Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki
<akap>
Nie mając ognia, chciał podrzeć go na drobne kawałki, gdy wtem usłyszał za ścianą głos Delfiny i stanął bez ruchu, żeby posłyszeć, oo będzie mówiła baronowa, która, jak sądził, nie powinna była mieć dla niego żadnej tajemnicy. Pierwsze wyrazy, które usłyszał obudziły w nim takie zajęcie, że postanowił wysłuchać rozmowy między ojcem a córką.
</akap>
<akap_dialog>
--- Ach, mój ojcze! --- mówiła Delfina --- postanowiłeś upomnieć się o moją fortunę, lecz daj Boże, żeby nie było za późno i żebyś zdołał jeszcze ochronić mnie od ruiny! Czy mogę mówić?
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Mów, w całym domu nikogo nie ma --- wyrzekł ojciec Goriot głosem zmienionym.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Co ci to, mój ojcze? --- zapytała pani de Nucingen.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Uderzyłaś mnie jak obuchem po głowie --- rzekł starzec. --- Niech ci Bóg tego nie pamięta, dziecię moje! Ty nie wiesz, jak ja cię kocham; gdybyś wiedziała, nie rzuciłabyś mi tych słów okrutnych bez przygotowania, zwłaszcza jeżeli nie zaszło nic nadzwyczajnego. Cóż cię tak znagliło, żeś przyjechała do mnie aż tutaj, wiedząc, że za chwilę mam być na ulicy d’Artois?
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- A, mój ojcze! Czyliż w nieszczęściu można zapanować nad pierwszym poruszeniem? Ja głowę tracę! Adwokat twój wskazał mi dzisiaj nieszczęście, które niebawem pewnie w nas uderzy. Handlowe twoje doświadczenie będzie nam potrzebne; toteż przybiegłam szukać ciebie, jak tonący, co się gałązki chwyta. Pan Derville przekonał się, że Nucingen myśli stawić opór i zagroził mu procesem, mówiąc, że nie trudno będzie otrzymać na to zgodę prezesa trybunału. Nucingen przyszedł dziś do mnie i zapytał, czy ja pragnę jego i swojej ruiny. Odparłam mu, że ja się na tym nic a nic nie znam, że wiem tylko tyle, iż mam fortunę i powinnam z niej korzystać, że zresztą wszystko co się do tego sporu odnosi, należy wyłącznie do mego adwokata, gdyż ja sama nic z tego nie rozumiem i nic w tym względzie powiedzieć nie mogę. Czyż nie tak kazałeś mi powiedzieć, ojcze?
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dobrześ powiedziała --- odrzekł ojciec Goriot.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Otóż --- poczęła znów Delfina --- Nucingen przedstawił mi stan swoich interesów. Kapitały jego i moje włożone są w przedsięwzięcia zaledwie rozpoczęte, na które trzeba było wyłożyć z góry wielkie sumy. Jeżeli zażądam obecnie mego posagu, to Nucingen będzie zmuszony ogłosić się bankrutem; jeżeli zaś zaczekam rok jeden, to przysięga mi na honor, że kapitały moje podwoją się, a może i w trójnasób się powiększą, gdyż on będzie robił obroty i tak poprowadzi interesy, że ja zostanę właścicielką dóbr ziemskich. Ojcze mój, on mówił szczerze i ta szczerość jego mnie przeraziła. Przepraszał mnie za swe postępowanie, wrócił mi zupełną swobodę, pozwolił mi postępować, jak mi się podoba, bylebym tylko upoważniła go do prowadzenia interesów w moim imieniu. Na dowód swej uczciwości przyrzekł mi, że ile razy ja zechcę, tyle razy wezwie pana Derville dla osądzenia, czy akta, na mocy których ja zostanę właścicielką ziemską, będą prawnie zredagowane. Jednym słowem, oddał mi się zupełnie na łaskę i niełaskę. Błaga tylko żebym przez dwa lata jeszcze pozwoliła mu dom prowadzić i nie wydawała dla siebie nic nad to, co mi przeznacza. Przekonał mnie, że odprawił swą tancerkę, że zmuszony jest zaprowadzić najsurowszą oszczędność, żeby nie zachwiać swego kredytu, zanim nie ukończy, rozpoczętych spekulacji. Jam była nieubłagana, udawałam, że w nic nie wierzę, żeby przywieźć go do ostateczności i dowiedzieć się całej prawdy: pokazywał mi swe księgi, płakał wreszcie. Nigdy jeszcze nie widziałam człowieka w takim stanie. Stracił zupełnie głowę, mówił, że się zabije, bredził jak w gorączce, aż mnie litość wzięła.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- I ty wierzysz w takie głupstwa? --- zawołał ojciec Goriot. --- To komediant! Miałem ja do czynienia z Niemcami: są to prawie zawsze ludzie uczciwi i otwarci; lecz gdy który zacznie szachrować pod płaszczykiem szczerości, to pewnie stokroć gorzej od innych cię oszuka. Mąż twój zwodzi ciebie. Widzi, że go przyparto do muru, udaje więc nieżywego i chce zasłonić się twoim imieniem, więcej niż swoim własnym. Chce on skorzystać z tej okoliczności, żeby się zabezpieczyć przed niedającymi się obliczyć z góry rezultatami swoich obrotów handlowych. Kręta z niego sztuka: równie jest chytry jak przewrotny. Ale nic z tego, nie pójdę ja na Pere-La-chaise z tym przekonaniem, że córki moje ze wszystkiego zostały wyzute. Znam się jeszcze trochę na interesach. Powiada, że kapitały jego włożone są w przedsiębiorstwa, dobrze! W takim razie musi posiadać weksle, rewersy, umowy pisemne! Niechże ci je pokaże i niech się z tobą rozliczy. Wtedy wybierzemy najkorzystniejsze spekulacje, poprowadzimy je na swoje ryzyko i będziemy mieli dokumenty<wyroznienie>na imię Delfiny Goriot małżonki barona de Nucingen, której majątek oddzielony jest od mężowskiego</wyroznienie>. Nie tacyśmy głupi, jak się jemu zdaje. Czy on sądzi, że ja pogodzę się z tą myślą, że ty możesz zostać bez majątku, bez kawałka chleba? Ja bym jej nie zniósł przez jeden dzień, przez noc jedną, nawet przez dwie godziny! Ja nie mógłbym żyć z tą myślą. Jak to! Jam pracował przez lat czterdzieści, zlewając się potem i dźwigając worki na własnych ramionach, jam sobie wszystkiego w życiu odmawiał dla was, anioły drogie, coście mi dodawały sił do każdej pracy; a dzisiaj mienie moje, życie moje całe miałoby pójść z dymem! O, ja bym umarł szalony rozpaczą! Nie, na wszystko, co jest świętego na ziemi i w niebie! my tę sprawę rozjaśnimy, sprawdzimy wszystkie księgi, kasę, przedsięwzięcia! Nie zasnę, nie położę się do łóżka, jeść nie będę, dopóki się nie przekonam, że fundusz twój jest cały i nienaruszony. Z łaski Boga masz separację majątkową, a pan Derville, adwokat twój, jest na szczęście człowiekiem uczciwym. Na Boga! Będziesz miała swój milionik, swoje pięćdziesiąt tysięcy liwrów dochodu aż do końca życia lub ja podniosę gwałt na cały Paryż. Ach! Ach! Udam się do izb, jeżeli trybunały nie wymierzą nam sprawiedliwości. Dotychczas sądziłem, żeś spokojna, że twój byt materialny zapewniony i myśl ta była mi pociechą w nieszczęściach, osłodą w cierpieniu. Mienie --- to życie. Pieniądz wszystko może. Więc cóż ten bałwan nam prawi?... Delfino, nie ustępuj ani pół szeląga temu bydlakowi, który przykuł cię do łańcucha i uczynił nieszczęśliwą. Jeżeli nie będzie mógł obejść się bez ciebie, to przynajmniej wyuczymy go prosto chodzić. Boże! Głowa mi płonie, coś mi czaszkę pali. Moja Delfina w nędzy! Och! Fifinko moja! Sapristi! Gdzież są moje rękawiczki? Dalej, śpieszmy! Idę, zrewiduję wszystko, książki, interesy, kasę, korespondencję, pójdę w tej chwili. Nie uspokoję się, aż póki się nie przekonam, że twój fundusz jest zabezpieczony, aż póki nie zobaczę tego na własne moje oczy.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Rozważnie tylko, ojcze kochany! Pamiętaj, że zgubiłbyś mnie, gdybyś przystąpił do tego dzieła z najmniejszą chętką zemsty lub gdybyś zdradził zbyt nieprzychylne usposobienie. On cię zna i nie zdziwił się wcale, że pod twoim wpływem ja sama zaczęłam się troszczyć o swój fundusz; lecz przysięgam ci, on wszystko zagarnął w swoje ręce. To nikczemnik! On gotów porzucić nas i uciec ze wszystkimi kapitałami, bo wie dobrze, że ja bym go nie prześladowała, bo nie chciałabym hańbić własnego imienia. Jest on i słaby, i silny zarazem. Jużem ja wszystko dobrze zbadała. Przekonałam się, że, przywodząc go do ostateczności, przyspieszę tylko własną ruinę.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ależ to łotr wierutny?</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ha! tak jest, ojcze --- zawołała, rzucając się z płaczem na krzesło --- Nie chciałam mówić o tym, żeby ci oszczędzić zmartwienia, żeś mnie wydał za takiego człowieka! Obyczaje i sumienie, ciało i dusza, wszystko się w nim zgadza! To coś okropnego: czuję dla niego pogardę i nienawiść. Tak jest, po tym, co mi ten podły Nucingen powiedział, nie mogę mieć dla niego najmniejszego szacunku. Człowiek, który mógł wdać się w takie spekulacje handlowe, o jakich on mi dziś mówił, nie ma żadnego poczucia delikatności. Obawy moje pochodzą stąd, żem jasno zobaczyła głąb jego duszy. On, mąż mój, powiedział otwarcie, że daje mi zupełną swobodę, wiesz ojcze, co to znaczy? Ale za to ja mam być w razie nieszczęścia narzędziem w jego ręku, mam go zasłonić swoim imieniem.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ależ na to są prawa! Mamy przecie plac de Greve dla zięciów tego rodzaju! --- zawołał ojciec Goriot. --- Ja sam ściąłbym mu głowę, gdyby kata nie było.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nie, mój ojcze, na niego prawa nie ma. Powtórzę ci w krótkości jego mowę, odrzucając niepotrzebne dodatki, w które treść samą obwijał: ,,Musisz pozwolić, bym ukończył rozpoczęte spekulacje, albo wszystko przepadnie i ty sama zostaniesz zrujnowana, bez grosza przy duszy; ja zaś nikogo prócz ciebie nie mogę wziąć za wspólnika". Czy to dość jasno? On nie przestał jeszcze dbać o mnie. Uczciwość moja jest dla niego dostateczną rękojmią; wie, że mi dosyć własnego funduszu, że się na jego pieniądze nie pokwapię. Jest to spółka nieuczciwa i złodziejska, na którą muszę przystać, bom zagrożona utratą całego funduszu. Nucingen kupuje moje sumienie, a za to pozwala, bym należała do Eugeniusza. ,,Możesz popełniać błędy, ale w zamian pozwól mi dopuszczać się zbrodni, pozwól mi wydzierać chleb biedakom!" Czy taka mowa jest dość jasna? Wiesz, ojcze, co on nazywa spekulacją handlową? On kupuje na swe imię kawał ziemi, na którym spekulanci podstawieni z jego ramienia zaczynają budować domy. Ludzie ci wchodzą w umowę z rozmaitymi przedsiębiorcami, którym płacą nie gotówką, tylko wekslami z bardzo dalekim terminem wypłaty; następnie mąż mój wypłaca im bardzo niewielką sumę i dostaje za to pokwitowanie, które czyni go właścicielem wszystkich domów; oni zaś ogłaszają się bankrutami, a biedni, oszukani przedsiębiorcy muszą iść z kwitkiem. Firma domu de Nucingen służy do przyciągania tych biedaków. Zrozumiałam i to także, że Nucingen, chcąc dowieść w razie potrzeby, że jest w stanie wypłacać sumy ogromne, posłał znaczne kapitały do Amsterdamu, Londynu, Neapolu i Wiednia. Jakże zdołalibyśmy je pochwycić?
