- szczęśliwy już byłem./
LosMamże kląć losom? jam sprawca mej doli,/
Ja chciałem cierpieć, nie zmieniłem woli,/
Dziś wróć mi dawne trudy i rozkosze,/
Jam gotów znosić, co zniosłem, co znoszę./
Gotów żyć znowu, jakeśmy z nią żyli,/
Gotów na wszystko --- prócz śmierci Leili./
Grób, Żałoba, Pamięć, KochanekŻycia mojego żałować nie warto,/
Żałuję życia, które jej wydarto./
Ona spi falmi[54] nakryta chłodnemi[55]!/
Ach! czemuż grobu nie miała na ziemi, ---/
Czemuż to serce schorzałe nie może/
Znaleźć i dzielić jej podziemne łoże? ---/
Anioł, Kochanek, Kobieta, MężczyznaAch! był to anioł życia i światłości,/
Widzę go dotąd w oczach moich gości,/
Krąży wkoło mnie, wabi mnie i nęci,/
Moja zaranna jutrzenka pamięci!</strofa>
<strofa>Dusza, MiłośćZaiste, miłość jest świętym pożarem,/
Iskrą zatloną w ogniach nieśmiertelnych;/
Aniołów dobrem, Wszechmocnego darem,/
Balsamem rajskim dla serc skazitelnych./
Pobożność duszę w niebiosa porywa,/
Ale z miłością niebo w duszę wpływa;/
Uczucie, które bóstwem zapalamy,/
Które wytrawia wszystkie myśli plamy./
Jest to promyczek wszechtwórczego słońca,/
Korona, duszę wokoło wieńcząca./
Miłość, ZbrodniaWyznam, że moja miłość była inna,/
Była zbyt ziemska, ludzka, nawet gminna./
Jam grzesznik ojcze --- lecz ona niewinna./
GwiazdaAch! ona była mą gwiazdą polarną,/
Zgasła, któż teraz oświeci noc czarną!/
Ach! gdyby jeszcze weszła mi pogodnie,/
Wiodła mnie znowu, chociażby na zbrodnie!/
CierpienieBo cóż dziwnego, że kto wraz postrada/
I całe szczęście, i wszystkie nadzieje,/
Pokornie głowy pod wyrok nie składa,/
Ale klnie losom i z bolu szaleje,/
I w zbrodniach szuka męczarniom ulżenia,/
A zwiększa tylko winy i cierpienia?/
SerceAch! serce chore na wewnętrzne rany,/
Nie dba na żaden cios zewnątrz zadany!/
UpadekKto raz spadł z niebios, już się nic nie lęka,/
Mniejsza gdzie spadnie, wie, że wszędzie męka.</strofa>
<strofa>StrachWidzę kapłanie, że tobie obrzydłem,/
Drżysz i odwracasz oczy pełne trwogi;/
Miłość, Ptak, WiernośćI tegom dożył! żem stał się straszydłem,/
Jestem dla ludzi jako ptak złowrogi./
Prawda, że miałem drapieżność jastrzębia,/
Żem latał niszcząc i lejąc krwi strugi,/
Alem się uczył kochać od gołębia,/
Umrę nie znając, co kochać raz drugi./
Dobrze by było nieraz ludzi dumnych/
Uczyć przykładem ptaków bezrozumnych!/
Słowik, co w gajach nuci z wiosny porą,/
Łabędź, co zdobi błękitne jezioro,/
Małżonkę sobie jedną tylko biorą./
Niechaj trzpiot z licznych miłostek się chwali,/
Niech tych wyśmiewa, co w miłości stali,/
Niech sobie cacek szuka coraz innych,/
Ja mu nie zajrzę[56] tych uciech dziecinnych./
Lecz u mnie człowiek lekki i przewrotny/
Mniej wart niżeli ów łabędź samotny,/
Stokroć mniej niźli nieszczęsna dziewczyna,/
Którą uwiodłszy zdrajca zapomina./
Miłość, Serce, WiernośćNie, ta na sercu mym nie cięży wina!/
Leilo! byłaś myśli moich treścią,/
Moją rozkoszą i moją boleścią,/
Tyś była cnotą, ty zbrodniami mymi,/
Nadzieją w niebie, i wszystkim na ziemi./
Tak piękna jak ty nie była stworzona,/
A jeśli jest gdzie, już nie dla mnie ona./
Nie chciałbym widzieć na ziemi i w niebie/
Podobnej tobie, chyba samą ciebie./
SzaleństwoŻycia mojego okropne wypadki,/
Łoże śmiertelne, przyzywam na świadki,/
Że ciebie dotąd kocham, jak kochałem./
