Lektury: Oleszkiewicz

Edytuj
Komentarze              Archiwum wersji (wszystkie edycje)

Skopiowano ze stron roboczych projektu Wolne Podręczniki

<utwor><liryka_l>

<autor_utworu>Adam Mickiewicz</autor_utworu>

<dzielo_nadrzedne>Dziadów części III Ustęp</dzielo_nadrzedne>

<nazwa_utworu>Oleszkiewicz[1][2]</nazwa_utworu>

<nota><akap>Dzień przed powodzią petersburską 1834</akap></nota>


<strofa>Miasto, TrupGdy się najtęższym mrozem niebo żarzy,/
Nagle zsiniało, plamami czernieje,/
Podobne zmarzłej nieboszczyka twarzy,/
Która się w izbie przed piecem rozgrzeje,/
Ale nabrawszy ciepła a nie życia,/
Zamiast oddechu, zionie parą gnicia./
Wiatr zawiał ciepły. --- Owe słupy dymów,/
Ów gmach powietrzny jak miasto olbrzymów./
Niknąc pod niebem jak czarów widziadło,/
Runęło w gruzy i na ziemię spadło:/
I dym rzekami po ulicach płynął,/
Zmieszany z parą ciepłą i wilgotną;/
BłotoŚnieg zaczął topnieć --- i nim wieczór minął,/
Oblewał bruki rzeką Stygu[3] błotną./
Noc, ObcySanki uciekły, kocze i landary/
Zerwano z płozów; grzmią po bruku koła;/
Lecz pośród mroku i dymu, i pary/
Oko pojazdów rozróżnić nie zdoła;/
Widać je tylko po latarek błyskach,/
Jako płomyki błędne na bagniskach.</strofa>

<strofa>Szli owi młodzi podróżni nad brzegiem/
Ogromnej Newy; lubią iść o zmroku,/
Bo czynowników unikną widoku/
I w pustym miejscu nie zejdą się z szpiegiem./
Szli obcym z sobą gadając językiem;/
Czasem pieśń jakąś obcą z cicha nucą,/
Czasami staną i oczy obrócą,/
Czy kto nie słucha? --- nie zeszli się z nikim./
Nucąc błądzili nad Newy korytem,/
Które się ciągnie jak alpejska ściana,/
Aż się wstrzymali, gdzie między granitem/
Ku rzece droga spada wyrąbana./
Stamtąd, na dole, ujrzeli z daleka/
Nad brzegiem wody z latarką człowieka:/
Nie szpieg, bo tylko śledził czegoś w wodzie,/
Ani przewoźnik, któż pływa po lodzie?/
Nie jest rybakiem, bo nic nie miał w ręku/
Oprócz latarki i papierów pęku./
Podeszli bliżej, on nie zwrócił oka,/
Wyciągał powróz, który w wodę zwisał,/
Wyciągnął, węzły zliczył i zapisał;/
Zdawał się mierzyć, jak woda głęboka./
Odblask latarki odbity od lodu/
Oblewa jego księgi tajemnicze/
I pochylone nad świecą oblicze/
Żółte, jak obłok nad słońcem zachodu:/
Oblicze piękne, szlachetne, surowe./
Okiem tak pilnie w swojej księdze czytał,/
Że słysząc obcych kroki i rozmowę/
Tuż ponad sobą, kto są, nie zapytał,/
I tylko z ręki lekkiego skinienia/
Widać, że prosi, wymaga milczenia./
Coś tak dziwnego było w ręki ruchu,/
Że choć podróżni tuż nad nim stanęli,/
Patrząc i szepcąc, i śmiejąc się w duchu,/
Umilkli wszyscy, przerwać mu nie śmieli./
Jeden w twarz spojrzał i poznał, i krzyknął:/
,,To on!" --- I któż on? --- Polak, jest malarzem,/
Lecz go właściwiej nazywać guślarzem,/
Bo dawno od farb i pędzla odwyknął,/
Bibliją tylko i kabałę bada,/
I mówią nawet, że z duchami gada./
Malarz tymczasem wstał, pisma swe złożył/
I rzekł, jak gdyby rozmawiając z sobą:/
,,Kto jutra dożył, wielkich cudów dożył,/
Będzie to drugą, nie ostatnią próbą;/
Pan wstrząśnie szczeble assurskiego tronu,/
Pan wstrząśnie grunty miasta Babilonu;/
Lecz trzecią widzieć, Panie! nie daj czasu!"/
Rzekł i podróżnych zostawił u wody,/
A sam z latarką z wolna szedł przez schody/
I zniknął wkrótce za parkan terasu./
Nikt nie zrozumiał, co ta mowa znaczy;/
Jedni zdumieni, drudzy rozśmieszeni,/
Przeczucie, GwiazdaWszyscy krzyknęli: ,,Nasz guślarz dziwaczy!"/
I chwilę jeszcze stojąc pośród cieni,/
Widząc noc późną, chłodną i burzliwą,/
Każdy do domu powraca co żywo.</strofa>