</akap_dialog>
<akap>
Eugeniusz posłyszał głuchy odgłos: to ojciec Goriot upadł na kolana.
</akap>
<akap_dialog>
--- Boże mój, cóżem ja ci zawinił? Córka moja oddana w ręce nikczemnika, który wymoże na niej wszystko, czego zechce. Przebacz mi, córko! --- zawołał starzec.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Tak, jest w tym i twoja wina, żem ja w taką przepaść wpadła --- rzekła Delfina. --- Myśmy tak nierozsądne, gdy za mąż wychodzimy! Czyż my znamy wtedy świat, interesy, ludzi, obyczaje? Ojcowie powinni by myśleć za nas. Ojcze drogi, ja ci nic nie wyrzucam, przebacz mi te słowa. W tym razie, wina cała jest po mojej stronie. Nie, nie płacz, tatku --- mówiła, całując go w czoło.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- I ty nie płacz, Delfinko moja mała. Pozwól, niech ci pocałunkiem łzy z oczu obetrę. Nie bój się! Niech ja tylko pójdę po rozum do głowy, to jeszcze potrafię rozwikłać pasmo interesów, które twój mąż splątał.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nie, ojcze, pozwól mnie działać; ja potrafię wziąć się do niego. On mnie kocha, mam nad nim przewagę, skorzystam więc z tego i wymogę na nim, żeby obrócił niezwłocznie część moich kapitałów na kupno nieruchomości. Może potrafię skłonić go, żeby odkupił na moje imię ziemię Nucingen w Alzacji. Tylko proszę cię, ojcze, przyjdź jutro przejrzeć księgi i zbadać stan jego interesów. Pan Derville nic a nic nie zna się na sprawach handlowych. Nie, lepiej jutro nie przychodź. Nie chcę sobie psuć krwi. Pojutrze będzie bal u pani de Beauséant, muszę więc oszczędzać się, żeby być piękną i świeżą i przynieść chlubę kochanemu memu Eugeniuszowi! Pójdźmy zobaczyć jego pokój.
</akap_dialog>
<akap>
W tej chwili powóz jakiś zatrzymał się na ulicy Neuve-Sainte-Geneviève, po czym dał się słyszeć na schodach głos pani de Restaud, która zapytywała: ,,Czy mój ojciec jest w domu?" Okoliczność ta wybawiła szczęśliwie Eugeniusza, który zamierzał już rzucić się na łóżko i udać, że śpi w najlepsze.
</akap>
<akap_dialog>
--- Ach! ojcze, czyś nie słyszał nic o Anastazji? --- rzekła Delfina, poznając głos siostry. --- Zdaje się, że u niej w domu dzieją się też dziwne rzeczy.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Co takiego? --- zapytał ojciec Goriot --- to już chyba przyszła ostatnia moja godzina? Biedna moja głowa nie wytrzyma podwójnego nieszczęścia.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Dzień dobry, ojcze --- rzekła hrabina we drzwiach. --- Ach! I tyś tutaj, Delfino.
</akap_dialog>
<akap>
Pani de Restaud była widocznie niezadowolona ze spotkania z siostrą.
</akap>
<akap_dialog>
--- Dzień dobry, Naściu --- rzekła baronowa. --- Czy cię moja obecność zadziwia? Ja się co dzień z ojcem widuję.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Od jakiegoż to czasu?</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nie potrzebowałabyś pytać, gdybyś również u niego bywała.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nie drażnij mnie, Delfino --- zawołała hrabina płaczliwie. --- Jam taka nieszczęśliwa, jam zgubiona, biedny mój ojcze! O! Tym razem zupełniem już zgubiona!...
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Co ci jest, Naściu? --- zawołał ojciec Goriot. --- Powiedz nam wszystko, dziecię drogie. --- Jak ona zbladła! Delfino, pomóżże jej, bądź dla niej dobrą, a ja będę cię kochał jeszcze więcej, jeżeli tylko potrafię!
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Biedna Naściu --- rzekła pani de Nucingen, podając siostrze krzesło --- mów proszę. Widzisz w nas dwie jedyne istoty, które kochają cię tak bardzo, że wszystko przebaczyć ci gotowe. Widzisz, miłość rodzinna nigdy nie zawodzi.
</akap_dialog>
<akap>
Podała jej flakonik z eterem i hrabina przyszła do siebie.
</akap>
<akap_dialog>
--- Ja tego nie przeżyję! --- zawołał ojciec Goriot. --- Słuchajcie --- mówił, poprawiając torf rozpalony w piecu. --- Zbliżcie się tu obie. Mnie zimno. Co ci jest, Naściu? Mów prędko, bo mnie zabijasz...
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ach! --- zawołała biedna kobieta --- mąż mój wie o wszystkim. Wyobraź sobie, ojcze, że niedawno... Przypominasz sobie ten weksel Maksyma? Niestety! Nie był to już pierwszy, jużem ja przedtem niejeden zapłaciła. W początku stycznia, pan de Trailles wydawał mi się jakoś bardzo zmartwiony. Nic wprawdzie nie mówił; ale to tak łatwo odgadnąć, co się dzieje w sercu istoty ukochanej: dosyć najlżejszej wskazówki; przy tym bywają czasem przeczucia. Był bardziej rozkochany, bardziej czuły niż zwykle, a ja byłam coraz szczęśliwsza. Biedny Maksym! Wyznał później, że w myśli żegnał się ze mną, bo chciał sobie życie odebrać. Ale zaczęłam go dręczyć, błagać, dwie godziny modliłam go na kolanach, aż wyznał, że winien był sto tysięcy franków! Mnie się w głowie przewróciło. Tyś nie miał pieniędzy, bom ci wszystko wydarła...
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nie --- rzekł ojciec Goriot --- nie mógłbym zebrać tyle pieniędzy, chyba bym kraść poszedł. Ale ja byłbym poszedł, Naściu! Ja pójdę.
</akap_dialog>
<akap>
Obie siostry milczały; ostatnie słowo starego brzmiało złowrogo, jak przedśmiertne chrapanie i świadczyło o agonii uczucia ojcowskiego, które stało się już bezsilne. Jakiż egoizm nie zmiękłby na ten krzyk rozpaczy, co niby kamień w przepaść ciśnięty, zdradzał głębokość jej niezmierzoną?
</akap>
<akap_dialog>
--- Uzyskałam te pieniądze, rozporządzając tym, co do mnie nie należało --- zawołała hrabina, zalewając się łzami.
</akap_dialog>
<akap>
Delfina, wzruszona, zapłakała także, tuląc głowę do szyi siostry.
</akap>
<akap_dialog>--- Więc to wszystko prawda --- wyrzekła.</akap_dialog>
<akap>
Anastazja spuściła głowę; pani de Nucingen otoczyła jej kibić ramieniem, ucałowała ją czule i przytuliła do piersi.
</akap>
<akap_dialog>
--- Tu znajdziesz zawsze miłość, a nigdy sądzona nie będziesz --- powiedziała.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Aniołki moje --- rzekł Goriot słabym głosem --- dlaczegóż nieszczęście jest przyczyną waszego połączenia?