Ty jesteś lubym serca mego szałem.</strofa>
<strofa>Cierpienie, Wąż, ŻałobaI jej nie było --- a jam z nią nie zginął!/
Żyłem, lecz ból mi oddychać nie dawał,/
Wąż pierś mą ścisnął, serce me obwinął,/
Myśli me kąsał i zemstą napawał./
Odtąd świat cały miałem w obrzydzeniu,/
Nie śmiałem zajrzeć w oczy przyrodzeniu,/
Na wszystkie jego wdzięki i ozdoby/
Padł całun mojej wewnętrznej żałoby!/
Ksiądz, ReligiaResztę, kapłanie, wiesz z mojej powieści,/
Wszystkie me grzechy i część mych boleści:/
Ale mi nie mów więcej o pokucie;/
Już późno! bliskiej śmierci mam przeczucie./
Chociażbym przyjął wiarę objawioną,/
Czy ty odrobisz, co już raz zrobiono?/
Za łzy pociechy wdzięczen jestem tobie./
Ksiądz nie pomoże nic w mojej chorobie,/
Tajnie mej duszy sam w milczeniu badaj,/
Jeśli masz litość nade mną, nie gadaj./
Gdybyś mógł wrócić życie mej Leili,/
Ja bym pokutę zaczął od tej chwili,/
Kupiłbym zaraz i msze, i odpusty,/
I modliłbym się stygnącymi usty.</strofa>
<strofa>CierpieniePódź do jaskini, gdy strzelcy wychwycą/
Z gniazda lwie małe, i rozmów się z lwicą,/
Sprobuj ukoić jej żałosne jęki,/
Mojej nie ulżysz, nie rozdraźniaj męki. ---</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Młodość, Proroctwo, Przeczucie, PrzyjaźńW młodości latach, w szczęśliwych godzinach,/
Gdym lubił dzielić smutki i wesela,/
W mojej ojczyzny kwitnących dolinach/
Miałem --- czy mam go dotąd? --- przyjaciela ---/
Daj mu ten pierścień, przysięgliśmy na nim,/
Wspomnieć o sobie choć raz przed skonaniem./
Wiem, że mnie kochał --- chcę, by się dowiedział/
O moim zgonie --- on mi przepowiedział. ---/
Dziwno --- on wzrokiem przeniknął proroczym/
Przed laty wszystko, co ma ze mną stać się ---/
Śmiałem się --- (wtenczas mogłem jeszcze śmiać się)/
Gdy on ostrzegał --- nie pamiętam o czym!/
Lecz teraz myślą wyzywam na nowo/
Wzgardzone niegdyś każde jego słowo./
Powiedz, że zgadnął --- będzie mu niemiło,/
Że się proroctwo tak na mnie spełniło./
Powiedz, że chociaż w tym wieku namiętnym,/
Gdyśmy wesołe przeigrali chwile/
Lecąc pospołu w niebezpieczeństw tyle,/
Wtenczas bywałem często niepamiętnym/
I roztargnionym --- może obojętnym ---/
ModlitwaPowiedz, że dzisiaj językiem zdrętwiałym,/
Za jego szczęście pomodlić się chciałem./
Ale cóż taka modlitwa pomaga,/
Gdy winowajca za niewinnym błaga? ---/
Przed ludźmi --- niech on sławy mej nie broni,/
On, wiem, że dobry --- przebaczy --- a oni ---/
Niech co chcą mówią --- sława! cóż mi po niej?/
Łzy, ŻałobaNie będę prosił, aby zgonu mego/
Nie opłakiwał --- nie jestem tak dumny ---/
Nie masz piękniejszej ozdoby dla trumny/
Jak łza żałośna brata kochanego./
Pierścień ten --- niech go z rąk twoich otrzyma,/
Wręcz mu i opisz, coś miał przed oczyma:/
Ciało uwiędłe, duszę zagaszoną,/
Łódź falą uczuć na step wyrzuconą,/
Zwój pism zatarty --- liść z dalekiej strony/
Wichrem przygnany i mrozem zwarzony.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Marzenie, SenTylko mi nie mów o snu przywidzeniach;/
Nie, to, mój ojcze, nie było w marzeniach./
Łzy, RozpaczKto marzy, ten śpi; ja wtenczas nie spałem/
Jak teraz nie śpię, i zapłakać chciałem,/
Ale nie mogłem --- źrenica łez głodna,/
Czułem, że była wysechła aż do dna,/
Chciałem wydobyć z niej łzę, łzę jedyną,/
Byłaby dziwną i miłą nowiną;/
