Lektury: Przedmieścia stolicy

Edytuj
Komentarze              Archiwum wersji (wszystkie edycje)

Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki

<utwor><liryka_l>

<autor_utworu>Adam Mickiewicz</autor_utworu>

<dzielo_nadrzedne>Dziadów części III Ustęp</dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu>Przedmieścia stolicy</nazwa_utworu>


<strofa>Rosja, MiastoDziedzictwo, SztukaZ dala, już z dala widno, że stolica./
Po obu stronach wielkiej, pysznej drogi/
Rzędy pałaców. --- Tu niby kaplica/
Z kopułą, z krzyżem; tam jak siana stogi/
Posągi stoją pod słomą i śniegiem;/
Ówdzie, za kolumn korynckich szeregiem,/
Gmach z płaskim dachem, pałac letni, włoski,/
Obok japońskie, mandaryńskie kioski,/
Albo z klasycznych czasów Katarzyny/
Świeżo małpione klasyczne ruiny./
Różnych porządków[1], różnych kształtów domy,/
Jako zwierzęta z różnych końców ziemi,/
Za parkanami stoją żelaznemi,/
W osobnych klatkach. --- Jeden niewidomy,/
Pałac krajowej ich architektury,/
Wymysł ich głowy, dziecko ich natury./
BłotoJakże tych gmachów cudowna robota!/
Tyle kamieni na kępach śród błota!</strofa>

<strofa>Pieniądz, Krew, ZbrodniaW Rzymie, by dźwignąć teatr dla cezarów,/
Musiano niegdyś wylać rzekę złota[2];/
Na tym przedmieściu podłe sługi carów,/
By swe rozkoszne zamtuzy[3] dźwignęli,/
Ocean naszej krwi i łez wyleli./
Żeby zwieźć głazy do tych obelisków,/
Ileż wymyślić trzeba było spisków;/
Ilu niewinnych wygnać albo zabić,/
Ile ziem naszych okraść i zagrabić;/
Póki krwią Litwy, łzami Ukrainy/
I złotem Polski hojnie zakupiono/
Wszystko, co mają Paryże, Londyny,/
I po modnemu gmachy wystrojono,/
Szampanem zmyto podłogi bufetów/
I wydeptano krokiem menuetów.</strofa>

<strofa>Teraz tu pusto. --- TrupDwór w mieście zimuje,/
I dworskie muchy, ciągnące za wonią/
Carskiego ścierwa, za nim w miasto gonią./
Teraz w tych gmachach wiatr tylko tańcuje;/
Panowie w mieście, car w mieście. --- Do miasta/
Leci kibitka; zimno, śnieżno było;/
Z zegarów miejskich zagrzmiała dwunasta,/
A słońce już się na zachód chyliło[4]./
OkoNiebios sklepienie otwarte szeroko,/
Bez żadnej chmurki, czcze, ciche i czyste,/
Bez żadnej barwy, blado przezroczyste,/
Jako zmarzłego podróżnika oko.</strofa>

<strofa>WizjaPrzed nami miasto. --- Nad miastem do góry/
Wznoszą się dziwnie, jak podniebne grody,/
Słupy i ściany, krużganki i mury,/
Jak babilońskie wiszące ogrody:/
To dymy z dwiestu tysięcy kominów/
Prosto i gęsto kolumnami lecą,/
Te jak marmury kararyjskie świecą,/
Tamte się żarzą iskrami rubinów;/
W górze wierzchołki zginają i łączą,/
Kręcą w krużganki i łukami plączą,/
I ścian, i dachów malują widziadła: ---/
Jak owe miasto, co nagle powstanie/
Ze śródziemnego czystych wód zwierciadła/
Lub na Libijskim wybuchnie tumanie,/
I wabi oko podróżnych z daleka,/
I wiecznie stoi, i wiecznie ucieka[5].</strofa>

<strofa>Już zdjęto łańcuch, bramy otwierają;/
Trzęsą, badają, pytają --- wpuszczają.</strofa>

</liryka_l></utwor>

Przypisy

  1. <slowo_obce>Różnych porządków</slowo_obce> --- w różnych stylach.
  2. <slowo_obce>Musiano niegdyś wylać rzekę złota</slowo_obce>. Te słowa wyrzekł król Gotów, ujrzawszy po raz pierwszy Kolizeum w Rzymie.
  3. <slowo_obce>zamtuz</slowo_obce> --- dom rozpusty.
  4. <slowo_obce>Z zegarów miejskich zagrzmiała dwunasta. A słońce już się na zachód chyliło</slowo_obce>. W dniach zimowych w Petersburgu około godziny trzeciej już mrok pada.
  5. <slowo_obce>I wiecznie stoi, i wiecznie ucieka</slowo_obce>. Dymy miast północnych, w czasie mroźnym wznoszące się pod niebo w kształtach fantastycznych, tworzą widowisko podobne do fenomenu zwanego <slowo_obce>mirage</slowo_obce>, który zwodzi żeglarzy na morzach i podróżnych na piaskach Arabii. <slowo_obce>Mirage</slowo_obce> zdaje się być już miastem, już wsią, już jeziorem albo oazą; przedmioty wszystkie widać bardzo wyraźnie, ale zbliżyć się do nich niepodobna; zawsze w równej od podróżnego znajdują się odległości i na koniec nikną.