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Chcąc ocalić życie Maksyma, chcąc wreszcie ocalić całe moje szczęście --- poczęła hrabina ośmielona dowodami uczucia żywego i gorącego --- poszłam do znanego ci lichwiarza, do tego piekielnego Gobsecka, którego nic wzruszyć nie może i sprzedałam mu wszystkie brylanty familijne, do których pan de Restaud niezmiernie jest przywiązany. Wszystkie sprzedałam! Rozumiecie? On został wybawiony, ale ja za to umarłam! Restaud o wszystkim się dowiedział.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Przez kogo? Jak? Ja go zabiję! --- krzyknął ojciec Goriot.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Wczoraj kazał mnie prosić do swego pokoju. Poszłam... ,,Anastazjo --- powiedział takim głosem... (och! dość mi było głos jego usłyszeć, bym się wszystkiego domyśliła) --- gdzie są twoje brylanty?" --- Mam je u siebie. --- ,,Nie --- odparł patrząc mi w oczy --- one są tu, na mojej komodzie". --- I pokazał mi szkatułkę, którą przykrył był chustką do nosa. --- ,,Wiesz skąd się tu wzięły?" --- zapytał. Upadłam mu do nóg... płakałam, pytałam, jaki rodzaj śmierci wolałby wybrać dla mnie.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Tyś to wszystko powiedziała? --- zawołał ojciec Goriot.--- Na święte imię Pańskie! Każdy kto ośmieli się skrzywdzić jedną z was, póki ja żyję, może być pewien, że go na wolnym ogniu spalę! Tak jest, posiekam go, jak...
</akap_dialog>
<akap>
Ojciec Goriot zamilkł, wyrazy zamierały mu w gardle.
</akap>
<akap_dialog>
--- W końcu, moja droga, objawił takie żądanie, że wolałabym, iżby wydał na mnie wyrok śmierci. Nie daj Boże żadnej kobiecie, żeby miała usłyszeć to, co ja usłyszałam!
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ja zamorduję tego człowieka --- powiedział ojciec Goriot spokojnie. --- Ale on ma tylko jedno życie, a mnie dwa winien. Czegóż on chciał? --- zapytał, patrząc na Anastazję.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Oto --- poczęła hrabina po chwilowym milczeniu --- odezwał się do mnie w te słowa: ,,Anastazjo, ja pokryję wszystko milczeniem, pozostaniemy nadal razem, mamy dzieci. Nie zastrzelę pana de Trailles, bo mógłbym go chybić, a chcąc się go pozbyć w inny sposób, mógłbym się spotkać ze sprawiedliwością ludzką. Zabić go w twoich objęciach, to znaczyłoby zniesławić dzieci. Chcąc uniknąć zguby twych dzieci, ich ojca i swojej własnej, podaję ci dwa warunki. Odpowiadaj: Czy ja mam choć jedno dziecko?" Odpowiedziałam, że tak. ,,Które?" --- Ernesta, najstarszego. --- ,,Dobrze --- powiedział --- teraz przysięgnij, że będziesz mi posłuszną w jednym razie". --- Przysięgłam. --- Podpiszesz, gdy ja zechcę, akt sprzedaży dóbr swoich".
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nie podpisuj --- zawołał ojciec Goriot. --- Nigdy nie podpisuj tego! Ach! Ach! Panie de Restaud, nie umiesz zapewnić szczęścia kobiecie, ona szuka go gdzie indziej, a ty karzesz ją za swą głupią niedołężność?... Ale hola! Ja tu jestem, znajdzie on mnie na swojej drodze! Bądź spokojna, Naściu! A! Pan hrabia troszczy się o spadkobiercę! Bardzo dobrze. Ja mu pochwycę tego syna, który, do pioruna, jest przecie moim wnukiem! Wolno mi będzie przecie zobaczyć tego bębna. Będę miał o nim staranie, bądź spokojna. Upokorzę ja tego potwora, gdy mu powiem: ,,Teraz między nami sprawa! Jeżeli chcesz mieć syna, to oddaj mej córce cały fundusz i pozwól jej postępować, jak się jej podoba!"
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Mój ojcze!</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Tak, jam twój ojciec. A! jam ojciec prawdziwy. Niech ten jasny pan nie śmie krzywdzić mych córek. Do pioruna! Nie wiem, co w mych żyłach krąży. Mam krew tygrysią, chciałbym pożreć tych dwóch ludzi. O dzieci! Więc to takie wasze życie? Ach! To śmierć moja. Cóż się z wami stanie, gdy mnie już nie będzie? Rodzice powinni by żyć tak długo jak i dzieci. Mój Boże! Jakże ten świat źle urządzony! A jednak mówią nam, że Ty masz syna. Powinien byś nie dopuścić, żebyśmy w dzieciach naszych cierpieli. Jak to, drogie moje anioły, więc tylko boleści waszej zawdzięczam, żeście tu przyszły? Pokazujecie mi tylko łzy swoje. O tak, wy mnie kochacie, widzę to dobrze. Chodźcie, chodźcie poskarżyć się tutaj! Serce moje jest wielkie, może wszystko zmieścić. Tak jest, na próżno rozrywać je będziecie, bo z każdego kawałka powstanie serce ojcowskie. Chciałbym wziąć na siebie troski wasze i wycierpieć wszystko, co wy cierpicie. Ach, byłyście bardzo szczęśliwe, gdyście były małe...
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Tylko wówczas dobrze nam było --- rzekła Delfina. --- Gdzież są te czasy, kiedyśmy to zeskakiwały z worków w wielkim spichlerzu?
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ojcze, to jeszcze nie wszystko --- szepnęła Anastazja, pochylając się ku Goriotowi, który aż się cofnął. --- Sprzedaż brylantów nie przyniosła mi stu tysięcy franków. Maksyma wciąż ścigają. Pozostaje zapłacić tylko dwanaście tysięcy, a on przyrzekł, że się ustatkuje, że już nadal grać nie będzie. Ja mam tylko tę miłość jego na świecie, a zapłaciłam za nią tak drogo, że umrę, jeżeli utracić ją będę musiała. Poświęciłam jej mienie, sławę, spokój i dzieci. O, niechże przynajmniej Maksym będzie swobodny, szanowany, niech pozostanie w świecie, gdzie sobie stanowisko wyrobić potrafi. Teraz on winien mi nie samo szczęście: mamy dzieci, które zostałyby bez majątku. Wszystko przepadnie, jeżeli go osadzą w Sainte-Pélagie.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ja nie mam pieniędzy, Naściu. Nie mam już nic, nic! To skończenie świata. O, świat się zawali, to pewne. Idźcie stąd, uciekajcie prędzej! Ach! Mam jeszcze sprzączki srebrne i sześć nakryć, najpierwszych jakie posiadłem w swym życiu. Wreszcie, pozostało mi już tylko dwanaście tysięcy franków rocznego dochodu.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- A cóżeś zrobił, ojcze, z swoim dożywotnim dochodem?
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Sprzedałem go i zabezpieczyłem sobie tylko szczupłą pensyjkę na własne potrzeby. Potrzebowałem dwunastu tysięcy franków, żeby urządzić Fifince apartament.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- W twoim domu, Delfino? --- zapytała pani de Restaud.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- A! To wszystko jedno! --- zawołał ojciec Goriot. --- Dość, że już nie ma dwunastu tysięcy franków.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Domyślam się --- rzekła hrabina. --- To dla pana de Rastignac. Ach, zatrzymaj się, biedna Delfino! Spójrz, dokąd to mnie zaprowadziło.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Moja droga, pan de Rastignac jest młodym człowiekiem, który z pewnością nie zuboży swej kochanki.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Dziękuję, Delfino. Spodziewałam się coś lepszego usłyszeć od ciebie w krytycznym moim położeniu; ale tyś mnie nigdy nie kochała.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Przeciwnie, ona cię kochała, Naściu --- zawołał ojciec Goriot --- właśnie przed chwilą mi to mówiła. Rozmawialiśmy o tobie i Delfina utrzymywała, że ty jesteś piękna, a ona tylko ładną nazwać się może.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ona! --- powtórzyła hrabina --- ona posiada chłodną piękność.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Niech i tak będzie --- rzekła Delfina --- lecz powiedz, jakżeś ty ze mną postępowała? Tyś się mnie zaparła, tyś zamknęła przede mną drzwi wszystkich domów, w których bywać pragnęłam, jednym słowem, korzystałaś z każdej sposobności, żeby mi przykrość wyrządzić. A ja, czyż przychodziłam za twoim przykładem wydzierać ojcu tysiąc po tysiącu, wyzuwać go z mienia i doprowadzać do stanu, w jakim obecnie się znajduje? Patrz, siostro, to twoje dzieło. Ja widywałam ojca, póki tylko mogłam, jam go za drzwi nie wypchnęła i nie przychodziłam lizać mu rąk, gdy mi był potrzebny. Nie wiedziałam nawet, że wydał dla mnie te dwanaście tysięcy franków. Zresztą, tatko dawał mi podarunki, gdy chciał --- jam ich nigdy nie żebrała.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Bo tobie szczęście sprzyjało. Pan de Marsay był bogaty, zdaje się, że wiesz o tym dobrze. Ale ty byłaś zawsze zimna jak złoto. Żegnam was, nie mam ani siostry, ani...