Chciałem i teraz chcę, lecz rozpacz wzbrania,/
Rozpacz silniejsza niźli chęć płakania./
Modlitwa, RozpaczNie mów pacierzy, w skutek ich nie wierzę,/
Silniejsza rozpacz niż twoje pacierze./
ZbawienieZbawienia nie wart jestem --- i nie żądam,/
Nie raju, ale spoczynku wyglądam.</strofa>
<strofa>Miłość silniejsza niż śmierć, WizjaWtenczas --- widziałem ojcze --- tak --- tu była!/
Widziałem dobrze --- Gwiazdapowstała --- odżyła,/
Białą, świecącą obwiana symarą,/
Jak widzę teraz, tam nad falą szarą,/
Gwiazdę błyszczącą przez obłok zachodni ---/
Ona świeciła jaśniej i łagodniej./
Dziś gwiazda świeci słabiej, tajemniej,/
Jutro wieczorem wnidzie jeszcze ciemniej,/
Ja, nim doczekam jej promieni drżących,/
Nieczuła bryła i postrach żyjących,/
Ja umrę ojcze. --- Już kończąc cierpienie/
Zbiera się dusza w ostatnie westchnienie./
Cień, DuchTu Ją widziałem, ojcze, i powstałem,/
I wszystkich naszych nieszczęść zapomniałem./
I porwałem się z łoża, i objąłem./
I cóż do mego serca przycisnąłem?/
Cień był w objęciu bez tchu i bez życia,/
Sercem nie czułem wzajemnego bicia!/
Lecz to Leila! to jej postać była!/
Kochanko moja jak się ty zmieniła!/
Spójrzałaś tylko, słowa nie wyrzekłaś,/
Byłaś tak blisko i z rąk mi uciekłaś!/
Lecz choć tak zimna, tak dla mnie zmieniona,/
Obym cię tylko przycisnął do łona,/
Całe me szczęście objąłbym w ramiona./
Niestety, marę objąłem ulotną!/
Ręce opadły na mą pierś samotną ---/
Lecz patrz! to ona! to jej szata długa,/
Jej ręka śnieżna; patrz, jak na mnie mruga/
Tym czarnym okiem; włosy rozpostarła ---/
Nie --- jam nie wierzył --- ona nie umarła!/
Ale on umarł, ja go sam obalił,/
Jam go pochował, kamieniem przywalił ---/
On tu nie wróci, bo ciężka mogiła/
Ciśnie go z góry. --- Ty? --- po coś wróciła?/
Oni mówili, że ta twarz jak zorze,/
Ta postać śliczna, już zapadła w morze,/
I że się nad nią fala szumna leje,/
Rybacy mówią --- szkaradne to dzieje,/
Chciałbym powiedzieć --- język mi drętwieje.</strofa>
<strofa>Kochanek, Morze, ŚmierćAch! jeśli prawda, że ty wyszłaś z morza,/
Szukać dla siebie spokojnego łoża,/
Ach, przesuń mokrą dłoń przez me powieki/
Niech już ostygną, zamkną się na wieki./
Lub rękę połóż na me serce wdowie;/
Czy ciebie marą, czy duchem świat zowie,/
Zostań oświecać chorego węzgłowie[57],/
Odchodząc weźmij z sobą mego ducha./
Potem niech wyje szturm, niech morze bucha.</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>ŁzyTakie me imię, takie są me dzieje./
Samemu tobie powierzam wyznania,/
Wdzięcznie przyjmuję łzę politowania,/
Suche me oko już łez nie wyleje!</strofa>
<strofa><wers_akap>GróbGdy skonam, pogrzeb ubogi mnie sprawisz,</wers_akap>/
Krzyż tylko prosty na grobie postawisz/
Bez żadnych liter --- nie chcę, by wędrowiec/
Napisy czytać szedł na mój grobowiec.» ---</strofa>
<sekcja_asterysk />
<strofa>Umarł --- nie doszedł nikt po jego zgonie/
Jak się nazywał; w jakiej świata stronie/
Jego ojczyzna; --- ostatnie wyznania/
Mnich tylko słyszał we chwilach skonania.</strofa>
<strofa>Tyle zostało o Giaurze podania,/
I o Leili którą on postradał/
I o Hassanie, któremu śmierć zadał.</strofa>
</liryka_l></utwor>
Przypisy
- Temistokles --- żyjący na przełomie VI i V w. p.n.e. grecki polityk i wódz, przywódca stronnictwa demokratycznego, twórca morskiej potęgi Aten.