<strofa>Jeden nie wrócił, lecz na schody skoczył/
I biegł terasem; nie widział człowieka,/
Tylko latarkę jego z dala zoczył,/
Jak błędna gwiazda świeciła z daleka./
Chociaż w malarza nie zajrzał oblicze,/
Choć nie dosłyszał, co o nim mówili,/
Ale dźwięk głosu, słowa tajemnicze/
Tak nim wstrząsnęły! --- przypomniał po chwili,/
Że głos ten słyszał, i biegł co miał mocy/
Nieznaną drogą, śród słoty, śród nocy./
Latarka prędko niesiona mignęła,/
Coraz mniejszała, zakryta mgły mrokiem/
Zdała się gasnąć; wtem nagle stanęła/
W pośrodku pustek na placu szerokim./
Podróżny kroki podwoił, dobiega;/
Na placu leżał wielki stos kamieni,/
Na jednym głazie malarza spostrzega:/
Stał nieruchomy pośród nocnych cieni./
Głowa odkryta, odsłonione barki,/
A prawa ręka wzniesiona do góry,/
I widać było z kierunku latarki,/
Że patrzył w dworca cesarskiego mury./
I w murach jedno okno w samym rogu/
Błyszczało światłem; to światło on badał,/
Szeptał ku niebu, jak modląc się Bogu,/
Potem głos podniósł i sam z sobą gadał.</strofa>

<strofa>Upadek, Grzech, Przeczucie, Sen, Miłosierdzie, Sumienie, Anioł, Szatan, Król, Pycha,,Ty nie śpisz, carze! noc już wkoło głucha,/
Śpią już dworzanie --- a ty nie śpisz, carze;/
Jeszcze Bóg łaskaw posłał na cię ducha,/
On cię w przeczuciach ostrzega o karze./
Lecz car chce zasnąć, gwałtem oczy zmruża,/
Zaśnie głęboko --- dawniej ileż razy/
Był ostrzegany od anioła stróża/
Mocniej, dobitniej, sennymi obrazy.</strofa>

<strofa>,,On tak zły nie był, dawniej był człowiekiem;/
Powoli wreszcie zszedł aż na tyrana,/
Anioły Pańskie uszły, a on z wiekiem/
Coraz to głębiej wpadał w moc szatana./
Ostatnią radę, to przeczucie ciche,/
Wybije z głowy jak marzenie liche;/
Nazajutrz w dumę wzbiją go pochlebcę/
Wyżej i wyżej, aż go szatan zdepce...</strofa>

<strofa>Kara, Los, Wizja, Żywioły,,Ci w niskich domkach nikczemni poddani/
Naprzód za niego będą ukarani;/
Bo piorun, w martwe gdy bije żywioły,/
Zaczyna z wierzchu, od góry i wieży,/
Lecz między ludźmi naprzód bije w doły/
I najmniej winnych najpierwej uderzy...</strofa>

<strofa>Śmierć,,Usnęli w pjaństwie, w swarach lub w rozkoszy,/
Zbudzą się jutro --- biedne czaszki trupie!/
Spijcie spokojnie jak zwierzęta głupie,/
Nim was gniew Pański jak myśliwiec spłoszy,/
Tępiący wszystko, co w kniei spotyka,/
Aż dojdzie w końcu do legowisk dzika:</strofa>

<strofa>Woda ,,Słyszę! --- tam! --- wichry --- już wytknęły głowy/
Z polarnych lodów, jak morskie straszydła;/
Już sobie z chmury porobili skrzydła,/
Wsiedli na falę, zdjęli jej okowy;/
Słyszę! --- już morska otchłań rozchełznana/
Wierzga i gryzie lodowe wędzidła,/
Już mokrą szyję pod obłoki wzdyma;/
Już! --- jeszcze jeden, jeden łańcuch trzyma ---/
Wkrótce rozkują; --- słyszę młotów kucie..."</strofa>

<strofa>PrzeczucieRzekł i postrzegłszy, że ktoś słucha z boku,/
Zadmuchnął świecę i przepadł w pomroku./
Błysnął i zniknął jak nieszczęść przeczucie,/
Które uderzy w serce, niespodziane,/
I przejdzie straszne --- lecz nie zrozumiane.</strofa>

<extra>'KONIEC [USTĘPU]' - do rozważenia</extra>

</liryka_l></utwor>

Przypisy

  1. Oleszkiewicz, malarz znany w Petersburgu ze swoich cnót, głębokiej nauki i mistycznych przepowiedni. Obacz nekrolog jego w gazetach petersburskich z roku 1830.
  2. Nekrolog ten, pióra Franciszka Malewskiego, ukazał się w »Tygodniku Petersburskim« 1831 nr 41; podniesiono tam zacność charakteru, religijno--mistyczne skłonności i dziwny urok osobisty zmarłego Oleszkiewicza.
  3. <slowo_obce>Styg</slowo_obce> --- Styks, jedna z rzek, które według wyobrażeń starożytnych Greków opływały świat podziemny.