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Milcz, Naściu! --- krzyknął ojciec Goriot.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Tylko taka siostra jak ty może powtarzać rzeczy, w które już nikt nie wierzy. Tyś istny potwór --- mówiła Delfina.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Dzieci, dzieci, przestańcie, bo się w waszych oczach zabiję.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Słuchaj, Naściu, przebaczam ci, boś ty nieszczęśliwa --- mówiła baronowa dalej. --- Ale jam lepsza od ciebie. Jak mogłaś powiedzieć mi coś podobnego i to w takiej chwili, kiedy ja zdolna byłam wszystko dla ciebie uczynić, nawet wejść do pokoju mego męża, czego nie zrobiłabym ani dla siebie, ani dla... To godne wszystkich złych postępków, jakich dopuściłaś się względem mnie od lat dziewięciu.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Dzieci, dzieci, uściśnijcie się! --- mówił ojciec. --- Wyście obie dobre jak anioły.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nie, proszę mi dać pokój --- zawołała hrabina, odpychając ojca, który ją wziął za ramię. --- Nawet mąż mój miałby dla mnie więcej litości, niż ona. Można by pomyśleć, że ona jest wzorem cnoty!
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Wolę zawsze, żeby mówiono, żem winna pieniądze panu de Marsay, niż żebym sama miała wyznać, że pan de Trailles kosztuje mnie przeszło dwieście tysięcy franków --- odparła pani de Nucingen.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Delfino! --- krzyknęła hrabina i postąpiła ku niej krok jeden.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ja mówię prawdę, a ty mnie czernisz --- powiedziała chłodno baronowa.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Delfino! Ty jesteś...</akap_dialog>
<akap>
Ojciec Goriot rzucił się ku hrabinie, powstrzymał ją i zakrył jej ręką usta, nie dając reszty domówić.
</akap>
<akap_dialog>
--- Mój Boże! Do czego ty się dotykałeś, ojcze? --- zawołała Anastazja.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ach, prawda! Moja wina --- rzekł biedny ojciec, wycierając ręce o spodnie. --- Nie wiedziałem, że przyjdziecie, przygotowywałem się do przenosin.
</akap_dialog>
<akap>
Szczęśliwy był, że zasłużył na wymówkę, która ściągnęła na niego gniew córki.
</akap>
<akap_dialog>--- Ach! --- począł, rzucając się na krzesło --- wyście mi serce rozdarły. Przyszła już moja ostatnia godzina! W głowie mi się coś gotuje, jak gdyby ogień był pod czaszką. Bądźcie już grzeczne, kochajcie jedna drugą! Chyba śmierci mojej chcecie. Delfino, Naściu, wy miałyście słuszność, nie --- wy obie nie miałyście słuszności. Słuchaj, Dedelko --- mówił dalej, podnosząc na baronową oczy pełne łez --- ona potrzebuje dwunastu tysięcy franków, postarajmy się o nie. Nie patrzcie na siebie takim wzrokiem.</akap_dialog>
<akap>Stary ukląkł przed Delfiną.</akap>
<akap_dialog>--- Przeproś ją, jeżeli chcesz mi zrobić przyjemność --- szepnął z cicha. --- Ona jest bardziej nieszczęśliwa.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Biedna moja Naściu --- rzekła Delfina przerażona dzikim i obłąkanym wyrazem, jaki twarz ojca przybrała pod wpływem boleści --- jam zawiniła, uściśnij mię...
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ach! Przykładacie mi balsam do serca --- zawołał ojciec Goriot. --- Ale skąd tu wziąć dwanaście tysięcy franków? A gdybym ja ofiarował się na zakładnika...
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- A, nie, nie, ojcze! --- zawołały obie córki, zbliżając się do niego.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Bóg ciebie za tę myśl wynagrodzi, bo naszego życia na to za mało! Nieprawdaż, Naściu? --- mówiła Delfina.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- A zresztą, ojcze, byłoby to kroplą w morzu --- zauważyła hrabina.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czyż i za cenę krwi nic zrobić nie można? --- zawołał starzec z rozpaczą. --- Poświęcę się dla tego, kto ciebie, Naściu, wybawi; gdy każe, człowieka dla niego zabiję. Zrobię jak Vautrin, pójdę na galery! Ja...</akap_dialog>
<akap>Zatrzymał się, jak gdyby grom w niego uderzył.</akap>
<akap_dialog>--- Nic już nie mam! --- zawołał, rwąc sobie włosy. --- Gdybym wiedział, gdzie ukraść można; ale i kradzież trudno popełnić. Zresztą, chcąc bank rozbić, potrzeba niemało ludzi i czasu. Cóż, trzeba umierać, nic już innego zrobić nie mogę. Tak jest, na nic się już nie przydam, nie jestem już ojcem, nie! Ona mnie prosi, ona, potrzebuje, a ja, nędzny, nic już nie mam. A! Stary niegodziwcze, zachciało ci się dochodu dożywotniego, a zapomniałeś, że masz córki! Chyba już ich nie kochasz? Zdychaj, zdychaj, psie jakiś! Tak, jam gorszy od psa, żaden pies nie postąpiłby w ten sposób! Och, moja głowa! coś mi ją rozsadza!</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ależ, ojcze, bądź rozsądny --- wołały obie kobiety, zatrzymując Goriota, który uderzał głową o ścianę.
</akap_dialog>
<akap>
Stary zanosił się od płaczu. Eugeniusz, przerażony tym, co słyszał, pochwycił rewers podpisany dla Vautrina na znacznie większą sumę; poprawił cyfrę i zrobił na imię Goriota rewers regularny na dwanaście tysięcy franków.
</akap>
<akap_dialog>
--- Oto są pieniądze --- powiedział, wchodząc do pokoju Goriota i podając papier hrabinie. --- Spałem w swoim mieszkaniu, ale obudziła mnie głośna rozmowa i dowiedziałem się, com winien panu Goriotowi. Oto jest mój rewers, możecie go państwo sprzedać, a ja zapłacę go jak najsumienniej.
</akap_dialog>
<akap>Hrabina stała jak martwa, trzymając papier w ręku.</akap>
<akap_dialog>
--- Delfino! --- zawołała blada i drżąca z gniewu, wściekłości i szału --- przebaczyłam ci wszystko, Bóg mi świadkiem, a tyś tak postąpiła! Jak to! Ten pan był za ścianą, tyś o tym wiedziała i zemściłaś się nikczemnie, pozwalając, bym wydała przed nim swoje tajemnice, życie swoje i swoich dzieci, swój wstyd, swoją sławę! Słuchaj, nie dbam teraz o ciebie, nienawidzę cię, będę ci szkodziła jak tylko potrafię, będę...
</akap_dialog>
<akap>W gardle jej zaschło i gniew przeciął jej słowa.</akap>
<akap_dialog>
--- Ależ to syn mój, to dziecko nasze, to brat twój, twój zbawca --- wołał ojciec Goriot.--- Uściskaj go, Naściu! Patrz, ja go uściskam --- dodał, chwytając Eugeniusza w ramiona z szalonym jakimś zapałem. --- O, dziecię moje! Ja będę tobie więcej niż ojcem, będę ci całą rodziną. Chciałbym być Bogiem, żeby ci świat rzucić pod nogi. Ale pocałujże go, Naściu! To nie człowiek, to anioł, prawdziwy anioł.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Daj jej pokój, ojcze, ona szalona w tej chwili.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Szalona! Szalona! A ty, jaka jesteś? --- zapytała pani de Restaud.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Dzieci moje, ja umrę, jeżeli tak mówić będziecie --- zawołał starzec, padając na łóżko, jak gdyby postrzałem śmiertelnym ugodzony. --- One mnie zabijają! --- powiedział.
</akap_dialog>
<akap>Hrabina spojrzała na Eugeniusza, który stał niemy, ogłuszony gwałtownością tej sceny.</akap>
<akap_dialog>--- Panie --- wyrzekła, zapytując go ruchem, głosem i spojrzeniem, gdy tymczasem Delfina rozpinała pośpiesznie kamizelkę ojca.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Pani, zapłacę i będę milczał --- odparł, nie czekając zapytania.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Zabiłaś ojca, Naściu! --- rzekła Delfina, pokazując siostrze starca zemdlonego.
</akap_dialog>
<akap>Hrabina uciekła z pokoju.</akap>
<akap_dialog>
--- Przebaczam jej --- rzekł stary, otwierając oczy. --- Położenie jej jest tak okropne, że obłąkało by nawet lepszą głowę. Pocieszaj ją, Delfino, bądź dla niej łagodna; przyrzecz to biednemu twemu ojcu, który prosi cię o to w ostatniej godzinie --- mówił, ściskając rękę Delfiny.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ale co ci jest, ojcze? --- pytała baronowa przerażona.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nic, nic, to przejdzie --- odparł ojciec. --- Coś mi ściska czoło, to pewnie migrena. Biedna Naścia, co za przyszłość!
</akap_dialog>
<akap>Hrabina wróciła w tej chwili do pokoju i rzuciła się do kolan ojca.</akap>
<akap_dialog>--- Przebaczenia! --- zawołała.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Przestań, Naściu, bo to mi jeszcze większy ból sprawia --- rzekł ojciec Goriot.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Panie --- rzekła hrabina, podnosząc na Rastignaca oczy zalane łzami --- boleść uczyniła mnie niesprawiedliwą. Będziesz mi pan bratem? --- dodała, wyciągając do niego rękę.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Naściu --- zawołała Delfina, przyciskając siostrę do piersi --- zapomnijmy o wszystkim, droga moja Naściu!
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- O nie! --- odparła tamta. --- Ja będę pamiętała.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Anioły moje --- zawołał ojciec Goriot --- zdejmujecie zasłonę, która mi spadła na oczy, wasz głos mnie ożywia. Uściskajcie się jeszcze. No cóż, Naściu? Czy cię ten weksel poratuje?
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Mam nadzieję. Ale, tatku, czy ty go nie podpiszesz?
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Patrzcie, tożem dopiero głupi, żem o tym zapomniał! To dlatego, że mi się źle zrobiło, daruj mi, Naściu. Przyślij mnie zawiadomić, żeś się już swojej troski pozbyła. Albo ja sam przyjdę. Ale nie, nie pójdę: nie mogę już widzieć się z twoim mężem, bo zabiłbym go na miejscu. Ale nie bój się, przyjdę, gdy będzie mowa o sprzedaży twych majątków. Śpiesz, moje dziecko, i postaraj się, żeby się Maksym ustatkował.