- Przylądek Kolonna, zwany niegdyś Sunium.
- <slowo_obce>ponik</slowo_obce> --- strumyk wypływający spod ziemi lub znikający pod nią.
- O miłostkach róży i słowika, poeci wschodni często wspominają.
- Na morzach greckich często w noc pogodną słychać dźwięki gitary. Ulubiony to instrument majtków greckich, przy jego dźwięku śpiewają i tańczą.
- <slowo_obce>myśliłbyś</slowo_obce> --- dziś popr. myślałbyś; w tekście zachowano niektóre formy charakterystyczne dla tłumacza, A. Mickiewicza.
- Zapewne rzadko który z czytelników, widział na własne oczy obraz tu opisany. Kto widział, musi pamiętać, jak smutne czyni wrażenie ta dziwna piękność, która kilka godzin po zgonie, zdobi jeszcze twarz martwą; ale kilka godzin tylko. Godna uwagi, że człowiek zabity kulą, ma pospolicie na twarzy wyraz żałości, chociażby za życia był śmiałego i dzikiego charakteru; przeciwnie postać człowieka przebitego sztyletem, wyraża boleść i tchnie dzikością.
- <slowo_obce>stoi wypisano</slowo_obce> --- dziś: stoi napisane; jest napisane.
- Ateny za panowania Tureckiego były własnością Kizlar-Agi, niewolnika serajowego i dozorcy kobiet haremu. Eunuch rządził rządcą Aten.
- Majnoci mieszkańcy dawnej Lakonii, czyli rzeczywiście pochodzą od Spartanów? wiele o tym pisali uczeni.
- <slowo_obce>rudel</slowo_obce> --- dawn. ster statku.
- <slowo_obce>Ramazan</slowo_obce> jest to wielki post turecki; <slowo_obce>Bajram</slowo_obce> wielkie święto które obchodzą na kształt naszego karnawału. O zachodzie słońca, początek Bajramu ogłasza się wystrzałem z harmaty; potem trwają całą noc illuminacje meczetów i wystrzały wiwatowe różnej broni.
- <slowo_obce>Dzeryd</slowo_obce>, jest to pocisk na końcu tępy. Jezdni muzułmańscy rzucają go z konia, bardzo silnie i trafnie; jest to ich ulubiona zabawa; nie wiem, czy można ją nazwać zabawą rycerską, bo najzręczniejsi Dzerydyści w Konstantynopolu są czarni rzezańcy. Pamiętam też Mameluka ze Smyrny, który w tym igrzysku Turków zwyciężał.
- <slowo_obce>sumnienie</slowo_obce> --- dziś: sumienie.
- <slowo_obce>smętarz</slowo_obce> --- dziś: cmentarz.
- <slowo_obce>Simum</slowo_obce>, wiatr pustyni, śmiertelny wszystkiemu co tchem swoim owionie. Poeci wschodni wiele o nim piszą, i różne mu dają nazwiska.
- <slowo_obce>zruca</slowo_obce> --- dziś: zrzuca.
- <slowo_obce>Komnata (...) odbieżana</slowo_obce> --- opuszczona, komnata z której odeszli (odbieżali) wszyscy.
- <slowo_obce>niedoperzy</slowo_obce> --- forma charakterystyczna dla tłumacza (A. Mickiewicza); dziś popr.: nietoperzy.
- Na wschodzie skoro gospodarz chleb z podróżnym rozłamie i solą z nim podzieli się, już go przyjmuje za gościa; chociażby w gościu poznano nieprzyjaciela, już osoba jego jest poświęcona i od wszelkiej krzywdy bezpieczna.
- Ludzkość i litość dla ubogich nakazana jest Koranem muzułmanom. Wyznać należy, że znaleźć można często przykłady tych cnót między Turkami. Zwyczajnie jeżeli kto chce chwalić Turka, wysławia naprzód jego szczodrotę, a potem męstwo.