</akap_dialog>
<akap>Eugeniusz stał zdumiony.</akap>
<akap_dialog>
--- Biedna Naścia była zawsze taka gwałtowna --- rzekła pani de Nucingen --- ale serce ma najlepsze.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ona powróciła po to tylko, by podpis uzyskać --- powiedział Eugeniusz, pochylając się do ucha Delfiny.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak sądzisz?</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Chciałbym temu nie wierzyć. Nie ufaj jej --- mówił Eugeniusz, wznosząc oczy do góry, jak gdyby pragnął powierzyć Bogu myśli, do wypowiedzenia których brakło mu odwagi.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- A tak, ona miała zawsze skłonność do udawania, a biedny ojciec nie umie się na tym poznać.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Jakże wam teraz, dobry ojcze Goriot? --- zapytał Eugeniusz starego.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Spać mi się chce.</akap_dialog>
<akap>
Eugeniusz pomógł mu położyć się na łóżku i stary usnął po chwili, trzymając córkę za rękę.
</akap>
<akap_dialog>
--- Zobaczymy się wieczorem w teatrze --- rzekła Delfina powstając --- powiesz mi wtedy, jak się ma mój ojciec. Pan przenosisz się jutro. Chodźmy zobaczyć pański pokój. Ach! Co za okropność! --- zawołała, wchodząc do jego mieszkania. --- Wszak tu gorzej jeszcze jak u mego ojca. Jakżeś ty dziś pięknie postąpił, Eugeniuszu! Będę cię kochała jeszcze więcej, jeżeli tylko potrafię; ale, dziecko drogie, kto chce dorobić się fortuny, ten nie powinien wyrzucać po dwanaście tysięcy franków za okno. Hrabia de Trailles jest szulerem. Anastazja nie chce tego widzieć. Potrafiłby on zdobyć sobie te dwanaście tysięcy tam, gdzie zwykł wygrywać i przegrywać całe góry złota.
</akap_dialog>
<akap>Głuchy jęk przywołał ich do pokoju Goriota. Stary wydawał się uśpiony, lecz za zbliżeniem się dwojga zakochanych, usta jego zaczęły się poruszać:</akap>
<akap_dialog>---One nie są szczęśliwe! --- wyszeptał.</akap_dialog>
<akap>Nie wiadomo, czy słowa te zostały wymówione we śnie, czy na jawie, ale dźwięk ich przeniknął tak głęboko serce córki, że zbliżyła się do barłogu, na którym ojciec spoczywał i pocałowała go w czoło. Stary przymknął oczy.</akap>
<akap_dialog>--- To Delfina! --- powiedział.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- No cóż, jakże ci, ojcze? --- zapytała baronowa.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Dobrze. Bądź spokojna, ja wstanę niebawem. Idźcie, idźcie moje dzieci, bądźcie szczęśliwi.
</akap_dialog>
<akap>
Eugeniusz przeprowadził Delfinę do domu, ale nie chciał pozostać u niej na obiedzie i pośpieszył do gospody, zaniepokojony stanem Goriota. Stary przyszedł był właśnie do sali jadalnej i zamierzał siąść do stołu. Bianchon obrał sobie takie miejsce, z którego mógł najlepiej obserwować fizjonomię eksfabrykanta. Ojciec Goriot wziął swoim zwyczajem kawałek chleba i zaczął go wąchać, by osądzić z jakiej mąki był wypieczony, ale ruch jego był tak dalece machinalny i pozbawiony tego, co można by nazwać świadomością czynu, że student medycyny potrząsł głową w sposób złowieszczy.
</akap>
<akap_dialog>
--- Zbliż się do mnie, panie asystencie przy szpitalu Cochin --- rzekł Eugeniusz.
</akap_dialog>
<akap>
Bianchon przysiadł się do niego tym chętniej, że zarazem zbliżał się i do Goriota.
</akap>
<akap_dialog>--- Co jemu jest? --- zapytał Rastignac.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Już po nim! Jeżeli się nie mylę, musiało się z nim stać coś nadzwyczajnego, bo zdaje mi się, że mu grozi lada chwila atak apoplektyczny. Niższa część twarzy jest wprawdzie spokojna, ale patrz, w wyższej części wszystkie rysy ściągają się mimowolnie ku czołu. Przy tym oczy jego przybrały wyraz szczególny, który dowodzi, że woda na mózg naciska. Wyglądają tak, jak gdyby były zasypane drobniuchnym pyłkiem. Jutro rano będę mógł powiedzieć coś pewniejszego.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czy na to jest jakie lekarstwo?</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nie ma żadnego. W najlepszym razie będzie można opóźnić śmierć, jeżeli uda się wywołać reakcję ku kończynom, zwłaszcza ku nogom; lecz jeżeli symptomy nie ustaną do jutrzejszego wieczora, to biedny stary przepadł bez ratunku. Czy nie wiesz, co spowodowało chorobę? Musiał to być jakiś cios gwałtowny, pod którym zachwiała się moralna jego istota.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Zgadłeś --- powiedział Rastignac --- przypominając sobie, że obie córki wstrząsały bez przerwy sercem ojcowskim. </akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Delfina kocha przynajmniej swego ojca --- myślał Eugeniusz.
</akap_dialog>
<akap>
Wieczorem, w teatrze, zaczął mówić o starym z wielką ostrożnością, żeby nie zaniepokoić pani de Nucingen.
</akap>
<akap_dialog>
--- Bądź spokojny --- powiedziała baronowa przy pierwszych jego wyrazach --- ojciec, mój jest silny. Tylko zanadtośmy go dzisiaj wzruszyły. Fundusz nasz jest zagrożony, czy pojmujesz całą doniosłość takiego nieszczęścia? Ja bym tego nie przeżyła, gdyby nie miłość twoja, wobec której zbladło nawet to, co dawniej byłoby dla mnie niepokojem śmiertelnym. Dziś drżę tylko przed jednym nieszczęściem, jedną tylko znam obawę, żeby nie utracić tej miłości, przez którą poznałam całą wartość życia. Po za tym uczuciem wszystko mi jest obojętne, nic więcej w świecie nie kocham. Tyś wszystkim dla mnie. Jeżeli cenię bogactwo, to dlatego tylko, żeby się tobie lepiej podobać. Muszę wyznać ze wstydem, że jestem więcej kochanką niż córką. Dlaczego? Nie wiem sama. Całe moje życie jest w tobie. Ojciec dał mi serce, ale tyś mu bić kazał. Niech mnie cały świat potępia, mniejsza o to! Ty nie możesz mieć do mnie żalu, ty musisz usprawiedliwić przestępstwa, na które mnie skazuje uczucie niezwalczone. Sądzisz może, że ze mnie córka wyrodna? O nie! Któż by mógł nie kochać tak dobrego ojca? Ale czyż mogłam zapobiec, żeby nie spostrzegł wreszcie następstw, jakie wynikły z naszych małżeństw opłakanych? Dlaczegóż im nie zapobiegł? Czyż nie powinien był myśleć za nas? Wiem, że dzisiaj cierpi nie mniej od nas, ale cóż miałyśmy zrobić? Pocieszać go? To by się na nic nie zdało. Widok naszej rezygnacji przyczyniłby mu więcej bólu, niż wszystkie nasze wyrzuty i skargi. Bywają chwile, w których wszystko staje się goryczą.
</akap_dialog>
<akap>
Eugeniusz milczał, wzruszony do głębi naiwnym wyrazem prawdziwego uczucia. Prawda, że paryżanki bywają często przewrotne i próżne, samolubne, zimne i zalotne, lecz i to pewna, że umieją kochać prawdziwie i poświęcać swym namiętnościom więcej uczucia, niż inne kobiety; że stają się wzniosłe, gdy podniosą się nad wszystkie swoje małostki. Zastanawiała też Eugeniusza głębokość i trafność umysłu, z jaką kobieta sądzi uczucia najbardziej naturalne, gdy jaka skłonność silniejsza oddala ją od nich.
</akap>
<akap_dialog>
--- O czymże pan myślisz? --- zapytała pani de Nucingen obrażona milczeniem Eugeniusza.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Wsłuchuję się jeszcze w to, coś mi powiedziała. Sądziłem dotychczas, że ja kocham silniej od ciebie.
</akap_dialog>
<akap>
Baronowa uśmiechnęła się, ale natychmiast zapanowała nad doznanym zadowoleniem, bo chciała zatrzymać rozmowę w granicach zakreślonych przez formy przyzwoitości. Dotąd nigdy jeszcze nie słyszała przejmujących wyrazów miłości młodzieńczej i szczerej. Jeszcze słów kilka, a nie miałaby już siły zapanować nad sobą.
</akap>
<akap_dialog>
--- Eugeniuszu --- powiedziała zmieniając przedmiot rozmowy --- czy wiesz, że cały Paryż będzie jutro u pani de Beauséant. Rochefide'owie i markiz d'Adjuda postanowili działać w tajemnicy. Król ma podpisać jutro kontrakt ślubny, a biedna twoja kuzynka nic jeszcze o tym nie wie. Będzie musiała przyjmować jutro masę osób, a markiz nie będzie na jej balu. Powszechnie o tym tylko mówią.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- A świat śmieje się z podłości i udział w niej przyjmuje! Czyż nie wiesz, że pani de Beauséant życiem to przypłaci?
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nie! --- odparła Delfina z uśmiechem. --- Nie znasz tego rodzaju kobiet. Ale cały Paryż pójdzie do niej i ja tam będę! Tobie jednak zawdzięczam to szczęście.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Może to tylko jedna z niedorzecznych pogłosek, których tak wiele krąży po Paryżu? --- powiedział Rastignac.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Jutro dowiemy się prawdy.</akap_dialog>
<akap>
Eugeniusz nie poszedł do domu Vauquer. Nie mógł wymóc na sobie, żeby nie nacieszyć się nowym mieszkaniem. Ostatnim razem Eugeniusz wyszedł od Delfiny o pierwszej po północy, a teraz znów Delfina pożegnała go koło drugiej. Nazajutrz spał dość długo, a później czekał pani de Nucingen, która przyjechała o południu na śniadanie.
</akap>
<akap>
Młodzi ludzie tak są chciwi tych uroczych chwil szczęścia, że Eugeniusz zapomniał prawie zupełnie o ojcu Goriot. Jakże mu błogo było oswajać się z tymi wykwintnymi przedmiotami, które do niego należały. Obecność pani de Nucingen podnosiła jeszcze wartość każdej rzeczy.
</akap>
<akap>
Około czwartej, kochankowie przypomnieli sobie ojca Goriot, myśląc o szczęściu, którego nieborak spodziewał się zakosztować w tym domu. Eugeniusz zrobił uwagę, że stary mógł się na dobre rozchorować i że dlatego właśnie należało przenieść go jak najrychlej do nowego mieszkania. Pożegnał więc Delfinę i pośpieszył do domu Vauquer, gdzie wszyscy stołownicy zgromadzeni już byli u stołu. Brakowało tylko Goriota i Bianchona.
</akap>
<akap_dialog>
--- Wiesz --- zawołał malarz --- ojciec Goriot zupełnie się rozkleił; Bianchon jest tam u niego. Stary widział się z jedną z swych córek, z hrabiną de Restaurama, potem chciał wyjść, ale słabość jego się wzmogła. Społeczeństwo utraci jedną z najpiękniejszych swych ozdób.
</akap_dialog>
<akap>Rastignac postąpił szybko ku schodom.</akap>
<akap_dialog>--- Panie Eugeniuszu!</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Proszę pana --- rzekła wdowa --- i ojciec Goriot i pan mieliście opuścić mój dom piętnastego lutego. Tymczasem trzy dni upłynęły już od tej daty. Trzeba będzie zapłacić mi za cały miesiąc, ale ja poprzestanę na słowie pańskim, jeżeli pan zechcesz zaręczyć za ojca Goriot.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Po co? Czyż mu pani nie ufasz?</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Czy nie ufam! Gdyby nieborak stracił przytomność i umarł, to córki jego nie dałyby mi ani grosza, a to, co po nim pozostanie, nie warte i dziesięciu franków. Nie wiem, po co wyniósł dziś z domu ostatnie swoje sztućce srebrne. Wystroił się jak młodzieniec, a nawet, Boże odpuść, zdaje mi się, że się uróżował, bo był dziwnie jakoś wyświeżony.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ja odpowiadam za wszystko --- rzekł Eugeniusz i zadrżał z przerażenia przeczuwając nową jakąś katastrofę.
</akap_dialog>
<akap>
Poszedł co prędzej do Goriota, którego zastał w łóżku. Bianchon siedział tuż przy nim.
</akap>
<akap_dialog>--- Dzień dobry ojcze ---- rzekł Eugeniusz.</akap_dialog>
<akap>Starzec uśmiechnął się łagodnie zwracając na niego szkliste swoje oczy.</akap>
<akap_dialog>--- Jakże się ona ma? --- zapytał.</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Dobrze. A ty, ojcze?</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nieźle.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Nie trzeba go utrudzać --- rzekł Bianchon odciągając Eugeniusza w róg pokoju.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Cóż tu słychać? --- zapytał Rastignac.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Biedak cudem chyba może być zbawiony. Uderzenie na mózg już nastąpiło. Przyłożyłem mu synapizmy, szczęściem odczuwa je, to znak, że działają.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Czy można go przenieść?</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Niepodobna. Trzeba go pozostawić w spokoju i strzec od wszelkiego wzruszenia fizycznego lub moralnego.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Kochany Bianchon, my obaj będziemy go pielęgnowali.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Jużem ja wezwał naczelnego lekarza z mego szpitala.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- No i cóż?</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- On zawyrokuje dopiero jutro wieczorem. Przyrzekł mi, że przyjdzie, gdy załatwi swą czynność. Na nieszczęście, ten biedak stary popełnił dziś jakiś krok nierozważny, z którego nie chce się wytłumaczyć. Uparł się jak muł jaki. Gdy mówię do niego, to udaje, że nie słyszy, albo że śpi, a gdy oczy otworzy, to zaczyna stękać, żeby mi tylko nie odpowiadać. Chodził dziś z rana na miasto, nie wiadomo dokąd. Zabrał z sobą, co tylko posiadał z kosztowniejszych rzeczy i musiał zrobić jakąś frymarkę, przy czym resztki sił wyczerpał. Jedna z córek była u niego.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Hrabina? --- zapytał Eugeniusz. --- Czy to była brunetka wysmukła o kształtnej nóżce i żywych, pięknych oczach?
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak jest.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Zostaw mnie na chwilę sam na sam ze starym. Ja go wyspowiadam, on mi wszystko powie.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Pójdę tymczasem na obiad. Tylko staraj się nie wzruszać go zanadto, bośmy jeszcze ostatecznie nadziei nie stracili.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Bądź spokojny.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Jutro będą się dobrze bawiły --- rzekł ojciec Goriot do Eugeniusza, gdy zostali sami. --- Będą na wielkim balu.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Powiedz, tatku, coś ty dziś robił z rana, że teraz masz się gorzej i musisz leżeć w łóżku?
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Nic.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Anastazja była u ciebie? --- zapytał Rastignac.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Tak --- odparł ojciec Goriot.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- No i cóż? Proszę nic przede mną nie ukrywać. Czegóż ona jeszcze żądała?
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ach! --- począł stary z wysiłkiem --- cóż chcesz, moje dziecko, ona była bardzo nieszczęśliwa! Naścia nie ma ani grosza od czasu owej sprawy z brylantami. Kazała sobie robić na bal suknię ze złotogłowu, w której będzie wyglądała jako cacko. Ale szwaczka niegodziwa nie chciała nic robić na kredyt i Naścia musiała wziąć tysiąc franków od pokojówki, żeby zapłacić jej z góry. Biedna, trzebaż jej było dojść do tego! To mi serce rozdarło. Pokojówka zobaczyła tymczasem, że Restaud stracił całe zaufanie do Naści, przelękła się więc o swoje pieniądze i umówiła się ze szwaczką, żeby nie wydawać sukni, aż dopóki pani nie odda jej pożyczonej sumy. Bal ma być jutro, suknia już gotowa. Naścia jest w rozpaczy. Chciała wziąć moje nakrycia stołowe, żeby je zastawić. Mąż jej chce, żeby była na tym balu dla pokazania całemu Paryżowi brylantów, o sprzedaż których wszyscy ją posądzają. Ale czyż ona może powiedzieć temu potworowi: ,,Winnam tysiąc franków, zapłać je?" Nie, ja to dobrze pojmuję. Delfina będzie miała strój wspaniały, a za cóż Naścia ma być gorszą od młodszej siostry? Biedne dziecko! Ona we łzach tonie. A ja nie miałem wczoraj dwunastu tysięcy franków, to mnie tak upokorzyło, że dla okupienia swojej winy oddałbym chętnie resztki nędznego żywota. Wiesz co? Dotychczas miałem siłę przenieść wszystkie nieszczęścia, ale ostatni brak pieniędzy rozdarł mi serce. Och! och! Nie namyślając się długo sprzedałem za sześćset franków nakrycia stołowe i sprzączki, później ustąpiłem papie Gobseck dochód całoroczny za czterysta franków, które mi wypłacił od razu . Ha! Będę żyć suchym chlebem! Wystarczało mi to, gdy byłem młody, to i teraz może wystarczyć. Ale za to moja Naścia będzie miała piękny wieczór i ubierze się jak lalka. Mam tysiąc franków pod poduszką. Aż mi się cieplej robi, gdy pomyślę, że tu pod głową u mnie leży coś takiego, co sprawi przyjemność biednej mojej Naści. Będzie mogła przynajmniej wypędzić tę szkaradną Wiktorynę. Czy to słychane rzeczy, żeby słudzy nie mieli ufności w swoich panach! Jutro będę zdrowszy. Naścia przyjdzie o dziesiątej. Nie trzeba, żeby one myślały, żem chory, bo żadna nie poszłaby na bal, a obie chciałyby mnie pielęgnować. Naścia uściśnie mnie jutro jak swoje dziecko, a pieszczoty jej zupełnie mnie uzdrowią. Mogłem wydać tysiąc franków na lekarstwo, lecz wolę dać je memu wszechlekarzowi, mojej Naści. Przynajmniej pocieszę ją w nędzy, a to zgładzi mą winę, żem śmiał zapewnić sobie dochód dożywotni. Ona jest na dnie przepaści, a ja nie mam dość siły, żeby ją stamtąd wyciągnąć. O! Ja rozpocznę znów handel. Pojadę do Odessy po zboże, które kosztuje tam trzy razy mniej niż u nas. Przywóz ziarna w naturze jest wprawdzie zabroniony, ale dobrzy ludzie, co tworzą prawa, nie pomyśleli o rozlicznych produktach, które się ze zboża wyrabia. Ho! ho! Myśl ta przyszła mi dziś od rana do głowy! Krochmal może do wielkich rzeczy doprowadzić.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- On zwariował --- pomyślał Eugeniusz patrząc na starego. --- Dosyć, ojcze, uspokój się, nic nie mów...