- Atagan jest to długi sztylet, który Turcy obok pistoletów na pasie zawieszają. Pochwy atagana są pospolicie z metalu, często ze srebra, a u bogatych wyzłacane lub szczerozłote.
- Pomiędzy muzułmanami, tylko ci którzy uchodzą za potomków Mahometa, mają prawo nosić suknie zielonego koloru.
- <slowo_obce>Aleikum Salam</slowo_obce> znaczy pokój z tobą. Chrześcijan pozdrawiają słowem <slowo_obce>Urlarula</slowo_obce>, szczęśliwa droga, albo: <slowo_obce>piresem</slowo_obce>, <slowo_obce>saban serula</slowo_obce>, dzień dobry, dobry wieczór.
- <slowo_obce>zwite</slowo_obce> --- dziś: zwinięte.
- Motyl Kaszemirski, najpiękniejszy i najrzadszy z motylów.
- Powszechne jest mniemanie, że skorpion otoczony żarem sam siebie żądłem zabija. Naturaliści sprzeczają się dotąd, czy owad popełnia samobójstwo dobrowolne, czy tylko wpadłszy w konwulsje, mimowolnym ruchem żądła ranę sobie zadaje. Dla dobra skorpionów życzyć by należało, aby to pytanie rostrzygniono. Skoro by raz uznano, że skorpiony są Katonami owadów, zostawionoby przecie w pokoju tych męczenników historii naturalnej.
- Fingary jest Febe czyli księżyc wschodnich narodów.
- Sławny rubin Sułtana Dżemszyda, w powieściach wschodnich zowie się <slowo_obce>Szebgerag</slowo_obce>, pochodnią nocy, pucharem światłości etc.
- Alsyrat, podług mitologii wschodniej, jest to most, tak wąski jak nitka pajęcza; na tym moście będą musieli Turcy przechodzić do raju; zamiast rzeki, ciągnie się u spodu przepaść piekielna. Do tego przejścia można by zastosować ów Wirgiliusza <slowo_obce>facilis descensus awerni</slowo_obce>. <extra>przypis wieloakapitowy; tu zaczyna się nowy akapit</extra>Pod tym mostem pajęczym, ma być drugi jeszcze węższy, dla chrześcian i żydów. Persowie szczególnie boją się owego mostu: ,,Jeżeli biedny Pers (powiada Chardin) poniesie krzywdę której dochodzić na tym świecie nie widzi sposobu, wtenczas appelluje ciemiężyciela na sąd straszny; odpłacisz ty, woła, na moście Pal Serho; tam ci podstawię nogę, albo uczepię się do poły twoich sukien. Widziałem nie raz, że ciemiężyciel lękając się takiego aresztu, przepraszał pokrzywdzonego; i sam nie raz używałem skutecznie podobnej groźby, etc."
- Mylne to jest mniemanie, że Mahomet nie zostawia kobietom nadziei przyszłego życia; owszem wyznacza im na przytułek trzecią część raju. Wszakże niektórzy wykładacze Koranu, wykręciwszy tekst proroka, nie przyznają kobietom duszy nieśmiertelnej.
- Frangestan kraj Czerkassów.
- <slowo_obce>spróżnia</slowo_obce> --- opróżnia.
- <slowo_obce>moslemina</slowo_obce> --- muzułmanina.
- Liakura (a. Liakoura) --- góra w centralnej Grecji; nowożytna nazwa Parnasu, szczytu, który w mit. gr. była siedzibą Muz.
- <slowo_obce>Bismillach</slowo_obce>, w imię Boga, od tych słów zaczynają się prawie wszystkie rozdziały Koranu, i wszystkie modlitwy i dziękczynienia Muzułmanów.
- Zwyczajne symptoma gniewu u Turków. W roku 1809, na audiencji dyplomatycznej, nagle wąsy Kapu--dana Baszy najeżyły się jak u tygrysa; drogmani pobledli od strachu, szczęściem wąs powoli opadł i obwisnął; zostało więc na karkach może tyle głów, ile było włosów w owych wąsach.
- O złych oczach i urzekaniu złym okiem, powszechna jest wiara między ludem w Turcji i w wielu innych krajach.
- <slowo_obce>arnautskim</slowo_obce> --- arnauackim, czyli albańskim; Arnauaci to popularna nazwa Albańczyków w Turcji i Grecji.
- Palampor, szal który noszą baszowie i znakomite osoby.