</akap_dialog>
<akap>
Eugeniusz nie poszedł na obiad, aż póki Bianchon nie powrócił. Następnie obaj przepędzili noc przy chorym, doglądając go po kolei, przy czym jeden czytał książki medyczne, a drugi pisał listy do sióstr i do matki. Symptomy, które się objawiły nazajutrz, były, zdaniem Bianchona, dosyć pomyślne; lecz stan chorego wymagał ciągłej pieczołowitości, na którą tylko nasi studenci mogli się zdobyć, a której opis musiałby obrazić wstydliwą frazeologię naszej epoki. Wychudłe ciało starego pokryte zostało pijawkami i kataplazmami; zrobiono mu wannę na nogi i próbowano różnych środków medycznych, do zastosowania których trzeba było całej siły i całego poświęcenia dwóch naszych młodzieńców. Pani de Restaud nie przyszła sama, tylko przysłała posłańca dla zabrania pieniędzy.
</akap>
<akap_dialog>
--- Sądziłem, że sama przyjdzie, ale to i lepiej, że przysłała, bo widok mój mógłby ją zaniepokoić --- rzekł ojciec Goriot, którego i ta okoliczność zdawała się uszczęśliwiać.
</akap_dialog>
<akap>
O siódmej wieczorem Teresa przyniosła list od Delfiny.
</akap>
<akap>
,,Czym żeś ty zajęty, drogi przyjacielu? Czyż miałbyś mnie zaniedbywać, mnie, którą tak niedawno pokochałeś? Słysząc twoje zwierzenia serdeczne poznałam, że masz piękną duszę i musisz być z liczby tych, co pozostają zawsze wiernymi z pełną świadomością wszystkich odcieni uczucia. Pamiętam, jakeś powiedział słuchając modlitwy Mojżesza: Dla jednych to dźwięk monotonny, dla innych to nieskończoność harmonii! Pamiętaj, że cię czekam, bo mamy jechać razem na bal do pani Beauséant. Kontrakt pana d'Adjuda został dziś rzeczywiście podpisany u dworu; biedna wicehrabina dowiedziała się o tym o drugiej po południu. Cały Paryż pójdzie dziś do niej, jak pospólstwo idzie tłumnie na plac de Greve w dzień egzekucji. Czyż to nie okrucieństwo iść po to tylko, by zobaczyć, czy ta kobieta będzie umiała ukryć swą boleść, czy dobrze umrzeć potrafi? Ja nie poszłabym, to pewna, gdybym przedtem u niej bywała; ale dzisiejsze przyjęcie będzie pewnie ostatnim, nie mogę go więc opuścić, bo wszystkie moje zabiegi byłyby daremne. Położenie moje jest wyjątkowe. Zresztą, chcę być na balu, bo i ty na nim będziesz. Czekam twego przybycia. Jeżeli nie przyjdziesz za dwie godziny, to nie wiem, czy potrafię przebaczyć ci takie wiarołomstwo".
</akap>
<akap>Rastignac wziął pióro i odpisał co następuje:</akap>
<akap>
,,Czekam doktora, który zawyrokuje, czy ojciec twój żyć będzie. Zdaje się, że jest umierający. Przyniosę ci wyrok, lecz boję się, żeby to nie był wyrok śmierci. Zobaczysz jeszcze, czy będziesz mogła być na balu. Przyjm zapewnienia najczulszej miłości".
</akap>
<akap>
Doktór przyszedł o wpół do dziewiątej i stwierdził, że choć chory wyzdrowieć nie może, lecz i śmierć nie tak rychło jeszcze nastąpi. Zapowiedział ciągłe zmiany na lepsze i na gorsze, od których życie i przytomność starego będą zależały.
</akap>
<akap_dialog>
--- Lepiej byłoby dla niego, gdyby prędzej skończył --- rzekł doktor na zakończenie.
</akap_dialog>
<akap>
Eugeniusz powierzył ojca Goriot pieczy Bianchona, a sam poszedł do pani Nucingen ze smutnymi wieściami, które miały zaćmić jej radość. Tak przynajmniej sądził nasz student, którego umysł napojony był jeszcze surowym pojęciem obowiązków rodzinnych.
</akap>
<akap_dialog>
--- Z tym wszystkim, powiedz jej, niech się dobrze bawi --- zawołał ojciec Goriot, podnosząc się na posłaniu, na którym leżał dotąd bezwładnie.
</akap_dialog>
<akap>
Eugeniusz stanął przed Delfina z sercem rozdartym boleścią. Baronowa była już w trzewikach balowych, uczesana, gotowa tak, że tylko suknię włożyć pozostawało. Ale ostatnie te przygotowania, podobne do pociągnięć pędzla, którymi malarze wykończają swoje płótna, wymagały więcej czasu niż samo tło obrazu.
</akap>
<akap_dialog>
--- Jak to, jeszcześ pan nie ubrany? --- zapytała pani de Nucingen.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Ale ojciec pani...</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Jeszcze mój ojciec --- zawołała przerywając. --- Ależ nie będziesz mnie pan uczył, com winna swemu ojcu. Znam ja ojca od dawna. Ani słowa, Eugeniuszu. Wtedy będę pana słuchała, gdy zobaczę, żeś już ubrany. Teresa przygotowała wszystko w pańskim mieszkaniu, powóz mój gotów, bierz go pan i powracaj. Pomówimy o ojcu jadąc na bal. Trzeba wyjechać wcześnie, bo i tak zatrzyma nas cały szereg powozów i w najlepszym razie chyba o jedenastej wejdziemy na salę.
</akap_dialog>
<akap_dialog>--- Pani!</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Dosyć, ani słowa więcej --- zawołała biegnąc do buduaru po naszyjnik.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Niechże pan jedzie, panie Eugeniuszu, bo się pani rozgniewa --- rzekła Teresa popychając studenta, który stał przerażony tym wykwintnym ojcobójstwem.
</akap_dialog>
<akap>Eugeniusz wyszedł oddając się najsmutniejszym, najbardziej zniechęcającym rozmyślaniom. Świat wydawał mu się oceanem błota, w którym dość było nogę umoczyć, by wnet ugrzęznąć po szyję.</akap>
<akap_dialog>--- Tylko nędzne zbrodnie tu się popełnia! --- myślał sobie. --- Vautrin jest większy.</akap_dialog>
<akap>Zobaczył już z bliska trzy wielkie wyrazy społeczeństwa: Posłuszeństwo, Walkę i Bunt; Rodzinę, Świat i Vautrina. I nie miał odwagi wybierać. Posłuszeństwo było nudne, Bunt niemożliwy, a Walka niepewna. Myśl jego przeniosła się na łono rodziny. Przypomniał sobie czyste wzruszenia życia spokojnego, przypomniał dni spędzone w gronie istot kochających, które poddawały się prawom przyrodzonym ogniska domowego znajdując przy nim szczęście zupełne, trwałe, niczym nie zmącone. Pomimo tych dobrych myśli, Eugeniusz nie miał odwagi złożyć przed Delfiną wyznania wiary dusz czystych i nakazać jej Cnotę w imię Miłości. Były to pierwsze owoce rozpoczętego niedawno wychowania; młodzieniec zaczynał już kochać samolubnie. Spryt wrodzony pozwolił mu odgadnąć naturę serca Delfiny, przeczuwał, że ta kobieta mogłaby iść na bal po trupie własnego ojca, a nie miał siły wystąpić w roli moralisty, nie miał dość odwagi, by się jej narazić, ani dość cnoty, żeby ją opuścić.</akap>
<akap_dialog>
--- Nie przebaczyłaby mi nigdy --- myślał sobie --- gdybym ją przekonał, że nie miała w tym razie słuszności.
</akap_dialog>
<akap>
Następnie zaczął się zastanawiać nad słowami lekarzy i wmawiać w siebie, że ojciec Goriot nie był wcale tak słaby, jak mu się zdawało; w końcu zdobył się na tysiące niegodnych rozumowań, za pomocą których potrafił usprawiedliwić Delfinę. Ona nie wie, w jakim stanie ojciec się znajduje, a zresztą sam stary odesłałby ją na bal, gdyby poszła do niego. Częstokroć prawo społeczne, nieubłagane w swojej formule, potępia tam, gdzie zbrodnia pozorna jest usprawiedliwiona tysiącem modyfikacji, które wyradza w łonie rodziny różnica charakterów oraz rozmaitość interesów i położeń. Eugeniusz chciał oszukać siebie samego i gotów był zrobić dla kochanki ofiarę z własnego sumienia. Od dwóch dni wszystko się w jego życiu zmieniło. Kobieta zmąciła jego porządek, zaćmiła blask rodziny i wszystko na swoją korzyść zabrała. Rastignac i Delfina spotkali się wśród takich okoliczności, które pozwoliły im odczuć całą słodycz tego spotkania. Namiętność ich dobrze przygotowana wzmogła się przez posiadanie, które zwykło zabijać namiętności.
</akap>
<akap>
Posiadając tę kobietę, Eugeniusz przekonał się, że dawniej pragnął jej tylko, a pokochał ją dopiero wtedy, gdy mu szczęście poznać dała. Kto wie, czy miłość nie jest tylko wdzięcznością za przyjemność doznaną? Eugeniusz nie pytał, czy ta kobieta jest nikczemną, czy wzniosłą; ubóstwiał ją za całe szczęście, które jej przyniósł w udziale i którego sam od niej doświadczył. Delfina również kochała go tak, jak Tantal kochałby anioła, który by przyszedł nasycić głód jego lub ugasić palące jego pragnienia.
</akap>
<akap_dialog>
--- Jakże ma się mój ojciec? --- zapytała Delfina, gdy stanął przed nią w stroju balowym.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Niezmiernie źle --- odparł student --- jeżeli chcesz dać mi dowód swego przywiązania, to wstąpimy do niego.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Dobrze --- powiedziała --- ale to po balu. Mój Eugeniuszu, bądźże dobry, nie praw mi morałów. Chodźmy.