- cudzysłów według PIWowskiego wydania, w źródle inaczej, str. 34 - Olu, czy Ty takie rzeczy poprawiałaś i zapiszesz to w swoim podumowaniu? //Zapiszę. I wiele innych zmian. Jestem w trakcie. W innych wydaniach niż nasze źródło wszystkie akapity tekstu będącego czyjąś wypowiedzią - a jest ich dużo, bo jest i długaśna spowiedź Giaura pod koniec utworu - otwierają się cudzysłowem, który kończy się dopiero na końcu ostatniego z akapitów. Nie wiem właściwie, czy to z technicznego punktu widzenia jest słuszne, ale lepiej się rozumie, co się czyta, jak wiadomo, że to cytat czyjejś wypowiedzi. O-Sek.
- Takie są proste nagrobki Turków. Często spotyka je podróżny w dzikich ustroniach pomiędzy skałami, oznaczają mogiły poległych w czasie buntu, albo zamordowanych od zbójców.
- Osmanlis --- Turek, obywatel Imperium Osmańskiego (zw. też Ottomańskim), od nazwy jednego z dominujących ludów tureckich.
- <slowo_obce>Illa-hu, Alla-hu</slowo_obce>, tymi słowami kończy się wzywanie na modlitwę czyli <slowo_obce>muczim</slowo_obce> obwoływany z wież minaretów.
- Monkir i Nekir podług Muzułmanów, są to wielcy inkwizytorowie ciągnący śledztwo z nieboszczyków. Jeżeli z odpowiedzi grzesznika przekonają się o jego winach, wtenczas Monkir kosą ciągnie go do góry, a Nekir, maczugą na dół strąca.
- Eblis, Pluton Muzułmanów.
- Wiara w upiory powszechna na Wschodzie. Turcy zowią je Wardulacha; Grecy równie ich się boją i mnóstwo o nich prawią strasznych powieści.
- <slowo_obce>Kalajor</slowo_obce> lub <slowo_obce>kalojer</slowo_obce>, mnich grecki.
- <slowo_obce>jezdca</slowo_obce> --- dziś: jeźdźca.
- myślnik na końcu zlikwidowany i na początku następnego wersu równię; PIW, str. 56, źródło str. 41 - Olu, czy to są Twoje poprawki?// Tak, jeśli tak jest w książkowym wydaniu, które wzięłaś. // Jest tak w książkowym wydaniu -Olga
- <slowo_obce>walek</slowo_obce> --- dziś popr.: walk.
- W wielu krajach, na przykład w Szkocji, są ludzie którzy mają posiadać wzrok podwójny, przewidywać przyszłe wypadki. W Turcji są niektórzy obdarzeni duchem prorockim, i słyszący przyszłe postrzały.
- <slowo_obce>szczwacz</slowo_obce> --- osoba zajmująca się psami służącymi do polowań; tresuje je, a podczas polowania szczuje je na zwierzynę.
- <slowo_obce>falmi</slowo_obce> --- dziś: falami.
- Przed niewielą laty żona Muchtar Baszy, oskarżyła syna swego o niewierność. Muchtar wywiadywał się o nazwiska kochanek syna. Wymieniono mu dwanaście najpiękniejszych kobiet Janiny. Basza rozkazał je tejże nocy pochwycić, wsadzić w skórzane wory, i wrzucić do morza. Janczar obecny tej egzekucji, zapewniał mnie, że żadna z ofiar nie wydała krzyku, ani pokazała znaku trwogi. Za mojej bytności w Grecji śpiewano pieśni o Frozynie, najpiękniejszej z owych Greczynek. Historia o Giaurze i Leili jest nieco dawniejsza, słyszałem ją od jednego z tych opowiadaczy, którzy po kawiarniach wschodnich prawią różne powieści wierszem i prozą. Żałuję że nie wiele spamiętałem ułamków oryginału, porobiłem różne odmiany, wmieszałem własne dodatki; czytelnik je rozezna po stylu ubogim w obrazy orientalne. Objaśnienia czerpałem z Herbelota i ze sławnej powieści Kalif Watek.<extra>przypis wieloakapitowy; str, 78-79 w źródle</extra>
- <slowo_obce>zajrzeć</slowo_obce> (a. <slowo_obce>zaźrzeć</slowo_obce>) --- zazdrościć.
- <slowo_obce>węzgłowie</slowo_obce> --- wezgłowie; część łoża przeznaczona na złożenie głowy.