</akap_dialog>
<akap>
Pojechali. Eugeniusz nie odzywał się przez czas długi.
</akap>
<akap_dialog>--- Co tobie? --- zapytała Delfina.</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Słyszę chrapanie twego ojca --- odparł z nieukontentowaniem.
</akap_dialog>
<akap>
I zaczął opowiadać z młodzieńczym zapałem o okrutnym postępku, którego pani de Restaud dopuściła się przez próżność, o śmiertelnym niebezpieczeństwie, na jakie ojciec dla niej się naraził, i o tym, jaką ceną okupiona będzie świetna suknia Anastazji. Delfina płakała.
</akap>
<akap_dialog>
--- Łzy mnie oszpecą --- pomyślała baronowa, a oczy jej oschły natychmiast. --- Pójdę pielęgnować ojca, nie odstąpię od jego łóżka --- powiedziała.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Ach! Teraz jesteś taka, jaką cię widzieć pragnąłem --- powiedział Eugeniusz.
</akap_dialog>
<akap>
Latarnie pięciuset powozów oświecały pojazd pałacu Beauséantów. Żandarmi na koniach znajdowali się po obu stronach drzwi oświetlonych. Wyborowe towarzystwo napływało tak obficie, a każdemu tak pilno było zobaczyć tę wielką kobietę w chwili upadku, że parterowe salony pałacu były już napełnione, gdy pani de Nucingen przybyła z Rastignac'iem.
</akap>
<akap>
Od chwili, gdy cały dwór cisnął się do ,,wielkiej Panny", której Ludwik XIV wydzierał kochanka, żadne nieszczęście serdeczne nie miało tyle rozgłosu, co przygoda pani de Beauséant. Ale ostatnia córa prawie królewskiego domu burgundzkiego okazała się wyższa od swego nieszczęścia i panowała aż do ostatniej chwili światu, od którego przyjęła próżność tylko dlatego, że ta miała dopomóc do tryumfu jej miłości. Najpiękniejsze kobiety Paryża ożywiały salon świetnością stroju i wdziękiem swych uśmiechów. Dokoła wicehrabiny cisnęli się dworacy najbardziej dystyngowani, znakomitości wszelkiego rodzaju, ambasadorowie i ministrowie obwieszani krzyżami, gwiazdami i wstęgami różnych kolorów. Orkiestra brzmiała pod złocistymi stropami pałacu, który zmienił się dla swej królowej w pustynię bezludną. </akap>
<akap>
Pani de Beauséant stała na środku pierwszego salonu, przyjmując mniemanych swoich przyjaciół. Ubrana biało, bez żadnych ozdób w gładko zaplecionych włosach, wydawała się spokojna i nie zdradzała ani boleści, ani dumy, ani radości kłamanej. Nikt nie mógł wyczytać, co się działo w jej duszy. Rzekłbyś, że to Niobe wyciosana z marmuru. Uśmiech, którym witała najszczerszych przyjaciół przybierał niekiedy odcień szyderstwa; a zresztą była zupełnie taka jak zwykle, tak podobna do owej wicehrabiny, którą szczęście opromieniało swym blaskiem, że najobojętniejsi musieli ją podziwiać, jak młode Rzymianki podziwiały gladiatorów, którzy umieli uśmiechać się konając. Rzekłbyś, że świat przystroił się odświętnie na pożegnanie jednej z władczyń swoich.
</akap>
<akap_dialog>
--- Obawiałam się, że pan nie przyjedziesz --- rzekła do Rastignaca.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Pani --- odparł głosem wzruszonym, biorąc jej słowa za wymówkę --- przyszedłem i wyjdę ostatni.
</akap_dialog>
<akap_dialog>
--- Dobrze --- powiedziała biorąc go za rękę. --- Pan jesteś tu może jedyną istotą, której mogę zaufać. Przyjacielu, kochaj tylko taką kobietę, którą będziesz mógł kochać wiecznie, a nigdy żadnej nie opuszczaj.
</akap_dialog>
<akap>
Wsparła się na ramieniu Rastignaca i poprowadziła go do salonu, w którym grano w karty.
</akap>
<akap_dialog>
--- Jedź pan do markiza --- rzekła siadając z nim na kanapie. --- Jakub, kamerdyner mój pojedzie razem i wręczy ci list do markiza, w którym upominam się o swoją korespondencję. Chcę wierzyć, że odda ci ją w całości. Gdy wrócisz pan z mymi listami, wejdź proszę do mego pokoju; każę, żeby mi znać dano.
</akap_dialog>
<akap>Powstała na spotkanie najlepszej swej przyjaciółki, księżny de Langeais. Rastignac pojechał do pałacu Rochefide'ów, gdzie margrabia d’Adjuda miał spędzić wieczór. Jakoż był tam rzeczywiście, lecz dowiedziawszy się, o co chodzi, pojechał ze studentem do swego mieszkania i wręczył mu szkatułkę mówiąc:</akap>
<akap_dialog>--- Tu są wszystkie listy.</akap_dialog>
<akap>Zdawało się, że chce coś jeszcze mówić, może pragnął dowiedzieć się szczegółów o balu u wicehrabiny, a może chciał wyznać przed Eugeniuszem, że już zaczyna rozpaczać z powodu swego małżeństwa, co później rzeczywiście miało miejsce, lecz błyskawica dumy zapaliła mu się w oczach i miał smutną odwagę zamilczeć o najszlachetniejszych swych uczuciach.</akap>
<akap_dialog>
--- Nic jej o mnie nie mów, kochany Eugeniuszu --- wyrzekł, ściskając dłoń jego z wyrazem przychylności i smutku; po czym dał mu znak, żeby się oddalił.
</akap_dialog>
<akap>
Eugeniusz powrócił do pałacu Beauséantów i kazał się zaprowadzić do pokoju wicehrabiny, w którym widać było poczynione przygotowania do podróży. Usiadł przy ogniu, a utkwiwszy wzrok w szkatułkę cedrową, pogrążał się w głęboką i smutną zadumę. Pani de Beauséant przybierała w jego oczach rozmiary bogiń Iliady.
</akap>
<akap_dialog>
--- Ach! przyjacielu --- rzekła wicehrabina, wchodząc i opierając rękę na ramieniu Rastignaca.
</akap_dialog>
<akap>
Stała cała przed nim we łzach, z oczyma wzniesionymi; jedną rękę drżącą wyciągnęła ku niemu, a drugą podniosła ku górze. Pochwyciła nagle szkatułkę, rzuciła ją do ognia i śledziła okiem, aż póki nie spłonęła.
</akap>
<akap_dialog>--- Tańczą! Wszyscy przyszli punktualnie, tylko śmierć przyjdzie za późno. Cyt! Przyjacielu --- zawołała kładąc palec na ustach Rastignaca, który chciał coś powiedzieć. --- nigdy już nie zobaczę ani Paryża, ani świata. O piątej z rana odjeżdżam stąd, żeby zagrzebać się w głębi Normandii. Od trzeciej po południu zajęta już jestem przygotowaniem do drogi; musiałam podpisywać akta, wejrzeć w interesy, nie miałam kogo posłać do...</akap_dialog>
<akap>Zatrzymała się.</akap>
<akap_dialog>--- Byłam pewna, że można go znaleźć u...</akap_dialog>
<akap>Zatrzymała się znowu przejęta boleścią. W takiej chwili wszystko jest cierpieniem, a niektórych słów wymówić nawet niepodobna.</akap>
<akap_dialog>--- Wreszcie --- poczęła znowu --- liczyłam na pana, że zechcesz mi oddać tę ostatnią przysługę. Chciałabym dać ci jakiś zadatek przyjaźni. Będę myślała często o tobie, boś mi się wydał dobry i szlachetny, młody i czysty wśród tego świata, w którym podobne przymioty tak rzadko się spotykają. Pragnę, żebyś o mnie czasem pomyślał.</akap_dialog>
<akap>Obejrzała się dokoła. </akap>
<akap_dialog>--- Oto jest --- powiedziała --- pudełko, w którym chowałam rękawiczki. Ilekroć otworzyłam go przed wyjazdem na bal lub do teatru, zawsze czułam, żem piękna, bo byłam szczęśliwa i po to tylko do niego się dotykałam, żeby myśl jaką wdzięczną w nim pozostawić: jest w nim wiele mojej istoty, jest cała pani de Beauséant, która już istnieć przestała. Przyjm je pan ode mnie. Postaram się, żeby ją odniesiono do twego mieszkania przy ulicy d'Artois. Pani de Nucingen bardzo pięknie dziś wygląda, kochaj ją szczerze. Jeżeli nie zobaczymy się więcej, to bądź pewien, przyjacielu, który byłeś zawsze dobry dla mnie, że modlić się będę za ciebie. Zejdźmy do salonu; nie chcę, żeby myślano, że ja płaczę. Mam wieczność całą przed sobą, będę sama i nikt nie zażąda rachunku łez moich. Jeszcze jedno tylko spojrzenie na ten pokój. </akap_dialog>
<akap>Wice-hrabina zatrzymała się, przysłoniła ręką oczy, po czym obtarła je, zwilżyła zimną wodą i wsparła się na ramieniu studenta. </akap>
<akap_dialog>--- Idźmy --- powiedziała. </akap_dialog>
<akap>
Nic w życiu nie wzruszyło Rastignaca tak silnie, jak zetknięcie się z tą boleścią szlachetnie stłumioną. Pani de Beauséant obeszła z Eugeniuszem dokoła sali, była to ostatnia uprzejmość tej kobiety, odznaczającej się dziwnym wdziękiem.
</akap>

